Reklama

Twarzą w twarz z porywaczami

2019-05-28 13:30

Mateusz Wyrwich
Niedziela Ogólnopolska 22/2019, str. 18-19

Mateusz Wyrwich
Bp Saad Sirop Hanna został porwany w Iraku przez muzułmańskich terrorystów

Jeszcze na początku lat dwutysięcznych w Iraku było blisko milion chrześcijan, dziś jest ich niespełna 350 tys. Wygnani przez wojnę, która trwa tam od 2003 r., i nienawiść muzułmanów prześladujących kafir (niewiernych) – tułają się po świecie i czekają na możliwość powrotu do miejsca urodzenia

Chrześcijański ksiądz obrządku chaldejskiego Saad Sirop Hanna przed 13 laty został uprowadzony w Bagdadzie. Był tam wówczas jedynym księdzem, nie chciał opuścić swoich wiernych. Dziś jest doktorem filozofii i biskupem. Tamtego dnia po Mszy św. wsiadł do samochodu. W pewnym momencie zauważył, że jadą za nim dwa inne samochody. Ten, którym jechał, został zablokowany. Z samochodów wyskoczyli porywacze, przystawili księdzu broń do skroni, skuli go kajdankami, zawiązali mu czarną przepaskę na oczy i sprawnie wrzucili go do bagażnika. Przez 28 dni był więziony. Oprawcy nazywali go „towarem” albo „baranem”. Niemal każdego dnia transportowali go w inne miejsce – dla zatarcia śladów. Bili go pałkami, kopali, obrzucali najgorszymi wyzwiskami. Każdego dnia stał na krawędzi życia i śmierci. Porywacze wozili go w bagażniku samochodu do kolejnych kryjówek – jak przed 35 laty traktowano ks. Jerzego Popiełuszkę. Grozili, że go zabiją, chyba że... wyprze się swojej wiary i przejdzie na islam. Nie wyparł się. I nie został zabity. Pan Bóg miał co do niego inne plany. Ks. Hanna często sobie powtarzał: „Pan moim światłem i zbawieniem moim: kogo więc mam się lękać? Pan obrońcą mego życia: przed kim więc mam odczuwać trwogę?” (por. Ps 27, 1).

Na skraju życia i śmierci

„Pod wpływem pierwszego ciosu, który nadszedł z boku, zagruchotało mi w łokciu. Nie miałem dość czasu, by się poruszyć, uchylić, zebrać w sobie siły na to, co miało nastąpić, bo zaraz po nim wymierzono mi kolejny cios. Tym razem prosto w plecy i spadła zaraz na mnie lawina uderzeń. Raz za razem dwaj mężczyźni uderzali mnie zajadle kijami. Wypluwając słowo kafir [niewierny] pomiędzy stęknięciami spowodowanymi wysiłkiem. Kafir! – krzyczeli, mocniej uderzając kijem, jakby przywołując powód ataku, dodawali sobie sił. Kafir – po czym kij świstał w powietrzu, tuż przed uderzeniem spadając na sińce, które jeszcze chwilę temu traktowałem z taką delikatnością. Miny bólu eksplodowały na całych moich plecach, a ja z trudem łapałem oddech, nabierając powietrza, które każdy kolejny cios wyrzucał z moich płuc niczym czkawkę. Klęcząc, czułem, że się topię. Ponieważ ręce miałem nadal skute na plecach, nie byłem w stanie osłonić głowy, nie mogłem obronić się w żaden sposób przed tym, co mnie spotykało” – napisał bp Saad Sirop Hanna w książce „Porwany w Iraku”, która ukazała się nakładem Edycji Świętego Pawła. Książce niezwykłej, bo napisanej przez kapłana, który przez 28 dni, będąc na skraju życia i śmierci, walczył ze sobą i jakby mimowiednie powtarzał za Panem Jezusem: „Ojcze, dla Ciebie wszystko jest możliwe, zabierz ten kielich ode Mnie. Lecz nie to, co Ja chcę, ale to, co Ty [niech się stanie]” (Mk 14, 36).

Opis tortur stosowanych wobec irakijskiego księdza, naładowanych nienawiścią religijną i polityczną, ma przy tym cechę szczególną: podobny jest do opisu tortur, których doświadczyli ks. Jerzy Popiełuszko, zakatowany przez komunistów, oraz inni zamordowani za wiarę księża: Rudolf Marszałek, Władysław Findysz czy Roman Kotlarz. Prześladowcy byli i tam, i tu podobni. Także ofiary – torturowane i mordowane. Przez komunistów, przez niemieckich nazistów. Jednych mordowano za innowierstwo, innych za wiarę. Katowano jednak z tą samą siłą. Z nienawiścią. Zabijano w zapamiętaniu.

Reklama

Wiedziałem, że Bóg zawsze będzie ze mną

„Szczęśliwi, którzy zabiegają o pokój, ponieważ oni zostali nazwani synami Bożymi. Szczęśliwi, którzy są prześladowani za sprawiedliwość, ponieważ do nich należy królestwo niebieskie. Jesteście szczęśliwi, gdy was znieważają, prześladują i oczerniają z mojego powodu” (por. Mt 5, 9-11). Biskup cytuje kolejny fragment Pisma Świętego i pisze dalej: „Mój strach nie rozproszył się całkowicie. Nadal od czasu do czasu czułem, jak mnie ogarnia i dusi. Kiedy przyciskano pistolet do mojej skroni, kiedy w środku nocy wystrzeliwano pociski, kiedy leżałem skulony w bagażniku samochodu, a podróż się wydłużała, strach nieodłącznie mi towarzyszył. Jednak te słowa stanowiły dla mnie wyzwanie. Dla mojej wiary, dla mojego zawierzenia Chrystusowi i Bogu. (...) Prawdę mówiąc, nie spodziewałem się wtedy żadnego znaku i dopiero później miałem w pełni zrozumieć znaczenie tego wyzwania i płynącej z niego lekcji. Czasami myślałem, że było to zaproszenie do męczeństwa. (...) Nie mogę powiedzieć, że myśl ta nie napawała mnie lękiem. Zachowałem zimną krew podczas sytuacji próby, kiedy śmierć wydawała się najbardziej realistycznym zakończeniem mojej wierności wierze, a jednak bałem się każdej kolejnej próby i tego, kim się wtedy okażę. (...) Czułem, że jedynym znakiem, jaki otrzymam, będzie moja śmierć albo przetrwanie. Moja wiara nie zapewniała mnie, że zostanę ocalony, lecz że Bóg będzie ze mną bez względu na zakończenie”.

Książka napisana przez bp. Hannę jest niezwykła, bo opowiada o bliskości człowieka z Panem Bogiem na dwa dni, na dzień, na sekundę przed... niewiadomą. Mówi o próbowaniu siebie. W prawdzie. Bez bohaterstwa, bez patosu. To książka niezwykle czysta. Autor nie ukrywa, że stanowczo odrzucał od siebie uczucie nienawiści wobec porywaczy. Zamieścił w niej także podziękowanie dla jednego z pilnujących go terrorystów, który wspomagał go w cierpieniu i tym samym dawał nadzieję na przetrwanie.

Dotknięci wiarą

– Siłę przede wszystkim jednak dawała mi wiara – podkreślił bp Hanna podczas majowego spotkania autorskiego promującego jego książkę w siedzibie Episkopatu Polski. – To wiara w Boga trzymała mnie przy życiu przez te 28 trudnych dni i dawała nadzieję na to, że zostanę uwolniony. Dzięki niej także miałem siłę do tego, by dyskutować i spierać się z ludźmi, którzy mnie porwali. I by ich nie nienawidzić.

Gdy opowiadał o swym beznadziejnym wówczas położeniu, biskup często sięgał do czasu dzieciństwa. Czasu, kiedy został „dotknięty wielką wiarą”, kiedy podjął decyzję, że zostanie kapłanem. Wspominał też protest ojca, który zabiegał o to, by syn skończył świeckie studia. I skończył je. Został inżynierem aeronautyki. Ale o kapłaństwie ani na moment nie przestał myśleć. I wreszcie – seminarium, które ukończył z pierwszą lokatą, a które formowało jego dojrzewanie, utwierdzało go w miłości do Boga. Snuł swoje refleksje w czasie porwania, z opaską na oczach, zamknięty w ciemnym pomieszczeniu, i zadawał czasem dziecięce, choć fundamentalne pytania: „Czy nie byłem dla Ciebie dobry? Czy nie robiłem wszystkiego, o co mnie prosiłeś? Czy nie pomagałem ludziom, gdy tylko mogłem? Dlaczego mnie to spotyka? Dlaczego postawiłeś mnie w tym miejscu? Jaki to ma sens?”. Pytał, pytał, pytał. I nie uzyskiwał odpowiedzi. Tak wtedy, jak i dziś. Te same pytania zadaje w swojej książce, którą napisał po kilku latach od porwania. Tą opowieścią chciał uporządkować swój lęk. Jednak książka ta powstała przede wszystkim dlatego, by pokazać sytuację chrześcijan w Iraku – podkreślał. Ich dramat i obojętność świata na ich los. Chciał opowiedzieć o zabieraniu im domów, o wyganianiu z ich kraju, o pozbawianiu ich możliwości nauki, pracy. Książka jest również krótką wędrówką po wielu wiekach chrześcijaństwa na Bliskim Wschodzie. I o kraju dotkniętym wiarą.

Tagi:
Irak

Irak oficjalnie zaprosił papieża

2019-06-20 19:54

st (KAI) / Bagdad

„Mam zaszczyt oficjalnie zaprosić Waszą Świątobliwość do odwiedzenia Iraku – kolebki cywilizacji i miejsca urodzenia Abrahama” – napisał prezydent tego kraju Barham Ahmad Salih w liście do Ojca Świętego – poinformowała agencja AFP. Jest to reakcja na słowa Franciszka, który powiedział, że chce odwiedzić Irak w roku 2020.

Ewa Kamińska

„Wizyta Waszej Świątobliwości będzie okazją do przypomnienia i uświadomienia Irakowi i światu, że ta ziemia dała ludzkości pierwsze prawa, nawadnianie dla celów rolniczych i dziedzictwo współpracy między ludami o różnych tradycjach wyznaniowych” – czytamy w tekście napisanym w języku angielskim. Jednocześnie przypominano, że w okresie kilkunastu lat od 2003 liczba chrześcijan w Iraku spadła z 1,5 miliona do około 0,5 miliona obecnie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Odłączenie dziecka od aparatury podtrzymującej życie nie powinno mieć miejsca

2019-06-24 16:57

lk / Warszawa (KAI)

Niezależnie od oceny kwestii medycznych i faktu, że prawo nie zostało w tym przypadku naruszone, taka sytuacja nie powinna mieć miejsca. Gdy chodzi o życie lub śmierć dziecka, pozbawianie rodziców możliwości decydowania jest działaniem niedopuszczalnym - brzmi stanowisko Fundacji Rzecznik Praw Rodziców w sprawie odłączenia Szymona Drabika od aparatury podtrzymującej życie, do którego doszło w Szpitalu Dziecięcym przy ul. Niekłańskiej w Warszawie.

Poniżej tekst stanowiska:

Stanowisko Fundacji Rzecznik Praw Rodziców w sprawie odłączenia Szymona Drabika od aparatury podtrzymującej życie w Szpitalu Dziecięcym w Warszawie przy ul. Niekłańskiej

Fundacja Rzecznik Praw Rodziców sprzeciwia się działaniom lekarzy, którzy pozbawili rodziców Szymona Drabika prawa do decydowania o losie własnego dziecka w kwestii dotyczącej jego życia lub śmierci.

Sytuację znamy z bezpośredniej rozmowy z ojcem dziecka oraz oświadczeń przedstawicieli szpitala. Szymon trafił do warszawskiego szpitala przy ul. Niekłańskiej z zapaleniem mózgu, 22 stycznia br., w wieku sześciu miesięcy. Rodzice podkreślają, że było to dotąd zdrowe dziecko, które kilka dni wcześniej zostało zaszczepione przeciw pneumokokom. Krótko po przybyciu do szpitala lekarze przeprowadzili badanie w kierunku stwierdzenia śmierci mózgu. Wspólnie z rodzicami i pod ich naciskiem lekarze zdecydowali w końcu o pozostawieniu dziecka pod aparaturą podtrzymującą życie. Pozwoliło to na zachowanie prawidłowej pracy wszystkich innych organów. Rodzice zdołali zgromadzić środki na sprowadzenie eksperta ze Stanów Zjednoczonych, który miał ocenić czy jest szansa na uratowanie dziecka. Przedstawiciele szpitala zapewniali rodziców, również publicznie: „Powtarzamy, iż nie zachodzi obawa zaprzestania procesu leczenia (…) Personel Szpitala oświadcza, że nie sprzeniewierzy się najwyższym standardom etycznym.” (Oświadczenie z 10 czerwca)

Rodzice relacjonują, że na 18 czerwca zaproszono ich na komisję, która będzie decydować o losie ich dziecka. Złożyli wniosek o przeniesienie tego terminu na 19 czerwca, kiedy przybędzie ekspert z USA. Mimo to, stawili się na umówioną godzinę 18 czerwca i zostali poinformowani, że komisja już się odbyła. Otrzymali informację, że przed godziną ich dziecko zostało odłączone od aparatury i wszelkie funkcje życiowe zanikły. Głos zabrał Minister Zdrowia, który podkreślił, że lekarze postąpili prawidłowo.

Niezależnie od oceny kwestii medycznych i faktu, że prawo nie zostało w tym przypadku naruszone, stwierdzamy stanowczo, że taka sytuacja nie powinna mieć miejsca. Po konsultacji z trzema ekspertami medycznymi Fundacji rozumiemy zdanie lekarzy w ocenie medycznej stanu dziecka. Jednocześnie w tej trudnej sytuacji uszanowanie emocji rodziców i ich walki o życie dziecka powinno być najwyższym priorytetem.

Uważamy, że gdy chodzi o życie lub śmierć dziecka, pozbawianie rodziców możliwości decydowania jest działaniem niedopuszczalnym. Decyzje muszą zapadać w wyniku porozumienia między lekarzami a rodzicami, a nie konfliktu czy sporu. Postulujemy, aby w podobnych sytuacjach obligatoryjnie uczestniczył w rozmowach między rodzicami a lekarzami mediator a rodzice mieli zagwarantowaną stałą pomoc psychologiczną. Zwracamy się do Ministra Zdrowia o podjęcie odpowiednich działań, które zapobiegną podobnemu potraktowaniu rodziców w przyszłości. Brak zbadania sprawy Szymona, brak odpowiedniej reakcji i wprowadzenia zmian w tym zakresie byłby błędem, który skutkowałby pogłębianiem nieufności rodziców małych dzieci do świata medycznego, zwłaszcza w kontekście obowiązkowego szczepienia, które stanowi tło historii Szymona.

Zarząd Fundacji Rzecznik Praw Rodziców

Warszawa; 24 czerwca 2018 r.

---

Stowarzyszenie i Fundacja Rzecznik Praw Rodziców wyrosło z akcji społecznej prowadzonej od maja 2008 na rzecz powstrzymania niekorzystnych dla rodzin i dzieci rozwiązań w edukacji. Rodzice i eksperci zaangażowani w akcję działali w sejmie, spotykali się z posłami, uczestniczyli jako strona społeczna w obradach Okrągłego Stołu Edukacyjnego zwołanego przez Prezydenta RP. Protest przyczynił się do zawetowania przez prezydenta ustawy o reformie oświaty, ale nowelizacja została przyjęta przez sejm, wprowadzając m.in. obniżenie wieku szkolnego do lat 6.

Głównym celem Fundacji Rzecznik Praw Rodziców jest reprezentowanie spraw dotyczących rodziców wobec organów władzy i w przestrzeni publicznej, w tym wpływanie na instytucje i ustawodawstwo, aby działały z pożytkiem dla rodziców, oraz działanie na rzecz zwiększenia roli rodziców w życiu publicznym.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Rzeszów: wyruszyła piesza pielgrzymka do Lwowa

2019-06-25 21:18

tn / Rzeszów (KAI)

Pod hasłem „Miłość żyje w rodzinie” wyruszyła dziś 11. Rzeszowska Pielgrzymka Piesza do Lwowa. Grupa liczącą 258 osób zamierza pokonać 184 kilometrową trasę i 30 czerwca stanąć przed obliczem Matki Bożej Łaskawej w katedrze lwowskiej.

Krzysztof Świertok

Tegoroczne hasło pielgrzymki nawiązuje do trwającego w archidiecezji lwowskiej Roku Świętości Małżeństwa. „Nasze rozważania, konferencje i modlitwy w dużej mierze będą się koncentrować na darze rodziny, która jest wspólnotą przekazywania miłości i wiary. Codziennie będziemy rozważać historię innych rodzin: Józefa i Wiktorii Ulmów, Karola i Emilii Wojtyłów, Juliusza i Marianny Kolbe, świętych Ludwika i Zelii Martin oraz błogosławionych Luigiego i Marii Beltrame Quattrocchi” – wyjaśnia ks. Władysław Jagustyn, proboszcz parafii św. Krzyża w Rzeszowie i dyrektor pielgrzymki.

Pielgrzymka rozpoczęła się Mszą św. w kościele św. Krzyża w Rzeszowie. Eucharystii przewodniczył bp Jan Wątroba. W homilii biskup mówił o trudzie pielgrzymowania. „Chrystus zaprasza nas na drogę pośród trudów, drogę wąską i bramę wąską, ale to jedyna szansa, byśmy nie tylko w wieczności odnaleźli szczęście, ale już tu na ziemi otrzymali dobra duchowe, o które się modlimy dla siebie i innych” – mówił biskup.

W pielgrzymce uczestniczy dwie siostry zakonne: Terezitta i Zachariasza ze Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Bogarodzicy Dziewicy Niepokalanie Poczętej (Służebniczki Dębickie) pracujące w Tarnowie i trzech kleryków z Wyższego Seminarium Duchownego w Rzeszowie.

Wśród pątników są osoby z całej Polski, m.in. z Białegostoku, Gorzowa Wlk., Gdyni Inowrocławia, Kielc, Krakowa, Lublina, Olkusza, Stalowej Woli, Szczecina, Torunia, Warszawy, Złotoryi. Grupa jest również zróżnicowana wiekowo. Najmłodszy pielgrzym ma 11 lat, a najstarszy 78.

Pielgrzymi codziennie będą pokonywać około 30 kilometrową trasę. Po stronie polskiej zaplanowano dwa noclegi: w Kańczudze i Żurawicy. W czwartek, 27 czerwca pielgrzymi przekroczą granicę. Po stronie ukraińskiej zaplanowano trzy noclegi: w Gródku, Mościskach i Hodowicji.

W niedzielę, 30 czerwca pielgrzymi po pokonaniu najkrótszego, liczącego 20 kilometrów odcinka, dojdą do Lwowa. Po Eucharystii i modlitwie przed obrazem Matki Bożej Łaskawej w lwowskiej katedrze pątnicy i goście, którzy przyjadą do Lwowa autokarami, odwiedzą Cmentarz Łyczakowski oraz Cmentarz Orląt Lwowskich, gdzie odprawią Drogę Krzyżową.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem