Reklama

Afryka • Azja

Misjonarze bez habitów

2019-10-16 12:28

Agnieszka Bugała
Niedziela Ogólnopolska 42/2019, str. 12-15

swm
Alicja na misjach w Sudanie

Są młodzi, wykształceni, znają języki. Mogliby zaplanować ścieżkę kariery i wspinać się po jej szczeblach aż na szczyt. A jednak zaskakują. Biorą dziekanki w czasie studiów albo wyjeżdżają po obronie pracy. Chcą na misje, a misje potrzebują wszystkich chętnych serc i rąk

Wyjazd nie jest taki łatwy. Nie wystarczy zebrać pieniądze na bilet, wybrać miejsce i dołączyć. Poza „chce mi się na misje” potrzebne są „głębokie pragnienie działania na rzecz dobra drugiego człowieka, świadome praktykowanie wiary katolickiej, a do tego odpowiedzialność, pracowitość, sumienność i gotowość do poświęceń”. Jeśli to wszystko masz i chcesz wyjechać, możesz wykonać krok drugi – umówić się na rozmowę wprowadzającą. Salezjański Wolontariat Misyjny „Młodzi światu” – który wysyła z Polski na misje najwięcej wolontariuszy świeckich – podaje, że okres przygotowania do misji trwa 2 lata. Po tym okresie odbywa się rozmowa i trzeba podjąć decyzję, określić, co dalej. Ksiądz Jerzy Babiak, od 8 lat prezes SWM we Wrocławiu, mówi, że największą grupę wśród osób chętnych do wyjazdu na misje w dorosłym życiu stanowią ci, którzy włączyli się w wolontariat misyjny już w czasie liceum. W Zespole Szkół Salezjańskich we Wrocławiu taki wolontariat działa prężnie i jest miejscem pierwszej formacji dla dorosłych misjonarzy. Ksiądz podkreśla, że aktywne działanie na rzecz misji tu, w Polsce, owocuje pragnieniem wyjazdu. I że te owoce są trwałe.

Przed wyjazdem często pada pytanie: Jak przygotowania do wyjazdu? Młodzi misjonarze starają się przygotować najlepiej, jak tylko mogą, ale gdy już docierają na miejsce, wiedzą, że nie da się przygotować na wszystko.

Gorący, niebezpieczny kraj

Zdjęcie na Facebooku, kilka pięknych, uśmiechniętych dziewcząt i podpis: „Już za kilka chwil Alicja Kopeć wyleci do Sudanu Południowego, gdzie przez rok będzie pracować w szkole sióstr salezjanek w Wau”. W Sudanie Południowym jest gorąco. Dla nas, ludzi stąd, to czasem duży szok. W Wau, drugim co do wielkości mieście w kraju, siostry salezjanki prowadzą dwie szkoły podstawowe dla 2 tys. dzieci. Trudno sobie wyobrazić potrzeby, którym muszą zaradzić siostry, ale nie zrażają się. Wojna w Sudanie Południowym trwała od 2013 r. Przemoc, brak żywności, wody i schronienia sprawiły, że jak dotąd z kraju uciekło ok. 2,5 mln osób i schroniło się głównie w sąsiednich państwach. Ci, którzy zostali, żyją w niepewności, a wysokie ceny żywności powodują, że cierpią z powodu głodu i chorób. Wolontariusze – jak nauczycielka z Wrocławia Alicja Kopeć i studentka grafiki na Wydziale Artystycznym UMCS w Lublinie Maria Czerwonka – zwykle przyjeżdżają na rok. Prowadzą tu zajęcia pozalekcyjne: wyrównawcze, artystyczne i sportowe. Alicja mówi, że praca z dziećmi sprawia jej radość, a dzieci jak nikt inny potrafią dawać ciepło i uśmiech. – W Sudanie Południowym brakuje wiele, ale nigdy nie brakuje uśmiechu – podkreśla. Maria, wolontariuszka krakowskiego oddziału SWM, wyznaje, że od dziecka marzyła o wyjeździe na misje.

Reklama

Codzienność bez wszystkiego

Alicja pracuje w szkole. Dzień rozpoczyna modlitwą. O 7.45 modlą się nauczyciele w pokoju nauczycielskim, o 8 na apelu modli się cała szkoła. Wciąż, zwłaszcza w pracy z przedszkolakami, potrzebuje tłumacza arabskiego, ale się nie zraża. – Staram się robić wszystko, co w mojej mocy, by dojść do celu. Niestety, grupy przedszkolne są bardzo duże. Dwie grupy mają 56 dzieci, a pozostałe dwie 64, więc praca nie jest łatwa. Alicja uczy też wuefu.

– Oczywiście, nie jest tak pięknie i kolorowo, jak by można było sobie pomyśleć. Najmniejsza grupa liczy 70 osób, a największa 150. Mam tylko 6 piłek do kosza, 3 do siatkówki i 7 do piłki nożnej. Realnego boiska, przystosowanego do prawdziwej gry, nie ma, a lekcje zwykle prowadzę ok. godz. 13, czyli w pełnym słońcu. Chwilami czuję, jakby moja skóra lekko się prażyła, ale to tylko wrażenie. Wiele osób pyta, czy jestem szczęśliwa. Odpowiedź jest krótka: jestem. Ale to nie oznacza, że nie jest ciężko. Czasem jestem sfrustrowana, że nikt nie rozumie, co mam na myśli, i nie chodzi tu o mój angielski, tylko po prostu o inne myślenie. Brakuje mi pierogów i pomidorowej, ale mimo wszystko wciąż jestem tutaj, bo wiem, że Bóg sobie upodobał to miejsce dla mnie na ten rok. Wiem, że On jest ze mną. Alicja opowiada, jak w sierpniu tego roku wzięła udział w uroczystości srebrnego jubileuszu jednej z sióstr. Świętowały tłumy, bo to pierwsza salezjanka z Wau. I miała okazję jeść posiłek jak miejscowi, a więc bez łyżki. – Kiedy jadłam, wszyscy zerkali na mnie z ciekawością. Zwykle na mnie patrzą i obserwują, czy mi smakuje, ale tym razem patrzyli, jak sobie radzę, i podśmiewali się, bo rzeczywiście byłam nieporadna. Pierwszy raz jadłam palcami ryż z gęstym sosem z soczewicy i z fasolą. Dlaczego to robiła? – Chcę doświadczyć jak najwięcej z codzienności tych ludzi. Chcę się z nimi zaprzyjaźnić i wejść w ich życie, jeśli oni tego chcą. Pomimo nieszczęść, których doświadczyli, kiedy ich kraj był w stanie wojny, pomimo głodu oni wciąż są radośni. Codziennie widzę, jak ci ludzie ciężko pracują, aby dać swoim dzieciom choćby jeden posiłek dziennie. Jeden z mężczyzn, chory na malarię, dźwigał w tym dniu ciężkie tace z jedzeniem, mimo że ledwo utrzymywał swoje ciało. Ale pracował, bo się zobowiązał, bo musi zapewnić jedzenie rodzinie, bo jest potrzebny – opowiada Alicja.

W kraju czerwonego bohatera

Inaczej jest w Mongolii. Nazwa stolicy: Ułan Bator oznacza dosłownie: czerwony bohater. Ale panujący tu komunizm ma inne oblicze. Niski moralny poziom życia, słabe więzy rodzinne, alkoholizm i przemoc – to najczęstsze przyczyny ucieczek z domów, ale też porzucania dzieci przez rodziców. Przeżyć na ulicy jest bardzo trudno, zima trwa długo i jest sroga, dlatego dzieci często przeszukują śmietniki i kradną, z powodu niedożywienia i braku opieki medycznej chorują. Z badań wynika, że 43 proc. dzieci je jeden posiłek dziennie, ma jedno ubranie i nie chodzi do szkoły. Dlatego w 2001 r. w Ułan Bator salezjanie otworzyli ośrodek dla dzieci ulicy oraz szkołę techniczną. Mongolia potrzebuje pomocy naszego świata, który walczy z nadmiarem jedzenia, odzieży i wszelkich dóbr. W tym roku misyjni wolontariusze pomagali w Mongolii w organizacji obozu wakacyjnego dla dzieci w Shuwuu. Z SWM pojechały tam studentki: Magdalena Kubińska i Beata Cieślikowska. – Gdy przyjeżdża się na misję, każdy z wolontariuszy ma z tyłu głowy takie dość hollywoodzkie zapędy, wiecie, w stylu: „czego to ja tam nie zdziałam” – opowiada Beata. Obie dziewczyny miały w Shuwuu zadanie prowadzić zajęcia z angielskiego i muzyki. W czasie przerwy świątecznej, gdy w Polsce szkoły są zamknięte na głucho i nikt za nimi nie tęskni, mongolskie dzieci, mimo braku regularnych zajęć, przychodziły do parafii w poszukiwaniu bezpiecznego miejsca do zabawy. – Dopiero wtedy zrozumiałyśmy, że mamy nie tylko nauczać, ale też być kimś, w kim dzieci będą miały wsparcie, mamy być dla nich wzorem, świadkami Jezusa – mówi. Dzieci potrzebują zwyczajnej troski i obecności – podziwiania budowli z klocków, opatrzenia rany, gdy rozbiją kolano, pochwały, że coś udało im się zrobić. Wszystkie dzieci świata potrzebują tego samego, ale w tych miejscach, gdzie potrzebujących dzieci jest wyjątkowo dużo, pomoc misyjnych wolontariuszy jest niezbędna. Potrzeba dużo rąk, aby pogłaskać wiele małych niegłaskanych głów.

Prawdziwy brak

– W Mongolii liczą się tak naprawdę trzy miasta, które zaliczane są do wielkich: Ułan Bator, Erdenet i Darkhan, a mieszkańcy kraju dzielą się na nomadów, mieszczuchów i „tych pomiędzy”, czyli zamieszkujących wioski, ale takie, które liczą sobie po kilka tysięcy mieszkańców. Niektórzy pracują w sklepach, inni na straganach, jeszcze inni nie robią nic – opowiada Magda. – Ci z lepszym wykształceniem znajdują zatrudnienie w banku lub urzędzie, inni cały dzień pracują na głośnych i zakurzonych ulicach, kierując ruchem drogowym. Choć w Mongolii jest obowiązek edukacji, to praktycznie nie jest on przestrzegany. Rodzice często nawet nie wiedzą, że ich dzieci wagarują, a dzieci nie przykładają wagi do nauki, całkowicie nie myślą o przyszłości – mówi. I dodaje, że wszechobecny jest szamanizm. – Kiedy myślałam, że z biegiem czasu on wymiera, okazało się, że nic bardziej mylnego. W wioskach ludzie wciąż się zbierają wokół totemów i posągów, aby oddawać cześć duchom i siłom nadprzyrodzonym za deszcz lub słońce. Kraj, który nie wydaje się biedny, jest naprawdę biedny z braku obecności wśród ludzi Chrystusa – opowiada misjonarka i zachęca do modlitwy za kraj Mongołów: o otwartość serc na działanie Boga w ich życiu.

Czy to ma sens?

„W tym dzikim komunistycznym kraju, wypełnionym kurzem, piaskiem i... ryżem, (...) każdego dnia spotykamy na swojej drodze ludzi: dzieci, ojców, matki, pracowników, mieszkańców... (...). W każdym z nich mieszka Jezus, każdy z nich ma w sobie Jego cząstkę, choć na pierwszy rzut oka niewidoczną dla nas – białych katolików. Każdy z nas jest stworzony na obraz i podobieństwo Boga, co więcej – wszyscy jesteśmy Jego dziećmi! Nie jesteśmy w stanie zapobiec ubóstwu, biedzie. Nie jesteśmy w stanie kupić im nowych ubrań czy książek, które pomogą im wzrastać. Ba! Nawet nie jesteśmy w stanie poświęcić im wystarczająco swojej uwagi! Tu, w kraju, gdzie na drogach rządzi bydło, gdzie katolicyzm jest zaledwie kroplą w morzu, gdzie ziarno dopiero wzrasta, my, dzieląc się tym, co mamy – mnożymy dobro. (...) Głęboko w to wierzę, że tutejsi mieszkańcy: dzieci, z którymi spędzamy czas, czy starsi przychodzący na Eucharystię nasycą się kiedyś na tyle, aby pozostawiać po sobie «resztki» wiary tym, których spotkają na swojej drodze” – napisała w 2018 r. na swoim misyjnym blogu Magda Kubińska.

Tagi:
misje

Częstochowa: młodzież zbierała na misję w Cochabamba w Boliwii

2019-11-04 07:59

Grzegorz Saleta

Mówią mi, że kościół nie ma przyszłości. W ławkach starość i wieje nudą, nic się nie dzieje. Nie ma tam nic, na czym oko czy ucho można by powiesić.

Saleta Grzegorz

Ja w odpowiedzi na takie niczym nie uzasadnione stwierdzenia, postanowiłem napisać i pochwalić się przepięknym zjawiskiem w parafii Podwyższenia Krzyża Św. w Częstochowie, jakim jest Oaza Dzieci Bożych.

Saleta Grzegorz

Dzieciaki tworzące tę wspólnotę bardzo poważnie potraktowały przesłanie papieża Franciszka, który ustanowił październik, miesiącem misyjnym pod hasłem „Ochrzczeni i posłani: Kościół Chrystusa z misją w świecie”.

W niedzielę 27 października 2019 r. przedstawili inscenizację przedstawiającą pracę misji w świecie. Przygotowali także kiermasz, z którego dochód przeznaczony został na misję w Cochabamba w Boliwii. Ponadto wielbili Boga jak przystało na jego dzieci, śpiewem i grą na instrumentach, uświetniając tym samym Eucharystię.

Saleta Grzegorz

Całość odbyła się pod czujnym okiem naszego niezawodnego opiekuna dzieci i młodzieży księdza Łukasza Mazurka, siostry Karoliany oraz dwóch animatorek z „Ruchu Światło – Życie”, Igi Orman i Natalii Salety. Te dzieciaki pragną być „Światłem Miłości” dla ludzkich serc, gdzie przybiera na sile fala obojętności, egoizmu i nienawiści. Najważniejsze jest jednak dla mnie to, że pomimo tak młodego wieku poczuwają się do odpowiedzialności za kościół, który nie tylko współtworzą, ale przede wszystkim ten, który powstaje i umacnia się w krajach misyjnych.

Saleta Grzegorz

To tylko jedna z niewielu inicjatyw podjętych przez te dojrzewające latorośle.

Dla mnie najbardziej wzruszające było przyłączenie się tych wspaniałych dzieciaków do ogólnopolskiej akcji „Polska Pod Krzyżem”we wrześniu br. Przedstawiły wówczas inscenizację pt. „Historia pewnego Krzyża”, opowiadającą historię krzyża papieskiego, który papież, św. Jan Paweł II trzymał podczas liturgii Wielkiego Piątku w 2005 r. Zaprosili do udziału w nim Rycerzy Kolumba oraz swoich rodziców.

Ja zagrałem rolę swojego życia, Jana Pawła II, czego nie zapomnę do końca moich dni. Na szczególny szacunek zasługują rodzice naszych bohaterów. Za to, że wspierając ich, dają im szansę budowania lepszego, piękniejszego świata opartego na kartach Ewangelii. Wychowując ich w takim duchu prawidłowo kształtują ich światopogląd. Dostrzegam w nich pełną dojrzałość chrześcijańską i jestem pewien, że są świadomi tego „kim” są, „dokąd” zmierzają, a przede wszystkim, z „kim” zmierzają w dorosłość.

Z całą pewnością będą dla rodziców powodem do dumy, a dla Polski fundamentem silnej rodziny i całego społeczeństwa.

Nie ma miejsca na smutek, depresję czy zwątpienie.

Rozkwita Wiara, Nadzieja i Miłość.

Jak widać jest młodość, nie wieje nudą i jest na czym oko i ucho powiesić.

Wielki Rycerz Rady Rycerzy Kolumba 16300 im. Ducha Św. W Częstochowie

Grzegorz Saleta

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Tau: Jezus nie jest miłym wujkiem i grzecznym koleżką

2019-11-10 14:35

fb.com/tau.bozon

Zdarza się, że ktoś mówi ,,Jezusek załatwi sprawę''. Blesik i po sprawie. W naszym Kościele panuje bardzo niebezpieczne rozluźnienie. Takie ,,łorszipowe peace&love''. Trzeba to zmienić, zanim to zmieni nas - pisze na swoim profilu FB raper Tau

fb.com/tau.bozon

Prezentujemy całość treści wpisu kieleckiego rapera:

"Problem wiąże się ściśle z Obrazem Boga jaki nosimy w sercach i umysłach. Wmówiono nam, że Jezus, to taki zawsze ,,miły Bóg i człowiek'', który w każdej sytuacji jest delikatny i nie ważne co by się działo pogłaszcze po główce i powie: nic się nie stało, to nie Twoja wina. Wszystkich przyjmie, każdego wysłucha i nie ma granic Jego ,,uprzejmości''.

Tymczasem naśladowanie Jezusa oznacza, że czasami trzeba wpaść z biczem i powywracać stoły. Należy huknąć, powiedzieć coś ostro i upomnieć. To jest obraz prawdziwej Miłości, która nie jest pobłażliwa, a wymagająca. Bóg jest dobrym i kochającym Ojcem. Jego Miłosierdzie jest nieskończone, ale należy to poprawnie interpretować.

W Psalmie 145 czytamy: Pan jest łagodny i miłosierny, * nieskory do gniewu i bardzo łaskawy. Pan jest dobry dla wszystkich, * a Jego miłosierdzie nad wszystkim, co stworzył. ... ale to oznacza również, że bywa surowy. Czasami nawet bardzo.

św. Faustyna Kowalska mówiła, że ,,jednym okiem widzi Boże Miłosierdzie, a drugim Sprawiedliwość''. Jak to można przenieść na realia naszego życia ? Gdy grzeszymy, Pan nas upomina i przypomina, że Jego Miłosierdzie jest zawsze dostępne w Sakramencie Pokuty i Pojednania. On zostawia 99 sprawiedliwych i szuka tego jednego, zagubionego. Nawołuje, prosi i zachęca. Przez wydarzenia, ludzi. Przez Kościół. Ale przychodzi taki moment, że serce człowieka jest tak zatwardziałe, że odrzuca tę Bożą Miłość. Wtedy Boży gniew rozpala się nad grzesznikiem i pojawia się konkret. ,,Naród, który zabija swoje dzieci jest Narodem bez przyszłości'' - św. Jan Paweł 2.

Może pojawić się też taka sentencja - nawróć się grzeszniku, bo złamałeś 7 przykazanie, a to prowadzi do WIECZNEGO POTĘPIENIA. Otwórz uszy na te słowa: ,,Lecz jeśli taki zły sługa powie sobie w duszy: Mój pan się ociąga, i zacznie bić swoje współsługi, i będzie jadł i pił z pijakami, to nadejdzie pan tego sługi w dniu, kiedy się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna. Każe go ćwiartować i z obłudnikami wyznaczy mu miejsce. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.'' Mt 24, 46-51

Każde go ćwiartować ? Płacz i zgrzytanie zębów ? Obudźmy się, bo piekło istnieje. Jeśli ludzie nie przestaną mordować dzieci w łonach matek (42 miliony rocznie wg oficjalnych danych) to krew tych dzieci, która głośno woła z ziemi o pomstę do Nieba, wywoła w końcu sprawiedliwość. I to dotyczy NAS WSZYSTKICH (mężczyzn, którzy zachęcają kobiety do aborcji, kobiet, które te aborcje popełniają, aborterów, którzy je wykonują, prawodawców, którzy do tego dopuszczają i nas świadomych i wierzących, którzy milczymy na ten temat!) : Albo spalimy te winy w ogniu pokuty albo w ogniu jakiegoś strasznego kataklizmu. Nie daj Boże."

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież odwiedził ośrodek zdrowia dla bezdomnych przy placu św. Piotra

2019-11-15 18:55

pb / Watykan (KAI)

Papież Franciszek odwiedził ośrodek zdrowia dla bezdomnych i ubogich przy placu św. Piotra. Został on czasowo umieszczony w lewym skrzydle kolumnady otaczającej plac z okazji III Światowego Dnia Ubogich, obchodzonego w niedzielę 17 listopada. Ojciec Święty przybył tam w ramach swej inicjatywy „piątków miłosierdzia”, którą podjął w czasie Jubileuszu Miłosierdzia.

Vatican News

Do tego „polowego” ośrodka zdrowia przychodzą dziesiątki ludzi ubogich, by skorzystać z porad lekarzy różnych specjalności. Oprócz lekarzy internistów przyjmują tam przez tydzień kardiolodzy, diabetolodzy, dermatolodzy, reumatolodzy, specjaliści chorób zakaźnych, ginekolodzy oraz okuliści. Oferowane są także kliniczne analizy, badania USG oraz szczepienia przeciw grypie.

Niespodziewana wizyta papieża została przyjęta oklaskami zdumionych zebranych. Franciszek z każdą z obecnych osób się przywitał i zamienił kilka słów. Towarzyszący mu abp Rino Fisichella, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji przedstawił papieżowi lekarzy.

Według komunikatu Biura Prasowego, papież uznał tę inicjatywę Papieskiej Rady za bardzo cenną i podziękował całemu personelowi medycznemu i paramedycznemu, który pracuje tam jako wolontariusze, niekiedy biorąc w tym celu urlop, by pomóc potrzebującym.

Po krótkiej modlitwie z zebranymi Franciszek zakończył swą wizytę.

Przeczytaj także: Otwarto watykańską noclegownię, która „szokuje pięknem”
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem