Reklama

Kościół

Śpiewacy Pana Boga

O potrzebie istnienia muzyki w liturgii nie trzeba nikogo przekonywać. W przededniu wspomnienia patronki muzyków kościelnych – św. Cecylii warto przypomnieć, że śpiew liturgiczny to nie tylko sztuka, ale przede wszystkim modlitwa. Bo jak mówił św. Augustyn: kto śpiewa, dwa razy się modli

Niedziela Ogólnopolska 46/2019, str. 50-51

[ TEMATY ]

muzyka

Archiwum scholi Domine Jesu

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Nie lubią, gdy mówi się o nich: występują. Oni posługują. Swoim śpiewem chcą pociągać innych do modlitwy i pokazywać piękno Pana Boga. Dotykać nie tylko zmysłów, ale też serc – i swoich własnych, i ludzi, którzy ich słuchają. Choć z pewnymi rotacjami w składzie, śpiewają razem od 8 lat. A wszystko się zaczęło od zachwytu pewną dominikańską scholą...

Początki

Reklama

– Jeszcze w czasach kleryckich trafiłem na Mszę św. w kościele Ojców Dominikanów w Krakowie, podczas której śpiewała czterogłosowa schola dominikańska. Zachwyciłem się – mówi ks. Mateusz Ociepka, założyciel i dyrygent Scholi Liturgicznej Domine Jesu. – To był pierwszy ważny moment. Drugi – gdy w Częstochowie odbywały się pierwsze warsztaty muzyki liturgicznej. Zainicjował je Łukasz Grabałowski, a prowadził Paweł Bębenek z Krakowa. Przy okazji jednej z prób Paweł poprosił mnie o pomoc. Wtedy pierwszy raz w życiu mogłem zadyrygować naprawdę dużą grupą ludzi i gdy zdałem sobie sprawę z potencjału, który w nich drzemie, ze skali ich talentu i możliwości, pomyślałem: czemu mamy się spotykać na warsztatach tylko raz w roku, skoro możemy to robić częściej? Może nie na takim profesjonalnym poziomie, ale częściej – wspomina. – Zaczęliśmy organizować warsztaty. Pierwsze nie wzbudziły zbyt wielkiego zainteresowania, przyszło może dwadzieścia osób, ale na następne już prawie cztery razy tyle... I wówczas zrodził się kolejny pomysł, by z tej grupy wyłonić osoby, które śpiewają najlepiej, a potem sprawdzić, czy coś nam wyjdzie z tego śpiewania na głosy. Wyszło. Zaczęliśmy się regularnie spotykać i śpiewać dla siebie, a z tego śpiewania dla własnej radości wykiełkował cel, który nam przyświeca do dzisiaj – żeby w ten sposób służyć Panu Bogu i wszystkim ludziom.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Dziś w scholi śpiewa ok. dwudziestu osób. Soprany, alty, tenory, basy. Każdy głos inny, niepowtarzalny, ale tylko razem tworzą całość.

Na drugim planie

Reklama

Można ich usłyszeć najczęściej w kościołach archidiecezji częstochowskiej, ale nie tylko. Śpiewają podczas uroczystości ślubnych, w trakcie nabożeństw, zdarza się, że swoim wielogłosowym śpiewem włączają się w Msze św. prymicyjne. Próżno ich szukać na pierwszym planie – wolą się schować na chórze czy w nawie bocznej, bo nie siebie samych stawiają w centrum tego, co robią. – Nasz podstawowy cel, zadanie, które staramy się realizować, określa nazwa naszej scholi: Domine Jesu, czyli: Panie Jezu. We wszystkim, co robimy, zwracamy się do Niego – mówi ks. Mateusz. – Pieśni, które wykonujemy, mają poruszać serca i pomagać w modlitwie. Chodzi o to, by skupiać uwagę nie na ludziach, którzy śpiewają, ale na samym Panu Bogu. – Staramy się, by nie zakryć sobą Pana Boga, a raczej być takim narzędziem w Jego rękach, żeby nami się posłużył i dotarł do tych, którzy nas słuchają – dodaje Dominika Pietrasik, która śpiewa w scholi nieprzerwanie od pierwszej próby. – Słowa pieśni, które mamy w repertuarze, bardzo często są zaczerpnięte z Pisma Świętego, więc staramy się podczas liturgii dobierać pieśni tak, aby były one spójne z tym, co można usłyszeć w czytaniach czy też antyfonach mszalnych. Mnie zawsze łatwiej jest wychwycić coś takiego, co mnie dotyka i porusza, właśnie z pieśni – i myślę, że nie tylko mnie.

Pieśni mało atrakcyjne?

Czym jest dla Was muzyka w liturgii? – pytam moich rozmówców. W odpowiedzi słyszę: Muzyka jest integralną częścią liturgii. Nie dodatkiem, nie czymś, co ma tylko cieszyć ucho. Jest elementem dobrze skonstruowanej całości. – Staramy się nasz wielogłosowy śpiew pieśni liturgicznych traktować zawsze jako modlitwę, nawet kiedy jesteśmy na próbie – podkreśla ks. Mateusz. – Bo liturgia nie jest prywatną sprawą ani księży, ani osób świeckich – dopowiada Dominika. – Pieśni (nie piosenki!) liturgiczne mają to do siebie, że mogą się wydawać mało atrakcyjne, i to nie tylko świeckim, ale też księżom. Panuje pogląd, że jeśli liturgia będzie wyglądała tak, jak to jest zapisane w przepisach, to ludzie nie będą przychodzić. Wydaje się, że młodych są w stanie przyciągnąć tylko gitara, perkusja. A ja uważam, że wielogłosowe pieśni liturgiczne swoim pięknem obronią się same, tylko musimy się tego uczyć, musimy do tego po prostu dorosnąć.

Śpiewać każdy może

Reklama

Gdy śpiewają, wokół nich panuje zwykle przejmująca cisza, ale zdarza się, że wierni włączają się w śpiew. – Ludzie nie chcą nam przeszkadzać, nie chcą nam psuć, w ich rozumieniu, tego, co śpiewamy – mówi ks. Mateusz. – Tymczasem my chcemy dotrzeć do ludzi, by modlili się razem z nami. Nieraz śpiewamy najpierw refren pieśni w jednogłosie, główną linię melodyczną. Powtarzamy, by ludzie się włączyli, i dopiero wtedy zaczynamy śpiewać delikatnie na głosy. Zawsze staramy się nieco uwypuklić sopran, żeby był słyszalny dla wiernych... – wyjaśnia ks. Mateusz – ...bo naszą ideą nie jest koncertowanie, tylko modlitwa – dopowiada Dominika. – Nawet jeśli jakieś nasze wydarzenie nazywamy koncertem, to staramy się przede wszystkim przekazać całość w formie modlitewnej.

Na pytanie, czy śpiew przyciąga ludzi, pada jednoznaczna odpowiedź: tak. – To widać po ich twarzach – mówi Dominika i dodaje: – I to też bardzo zmienia nas. Pamiętam, że gdy zaczynaliśmy śpiewać jako schola, pierwszym wydarzeniem, które organizowaliśmy, był koncert pieśni pasyjnych. Dla mnie to było takie mocne doświadczenie Kościoła, bo na tym koncercie był obecny biskup. Widać było, że przez to swoje zasłuchanie w tekst, który wyśpiewujemy, on się modli. Przy śpiewaniu jednej z pieśni był moment, w którym zupełnie zapomniałam, że stoję przed ludźmi, że występujemy czy koncertujemy. Targało mną za to ogromne pragnienie, żeby się odwrócić do wszystkich plecami, spojrzeć na krzyż, który był zawieszony nad nami, i w ten sposób się modlić. Popatrzyłam wtedy na twarze ludzi, którzy nas słuchali, i odniosłam wrażenie, że oni są trochę w innym miejscu... Tak, śpiew przyciąga ludzi.

Z talentem przed Bogiem

Reklama

Nie są profesjonalnym chórem. Część osób w scholi ma wyższe wykształcenie muzyczne, część uczęszcza do szkoły muzycznej, ale są wśród nich i tacy, którzy po prostu kochają muzykę i śpiew, a brak wykształcenia zupełnie im nie przeszkadza w rozwijaniu talentów, które otrzymali od Boga. – Mamy świadomość, że ludzie nas oceniają, dlatego zależy nam na tym, żeby rozwijać się nie tylko duchowo, ale też wokalnie – podkreśla Dominika. – Bierzemy udział w różnych warsztatach wokalnych, emisji głosu, żeby szkolić, doskonalić swój warsztat – po prostu żeby to, co robimy, było przyjemne dla ucha. – Podnoszenie umiejętności wokalnych pomaga nam być wrażliwymi na Piękno, którym jest sam Bóg, i to Piękno jak najlepiej pokazać – uzupełnia ks. Mateusz. A Dominika przywołuje jeszcze jeden ważny aspekt: – To jest tak jak w przypowieści o talentach. Pan Bóg złożył w nasze ręce talenty muzyczne i my mamy je pomnażać, rozwijać – to jest nasz obowiązek. Musimy być bliżej Pana Boga, bo z tego, co dostaliśmy, będziemy rozliczeni. Żeby stanąć przed Nim i uczciwie powiedzieć, że nie zmarnowaliśmy tego, co nam dał, musimy się po prostu rozwijać.

Wspólnota

Schola to nie tylko wspólna praca, na zasadzie: odbyć próbę, wyśpiewać, co trzeba, pożegnać się i na tym zakończyć działalność. Domine Jesu to grupa ludzi, którzy tworzą prawdziwą wspólnotę. Dominika: – To jest chyba istota naszego funkcjonowania. Wiemy dużo o swoim życiu, część scholi jest ze sobą spokrewniona. Spotykamy się nie tylko na próbach, ale także poza nimi – bo my się po prostu lubimy! Chodzimy razem na pizzę, do kina, wspólnie wyjeżdżamy, jak np. ostatnio w góry. Wiemy, jak reagujemy na różne sytuacje, co przeżywamy w życiu prywatnym. Razem odbywamy też rekolekcje, żeby rozwijać duchową stronę naszej działalności...

Reklama

Prowadzący warsztaty wokalne zgodnie podkreślają, że jest zasadnicza różnica między pracą z profesjonalistami a z amatorami. Ci drudzy przyjeżdżają, bo chcą, a nie dlatego, że mają do wykonania jakieś zadanie – to jest ich potrzeba serca. I właśnie to zaangażowanie, nawet mimo pewnych braków w wykształceniu, tworzy z nich prawdziwą wspólnotę. – My jesteśmy przykładem takiej właśnie wspólnoty. Spotykamy się na różnych wydarzeniach – modlitewnych, muzycznych – i poza nimi nie dlatego, że musimy, ale dlatego, że naprawdę chcemy. Więzi między nami są mocne, bo mamy dobry fundament – zwraca uwagę Dominika i wskazuje sedno sprawy: – Fundamentem, na którym my budujemy, jest Pan Jezus, więc nie ma lepszego. Od tego się wszystko zaczyna: mamy relację z Panem Bogiem i przez to nawiązujemy relacje ze sobą nawzajem, z drugim człowiekiem. Mamy w scholi już dwa małżeństwa, a kto wie, co będzie dalej. Pan Bóg tak jakoś to układa, że wszystko jest na swoim miejscu.

* * *

Owocem działalności scholi Domine Jesu jest płyta pt. „Pasterz”. Nagrania 11 pieśni zostały zrealizowane w 2015 r. w kościele Najświętszej Maryi Panny Królowej Anielskiej w Kalei.

Płytę można nabyć, kontaktując się drogą mailową: schola.liturgiczna@gmail.com lub przez profil scholi na Facebooku: facebook.com/ScholaLiturgicznaDomineJesu .

2019-11-13 08:09

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kolędujemy z „Niedzielą”

Niedziela Ogólnopolska 51/2013, str. 26-27

[ TEMATY ]

muzyka

kolędowanie

Ks. Robert Żwirek

Ks. Robert Żwirek
Katarzyna Woynarowska: Czy muzyka przybliża do Boga? Ks. Robert Żwirek: czywiście! Widzi Pani, muzyka ma w sobie tajemniczą moc, siłę, która porusza naszą wrażliwość, najsubtelniejsze struny duszy... Chwalenie Boga śpiewem to jakby unoszenie się w nas ducha... Nie bez powodu starożytni Grecy mawiali, że świat brzmi na dźwięku G. Proszę zwrócić uwagę, że znaczna część muzyki, jaką pisano przez wieki, dedykowana była Bogu. Najpiękniejsze dźwięki pisano, a potem grano czy śpiewano na cześć Pana. Mój ulubiony Bach swoją największą kompozycję – „Wielką Mszę h-moll” stworzył jako osobiste wyznanie wiary. Gdy jej słucham, staje się także moim wyznaniem... A taki zwykły szarak, siedzący w kościele w trzeciej ławce od końca, bez wykształcenia muzycznego, bez osłuchania? Jego także muzyka przybliża do Boga. Tak się dzieje bez względu na wykształcenie, zawód, wiek. Ulegają temu zarówno profesorowie akademiccy, jak i pani sprzątająca biura. Wszędzie wokoło jest muzyka. Przestrzeń wypełniają dźwięki. A Pan Bóg wyposaża niektórych ludzi w rodzaj radarów, które potrafią nie tylko te dźwięki wychwycić, ale układać je w piękne frazy... Geniuszem absolutnym jest dla mnie wspomniany Jan Sebastian Bach. Potem Beethoven i Mozart. Wie Pani, Mozart nie napisał w życiu ani jednej fałszywej nuty. Jego partytury są bez skreśleń. Pisał od razu na czysto, jakby miał w głowie dyktafon, z którego spisywał... Skoro muzyka przybliża do Pana Boga, to dlaczego ludzie tak unikają śpiewania? Słychać to w kościołach, a zwłaszcza w okresie świąt, ludzie coraz rzadziej kolędują... Myślę, że w wielu parafiach, szczególnie wiejskich, zwłaszcza na wschodzie Polski, na Śląsku czy Podhalu kolędy się jeszcze śpiewa. Kolęduje się także w domach. Ale ma Pani rację, w większości polskich domów kolęd się raczej słucha, niż je śpiewa... A znamy góra dwie zwrotki. Ludzie mają dziś coraz mniej czasu, żeby się spotkać, żeby coś razem zrobić, a co dopiero śpiewać. Śpiewanie wymaga otwarcia się, poczucia bliskości, chęci bycia razem. – W świątecznej „Niedzieli” jest płyta ze znanymi kolędami, zaśpiewanymi przez Księdza. Czy Ksiądz ma nadzieję, że ludzie wrzucą płytę do odtwarzacza i zaczną też nucić? Oczywiście! Dlatego zaaranżowałem je tak, żeby każdy mógł się przyłączyć. Śpiewam bez udziwnień, bez jakichś karkołomnych wokalnych uniesień. Spokojnym, wyrównanym głosem. – A dlaczego akurat takie kolędy? Bo to moje ulubione, a przy okazji popularne. Poza tym płyta wymusza dokonanie wyboru, inaczej mógłbym śpiewać o wiele dłużej (śmiech). – Znajdziemy na płycie także dwie autorskie kompozycje o narodzeniu Jezusa. Proszę nam o nich opowiedzieć... „Kołysanka miłosierna” i „Narodził się Jezus”. Ta druga powstała 22 października – to nie jest przypadek. Bł. Jan Paweł II uśmiechnął się do mnie. Zawsze rano w swojej parafii odprawiam Mszę św. A tego dnia miałem w sobie jakąś ogromną wewnętrzną radość. Nie takie proste „ha, ha, ha”, raczej uczucie głębokie, dojmujące i rozpromieniające wnętrze. Po Mszy św. wróciłem do siebie, wziąłem gitarę do rąk i w ciągu – nie przesadzam – pół godziny napisałem kolędę „Narodził się Jezus”. Są takie momenty, że człowiek czuje się, jakby przepływał przez niego strumień. Nie pozostaje nic, jak tylko siąść i zapisać. To się dzieje niezależnie ode mnie. Natchnienie, tak bym to nazwał. Zapewne nie napiszę symfonii ani innego poważnego dzieła. Piszę piosenki – ciepłe, refleksyjne, czasem radosne... i śpiewam je Panu Bogu i ludziom. A „Kołysanka miłosierna”? „Zimy chłód, Dzieciątko śpi…” – napisałem to w majowy poranek. Zapyta ktoś – kolęda? Na wiosnę…? (uśmiech). Właśnie tak, bo ta kołysanka niesie przesłanie aktualne cały rok. Powstała zresztą z inspiracji Roku Wiary. Proszę mi pozwolić o tym opowiedzieć. Przeżyłem wtedy zupełnie niezwykły czas – trwającą 4 tygodnie „fazę twórczą”. Nigdy przedtem nie doznałem podobnego zjawiska. Dwie piosenki – muzyka i teksty – na tydzień. Miałem wrażenie, że niebo się nade mną otwiera. Zaczęło się w Wielki Piątek, gdy wróciłem z katedry. Zacząłem myśleć o najbliższej homilii. No i pytanie – co zaśpiewam? Bo skoro już niektórzy nazywają mnie księdzem bardem, to zobowiązuje… Od 20 lat każde swoje kazanie puentuję w ten sposób, że biorę gitarę i śpiewam, więc potrzebowałem tych piosenek sporo. I nagle w tę wielkopiątkową noc pojawiło się w duszy... „Jesteś, Panie, światłem wiary we mnie, alleluja!”… Czułem, jak przepływa we mnie strumień łaski. W takich chwilach wydaje mi się, że jestem tylko przekaźnikiem, głośnikiem, narzędziem. Że Ktoś inny we mnie gra... W tym czasie powstało jeszcze kilka piosenek, które znajdą się na przygotowywanej właśnie przeze mnie nowej – pierwszej w całości autorskiej – płycie. Planujemy jej wydanie na jesień 2014 r. I na tej samej fali, z tej samej inspiracji powstała „Kołysanka miłosierna”. Czułem, że jest piękna, że spodoba się ludziom. Kiedy śpiewałem ją pierwszy raz w kościele, widziałem osoby ocierające łzy… To także odpowiedź na Pani pierwsze pytanie, czy muzyka przybliża do Boga. Ma Ksiądz na swoim koncie już 8 płyt, wliczając kolędowanie z „Niedzielą”. Jak to się zaczęło? Po którymś kazaniu, zakończonym, jak już wspomniałem, piosenką, przyszedł do zakrystii nobliwy pan i z pełną powagą oznajmił, że powinienem nagrać własną płytę. Co więcej, on gotów jest ją zasponsorować. Pojawienie się w tamten grudniowy dzień 2007 r. tego pana oceniam, z perspektywy czasu, jak przybycie anioła posłańca. Jak zaproszenie od Pana Boga. Wcześniej taka myśl chodziła mi po głowie, ale jestem chyba nadkrytyczny wobec własnej twórczości, więc mówiłem: „daj sobie spokój”. Ów posłaniec – pan Stanisław Stolarczyk – stał się więc inspiracją. Długo by opowiadać, w jaki sposób trafiłem do krakowskiego studia nagrań przy Krowoderskiej 19, które prowadzi świetnie wykształcony muzyk, jeden z najlepszych dźwiękowców w Polsce – Jerzy Zając. Spodobało się Jurkowi to, co robię, i tak powstało „Śpiewać Ewangelię”. Podczas nagrywania drugiej płyty zaczęliśmy sobie mówić na ty, a dziś jesteśmy serdecznymi przyjaciółmi. Wydawcą wszystkich moich płyt jest nieoceniona „Nevada Music”, także z Krakowa. Wraz z panem Stefanem Mordarskim, szefem wydawnictwa, w ciągu naszej blisko sześcioletniej współpracy kierujemy się ideą, by każda płyta miała temat i przesłanie. Po „Śpiewać Ewangelię” zaistniały więc pieśni adwentowe, wielkanocne, maryjne, o Bożym miłosierdziu, Godzinki, litanie i oczywiście kolędy. Zachęcam Czytelników „Niedzieli”, by zerknęli na stronę internetową „Nevady Music”. Zapraszam także na moją własną, świeżutko powstałą stronę: www.ks-Robert-Żwirek.pl . W studiu na Krowoderskiej powstała także „niedzielna” płyta? Tak, i wiąże się z tym pewna niezwykła opowieść. Mieliśmy bowiem dokładnie jeden dzień, żeby nagrać kolędę „Narodził się Jezus”. I znów zdarzył się mały cud Pana Boga. Wszyscy potrzebni muzycy mieli akurat wolną chwilę. Normalnie rzecz nieosiągalna! Układało się wszystko idealnie. Jak weszliśmy do studia o 11.15 przed południem, tak wyszliśmy o 1.10 w nocy – 14 godzin! Dziękuję wszystkim moim Przyjaciołom, którzy uczestniczyli w nagraniach kolęd – muzykom, wokalistkom i dzieciom, które nie tylko śpiewały, ale też zagrają aniołki w teledyskach moich autorskich kolęd, produkowanych przez Telewizję Trwam. – Ksiądz jest muzyką naznaczony i w swoim człowieczeństwie, i w kapłaństwie… Chodziłem do szkoły muzycznej. Grałem najpierw na akordeonie, potem na fortepianie. Co tu dużo mówić – nie paliłem się do tego fortepianu. Może gdybym był bardziej przykładnym uczniem, byłbym dziś koncertującym pianistą. A tak zostałem śpiewającym kapłanem, dla którego śpiewanie jest wyznaniem wiary i głoszeniem Ewangelii. Dopiero z perspektywy czasu widać, jak się te Boże puzzle układają. Jeśli w naszym życiu coś się nie pojawia, to znaczy, że zdarzy się inne – piękniejsze i lepsze, bo zgodne z wolą Bożą. Płyta dołączona jest do świątecznego numeru, pojawi się więc w domach naszych Czytelników pod choinką. Jest prezentem od „Niedzieli”. Zechce Ksiądz złożyć na niej swoją specjalną świąteczną dedykację? O, tak! Z radością. Żebyśmy miłością Jezusa – Dzieciątka zostali poruszeni tak mocno, prawdziwie i pięknie, by każdego dnia „ogrzewać serce bliźniemu sercem miłosiernym” i byśmy dzięki temu byli ogromnie szczęśliwi... Dziękuję Osobom i Firmom, które wsparły finansowo wydanie płyty „Narodził się Jezus”. Są to: Włodzimierz Chwalba – „Metal Union”, Częstochowa; Waldemar Pacud – „Sangaz”, Częstochowa; Artur Kapusta – „BSK Technika Zamocowań”, Katowice; Piotr Hałasik – „BH Steel-Energia”, Katowice; Jacek Gębala – SKOK Jaworzno; Marek Tokarz – Spółka Restrukturyzacji Kopalń, Bytom; Ireneusz Michalski, Sobiesław Ciura – PRB „C&D”, Dąbrowa Górnicza; Robert Śmierciak – ZPHU Partner 2, Jaworzno; Leszek i Wojciech Wosik, Przemysław i Anna Wesołek – „LEMIR”, Libidza k. Częstochowy; Paweł Szopa – „Polbus”, Sosnowiec; Oliwer Topolski – „Interpromex”, Będzin; Rafał Pietrzyk – MPWiK, Będzin; Waldemar Sopata – Solidarność Kopalni „Sobieski”, Jaworzno; Grzegorz Nienartowicz – Fundacja dla Życia i Rodziny, Częstochowa. Ks. Robert Żwirek
CZYTAJ DALEJ

Nigeria: atak na kościół w czasie Mszy św.

2026-08-04 14:15

[ TEMATY ]

atak

Karol Porwich/Niedziela

Kolejny kościół katolicki w Nigerii został zaatakowany, tym razem podczas niedzielnej Mszy świętej. Do zdarzenia doszło w niedzielę 2 sierpnia rano w kościele św. Józefa w Inoyi, w stanie Enugu, na południowym wschodzie kraju.

Co najmniej siedmiu uzbrojonych mężczyzn wtargnęło do budynku, wywołując panikę. Według agencji informacyjnej Fides, napastnicy przerwali Mszę, a następnie wzięli jako zakładników trzy osoby: seminarzystę, katechetę i parafianina. Wykorzystując zamieszanie, uciekli w kierunku pobliskiego lasu. Atak nastąpił, gdy okolicę nawiedziła ulewa. Przerażeni wierni uciekli z kościoła w poszukiwaniu schronienia. Niektórzy parafianie próbowali ścigać porywaczy, ale zostali zmuszeni do zaniechania pościgu ze względu na posiadaną przez zamachowców broń i aby uniknąć dalszego narażania życia zakładników.
CZYTAJ DALEJ

Kościoły chronią przed upałami. Inicjatywa otwierania świątyń w letni skwar

2026-08-04 18:32

[ TEMATY ]

inicjatywa

kościoły

chronią

przed upałami

letni skwar

ks. Rafał Witkowski

Żary - "katedra", kościół NSPJ

Żary - katedra, kościół NSPJ

Kościoły jako miejsca schronienia podczas fal upałów? Coraz więcej wspólnot chrześcijańskich w Europie dostrzega, że chłodne wnętrza świątyń mogą służyć nie tylko modlitwie, ale także ochronie życia i zdrowia najbardziej narażonych osób - zwłaszcza seniorów, chorych i samotnych. Np. w Niemczech rozwijają się inicjatywy otwierania kościołów w czasie ekstremalnych temperatur, trwa ogólnokrajowa akcja #KühleKirche („Chłodny Kościół”). Podobne pomysły pojawiają się także w innych krajach.

Podziel się cytatem - wskazuje WHO Europe. Organizacja zaleca tworzenie planów ochrony przed upałami, obejmujących m.in. zapewnianie dostępu do chłodnych miejsc dla osób najbardziej narażonych.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję