Reklama

Milczeć. Walczyć. Kochać.

2019-02-27 11:01

Katarzyna Krawcewicz
Edycja zielonogórsko-gorzowska 9/2019, str. IV

Maciej Krawcewicz
Ks. Robert Patro, dyrektor wydziału duszpasterskiego kurii diecezjalnej

Z ks. Robertem Patro rozmawia Katarzyna Krawcewicz

Katarzyna Krawcewicz: – Lada dzień rozpocznie się w diecezji peregrynacja obrazu św. Józefa. Zapowiada się wyjątkowo, choćby dlatego, że jej adresatami są mężczyźni. Dlaczego ma być tak męsko?

Ks. Robert Patro: – Ściśle mówiąc przyjedzie do nas z sanktuarium w Kaliszu obraz Świętej Rodziny, ale w ramach peregrynacji będziemy akcentować osobę św. Józefa. W ostatnim czasie wyraźnie daje się zauważyć pozytywne poruszenie mężczyzn w Kościele. I nie chodzi mi o sytuację, kiedy proboszcz zwołuje mężczyzn, bo trzeba coś naprawić przy plebanii. Mam na myśli to, że mężczyźni spotykają się, aby się modlić, aby formować siebie i formować innych. Są inicjatorami wielu wspólnych spotkań, nawet poza strukturami parafii. Widać wyraźnie, że łaska Pańska budzi mężczyzn do aktywności. Widać to chociażby w przygotowaniach do Ekstremalnych Dróg Krzyżowych, Różańca do Granic. Mamy Mężczyzn św. Józefa czy Męski Pluton Różańcowy. Jest coraz więcej grup zbierających mężczyzn. W związku z tym zrodził się pomysł, żeby spróbować mężczyzn zgromadzić i rozpocząć peregrynację wizerunku św. Józefa. Nikt tak nie zna Syna Bożego, Mesjasza, jak Józef i Maryja. Dlatego chcemy prosić św. Józefa, żeby spróbował trochę nas nauczyć, w jaki sposób poznawać Jezusa, w jaki sposób o Niego zawalczyć, jak być odpowiedzialnym i troskliwym.

– Wyjątkowe jest też to, że obraz trafi tylko do wybranych parafii.


– To prawda. Jeszcze nigdy takiej peregrynacji w naszej diecezji nie było. Bo nie chodzi nam o sztukę dla sztuki, o kolejną rzecz, za którą się bierzemy, bo nie mamy co robić. Zależy nam, żeby podejść do tego z namysłem Bożym. To nie będzie typowa peregrynacja, bo obraz nie będzie przewożony do wszystkich parafii. To będzie wydarzenie krótkie (od 8 marca do końca maja), dynamiczne, skondensowane. Chcę tu podkreślić, że również kobiety są zaproszone do udziału w niektórych częściach. Plan peregrynacji wygląda tak, że po uroczystym przywitaniu i wprowadzeniu obrazu odbędzie się Msza św. wotywna ku czci św. Józefa i na tę część może przyjść każdy. Natomiast o godz. 20 rozpocznie się dwugodzinne spotkanie już w typowo męskim gronie. Towarzyszyć nam będą hasła: „Milczeć. Walczyć. Kochać”. Taka katecheza w trzech odsłonach. Poprowadzą ją nasi księża z grupą świeckich mężczyzn. To ważne, żeby również świeccy mówili Słowo lub jakąś część katechezy albo dali świadectwo. Po prostu brali w tym aktywny udział. Każdy ksiądz, który będzie głosił katechezę w trakcie peregrynacji, został poproszony o stworzenie zespołu świeckich mężczyzn, z którymi będzie współpracował. Żeby nie był sam.
W ramach peregrynacji będą zbiórki dekanalne ministrantów i lektorów. Przez wstawiennictwo św. Józefa chcemy przy tej okazji prosić o to, żeby Opatrzność Boża powoływała młodych ludzi i dawała im odwagę pójść za tym głosem. Pójść i w przyszłości być księżmi czy zakonnikami.

– Milczeć. Walczyć. Kochać. Czemu akurat te hasła?

– Trzy wiodące hasła zrodziły się z patrzenia na św. Józefa. Okazuje się – jak czytamy w Piśmie Świętym – że on nie powiedział żadnego słowa. Żartobliwie mówimy, że prawdopodobnie lubił spać, ponieważ Bóg wszystko wyjaśnił mu w snach. Były trzy sny, niektórzy doszukują się czterech, przez które Bóg komunikował się z Józefem. Pokazał mu pewną misję, a Józef tę misję podjął. Ze snów rozpoczynała się walka, bo Józef najpierw musiał stoczyć walkę duchową. Rozeznać, czy ten sen to prawda, czy nie. Czy przyjąć, czy nie? Czy zaakceptować, czy nie? Zrobić, nie zrobić? To była prawdziwa walka wewnętrzna. Musiał podjąć wysiłek. I walczył też z przeciwnościami zewnętrznymi, kiedy szukał miejsca dla rodzącego się Jezusa, albo kiedy czyhano na życie jego Dziecka. Przecież Józef z rodziną w pewnym momencie musieli być emigrantami. Walka dokonywała się więc w tym mężczyźnie na różnych płaszczyznach właściwie ciągle. Józef umiał też kochać. Przyjął Maryję i Jezusa. Wychowywał Syna, nauczył Go rzemiosła – sam był cieślą, więc nauczył Jezusa ciesielstwa.

– Jednak takiego Józefa znają ludzie, którzy się trochę nim interesują. A czy nie jest tak, że w powszechnym odbiorze jest on gdzieś w tle Świętej Rodziny? W jednej z kolęd nazwano go wręcz „staruszkiem drżącym”? Czy ktoś taki może przyciągnąć mężczyzn, być dla nich przykładem?


– Jeśli dokładnie się przyjrzymy kartom Ewangelii, to zobaczymy tam właśnie takiego Józefa, o jakim mówiłem, a nie trzęsącego się staruszka ze starych obrazków bożonarodzeniowych. Jeśli ograniczymy się do patrzenia na niego przez pryzmat lepszej lub gorszej tradycji, będzie dla nas nieczytelny. Musimy wczytać się w Słowo Boże. Ale też szukajmy świadectw ludzi, którzy zawierzyli się św. Józefowi, jak to zrobili np. księża w Dachau. Wtedy widać, że to bardzo konkretny człowiek. To w końcu był przybrany ojciec Syna Bożego, mąż Maryi. Pierwszy po Maryi, który tak doskonale znał Jezusa. Jego modlitwa, jego spotkanie z Bogiem było codziennością. On zachowywał się jak każdy normalny rodzic – kiedy szedł rozmawiać z Jezusem, nie zastanawiał się, że teraz idzie na modlitwę. To po prostu się działo. On miał permanentną więź z Jezusem. Nie musiał tworzyć sobie jakiejś wizji czy specjalnej przestrzeni do spotkania z żywym Bogiem, bo był przy Nim cały czas. Ktoś powiedział, że w Nazarecie Najświętszy Sakrament kręcił się między garnkami. I tak było. Jezus przez 30 lat żył zupełnie zwyczajnie, miał rodziców, uczył się od nich, oni się Nim opiekowali. Jeżeli spojrzymy na św. Józefa z tej perspektywy, to on się nagle zaczyna nam zupełnie inaczej jawić. I wtedy możemy go postawić za wzór, który jest w stanie pociągnąć innych.
Osobiście codziennie się modlę litanią do św. Józefa o wyproszenie potrzebnych łask. Jezus jest szczególnie wrażliwy na swoją Matkę i przybranego ojca, ponieważ oni Go wychowywali.

– Na jakie owoce peregrynacji Ksiądz liczy?

– Podczas przygotowań do peregrynacji bardzo się nam uwypukliło, że facet, który najczęściej niewiele mówi, powinien być konkretny w swoim życiu i działaniu, i w swoich postawach. Powinien podejmować wysiłek w dbaniu o swoją rodzinę, albo o powierzonych sobie ludzi. Mężczyźni niewiele mówią, ale jeżeli Opatrzność Boża ich przekona, to jestem pewien, że będą oni w stanie podjąć się wielu rzeczy. I to już widać. A my tylko chcemy to wzmocnić, chcemy spotęgować odpowiedzialność mężczyzn za Kościół, pokazać nowe drogi, nowe działanie. Jest takie pragnienie, żeby w miejscach peregrynacji zawiązywały się nowe grupy, żeby były tam organizowane systematycznie spotkania, podczas których będziemy się gromadzić na wspólnej modlitwie, słuchaniu katechezy. Niech to owocuje podejmowaniem konkretnych zadań, czy to w parafii, czy w innych miejscach. Bo mężczyzna wtedy się uaktywnia, kiedy ma przed sobą konkretny cel.

– Czyli Kościołowi potrzeba mężczyzn konkretnych i aktywnych?

– Myślę, że w Kościele jest bardzo wiele przestrzeni dla każdego człowieka. Naprawdę wystarczy odrobina dobrej woli ze strony księdza i taka przestrzeń w parafii się otworzy. Uważam, że każdy proboszcz powinien mieć swój sztab mężczyzn, którzy przychodzą nie tylko, kiedy trzeba pomalować ławki w kościele czy coś naprawić. To oczywiście też jest ważne i nie może tego zabraknąć, ale ważne jest też, by proboszcz miał przy sobie mężczyzn, którzy będą się z nim modlić. Żeby wspólnie z nimi podejmować duchowy wysiłek i walkę. I wtedy można szukać przestrzeni do wspólnego działania. A jeśli w parafii nie będzie jednak tej dobrej woli? Zawsze można się spotykać niekoniecznie typowo w parafii. To też jest ciekawe zjawisko, że ludzie tak bardzo pragną się formować, że spotykają się w innych miejscach niż salka przy kościele. Nie trzeba się tego bać. Jeżeli nie ma możliwości spotkania w budynku parafialnym, to można spotkać się w innym, lubianym przez siebie miejscu, razem się pomodlić, wygłosić sobie katechezę. Dzisiaj zresztą jest duża mobilność międzyparafialna, więc takie pozaparafialne wspólnoty mnie nie dziwią.

Tagi:
wywiad

Reklama

Nowy festiwal

2019-09-10 13:23

Rozmawia ks. Adrian Put
Edycja zielonogórsko-gorzowska 37/2019, str. 6

O nowym Festiwalu Muzyki i Słowa, który zagości na mapie kulturalnej naszego regionu, oraz o tym, co Maryja ma z tym wspólnego – opowiada ks. Mateusz Szerwiński

acebook.com/MeskiZespolChoralowy
Męski Zespół Chorałowy z Bydgoszczy zaśpiewa 5 października

KS. ADRIAN PUT: – Na kulturalnej mapie naszego region pojawia się nowy festiwal. Czy jest jeszcze miejsce na nową inicjatywę muzyczną?

KS. MATEUSZ SZERWIŃSKI: – Oczywiście, tym bardziej, że w naszym regionie nie ma festiwalu, który byłby poświęcony stricte muzyce sakralnej. Jednak to coś więcej niż festiwal.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Matka Boża Bolesna

2019-09-15 14:19

Arkadiusz Bednarczyk

Wielkie współczucie dla cierpień Maryi zaowocowało w przeszłości dwukrotnym wspominaniem Jej boleści. W starej diecezji kolońskiej już w 1423 r. obchodzono „Współcierpienie Maryi dla zadośćuczynienia za gwałty, jakich dokonywali na kościołach katolickich huszyci”. To lokalne święto zwane później świętem Siedmiu Boleści Matki Bożej, obchodzono początkowo w piątek po trzeciej Niedzieli Wielkanocnej. W roku 1727 papież Benedykt XIII rozszerzył je na cały Kościół i przeniósł na piątek przed Niedzielą Palmową. Natomiast wrześniowe święto wywodzące się od zakonu serwitów (o którym za chwilę) zostało na początku XIX stulecia rozszerzone na cały Kościół przez papieża Piusa VII, a w sto lat później oficjalnie wprowadzono święto Matki Bożej Bolesnej na 15 września w całym Kościele powszechnym.

Arkadiusz Bednarczyk

Stabat Mater

Pierwszy ołtarz, którym uczczono Matkę Bożą Bolesną, powstał w Europie średniowiecznej już w XIII stuleciu w niemieckim klasztorze cystersów w Schonau, nekropolii niemieckich królów z dynastii Staufów. Kiedy Maryja we łzach prosiła o zakończenie bratobójczych wojen we Florencji, sześciu poruszonych jej wizją florenckich kupców założyło w 1233 r. wspomniany zakon serwitów, który posiadał szczególną cześć dla Matki Bożej Bolesnej.

Doskonale wszystkim znany utwór „Stabat Mater”, który napisał średniowieczny franciszkanin Jacopone da Todi, a do którego muzykę komponowali znakomici artyści tacy jak Dworzak, Haydn, Penderecki, niezwykle sugestywnie ukazuje cierpienia Matki Bożej. W sztuce Matkę Bożą Bolesną przedstawiano na trzy sposoby. Najwcześniejsze wyobrażenia ukazywały stojącą Matkę pod Krzyżem, na którym umierał Jej Syn. Było to tzw. Stabat Mater Dolorosa - stała Matka Boleściwa. I taka piękna figura zachowała się w przemyskim Muzeum Archidiecezjalnym, stanowiąc część późnogotyckiej Grupy Pasji z XVI stulecia, z kościoła w Kosinie. Z przełomu XIV i XV wieku pochodzą wizerunki tzw. Piety, czyli Matki trzymającej na kolanach swojego Syna już po zdjęciu z Krzyża. Scena ta jest szczególnie przejmująca, ponieważ na kolanach Matki spoczywa martwe już ciało Syna, które Matka tuli do serca lub głaszcze martwą głowę. A zapłakane oczy Matki, która wznosi je w niemym błaganiu i rozpaczy w górę, starają się szeptać proste i przejmujące pytanie: dlaczego.

Dlaczego siedem mieczy boleści?

I wreszcie trzecią formą są ujęcia samotnej postaci Bolesnej Matki z motywem miecza lub siedmiu mieczy przeszywających Jej serce. Są nimi: Proroctwo Symeona, Ucieczka do Egiptu, Zgubienie Jezusa, Spotkanie z Jezusem na Drodze Krzyżowej, Ukrzyżowanie i śmierć Jezusa, Zdjęcie martwego Syna z krzyża Złożenie Syna do grobu. Forma ta w Polsce pojawia się na początku XVI stulecia. W urokliwym kościółku Świętego Ducha w Sokołowie Małopolskim, wśród wysokiej klasy obrazów przywiezionych z Włoch przez hrabiego Jana Władysława Zamoyskiego znajdziemy XVIII-wieczny wizerunek Matki Bożej Bolesnej z siedmioma mieczami boleści. Podobne przedstawienie, z tym, że w postaci figurki, znajduje się w kościele parafialnym w Żołyni. Na ogół najbardziej znanym przedstawieniem tego typu jest Smętka Dobrodziejka z krakowskiego klasztoru Franciszkanów z początku XVI stulecia. Ten typ ikonograficzny na ogół przedstawia cierpiącą Matkę w postawie nieco pochylonej, załamującej ręce, z oczyma zaczerwienionymi od łez, wraz z przeszywającym Jej serce mieczem - symbol boleści. W leżajskiej bazylice Bernardynów znajdujemy na korytarzu przed zakrystią przepiękne malowidło wyobrażające Mater Dolorosa. To przeszyte mieczem serce Maryi w połączeniu z trzymanym na kolanach martwym Jezusem. Starodawne malowidło podpisano m.in. „Mieczem w swe serce raniona Dziewica Matka Jego, cierpi Matka Syn umarł dla Ciebie Grzeszniku”. Stabat Mater Dolorosa - stojąca pod krzyżem Maria najczęściej ze św. Janem i Marią Magdaleną stanowi element obecnych od średniowiecza tzw. Belek tęczowych lub Grup Ukrzyżowania. Taki typ widzimy również na pięknych obrazach, jak choćby umieszczone w prezbiterium jarosławskiego kościółka Świętego Ducha XVII-wieczne malowidło, na którym widoczna jest Matka Jezusa, św. Jan oraz Maria Magdalena.

Córki Matki Bożej Bolesnej

O ile uboga byłaby działalność Kościoła na ziemi przemyskiej, gdyby nie codzienne posługiwanie „brązowych siostrzyczek”, Córek Matki Bożej Bolesnej, znanych pod nazwą Serafitek. Zapewne wielu z Czytelników pamięta uśmiechnięte, choć nieco zmęczone nie zawsze poprawnym zachowaniem swoich uczniów, „brązowe” siostry katechetki, grające pięknie na gitarze, uczące nowych pieśni na parafialnych scholach czy oazach. Wiele z sióstr posługuje w szpitalnych kaplicach dbając o godną oprawę odprawianych tam nabożeństw czy choćby świeże kwiaty, tak bardzo pomagające w chorobie. Wielu z nas pamięta zapewne jeszcze czasy, kiedy to w szpitalach również posługiwały Siostry Serafitki. W krajobraz dawnego Łańcuta wpisała się choćby niezapomniana s. Rufina, która posługiwała w tutejszym szpitalu od wielu lat. Zawsze pogodna, gotowa nieść pomoc najciężej chorym i potrzebującym. Niemal bezszelestnie poruszała się po szpitalnych korytarzach, jak anioł niosąc chorym i strapionym ulgę w cierpieniach i pocieszenie. Myślę, że wiele zimnych, szpitalnych korytarzy zyskałoby bardzo, gdyby siostry częściej mogły się na nich pojawiać. Serafitki - jak same mówią - stają wraz z Matką Bolesną pod krzyżem Chrystusa, aby mieć siłę i odwagę do obecności przy krzyżu bliźniego. Godłem Zgromadzenia Sióstr Serafitek jest Serce Maryi przeszyte 7 mieczami boleści, a jego hasłem: „Wszystko dla Jezusa przez Bolejące Serce Maryi”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zaatakowano księdza z Najświętszym Sakramentem!

2019-09-15 20:34

Red.

Ksiądz idący do chorego w pierwszy piątek września został zelżony i uderzony – wynika ze słów metropolity częstochowskiego księdza arcybiskupa Wacława Depo. Hierarcha opowiedział o tym fatalnym wydarzeniu w rozmowie z „Niedziela TV”.

Bożena Sztajner/Niedziela

W wywiadzie metropolita częstochowski opisał wydarzenie, do jakiego doszło w pierwszy piątek września. Wtedy też siedzący na ławce pijany mężczyzna zaatakował księdza idącego do chorego z Ciałem Pańskim. Atak najpierw miał wymiar słowny, a następnie fizyczny (uderzenie w twarz). Pierwszy z ciosów napastnika dotarł do duchowego, zaś przed drugim ksiądz zdołał się zasłonić. Następnie na pomoc kapłanowi przyszli przechodnie. W trakcie interwencji policji ksiądz zdecydował, że nie wniesie oskarżenia.

Jednak zdaniem arcybiskupa Wacława Depo zapisanie nazwiska sprawcy byłoby zasadne, gdyż jest on mieszkańcem konkretnej parafii i powinny zostać wobec niego wyciągnięte społeczne konsekwencje. Hierarcha przywołał tutaj przykład papieża Jana Pawła II, który miłosiernie przebaczył Mehmetowi Ali Ağcy, jednak wymiar sprawiedliwości podejmował działania, a terrorysta znalazł się w więzieniu.

„Takie sytuacje kiedyś się nie zdarzały, a teraz w #Częstochowa kapłan idący z Komunią Świętą do chorego został pobity” – napisał na Twitterze dziennikarz tygodnika „Niedziela” Artur Stelmasiak, który opublikował także fragment rozmowy z arcybiskupem Depo.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem