Reklama

Wolontariusz na końcu świata

2019-03-20 09:25

Z Bartoszem Placakiem rozmawia Krzysztof Tadej
Niedziela Ogólnopolska 12/2019, str. 20-21

Krzysztof Tadej
Bartosz Placak przemawiał do papieża Franciszka w Panamie. Ojciec Święty osobiście odniósł się do jego wypowiedzi w swoim przemówieniu

Ma 24 lata. Był jednym z wolontariuszy podczas Światowych Dni Młodzieży w Panamie. Przez ponad 10 miesięcy wraz z innymi osobami przygotowywał to historyczne wydarzenie. W ostatnim dniu pobytu Ojca Świętego w Panamie stał przed papieżem Franciszkiem. Wygłosił swoje świadectwo. Polak – Bartosz Placak, z którym rozmawia Krzysztof Tadej, dziennikarz TVP

KRZYSZTOF TADEJ: – W niedzielę 27 stycznia 2019 r. w Panamie mówiłeś do papieża Franciszka. Słuchało Cię ponad 20 tys.wolontariuszy zgromadzonych na stadionie i miliony ludzi w różnych krajach świata oglądających telewizyjną transmisję.

BARTOSZ PLACAK: – To był wyjątkowy dzień, jeden z najszczęśliwszych w życiu. Przywilej, którego zupełnie się nie spodziewałem. Zacząłem mówić i chwilę później popatrzyłem w oczy Ojca Świętego. Sam się zdziwiłem, że jestem tak bardzo spokojny. Ale jak to mówią, kiedy wypełnia się wolę Bożą, zawsze jest się spokojnym.

– Powiedziałeś: „Moja droga do Panamy była długa. Prosiłem Boga, żeby zostać międzynarodowym wolontariuszem. Otrzymałem dużo więcej, niż oczekiwałem”.

– Chciałem opowiedzieć o moim doświadczeniu bycia wolontariuszem w Panamie. Nie o tym, jak mi się żyło przez kilka miesięcy, ale czym jest dla mnie wolontariat i z jakimi wiąże się przeżyciami. Do Panamy wolontariusze przyjechali z wielu krajów, kultur. Rozmawialiśmy w różnych językach. Modliliśmy się wspólnie. Modlitwa była podstawą wszystkiego, co robiliśmy. Można powiedzieć, że to Pan Jezus nas tam zgromadził. I stworzyliśmy wspólnotę, dzieląc się doświadczeniami. Miałem poczucie, że powróciliśmy do korzeni, do czasów pierwszych chrześcijan, którzy zostawiali swoje życie, rodziny, domy, aby głosić dobrą nowinę w innym miejscu. Powiedziałem Papieżowi, że my, wolontariusze w Panamie, poszliśmy za ich przykładem.

– Opowiadałeś również o słabościach. Zwrócił na to uwagę Franciszek: „Jak nam mówiłeś, Bartoszu, człowiek doświadcza także własnych słabości” – powiedział. I dodał: „Oby nasze ograniczenia, nasze słabości nie paraliżowały nas! (...) Nie bójcie się, gdy dostrzegacie wasze słabości; nie bójcie się nawet, gdy widzicie wasze grzechy: podnoście się na nowo i do przodu, zawsze do przodu!”.

– To była chwila, kiedy zakręciła mi się łza w oku. Papież nawiązywał do moich słów i miło było usłyszeć jego komentarze, że należy być odważnym, stawić czoło swoim słabościom i iść dalej.

– A później podszedłeś do papieża Franciszka.

– Podziękowałem za jego słowa. Papież wstał i wymieniliśmy kilka miłych zdań. Zobaczyłem szczery uśmiech. Ojciec Święty ujął mnie pokorą, prostotą, życzliwością. Podziękował za moją służbę. Chwilę po tym dałem mu to, co było dla mnie niezwykle cenne – bransoletkę wolontariusza. Nie rozstawałem się z nią przez 10 miesięcy. Gdy pojawiały się jakieś wątpliwości, problemy, patrzyłem na napis „wolontariusz” na bransoletce i to przypominało mi, po co przyjechałem i do czego się zobowiązałem.

– Franciszek wypowiedział w Panamie również wiele innych ważnych słów. Które były dla Ciebie szczególnie istotne?

– Mówi się, że młodzież jest „przyszłością świata”, „przyszłością Kościoła”. Papież powiedział, że my jesteśmy „dzisiaj” i mamy zmieniać świat już teraz. Nie należy czekać na jutro, na jakąś przyszłość. Od razu mamy odpowiadać na swoje powołanie. To dla mnie było totalnie inne spojrzenie na młodych. Papież powiedział również, że należy marzyć i się nie bać. Podkreślił, że jeśli marzenia są zgodne z wolą Boga, to On pomoże je zrealizować. Mówił o odpowiedzialności za to, co się robi. Nie należy pozostawiać spraw i zrzucać ich na barki innych.

– Czym dokładnie się zajmowałeś podczas Światowych Dni Młodzieży?

– Byłem wolontariuszem w departamencie relacji międzynarodowych. Zajmowaliśmy się tam kontaktami z konferencjami episkopatów różnych krajów, a także z zakonami i organizacjami religijnymi. Przygotowaliśmy pomoc dla zorganizowanych grup. Po przyjeździe Papieża do stolicy Panamy zostałem włączony do pracy w grupie zajmującej się protokołem i wydarzeniami centralnymi. Dbaliśmy np. o to, żeby zaproszeni goście mogli bez problemów trafić do przeznaczonych dla nich sektorów, i pomagaliśmy im w kwestiach organizacyjnych.

– Na czym jeszcze polegała specyfika pracy wolontariusza? Czy miałeś zapewnione np. mieszkanie i wyżywienie?

– Oczywiście, wolontariusze nie otrzymywali wynagrodzenia jako wypłaty. Przyznawano nam natomiast pewne wsparcie na podstawowe potrzeby – jedzenie, środki higieny itd. Mieliśmy do dyspozycji dom udostępniony na kilka miesięcy przez gospodarzy w bezpiecznej dzielnicy. Później, kiedy przybyli już wszyscy wolontariusze, mieszkaliśmy w trzech domach, bardzo blisko siebie. Istotą pracy była pomoc dla innych. Słyszałem nieraz w Panamie, że jestem misjonarzem. Na początku odruchowo protestowałem. Myślałem, że mylono mnie z kimś ze wspólnoty Shalom, której misjonarze także służyli w Komitecie Organizacyjnym. Mieszkali razem z nami w jednym z domów. Ale wytłumaczono mi, że także ja, osoba świecka, wypełniam misję.

– Czy Twoja przygoda z wolontariatem zaczęła się od Światowych Dni Młodzieży w Krakowie?

– Rzeczywiście tak było. Studiowałem górnictwo i geologię na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Przez ponad rok uczestniczyłem w kursie liderów wolontariatu, który był przygotowaniem do Światowych Dni Młodzieży. Tam wiele się nauczyłem. Gdy jednak przyszedł czas służby, zostaliśmy oddelegowani... na dworzec. Przeżyłem chwile zwątpienia. Tyle przygotowań i nasza praca ma polegać na witaniu ludzi przyjeżdżających do Krakowa? Jak zaczęła się „wylewać” fala ludzi z pociągów z różnych krajów, to zmieniłem zdanie. Podchodzili, zadawali pytania i czułem, że jestem potrzebny; a na dodatek widziałem olbrzymią różnorodność grup pielgrzymów z całego świata. Później, gdy wszystko się skończyło, pytałem sam siebie: Może pojechać do Panamy i tam być wolontariuszem? Dlaczego nie? Od razu pojawiły się jednak wątpliwości. Nie znałem języka hiszpańskiego, a Panama to kraj odległy od Polski, jak niektórzy mówili – „gdzieś na końcu świata”. Podejmując decyzję, nie kierowałem się tylko jakimś racjonalnym rozważaniem. Nie robiłem tabelki z argumentami „za” i „przeciw”. Był to raczej odruch serca wynikający z chęci pomagania innym.

– Przyjechałeś do Panamy 10 miesięcy przed rozpoczęciem Światowych Dni Młodzieży. Jakie były Twoje pierwsze wrażenia?

– W drodze z lotniska do centrum zobaczyłem wspaniałe, wysokie wieżowce. Taki nowoczesny świat, który każdego może zachwycić. Potem odkrywałem biedną, zaniedbaną Panamę. Byłem zaskoczony, jak wiele jest osiedli i domów otoczonych murami, na których znajdowały się druty pod napięciem. Widziałem ogromne różnice społeczne. Dramatyczny podział na bogatych i biednych. Między tymi grupami można zaobserwować brak zaufania. Gdy patrzy się na taką rzeczywistość, bardziej docenia się to, skąd się przyjechało.

– Jak chcesz teraz wykorzystać doświadczenia zdobyte w Panamie? Jakie są Twoje plany?

– Nie mam na razie sprecyzowanych planów, ale mam cel. Chcę pomagać młodym ludziom, działając w różnych instytucjach, organizacjach. A jeśli będzie możliwość, to chciałbym uczestniczyć w przygotowaniach do kolejnych Światowych Dni Młodzieży – w Lizbonie, w Portugalii.

Tagi:
wolontariat

Caritas Polska pomaga Syryjczykom „stanąć na własnych nogach”

2019-09-26 15:13

maj / Warszawa (KAI)

„Inwestor od serca” to nowa odsłona rozpoczętego już przez Caritas Polska programu wsparcia mikroprzedsiębiorczości i małych firm rodzinnych w Syrii. Jak podkreślali uczestnicy konferencji prasowej zorganizowanej dziś w siedzibie Caritas Polska, choć pomoc humanitarna w zniszczonym wojną kraju wciąż jest bardzo potrzebna, ważne jest by coraz bardziej umożliwiać Syryjczykom uniezależnianie się od niej i „stawanie na własnych nogach”.

YouTube.com

Jak zaznaczył dyrektor Caritas Polska, ks. Marcin Iżycki pomoc Caritas Polska dla Syrii oparta jest na 3 filarach. Pierwszy to doraźna pomoc dla najbardziej potrzebujących, realizowana w ramach programu „Rodzina Rodzinie”. Drugi to wsparcie mikroprzedsiębiorców, małego biznesu rodzinnego. Trzeci – to filar edukacyjny, realizowany m.in. w ramach projektu „Szkoła Szkole”.

Na wsparcie mikroprzedsiębiorczości w Syrii Caritas Polska przeznaczyła już 900 tys. dolarów, dzięki czemu otwarto 250 małych firm. Jak wyjaśnił ks. Iżycki w rozmowie z KAI program „Inwestor od serca” ma zachęcić polskich przedsiębiorców do wspierania za pośrednictwem Caritas i Christian Hope Center w Aleppo konkretnych projektów biznesowych w Syrii: zebranie środków rzędu 10 -20 tys. zł. pozwolić może np. na otwarcie sklepiku czy zakup taksówki.

O syryjskiej codzienności po 8 latach wojny mówił o. Petros Butrus Kassis, wikariusz patriarchalny Kościoła syryjskiego w Aleppo. Zwrócił uwagę na uderzające w społeczeństwo trudności związane z blokadami nałożonymi na Syrię, na inflację i bezrobocie, być może nawet wyższe niż 55 proc., która to liczba podawana jest oficjalnie. Podkreślił też wartość pomocy tym którzy zostali w Syrii zwracając uwagę, że wyjeżdżają najlepiej wykształceni i najbardziej przedsiębiorczy. Zostają – najsłabsi.

- Umożliwienie powrotu do pracy, uniezależnienie od doraźnej pomocy – to jest na tym etapie najważniejsza pomoc, choć pomoc doraźna również jest bardzo potrzebna – mówiła Rama Daaboul, koordynatorka projektu „Rodzina Rodzinie” w Syrii. Podczas spotkania zaprezentowany został krótki film, którego bohater, Syryjczyk, właściciel warsztatu ślusarskiego i jeden z beneficjentów programu, opowiadał o swoich trudnych doświadczeniach i nowej nadziei na przyszłość. Przekonywał też, że dla wielu takich jak on emigracja bywa przymusem ekonomicznym ale bardzo niechcianym.

Minister Michał Woś, członek Rady Ministrów ds. pomocy humanitarnej przypomniał realizowaną przez polski rząd koncepcję pomagania potrzebującym na miejscu. Zaznaczył, że nie tylko wpisuje się ona w polski interes narodowy, zmniejszając presję imigracyjną z Bliskiego Wschodu do Europy ale również jest efektywna ekonomicznie – koszt utrzymania 1 rodziny syryjskiej w Europie jest porównywalny z kosztem utrzymania 6-7 rodzin na terenie Bliskiego Wschodu.

Obecna na spotkaniu Minister przedsiębiorczości i technologii Jadwiga Emilewicz zaapelowała do polskich przedsiębiorców o włączenie się do programu i wpisanie pomocy dla Syrii w swoje strategie społecznej odpowiedzialności biznesu. Zwróciła uwagę, że zainteresowanie problemami Syrii maleje – taka niestety jest naturalna kolej rzeczy w przypadku konfliktów trwających tak długo. Tymczasem pomoc jest wciąż potrzebna – i to pomoc perspektywiczna, z myślą o długofalowej odbudowie zniszczonego kraju. Podkreśliła, że wsparcie drobnej przedsiębiorczości to dla Syryjczyków szansa na znaczącą poprawę warunków życia a dla polskich firm okazja na nawiązanie partnerskich kontaktów, które mogą się okazać ważne również w perspektywie ekonomicznej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

„Sprawa” tragicznie zmarłego ks. Palimąki

2012-11-23 13:21

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 48/2012, str. 4-5

Ks. Stanisław Palimąka - pierwszy proboszcz Klimontowa, twórca tamtejszej parafii i budowniczy kościoła, należy do grona tych kapłanów, którzy ponieśli śmierć w niewyjaśnionych okolicznościach. Tragiczne zdarzenie miało miejsce stosunkowo niedawno - w 1985 r., sprawę badały poważne gremia, m.in. tzw. Komisja Rokity i delegatura krakowska IPN. Postępowanie badawcze nie wniosło zbyt wiele. Faktem jest natomiast, że ks. Palimąka, przejechany ze skutkiem śmiertelnym przez własny samochód, staczający się po pochyłości do garażu, był kaznodzieją i katechetą, który nigdy się komunistom nie kłaniał, a jego kazania i wystąpienia publiczne zaowocowały specjalną teczką w aktach SB

Archiwum
Ks. Stanisław Palimąka

Był 27 lutego 1985 r. Rankiem, tuż po śniadaniu proboszcz ks. Stanisław Palimąka wsiadł w swojego niebieskiego Fiata 125, aby odwieźć katechetę (alumna Stanisława Olesińskiego) do pracy. Prowadząca mu gospodarstwo siostra - Otylia Kaczmarek, nie mogąc doczekać się powrotu brata, wyszła ok. 12.30 przed dom. Ksiądz leżał przy drzwiach garażowych, na których zatrzymał się samochód. Był martwy.

Tragiczne zdarzenie

Jak pisze ks. Daniel Wojciechowski w „Księża niezłomni. Diecezja kielecka” („Print”, Włoszczowa-Kurzelów 2011) „Według oficjalnej wersji auto staczając się do garażu z podjazdu o długości 12 m i o nachyleniu 12 stopni, najechało na ks. Palimąkę, powodując jego śmierć. Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Krakowie musiał się bardzo spieszyć z ustaleniem przyczyny zgonu kapłana, skoro już 30 marca 1985 r. umorzył dochodzenie, nie stwierdzając przestępstwa. Sekcja zwłok wykazała złamanie podstawy czaszki, stłuczenie mózgu, krwiak podpajęczynkowy, rany tłuczone twarzy po stronie prawej i złamanie prawego uda”.

Z Kroniki parafii Klimontów: „Ciało księdza spoczywało wbite w nowe, masywne drzwi garażowe Został przygnieciony przez półtoratonowego fiata. Zszokowana tym widokiem [siostra - przyp. red] najprawdopodobniej wykonała telefony na milicję, do Kurii w Kielcach i do brata Mieczysława do Kielc. Na miejscu tragedii szybko zjawił się tłum ludzi. Plac przed plebanią zapełnili nie tylko zrozpaczeni parafianie, ale także milicja, pogotowie, brat księdza i biskup kielecki. Śledztwo przejęła komenda krakowska. Oględziny wykonywali eksperci z Krakowa i Warszawy”. Sekcja została przeprowadzona w Zakładzie Medycyny Sądowej Akademii Medycznej w Krakowie.

Pogrzeb ks. Stanisława Palimąki odbył się 2 marca 1985 r. w Klimontowie. Liturgii pogrzebowej przewodniczył bp Stanisław Szymecki, który wygłosił homilię, kończąc ją słowami św. Pawła Apostoła: „Czuwajcie, trwajcie mocno w wierze, bądźcie mężni i umacniajcie się. Wszystkie wasze sprawy niech się dokonują w miłości” (1Kor 16, 13-14). Uczestniczyło około 290 kapłanów i tłumy wiernych nie tylko z parafii, ale i z okolicznych miejscowości.

Co na to śledztwo i Komisja?

Sejmowa Komisja Nadzwyczajna do badania działań MSW, którą kierował poseł Jan Maria Rokita (zwana Komisją Rokity), dopatrzyła się wielu wątpliwości w orzeczeniach Urzędu ds. Wyznań. W raporcie napisano m.in.: „Postępowanie zostało ukierunkowane na niestwierdzenie przestępstwa już w momencie dokonywania pierwszych czynności procesowych. Dopuszczono do utraty (na skutek niezabezpieczenia) wielu istotnych dowodów (m.in. nie dokonano badań, czy na monecie blokującej dźwignię hamulca ręcznego znajdują się odciski palców). Nie przesłuchano wszystkich świadków, wykonane przez biegłych ekspertyzy są obarczone uchybieniami, nie odpowiadają na podstawowe pytania. Wreszcie nie przeprowadzono eksperymentu, który miałby określić wielkość siły uderzenia staczającego się samochodu na przeszkodę umieszczoną bezpośrednio pod drzwiami garażu”. Jaki z tego wniosek?

Ks. Daniel Wojciechowski badający tę sprawę uważa, że przyczyna „wypadku” mogła być złożona: patriotyczne, niewygodne dla aparatu władzy homilie ks. Palimąki i wiedza, jaką nabył podczas budowy kościoła i tzw. załatwiania materiałów budowlanych. Działało to, zdaniem księdza, jak katalizator. - To, że Proboszcz Klimontowa wiedział zbyt wiele, potwierdził słuchacz Radia Maryja, który zadzwonił do mnie, gdy byłem gościem „Rozmów niedokończonych”. Dzwonił z Krakowa, ze szpitala, nie chciał jednak podać danych personalnych - opowiada ks. Wojciechowski. Jako krewny zmarłego był na miejscu wypadku i dotąd ma przed oczami tamten tragiczny widok.

Na wniosek Komisji Rokity w 1991 r. sporządzono dodatkowo raport o działalności „grupy D” (do specjalnych działań dezintegracyjnych w walce z Kościołem), utajniony jednak przez MSW… Z kolei prokurator Aleksander Herzog z Prokuratury Generalnej uznał, że śledztwo było prowadzone nieprawidłowo. W „Gazecie Wyborczej” (nr 237/11 października 1990) ukazał się tekst pt. „MSW się spieszyło”, w którym tenże prokurator opiniuje: „Zbyt wcześnie, często przed wpłynięciem opinii biegłych, umarzano sprawy, nie brano pod uwagę wszystkich możliwych wersji popełnienia przestępstwa”. Obok ks. Palimąki wymienia sprawy: Piotra Bartoszcze, Grzegorza Przemyka, ks. Jerzego Popiełuszki, ks. Stanisława Zycha.

Z Kroniki parafii Klimontów: „W 2008 r. na polecenie IPN krakowska policja ds. kryminalnych przez dwa dni podejmowała czynności dotyczące miejsca i przebiegu tragicznej śmierci ks. Palimąki w Klimontowie. Istotnych zmian w tej sprawie do dzisiaj nie stwierdzono. Od czasu do czasu ukazują się jakieś artykuły w prasie małopolskiej dotyczące tej śmierci, które powielają uprzednie wersje i opinie, a jest ich tyle, ilu ludzi, a każdy uważa siebie za eksperta. Wydaje się, że tajemnicę okoliczności śmieci zabrał ks. Stanisław ze sobą. Być może, że nadejdzie taki czas, kiedy poznamy prawdę o tej śmierci”. Tak więc sprawa nadal pozostaje niewyjaśniona.

Zanim został księdzem

Kim był tragicznie zmarły ks. Palimąka i w jaki sposób sprawował kapłańską posługę? Czy styl jego pracy mógł spowodować zabójstwo, jeśli wykluczy się tezę wypadku? Choć „sprawa nadal pozostaje niewyjaśniona”, warto przyjrzeć się nie tylko okolicznościom „sprawy”, ale również tak tragicznie przerwanemu życiu ks. Stanisława Palimąki.

Urodził się 1 grudnia 1933 r. w Rębiechowie, należącym do parafii Węgleszyn, w rolniczej rodzinie. Gdyby żył, wkrótce świętowałby 79. urodziny. Rodzice - Piotr i Marianna z Dąbrowskich byli autentycznymi świadkami żywej wiary i w tym duchu wychowywali dzieci. Zawsze, pomimo odległości od kościoła, musiała być coniedzielna Msza św., a rano i wieczorem wspólny pacierz. Niewielu pozostało świadków tamtych lat; w Rębiechowie wciąż mieszka siostra śp. ks. Palimąki, w Kielcach żyje brat. - Pamiętamy o nim w wypominkach, w rocznicę tragicznej śmierci jest zawsze zamawiana Msza św. - mówi proboszcz z Węgleszyna, ks. Andrzej Żuber.

Po zdaniu matury w Liceum Ogólnokształcącym w Jędrzejowie (1954 r.) Stanisław Palimąka zdecydował się wstąpić na drogę kapłaństwa, rozpoczynając naukę i formację w WSD w Kielcach. Czas był szczególny - aresztowanie i proces bp. Czesława Kaczmarka musiały zapisać się w pamięci kleryka i odcisnąć ślad na kształcie późniejszej kapłańskiej posługi. Równie mocno utrwaliły się rozmowy w grupie szkolnych kolegów i nauczyciela historii z liceum w Jędrzejowie, gdzie potajemnie poznawano prawdę o Katyniu i innych zdarzeniach, o których milczała wówczas historia. Kleryk Palimąka zainteresowania historią Polski wyniósł także z domu rodzinnego. To był jeden aspekt jego dojrzewania, doroślenia. Poza tym koledzy kursowi z Seminarium zapamiętali go jako radosnego, pełnego optymizmu człowieka. Święcenia kapłańskie ks. Palimąka otrzymał z rąk bp. Czesława Kaczmarka 11 czerwca 1960 r. - Zawsze cechował go niesamowity humor. Był pełen energii, prędki - mówił, co myślał. Tę energię przekładał na duszpasterstwo - wspomina ks. Wojciechowski.

Odważne kazania w parafiach diecezji

Najpierw był wikariat w Łopusznie - trzy lata w rozległej terytorialnie parafii, z katechizacją dzieci w punktach dojazdowych, z głoszeniem odważnych kazań, co skutkowało nachodzeniem księdza przez ludzi w mundurach lub w cywilu i zadawaniem pytań, głównie o stosunek do PRL i jej władz. Potem był (krótko) Słaboszów k. Miechowa.

W Archiwum Diecezjalnym w Kielcach zachował się list do bp. Jana Jaroszewicza, dotyczący tamtego okresu, napisany przez 48-letniego rolnika ze Słaboszowa, który pisze m.in.: „Bardzo a bardzo pragnę podziękować za tak dobrego kaznodzieję, jakim jest ks. Palimąka, wikary parafii Słaboszów (…). Słyszę często, co ludzie mówią o jego kazaniach i co na nich działa i na mnie samego (…). Ksiądz wikary chce naprawdę dużo pracować i dużo może zrobić” (Akta personalne XP -56). W liście była także mowa o obowiązkowości księdza w doprowadzaniu dzieci na religię, szczególnie tych, które unikały katechezy.

W grudniu 1963 r. ks. Palimąka zainstalował się w Pierzchnicy. W związku z wygłoszonym przezeń kazaniem (z 11 kwietnia 1966 r.) Wojewódzki Urząd ds. Wyznań skierował do Kurii w Kielcach pismo o wszczęciu postępowania w sprawie działalności ks. Palimąki „szkodliwej dla państwa ludowego”. Wytoczony zarzut dotyczył „publicznego piętnowania historyków polskich za rzekome zniekształcanie prawdy historycznej narodu i Ojczyzny”. Ks. Palimąka nie zaprzeczał; ponadto nie chciał dopuścić świeckich władz oświatowych do wizytacji katechezy w punktach katechetycznych. SB przyglądała się coraz uważniej młodemu wikariuszowi...

W 1966 r. ks. Palimąka został mianowany wikariuszem w Białogonie k. Kielc. Po trzech latach przeniesiono go do Kazimierzy Wielkiej. Od 1972 r. jest już w Proszowicach, gdzie daje się poznać jako aktywny, zaradny i przedsiębiorczy kapłan.

Na probostwie w Klimontowie

Bp Jan Jaroszewicz w porozumieniu z ks. kan. Janem Kurczabem - proboszczem w Proszowicach zlecił ks. Stanisławowi Palimące organizację parafii i budowę kościoła w Klimontowie. - Do tego dzieła przystąpił z wiarą i entuzjazmem, mając nadzieję, że z pomocą Bożą i ludzi wykona zadanie - uważa ks. Daniel Wojciechowski. Zakupiono plac pod budowę, a 3 lipca 1977 r. została odprawiona pierwsza Msza św. na placu budowy kościoła. Sama budowa świątyni ruszyła wiosną 1978 r., a jesienią bp Jaroszewicz dokonał wmurowania kamienia węgielnego. Tempo pracy było szybkie, ksiądz dwoił się i troił, nie żałował zdrowia, które zaczynało szwankować, tym bardziej że budowa w tamtych czasach to było wyzwanie wymykające się normom, połączone z karkołomnymi zabiegami i tzw. „załatwieniami” wszystkiego, od pozwoleń po materiały.

Proboszcz był lubiany przez swoich parafian w Klimontowie i cieszył się ich szacunkiem. „Przyjaźnie nastawiony do każdego człowieka, wzbudzał zaufanie i łatwo nawiązywał kontakty. Był lubiany przez młodzież i dzieci. Te cechy jego charakteru pomagały mu przy budowie kościoła oraz tworzenia wspólnoty parafialnej. Parafianie podziwiali jego zaangażowanie w budowę i chętnie mu pomagali. Trud budowy kościoła i plebanii bez wytchnienia i wypoczynku przypłacił zawałem serca” - pisze w swej książce ks. Daniel Wojciechowski. Proboszcz dbał też o Kościół duchowy. Katechizacja, przepowiadanie Ewangelii - pozostawały na dobrym, ambitnym, zaangażowanym poziomie.

Od 1978 r. ks. Palimąka został samodzielnym duszpasterzem w Klimontowie. Równolegle z budową kościoła stawiano plebanię. Parafię pw. NMP Królowej Polski erygował bp Stanisław Szymecki 4 stycznia 1983 r. W tym samym roku bp Mieczysław Jaworski poświęcił cmentarz grzebalny. Od maja 1984 r. Proboszcz mieszkał już u siebie, na plebanii.

Życie parafialne potoczyło się wartkim, stabilnym nurtem, umacniały się więzi wspólnoty, parafia powoli krzepła. Proces w miarę spokojnego budowania wspólnoty przerwała nagła, tragiczna śmierć Księdza Proboszcza, 27 lutego 1985.

Ks. Palimąka został pochowany na cmentarzu, ale wkrótce ciało jego złożono w nowym grobie obok kościoła. Napis na nagrobku brzmi: „Oto miejsce mego odpoczynku na wieki” (Ps 131, 14). Bp Jan Gurda w 1990 r. poświęcił w kościele tablicę upamiętniającą postać tragicznie zmarłego kapłana. W czerwcu 2004 r. uporządkowano grób ks. Stanisława Palimąki wykonując nowe podesty granitowe i odkrywając mogiłę z zarośli. Teraz widnieje obok nowo wybudowanej kaplicy przedpogrzebowej. - Pamiętamy o kolejnych rocznicach śmierci, zamawiane są Msze św. 8 maja w dniu jego imienin czy we Wszystkich Świętych. Pozostaje nam obowiązek pamięci o nim - wyjaśnia proboszcz Klimontowa ks. Jan Kukowski. Postać tragicznie zmarłego Proboszcza przypominano m.in. w numerach pisma parafialnego „Klimontowska wspólnota”.

Dziękuję ks. Janowi Kukowskiemu za pomoc w zebraniu materiału do artykułu i udostępnienie zdjęcia.

W następnym numerze sylwetka Jadwigi Stano, wdowy konsekrowanej

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Poznań: zmarł prof. Jacek Łuczak, twórca polskiej opieki paliatywnej

2019-10-22 21:41

ms / Poznań (KAI)

W Poznaniu 22 października zmarł prof. Jacek Łuczak, profesor nauk medycznych, założyciel i długoletni prezes Polskiego Towarzystwa Opieki Paliatywnej. Miał 84 lata.

poznan.pl

Prof. Łuczak był twórcą hospicjum Palium w Poznaniu i pierwszej poradni walki z bólem w Polsce.

„Był człowiekiem niezwykłej ofiarności, zawsze blisko chorego. Prawdziwy lekarz, dla którego hospicjum było domem, a człowiek chory, cierpiący miał uprzywilejowane miejsce w jego sercu” – mówi o zmarłym abp Stanisław Gądecki. Metropolita poznański wielokrotnie odwiedzał prowadzone przez prof. Łuczaka hospicjum.

„Profesor zawsze zwracał uwagę na relacje, które powinny nawiązać się pomiędzy chorym a lekarzami i pielęgniarkami oraz kapelanami hospicjum. Podkreślał nieustannie konieczność szacunku wobec człowieka, zwłaszcza umierającego” – zauważa przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski.

Profesor Jacek Łuczak urodził się w 1934 r. w Poznaniu, ukończył studia na Wydziale Lekarskim poznańskiej Akademii Medycznej. Jest autorem ponad 400 prac naukowych, był specjalistą i konsultantem krajowym w dziedzinie medycyny paliatywnej.

W 2019 r. prof. Jacek Łuczak został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem