Reklama

Trzeba nadal głośno mówić

Niedziela Ogólnopolska 8/2019, str. 36-37

Grzegorz Boguszewski

Dr Krzysztof Jabłonka Historyk i dyplomata. W latach 1997 – 2000 konsul RP w Moskwie, Charkowie i Grodnie. Autor licznych publikacji (m.in. książki „Wielkie bitwy Polaków”), prowadzi pogadanki historyczne w Radiu Wnet

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Na początku tego roku Archiwum Akt Nowych zamieściło na swej stronie internetowej „Katalog egzekucji i strat wojennych 1939-1945 według meldunków Delegatury Rządu RP na Kraj”. Dlaczego dopiero teraz?

DR KRZYSZTOF JABŁONKA: – Można powiedzieć, że lepiej późno niż wcale. Rzeczywiście, katalog ten sporządzono już w 1946 r., było to szacunkowe wyliczenie poziomu strat poniesionych w wyniku zniszczenia materialnej struktury polskich miast oraz grabieży majątku.

– W jaki sposób przeprowadzono ów szacunek strat?

– Musimy wiedzieć o tym, że w okresie międzywojennym państwo polskie było w stanie obliczyć swój majątek, uwzględniając wszystkie jego składowe, łącznie z rowerami dla policjantów. Do wyceny wojennych strat zastosowano więc sprawdzoną wcześniej metodę statystyczną, polegającą na sumowaniu wartości kwartałów domów z uwzględnieniem koniecznej odbudowy.

– Czy dotyczyło to tylko Warszawy?

– W taki sposób szacowano straty także w innych zniszczonych miastach, ale bez wątpienia to Warszawa poniosła największe straty; była bardziej zniszczona niż Hiroszima. Żartowano, że była to bardzo przemyślana „porządna niemiecka ręczna robota” – w pierwszej kolejności niszczono lub rabowano najcenniejsze obiekty. A jeżeli czegoś nie zburzono, to tylko dlatego, że coś nie poszło zgodnie z planem. Tak ocalał w Warszawie np. kościół św. Anny...

– Już w 1946 r. podsumowano więc na gorąco straty wojenne Polski – i co dalej?

– Uzyskana suma została zaproponowana pod rozwagę państwom alianckim jako odszkodowanie należne Polsce od Niemców. Jednak wtedy Polacy usłyszeli, że otrzymali wystarczające zadośćuczynienie strat w postaci ziem zachodnich. Nikt się Polską – która poniosła w tej wojnie największe straty – nie przejmował, nawet tzw. sojusznicy. Mało tego – gigantyczny rabunek przeprowadziło jeszcze państwo sowieckie, a dokładnie rzecz biorąc: prywatnie sowieccy generałowie. Alianci natomiast w swojej strefie wpływów od razu przystąpili do odbudowy zniszczeń wojennych, potraktowali zachodnie Niemcy jako ważny element całej zachodniej gospodarki.

– Tymczasem gospodarka wschodniej części Niemiec oraz Polski nie miała szans na odbudowę?

– Miała, bo przecież był amerykański plan Marshalla, który mógłby objąć również Polskę i byłby to w owym czasie naprawdę skuteczny ratunek dla zniszczonego kraju...

– Jednak nie był!

– Nie było nam dane skorzystać z tej pomocy, ponieważ sowieccy okupanci panicznie bali się jakiejkolwiek obecności Zachodu – nawet w formie darmowych pieniędzy – w swojej strefie wpływu. Wszystko, co było możliwe do uzyskania w ramach planu Marshalla, zainkasowali sami; nic nie zostało w Polsce.

– Kiedy ostatecznie wyrzucono do kosza „Katalog egzekucji i strat wojennych 1939-1945 według meldunków Delegatury Rządu RP na Kraj” i kazano zapomnieć o jakichkolwiek reparacjach?

– Nadzieje Polaków na uzyskanie reparacji wojennych od Niemców zamierały już na początku lat 50. ubiegłego wieku. Dziś warto przypomnieć, że podpisanie układu zgorzeleckiego ze świeżo powstałym NRD oznaczało zrzeczenie się jakichkolwiek pretensji i roszczeń odszkodowawczych wobec tego państwa niemieckiego, a w dodatku dokument ten nie został zarejestrowany w ONZ i nie zaistniał na arenie międzynarodowej.

– A zatem nigdy nie miał i nadal nie ma mocy prawnej?

– Dokładnie tak. Nie mają takiej mocy również żadne deklaracje urzędników państwowych niższej rangi – a były takie! – w tej sprawie. Nie ma ponadto żadnych wiążących oświadczeń najwyższych urzędników państwa polskiego o rezygnacji z reparacji wojennych. A zatem reparacje zgodnie z prawem nadal nam się należą.

– To chyba jedyny przypadek w historii Europy targanej wojnami, aby krajowi poszkodowanemu w wojnie tak bezwzględnie ich odmówiono.

– To prawda. Tradycja reparacji wojennych powstała w czasie wojen napoleońskich; Napoleon bezwzględnie stosował prostą zasadę: przegrałeś wojnę, płać! Faktem jest też, że w czasie owych wojen rabunek odbywał się wprost gigantyczny. Tę napoleońską metodę przejęły później inne kraje. Po klęsce Francji z koalicją prusko-niemiecką padło żądanie wypłacenia na rzecz Rzeszy Niemieckiej 6 mld franków w złocie, po targach wypłacono 5 mld, dzięki którym został wkrótce zbudowany potężny przemysł wojenny Niemiec, co pozwoliło im na wzniecenie I wojny światowej, po której z kolei Francuzi zażądali od Niemców reparacji za totalne zniszczenie Szampanii, połowy Lotaryngii i Flandrii, domagali się też oddania 5 mld, które Niemcy zagarnęli wraz z Lotaryngią i Alzacją.

– Polskie ziemie w czasie I wojny światowej także bardzo ucierpiały...

– Rzeczywiście, w czasie tej wielkiej wojny na ziemiach polskich odbywał się wprost gigantyczny niemiecki rabunek. Rozbrojenie Niemców w Warszawie w 1918 r. przez polskie siły zbrojne miało m.in. na celu przede wszystkim zapobieżenie wywiezieniu z Polskie tego wszystkiego, co Niemcy tu sobie nagromadzili. A to był czas, kiedy pociągi wywoziły z Polski pociągi... I wojna światowa charakteryzowała się ogromną skalą grabieży i wzajemnych reparacji, a niektóre z nich są wypłacane niemal do dziś.

– Czy nowo powstała II RP mogła uzyskać jakiekolwiek reparacje, odszkodowania wojenne?

– Mogła, ale ostatecznie wiele nie uzyskała. Odszkodowania od samej Rosji ustalono na 30 mln rubli w złocie, a to na owe czasy była całkiem spora kwota. Potem mówiono, że za te 30 srebrników sprzedaliśmy Ukrainę – co, niestety, było prawdą – a skończyło się na tym, że nie dostaliśmy nic. Bolszewicy zadbali o to, aby nie było odpowiednich przepisów wykonawczych...

– Innym krajom naszego regionu powiodło się lepiej?

– Zdecydowanie tak. Najwięcej otrzymała Estonia – kraj dwudziestokrotnie mniejszy od Polski dostał jedną trzecią tego, co obiecano Polsce. Odszkodowania otrzymała też Łotwa. W ten sposób bolszewicy przekupywali kraje od nich zależne. Polska natomiast została postawiona przed dylematem: odzyskanie zagrabionych dóbr kultury czy 30 mln rubli w złocie? Ostatecznie wybraliśmy dobra kultury, choć oddano nam tylko ich znikomą część; ostatnie arrasy łaskawie przesłano dopiero po odbudowie Zamku Królewskiego w Warszawie, czyli na początku lat 70. ubiegłego wieku.

– Mogliśmy wybrać pieniądze? Dziś pewnie tak byśmy zadecydowali...

– W rodzącej się wolnej Polsce nikt nie miał wątpliwości, że skarby kultury są bezcenne. Przecież później za żadne miliony byśmy Szczerbca z Ermitażu nie odkupili! Do tej pory wiele naszych cennych pamiątek historycznych zagrabionych potem w czasie II wojny światowej znajduje się w rosyjskich muzeach, kryje się w niemieckich domach.

– I nigdy nie będziemy mogli tego odzyskać ani liczyć na jakąkolwiek rekompensatę?

– Dziś nie możemy liczyć nawet na dobre słowo i skruchę ze strony grabieżców... Ale to przede wszystkim my sami nie możemy zapominać, że Niemcy mają wobec nas nieuregulowany gigantyczny dług, że Rosja jest nam nadal winna 30 mln rubli w złocie, bo przecież podpisywaliśmy traktat ryski z Rosją, sowiecką wprawdzie, ale nie ze Związkiem Radzieckim, którego już nie ma. A procenty rosną... Może kiedyś nadejść czas zapłaty.

– To chyba raczej nierealne, Panie Doktorze!

– Ale przynajmniej warto pamiętać, że to nie my jesteśmy komukolwiek coś dłużni, jak to nam wmawiają nasi dłużnicy, lecz że to nas potraktowano nieprzyzwoicie. To dzisiejsze wypominanie braku reparacji wojennych dla Polski jest ważne o tyle, że wypomina się nam korzystanie z funduszy europejskich. Dlatego mimo upływu lat trzeba nadal głośno mówić o należnych Polsce reparacjach wojennych.

– Wcześniej raczej milczano na ten temat. W czasach PRL-u przyjęto, że sprawa już została załatwiona, a potem wszelkie wypominanie niezrekompensowanych strat wojennych uznano za niepoprawne politycznie.

– To milczenie przerwał Lech Kaczyński, który jako prezydent Warszawy zlecił opracowanie raportu o wojennych zniszczeniach miasta. Oczywiście, niekoniecznie po to, by się od razu domagać od Niemców konkretnych kwot, ale by Polsce wreszcie przestano wypominać zapóźnienie i korzystanie ze wspaniałomyślności UE, w której karty dziś rozdają właśnie Niemcy... Był w III RP taki czas, kiedy prowadzono negocjacje w sprawie odszkodowań dla rodzin katyńskich. Sam słyszałem, jak strona rosyjska przyznawała nam rację, od razu jednak zaznaczano, że nie ma z czego ich wypłacić. Udowodniliśmy Rosji złą wolę i na tym nasze negocjacje się urwały.

– Niemcy jednak zdobyli się na gest wypłacenia symbolicznych kwot w ramach „pomocy humanitarnej szczególnie poszkodowanym ofiarom prześladowań nazistowskich”.

– Rzeczywiście tak było. Powołano nawet w tym celu specjalną Fundację Polsko-Niemieckie Pojednanie, która od połowy lat 90. przez 10 lat metodą kropelkową sączyła indywidualne odszkodowania.

– Za które – jak sugerowały wówczas media nie tylko niemieckie, ale także polskie – powinniśmy być bardzo wdzięczni...

– Przypomnijmy więc, że Polacy z tego dobrodziejstwa niemieckiego skorzystali w najmniejszym stopniu, dostali znacznie mniejszą „pomoc” niż podobne ofiary niemieckich zbrodni z innych krajów. Trzeba też zaznaczyć, że odszkodowania dotyczą osób indywidualnych, zaś reparacje są rekompensatą dla państwa, które poniosło wielkie straty gospodarcze, kulturowe, a także demograficzne. Niewypłacenie Polsce reparacji wojennych przyczyniło się do opóźnienia rozwoju kraju do tego stopnia, że teraz musimy mówić o „doganianiu Zachodu”. Dlatego gdy Niemcy jeszcze do niedawna kpili sobie z „polnische Wirtschaft”, gdy szydzili: „Jedź do Polski, twój samochód już tam jest”, powinniśmy śmiało odpowiadać: „Jedź do Niemiec, meble i kosztowności twoich dziadków są tam już od ponad 70 lat”. A naszego najcenniejszego obrazu zrabowanego z Muzeum Czartoryskich w Krakowie – „Portretu młodzieńca” Rafaela Santiego do tej pory nie możemy znaleźć, a wiemy, że prawdopodobnie do dziś przechowuje go ktoś na terenie Niemiec... Tak więc nawet w przybliżeniu wyliczona, najskromniejsza suma tego, co się Polsce należy, musi z całą powagą ciążyć nad Niemcami. Nikt nie powinien tego historycznego długu puszczać w niepamięć.

– A może czas jednak zapomnieć – jak mówią dziś niektórzy Polacy – i wspaniałomyślnie darować długi, by nikogo nie drażnić?

– W żadnym razie! Nawet jeżeli zrezygnujemy z konkretnych pieniędzy, to o niemieckim długu nie można przenigdy zapomnieć. Propagowanie przez Niemcy zrzeczenia się przez Polskę reparacji wojennych bardzo szybko prowadzi do przekonania światowej społeczności o braku niemieckiej winy, do zatarcia prawdy o niemieckich zbrodniach. Mamy liczne dowody, że już do tego doszło, np. przez wprowadzenie określenia „polskie obozy śmierci”, którym sugeruje się współwinę Polaków.

– Na żaden ekwiwalent pieniężny raczej już nie możemy liczyć? Za późno?

– W tej sprawie nie ma przedawnienia, prawo do reparacji wojennych jest niezbywalne – działa tak długo, jak długo trwa pamięć o wyrządzonej krzywdzie. Dlatego Japonia do tej pory płaci Filipinom za zrównanie z ziemią Manili – wypłaciła już 900 mln dolarów, a końca spłaty jeszcze nie widać. Japończycy płacą, ile mogą, bo traktują to jako formę ekspiacji. Niemcy wypłacili się już prawie wszystkim państwom zachodnim, nawet mały Luksemburg otrzymał niemałą sumę za samo przejście wojsk niemieckich przez jego terytorium i zniszczenie autostrady. Monako dostało odszkodowanie za chwilową okupację, choć ani jeden dom nie został tam zniszczony. Stosowną rekompensatę dostało zbombardowane przez przypadek San Marino.

– Ubezwłasnowolniona komunistyczna Polska po prostu nie mogła i nie chciała się niczego domagać, a potem, po 1989 r., po prostu jej kolejne rządy chciały być miłe dla wielkiego zachodniego sąsiada...

– Niestety, tak. Gdy śp. Lech Kaczyński doprowadził do opublikowania raportu wyceniającego zniszczenia wojenne stolicy, to trzeba przyznać, że zrobiło to na Niemcach spore wrażenie.

– Obecny rząd, jak się zdaje, nie ucieka od tego trudnego tematu...

– To prawda, coś się w tej mierze dzieje, powstał Parlamentarny Zespół ds. Oszacowania Wysokości Odszkodowań Należnych Polsce od Niemiec za Szkody Wyrządzone w trakcie II Wojny Światowej. Jakie będą następne kroki – trudno powiedzieć.

Dr Krzysztof Jabłonka Historyk i dyplomata. W latach 1997 – 2000 konsul RP w Moskwie, Charkowie i Grodnie. Autor licznych publikacji (m.in. książki „Wielkie bitwy Polaków”), prowadzi pogadanki historyczne w Radiu Wnet
2019-02-20 11:32

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Za tydzień rozpoczyna się Tydzień Modlitw o Trzeźwość Narodu

2020-02-16 15:44

[ TEMATY ]

trzeźwość

alkoholizm

Andrey Cherkasov/fotolia.com

Nauczanie Sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego towarzyszyć będzie obchodom najbliższego Tygodnia Modlitw o Trzeźwość Narodu, który potrwa od 23 do 29 lutego. Okolicznościowe materiały zawiera vademecum „Apostoł Trzeźwości” – rocznik wydawany przez Zespół KEP ds. Apostolstwa Trzeźwości i Osób Uzależnionych. W opracowaniu zwraca się uwagę na troskę o to, by dzieci doświadczały szczęścia w trzeźwych rodzinach.

W vademecum znajdują się materiały pomocne w przeprowadzeniu Tygodnia Modlitw o Trzeźwość Narodu. W związku z nadchodzącą beatyfikacją Sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego w opracowaniu przybliżono nauczanie Prymasa Polski dotyczące trzeźwości.

Jest też bogaty modlitewnik Apostoła Trzeźwości, a w nim Droga Krzyżowa, myśli do wykorzystania podczas adoracja w Tygodniu Modlitw o Trzeźwość Narodu i oraz modlitw w intencji trzeźwości prowadzonych w sierpniu - miesiącu abstynencji od alkoholu. Vademecum zawiera też różaniec dla dzieci i propozycję nabożeństwa modlitewnego dla najmłodszych w intencji rodziców i inne przydatne materiały.

Z kolei z myślą o katechetach przygotowano scenariusz katechezy pt. „Szczęśliwe dzieciństwo w trzeźwej rodzinie”. Duszpasterze, rodzice i wychowawcy znajdą w „Apostole Trzeźwości” poradnik, jak chronić dzieci przed uzależnieniami i przestępczością.

Tematyka artykułów dotyczy m.in. najpilniejszych zadań państwa w zakresie ochrony dzieci i młodzieży i opinii Polaków o sprzedaży alkoholu. Zamieszczono też teksty o edukacji seksualnej, uzależnieniu od pornografii a także relację z I Kongresu Trzeźwości Ziem Zachodnich Polski.

W tegorocznym „Apostole” czytelnicy znajdą fragmenty wystąpień i homilii bp. Tadeusza Bronakowskiego, przewodniczącego Zespołu KEP ds. Apostolstwa Trzeźwości i Osób Uzależnionych, bogate Kalendarium działań abstynenckich i trzeźwościowych ogólnopolskich i diecezjalnych, także wszelkie potrzebne informacje do wzajemnych kontaktów i współpracy z Zespołem KEP, diecezjalnymi duszpasterzami trzeźwości i zakonnymi referentami trzeźwości.

„Oddajemy do rąk duszpasterzy i apostołów trzeźwości nowe Vademecum Apostolstwa Trzeźwości 2020 w czasie, gdy Kościół w Polsce z wielką radością przygotowuje się do beatyfikacji Sługi Bożego kardynała Stefana Wyszyńskiego – pisze we wstępie bp Bronakowski. - Prymas, kierując przez trzydzieści trzy lata Kościołem w Polsce w trudnych latach komunistycznego reżimu, wywarł ogromny wpływ na kształt życia w naszej Ojczyźnie. O jego wielkości świadczyło szlachetne, wspaniałe życie, poświęcone Bogu i Ojczyźnie. Życie budowane na niezłomnej i głębokiej wierze” – zauważa przewodniczący Zespołu.

Przypomnijmy, że podczas spotkania z dziennikarzami w Centrum Medialnym KAI w grudniu ub. roku bp Bronakowski wyraził nadzieję, że w Polsce wprowadzone zostaną ograniczenia w dostępie do alkoholu.

Biskup przedstawił statystyki, z których wynika, że w Polsce liczba osób uzależnionych sięga około miliona, natomiast 4 miliony nadużywają alkoholu, spożywając go w sposób ryzykowny. Dodał, że statystyki te z roku na rok są coraz bardziej niepokojące.

Bp Bronakowski podkreślił, że w osobie Prymasa Tysiąclecia, który zostanie beatyfikowany 7 czerwca, Polska zyskuje wielkiego orędownika w walce z alkoholizmem. Przypomniał, że Prymas wielokrotnie cytował przestrogę błogosławionego księdza Bronisława Markiewicza, iż „Polska albo będzie trzeźwa, albo nie będzie jej wcale”.

CZYTAJ DALEJ

Burkina Faso: kolejny krwawy atak na chrześcijan

2020-02-17 16:28

[ TEMATY ]

atak

24 zabitych, w tym protestancki pastor, i 18 rannych, to wciąż prowizoryczny bilans kolejnego ataku na chrześcijan w Burkina Faso. Grupa doskonale uzbrojonych mężczyzn wtargnęła do kościoła w czasie niedzielnego nabożeństwa i ostrzelała modlących się w nim ludzi. Do zdarzenia doszło w miasteczku Pansi leżącym na pograniczu z Nigrem i Mali.

„Sytuacja chrześcijan w regionie staje się coraz trudniejsza” – stwierdził gubernator prowincji Yagha, w której doszło do ataku. Pułkownik Salfo Kaboré podkreślił, że liczba ofiar może wzrosnąć, ponieważ kilka osób jest w ciężkim stanie. Burkińskie służby bezpieczeństwa przewiozły rannych do szpitala w Dori (leżącego 180 km od miejsca ataku), gdzie otrzymali specjalistyczną pomoc. Świadkowie napadu informują, że zamachowcy najpierw zabili ludzi zmierzających na nabożeństwo (wcześniej świadomie oddzielili miejscowych od przyjezdnych), potem weszli do kościoła, a po wszystkim splądrowali okoliczne sklepy, kradnąc zapasy oleju i ryżu. Porwali też trzech mężczyzn zmuszając ich, by pomogli im wywieźć na motorach zebrane łupy. Na koniec podpalili kościół.

Niepokój budzi to, że kilka dni temu na tym samym terenie zamordowano protestanckiego pastora wraz z czterema jego synami, a drugi pastor został porwany i nie ma o nim żadnych wieści. Od ubiegłego roku w spokojnym dotąd Burkina Faso dochodzi do dramatycznej eskalacji przemocy ze strony islamskich ekstremistów. „Dopóki nie odpowiemy na pytanie skąd pochodzi broń i kto finansuje tych ludzi nic się nie zmieni” – podkreśla w rozmowie z Radiem Watykańskim arcybiskup stołecznego Wagadugu. Kard. Philippe Ouédraogo uczestniczył ostatnio w spotkaniu przedstawicieli afrykańskich rządów na temat eskalacji przemocy w krajach Sahelu. Odbyło się ono pod hasłem „Milczenie broni”. „U nas nie ma fabryk uzbrojenia, ktoś pomaga tym terrorystom zabijać. Sami nie jesteśmy w stanie położyć tamy przemocy” – mówi kard. Ouédraogo.

„Potrzebujemy międzynarodowej solidarności, by powstrzymać handel bronią, która pomaga oprawcom zabijać ich braci i siostry zupełnie niepotrzebnie. To błagalny krzyk naszego serca do Europy, gdzie produkuje się broń. Proszę Radio Watykańskie, by stało się głosem tych, którzy głosu nie mają, którzy cierpią i giną w bezsensownych atakach, są to także dzieci. To dla nas bardzo trudne chwile, liczymy na solidarność zarówno samych Burkińczyków, jak i mieszkańców regionu oraz wspólnoty międzynarodowej. To gorące błaganie naszych serc – prosimy, pomóżcie nam znaleźć rozwiązanie tej tragedii“ - mówi papieskiej rozgłośni kard. Ouédraogo.

„Analitycy są zaniepokojeni tym, że ataki na ludność cywilną, w tym chrześcijan, nasilają się w zastraszającym tempie” – podkreśla Corinne Dufka, dyrektor Human Rights Watch w Afryce Zachodniej. Szacuje, że w ubiegłym roku w ukierunkowanych atakach zabitych zostało ponad 1300 cywilów, siedem razy więcej niż rok wcześniej. Pogłębiający się brak bezpieczeństwa doprowadził też do kryzysu humanitarnego. Ponad 760 tys. osób opuściło swe domy szukając schronienia dla swych rodzin. Chrześcijanie uciekają do większych miast i szukają głównie wsparcia w parafiach i na misjach. Odpowiedzialnością za ataki obarcza się islamskich terrorystów związanych z tzw. Państwem Islamskim i Al-Kaidą.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję