Reklama

Energia polityczna

2019-01-23 11:27

Rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 4/2019, str. 36-37

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Pod koniec 2018 i na początku 2019 r. Polacy – głównie politycy oraz media – niepokoją się podwyżką cen energii. Toczy się niełatwa i trudna do zrozumienia dla przeciętnego konsumenta energii dyskusja, która niewiele wyjaśnia, niewiele tłumaczy. Czy nie powinniśmy wreszcie przyjąć do wiadomości, że mamy tu do czynienia z pewną nieuchronnością w wymiarze globalnym?

ANDRZEJ SZCZĘŚNIAK: – Sprawa jest bardzo zagmatwana i niejednoznaczna. Podwyżki cen energii są powodowane tzw. walką ze zmianami klimatu, w której Unia Europejska jest liderem. Aby ta walka była skuteczniejsza – w mniemaniu unijnych urzędników – niedawno skonstruowano specjalny mechanizm podwyższania kosztów energii, czyli ETS – europejski system handlu emisjami. Najgorsze jest w nim to, że w imię ideologii walki z globalnym ociepleniem jej kosztami obarcza się zwykłego, prostego człowieka.

– Bo nie ma on nic do powiedzenia?

– Niekoniecznie, we Francji wywołało to bunt „żółtych kamizelek”; był to protest przeciwko podwyższaniu kosztów życia właśnie przez podatki klimatyczne. W Polsce od 1 stycznia dopłacamy 8 groszy do tzw. elektromobilności, czyli bardzo drogich samochodów elektrycznych. Janosik na odwrót: państwo zabiera biednym, żeby dać bogatym.

– Czy uważa Pan, że upowszechnienie elektromobilności nie przyczyni się do złagodzenia niekorzystnych zmian klimatu?

– W Polsce problem polega na tym, że państwo dopłaca do bardzo drogich elektrycznych samochodów w ramach ulg podatkowych dla ich producentów (zagranicznych zresztą), na co składają się wszyscy polscy kierowcy oraz wszyscy użytkownicy komunikacji publicznej. I wcale nie przyczynia się to do naprawy klimatu całej planety.

– Ale w przyszłości może eliminować szkodliwe spaliny...

– Eliminowanie smogu ma niewiele wspólnego z poprawą klimatu. Na temat globalnych i kosmicznych mechanizmów zmian klimatu na Ziemi trwają zasadnicze spory naukowe. I na tym wątpliwym fundamencie stworzono globalny – i niepodlegający dyskusji – mechanizm ekonomiczny, który uniemożliwia rozwój biedniejszym krajom, takim jak Polska. Dlatego obowiązuje dogmat: w Europie energia ma być droga. A to w sposób szczególnie dotkliwy dotyka Polski.

– Dlaczego?

– Polacy mają co najmniej trzy razy chudszy portfel niż inni Europejczycy. Dlatego zużywamy znacznie mniej energii niż Niemcy czy Francuzi i każda podwyżka cen energii jest dla nas dużo bardziej dotkliwa. Stąd dzisiejsze dramatyczne próby rządu, aby w jakiś sposób uwolnić zwykłych odbiorców od podwyżek.

– Skąd to założenie, że w Europie energia ma być droga?

– Jeszcze kilkanaście lat temu w dokumentach UE widniał zapis, że energia ma być powszechnie dostępna, to znaczy tania, że każdego powinno być stać na korzystanie z jej dobrodziejstw. Zapis ów zniknął, gdyż UE postanowiła być liderem ruchu globalnego na rzecz ratowania klimatu.

– Bo akurat zagrożenie ze strony ocieplającego się klimatu zaczęło narastać?

– Bo w tej „walce o klimat” bogaci Europejczycy dostrzegli możliwość pomnażania swego bogactwa; rozwinięte europejskie gospodarki czerpią z niej ogromne korzyści, gdyż preferuje ona promujących nowoczesne technologie. A na krajach biedniejszych wymusza się ich zakup za ogromne pieniądze, właśnie w imię pięknych haseł o poprawianiu klimatu.

– A podstawowym celem jest po prostu dalszy rozwój bogatych gospodarek?

– Oczywiście. Obecnie ponad 90 proc. wszystkich wydatków klimatycznych jest przeznaczane na energię odnawialną.

– To źle?

– Dla europejskich centrów przemysłowo-technologicznych jest to polityka bardzo korzystna. Dla takich regionów jak nasz jest natomiast zabójcza, ponieważ niszczy nasz polski skarb narodowy, jakim jest węgiel. Ponieważ zmusza nas do kupowania tych piekielnie drogich urządzeń energetycznych, w dodatku wytwarzających energię dużo niższej jakości.

– Dlaczego to gorsza energia?

– Dlatego, że nie mamy pewności jej ciągłych dostaw, nie możemy jej regulować stosownie do zapotrzebowania. Jest to energia nieprzewidywalna i niesterowalna, dotyczy to zwłaszcza tak usilnie Polsce zalecanej energii wiatrowej.

– Dlaczego w sąsiednich Niemczech produkcja energii wiatrowej zdaje egzamin?

– Zdaje? 40 proc. udziału energii elektrycznej z wiatru i słońca oznacza dużo wyższe ceny dla odbiorców, a jej okresowy nadmiar obciążał nawet polską sieć przesyłową, uniemożliwiał naszym elektrowniom normalną pracę... Generalnie biorąc, polska gospodarka ponosi poważne straty z powodu europejskiej polityki klimatycznej skrojonej na miarę i na zamówienie wysokorozwiniętych europejskich gospodarek. Po pierwsze z powodu blokowania wydobycia węgla, naszego największego i najtańszego źródła energii, a po drugie z powodu zmuszania nas do zakupu drogich urządzeń energetycznych, dla których Polska staje się po prostu intratnym rynkiem zbytu.

– Mówi Pan rzeczy bardzo niepoprawne politycznie nawet w Polsce, która stara się dziś jednak jakoś bronić swego podstawowego i taniego źródła energii, jakim jest węgiel...

– Przez poprawność polityczną w Polsce jest to temat dramatycznie zafałszowany. Mamy do czynienia z bardzo natarczywą propagandą tzw. polityki klimatycznej, która zagłusza nasze polskie racje w imię interesów bogatych gospodarek. A polskie rządy bardzo niemrawo bronią swojego podstawowego źródła energii – Polska jeszcze 20 lat temu wydobywała średnio 120 mln ton węgla, dzisiaj wydobywa dwa razy mniej.

– Ale za to kupujemy węgiel w Rosji.

– Jak się zamyka własne kopalnie, to cóż... W ostatnich latach decyzją Komisji Europejskiej Polska zamknęła 5 kopalń. To najlepiej pokazuje tę „obronę węgla”. Polityka klimatyczna Unii zmusza Polskę do likwidacji podstawy rozwoju przemysłu – taniej energii z węgla. Mając 85 proc. europejskich zasobów węgla kamiennego, będąc węglowym „Kuwejtem Unii”, bardzo słabo walczymy o możliwość wykorzystania tego bogactwa dla dobra naszej gospodarki.

– Obecnie rządzący przynajmniej głośno deklarują tę walkę...

– I chyba na deklaracjach wszystko się kończy. Spośród 10 największych światowych producentów węgla – Polska kiedyś zaliczała się do tej dziesiątki – tylko Polska w ostatnich latach zmniejszyła jego wydobycie, i to o połowę. Cały świat natomiast dwukrotnie je zwiększył, a czasem bardzo znacznie, jak w Chinach. Dlatego uważam, że Polska jednak nadal za mało dba o przyszłość swej gospodarki. Brakuje długofalowego myślenia, co najlepiej widać na przykładzie węgla brunatnego, którego wydobycie wymaga podejmowania odpowiednich decyzji w kilkuletnim wyprzedzeniem. Niestety, każda kolejna ekipa rządząca odpycha w bliżej nieokreśloną przyszłość wszelkie decyzje o budowie nowej kopalni... A węgla brunatnego mamy przecież na tyle dużo, że sam Bełchatów mógłby na długie lata dostarczyć energii centralnej Polsce.

– Na COP24 w Katowicach wyraźnie mówiono, że to właśnie kopalnie węgla brunatnego powinny być zamykane szybciej niż inne.

– Te globalne spędy klimatyczne na szczęście nie mają jeszcze władzy, więc mogą mówić, co chcą. A politycy mają dbać o nasze interesy. Szkoda, że nie mamy odwagi, by się temu zdecydowanie przeciwstawić.

– Jak?!

– Potrzebna jest odważna decyzja polityczna, bez owijania w bawełnę. Bo tu naprawdę chodzi o nasze być albo nie być. Trzeba naprawdę wielkiej politycznej determinacji, aby rzucić wyzwanie wielkiemu europejskiemu lobby przemysłowo-klimatycznemu. A tej brakuje, bo jak widać, polski sektor węglowy po prostu kurczy się w oczach. Nie wystarczy sama narracja, że będziemy bronić kopalń jak niepodległości, skoro nie znajduje ona pokrycia w faktach. Zamykamy kopalnie na Śląsku, a w Lubelskim Zagłębiu Węglowym nie wydaje się pozwoleń na eksploatację nowych złóż. Polska administracja wprost panicznie boi się agresji tzw. ekologów, a przede wszystkim zbyt łatwo, moim zdaniem, ulega naciskom europejskiego lobby klimatycznego. Węgiel długo jeszcze powinien pozostać w Polsce podstawowym, wręcz dominującym źródłem energii.

– W Polsce znów zaczyna się mówić o energetyce jądrowej. To dobra alternatywa dla węgla?

– Właśnie mija 10 lat od podjęcia przez rząd politycznej decyzji o budowie pierwszej polskiej elektrowni jądrowej. Miała być już dziś gotowa, ale teraz słyszymy, że owszem, nie rezygnujemy, że pierwsza elektrownia jądrowa będzie w 2031 r... Jednak szanse na jej powstanie są niewielkie. Dziś w UE energetyka jądrowa jest niszczona przez lobby klimatyczne, które pokazuje, że wcale nie o klimat tutaj chodzi, a o interesy. Niemcy i Francuzi zapowiadają zamykanie swoich elektrowni, nie tylko pod wpływem tzw. ekologów, ale głównie na skutek silnego nacisku lobby energii odnawialnej. Dlatego uważam, że w Polsce elektrownia jądrowa nie powstanie... Także dlatego, że są to ogromne koszty, a nie mamy w Polsce wystarczająco silnego podmiotu, który mógłby unieść ten ciężar.

– Trzeba by więc szukać odpowiedniego inwestora zagranicznego...

– Sprawa nie jest taka oczywista. Energetykę jądrową rozwijają dziś przede wszystkim kraje azjatyckie i Rosja. Nie po drodze nam z Rosją – choć Viktor Orbán na Węgrzech robi z Rosatomem dobry interes, Czesi też chętnie by współpracowali z Rosją, ale poprawność polityczna im nie pozwala. Na jądrową inwestycję z Chin też się nikt w Polsce nie odważy, może z Koreą Południową...

– Skoro nie sposób dzisiaj nawet marzyć o niezależności i samodzielności energetycznej – sen o gazie z polskich skał łupkowych był krótki – to pozostaje trwanie przy węglu za wszelką cenę i dywersyfikowanie źródeł zaopatrzenia w gaz i ropę, aby zmniejszyć zależność od dostaw rosyjskich. I jednak przyzwyczajać się do wzrostu cen energii elektrycznej i cieplnej?

– No niestety, nawet tani węgiel Unia potrafi uczynić drogim w imię walki o klimat. Uniezależnianie się od rosyjskiego gazu i ropy naftowej oznacza natomiast wysokie koszty tych surowców z odleglejszych źródeł. Cena gazu importowanego z Ameryki była w ub.r. o 50 proc. wyższa od cen europejskich. Nikt w Europie nie chce płacić takiej ceny, a my, jak widać, chcemy, przede wszystkim z powodów politycznych.

– Chcemy po to, by się asekurować w razie zakręcenia kurków przez Rosję właśnie z powodów politycznych...

– Uważam, że to strachy na Lachy. „Zakręcanie kurka” to mit, wobec Polski nie było takiego przypadku. Spotkało to w 2014 r. Ukrainę, która przez ponad pół roku nie płaciła za gaz, a w 2009 r. to Ukraina pierwsza zamknęła tranzyt gazu... Polska jest chroniona parasolem Unii Europejskiej i możemy nadal śmiało kupować rosyjski gaz, bo jest tańszy.

– Czy Nord Stream 1, a zwłaszcza Nord Stream 2, nie zmieniają tej sytuacji?

– Musimy pamiętać, że gazociągi Nord Stream powstały dlatego, iż Polska nie zgodziła się na poprowadzenie gazociągu przez swoje terytorium; już w 2001 r. odrzuciliśmy tzw. pieremyczkę (Jamał 2), a w 2013 r. zrezygnowaliśmy – moim zdaniem, dość nierozsądnie – z propozycji przeprowadzenia przez Polskę drugiej nitki Jamał-Europa... Sądzę, że największe znaczenie mają tu okoliczności polityczne, zwłaszcza kooperacja Polski z USA. Kraje zachodnie w sprawach importu gazu nie kierują się polityką, tylko ekonomią. Nie boją się zakręcenia rosyjskich kurków.

– Może to jednak niezbyt roztropne...?

– To czysty rozsądek biznesowy. Wielki przyjaciel Polski Viktor Orbán bardzo się cieszy i z amerykańskiego, i z katarskiego gazu LNG, i z gazu rosyjskiego. Odbiorcy zawsze się cieszą z konkurencji dostawców, bo – jak mówi Orbán – będzie możliwość wybrania tego najtańszego. Nawet nie wspomina o żadnych racjach politycznych.

Andrzej Szczęśniak
Ekspert z zakresu rynku ropy i paliw, gazu płynnego i ziemnego, bezpieczeństwa energetycznego i polityki energetycznej; publicysta gospodarczo-polityczny, wydawca serwisów internetowych i publikacji branżowych.

Wątpliwości wokół sprawy Szymonka

2019-06-19 10:59

Dr Błażej Kmieciak - dyrektor Centrum Bioetyki Instytutu Ordo Iuris

Śmierć dziecka wywołuje w pełni zrozumiałe reakcje emocjonalne. Tym bardziej, w celu wyjaśnienia wszelkich wątpliwości, konieczne jest odwołanie się do ustalonych faktów, w tym zwłaszcza wiedzy medycznej oraz informacji dotyczącej poszanowania bądź też naruszenia praw dziecka jako pacjenta oraz jego rodziców.

Analizując sprawę 11-miesięcznego Szymonka leczonego na terenie szpitala przy ul. Niekłańskiej w Warszawie. trzeba w pierwszym rzędzie zwrócić uwagę, iż jako opinia publiczna nie posiadamy w tej sprawie zbyt licznych, zweryfikowanych informacji:

- Nie wiemy jaki był stan dziecka przed odłączeniem od aparatury podtrzymującej życie. 10 czerwca szpital stwierdził w Komunikacie: „ze względu na tajemnicę lekarską nie możemy jej upublicznić, natomiast pełne informacje są w posiadaniu Rodziców”.

- Ze strony rodziców nie przedstawiono oficjalnych informacji dotyczących sposobu traktowania dziecka oraz jego ostatecznego rozpoznania klinicznego. Pełnomocnik rodziny zaznaczył jedynie, że postępowanie dotyczące działań w jednej z placówek w Radomiu, w której przebywał chłopiec przez przewiezieniem do Warszawy, posiada charakter niejawny.

- Nie znamy również opinii poszczególnych komisji oraz konsyliów jakie zbierały się w ciągu ostatnich tygodni. W tym zakresie nie tylko nie wiemy, jakie były ustalenia lekarzy ze wspomnianego szpitala, ale również nie posiadamy informacji dotyczącej ustaleń jakie poczynili lekarze-konsultanci zaproszeni na wspomniane powyżej diagnostyczne konsylia.

W większości dostępne informacje odnoszące się do stanu Szymonka bazują na wpisach członków rodziny na portalach społecznościowych, co nie stanowi weryfikowalnego źródła danych medycznych. Pojawiały się również informacje organizacji pozarządowych, w tym zwłaszcza „Stowarzyszenia STOP NOP”, które nie jest uprawnione do stawiania medycznych diagnoz odnoszących się do stanu niespełna rocznego pacjenta.

Jedyne informacje, jakie posiadamy odnoszą się do ogólnego stanu zdrowia dziecka. W szpitalnym Komunikacie z 10 czerwca przypomniano, że „Pacjent przebywa w naszym Szpitalu na Oddziale Intensywnej Terapii od 22 stycznia 2019 r. w stanie skrajnie ciężkim z nieodwracalnym uszkodzeniem centralnego układu nerwowego”. W ostatnich godzinach, w mediach pojawiły się również dwie kluczowe informacje - pierwsza, w której rodzice dziecka wskazali, iż odłączono je od aparatury podtrzymującej życie bez ich obecności, wbrew wcześniejszym ustaleniom oraz druga, w której minister zdrowia, prof. Łukasz Szumowski wskazuje, „że nikt nie odłączył aparatury przed stwierdzeniem, że pacjent zmarł”.

Śmierć dziecka

Ostatnia wypowiedź w sposób wyraźny wskazuje nam na prawdopodobny scenariusz działania w omawianej sprawie. W podobnych przypadkach klinicznych polskie przepisy prawne wprowadziły konkretny scenariusz postępowania, jaki winien być zrealizowany. Po pierwsze, mówimy tutaj o komisyjnym stwierdzeniu „trwałego nieodwracalnego ustania czynności mózgu (śmierci mózgu),” bądź „nieodwracalnego zatrzymania krążenia”. Po drugie, trzeba dodać, iż szczegółowe działania w tym zakresie podejmowane są przez lekarzy na podstawie odrębnego „Obwieszczenia” Ministra zdrowia. Omawiany tutaj proces stwierdzania śmierci składa się z dwóch etapów. W pierwszym wysunięte zostaje przez komisję lekarską podejrzenie odnoszące się do śmierci człowieka. Bada się w tym czasie, czy nie zaistniały sytuacje, które wprowadzać mogą w błąd odnośnie oceny stanu klinicznego pacjenta: m.in. hipotermia, określone postaci zatrucia, spożycie określonych substancji psychoaktywnych. Do drugiego etapu przystępuje się natomiast po potwierdzenia diagnozy dotyczącej śmierci. Bada się np. odruchy źreniczne na światło. Warto również przypomnieć, cytując polskie przepisy ustawowe, że „trwałe nieodwracalne ustanie czynności mózgu (śmierć mózgu) stwierdza jednomyślnie dwóch lekarzy specjalistów posiadających II stopień specjalizacji lub tytuł specjalisty, w tym jeden specjalista w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii lub neonatologii, a drugi w dziedzinie neurologii, neurologii dziecięcej lub neurochirurgii”.

Wątpliwości i wyjaśnienia

Bez względu na w pełni zrozumiałe emocje w całej sprawie, nie można obecnie analizowanej sytuacji Szymona porównać do sprawy Alfirgo Evansa, jak czynią to wielokrotnie polskie media. Wskazany tutaj brytyjski casus odnosił się przede wszystkim do stanu, w którym z niezrozumiałych względów klinicznych, personel brytyjskiego szpitala zdecydował się odłączyć dziecko od aparatury podtrzymującej życie, zaprzestać jego karmienia i pojenia oraz nie wyrazić zgody na podjęcie działań diagnostyczno-leczniczych na terenie innego szpitala. Podobne działania miały miejsce przy jednoczesnym braku postawienia ostatecznej diagnozy oraz wyraźnie dostrzeganych reakcjach dziecka nawiązującego kontakt z rodzicami. Polska sprawa ze szpitala przy ul. Niekłańskiej w Warszawie oddaje inną rzeczywistość. Mowa bowiem o pacjencie, u którego – jak podawały media oraz wspomniana placówka - stwierdzono obrzęk mózgu oraz nieodwracalne uszkodzenie centralnego układu nerwowego. Minister Zdrowia powiadomił opinię publiczną ponadto, iż odłączenie od respiratora nastąpiło po stwierdzeniu śmierci mózgu. Sprawa Szymona oraz sprawa Alfiego Evansa nie mogą być w tym zakresie porównywane.

W omawianej sprawie wielokrotnie pojawiają się informacje kojarzące stan chłopca z podaną wcześniej szczepionką przeciwko pneumokokom: „cztery dni później wystąpiła u niego gorączka oraz drgawki. Ostatecznie, 21 stycznia dziecko zostało przyjęte do szpitala. Było reanimowane, wykonano kolejne TK głowy, powstał obrzęk mózgu - opisywał tygodnik „Wprost”. Podobne stwierdzenia nie mają jednakże żadnego oparcia w rzetelnej diagnozie lekarskiej wyrażonej przez lekarzy ze szpitala, bądź też przez którego z konsultantów także wskazanych przez rodzinę małego pacjenta. Opinie prezentowane przez taką czy inną organizację pozarządową nie stanowią rzetelnej oraz weryfikowalnej diagnozy lekarskiej. Nie wiemy jaka była przyczyna pojawienia się tak dramatycznego stanu chłopca. Kojarzenie szczepienia oraz omawianej sytuacji nie jest efektem oceny medycznej, a jedynie opinii wyrażonej przez osoby do tego nieuprawnione.

Kontekst uprawnień kieruje as w stronę relacji istniejącej na linii pacjent - lekarz - rodzina. W szpitalnym komunikacie z 10 czerwca wskazywano, iż rodzice mają zapewniony dostęp do informacji medycznej, konsultacji z innymi specjalistami oraz możliwości proponowania innych form wsparcia terapeutycznego. Szpital zatem zapewniał o realizacji prawa pacjenta do informacji, konsultacji z innym lekarzem oraz świadczeń zdrowotnych odpowiadających aktualnemu stanowi wiedzy medycznej. Ze strony rodziców dziecka, innych przez nich upoważnionych osób lub ich pełnomocnika nie pojawiły się dotąd oficjalne stanowiska podważające realizację wskazanych tutaj praw pacjenta oraz praw jego rodziców, jako opiekunów prawnych.

Istotne wątpliwości wzbudza natomiast informacja wskazująca o odłączeniu chłopca od aparatury podtrzymującej funkcje życiowe bez obecności jego rodziców.- przedstawiali ja rodzice dziecka w mediach. Do informacji tej dotąd nie odniósł się szpital w odrębnym komunikacie lub stanowisku. Jej potwierdzenie jednak wskazywać może na istotne naruszenie praw rodziców oraz naruszenie prawa dziecka jako pacjenta. Polskie przepisy konstytucyjne oraz ustawowe w sposób wyraźny wskazują na prawa rodziców zobowiązanych do sprawowania szczególnej troski nad rozwojem dziecka, w tym rozwojem zdrowotnym. Krajowe ustawodawstwo prawno-medyczne w sposób jednoznaczny zwraca ponadto uwagę na prawo rodziców lub opiekunów prawnych do uczestnictwa w świadczeniach zdrowotnych podejmowanych względem pozostającego pod ich opieką dziecka. Odłączenie pacjenta od respiratora bez obecności, w podobnych działaniach, jego rodziców, stanowić może przykład całkowicie niezrozumiałego postępowania medycznego naruszającego podstawowe standardy deontologiczne oraz normy ustawowe, w tym zwłaszcza prawo pacjenta do umierania w spokoju i godności. Jak wskazano powyżej, kierownictwo resortu zdrowia zaznaczało, iż w omawianej sytuacji mowa jest o odłączeniu pacjenta, u którego wcześniej stwierdzano śmierć. Powyższe nie może być jednak traktowane jako jakiekolwiek wytłumaczenie potencjalnego wprowadzenia w błąd oraz podjęcia unikalnych dla sytuacji rodzinnych działań medycznych, w których możliwości udziału rodzice zostali w sposób nieuzasadniony pozbawieni.

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, iż obecnie konieczne jest uszanowanie dramatu doświadczanego przez rodziców. Ze strony mediów oraz komentatorów niezbędne jest bazowanie na faktach, a nie opiniach i domniemaniach. Bezsprzecznie niezbędnym jest wyjaśnienie niepokojących obaw jakie pojawiły się w związku z ostatnimi momentami życia Szymonka.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Głódź: Kościół mówi "non possumus" recydywie neobolszewii

2019-06-20 13:01

lk / Gdańsk (KAI)

W ubiegłym wieku Kościół katolicki postawił tamę agresywnemu komunizmowi. Dziś także mówi "non possumus" recydywie swoistej neobolszewii, która zamiast czerwonej gwiazdy na czapkach wymachuje emblematami z napisem „tolerancja” i „wolność” - mówił abp Sławoj Leszek Głódź podczas gdańskich obchodów Bożego Ciała.

Bożena Sztajner

Metropolita gdański wygłosił homilię przy ostatnim ołtarzu przed Bazyliką św. Brygidy, gdzie z Bazyliki Mariackiej ulicami Starego Miasta dotarła uroczysta procesja z Najświętszym Sakramentem.

Abp Głódź podziękował najpierw za "wspólne, modlitewne przeżywanie tego podniosłego dnia", w tym za świąteczny nastrój i tradycyjne udekorowanie domów kwiatami.

Nawiązując do zawartego w Ewangelii wg św. Łukasza opisu cudownego rozmnożenia pożywienia przez Chrystusa, kaznodzieja podkreślił: "I my, katolicka wspólnoto miasta Gdańska i gdańskiej archidiecezji, jesteśmy uczestnikami tej uczty. Jezus nas na nią zaprasza do Stołu Pańskiego, pełnego, obficie zastawionego".

"Na ten dar Nieba mamy otworzyć swe serca i zgiąć z pokorą kolana przed Eucharystią, która jest wielkim darem Chrystusa zmartwychwstałego. To zmartwychwstały Pan – Chleb Żywy – przemierza dziś ulice Gdańska" - mówił abp Głódź.

Poprosił też o modlitwę w intencji kapłanów gdańskiej archidiecezji. - Nie różnicujcie wedle klucza i gradacji zajmowanych przez nich stanowisk w diecezjalnej strukturze, pełnionych obowiązków, znajomości, sympatii. Nie preferujcie tych, którzy wyrastają wzwyż przymiotami swego kapłaństwa. Nie pomijajcie tych, którzy odstają, borykają się z problemami swego życia i ludzkimi przywarami. Ofiarujcie swą modlitwę w intencji wszystkich - zaapelował metropolita.

Następnie wyjaśnił, że w uroczystość ku czci Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej "mocniej niż każdego powszedniego dnia rozumiemy, że Kościół, którego cząstką jesteśmy, nie jest przygodnym bytem, jakich wiele znały dzieje ludzkości".

- Nie jest anachronicznym spadkiem po przeszłych epokach, rzeczywistością jedynie o wymiarze historycznym, którą możemy rozpoznawać przy użyciu narzędzi socjologicznych, politycznych, filozoficznych. Jest rzeczywistością Bożą, nadprzyrodzoną, sakramentem świata, którego nie zwyciężą moce piekielne - mówił hierarcha.

"Trzeba pytać szczególnie dziś, kiedy Kościół staje pod pręgierzem laickich, libertyńskich, kosmopolitycznych środowisk, gdzie byłabyś Polsko, gdyby nie Kościół, w którym naród znajdował przestrzeń wolności dla swoich aspiracji? Gdzie byś była, a raczej czy byś była?" - pytał abp Głódź.

"Wielu z naszych braci zdaje się już na dobre zapomniało - mówił dalej - że w ubiegłym wieku Kościół katolicki postawił tamę agresywnemu komunizmowi, który chciał tu stworzyć nowy typ człowieka, bez Boga i duchowości".

Abp Głódź przypomniał, że Kościół mówił wtedy non possumus – "wszelkiego rodzaju uzurpacjom, które naruszają ład sumień, zasady chrześcijańskiej moralności i etyki, stanowią obrazę Chrystusa, Jego Krzyża, Jego Ewangelii". - Dziś także mówi non possumus recydywie swoistej neobolszewii, która zamiast czerwonej gwiazdy na czapkach wymachuje emblematami z napisem „tolerancja”, „wolność” - dodał hierarcha.

Zwrócił uwagę, że tolerancja w tym rozumieniu oznacza przyzwolenie dla wszelkiego moralnego nihilizmu, a wolność jest wolnością o szczególnym obliczu - taką, której cechą jest wrogość do Kościoła, zasad chrześcijańskiego życia i ewangelicznych wzorców moralnych.

Jak podkreślał, Kościół znalazł się pod ostrzałem nihilistycznych ideologii, obdzierany jest z autorytetu, społecznego szacunku i godności, a "w przekazie o nim dominuje jedna barwa: ciemna, mroczna, nienawistna, z gruntu niesprawiedliwa".

"W polu opinii publicznej znalazła się kwestia nadużyć seksualnych wśród duchownych - przypomniał abp Głódź. - Podjął ten problem Papież, Stolica Apostolska, podejmują krajowe episkopaty. Trwa uczciwe rozpoznawanie skali tych zagrożeń, niesiona jest pomoc dla ofiar" - dodał metropolita gdański.

Jak stwierdził, "trwa droga oczyszczania, która – wiele jest tego przykładów – przyniesie owce, rozwiąże problemy". - Bowiem Kościół jest na tym świecie sakramentem zbawienia, znakiem wspólnoty Boga i ludzi, (...) rzeczywistością Bożą, której nie pokona grzech i moce piekielne. Nie zejdzie ze swej drogi i misji przewodzenia ludziom na drogach zbawienia - powiedział abp Głódź.

Poinformował też, że podczas ostatniego zebrania plenarnego Konferencji Episkopatu Polski biskupi podjęli decyzję, aby w najbliższą niedzielę 23 czerwca w świątyniach, po każdej Mszy św., odśpiewać suplikację: "Święty Boże, Święty Mocny". - Jako wyraz przebłagania Boga za popełnione świętokradztwa, bluźnierstwa, akty profanacji, których widownią była w ostatnim czasie nasza Ojczyzna - dodał abp Głódź.

Na zakończenie przypomniał, że niedawno przeszły przez ulice wielu miast Marsze dla życia i rodziny, "aby ukazać wartość rodziny – podstawową wartość dla dziś i jutra narodu". - Bo w rodzinach Polska trwa i wiara trwa - dodał.

Podkreślił ponadto, że wreszcie w naszej ojczyźnie rodzina staje się istotnym priorytetem polityki społecznej. - I to w szerokim wymiarze pomocy materialnej, osłony socjalnej. To niezbywalna wartość ostatnich lat - zaznaczył metropolita gdański, apelując o modlitwę za polskie rodziny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem