Reklama

specjalnie dla „Niedzieli” mówi ambasador RP w Macedonii Północnej

Po śladach św. Matki Teresy z Kalkuty

2019-04-30 09:13

Z ambasadorem RP w Macedonii Północnej Wojciechem Tycińskim rozmawiał Krzysztof Tadej
Niedziela Ogólnopolska 18/2019, str. 10-13

Krzysztof Tadej
Wojciech Tyciński, ambasador RP w Macedonii Północnej

Bułgaria i Macedonia Północna to kraje, do których uda się Franciszek – papieska pielgrzymka odbędzie się w dniach 5-7 maja 2019 r. O pierwszej, historycznej wizycie Następcy św. Piotra w Macedonii Północnej opowiada „Niedzieli” ambasador RP w tym kraju – Wojciech Tyciński. W Skopje rozmawiał z nim Krzysztof Tadej, dziennikarz TVP

KRZYSZTOF TADEJ: – Jakie znaczenie dla mieszkańców Macedonii Północnej ma pielgrzymka papieża Franciszka? To przecież kraj, w którym mieszka niewielu katolików (12 lutego br. zmieniono nazwę Macedonii. Nowa nazwa to Republika Macedonii Północnej – przyp. red.).

WOJCIECH TYCIŃSKI: – Rzeczywiście, katolicy w tym kraju stanowią niewielką grupę. Według spisu sprzed kilkunastu lat, jest ich ok. 1 proc., czyli 20 tys. osób. Dlatego papieska pielgrzymka nie będzie podobna do tych, które pamiętamy np. z Polski, Hiszpanii czy Filipin. Wszyscy podkreślają jednak, że będzie to bardzo istotne wydarzenie. Dużo mówi się o nim w macedońskich mediach. Obok wymiaru religijnego dla Macedończyków przyjazd Papieża oznacza potwierdzenie rangi i znaczenia ich kraju. Mogę potwierdzić, że wiele osób cieszy się z tej wizyty.

– Dominującym wyznaniem w Macedonii Północnej jest prawosławie. Dużą grupę stanowią muzułmanie. Jakie są relacje między wyznawcami różnych religii w tym kraju?

– Obecnie nie obserwuje się większych napięć. Podział religijny ludności w Macedonii Północnej w znacznym stopniu związany jest z podziałem narodowościowym. Mieszka tu ok. 65 proc. Macedończyków, z których większość to wyznawcy prawosławia. Ok. 25 proc. mieszkańców Macedonii to Albańczycy, przeważnie muzułmanie. Kilkanaście lat temu dochodziło tu do walk zbrojnych. Konflikt miał jednak podłoże etniczne, a nie religijne. Stosunki między wyznawcami różnych religii należy obecnie ocenić pozytywnie.

– Czy między Macedończykami i Albańczykami nadal wybuchają spory?

– Szczególnie ostry konflikt macedońsko-albański miał miejsce w marcu 2001 r. Wtedy wojsko macedońskie walczyło z albańskimi grupami militarnymi. W walkach zginęło kilkadziesiąt osób. Albańczycy domagali się m.in. większych praw politycznych i językowych. Konflikt zakończył się kompromisem. W sierpniu 2001 r. podpisano tzw. porozumienie ochrydzkie. Albańczycy zostali uznani za naród równorzędny z Macedończykami, zapewniono uznanie języka albańskiego za język urzędowy w obwodach, w których mniejszość albańska stanowiła przynajmniej 20 proc., zagwarantowano także zatrudnienie osób narodowości albańskiej w instytucjach publicznych proporcjonalnie do liczebności w państwie. Część tych ustaleń zrealizowano od razu, inne – np. dotyczące języka – czekały na realizację aż do tego roku.
W 2001 r. w zapewnieniu pokoju pomagały siły międzynarodowe, w tym polskie wojsko. Niestety, podczas jednego z patroli dwóch naszych żołnierzy zginęło w wyniku wybuchu bomby pułapki.
Dzisiaj, po latach, sytuacja w Macedonii Północnej jest inna. To spokojny, bezpieczny kraj, w którym nie obserwujemy znaczących konfliktów na tle etnicznym.

– Ilu Polaków mieszka w Macedonii Północnej?

– W całym kraju ok. 300-400 osób. Być może wkrótce będzie ich więcej. Niedawno byłem w gminie Demir Kapija. Jednym z punktów wizyty było spotkanie z Polakami, którzy postanowili kupić tam nieruchomość. To bardzo sympatyczna para emerytów z Dolnego Śląska, którzy chcą przynajmniej przez kilka miesięcy w ciągu roku mieszkać w Macedonii Północnej. Być może jest to początek nowego procesu związanego z czasowym osiedlaniem się Polaków w tym kraju.

– To bardzo prawdopodobne, ponieważ ceny w Macedonii Północnej są znacznie niższe niż w Polsce. Z jakich jeszcze innych powodów warto przyjechać do tego kraju?

– Przede wszystkim spotkamy tu bardzo sympatycznych i otwartych ludzi, mimo że wielu z nich, szczególnie poza miastami, żyje w trudnych warunkach. Tę życzliwość szczególnie odczuwają Polacy. Jesteśmy bardzo lubiani z wielu powodów, m.in. nasze języki są podobne, jesteśmy Słowianami, pomagaliśmy Macedończykom po tragicznym trzęsieniu ziemi w Skopje w 1963 r. Do tego Polacy zajmują pierwsze miejsce na liście turystów z zagranicy, którzy odwiedzają ten kraj. Przez wiele lat pierwsze miejsce należało do Holendrów, ale teraz to właśnie my jesteśmy tu najliczniejszą grupą narodowościową spośród wszystkich krajów świata. Polacy są zauważani i np. instytucje zajmujące się turystyką traktują nasz kraj priorytetowo.

– Czy do Macedonii przyjeżdża dużo grup pielgrzymkowych?

– Nie prowadzimy szczegółowych statystyk. Ale w Skopje urodziła się św. Matka Teresa z Kalkuty, tu mieszkała przez 18 lat i dlatego to miejsce jest tak ważne dla pielgrzymów.

– Zapewne również dla Ojca Świętego.

– Macedonia czeka na Franciszka. Nie ukrywam, że jego wizyta będzie dla mnie ogromnym, emocjonalnym przeżyciem – jednym z zaplanowanych punktów będzie spotkanie Ojca Świętego z korpusem dyplomatycznym. Z radością czekam na to wydarzenie i słowa Papieża, które zechce do nas skierować.

– Dziękuję za rozmowę.

NIE SZUKAJCIE JEZUSA W DALEKICH KRAJACH...

Słowa Matki Teresy z Kalkuty były proste i jasne. Nie bała się niczego. Nie używała dyplomatycznych formułek i zwrotów. Gdy odbierała Pokojową Nagrodę Nobla, zapytała: „Jeśli matka może zabić swoje nienarodzone dziecko, cóż powstrzyma ciebie i mnie przed tym, żebyśmy się nawzajem nie pozabijali?”. Jej słowa zmieniły życie wielu ludzi. Niektórym dodawały sił i odwagi. Mówiła o Bogu i o tym, że należy pomagać – bez względu na to, gdzie się znajdujemy. Kiedyś spytano Matkę Teresę, czy istnieje miejsce, do którego nie dotarła. Uśmiechnęła się i odpowiedziała: „Jeśli na Księżycu będą biedni, też tam polecimy!”. Innym razem powiedziała: „Nie szukajcie Jezusa w dalekich krajach – tam Go nie ma. Jest blisko was, jest z wami. Niech wasza lampa płonie, a będziecie Go zawsze widzieli. Napełnijcie tę lampę kropelkami miłości, a zobaczycie, jak słodki jest Bóg, którego kochacie”.

kt

Tagi:
św. Matka Teresa z Kalkuty

Reklama

Moja ciocia święta Matka Teresa

2019-05-08 08:12

Z Alojzem Gombarem rozmawiał Krzysztof Tadej
Niedziela Ogólnopolska 19/2019, str. 6-9

Matka Teresa z Kalkuty to jedna z najbardziej znanych świętych w historii świata. W zasadzie powinno się o niej mówić „Matka Teresa ze Skopje”, bo właśnie tam urodziła się w 1910 r. W tym mieście, obecnie stolicy Macedonii Północnej, mieszkała przez 18 lat. Do dzisiaj w Skopje żyje kuzyn Matki Teresy – Alojz Gombar. W ekskluzywnym wywiadzie dla „Niedzieli” opowiada o spotkaniach ze swoją ciocią.
Z Alojzem Gombarem – kuzynem Matki Teresy z Kalkuty – rozmawia Krzysztof Tadej, dziennikarz TVP

Archiwum Niedzieli

KRZYSZTOF TADEJ: – Jaka była Matka Teresa?

ALOJZ GOMBAR: – Skromna, prostolinijna. Dla mnie święta już za życia. Chciałbym, żeby wszyscy pamiętali o jej dobroci. O tym, co robiła dla innych. Niestety, mam wrażenie, że z czasem coraz mniej osób wie, jak była wspaniała.

– Pańskie pierwsze spotkanie z Matką Teresą...

– Zaczęło się od rozczarowania.

– Rozczarowania?!

– Byłem chłopcem. Rodzice mówili, że przyjedzie ciocia z zagranicy. Byli przejęci. A ja zastanawiałem się, jakie dostanę prezenty. Kiedy wreszcie pojawiła się w drzwiach, zobaczyłem niską, starą zakonnicę. I do tego w sandałach. Po powitaniu dała mi... jednego karmelowego cukierka!
Wpatrywałem się w te sandały – stare, bardzo zniszczone. Zauważyłem, że ma ze sobą również nowe. Spontanicznie zapytałem: „Dlaczego, ciociu, nosisz takie stare sandały? Przecież masz nowe!”. Odpowiedziała: „Oj, dziecko. Moja droga jest jeszcze bardzo, bardzo daleka”.

– Kiedy to było?

– W latach siedemdziesiątych. Wtedy po raz pierwszy, po długim czasie, przyjechała do Skopje. Mieszkała u nas w domu. Później była jeszcze kilka razy, ale już jakiś ksiądz i ludzie z Kościoła organizowali jej pobyty i zatrzymywała się w domu parafialnym. Jak przyjeżdżała do miasta, to najpierw szła do kościoła, a potem do naszego domu. Rozmawialiśmy.

– Pytała Pana o życie, o naukę?

– Wypytywała, do jakiej szkoły chodzę, jakie mam stopnie. Poprosiła, żebym powiedział jakiś wiersz. Przepytała mnie z katechizmu. Zapytała: „A modlitwę «Ojcze nasz» znasz?”. Jak powiedziałem, to pogłaskała mnie po głowie i zadała drugie pytanie: „Chodzisz codziennie do kościoła?”. Byłem zaskoczony. Potem rodzice wytłumaczyli mi, że dla Matki Teresy było to coś oczywistego. Gdy miała 14 czy 15 lat, nic innego jej nie interesowało, tylko kościół i modlitwa – głęboka, kontemplacyjna. W pewnym momencie jej rodzice byli zaniepokojeni. Codziennie chodziła do kościoła. Uważali, że przesadza.

– Matka Teresa mówiła Panu, jak należy żyć, jak postępować?

– Powtarzała, że trzeba myśleć o jutrzejszym dniu. Głaskała po głowie i powtarzała: „Masz być dobry w życiu, chodzić do kościoła, modlić się”. A na koniec, jak wychodziła od nas, mówiła: „Bądźcie radośni! Módlcie się za mnie, żeby Bóg dał mi siłę. Ja modlę się za was”.

– Kiedy zorientował się Pan, że to niezwykła osoba?

– Zadawałem jej dużo pytań: Jak się żyje w Kalkucie? Czym dokładnie się zajmuje? Co robi w ciągu dnia? Skąd pochodzą siostry, z którymi mieszka?... Odpowiadała prosto, podawała same informacje, bez komentarza. Dowiedziałem się, że założyła dom dla umierających, a potem dom dla dzieci, które nie miały rodziców. Tak poznawałem jej życie.
Jak była u nas w domu, zauważyłem, że przez większość czasu miała złożone dłonie, jakby się modliła. Bardzo mało jadła. I miała jakiś płomień w sobie, taką energię, którą promieniowała.
Odczucie, że jest kimś wyjątkowym, było czymś oczywistym w naszej rodzinie. Może zaczęło się od tego, gdy postanowiła wstąpić do zakonu i wyjechała ze Skopje? Chciała być misjonarką. To był szok.

– Dlaczego?

– Miała przecież wszystko. Pochodziła z bardzo bogatej rodziny. I to zostawiła... Mama Matki Teresy, Drana, pochodziła z rodziny złotników, jubilerów. Mieszkali w mieście Prizren w Kosowie. Byli tak bogaci, że mówiono, iż prawie całe Prizren i okolice należą do nich. Ojciec Matki Teresy – Nikola Bojaxhiu – był handlowcem. Gdy wybuchła epidemia cholery w Prizren, rodzice Matki Teresy przeprowadzili się do Skopje. Jej ojciec był bardzo szanowany. Angażował się w życie miasta, nawet był jednym z założycieli teatru. Znał 5 języków obcych i prowadził interesy w różnych miejscach Europy. Ciężko pracował i dzięki temu odnosił sukcesy. Niestety, często nie było go w domu, bo jako kupiec ciągle podróżował. Jeździł np. do Bukaresztu, zaopatrywał apteki. W 1919 r., gdy miał zaledwie 40 lat, zmarł, zresztą w podejrzanych okolicznościach.

– Pisano, że został otruty...

– Właśnie, właśnie. W dniu jego pogrzebu zamknięto sklepiki i zakłady rzemieślnicze w Skopje. To był gest solidarności i sprzeciwu wobec tego, co się stało. Ale moja ciocia, święta Matka Teresa, dobroć miała po matce.

– Nie po ojcu i matce?

– Jej tata był dobrym człowiekiem, ale jak to głowa rodziny – był dość surowy, wymagający. Matka zajmowała się domem. Zawsze przygotowywała dużo jedzenia. Gdy np. gotowała zupę, Matka Teresa pytała mamę: „Po co tyle gotujesz?”. Ona odpowiadała: „Na pewno znajdzie się ktoś, kto będzie chciał zjeść”. Oczywiście, wiedziała, że w tym dniu przyjdzie przynajmniej 10 biednych i bezdomnych. Jak przychodzili, Matka Teresa dalej pytała mamę: „Kim oni są? To nasza rodzina?”. Jej matka odpowiadała, że to „taka daleka rodzina”. Później przychodzili kolejni. Wiedzieli, że w tym domu otrzymają pomoc.

– Matka Teresa wyjechała ze Skopje w 1928 r.

– Gdy miała 18 lat. Postanowiła wstąpić do zakonu i zostać misjonarką. Nikt nie był w stanie tego zrozumieć. Młoda, bogata dziewczyna z zapewnioną przyszłością, która miała możliwość edukacji na najwyższym poziomie, zostawiła wszystko i wyjechała. Opuściła swoich przyjaciół, z którymi była bardzo związana, a przecież była bardzo towarzyska. Miała poczucie humoru. Pojechała najpierw do Dublina, do klasztoru, żeby nauczyć się języka angielskiego. A potem do Kalkuty. Nikt wówczas nie potrafił tego zrozumieć.

– Pańscy rodzice byli dla Matki Teresy...

– Moja mama była jej siostrą cioteczną. Moja babcia i ojciec Matki Teresy to siostra i brat. Ja zawsze mówiłem do niej „ciociu”. To były bardzo bliskie relacje. Wtedy całe życie toczyło się wokół rodziny. Żyło się, mieszkało praktycznie razem. Nie tak jak w obecnych czasach. Nasza rodzina od pokoleń zajmowała się złotnictwem. Proszę spojrzeć na ten dyplom... (p. Alojz wskazuje na dyplom na ścianie). To dyplom mojego wujka Lorenza. Był bratem ciotecznym Matki Teresy. Też był złotnikiem. Nie miał dzieci. Pamiętam, jak kiedyś przyjechała Matka Teresa i z nim rozmawiała. Zapytała: „Nie chciałbyś adoptować dziecka?”. Wujek był zaskoczony. A ona dalej: „Nawet nie jesteś świadomy, jak wiele dzieci potrzebuje pomocy, opieki rodzicielskiej...”. Do dzisiaj pamiętam minę wujka. Stał jak skamieniały.

– I co dalej się stało?

– Nic. Wujek dziecka nie adoptował. Potem odziedziczył dom, w którym mieszkała Matka Teresa z rodzicami, bratem i siostrą. Po śmierci wujka – mam tu przed sobą dokument – ja go odziedziczyłem. Ale jak to w życiu bywa, dom po tragicznym trzęsieniu ziemi w 1963 r. znacjonalizowano, później rozebrano. Znajdował się tu nieopodal, przy głównym placu w centrum Skopje. Do dzisiaj nie odzyskałem tej ziemi, mimo że jestem jej właścicielem!

– O Matce Teresie napisano wiele książek, artykułów. Wiemy, że była dobra, zawierzyła życie Bogu, służyła ludziom potrzebującym. A na co zwraca się za mało uwagi?

– Moja ciocia, Matka Teresa, była świetnym menedżerem. Kiedyś opowiadała, jak radzi sobie z zabezpieczeniem pomieszczeń dla trędowatych, dla chorych. Jak organizuje im żywność. Innym razem – że przybywało sióstr zakonnych i zastanawiała się, jak zapewnić im warunki do życia, jedzenie. Mówiła też o planach rozwijania zakonu, żeby jeszcze bardziej pomagać biednym, zbliżać ludzi do Boga. Potrafiła zarządzać, planować, rozwiązywać problemy. Pieniądze z nagród, w tym z Nagrody Nobla, przeznaczała dla biednych, chorych. Tak samo zrobiła, gdy otrzymała rolls-royce’a – sprzedała go.
Czego jeszcze ludzie nie wiedzą? Tego np., że spała zaledwie 3-3,5 godz.

– Tylko tyle?

– Bardzo krótko. Mimo to była niezwykle aktywna. Nieraz zastanawiałem się, skąd miała tyle siły.

– Od Boga.

– Też tak sądzę. Widzi Pan ten krzyż? (p. Alojz wskazuje na krzyż w czerwonym pudełeczku). W mojej rodzinie były dwa takie same krzyże. Jeden Matka Teresa wzięła ze sobą, gdy wyjeżdżała ze Skopje do Dublina, a potem do Kalkuty. Drugi pozostał w mojej rodzinie. Znak łączności nie tylko z Bogiem, ale i z Matką Teresą. Przez wszystkie lata. Właśnie taki krzyż Matka Teresa cały czas miała przy sobie. I z nim umarła.

– Bycie kuzynem Matki Teresy zobowiązuje?

– Chciałbym przynajmniej w części być tak skromny jak ona. Ale to przykład niedościgniony.

– Modli się Pan za wstawiennictwem Matki Teresy?

– W domu mam małą kapliczkę z figurą cioci. Obok dwie lampki. Codziennie wieczorem modlę się za jej wstawiennictwem. Przed snem dotykam obrazu. Pomaga, gdy jest mi najtrudniej.

– 7 maja br. do Skopje przyjeżdża papież Franciszek...

– Czekam na niego. Chcę, by przypomniał całemu światu, że Matka Teresa jest ze Skopje i by opowiedział, jaka była.
Papież Franciszek jest bardzo skromny. Do tego bardzo zdolny i zawsze dobrze poinformowany. O wszystkim można z nim porozmawiać. Nawet o piłce nożnej! Zaimponował mi, gdy byłem w 2016 r. w Watykanie na kanonizacji Matki Teresy. Na Placu św. Piotra zobaczyłem grupę studentów. Machali do Papieża, pozdrawiali go, chcieli, żeby do nich podszedł. Ale protokół, ludzie z jego otoczenia zdecydowali, by jechać dalej papamobile. Papież kazał się jednak zatrzymać. Podszedł do nich, przywitał się, porozmawiał. To Papież, który decyduje! Teraz czekam na niego w Skopje. Chcę go spotkać i pozdrowić całym sercem, najserdeczniej jak tylko można.

* * *

Św. Matka Teresa z Kalkuty powiedziała:

Nigdy się nie dowiemy, ile dobra może przynieść zwykły uśmiech. Mówimy, że nasz Bóg jest dobry, łagodny i wyrozumiały. Czy jesteśmy tego dowodem? Czy ludzie cierpiący mogą w nas dostrzec tę dobroć, wybaczenie i zrozumienie? Oby nikt, kto przychodzi do ciebie, nie odszedł, nie stając się lepszym i szczęśliwszym. Wszyscy powinni dostrzegać dobroć na twej twarzy, w twych oczach, w twym uśmiechu.

Jesteśmy sługami biednych. Pracujemy dla nich całym sercem i z całkowitą bezinteresownością. W życiu świeckim ludzie otrzymują zapłatę za swoją pracę. My otrzymujemy zapłatę od Boga. Jesteśmy związane ślubami miłości i służby dla biednych, żyjemy tak, jak żyją biedni.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Tajemnica Trójcy Świętej

2013-05-20 15:07

Ks. Mariusz Frukacz
Niedziela Ogólnopolska 21/2013, str. 28-29

Rozpoczynając naszą modlitwę, a także w najważniejszych momentach naszego życia czynimy na sobie znak krzyża: „W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”. W ten sposób powierzamy nasze życie Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu. Życie każdego z nas ma swoje źródło w Bogu. Uświadamiamy sobie tę prawdę, kiedy w dzisiejszą uroczystość stajemy wobec tajemnicy Trójcy Świętej. „Tajemnica Trójcy Świętej stanowi centrum tajemnicy wiary i życia chrześcijańskiego. Tylko sam Bóg, objawiając się, może nam pozwolić poznać się jako Ojciec, Syn i Duch Święty” - czytamy w Katechizmie Kościoła Katolickiego (n. 261). Ponadto „objawiona prawda Trójcy Świętej znajduje się od początku u źródeł żywej wiary Kościoła” (KKK n. 249).

Prawda o Trójcy Świętej najbardziej objawia się podczas sakramentu chrztu św. Jesteśmy wówczas włączeni do wspólnoty Kościoła w imię Trójcy Przenajświętszej. Dzisiaj również warto przypomnieć sobie tę prawdę wiary, że Trójca Święta jest jednością. Jako chrześcijanie nie wyznajemy trzech Bogów, ale jednego w trzech Osobach. Warto jest w tym miejscu przywołać świadectwo św. Grzegorza z Nazjanzu, który pisał: „Przede wszystkim strzeżcie tego cennego depozytu, dla którego żyję i walczę, z którym pragnę umrzeć, który pozwala mi znosić wszelkie cierpienia i gardzić wszystkimi przyjemnościami. Mam na myśli wyznanie wiary w Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Dzisiaj powierzam je wam” („Orationes”, 40, 41: PG 36, 417).

Życie każdego z nas powinno być oddaniem chwały Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu. Winniśmy codziennie zanurzać nasze życie w Bogu, tak by w naszych sercach panował pokój. Katechizm uczy nas, że „całe życie chrześcijańskie jest komunią z każdą z Osób Bożych, bez jakiegokolwiek ich rozdzielenia. Kto oddaje chwałę Ojcu, czyni to przez Syna w Duchu Świętym; kto idzie za Chrystusem, czyni to, ponieważ Ojciec go pociąga, a Duch porusza” (KKK n. 259).

Oczywiście, by w pełni zrozumieć to, że nasze życie jest zjednoczone z Bogiem, potrzebujemy Ducha Prawdy, który nas o tym pouczy. Starajmy się całe nasze życie oddać Bogu. Niech będzie ono na chwałę Trójcy Świętej. Czyńmy wszystko, aby tak było. Każdego dnia podejmujmy walkę o nasze dusze.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

CIDSE apeluje o neutralność klimatyczną przed 2050 rokiem

2019-06-16 20:10

ts / Bruksela (KAI)

Sekretarz generalna Katolickiego Stowarzyszenia Międzynarodowej Współpracy dla Rozwoju i Solidarności (CIDSE) Josianne Gauthier zaapelowała o neutralność klimatyczną przed 2050 rokiem. W dniach 20 i 21 czerwca w Brukseli odbędzie się konferencja unijnych szefów państw i rządów przed planowanym na 23 września szczytem w sprawie zmian klimatycznych.

pixabay.com

Ludzie w Europie i Ameryce Północnej jeszcze nie odczuwają w swoim życiu codziennym, jak pilnym problemem jest kryzys klimatyczny, powiedziała Kanadyjka w rozmowie z niemiecką agencja katolicką KNA 16 czerwca w Brukseli. Ale – dodała – jeśli ktoś żyje w regionie Pacyfiku, w Ameryce Południowej czy Afryce, odczuwa to każdego dnia.

Pod pojęciem „neutralności klimatycznej” należy rozumieć taką formę działania człowieka na Ziemi, która nie powoduje żadnej emisji „netto” gazów cieplarnianych: chodzi o ograniczenie emisji i wyrównanie jej poziomu z poziomem pochłaniania (dotyczy to przede wszystkim CO2) oraz stosowanie (głównie w przemyśle) różnorodnych mechanizmów kompensujących emisję gazów cieplarnianych, takich jak limity emisji i różnorodne formy handlu nimi.

Sekretarz generalna CIDSE uważa, że „musimy odejść od modelu wzrostu gospodarczego, gdyż dokładnie wiemy, że ten model prowadzi nas do ściany”. Celem natomiast powinien być powolny i systematyczny wzrost. Jednocześnie zwróciła uwagę, że środki podejmowane przeciwko zmianom klimatycznym nie mogą naruszać praw człowieka, nie mogą też tworzyć nierówności społecznych: „Jeśli na przykład chcemy wspierać energie alternatywne, to dla budowy elektrowni wiatrowych nie możemy wykorzystywać surowców spornych”.

Jako organizacja katolicka CIDSE wprowadza do rozmów na ten temat kwestie moralne i podkreśla aspekt sprawiedliwości. Gauthier wyjaśniała, że „chodzi tu o niesprawiedliwości gospodarcze, historyczne i geograficzne, a także niesprawiedliwości międzypokoleniowe oraz między mężczyznami i kobietami”.

CIDSE jest związkiem 18 katolickich organizacji na rzecz rozwoju z Ameryki Północnej i Europy, działających w 120 krajach świata. Przed zaplanowanym na 23 września szczytem klimatycznym, w dniach 20 i 21 czerwca szefowie państw i rządów będą rozmawiali o roli Unii Europejskiej w walce ze zmianami klimatycznymi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem