Reklama

Historia

Wiele cudów nad Wisłą

O znaczeniu Bitwy Warszawskiej 1920 r. i problemach w przygotowaniu obchodów 100. rocznicy tego wydarzenia z prof. Wiesławem Janem Wysockim rozmawia Wiesława Lewandowska

Niedziela Ogólnopolska 32/2019, str. 38-40

[ TEMATY ]

historia

Wikipedia

Grupa powstańców pierwszego powstania śląskiego

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Już 4 lata temu polski parlament przyjął uchwałę w sprawie wsparcia obywatelskich inicjatyw uczczenia 100. rocznicy Bitwy Warszawskiej, nazywanej Cudem nad Wisłą. Kolejna uchwała Sejmu – w lipcu br. – w patetycznych słowach mówi o ustanowieniu roku 2020 Rokiem Bitwy Warszawskiej. Jednakże na rok przed stuleciem, poza sporami i dyskusjami, nie wyklarowało się jeszcze, w jaki sposób pokażemy sobie i światu doniosłość wydarzenia, które zadecydowało o przyszłości Europy...

PROF. WIESŁAW JAN WYSOCKI: – To dobrze, że parlament podejmuje takie uchwały, obawiam się jednak, że mogą one podzielić los uchwały Rady Miasta Warszawy w sprawie budowy pomnika Bitwy Warszawskiej: jest lokalizacja (plac Na Rozdrożu), są wszelkie wymagane zgody, ale nic się nie dzieje; pomnika z pewnością nie będzie...

– Bo po prostu zabrakło determinacji obywatelskiej oraz stosownego wsparcia?

– Trudno się oprzeć wrażeniu, że sami lekceważymy i trywializujemy nasze rocznice. Wydawało się, że ubiegłoroczna 100. rocznica odzyskania niepodległości będzie doskonałą okazją, by pokazać, iż po raz drugi mamy możliwość odzyskania wolnego państwa, by zestawić pokolenie tamtej Niepodległej z dzisiejszym pokoleniem tzw. transformacji ustrojowej.

– Za dużo patosu i pustych słów w tych naszych rocznicach, a za mało treści i lekcji na przyszłość...

– Niestety, tak. Niby wszyscy podkreślają, że w 1920 r. została obroniona niepodległość Polski i Europa została uratowana przed bolszewizmem, ale na tym ta polska opowieść się zamyka. Znamy i powtarzamy kilka sloganów o Bitwie Warszawskiej – i na tym koniec naszej lekcji historii. Kto dziś pamięta o kampanii niemeńskiej, która przyniosła nam pokój na granicy wschodniej? Warszawska batalia toczyła się w świetle jupiterów, ale niemeńska – będąca w całości planem Naczelnego Wodza – była przecież ostatecznym rozstrzygnięciem wojskowym i zadecydowała o przyszłości Niepodległej. W 1923 r. Józef Piłsudski udzielił wywiadu, w którym wypowiedział okrutne prorocze słowa: Polska nie jest niepodległa, nie może być niepodległa między potężnymi Niemcami i potężną Rosją.

– Zamiast głębokiej refleksji nad niepodległością mamy po dziś dzień wciąż tylko jałowe spory o historyczne zasługi dla niepodległości...

– Czy to rzeczywiście Józef Piłsudski, czy może generał Tadeusz Rozwadowski, czy przypadkiem nie Francuzi zwyciężyli pod Warszawą? Mamy do dziś na ten temat niekończące się spory polityczne. Gdyby 100 lat temu polska armia przegrała, odpowiedzialność niewątpliwie spadłaby wyłącznie na Naczelnego Wodza, który przygotował nie tylko koncepcję całej batalii obronnej, ale także scenariusz w razie przegranej, według którego polski rząd miał się ewakuować do Częstochowy, na Jasną Górę. Byłby to nie tyle akt desperacji, ile krzepiący symbol niepoddawania się. Po wygranej w 1920 r. myśl tę podjął bp Józef Pelczar; w akcie dziękczynnym na Jasnej Górze miało dojść do spotkania Naczelnika Państwa, rządu, parlamentu, wojska i episkopatu. Nigdy do niego nie doszło... Dopiero 21 października 1921 r. sam Naczelnik Państwa złożył przed Matką Jasnogórską przygotowany przez bp. Pelczara Akt Oddania Rzeczypospolitej Najświętszemu Sercu Pana Jezusa.

– To rzadko przypominany fakt z życia Naczelnika, częściej wypomina mu się, że był na bakier z wiarą.

– Rzeczywiście, niedawno, gdy chcieliśmy tamtą obecność Naczelnika na Jasnej Górze upamiętnić specjalną tablicą, ojcowie paulini opierali się, bo przecież „Piłsudski to bezbożnik”. Dopiero po lekturze specjalnie przeze mnie przygotowanej 100-stronicowej broszury o religijności Józefa Piłsudskiego o. Marian Waligóra, przeor klasztoru jasnogórskiego, napisał piękne wprowadzenie do tejże broszury i wmurowanie tablicy stało się możliwe. Bardzo ubolewam nad tym, że ta czarna legenda o niereligijności Piłsudskiego po 100 latach jest wciąż podtrzymywana w dyskusjach politycznych. Były prezydent Bronisław Komorowski mówił nawet o agnostycyzmie Marszałka. Wtedy w odpowiedzi na to napisałem szkic pt. „Maryjny marszałek i generał. Józef Piłsudski i Józef Haller”, w którym starałem się pokazać, że o ile Haller wręcz ostentacyjnie obnosił się ze swoją religijnością, to Piłsudski raczej ją skrywał; jednak z całą pewnością obaj byli ludźmi bardzo głębokiej, autentycznej wiary.

– Można powiedzieć, że Józef Piłsudski był od kołyski przesiąknięty kultem maryjnym, nigdy nie kalkulował korzyści ze swej wiary, nie instrumentalizował jej, przesadnie nie demonstrował, jak to czyniło i nadal czyni w Polsce wielu polityków?

– Tak! Jego polityczny adwersarz – Roman Dmowski przez całe życie był obok religii, ale doceniał jej walor w życiu politycznym i publicznym, i to sprawiło, że jego Stronnictwo Narodowo-Demokratyczne religię i wiarę katolicką miało na odświętnych sztandarach. Tymczasem Piłsudski miał tę swoją skromną, osobistą, niepolityczną więź z Matką Bożą Ostrobramską, z którą bardzo często „rozmawiał na poważne tematy”.

– Jednak nie bardzo godził się na przypisanie zwycięstwa w 1920 r. Matce Bożej i określenie „Cud nad Wisłą”, co – zdaniem późniejszych komentatorów – miało pomniejszać zasługi polskiego wojska. Czy rzeczywiście je pomniejszało?

– Znakomity polemista, zaciekły narodowiec Stanisław Stroński pisał przed bitwą, że może nas uratować tylko cud. To słowo zostało szeroko podchwycone. Potem kard. Aleksander Kakowski napisał w swych wspomnieniach o jeńcach bolszewickich, którzy opowiadali, że widzieli Matkę Bożą unoszącą się nad polem bitwy. To samo powtarzał abp Józef Teodorowicz w swoich wielkich kazaniach po zakończeniu batalii, wiele też pisano o cudzie w ówczesnych czasopismach. Wówczas to była żywa dyskusja, a dzisiaj już zamiennie używamy określeń „Bitwa Warszawska” i „Cud nad Wisłą”.

– Zamiennie, lecz nie zawsze bez historyczno-politycznego podtekstu...

– To prawda, zapominamy, że tę dyskusję, moim zdaniem, skutecznie ukrócił już kard. August Hlond, prymas Polski, gdy w oficjalnym komunikacie po śmierci Piłsudskiego zawarł znakomitą syntezę owego sporu, pisząc m.in., że Wojsko Polskie pod dowództwem Józefa Piłsudskiego odniosło zwycięstwo pod Warszawą na miarę wiktorii pod Lepanto i Wiedniem, za co należy się Wojsku Polskiemu i Naczelnemu Wodzowi wieczna wdzięczność, nie tylko Polski, ale i chrześcijańskiej Europy.

– Cudu zatem nie było?

– Przeciwnie, zdarzyło się wiele cudów! Począwszy od tego, że bolszewicy poznali plan bitwy – znaleziony przy poległym polskim majorze – lecz uznali, iż został on specjalnie podrzucony, dlatego Michaił Tuchaczewski zlekceważył polski kontratak znad Wieprza. Za cud można uznać również zajęcie radiostacji Aleksandra Szuwajewa, dzięki czemu cała armia bolszewicka została pozbawiona łączności. Także i to, że por. Stefan Pogonowski zupełnie przypadkowo, na parę godzin przed wyznaczonym terminem, zaatakował i rozbił bolszewicki sztab... A radiowywiad czytający depesze wroga... A zagłuszanie wrogich stacji tekstem Pisma Świętego... Najwyraźniej nad polską stroną czuwała ręka Bożej Opatrzności! Błędy bolszewików zawsze przekładały się na ich klęskę, a nasze – a było ich wiele – zawsze okazywały się zbawienne. A przecież cofająca się armia polska, w odróżnieniu od nacierającego wroga, była w kiepskiej kondycji psychicznej...

– Jednak najwyraźniej Ktoś u góry czuwał, a cały naród bardzo się modlił!

– A Piłsudski zawczasu prosił kard. Kakowskiego o najlepszych kapelanów. Zresztą sami dowodzący bitwą – Haller, Śmigły i inni – mieli wielką charyzmę, potrafili budzić ducha, zelektryzować żołnierzy. W tej bitwie było wielkie zapotrzebowanie na ducha, na wiarę. Do dziś okazjonalnie pielęgnujemy wielką legendę ks. Ignacego Skorupki, ale przecież było wielu jeszcze innych zwykłych księży, którzy stawali do boju ramię w ramię ze zwykłymi żołnierzami. Warto by dziś tamtego ducha przypomnieć.

– A w istocie chyba nie mamy w Polsce do dziś żadnego upamiętnienia, żadnego miejsca, w którym można by się zadumać nad duchem tamtej bitwy, nad niezwykłym duchem jej zwykłych bohaterów...

– Dlatego wraz z ordynariuszem diecezji warszawsko-praskiej chcemy, aby w 2020 r. odbył się w Warszawie drugi pogrzeb ks. Ignacego Skorupki. By jego doczesne szczątki z grobu rodzinnego zostały przeniesione w asyście wojska do katedry praskiej i tam złożone w sarkofagu wykonanym z podstawy pomnika, która w 1938 r. została przygotowana pod praski pomnik ks. Skorupki, a po wojnie komuniści ukradli ją i wykorzystali, jak na ironię, w pomniku żołnierzy Armii Czerwonej, tzw. pomniku czterech śpiących. Ponadto diecezja warszawsko-praska zamierza rozpocząć proces beatyfikacyjny ks. Ignacego Skorupki – pierwsze listy w tej sprawie wysłano już do Watykanu.

– Do obchodów 100. rocznicy Bitwy Warszawskiej pozostaje już tylko rok – to chyba niewiele, aby zrealizować deklarowane wcześniej przez różne gremia wielkie plany godnego uczczenia tego wielkiego polskiego jubileuszu...

– Ubolewam, że wiele z tych planów utknęło w stadium dyskusji i nieporozumień; np. wojsko zaproponowało stworzenie muzeum w Ossowie – pomysł świetny, ale szybko zaczęły się kłopoty, bo zabrakło pieniędzy, jako że projektant kilkakrotnie przekroczył planowane koszty, a w dodatku to muzeum mogłoby zostać otwarte dopiero w 2025 r. Pytam więc: czy nie lepiej byłoby stworzyć w Ossowie pawilon wystawienniczy – na co dzień użytkowany przez samorząd, a od święta przejmowany przez wojsko? Zaproponowałem ponadto, aby na polach pod Ossowem został wzniesiony Kopiec Cudu nad Wisłą. Żeby w roku 100. rocznicy bitwy przyjeżdżali tu ludzie z całej Polski, by wysypać choćby taczkę swojej ziemi. To przecież piękna polska tradycja, angażuje wszystkich, zmusza do refleksji... Byłby to najpiękniejszy prezent Polaków dla Polski, gdyby na szczycie tego kopca właśnie na 100. rocznicę Cudu nad Wisłą mogła zostać zatknięta biało-czerwona flaga.

– Pomysł prosty i znakomity, ale można się obawiać, że okaże się niewykonalny, podobnie jak wiele innych. Raczej nie będziemy mieć w Warszawie łuku triumfalnego na stulecie Bitwy Warszawskiej...

– Obawiam się, że nie. A jest to projekt, który zaakceptował sam Marszałek Piłsudski tuż przed śmiercią, kiedy planowano zbudowanie na terenie warszawskiego Pola Mokotowskiego nowoczesnej dzielnicy mieszkaniowej – już położono tam wtedy kamień węgielny pod Świątynię Opatrzności – którą miała otwierać wielka brama w postaci łuku triumfalnego 1920 r.

– Wtedy zabrakło czasu…

– A dziś brakuje dobrej woli. Miasto zobowiązało się zbudować taki łuk na placu Na Rozdrożu, ale jego władze nie zamierzają się z tego zobowiązania wywiązać. Są alternatywne plany postawienia łuku na Wiśle, która nie jest we władaniu miasta, lecz Ministerstwa Środowiska... Cóż, to hańba i wielki wstyd, że nie potrafimy się porozumieć, że – wszystko na to wskazuje – Cud nad Wisłą/Bitwa Warszawska nie zostanie pokazana światu i nam samym tak, jak na to zasługuje.

2019-08-06 09:21

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

W Argentynie zmarł pułkownik Władysław Dąbrowski, weteran spod Monte Cassino

2020-03-23 08:06

[ TEMATY ]

historia

śmierć

Magdalena Wojtak

Za kilka miesięcy obchodziłby setne urodziny, w 2020 r. w lutym otrzymał tytuł pułkownika. Zmarł Władysław Dąbrowski, jeden z ostatnich żołnierzy walczących m.in. pod Monte Casino.

- Pułkownik Władysław Dąbrowski przeszedł cały szlak bojowy 2. Korpusu Polskiego gen. Władysława Andersa. Walczył m.in. w bitwach o Monte Cassino, Anconę i Bolonię. W tym roku skończyłby 100 lat - mówi bernardyn o. Jerzy Jacek Twaróg z Polskiej Misji Katolickiej w Argentynie. Polscy zakonni byli w stałym kontakcie ze zmarłym, który ostatnie lata swojego życia spędził w Polskim Domu Spokojnej Starości im. św. Jana Pawła II. w Buenos Aires.

- Z uwagi na sytuację związaną z koronawirusem i wytyczne państwa argentyńskiego nie wiemy nawet co z uroczystościami pogrzebowymi - relacjonują dla KAI polscy bernardyni.

Władysław Dąbrowski z rąk generała Stanisława Śliwy – prezesa Zarządu Krajowego Związku Piłsudczyków Rzeczypospolitej Polskiej oraz generała Dywizji, pilota Mieczysława Walentynowicza otrzymał rangę pułkownika.

W niedawnym wywiadzie dla KAI Major Władysław Dąbrowski przed apelował do wszystkich Polaków, aby nigdy nie zdradzili swojej ojczyzny. - Nie przelękliśmy się komunizmu, szliśmy za bardzo dobrym przywódcą - św. Janem Pawłem II. Nie dajmy się kupić innym systemom - mówił KAI Władysław Dąbrowski.

- Trzeba pilnować demokracji, za dużo krwi wylaliśmy już za ojczyznę. Polacy nie jedno wytrzymali, nie jednego się nie bali. Z tych pięknych kart historii, które są naszym udziałem, trzeba zawsze wyciągać wnioski. Musimy szanować i kochać swoje państwo, tak jak miłowali je moi koledzy ginący choćby pod Monte Cassino. Oni prosili, aby ich pochować głowami skierowanymi w stronę Polski - opowiadał.

Władysław Jan Dąbrowski urodził się w miejscowości Czyszki w powiecie samborskim, woj. lwowskie, w rodzinie osadnika wojskowego. W 1941 roku został deportowany wraz z rodziną w głąb ZSRR, trafił do łagrów w rejonie Nowosybirska. Pracował w tajdze przy wyrębie lasów. Podczas deportacji stracił większą część rodziny. Po ogłoszeniu amnestii dla Polaków w styczniu 1942 r. zgłosił się jako ochotnik do formującej się na terenie ZSRR Armii gen. Władysława Andersa. Został skierowany do służby w artylerii.

Wraz z jednostkami 2. Korpusu Polskiego został przetransportowany w grudniu 1943 r. drogą morską na teren Włoch. Następnie w składzie macierzystego pułku przeszedł cały szlak bojowy 2. Korpusu Polskiego w kampanii włoskiej. Walczył z Niemcami m.in. w bitwach o Monte Cassino (odznaczony pamiątkowym Krzyżem Monte Cassino nr 3764), Anconę i Bolonię.

W 1945 r. za zasługi wojenne został odznaczony Brązowym Krzyżem Zasługi z Mieczami. W 1946 r. w ramach wycofywania 2. Korpusu Polskiego z Włoch znalazł się na Wyspach Brytyjskich. Bezpośrednio po zdemobilizowaniu ze służby w Polskich Siłach Zbrojnych, w dniu 24 czerwca 1947 r. podjął decyzję o wyjeździe do Argentyny. Nie mogąc powrócić do zajętego po zakończeniu II wojny światowej przez sowietów Wołynia, pozostał na stałe na emigracji.

CZYTAJ DALEJ

Watykan potwierdza – 2 nowe przypadki koronawirusa

2020-03-28 17:28

[ TEMATY ]

Watykan

papież Franciszek

koronawirus

pixabay.com

W Watykanie przeprowadzono 170 testów na obecność koronawirusa, które potwierdziły dwa nowe przypadki infekcji, w tym wśród mieszkańca Domu Świętej Marty – stwierdził dyrektor Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej Matteo Bruni. Podjęto wszelkie niezbędne środki ostrożności. Infekcja nie dotknęła Ojca Świętego ani też jego najbliższych współpracowników.

„W minionych dniach w ramach kontroli przeprowadzonych przez Dyrekcję Zdrowia i Higieny Państwa Watykańskiego, zgodnie z dyrektywami w sprawie zagrożenia koronawirusem wykryto kolejny pozytywny przypadek COVID-19. Jest to urzędnik Sekretariatu Stanu zamieszkały w Domu Świętej Marty, który przedstawiając pewne objawy, został następnie umieszczony w izolacji. W chwili obecnej jego stan zdrowia nie jest szczególnie krytyczny, ale w ramach środków zapobiegawczych został on przyjęty do rzymskiego szpitala na obserwacją, w ścisłym kontakcie z władzami Dyrekcji Zdrowia i Higieny" – stwierdził rzecznik Watykanu.

Matteo Bruni zaznaczył, że po otrzymaniu wyniku pozytywnego przeprowadzanego badania podjęto działania zgodnie z obowiązującymi normami, zarówno w odniesieniu do odkażania pomieszczeń w miejscu pracy i jak zamieszkania tej osoby, jak i w odniesieniu do prześledzenia jej kontaktów w dniach poprzedzających badanie.

Watykańskie organy służby zdrowia przeprowadziły badania wśród osób utrzymujących najbliższy kontakt ze stwierdzonym przypadkiem pozytywnym. Ich wyniki potwierdziły brak innych przypadków pozytywnych wśród osób przebywających w Domu Świętej Marty, a także kolejny wynik pozytywny wśród pracowników Stolicy Apostolskiej. Dotyczy on osoby, która miała bliskie kontakty z wspomnianym urzędnikiem Sekretariatu Stanu.

„Na wszelki wypadek, biorąc pod uwagę to dalsze ustalenie podjęto odpowiednie środki sanitarne i przeprowadzono nowe testy, łącznie z poprzednimi ponad 170, na pracownikach Stolicy Apostolskiej i mieszkańcach Domu Świętej Marty. Wszystkie te testy dały wyniki negatywne”- zapewnił rzecznik Watykanu.

Matteo Bruni podsumowując zaznaczył, że wśród pracowników Stolicy Apostolskiej i obywateli Państwa Watykańskiego jest obecnie 6 przypadków zarażenia koronawirusem, ale infekcja nie dotknęła Ojca Świętego ani też jego najbliższych współpracowników.

Z oświadczenia dyrektora Biura Prasowego wynika, że Stolica Apostolska oczekiwała na wyniki wielu przeprowadzonych wymazów, zanim przekazała wyczerpujący i kompletny komunikat na temat sytuacji, aby móc podkreślić, na podstawie wyników i podjętych środków, że zarówno siedziba Domu Świętego Marty, jak i biura Sekretariatu Stanu są obecnie bezpieczne.

Wcześniej media podawały, że przypadki te dotyczą mieszkającego w Domu św. Marty szefa sekcji włoskiej Sekretariatu Stanu, 58 letniego ks. prałata Gianluci Pezzoliego oraz pracującego także w sekcji włoskiej Sekretariatu Stanu 64. letniego ks. Angelo Tognoniego.

CZYTAJ DALEJ

Kalwaria Pacławska: coraz więcej łask za pośrednictwem o. Wenantego Katarzyńca

2020-03-29 21:55

[ TEMATY ]

o. Wenanty Katarzyniec

www.wenanty.pl

O. Wenanty Katarzyniec, w tle kościół w Czyszkach, miejsce pracy o. Wenantego

- Po przeniesieniu doczesnych szczątków Sługi Bożego do kościoła, wiele osób zaczęło doznawać ogromu łask za jego przyczyną – powiedział kustosz sanktuarium w Kalwarii Pacławskiej o. Krzysztof Hura na zakończenie Dni Modlitw o beatyfikację o. Wenantego Katarzyńca. Centralnej Mszy św. przewodniczył abp Adam Szal. Ze względu na ograniczenia związane z epidemią, obchody były w całości transmitowane w internecie.

W homilii abp Szal przypomniał jak wielkim szacunkiem i nabożeństwem darzył Eucharystię o. Wenanty. Mówił o jego posłudze ministranckiej, życiu szkolnym, kleryckim i kapłańskim. Zwrócił uwagę, że jeśli tylko mógł, o każdej pełnej godzinie spieszył przed Najświętszy Sakrament.

– Kiedy został skierowany do parafii Czyszki koło Lwowa, również tam dał się poznać jako kapłan Eucharystii. W opinii, która została napisana przez ojca Karola, jest ukazany jako człowiek zjednoczony z Bogiem właśnie przez Eucharystię. Nic więc dziwnego, że władze zakonne, doceniając szlachetną postawę ojca Wenantego, stosunkowo młodego zakonnika obrały za mistrza nowicjatu – mówił kaznodzieja.

Metropolita przemyski podkreślił, że o. Katarzyniec żył Eucharystią, według słów zapisanych w swoich notatkach: „Chrystus utajony w ołtarzu jest najlepszym naszym przyjacielem. Tutaj, pod postacią chleba, Pan Jezus zostaje z nami ustawicznie dzień i noc, nigdy nas nie opuszcza. Tutaj z Chrystusem najściślej się jednoczymy, tutaj siłę czerpiemy przeciw pokusom, tu pociechę znajdujemy w cierpieniach naszych”.

Hierarcha stwierdził, że słowa te są aktualne także w obecnej sytuacji i zachęcał do szukania pocieszenia u Pana Boga. Zachęcał, aby mimo ograniczeń i stosując się do nakazów, wstępować do kościołów na osobistą adorację. Przypomniał też, że w razie braku możliwości spowiedzi, można wzbudzić w sobie żal doskonały, „porządkując swoje życie i serce, z postanowieniem, że najszybciej, gdy to będzie możliwe, skorzystamy z sakramentalnego pojednania z Panem Bogiem”.

Dni modlitw o beatyfikację o. Katarzyńca rozpoczęły się w piątek wieczorem, a kontynuowane były w sobotę i w niedzielę. W programie znalazły się nabożeństwa, konferencja i Msza św. Wszystkie te wydarzenia były transmitowane m.in. na antenie Radia FARA oraz w formie wideo na radiowym kanale YouTubie i Facebooku oraz na stronie kalwaryjskiego sanktuarium.

Sługa Boży o. Wenanty Katarzyniec był franciszkaninem konwentualnym. Urodził się 7 października 1889 r. w Obydowie koło Lwowa, a na chrzcie otrzymał imię Józef. Pochodził z ubogiej wiejskiej rodziny. Zmarł na gruźlicę płuc 31 marca 1921 r. w Kalwarii Pacławskiej. 26 kwietnia 2016 r. papież Franciszek wyraził zgodę na publikację dekretu o heroiczności cnót Sługi Bożego o. Wenantego, co formalnie zakończyło proces beatyfikacyjny. Po tym doczesne szczątki o. Wenantego przeniesiono do nawy bocznej kościoła w Kalwarii Pacławskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję