Reklama

Arystokrata ze schroniska

2019-06-12 09:02

Agnieszka Bugała
Niedziela Ogólnopolska 24/2019, str. 22-25

Agnieszka Bugała
br. Jerzy Adam Marszałkowicz

Na schodach przedwojennego dworu w Zgłobicach pod Tarnowem siedzi grupka dzieci i dorosłych. Pozują do zdjęcia, kadr tonie w słońcu. To rodzina Marszałkowiczów, a chłopiec w krótkich spodenkach na pierwszym stopniu to br. Jerzy Adam Marszałkowicz (1931 – 2019). Nikt nawet nie podejrzewa, że z uroczego malca wyrośnie nowy Brat Albert, który przez 38 lat będzie mieszkał z bezdomnymi i umrze w opinii świętości

Ostatni raz przyjechaliśmy do niego w styczniu br. – ks. Aleksander Radecki, Andrzej Ptak, mój mąż i ja. Chcieliśmy wpaść na urodziny. W drodze do Bielic kupiliśmy niewielki tort, Andrzej zabrał w prezencie ciepłe skarpety. Brat Jerzy przyjął nas w niewielkim pokoju schroniska, był poruszony.

Ostatnie urodziny ze świętym

– U nas, w Zgłobicach, obchodziliśmy raczej imieniny, dnia urodzin się nie świętowało – powiedział. Ubrany w sutannę, ciepły polar, z nieodłączną laską w zasięgu ręki. Patrzył na nas pełnymi czułości oczami. W szczupłych dłoniach starca łyżeczka do tortu poruszała się powoli. Niewiele mówił, ale na kolejną anegdotę ks. Radeckiego wybuchał radosnym śmiechem. Szybko się męczył, mimo to nie przerwał spotkania. Sfotografowałam jego biurko – było pełne zaadresowanych już kopert i listów do więźniów, którzy pisali do niego od lat, ze wszystkich zakładów karnych w Polsce. A on odpisywał każdemu. Na środku biurka były krzyż i obrazki Maryi, o której mówił z wielką, choć typową dla szlachetnego arystokraty, czułością. Zmarł w opinii świętości 13 maja br. – w dniu wspomnienia Matki Bożej Fatimskiej. I choć na ziemi bezdomni dalej są bezdomni, to w niebie Braci Albertów jest dwóch. We wpisie do książki, o który go poprosiłam, nakazał mi żyć pięknie. W dobre wypełnienie tego zadania wpisuje się konieczność opowiedzenia o nim.

Rodowód br. Jerzego Adama Marszałkowicza

Dzieciństwo Jerzego upłynęło w cieniu lipy i długiej historii rodów rodziców. Prowadzili dom gościnny, wciąż ktoś ich odwiedzał i zostawał na dłużej. Czytano i rozmawiano, dzieci były chowane mądrze i kształcone wszechstronnie. Dwór, w którym mieszkali, był szczególny. W XIX wieku majątek należał do hrabiny Lanckorońskiej, a po I wojnie światowej kupił go Jerzy Turnau i przebudował. Turnau był człowiekiem nietuzinkowym. Nie tylko zainicjował powstanie we Lwowie Wyższych Kursów Ziemiańskich Jerzego Turnaua (słynny Uniwersytet Rolniczy), ale też założył wzorowe i nowoczesne gospodarstwo hodowlane, gdzie pracował nad tworzeniem nowych odmian zbóż. Był malarzem i pisarzem. Prawnukiem Jerzego Turnaua jest Grzegorz Turnau, słynny krakowski artysta.

Reklama

W 1922 r. Jerzy przekazał majątek córce Zofii. Gdy dwa lata później poślubiła Adama Marszałkowicza, zamieszkali właśnie tutaj. Mieli siedmioro dzieci, Jerzy Adam był szósty, urodził się 19 stycznia 1931 r. W Zgłobicach mieszkali do 1945 r., gdy na mocy dekretu PKWN o reformie rolnej skonfiskowano im majątek i musieli uciekać – z siedmiorgiem dzieci! – w nieznane.

Ojciec brata Jerzego, Adam Marszałkowicz, pochodził ze szlacheckiej rodziny herbu Zadora, słynął z głębokiego patriotyzmu. W sierpniu 1914 r. jako ochotnik wstąpił do Legionu Wschodniego, później do 2. pułku ułanów II Brygady Legionów Polskich. Uczestniczył w walkach w Karpatach, na Węgrzech i Wołyniu. W 1930 r., w związku z narastającym zadłużeniem Tarnowa, został jego komisarzem, a później prezydentem. W czasie II wojny światowej był żołnierzem AK i prowadził w swoim majątku tajną fabrykę granatów na potrzeby konspiracji. W 1945 r. został awansowany do stopnia rotmistrza. Po zakończeniu wojny, obawiając się represji władzy ludowej, wyjechał do Krakowa, a później do Wrocławia, dokąd sprowadził rodzinę. Był pierwszym po wojnie dyrektorem wrocławskiego zoo.

Sutanna na zawsze

Jerzy chciał się uczyć. Gdy przyjechał do Wrocławia, miał 14 lat, rodzina zamieszkała wtedy w domku dyrektora zoo. W 1949 r. zaczął studiować anglistykę na Uniwersytecie Wrocławskim. Dołączył też do szeregów Sodalicji Mariańskiej, a dyplom sodalicyjny do końca życia wisiał na jego łóżkiem. Zrezygnował ze studiów, gdy wstąpił do seminarium duchownego. Jednym z prefektów seminaryjnych był w tym czasie ks. Aleksander Zienkiewicz, który w 1953 r. objął urząd rektora, lata seminaryjne Jerzy spędził więc pod opieką sługi Bożego. Do święceń prezbiteratu jednak nie przystąpił. Przez lata różnie mówiono o powodach tej decyzji – że był słabego zdrowia, że sumienie miał pełne skrupułów i nie czuł się godny sprawować kapłańskiej posługi. Niezależnie od prawdziwych powodów tej decyzji do końca życia nosił sutannę.

– Spytałem ks. Zienkiewicza, bo on wtedy był rektorem seminarium, czy mimo że nie przystępuję do święceń, mogę nosić sutannę. Rozmawialiśmy w zakrystii, tuż przed Mszą św. I on się zgodził – opowiadał brat Jerzy.

To były inne czasy. Mimo że jego formacja dobiegła końca, mieszkał w seminarium aż do 1981 r. Najpierw pracował w bibliotece, od 1962 r. – na furcie. – Ks. Paweł Latusek zdecydował, aby mnie wziąć do biblioteki. Przewidywał już wtedy powstanie Fakultetu Teologicznego. Od czasów wojny biblioteka seminaryjna była w rozsypce, więc zacząłem ją urządzać – nie tylko z książek współczesnych, uporządkowałem też starodruki. Często proboszczowie dziedziczyli po starszych kapłanach zabytkowe dzieła, więc chodziłem do Biblioteki Uniwersyteckiej i uczyłem się katalogować starodruki. Dzięki temu udało mi się skatalogować zasoby seminarium – wspominał po latach.

W seminarium rozdawał wszystko. Zwykle spał przykryty płaszczem, bez poduszki, bo nowa pościel zawsze była komuś bardziej potrzebna. Odkrywał osobę br. Alberta Chmielowskiego, którego proces beatyfikacyjny kard. Karol Wojtyła rozpoczął w 1967 r.

Wszystko zaczęło się od furty

Furtian w seminarium jest po to, aby wchodzący do budynku byli kierowani we właściwe miejsce. Brat Jerzy zamieszkał w pokoiku przy furcie i dyżurował od godz. 6 do 22. I wtedy wszystko się zaczęło. Do drzwi seminarium pukali potrzebujący – głodni, pijani, chorzy, bez dachu nad głową. Zaczął pomagać, choć możliwości miał skromne. Życzliwość młodego furtiana przyciągała jak magnes i coraz częściej na schodach dostojnego gmachu siedzieli brudni, obszarpani, cuchnący ludzie. Brat Jerzy nie ustawał. Nawiązał kontakt z opieką społeczną, poradnią odwykową i szpitalem psychiatrycznym. Obok tego, że zapewniał wsparcie żywnościowe i odzieżowe, które dostarczali mu klerycy, woził bezdomnych do szpitali, pomagał załatwiać sprawy w urzędach. „To wszystko, co dla nich robiłem, to są ochłapy rzucone tym biednym. Przyniesienie koszuli czy kromki chleba, czy załatwienie dowodu osobistego nie zmieniają jego sytuacji – on ciągle pozostaje bezdomny” – napisał w „Pamiętniku” o tamtym okresie. Potrzebujących przybywało, a on miał tylko schody i furtę. I niezadowolenie części przełożonych, którzy nie życzyli sobie brudasów na froncie ważnej instytucji Kościoła. – Jeśli mam im nie pomagać, to trzeba zdjąć krzyż, który wisi nad wejściem do seminarium – powiedział kiedyś stanowczo brat Jerzy.

Cud w stanie wojennym

W 1971 r. po raz pierwszy wystąpił do władz Wrocławia z prośbą o udostępnienie budynku na dom noclegowy. Odmówiono mu. W systemie komunistycznym wszyscy byli szczęśliwi, mieli dom i pracę, bezdomni dla systemu nie istnieli. Dopiero dziesięć lat później, po wielu nieprawdopodobnych perypetiach, Jerzy dopiął swego i otrzymał do użytku barak przy ul. Lotniczej 103, pusty i zimny. Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta zostało zarejestrowane 2 listopada 1981 r. W grudniu, tuż po wprowadzeniu stanu wojennego, brat Jerzy opuścił seminarium i zamieszkał z bezdomnymi. I ta decyzja jest formalnym początkiem istnienia towarzystwa.

Co ważne – gdy 25 grudnia wypadała 65. rocznica śmierci br. Alberta Chmielowskiego, brat Jerzy mieszkał już z wykluczonymi, tak samo jak przed laty Chmielowski w ogrzewalni przy ul. Skawińskiej w Krakowie.

– Jerzy opuścił seminarium i zamieszkał z dziesięcioma bezdomnymi w pierwszym schronisku towarzystwa. Byłem wtedy wikarym na wrocławskim Brochowie – mówi ks. Aleksander Radecki. – Jerzy poprosił o Eucharystię i ja do nich przyjechałem. Pierwszą Mszę św. odprawiłem tam w wigilię stanu wojennego. Barak nie był jeszcze przystosowany w całości, korzystano jedynie z połowy powierzchni. W jednej sali stało 11 szpitalnych, metalowych łóżek, a na nich świeża, śnieżnobiała pościel. Skąd on wziął tę pościel, to ja nie wiem. Między łóżkami ustawiliśmy stół i na nim sprawowałem Mszę św. Pierwsi mieszkańcy schroniska stali między tymi łóżkami, wokół ołtarza, i byli ubrani we wszystko, co posiadali – w kubraki, kurtki, palta. Kontrast ze świeżą pościelą był niezwykły... A śpiew kolęd? Tylko w niebie mógł się podobać! Do jedzenia nic prawie nie mieliśmy – siostry dały nam kawałki ryby, były ciasto i herbata, którą ugotowaliśmy w wiadrze – opowiada ks. Radecki. – Na początku warunki były bardzo surowe – wspominał brat Jerzy – ale w drugi dzień świąt, po apelu księdza z Kozanowa, parafianie zaczęli natychmiast przynosić meble, naczynia, ubrania.

Schronisko przy ul. Lotniczej 103 stało na skraju parku do 1987 r. W nocy brat Jerzy wychodził, aby sprawdzić, czy bezdomni nie nocują na ławkach, i okrywał śpiących kocami, a oni nazywali go księdzem Jerzym, bratem, Jerzykiem, księdzem Jureczkiem, tatą...

* * *

Będziemy sądzeni z miłości...

Trzy cytaty. Trzy krótkie rozmyślania, które mogą, a może nawet powinny, stać się dla nas rodzajem inspiracji, by jednak coś zmienić w swoim nastawieniu do świata. Odrzucić myślenie w stylu: „Mnie nikt nic nie dał za darmo”, więc ja także nie dam, nie okażę nawet odrobiny dobrego serca, współczucia, nie podzielę się tym, co mam. A przecież…

„Każdy człowiek będzie sądzony według swojego stosunku do innych ludzi, zwłaszcza do cierpiących. Spotkanie z Bogiem w drugim człowieku dokonuje się już teraz, w życiu doczesnym.

Bóg pojawia się w nim incognito. Jest, jak uczyli prorocy, «Bogiem ukrytym», a raczej ukrywającym się.

Nie trzeba oczekiwać na spotkanie dopiero w życiu przyszłym. Ono jest w zasięgu ręki na tym świecie. Zażyłość i przyjaźń z Bogiem (i Chrystusem) rozpoczyna się w konkretnej teraźniejszości ludzkiego życia, ale jej konsekwencje sięgają w życie przyszłe”.

Ten fragment książki o. Wacława Hryniewicza OMI „Nadzieja woła głośniej niż lęk” dotyka sedna sprawy – bycia dobro czynniącym, bycia dobroczyńcą w skali makro, ale co ważniejsze – w skali mikro, tej szytej na miarę jednej osoby. Mnie, ciebie, nas...

„Można nie pomagać, można znaleźć wiele racjonalnych argumentów dla konkretnych przypadków, aby nie pomagać. Ale to nic nie zmieni. Nadal będą głodni, chorzy, cierpiący, potrzebujący. Lepiej zgrzeszyć nadmiarem dobroci i naiwności niż nadmiarem kalkulacji i nieufności” – przekonuje o. Fabian Kaltbach, franciszkanin z Wrocławia, a młodzi ludzie – i nie tylko młodzi – wrzucają ten tekst do internetu jako mocno przemawiający do wyobraźni.

I cytat trzeci, na puentę – za papieżem Franciszkiem: „Jakże byłoby pięknie, gdyby każdy z nas mógł wieczorem powiedzieć: dzisiaj zrobiłem gest miłości wobec drugiego” .

K. W.

Tagi:
św. Brat Albert

Reklama

Kraków: wręczenie Medali św. Brata Alberta

2019-03-18 17:24

md / Kraków (KAI)

Jan Kanty Pawluśkiewicz, Krystyna Mrugalska, ks. Stanisław Łada oraz Diana i Wojciech Bonowiczowie odebrali 18 marca w Teatrze im. Słowackiego w Krakowie Medale św. Brata Alberta. Wyróżnienie przyznawane jest od 1997 r. za działalność na rzecz osób z niepełnosprawnościami. Uroczyste wręczenie odznaczeń odbyło się podczas XIX Festiwalu Twórczości Osób Niepełnosprawnych „Albertiana”.

Maria Fortuna- Sudor
Laureaci Medalu św. Brata Alberta ( nie tylko za rok 2018); ks. Stanisław Ładosz, Krystyna Mrugalska, Krzysztof Orzechowski, Jan Kanty Pawluśkiewicz, Anna Dymna, Wojciech Bonowicz i Lidia Jazgar

Jan Kanty Pawluśkiewicz, kompozytor i malarz, od lat wspiera Fundację Anny Dymnej „Mimo wszystko”. Artysta od samego początku zasiada w jury Festiwalu Zaczarowanej Piosenki, wspiera także osoby z niepełnosprawnościami, które marzą o karierze artystycznej.

Odbierając wyróżnienie, kompozytor podkreślał, że od osób z niepełnosprawnościami więcej otrzymuje niż sam daje. „Jeśli dają mi medal, to kocham ich i deklaruję, że do końca moich dni będę ich wspominał” – dodał.

„Życie z osobami niepełnosprawnymi intelektualnie jest wielkim przywilejem i zaszczytem” - mówił na scenie teatru Wojciech Bonowicz. On i jego żona Diana zaangażowali się w pomoc osobom z niepełnosprawnością intelektualną już jako studenci. W latach 80., w ramach Ruchu Wiara i Światło prowadzili wspólnotę dla małych dzieci, zwaną „małymi Muminkami” i choć potem założyli rodzinę, wciąż prowadzą tę wspólnotę.

„Mówi się o mowie nienawiści, o mowie, która dzieli. Moi przyjaciele nigdy tak nie mówią” – podkreślał Bonowicz. Jego zdaniem, osoby z niepełnosprawnością intelektualną są "wielkimi akumulatorami wybaczania". „Jeśli nasze społeczeństwo w ogóle się jeszcze trzyma, to tylko dzięki nim” - zaznaczył.

Krystyna Mrugalska została wyróżniona za działalność społeczną na rzecz osób niepełnosprawnych intelektualnie i ich rodzin. „To legenda w tym środowisku. Jej syn, nieżyjący już Grzegorz, był osobą niepełnosprawną. Gdy się narodził, całkowicie poświęciła się wspieraniu innych rodzin” – podkreślał ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

Laureatka działała w trudnych czasach komunizmu, kiedy to istnienie osób z niepełnosprawnościami było tematem tabu, a jednak udało się jej stworzyć specjalny dział w ramach Towarzystwa Przyjaciół Dzieci. Podobne koła powstały w całej Polsce.

Ks. prałat Stanisław Łada jest kapłanem archidiecezji gdańskiej, pracuje w Pruszczu Gdańskim. Został doceniony za to, że od lat 80. otacza opieką duszpasterską i pomocą charytatywną osoby niepełnosprawne i potrzebujące. „Początkowo wspierał swoich parafian, dziś jego działalność obejmuje już całą archidiecezję” – mówił ks. Isakowicz-Zaleski.

Medal św. Brata Alberta, ustanowiony w 1997 r., przyznawany jest za niesienie pomocy osobom niepełnosprawnym. Jego pierwszym laureatem był kard. Franciszek Macharski. Wśród laureatów są również m.in. premier Jerzy Buzek, prof. Zbigniew Brzeziński, bp Jan Chrapek, Anna Dymna, kard. Stanisław Dziwisz, prof. Andrzej Zoll, Agata Kornhauser-Duda czy Jakub Błaszczykowski.

Medal przedstawiający św. Brata Alberta przytulającego dzieci zaprojektował Krzysztof Sieprawski, podopieczny Schroniska dla Niepełnosprawnych w Radwanowicach.

Wyróżnienie tradycyjnie wręczane jest podczas Ogólnopolskiego Festiwalu Twórczości Teatralno-Muzycznej Osób Niepełnosprawnych Intelektualnie „Albertiana”. W tym roku odbył się on po raz 19.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Boże Ciało i wianki

Kalina Wielicka
Edycja łowicka 21/2005

Boże Ciało, zwane od czasów Soboru Watykańskiego II Uroczystością Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, jest liturgicznym świętem wdzięczności za dar wiecznej obecności Jezusa na ziemi. Chrześcijanie od początków Kościoła zbierali się na łamaniu Chleba, sławiąc Boga ukrytego w ziemskim chlebie. Święto jest przedłużeniem Wielkiego Czwartku, czyli pamiątki ustanowienia Eucharystii. A z tego wynika, że uroczystość ta skryta jest w cieniu Golgoty, w misterium męki i śmierci Jezusa.

www.swietarodzina.pila.pl

Historia święta Bożego Ciała sięga XIII wieku. W klasztorze w Mont Cornillon, w pobliżu Liege we Francji, przebywała zakonnica Julianna, która wielokrotnie miała wizję koła na wzór księżyca, a na nim widoczną plamę koloru czarnego. Nie rozumiała tego, więc zwróciła się do przełożonej. Gdy ta ją wyśmiała, Julianna zaczęła się modlić i pewnego razu usłyszała głos, oznajmiający, że czarny pas na tarczy księżyca oznacza brak osobnego święta ku czci Eucharystii, które ma umocnić wiarę, osłabioną przez różne herezje.
Władze kościelne sceptycznie odnosiły się do widzeń prostej Zakonnicy. Jednak kolejne niezwykłe wydarzenie dało im wiele do myślenia. W 1263 r. w Bolsenie, niedaleko Rzymu, kapłan odprawiający Mszę św. zaczął mieć wątpliwości, czy to możliwe, aby kruchy opłatek był Ciałem Pańskim. I oto, gdy nastąpił moment przełamania Hostii, zauważył, że sączy się z niej krew i spada na białe płótno korporału na ołtarzu. Papież Urban IV nie miał już wątpliwości, że to sam Bóg domaga się święta Eucharystii i rok po tym wydarzeniu wprowadził je w Rzymie, a papież Jan XXII (1334 r.) nakazał obchodzić je w całym Kościele. Do dziś korporał z plamami krwi znajduje się we wspaniałej katedrze w Orvieto, niedaleko Bolseny. Wybudowano ją specjalnie dla tej relikwii.
W Polsce po raz pierwszy święcono Boże Ciało w 1320 r., za biskupa Nankera, który przewodził diecezji krakowskiej. Nie było jednak jeszcze tak bogatych procesji, jak dziś. Dopiero wiek XVI przyniósł rozbudowane obchody święta Bożego Ciała, zwłaszcza w Krakowie, który był wówczas stolicą. Podczas procesji krakowskich prezentowały się proporce z orłami na szkarłacie, obecne było całe otoczenie dworu, szlachta, mieszczanie oraz prosty lud z podkrakowskich wsi.
W czasie procesji Bożego Ciała urządzano widowiska obrzędowe lub ściśle teatralne, aby przybliżyć ich uczestnikom różne aspekty obecności Eucharystii w życiu. Nasiliło się to zwłaszcza pod koniec XVI wieku, kiedy przechodzenie na protestantyzm znacznie się nasiliło i potrzebna była zachęta do oddania czci Eucharystii.
W okresie rozbiorów religijnemu charakterowi procesji Bożego Ciała przydano akcentów patriotycznych. Była to wówczas jedna z nielicznych okazji do zademonstrowania zaborcom żywej wiary. W procesjach niesiono prastare emblematy i proporce z polskimi godłami, świadczące o narodowej tożsamości.
Najpiękniej jednak Boże Ciało obchodzono na polskiej wsi, gdzie dekoracją są łąki, pola i zagajniki leśne. Procesje imponowały wspaniałością strojów asyst i wielką pobożnością prostego ludu, wyrażającego na swój sposób uwielbienie dla Eucharystii. Do dziś przetrwał zwyczaj zdobienia ołtarzy zielonymi drzewami brzóz i polnymi kwiatami. Kiedyś nawet drogi wyścielano tatarakiem. Do dziś bielanki sypią też przed kroczącym z monstrancją kapłanem kolorowe płatki róż i innych kwiatów.
Boże Ciało to również dzień święcenia wianków z wonnych ziół, młodych gałązek drzew i kwiatów polnych. Wieniec w starych pojęciach Słowian był godłem cnoty, symbolem dziewictwa i plonu. Wianki z ruty i kwiatów mogły nosić na głowach tylko dziewczęta.
Na wsiach wierzono, że poświęcone wianki, powieszone na ścianie chaty, odpędzają pioruny, chronią przed gradem, powodzią i ogniem. Dymem ze spalonych wianków okadzano krowy, wyganiane po raz pierwszy na pastwisko. Zioła z wianków stosowano też jako lekarstwo na różne choroby.
Gdzieniegdzie do poświęconych wianków dodawano paski papieru, z wypisanymi słowami czterech Ewangelii. Paski te zakopywano następnie w czterech rogach pola, dla zabezpieczenia przed wszelkim złem.
Dziś Boże Ciało to jedna z niewielu już okazji, aby przyodziać najpiękniejszy strój świąteczny - strój ludowy. W Łowickiem tego dnia robi się tęczowo od łowickich pasiaków. Kto wie, czy stroje ludowe zachowałyby się do dziś, gdyby nie możliwość ich zaprezentowania podczas uroczystości kościelnych. Chwała zatem i wielkie dzięki tym duszpasterzom, którzy kładą nacisk, aby asysty procesyjne występowały w regionalnych strojach. Dzięki temu procesje Bożego Ciała są jeszcze wspanialsze, okazalsze, barwniejsze. Ukazują różnorodność bogactwa sztuki ludowej i oby tak było jak najdłużej.
W ostatni czwartek oktawy Bożego Ciała, oprócz święcenia wianków z ziół i kwiatów, szczególnym ceremoniałem w naszych świątyniach jest błogosławieństwo małych dzieci. Kościoły wypełniają się najmłodszymi, często także niemowlętami, by i na nich spłynęło błogosławieństwo Boże. Wszak sam Pan Jezus mówił: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im, do takich bowiem należy królestwo Boże. Zaprawdę, powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego” (Mk 10, 13-15).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zaproszenie na pielgrzymkę

2019-06-26 23:44

Anna Majowicz

W ostatnią sobotę sierpnia odbędzie się jubileuszowa, 10. Pielgrzymka Osób Niepełnosprawnych, ich Rodzin i Przyjaciół do Henrykowa.

mat. prasowe

Każdego roku do Opactwa Cystersów przybywa ok. 1000 pątników. Pielgrzymka umożliwia integrację osób starszych i niepełnosprawnych, zwłaszcza tych przebywających na co dzień w Warsztatach Terapii Zajęciowej, Domach Pomocy Społecznej, ośrodkach Caritas i szkołach integracyjnych. Podobnie jak w latach ubiegłych w trakcie pikniku po Mszy św. na scenie wystąpią niepełnosprawni artyści oraz zespoły muzyczne i teatralne. Występy przed licznym gronem uczestników są zawsze dla artystów powodem do dumy oraz okazją do wspólnej zabawy, jednocześnie przypominając wszystkim, jak produktywne może być życie mimo choroby. Podobne wydarzenia są organizowane również w innych diecezjach, ale jedynie w Archidiecezji Wrocławskiej chęć udział zgłasza ponad setka wolontariuszy z Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży, która dzieli się uśmiechem i radością z uczestnikami pielgrzymki. 

Serdecznie zachęcamy do uczestnictwa w jubileuszowej 10. Pielgrzymce Osób Niepełnosprawnych Archidiecezji Wrocławskiej. 

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem