Reklama

Pelczarowska Duchowość

2019-01-30 11:36

Abp Józef Michalik
Edycja przemyska 5/2019, str. I

Archiwum Kurii
Św. Józef Sebastian Pelczar

Na książkach świętego biskupa przemyskiego wychowało się wiele pokoleń kapłańskich i zakonnych. Przez długie lata był jedynym autorem polskim, który dał wychowawcom seminaryjnym poważne podręczniki. Wychowywał się na nich bł. Jan Balicki i inni święci naszych czasów. Jego praca zaowocowała więc niezwykle dorodnymi owocami. Godzi się zapytać, czy są jakieś szczególne cechy tej pelczarowskiej duchowości?

Fundamentem wiary dla św. Józefa Sebastiana była codzienna, stała modlitwa. W domu biskupim z pietyzmem przechowujemy pamiątki pozostałe po nim, a wśród nich obrazy, biurko czy klęcznik, osobliwością jest też okno z sypialni, które otwiera się bezpośrednio na kaplicę z Najświętszym Sakramentem. Biskup większość czasu spędzał w obecności Jezusa Eucharystycznego, codziennie odbywał godzinną adorację Najświętszego Sakramentu. Mszę św. poprzedzało codziennie dłuższe rozmyślanie, a na dziękczynienie przeznaczał nie mniej niż pół godziny.

Rozmiłowany Przyjaciel Mistrza był gorącym czcicielem Najświętszego Serca Jezusa, uważając, że rozwojowi umysłowemu musi towarzyszyć wyrobienie uczuć i dobre, kochające serce. Pisał, że dusza nawet naznaczona niezatartym charakterem jest martwa, jeśli nie kocha. Dopiero miłość czyni duszę człowieka podobną do Boga i łączy ją z Nim.

Reklama

Za najlepszego nauczyciela nadprzyrodzonej miłości uważał Jezusa i wpatrywał się w Jego serce. Całą Polskę uczył tej modlitwy, publikując zbiory modlitw i adoracji na pierwsze piątki i czterdziestogodzinne nabożeństwa eucharystyczne. Wiele zwrotów, wyrażeń i styl św. Józefa Sebastiana stało się powoli własnością całej Polski i dziś posługujemy się jego wiarą i jego miłością, aby poprawnie i pięknie wyrazić wobec Jezusa naszą wiarę i miłość.

Gorącym sercem wyrażał cześć do Matki Jezusowej, której pozostał wierny całe życie. Szerzył kult Królowej Polski i od św. Piusa X przywiózł korony dla Cudownego Obrazu na Jasnej Górze. Do dziś zdobią one skronie Najświętszej Matki i Syna. Był też promotorem aktu zawierzenia narodu polskiego Najświętszej Marii Pannie Królowej Polski. Wierzył w stałą pomoc i opiekę Matki Najświętszej nad sobą i Kościołem i szerzył prawdę teologiczną o Nieustającej Pomocy Maryi. Obraz tej tajemnicy zawiesił w swojej biskupiej kaplicy, w Niższym Seminarium i w kilku kościołach.

Chętnie pielgrzymował do sanktuariów maryjnych i koronował obrazy Matki Najświętszej, co sprawiło, że to diecezja przemyska przez długie lata miała najwięcej miejsc świętych, słynących łaskami.

Patronem naszego biskupa od chrztu był św. Józef, Oblubieniec NMP, do którego modlił się i szerzył jego kult (zachowało się wiele figur św. Józefa z tego czasu, m.in. przed domem biskupim).

Bp Pelczar już za życia cieszył się sławą mądrego i roztropnego patrioty, wybitnego kaznodziei, szczególnie uzdolnionego teologa, dobrego organizatora, ofiarnego człowieka. Wielu pytało, skąd miał czas na tyle poważnych dokonań. A on po prostu nie marnował czasu. Łączył pracę – którą bardzo kochał, w której się realizował – z twórczym odpoczynkiem, po którym wracał z nowymi przemyśleniami do swoich biskupich zajęć. Złożył nawet bardzo rzadki ślub sumiennego wykorzystania czasu.

Jest to więc człowiek, który życie uważał za wielki Boży dar, cenił chwilę obecną, widział jej wartość na dziś i na jutro. Cieszyło go, że ludzie mogą skorzystać z jego pracy. Nie promował siebie, ani nie szukał dla siebie miejsca w historii, ale im mniej o to zabiegał, tym mocniej, pełniej wchodził w historię innych ludzi, w historię diecezji, narodu i Kościoła.

Był bardzo prawym człowiekiem i zabiegał o prawość i poprawność wiary w życiu ludzi, nawet jeśli to było niepopularne. Miał opinię wymagającego od siebie i innych, ale doznanych uraz nie nosił w sercu (tak było w Krakowie, gdzie jako dziekan UJ musiał, przy poparciu tamtejszego arcybiskupa, prowadzić proces kanoniczny i tak było w Przemyślu, kiedy jako biskup domagał się poprawności kanonicznej od kapłanów, urzędów i zakonów, którym zresztą osobiście pomagał).

Pan Bóg nie oszczędził cierpień i kłopotów swemu słudze, którego miłował. Całe życie miał różne dolegliwości, ale nie one były raną serca. Myślę, że tylko człowiek głęboko kochający Jezusa może zrozumieć, co przeżywał ten święty pasterz, widząc odstępstwa od wiary, zaniedbania czy upory, które prowadziły do rozłamów Kościoła lub parafii. Ale i wtedy niósł przed ołtarz Chrystusa swoje niedoskonałości i swą bolesną niemoc.

Pismo Święte poucza: Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu (Hbr 11,6). Zbawiony będzie ten, kto uwierzy i przyjmie chrzest (Mk 16,16), ale poprawna wiara nie jest przecież oderwana od życia, wprost przeciwnie, wiara sprawdza się w życiu, maleje i wzrasta na co dzień, w każdej sytuacji. Wiara może i powinna pozostać ważnym elementem aktualnego życia. Świat i ludzie nie zawsze zdają sobie sprawę, gdzie leży lekarstwo na współczesne choroby i zagrożenia.

Tagi:
bp Pelczar

Dzieło zrodzone z miłości

2019-01-30 11:36

Siostry Sercanki
Edycja rzeszowska 5/2019, str. IV

Diecezja rzeszowska 19 stycznia przeżywała uroczystość swojego patrona – św. Józefa Sebastiana Pelczara. W sposób szczególny obchodziły ten dzień duchowe córki Świętego ze Zgromadzenia Służebnic Najświętszego Serca Jezusowego, zwane Sercankami, które w diecezji posługują na pięciu placówkach: trzy wspólnoty w Rzeszowie – także siedziba Prowincji pw. św. Józefa; w Bieczu i we Frysztaku

Archiwum Sióstr Sercanek
Duchowe córki św. Józefa Sebastiana Pelczara – Siostry Służebnice Najświętszego Serca Jezusowego

Zgromadzenie zostało założone przed 125 laty, 15 kwietnia 1894 r. w Krakowie, przez św. Józefa Sebastiana Pelczara, profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego, późniejszego biskupa przemyskiego, czciciela Bożego Serca i Najświętszej Maryi Panny, płodnego pisarza i działacza społecznego. Zgromadzenie wyrosło z jego troski o los służących, robotnic i chorych.

Święty pragnął, aby siostry upodabniały własne serca do Serca Zbawiciela, przejmując się jego uczuciami, pobudkami i dążeniami, i tak szły do najbardziej potrzebujących, pełniąc swe zadania w duchu ofiarnej służby, której najdoskonalszym wzorem jest pierwsza Służebnica Chrystusowego Serca – Maryja.

Duchowość tę wyraża hasło Zgromadzenia – „Chwała Najświętszemu Sercu Jezusowemu – Chwała na wieki”, którym się siostry pozdrawiają i starają się według niego żyć.

Pierwszą sercanką i współzałożycielką Zgromadzenia była s. Klara Szczęsna (1863-1916). Jej beatyfikacja miała miejsce 27 września 2017 r. w Sanktuarium św. Jana Pawła II w Krakowie.

Rzeszów to miasto, do którego przybywali założyciele Zgromadzenia: św. Józef Sebastian Pelczar jako ośmioletnie dziecko rozpoczął tu edukację i przez osiem lat prowadził samodzielne życie z dala od rodzinnej Korczyny. Tekst „Autobiografii” potwierdza jego późniejsze – już jako biskupa przemyskiego – wielokrotne przyjazdy do Rzeszowa.

Również M. Klara Szczęsna trzykrotnie (dwa razy w 1908 i 1909 r.) przybywała do Rzeszowa z racji przeprowadzanych wizytacji wspólnoty sióstr sercanek. Siostry rozpoczęły posługę w Rzeszowie w piątym roku istnienia Zgromadzenia, czyli w październiku 1899 r. Przez 10 lat – do końca 1910 r. – prowadziły kuchnię w internacie dla chłopców Seminarium Nauczycielskiego (obecnie budynek Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Rzeszowskiego przy ul. ks. Jałowego 4). Od wybuchu wojny w 1914 r. przez 9 lat – do 1923 r. posługiwały jako pielęgniarki w szpitalu Czerwonego Krzyża. W 1953 r. podjęły pracę w kancelarii Zakładu Specjalnego, ale po dwóch miesiącach zostały usunięte z pracy przez ówczesne władze komunistyczne.

Po raz czwarty siostry powróciły do Rzeszowa na zaproszenie ordynariusza diecezji rzeszowskiej – bp. Kazimierza Górnego. Z dniem 1 października 2000 r. przeniesiono siedzibę Prowincji Zgromadzenia pw. św. Józefa z Zakopanego do Rzeszowa. Od początku siostry rozpoczęły posługę w Domu Samotnej Matki i Interwencji Kryzysowej jako Okręg Caritas Diecezji Rzeszowskiej, a później, 25 marca 2009 r., zostało otwarte także Okno Życia. Z dniem 1 października 2012 r. przy domu prowincjalnym otwarto Bursę dla studentek im. M. Klary. Przez cały ten czas jedna z sióstr wspólnoty posługiwała w Wydziale Katechetycznym Kurii Rzeszowskiej, a inna, do 2016 r., pracowała także w Radiu Via. Od 2013 r. posługują w Domu Biskupów w Rzeszowie, a od 2017 r. siostry rozpoczęły pracę w Przedszkolu Świętej Rodziny w parafii pw. św. Judy Tadeusza w Rzeszowie.

Rok 2019 jest dla Zgromadzenia Służebnic Najświętszego Serca Jezusowego czasem dziękczynienia Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu za 125 lat w służbie miłości Bożego Serca.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

„Babcia pątniczka” z Włoch już na Jasnej Górze

2019-08-21 18:46

it / Jasna Góra (KAI)

95-letnia Emma Morosini, Włoszka, która wybrała się w samotną pieszą pielgrzymkę na Jasną Górą pokonując ok. 1 tys. jest już u celu. - Ostatnie owoce mojego życia: modlitwę o pokój na świecie, za kapłanów i młodych chciałam przynieść tutaj Matce Bożej - powiedziała pątniczka, która do częstochowskiego Sanktuarium dotarła późnym po południem. Pierwsze kroki skierowała przed Cudowny Obraz, gdzie długo się modliła a potem spotkała się z Paulinami. Przeor klasztoru ucałował jej ręce i podziękował za pielgrzymi trud ofiarując ryngraf Jasnogórskiej Pani i różaniec.

BPJG

Zapytana skąd pomysł na tak szaloną w jej wieku wyprawę odpowiedziała, że jest to realizacja jej postanowień. - Od 25 lat jestem w drodze, od dnia kiedy zostałam cudownie uzdrowiona. Postanowiłam sobie, że każdego roku przez trzy miesiące będę pielgrzymować i tak od 70. roku mojego życia trzy miesiące jestem w drodze - podkreśliła pątniczka. Pierwszym sanktuarium, które nawiedziła było Lourdes a potem Fatima. Teraz przyszła pora na Jasną Górę.

- Pomyślałam, że te ostatnie owoce mojego życia chcę przynieść Matce Bożej tutaj, modlitwę o pokój na świecie, za kapłanów i za młodzież. To są najważniejsze intencje, które możemy zawierzyć tylko Maryi - wyznała. Podkreśliła, że „to taka malutka kropelka, którą może dodać do oceanu”.

- To mnie uszczęśliwia, że mogę tu być, w tym Sanktuarium, które kocham – podkreśliła.

- Chcę podziękować Dziewicy Maryi za to, że mnie tu wezwała, to Jej wołanie sprawiało, że nawet kiedy byłam zmęczona wieczorem, to przychodził nowy dzień i znowu nowe siły. To jest piękne doświadczenie odkryć, że Matka Boża trzyma Cię za rękę i mówi „dawaj dalej”, jeszcze kroczek - wyznała Emma Morosini.

Pątniczka wyraziła wielką wdzięczność wszystkim, którzy się za nią modlili.

- To bardzo ważne, by mieć przyjaciół, którzy się za Ciebie modlą, nie ma pielgrzymowania, pokonywania drogi, trudności, bez modlitwy, bez niej to „nie wychodzi”.

Niestrudzona kobieta opowiadała o różnych „przeszkodach” w drodze. - Czasem było tak, że robiłam cztery kroki i musiałam się zatrzymać. Zawsze wtedy pojawiał się człowiek – anioł, który pomagał. Pytałam się mądrego kapłana czy mogę pielgrzymując tę pomoc przyjmować a on odpowiedział: „ty masz swoje lata, Matka Boża zna twój wiek i nie wolno ci odmawiać, gdy ktoś zaoferuje pomoc”.

- Ta pomoc była wielka – przekonuje i dodaje: „myślałam, że dotrę na Jasną Górę na koniec roku, robiąc te cztery kroki i postój, ale dzięki życzliwym ludziom udało się dotrzeć już teraz”.

Z uśmiechem wspomina, że dziękuje za pomoc wielu osobom, także polskim policjantom. - Kiedy pomyliłam drogę i poszłam w innym kierunku na trasie, to zaoferowali swoją pomoc przez podwiezienie służbowym samochodem i wyprowadzenie na właściwą drogę – podkreślała.

Wyznawała, że Maryja jest dla niej jak mama. - Nie mam już nikogo z bliskich na świecie i dlatego jestem Jej córką i Ona mnie prowadzi – stwierdziła.

Zapytana o przesłanie płynące z dziś z Jasnej Góry odpowiedziała z przekonaniem: „chciałabym byście mieli zaufanie i wiarę, że Matka Boża wszystkich kocha, mądrych i głupich, że jest Matką a Matka kocha bardziej trudne dzieci. Ufajcie, bądźcie pewni, że Matka Boża nas kocha”. – Zaufanie, wiara, módlcie się, módlcie się – mówiła.

Włoszka wyruszyła ze swego rodzinnego miasta Castiglione delle Stiviere nad jeziorem Garda. W samotnej pielgrzymce na Jasną Górę miała do pokonania ok. 1000 km. Jej znakiem rozpoznawczym jest pomarańczowa, odblaskowa kamizelka, jasny kapelusz i różaniec. Prowadzi za sobą niewielki wózek, w którym ma wszystko, co niezbędne w drodze. Na noclegi zatrzymywała się w różnych miejscach, domach prywatnych, parafiach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Między niewolą niemiecką i sowiecką

2019-08-22 21:45

Łukasz Krzysztofka

W przeddzień Europejskiego Dnia Pamięci Ofiar Stalinizmu i Nazizmu, który obchodzony jest 23 sierpnia, na pl. Piłsudskiego w Warszawie otwarto plenerową wystawę pt. „Ściany Totalitaryzmów. Polska 1939-1945”.

Łukasz Krzysztofka

Wystawa ma formę instalacji inspirowanej dwoma ścianami, oznaczającymi dwa totalitaryzmy - III Rzeszę i Rosję Sowiecką. Teksty na wystawie można przeczytać w języku polskim, angielskim, rosyjskim i niemieckim. Osią narracji jest wybuch II wojny światowej, jego tragiczne konsekwencje oraz walka Polaków o wolność z dwoma okupantami. W dramatyczne realia wojny wprowadzają teksty kuratorskie i fotografie, umieszczone na zewnętrznych ścianach instalacji.

W uroczystym otwarciu wystawy uczestniczyli ambasadorzy Litwy, Łotwy, Niemiec, Ukrainy, Portugalii, przedstawiciele ambasady Estonii i Węgier, duchowni, posłowie i samorządowcy. List do uczestników uroczystości skierował premier Mateusz Morawiecki, który podkreślił, że wystawa jest ważnym wyrazem troski o prawdę historyczną i rozwijanie wiedzy o losach Polski czasów wojny. Szef polskiego rządu zaznaczył, że dzięki umieszczeniu ekspozycji w jednym z najczęściej odwiedzanych miejsc stolicy, na pl. Józefa Piłsudskiego, zwiedzający z całego świata będą mogli bliżej poznać ważne karty naszych dziejów. „Wojna rozpętana przez dwa totalitaryzmy odebrała życie ponad sześciu milionów polskich obywateli. Dziś już w silnej i niepodległej Polsce wspominamy ich imiona, czcimy pamięć tych, którzy pozostawili nam w spadku wielki skarb - niepodległą i wolną ojczyznę. Wierzę, że dzięki tej wystawie dzieje Polski walczącej z nazizmem i komunizmem utrwalą się w narodowej pamięci” – napisał premier.

Otwierając wystawę dr Jarosław Szarek, prezes IPN-u zwrócił uwagę na fakt, że pakt Ribbentrop-Mołotow, zwany paktem Hitler-Stalin, dla Polski był czwartym rozbiorem. - W tajnym protokole znalazł się zapis, że interesy obu stron w przyszłości zadecydują, czy istnienie niepodległej Polski jest pożądane. Historia pokazała, że nie było. Porozumienie podpisane ponad narodami, które miało służyć złu przetrwało wiele lat. Niestety znaleźli się później przywódcy już wolnego świata, którzy poszli tym tropem. Bo II wojna dla narodów tej części Europy nie kończyła się wolnością – powiedział prezes IPN-u.

Ambasador Litwy Eduardas Borisovas podkreślił, że 80 lat temu dobiegł kresu porządek światowy ustanowiony na mocy traktatu wersalskiego. - Świat nie zdawał sobie sprawy, że odliczamy ostatnie minuty do wybuchu jednej z największych katastrof w historii ludzkości - II wojny światowej. Los Polski, Litwy, Łotwy i Estonii został tym samym przypieczętowany. Później Europa, a za nią cały świat, znalazły się na skraju przepaści. Oparty na nieludzkim prawie haniebny porządek ustanowiony na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow zastąpił stary porządek – zwrócił uwagę ambasador Litwy.

Na ścianie wystawy poświęconej okupacji niemieckiej zaprezentowano: terror wobec ludności cywilnej, Polskie Państwo Podziemne, w tym ruch oporu w obozach koncentracyjnych i raport Pileckiego, stosunki polsko-żydowskie - Żegotę, w tym misję Jana Karskiego i powstanie w getcie warszawskim, Powstanie Warszawskie, Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie - Bitwę o Monte Cassino, Bitwę o Anglię, 1. Dywizję Pancerną gen. Maczka, Cichociemnych i wywiad.

Na ścianie poświęconej okupacji sowieckiej przedstawiono: wywózki, Katyń, łagry i epopeję Armii Andersa, jak również ustalenia jałtańskie, które usankcjonowały instalowanie reżimu komunistycznego w Polsce.

Na wewnętrznych płaszczyznach ścian umieszczone są cytaty ze wspomnień z czasów wojny i fotografie odwołujące się do życia codziennego podczas okupacji, naznaczonego represjami i zbrodniami. Efektem takiego rozwiązania jest pokazanie, że okupacyjna rzeczywistość była dla obywateli polskich ciągłą walką o byt, w warunkach wszechobecnego terroru. Poprzez zbudowanie atmosfery oddziałującej na emocje zwiedzający odwołają się do uniwersalnego doświadczenia tragedii II wojny światowej.

Wystawę IPN-u, którą honorowym patronatem objął prezydent RP Andrzej Duda, oglądać można do 30 września.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem