Reklama

Na Krawędzi

Obchodzić rocznicę

2018-11-07 08:52

Przemysław Fenrych
Edycja szczecińsko-kamieńska 45/2018, str. VIII

Ks. Paweł Borowski

Sto lat temu Polacy bardzo różnych środowisk, zwolennicy różnych partii politycznych, wychowani w trzech zupełnie innych ustrojowo i obyczajowo państwach, dokonali cudu: potrafili się dogadać, wykorzystać koniunkturę polityczną i doprowadzić do odrodzenia niepodległego państwa polskiego. W tym stuleciu tego cudu dokonali jeszcze raz w roku 1989: też się dogadali, też wykorzystali koniunkturę, też odzyskali niepodległe państwo. Jak się nad tym tak dobrze zastanowić, to jest to coś niesłychanego: w jednym stuleciu dwa skuteczne porozumienia Polaków wydobywające Polskę raz z niewoli trwającej ponad 120 lat, drugi raz z niewoli trwającej pół wieku. W żadnym z tych przypadków nie powstało państwo idealne, w obu naprawdę niepodległe. Trzeba zatem świętować, nie zapominając, że świętowanie to ponad wszystko okazywanie wdzięczności Bogu i ludziom za potężne dobro. A skoro odzyskaliśmy niepodległość dzięki porozumieniu się Polaków, to i świętowanie powinno być wspólne, realizowane w porozumieniu. Jak nie być naiwnym i wierzyć, że jest na to dzisiaj szansa?

Obchodzimy stulecie nad wyraz intensywnie. Czasem chyba trochę bez głowy. Zobaczyłem niedawno uroczysty plakat „100 lat więziennictwa w niepodległej Polsce”, w Internecie wyczytałem (a jest i filmik), że służby więzienne świętują bardzo godnie, że najbardziej zasłużeni dla służby otrzymują nagrody i medale… Nie neguję potrzeby tej służby, wiem, jak trudna i niebezpieczna to praca. Ale z całym szacunkiem: czy naprawdę warto to włączać w stulecie niepodległości? Pomijam już to, że więzienie z wolnością kiepsko się kojarzy, bardziej mnie intryguje to sto lat. Czyli co – jako były internowany w trzech różnych więzieniach mam się w to świętowanie włączyć? Jeżeli sto lat, to i czasy okupacji hitlerowskiej i stalinowskiej? Sto lat temu powstał polski system więziennictwa, ale nie możemy sensownie obchodzić stulecia więziennictwa w niepodległej Polsce! 100 lat temu niepodległość odzyskaliśmy, by po dwudziestu latach ponownie na pół wieku ją stracić i ponownie odzyskać w roku 1989. Warto o tym pamiętać, by „obchodzenie” miało sens, by nie było pozoranctwem, „odbębnianiem”, „obchodzeniem szerokim łukiem”.

Reklama

W świętowaniu rocznicy powinna być wdzięczność, refleksja i odpowiedzialność. Wdzięczność najpierw Bogu – jakoś ją trzeba wyrazić także materialnie, dlatego jestem zwolennikiem budowy świątyni Opatrzności Bożej. Wdzięczność ludziom – ojcom niepodległości. I tu ważne, by odejść od partyjnego klucza. Mieliśmy wówczas wielu dobrych liderów, a dobry skutek przyniosła nie indywidualna wielkość któregokolwiek z nich, lecz to, że w kluczowym momencie potrafili się dogadać. I wreszcie wdzięczność tysiącom obywateli, którzy w rozmaity sposób włączyli się w budowę niepodległej Ojczyzny. To budzi ogromny szacunek, że nasi przodkowie potrafili w ciągu zaledwie dwóch dekad zszyć w jedną całość państwo złożone z tak różnych części. Po drugie – refleksja. Refleksja o tym, co było i o tym, co jest. Dla mnie jest oczywiste – odzyskaliśmy niepodległość w 1918 i w 1989, bośmy się dogadali. Bez porozumienia nie byłoby niepodległej Polski. Porozumienie to klucz do ówczesnego sukcesu. I wniosek: brak porozumienia to droga do klęski. Historia się nie skończyła, nic nie jest raz na zawsze, bohaterowie sprzed stu lat od 1939 r. wiedzą o tym najlepiej. No to myślmy, na czym polegało porozumienie wtedy, na czym powinno polegać dzisiaj, co nas od zdolności porozumienia oddziela, co może sprzyjać solidarności. Na ten temat warto stale prowadzić dialog. I nikogo z tego dialogu nie wykluczać. Z tego wynika odpowiedzialność za niepodległość Ojczyzny. Czy czujemy się odpowiedzialni za dzisiejszą niepodległość? Które z naszych słów i zachowań sprzyjają wolności, które ją niszczą? To brzmi jak społeczny rachunek sumienia, to prawda, na te pytania nie da się odpowiedzieć tylko indywidualnie. Tu trzeba się dogadać, porozumieć.


Przemysław Fenrych
Historyk, felietonista, ekspert i trener Centrum Szkoleniowego Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej w Szczecinie

Tagi:
100‑lecie niepodległości

100 minut dla Niepodległej

2019-05-08 08:13

Ks. Marcin Miczkuła
Edycja szczecińsko-kamieńska 19/2019, str. 4

Cały czas trwamy w jubileuszu 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Parafia pw. NMP Królowej Świata w Stargardzie dzięki wsparciu finansowemu Fundacji PZU zrealizowała projekt patriotyczny pod nazwą „100 minut dla Niepodległej”. Polegał ona na przygotowaniu przez dzieci i młodzież 100 minut pieśni oraz wierszy niepodległościowych

Ks. Marcin Miczkuła

Podczas warsztatów młodzi przygotowali się do nagrania płyty z okazji uczczenia jubileuszu odzyskania przez Polskę niepodległości zatytułowanego „100 minut na Niepodległej”. W projekcie wzięło udział wiele osób i instytucji: II Liceum Ogólnokształcące im. C. K. Norwida, Szkoła Podstawowa nr 5 im. Jana Pawła II, Przedszkole Miejskie nr 2 „Mali Artyści”, Przedszkole i Szkoła Podstawowa Uśmiech, Ośrodek Rehabilitacyjno-Edukacyjno-Wychowawczy, Młodzieżowy Ośrodek Socjoterapii, Państwowa Szkoła Muzyczna im. W. Lutosławskiego, Młodzieżowy Dom Kultury im. M. Zaruskiego, Chór Echo Arioso w Stargardzie oraz Szkoła Podstawowa w Strachocinie.

Dzięki zaangażowaniu wielu nauczycieli udało się przeprowadzić warsztaty przygotowujące do nagrania płyty „100 minut dla Niepodległej”. Po warsztatach, dzięki życzliwości dyrektor Młodzieżowego Domu Kultury Małgorzaty Flas, a wcześniej Elżbiety Szumskiej, pod czujnym okiem Adriana Barczaka i Ireneusza Kopczyńskiego udało się sfinalizować nasze marzenia nagrywając płytę. Pełną radość otrzymaliśmy, gdy dzięki wydatnemu wsparciu Fundacji PZU wydaliśmy płytę.

Wydana płyta jest piękną pamiątką tego wielkiego jubileuszu, który jest bardzo ważny dla każdego Polaka.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Górale zawsze bronili Krzyża na Giewoncie i będą bronić go do końca

2019-08-24 08:13

wpolityce.pl

Po czwartkowej tragicznej burzy w Tatrach, w których zginęło pięć osób pojawiły się głosy, żeby usunąć Krzyż z Giewontu.

Bożena Sztajner

Krzyż na Giewoncie był ustawiony dużo wcześniej niż czerwona i tęczowa zaraza próbuje nas zniszczyć. To wotum postawione przez górali w 1901 r. — komentuje, dla portlau wpolityce.pl, stryjeczny prawnuk Józefa Kurasia „Ognia”, Bartłomiej Kuraś.

Przez lata niejedna burza uderzała w niego i chciała go zniszczyć. Czwartkowy wypadek jest przykrą i tragiczną sprawą, ale to nie jest powód do usunięcia symbolu wiary — podkreśla.

Jeżeli dojdzie do próby usunięcia Krzyża górale będą go bronić. Górale zawsze bronili Krzyża na Giewoncie i będą bronić go do końca. Pan Hartman nie jest pierwszą osobą i zapewne nie ostatnią, która domaga się usunięcia Krzyża z Giewontu — dodaje Bartłomiej Kuraś.

Dziennikarz, zakopiańczyk, Witold Gadowski dla portalu wpolityce.pl mówi: mój wuj, ks. Walenty Gadowski wytyczył szlak na Orlą Perć. Papież Jan Paweł II poświęcił jego tablicę na Kasprowym Wierchu. Moja mama codziennie patrzy się na Krzyż na Giewoncie i modli się. Jeżeli ktoś spróbuje zniszczyć Krzyż na Giewoncie, zobaczy co znaczy gniew górali. Nie wolno tknąć pamiątki męki i śmierci naszego Zbawiciela! To nasze, góralskie wotum dla Pana Boga.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jasna Góra: pieszo, na rowerach i biegiem - trwa drugi szczyt pielgrzymkowy

2019-08-25 08:58

it / Częstochowa (KAI)

Na Jasnej Górze rozpoczął się drugi szczyt pielgrzymkowy. Na uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej przybywają kolejne tysiące pieszych, rowerowych i innych pątników. To głównie grupy parafialne i dekanalne z metropolii łódzkiej, katowickiej i częstochowskiej, ale są też diecezjalne kompanie. Wczoraj weszło ponad 20 grup, a dziś przyjdzie następnych ponad trzydzieści.

Krzysztof Świertok

W 94. pielgrzymce łódzkiej, wśród ok.2 tys. pątników, jak zwykle przyszli: papieski jałmużnik kard. Konrad Krajewski i abp Grzegorz Ryś, metropolita łódzki.

Abp Ryś podkreślał, że pielgrzymka jest „przecudownym doświadczeniem Kościoła”. - Jak odkryliście to przecudowne doświadczenie Kościoła, gdzie wszyscy podążają za Chrystusem, nawracają się, znają się po imieniu, poznają nowych ludzi, którzy od razu są ich dobrymi znajomymi, a jak trzeba to wszyscy idą na grilla, to uczyńcie Kościół taki w waszych parafiach, wspólnotach i mówicie - chodźcie i zobaczcie - zachęcał pielgrzymów metropolita łódzki.

Pątnik witał każdą z grup pieszych pielgrzymek z metropolii łódzkiej. W sumie z terenu jego archidiecezji weszło ok. 6 tys. osób.

- To jest specyfika pielgrzymki z arch. łódzkiej, że jest wiele wspólnot, które idą w tym samym czasie, z różnych miejsc, idą i razem i osobno, więc biskup się musi przenosić z miejsca na miejsce - wyjaśnia arcybiskup. Podkreśla, że zaczął pielgrzymować ze Zgierzem, „to było 20-tego, potem wyszedłem z Łodzią 21-go, potem szedłem z Łaskiem, następnie z Aleksandrowem i z Pabianicami, Kaszewicami i czekam na pozostałe grupy”.

Jak zaznacza „to bardzo piękne doświadczenie, bo w tych mniejszych grupach ludzie poczuwają się do bliższej wspólnoty, jakoś łatwiej czytają swoją tożsamość”. - Dobrze jest z nimi być. Na każdym etapie ludzie podchodzili, spowiadali się, rozmawiali, stawiali rozmaite pytania – podkreślał pasterz.

Dodawał, że Jasna Góra jest dla niego ważnym miejscem w życiu. - Pewnie sam mógłbym przyjechać w różnym czasie, ale dla mnie jest ogromnie ważne przejść z ludźmi z mojej archidiecezji, także po to, żeby skrócić pewien dystans, żeby zobaczyli, że biskup nie jest kimś na koturnach i niedostępnym, tylko idzie z nimi i sutannę ma tak samo mokrą, jak oni kurtki czy koszule. Bardzo dobre doświadczenie - podsumował arcybiskup.

Pielgrzymi podkreślają, że przybywają na imieniny Matki. - Matka chce swoje dzieci zawsze mieć wszystkie przy sobie, Maryja nas jednoczy - powiedziała pani Bożena, która siódmy raz przyszła z Wolbromia.

Karol, 10-letni pielgrzym podkreślał, że choć ciężko się szło, „bo to sto kilometrów a nogi bolą jak zwykle, to jak się tu wchodzi to jest się szczęśliwym i dumnym, że się doszło”.

Ania przedstawicielka młodzieży podkreślała, że pielgrzymka to „zawsze wspaniały czas kiedy można się modlić z innymi ludźmi i wzmacniać się w wierze”.

Niektórzy pokonali sto kilometrów, inni tysiąc. Z paulińskiego klasztoru w Rumunii i z miejsca ostatniej wizyty papieża Franciszka w Csíksomlyó przybiegło 10 osób.

Pomysłodawcą pielgrzymki jest Marian Płaszczyk, mieszkaniec Knurowa, członek Rycerstwa Jasnogórskiej Bogarodzicy, który corocznie organizuje pielgrzymki biegowe z miasteczka Knurów w woj. śląskim na Jasną Górę. Od trzech lat do pielgrzymek krajowych postanowiono dołączyć pielgrzymowanie zagraniczne, związane z tradycją i historią Zakonu Paulinów, odwiedzając klasztory paulińskie w Europie.

- Biegaliśmy od paulińskiego klasztoru do następnego. To było spotkanie z jedną Matką, ale o wielu obliczach, bo każde miejsce, gdzie zatrzymywaliśmy się było związane z Maryją - powiedział pomysłodawca wyprawy.

- Mam 57 lat, biegam dość długo, ale pielgrzymka to coś wspaniałego – wyznała pani Dorota z Bytomia. Dodała, że „ to wspaniałe przeżycia, bo człowiek sam siebie zwycięża, było trudno, deszcz, słońce i goniące nas psy. Rumunia dała nam popalić”.

W 2017 r. biegacze pokonali trasę z Jasnej Góry do Marianosztra na Węgrzech, skąd Zakon Paulinów przybył do Polski i na Jasną Górę. W 2018 r. wyruszyli z Jasnej Góry do Šaština, gdzie znajduje się Sanktuarium Matki Bożej Siedmiobolesnej, Patronki Słowacji, od niedawna klasztor odzyskany przez paulinów. W tym roku postanowiono zmodyfikować trasę pielgrzymki, i biec na Jasną Górę.

Przybywające teraz pielgrzymki są bardzo „malownicze”. Mają przeróżne pielgrzymkowe emblematy, parafialne proporce, sztandary, idą w nich druhny i druhowie z Ochotniczych Straży Pożarnych, przedstawicielki Kół Gospodyń Wiejskich, orkiestry dęte.

Sporo pielgrzymek, które docierają teraz, na odpust 26 sierpnia, w drogę powrotną uda się również pieszo.

Tak jest np. w pielgrzymce z Przedborza. - Wędrujemy dwa i pół dnia na Jasną Górę, by pokłonić się Matce Bożej, po uroczystościach w Częstochowie wracamy również pieszo do naszej Pani Serdecznej, do naszego kościoła, by ten trud pielgrzymi ofiarować również w intencji naszej Ojczyzny - opowiada ks. Stanisław Obratyński i dodaje: „wędrujemy od Matki Bożej Serdecznej do Matki Bożej Jasnogórskiej, by ta radość naszej grupy mogła się wypełnić”. Dziś dotrze jedna z największych - piesza pielgrzymka tarnowska – w której podąża ponad 8 tys. osób, przyjadą także pielgrzymi na rolkach z Warszawy.

W sumie na poniedziałkowy odpust wejdzie ok. 90 pielgrzymek, a w nich ponad 30 tys. osób.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem