Reklama

Powołani do świętości

2019-01-08 11:59

Magdalena Kowalewska
Niedziela Ogólnopolska 2/2019, str. 44-45

Archiwum rodzinne
Magdalena Korzekwa-Kaliszuk i Zbigniew Kaliszuk – szczęśliwi małżonkowie

Rozpoczął się nowy rok, a wraz z nim nowe postanowienia. Czy pamiętamy o tym jednym, najważniejszym dla nas, niezależnym od zmieniających się kartek w kalendarzu?

Gdy życzymy komuś świętości, często spotyka się to z humorystyczną reakcją przyjmującego takie życzenie lub z niedowierzaniem w to, że sąsiad czy kolega z pracy... może zostać świętym! Tymczasem wszyscy jesteśmy powołani do świętości. To, co powinno nam być tak bliskie, niekiedy wydaje się bardzo dalekie. Św. s. Faustyna Kowalska, św. Jan Paweł II, św. Joanna Beretta Molla, św. Ojciec Pio... ale nie ja! Ile razy spotykamy się z takim myśleniem? Zaproszenie do świętości do każdego z nas kieruje sam Chrystus. Nie ma znaczenia, czy jesteśmy współmałżonkami, dziadkami, studentami, mechanikami, nauczycielami czy dziennikarzami. Pan Bóg do nas mówi: „Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty” (1P 1, 16). To zaproszenie, jak pisze papież Franciszek w adhortacji o powołaniu do świętości w życiu współczesnym „Gaudete et exsultate”, nie jest adresowane wyłącznie do księży i osób żyjących w zgromadzeniach zakonnych.

Szczęśliwi blisko Boga

Dla Magdaleny Korzekwy-Kaliszuk i Zbigniewa Kaliszuka, którzy od trzech lat są małżeństwem, dążenie do świętości to codzienność. – Tylko na tej drodze, słuchając Boga, możemy być szczęśliwi. W Ewangelii Jezus pokazał nam, że świętość to miłość do Boga, ludzi i nas samych – relacjonuje Magdalena. Ona – prawnik i psycholog. On – absolwent zarządzania i marketingu, publicysta i autor książek. Receptą na bliską relację z Bogiem dla nich i ich małej córeczki jest codzienna Eucharystia. Postanowili we trójkę w Adwencie uczęszczać na Roraty. Msza św. wzmacnia ich małżeńską relację i przybliża do Boga. – Odkąd Mu zaufaliśmy, wiemy, że to On nas prowadzi, wspiera i czyni cuda! Tak namacalnie. Każdy jest zaproszony do świętości i każdemu, kto o to prosi, Pan Bóg na tej drodze pobłogosławi. Gdy jesteśmy blisko Boga, prościej nam kochać innych ludzi, także tych, którzy nas krzywdzą. I prościej głosić Ewangelię w naszym otoczeniu – podkreślają małżonkowie.

Kierownik Katedry Psychologii Małżeństwa i Rodziny Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego prof. Maria Ryś przypomina słowa św. Jana Pawła II, który podczas kanonizacji św. Brata Alberta w 1989 r. powiedział, że świętość polega na miłości. – Bezinteresowny dar z samego siebie w każdej kochającej się rodzinie to chleb powszedni – podkreśla prof. Ryś. Zauważa, że sama jednak bezinteresowność tego daru nie wystarczy, potrzeba jeszcze do tego dziecięcej ufności, aby dążyć do świętości. Prof. Ryś przypomina słowa Jezusa: „Jeśli się nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego” (Mt  18, 3). – Tak więc świętość, po pierwsze, to całkowite zawierzenie Panu Bogu i Jego Opatrzności. Po drugie, przyjmowanie Jego bezgranicznej miłości – zaznacza rozmówczyni „Niedzieli”.

Reklama

Oddać się Duchowi Świętemu

Dla Krzysztofa Miazgi nie ma tygodnia bez codziennej Eucharystii, adoracji Najświętszego Sakramentu i rozważania słowa Bożego. Dzięki łasce Pana dostał nowe życie. I wcale nie tęskni do poprzedniej drogi życiowej, gdy liczyły się imprezy, towarzystwo, alkohol i były problemy z czystością. – Wołałem do Pana, że chcę żyć tak jak On, ale nie mam na to siły, i Bóg odpowiedział na moje wezwanie. Przyszła łaska, ale trzeba było ją przyjąć i walczyć. Na początku nie było łatwo, ale to Bóg daje siłę – opowiada Krzysztof. – Znalazłem wspólnotę, która pozwala mi wzrastać duchowo, pomaga się uświęcać, uczyć modlitwy, słuchania Jezusa, rozeznawać, rozważać słowo Boże i służyć Bogu np. podczas kursu Alpha. Kiedy mówię o tym innym, słyszę, że nie mają czasu na takie życie, mnożą wymówki. Tymczasem to Eucharystia jest fundamentem, proszę o tę łaskę codziennego uczestniczenia we Mszy św. i ją dostaję – dodaje Krzysztof, który modli się do Ducha Świętego o prowadzenie w każdej sprawie. Jest fryzjerem, ale czas na modlitwę zawsze znajduje. – Pan przychodzi do tych, którzy potrzebują lekarza. Ustawia mi też grafik w pracy, zabiera przeszkody na drodze do wspólnoty czy do uczestniczenia we Mszy św., błogosławi w pracy. Mam poukładane życie, bo jak Jezus jest na pierwszym miejscu, to wszystko jest na właściwym miejscu. On jest Miłością. W drodze do świętości pomaga mi też szkaplerz, który przyjąłem kilka lat temu w sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej w Górkach k. Garwolina – wyznaje Krzysztof Miazga.

Świętość nie jest zarezerwowana tylko dla nadzwyczajnej grupy ludzi. Papież Franciszek w „Gaudete et exsultate” pisze: „Jesteś osobą konsekrowaną? Bądź świętym, żyjąc radośnie swoim darem. Jesteś żonaty albo jesteś mężatką? Bądź świętym, kochając i troszcząc się o męża lub żonę jak Chrystus o Kościół. Jesteś pracownikiem? Bądź świętym, wypełniając uczciwie i kompetentnie twoją pracę w służbie braciom. Jesteś rodzicem, babcią lub dziadkiem? Bądź świętym, cierpliwie ucząc dzieci naśladowania Jezusa. Sprawujesz władzę? Bądź świętym, walcząc o dobro wspólne i wyrzekając się swoich interesów osobistych” (n. 14).

Cechy świętego

Ojciec Święty daje nam też konkretne wskazówki, co robić, żeby być świętymi. To zasady, które w prosty sposób każdy z nas może wprowadzać w życie. Papież Franciszek apeluje o to, aby nie bać się świętości oraz aby każda działalność była skierowana na uświęcanie. Zauważa, że jest pięć cech, które choć nie wyczerpują wzorców świętości, to są pięknymi przejawami miłości Boga i bliźniego. Co więc robić, żeby być świętym? Przede wszystkim należy koncentrować swoje życie na Bogu i mocno trwać w Tym, który kocha i wspiera. „Święty nie marnuje swoich sił, by narzekać na błędy innych, potrafi zachować milczenie w obliczu wad braci i unika przemocy słownej, która niszczy i poniewiera, ponieważ nie uważa siebie za godnego, by być surowym dla innych (...)” – pisze Papież we wspomnianej adhortacji (n. 116). Mamy być pełni radości, poczucia humoru i nadziei, śmiałości, zapału ewangelizacyjnego i przede wszystkim nieustannej modlitwy. Naszym zadaniem jest spotykać Boga w Eucharystii, kontemplacji, słowie Bożym, adoracji i w drugim człowieku. Papież zwraca uwagę m.in. także na to, że uświęcenie to droga wspólnotowa, bo gdy „jesteśmy wyizolowani, bardzo trudno nam walczyć z własną pożądliwością, z zasadzkami i pokusami diabła oraz egoistycznego świata” (n. 140).

Kościół wyniósł na ołtarze wielu świętych i błogosławionych. Wielu nie znamy z imienia i nazwiska. Byli to cisi święci w oczach Boga, których życie było skoncentrowane na życiu Jego miłością i Jego przykazaniami. Każdy może dołączyć do tego grona. Wystarczy tylko włożyć w to trochę duchowego wysiłku.

Jak prymas Wyszyński papieża wybierał

2019-10-16 12:28

Grzegorz Polak
Niedziela Ogólnopolska 42/2019, str. 26-27

14 października 1978 r. do Kaplicy Sykstyńskiej wchodzi 111 kardynałów z 49 krajów. Nikt z nich nie przeczuwa, że za 2 dni zmienią bieg historii

Instytut Prymasowski Stefana Kardynała Wyszyńskiego
Bachledówka k. Zakopanego, lipiec 1973 r

Śmierć Jana Pawła I, po zaledwie 33-dniowym pontyfikacie, jest ogromnym szokiem także dla kardynałów. Zastanawiają się, co przez to doświadczenie chciał im powiedzieć Duch Święty. Nie mają czasu na dogłębne analizy, bo termin nowego, drugiego już konklawe w 1978 r. zbliża się wielkimi krokami.

Do Kolegium Kardynalskiego dociera informacja o manifeście wybitnych ojców soborowych, którzy domagają się charyzmatycznego pasterza. Kardynałowie mają świadomość, że nowy papież powinien być człowiekiem o silnej, wyrazistej osobowości, który byłby zdolny zahamować kryzys w Kościele. Kryzys, który – jak zauważył założyciel Wspólnoty św. Idziego prof. Andrea Riccardi – wynika nie z zewnętrznych sił bądź czynników, jak w czasach rewolucji francuskiej czy polityki państw ateistycznych, ale pochodzi z wnętrza Kościoła.

Nie do końca spełniają te wymagania i oczekiwania dwaj główni faworyci mediów, jak również większości elektorów: arcybiskup Genui kard. Giuseppe Siri, który z trudem przyjmuje zmiany posoborowe inicjowane przez Pawła VI, oraz arcybiskup Florencji kard. Giovanni Benelli, zdolny zachować ciągłość linii tego papieża.

Wojtyła powodem konfliktu z Sowietami?

Niektórzy z wpływowych kardynałów niewłoskich stawiają na kandydatów spoza Włoch. Arcybiskup Sao Paolo kard. Paulo Evaristo Arns oświadcza wprost, że najlepszym pretendentem byłby kard. Karol Wojtyła. O metropolicie krakowskim dużo się mówi przed konklawe w kręgach Kurii Rzymskiej. Cieszy się on tam opinią wspaniałego człowieka, zdolnego pasterza, ale nikt poważnie nie bierze pod uwagę jego kandydatury. Dlaczego? Bo – jak wspomina w niedawnym wywiadzie dla PAP znakomity watykanista Luigi Accattoli – ich zdaniem, „wybór papieża z kraju komunistycznego byłby wielkim zagrożeniem, gdyż mógłby doprowadzić do konfliktu z sowieckim systemem”.

Daleki od takiego myślenia jest arcybiskup Wiednia kard. Franz König, który jeszcze przed konklawe daje niedwuznacznie do zrozumienia, że sytuacja w Kościele dojrzała do tego, by papieżem mógł zostać nie-Włoch. Kardynał dobrze się orientuje w realiach socjalistycznych, bo jako pierwszy purpurat z Zachodu w charakterze nieformalnego przedstawiciela papieża odwiedza kraje Europy Środkowo-Wschodniej. Zna abp. Wojtyłę z jego wizyt w Wiedniu i ze swoich rewizyt w Krakowie. Ceni jego intelekt, walory moralne i talenty duszpasterskie. W rozmowach z członkami Kolegium Kardynalskiego sonduje możliwość wyboru nie-Włocha i w tym kontekście wymienia nazwisko Wojtyły, lobbując, jak byśmy dzisiaj powiedzieli, za jego kandydaturą.

Dlaczego Prymas odmówił

Kardynał König rozmawia także na ten temat z kard. Wyszyńskim. Wedle znanej anegdoty, słowa arcybiskupa Wiednia o godnym następcy św. Piotra z Polski Prymas odnosi do siebie, choć jedzie na konklawe z absolutnym przekonaniem, że papieżem powinien zostać Włoch. Znane są jego wypowiedzi sprzed konklawe na ten temat, zapisuje także to przekonanie w „Pro memoria”.

Kiedy dwaj główni faworyci włoscy blokują się nawzajem, bo żaden z nich nie może uzyskać wymaganej większości głosów, w przerwie między głosowaniami zgłasza się do Prymasa grupa elektorów z pytaniem, czy przyjąłby wybór. Kardynał Wyszyński zdecydowanie odmawia i po raz kolejny wyraża przekonanie, że papieżem powinien zostać Italczyk. Tłumaczy się ponadto zaawansowanym wiekiem, brakiem wszechstronnego przygotowania oraz koniecznością obrony Kościoła na Wschodzie, co określa jako swoje życiowe zadanie. „Do mnie należy nawet paść na granicy polsko-sowieckiej, gdyby Bóg tego ode mnie zażądał” – czytamy w „Pro memoria”. Mówi jednak kardynałom: „Gdyby wybór padł na kard. Wojtyłę, uważam, że miałby obowiązek wybór przyjąć, gdyż jego zadania w Polsce są inne”. Kiedy Prymas się orientuje, że szanse metropolity krakowskiego rosną, staje się gorącym rzecznikiem jego kandydatury.

To Jej dzieło!

Drugiego dnia konklawe, wobec niemożności uzyskania przewagi jednego z włoskich kandydatów, kard. König podczas posiłków wymienia nazwisko kard. Wojtyły, czym daje do zrozumienia, że będzie na niego głosował.

Nazajutrz, 16 października, po obiedzie, jak wynika z lakonicznych zapisków Prymasa, przejmuje on inicjatywę. Staje się, używając języka piłkarskiego, głównym rozgrywającym. W „Pro memoria” zapisuje: „Po obiedzie długa moja rozmowa z kard. Królem, a później z kard. Königiem. Nic więcej! Później z kardynałami niemieckimi. Nic więcej!”. Co to oznacza – wiadomo. Wymienieni należą do grona wpływowych purpuratów, których kard. Wojtyła ma po swojej stronie. Można się domyślić, że dyskutują o tym, jak zmobilizować do postawienia na metropolitę krakowskiego elektorów niezdecydowanych. Czas poobiedniego wypoczynku jest dla nich bardzo pracowity. „Czuło się ożywienie na korytarzach” – notuje kard. Wyszyński.

„Grupa Prymasa” okazuje się skuteczna, bo ósme głosowanie jest formalnością. Kardynał Wyszyński przesuwa się do metropolity krakowskiego, który siedzi za nim w drugim rzędzie, i prosi go o przyjęcie wyboru. „Gdyby Księdza Kardynała wybrano, proszę pomyśleć, czy nie przyjąć imienia Jana Pawła II. Dla włoskiej opinii publicznej byłoby to obrócenie na dobro tego kapitału duchowego, który zebrał Jan Paweł I” – czytamy w „Pro memoria”.

Podczas homagium obaj płaczą. Prymas wspomina po powrocie do Polski w jednym z kazań: „(...) usta nasze niemal jednocześnie otworzyły się imieniem Matki Bożej Jasnogórskiej: to Jej dzieło! Wierzyliśmy w to mocno i wierzymy nadal”.

Później Prymas wypowie prorocze słowa, które Papież zapisze w swoim testamencie, a po latach powtórzy w Gorzowie Wielkopolskim: „Masz teraz wprowadzić Kościół w trzecie tysiąclecie”.

Opatrznościowy udział

Choć Prymas i Papież są przekonani, że wynik konklawe to „sprawa” Madonny Jasnogórskiej, to jednak Jan Paweł II docenia rolę czynnika ludzkiego. Świadczy o tym jego niepublikowany dotąd odręczny list do kard. Wyszyńskiego z 3 listopada 1978 r., w którym dziękuje Księdzu Prymasowi za „tak opatrznościowy udział w ostatnim konklawe”. Czytamy w nim m.in.: „Nie muszę już więcej pisać, Wasza Eminencja sam wie, o co chodzi, o czym myślę. To są drogi Boże, które tym bardziej nam się uświadamiają, im bardziej objawia się ich zobowiązujące znaczenie. Ksiądz Prymas wie, że miał bezpośredni udział w objawieniu się tego właśnie zobowiązującego znaczenia na tle całego przebiegu konklawe, a w szczególności w dniu 16 października, w uroczystość św. Jadwigi”. Prymas i Papież rozumieli się „w pół słowa”. Ale i my po przeczytaniu tego fragmentu nie mamy wątpliwości, że Jan Paweł II dziękuje kard. Wyszyńskiemu za to, że w sposób zasadniczy przyczynił się do jego wyboru na papieża.

Po konklawe Prymas „na gorąco” wyraża przypuszczenie, że wybór papieża z Polski może „przyhamować akcję ateistyczną, płynącą z ZSRR, gdy Moskwa zorientuje się, że w centralnej Europie wyrosła niespodziewanie nowa siła”. I dodaje za starcem Symeonem: „Teraz puszczasz w pokoju swego sługę, Panie, ponieważ moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, które przygotowałeś przed obliczem wszystkich narodów” (por. Łk 2, 29-31).

Zanim to się stanie, Prymas przeżyje chwile wielkiej chwały, kiedy podczas homagium 22 października 1978 r. Papież w bezprecedensowym geście podniesie go z klęczek i ucałuje jego ręce, i kilka miesięcy później, kiedy w czerwcu 1979 r. będzie gospodarzem pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Modlitewne popołudnie u św. Barbary w Wieluniu

2019-10-22 21:49

Zofia Białas

22 października w parafii św. Barbary w Wieluniu stał się dniem szczególnym. W tym dniu zbiegły się tu trzy ważne ewangelizacyjne wydarzenia: Różaniec Święty dla dzieci, wspomnienie św. Jana Pawła II i inauguracji jego pontyfikatu oraz comiesięczne nabożeństwo i Eucharystia ku czci św. Rity.

Zofia Białas

Wszystkim modlitwom towarzyszyły Relikwie św. Rity i św. Jana Pawła II oraz wiele róż, w tym jeden bukiet szczególny - bukiet wdzięczności dla św. Rity od młodej matki za cud narodzenia dziecka i decyzji narzeczonego o zawarciu sakramentalnego małżeństwa.

Nabożeństwo różańcowe dla dzieci zakończyło się mini sprawdzianem wiadomości na temat tajemnic światła. Pomocą były piękne ilustracje ze scenami chrztu w Jordanie, cudu w Kanie, nauczania Pana Jezusa, przemienienia na Górze Tabor i ustanowienia Eucharystii. Mini sprawdzian przeprowadziła jedna z matek, która przed każdą tajemnicą czytała proste rozważania wyjaśniające tajemnice życia Jezusa i Jego Matki.

Tuż po Różańcu rozpoczęło się nabożeństwo do św. Rity połączone Litanią, koronką, prośbami i podziękowaniami. Było to już 10. Nabożeństwo w tym roku i 11. od chwili uroczystego wprowadzenia Jej Relikwii do kościoła w grudniu 2018 roku.

Ilość wiernych na nabożeństwie i Eucharystii ku Jej czci z miesiąca na miesiąc jest coraz większa. Coraz więcej czcicieli świętej od spraw beznadziejnych przybywa z różami, które po Eucharystii są uroczyście poświęcane.

Coraz więcej czcicieli świętej Rity zabiera do domów książeczki z modlitwami na każdy miesiąc i coraz więcej z nich wie, że trzeba mieć silną wiarę, modlić się sercem i być w modlitwie wytrwałym, bo tylko taką ufną modlitwę święta zaniesie przed Boży tron.

Eucharystia zakończyła się błogosławieństwem relikwiami św. Jana Pawła II i ucałowaniem Relikwii świętej Rity.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem