Reklama

Zatrzymać alkoholowy potop

2019-09-17 14:31

Z Rafałem Porzezińskim rozmawiała Anna Wyszyńska
Niedziela Ogólnopolska 38/2019, str. 38-40

stock.adobe.com

Co sprawia, że alkoholik przestaje pić? Dlaczego jednym się udaje, a innym nie? Z Rafałem Porzezińskim – trenerem terapii uzależnień, ekspertem Zespołu Konferencji Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Trzeźwości i Osób Uzależnionych, dziennikarzem, autorem programu „Ocaleni” w TVP 1 – rozmawia Anna Wyszyńska

ANNA WYSZYŃSKA: – Statystyki dotyczące rosnącego spożycia alkoholu i liczby uzależnionych są znane i zatrważające. Jak zatrzymać alkoholowy potop?

RAFAŁ PORZEZIŃSKI: – Dobrze byłoby zacząć od siebie. Próbować prześledzić, w jaki sposób traktujemy alkohol w codziennych rozmowach i zachowaniach. Niezależnie od tego, czy mamy lat 18 czy 88, zastanówmy się: Czy alkohol postrzegamy jako równoprawny środek spożywczy, równoprawny napój, a może jako lekarstwo? Czy nie przeszkadza nam sposób, w jaki alkohol jest eksponowany w sieciach sklepów i na stacjach benzynowych? Czy nie dziwi nas, że prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej Zbigniew Boniek oraz selekcjoner naszej reprezentacji reklamują piwo w czasie, gdy rozpoczynają się mistrzostwa świata w piłce nożnej? Jeżeli na takie sytuacje jesteśmy znieczuleni, to będzie nam trudno przeciwdziałać alkoholizmowi wśród młodych. Dziś przyzwolenie na napicie się czy zrobienie prezentu z alkoholu jest ogromne.

– Kiedyś było mniejsze?

– Nie mówię, że społeczne przyzwolenie było mniejsze, ale na pewno był mniejszy nacisk środków przekazu na tę sprzedaż. I to, co się udało w latach 90., czyli wyrugowanie z przestrzeni publicznej reklam papierosów, chociaż koncerny nikotynowe robiły wszystko, by do tego nie dopuścić, nie udaje się, niestety, z producentami piwa. Także my, dziennikarze, dajemy czasem dodatkowe wsparcie producentom i konsumentom, kiedy w audycjach, artykułach czy programach puszczamy takie oczko, że np. dobra zabawa musi być „polana”. U didżejów radiowych „bliski piąteczek” czy „piątunio” pojawiają się jako zajawka czegoś fajnego, bo będzie okazja, by się napić.

– Kamyczek do medialnego ogródka jest uzasadniony, choć nie dotyczy wszystkich. A co poza tym?

– Na pewno problemem są niska cena i duża dostępność alkoholu. Dziś za niewielkie pieniądze jesteśmy w stanie szybko się doprowadzić do absolutnego upodlenia. Cena nie ma znaczenia dla dorosłego, dobrze zarabiającego konsumenta, który gdy będzie chciał się upić, to się upije. Ale ma znaczenie jako element inicjujący – chodzi o to pierwsze piwo czy kieliszek wypite przez licealistę czy gimnazjalistę, którzy nie muszą się długo zastanawiać, skąd wziąć kilka złotych na piwko czy tzw. małpkę. Nie ma też problemu z zakupem, bo alkohol jest dostępny przez 24 godziny na dobę w wielu miejscach. Nie widzę powodu, aby alkohol był sprzedawany tak, jak każdy podstawowy produkt spożywczy, bo nim nie jest. Oczywiście, jest legalny i niech tak zostanie. Nie jestem za prohibicją, która nie sprawdziła się nigdzie na świecie, ale traktujmy alkohol tak, jak na to zasługuje. To jest toksyna, która zmienia naszą świadomość w sposób ewidentny, i to już od pierwszych działek. Toksyna, po której spożyciu nie jesteśmy sobą, tylko kimś zupełnie innym. Traktowanie tego płynu jako równoprawnego produktu spożywczego, a przez niektórych nawet jako uprzywilejowanego, przeraża.

– Ksiądz Marek Dziewiecki mówi, że nikt w młodości nie planuje, że zostanie alkoholikiem. Niestety, w konfrontacji z dorosłością wiele osób wchodzi w uzależnienia. Gdzie następuje błąd?

– Inicjacja alkoholowa, wejście do świata alkoholowego zamiast trzeźwego, jest wynikiem braku zgody na siebie i braku prawdziwych relacji. Liczba różnego rodzaju uzależnień rośnie lawinowo, nie tylko zresztą w Polsce, m.in. z tego powodu, że brakuje nam normalnych, zdrowych i prawdziwych więzi, które zastępujemy namiastką serwowaną przez komunikatory internetowe i smartfony. One stwarzają nam pozór bycia w świecie, bycia z ludźmi, bycia w relacji. A tak naprawdę nie jest to nic innego jak ogromne oszustwo i kolejne uzależnienie, które dzisiaj dziesiątkuje ludzi w każdym wieku. Na randkach chłopak i dziewczyna wysyłają sobie wiadomości zamiast rozmawiać, to samo dzieje się przy rodzinnym stole...

– ...bo zamiast na osoby obok patrzymy na ekran telewizora, komputera lub telefonu.

– Mam też obawy, że wkrótce psów przewodników będą potrzebować nie tylko ci, którzy nie widzą lub niedowidzą, ale wszyscy, którzy chodzą po ulicach, gapiąc się w ekran smartfona.

– To przejaw szerzącego się smartfonoholizmu.

– Ale wracając do tematu alkoholu, dodam, że jestem abstynentem, chociaż nigdy nie byłem uzależniony od alkoholu. Podpisałem Krucjatę Wyzwolenia Człowieka w duchu ks. Franciszka Blachnickiego i jestem z tego powodu szczęśliwy.

– Kiedy zdecydował się Pan na podpisanie krucjaty?

– Mam w swojej biografii uzależnienie – nie był to alkohol, lecz hazard. Nałóg, który zabrał mi kilka lat życia. Ale przyszedł moment, w którym zawołałem o pomoc i tę pomoc otrzymałem, i to z samej góry. Potem była praca pod kierunkiem specjalistów, program 12 kroków itd. Wyszedłem z hazardu, ale nie zrezygnowałem z wina czy piwa, które czasem się pojawiały na stole. Kiedyś byłem na spotkaniu z grupą uzależnionych w Chicago i rozmawialiśmy o tym, jak program 12 kroków pomógł mi w odzyskiwaniu człowieczeństwa, godności i siebie. Ktoś zapytał, czy mój proces trzeźwienia z hazardu spowodował, że odstawiłem alkohol. Przyznałem się, że zdarza mi się wypić piwo czy wino. Po spotkaniu organizator, który mnie odwoził, zapytał, dlaczego powiedziałem, że czasem piję. Odpowiedziałem, że taka jest prawda, nie mogłem kłamać. On na to: – Nie kłamać, nie. Ale może nie pij? – I wtedy uznałem, że to świetny pomysł. Nie tylko dla czystości przekazu, co w przypadku trenera terapii czy dziennikarza mówiącego o wychodzeniu z uzależnień też jest istotne, ale przede wszystkim dla spokoju wewnętrznego. Alkoholu nie ma w naszym domu, nie robimy z niego prezentów, nie jest nam do niczego potrzebny i mam nadzieję, że nigdy nie będzie.

– Co jakiś czas dowiadujemy się, że policja zatrzymała znanego dziennikarza, polityka czy posła na jeździe po pijanemu.

– Uważam, że osoby wykonujące zawód publicznego zaufania, które zostały przyłapane na tego typu przestępstwach, powinny ponieść surową karę, bo ich pogarda dla przepisów jest wyjątkowo gorsząca. Niestety, te spektakularne upadki kończą się często na paru enuncjacjach medialnych, a potem sprawa rozchodzi się po kościach. Zresztą, w każdym przypadku wsiadanie za kierownicę po wypiciu alkoholu jest podobne do strzelania na oślep z karabinu maszynowego ustawionego na ruchliwym skrzyżowaniu.

– Co więcej, te osoby próbują się tłumaczyć problemami osobistymi.

– Próba szukania w alkoholu rozwiązania problemów osobistych to fatalny błąd. Problemy, w większości, biorą się stąd, że nie ma prawdziwej miłości w relacjach. Brak wpatrzenia się w drugiego człowieka, z którym jestem jedną rodziną, to źródło większości uzależnień. Alkohol, narkotyki, hazard albo sporty ekstremalne, które są modne, a które są w stanie wejść głęboko w krew i uzależnić, są próbami kojenia emocji lub – jak mówią specjaliści – regulowania uczuć. To iluzoryczne próby szukania szczęścia tam, gdzie go nie ma. Alkohol nie wygeneruje nam szczęścia, może jedynie przez chwilę dać trochę pewności siebie, kurażu, nawet buty, ale koniec końców zostawi nas samych. Alkoholizm najlepiej opisuje definicja ks. Marka Dziewieckiego – jest to zakochanie w swoim śmiertelnym wrogu.

– To wyjątkowo patologiczna miłość.

– Tak, bo to zakochanie oznacza, że nie widzimy świata poza używką, dla której jesteśmy w stanie zrezygnować z własnej godności, zdrowia, rodziny, pracy. To jest przerażające. W rozmowach z tymi osobami lub ich rodzinami wielokrotnie miałem okazję się przekonać, że człowiek uzależniony nie jest wrażliwy ani na miłość bliskich, ani na ich ból – po prostu na nic. Jedyne, co może go uratować, to własne cierpienie i własny ból. Otoczenie często chroni pijącego, a ja apeluję: dajcie im cierpieć, nie ponoście konsekwencji ich picia, nie załatwiajcie fałszywych zwolnień lekarskich, nie kłamcie. Jeżeli będą ponosić konsekwencje swoich wyborów, może zechcą szukać pomocy. W Polsce pomocy jest pod dostatkiem, jeżeli tylko ktoś chce się leczyć. Są grupy samopomocowe, Kościoły, bardzo wiele ośrodków, gdzie prowadzona jest świetna psychoterapia, kluby abstynentów. Profesjonalne formy pomocy bardzo polecam także osobom współuzależnionym: rodzicom, małżonkom, rodzeństwu, dzieciom. Warto zrobić ten krok. Stawką jest odzyskanie wewnętrznej wolności.

– Dobry materiał do przemyślenia, konfrontacji swojej sytuacji z sytuacją innych, to także Pański program „Ocaleni”, emitowany w TVP1 w czwartki przed północą.

– Zapraszam.

Tagi:
alkohol alkoholizm alkoholicy

Reklama

Wśród nocnej i trzeźwej ciszy

2019-12-04 07:37

Ks. Mieczysław Puzewicz
Edycja lubelska 49/2019, str. VII

Bożena Sztajner/Niedziela

Przez wiele lat przy nakrywaniu wigilijnego stołu pani Marianna myślała najczęściej o tym, czy mąż dotrwa bez kielicha do Pasterki. Święta kojarzyły się jej z nerwowym napięciem. Zamiast „Wśród nocnej ciszy”, często w Wigilię słuchała z dziećmi bełkotu pijanego męża. Najbardziej pragnęła, aby te święta jak najszybciej się skończyły; po nich mąż wracał do pracy i miej pił. Od trzech lat zasiadają do kolacji wspólnie, kilka kolęd śpiewają nawet na głosy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Tymoteusz Szydło złożył prośbę do papieża o przeniesienie do stanu świeckiego

2019-12-11 07:16

dg / Warszawa (KAI)

- Obecnie moja reputacja jako księdza jest zdruzgotana przez plotki i domysły. Z bólem stwierdzam też, że nie udało mi się pokonać kryzysu wiary i powołania. W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego, jak złożyć w kurii diecezji bielsko-żywieckiej prośbę skierowaną do Ojca Świętego o przeniesienie mnie do stanu świeckiego, by uregulować moją pozycję kanoniczną i nie pozostawać w konflikcie sumienia - napisał Tymoteusz Szydło w oświadczeniu przesłanym Katolickiej Agencji Informacyjnej przez jego pełnomocnika, adwokata Macieja Zaborowskiego z Kancelarii Kopeć Zaborowski Adwokaci i Radcowie Prawni.

diecezja.bielsko.pl

Tymoteusz Szydło w oświadczeniu przekazanym Katolickiej Agencji Informacyjnej przez jego pełnomocnika, adwokata Macieja Zaborowskiego, napisał, że do publikacji czuje się zmuszony przez krzywdzące spekulacje, towarzyszące dopuszczalnej przez prawo kanoniczne zgodzie biskupa bielsko-żywieckiego na to, by udał się na urlop. "W ostatnich miesiącach przeżywałem głęboki kryzys wiary i powołania. Z bólem przyznaję, że z czasem zacząłem tracić sens mojej posługi i coraz częściej nachodziły mnie myśli o odejściu ze stanu duchownego. Po głębszym namyśle postanowiłem jednak dać sobie jeszcze jedną szansę i poprosiłem o kilka miesięcy urlopu, by poukładać swoje życie duchowe. Uznałem, że będzie to uczciwe w stosunku do Wiernych, wobec których zawsze starałem się sprawować posługę szczerze i z przekonaniem" - wyjaśnia T. Szydło.

– W tamtym okresie nie uważałem, że powinienem informować opinię publiczną o moich rozterkach duchowych. Uznałem, że nie jestem osobą publiczną i że mam prawo do prywatności. Wydawało mi się, że najlepszym wyjściem będzie odsunięcie się od posługi i przemyślenie wszystkiego w spokoju. Niestety ten czas przyniósł jeszcze więcej zamętu. Plotki, na mój temat podsycane przez media goniące za sensacją, właściwie uniemożliwiły mi refleksję. Co bardzo dla mnie bolesne, zainteresowanie tematem podsycały również osoby blisko związane z Kościołem, poprzez wielokrotne wracanie do domysłów na mój temat. Mam świadomość, że rozpoznawalność, której nigdy nie chciałem, jest związana z funkcjami, które pełni moja Mama – napisał w oświadczeniu.

Przyznaje, że w kontaktach z mediami popełniał błędy, zwłaszcza nie sprzeciwiając się próbom kojarzenia go z konkretną opcją polityczną i dając się uwikłać w wydarzenia sprzyjające takim opiniom.

– Obecnie moja reputacja jako księdza jest zdruzgotana przez plotki i domysły. Z bólem stwierdzam też, że nie udało mi się pokonać kryzysu wiary i powołania. W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego, jak złożyć w kurii diecezji bielsko-żywieckiej prośbę skierowaną do Ojca Świętego o przeniesienie mnie do stanu świeckiego, by uregulować moją pozycję kanoniczną i nie pozostawać w konflikcie sumienia. Jednocześnie oświadczam, że to moja ostatnia wypowiedź w tej sprawie. Nie zamierzam więcej zabierać głosu i bardzo proszę o uszanowanie tej decyzji - wyjaśnia, prosząc media o uszanowanie prywatności i zaprzestanie publikacji jego temat.

Przeprosił także osoby, które czują się zawiedzione jego decyzją, "zwłaszcza moją rodzinę, przyjaciół, znajomych, przełożonych, współpracowników, parafian z Przecieszyna, Osieka, Buczkowic i Oświęcimia, a także wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób czują się dotknięci lub zgorszeni".

– Mam nadzieję, że to oświadczenie ostatecznie przetnie wszelkie spekulacje oraz plotki na temat mojego klienta i pozwoli mu dalej normalnie żyć - powiedział w rozmowie z KAI adwokat Maciej Zaborowski, pełnomocnik Tymoteusza Szydło.

Oświadczenie dotyczące prośby o przeniesienie do stanu świeckiego

Wobec narastających spekulacji dotyczących mojego urlopu, na który otrzymałem zgodę od biskupa bielsko-żywieckiego, czuję się zmuszony zabrać głos. Chciałbym przeciąć w ten sposób krzywdzące spekulacje, które poza mną dotykają przede wszystkim moich bliskich a także osoby postronne. W ostatnich miesiącach przeżywałem głęboki kryzys wiary i powołania. Z bólem przyznaję, że z czasem zacząłem tracić sens mojej posługi i coraz częściej nachodziły mnie myśli o odejściu ze stanu duchownego. Po głębszym namyśle postanowiłem jednak dać sobie jeszcze jedną szansę i poprosiłem o kilka miesięcy urlopu, by poukładać swoje życie duchowe. Uznałem, że będzie to uczciwe w stosunku do Wiernych, wobec których zawsze starałem się sprawować posługę szczerze i z przekonaniem.

Biskup bielsko-żywiecki przyjął prośbę o urlop, co jest dopuszczalne w ramach prawa kanonicznego. W tamtym okresie nie uważałem, że powinienem informować opinię publiczną o moich rozterkach duchowych. Uznałem, że nie jestem osobą publiczną i że mam prawo do prywatności. Wydawało mi się, że najlepszym wyjściem będzie odsunięcie się od posługi i przemyślenie wszystkiego w spokoju. Niestety ten czas przyniósł jeszcze więcej zamętu. Plotki, na mój temat podsycane przez media goniące za sensacją, właściwie uniemożliwiły mi refleksję. Co bardzo dla mnie bolesne, zainteresowanie tematem podsycały również osoby blisko związane z Kościołem, poprzez wielokrotne wracanie do domysłów na mój temat. Mam świadomość, że rozpoznawalność, której nigdy nie chciałem, jest związana z funkcjami, które pełni moja Mama. Oczywiście dziś zdaję sobie sprawę, że sam także popełniłem szereg błędów w kontaktach z mediami, zwłaszcza tuż po święceniach, kiedy nie oponowałem, gdy próbowano skojarzyć mnie z określoną opcją polityczną. Nigdy nie było to moim celem ani ambicją, jednak zabrakło mi siły woli, by zaprotestować przeciwko publikacjom na mój temat. Co gorsza, dałem się uwikłać w wydarzenia, które mogły zostać błędnie odczytane jako udzielenie poparcia politycznego. Przez następne lata mojej posługi unikałem mediów i protestowałem prywatną drogą przeciw publikacjom na mój temat.

Obecnie moja reputacja jako księdza jest zdruzgotana przez plotki i domysły. Z bólem stwierdzam też, że nie udało mi się pokonać kryzysu wiary i powołania. W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego, jak złożyć w kurii diecezji bielsko-żywieckiej prośbę skierowaną do Ojca Świętego o przeniesienie mnie do stanu świeckiego, by uregulować moją pozycję kanoniczną i nie pozostawać w konflikcie sumienia. Jednocześnie oświadczam, że to moja ostatnia wypowiedź w tej sprawie. Nie zamierzam więcej zabierać głosu i bardzo proszę o uszanowanie tej decyzji.

Żałuję, że moja historia potoczyła się w ten sposób, ale mimo wszystko mam nadzieję, że uda mi się poukładać życie na nowo. W tym miejscu mogę jedynie prosić media o uszanowanie mojej prywatności i zaprzestanie publikacji na mój temat. Zdaję sobie sprawę, że moja decyzja jest bolesna dla wielu osób, ale nie mogę postąpić inaczej. Przepraszam wszystkich, których zawiodłem, zwłaszcza moją rodzinę, przyjaciół, znajomych, przełożonych, współpracowników, parafian z Przecieszyna, Osieka, Buczkowic i Oświęcimia, a także wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób czują się dotknięci lub zgorszeni.

Tymoteusz Szydło

Bielsko-Biała, 10.12.2019

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Niechciany pomnik

2019-12-15 15:43

Beata Pieczykura

– Dopóki my żyjemy, król Jan III Sobieski stanie na Kahlenbergu w Wiedniu. Pomnik monarchy jest darem Polaków dla Europy, a nie dla Wiednia – powiedział Piotr Zapart, przewodniczący Komitetu Budowy Pomnika Króla Jana III Sobieskiego w Wiedniu na Kahlenbergu, 15 grudnia na Jasnej Górze. Podkreślił, że na celu przywrócenie pamięci o Janie III Sobieskim, jednym z najsłynniejszych europejskich władców, który „jako obrońca wiary chrześcijańskiej ruszył, aby Europa zachowała wartości i swój kształt”.

Beata Pieczykura/Niedziela

Pomnik króla Jana III Sobieskiego, pierwotnie przeznaczony dla Wiednia, odwiedza miasta historycznie związane z monarchią. Od 15 grudnia do 3 stycznia jest prezentowany na Jasnej Górze przed bramą Lubomirskich. Był pokazywany w Krakowie. Po Częstochowie odwiedzi m.in. Warszawę, Brzeg, Nysę.

15 grudnia na Jasnej Górze uroczystość zorganizowały Fundacja Order Jana III Sobieskiego oraz Międzynarodowy Komitetu Budowy Pomnika Króla Jana III Sobieskiego w Wiedniu na Kahlenbergu. Rozpoczęła je Msza św. w Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej.

Beata Pieczykura/Niedziela

Pomnik autorstwa rzeźbiarza prof. Czesława Dźwigaja (3 m wys., ok. 7,5 m dł., odlany w Gliwicach) przedstawia króla Sobieskiego na koniu, z buławą, którą wskazuje kierunek natarcia. Za nim – w bryle wykonanej w brązie – widać skrzydła husarskie, głowy koni i postaci biorących udział w obronie Europy przed armią Imperium Osmańskiego.

Związki króla Sobieskiego z Matką Bożą Częstochowską przypominają ojcowie paulini z Jasnej Góry. Maryi właśnie władca przypisywał Wiktorię Wiedeńską, jako wyraz dziękczynienia za tryumf oręża polskiego nad Turkami pozostawił w klasztorze wiele pamiątek, takich jak m.in. wieczna lampka, przedmiot przypominający fragment husarskiego skrzydła, tureckie kołczany, tuziny strzał oraz tarcza z wielkiej żółwiej skorupy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem