Reklama

Aspekty

Widzicie, i koń przemówił

Ta opowieść jest odzwierciedleniem trudnych dziejów Polski XX wieku. Wojna, wygnanie, praca ponad siły i próba poskładania życia na nowo. Historia Tatiany Racinowskiej z Zielonej Góry skupia to wszystko, z czym mierzył się naród polski pod dwoma nieludzkimi totalitaryzmami. Nawet wówczas święta Narodzenia Pańskiego zachowały swój niepowtarzalny urok.

Niedziela zielonogórsko-gorzowska 51/2019, str. VI

[ TEMATY ]

Boże Narodzenie

wojna

Zielona Góra

II wojna światowa

Ks. Adrian Put

Tatiana Racinowska, a obok jej ślubne zdjęcie

Kontakt do p. Tatiany zdobyłem dzięki p. Janinie Krawczyk z Zielonej Góry. Gdy zbliżał się czas pracy nad świątecznym wydaniem naszego tygodnika, podzieliłem się wśród parafian informacją, że szukam tematu na ciekawą opowieść wigilijną. I choć p. Tatianę znałem z widzenia znacznie wcześniej, to nie wiedziałem, że życie tej wspaniałej kobiety kryje tak niesamowite doświadczenia. Wskazany kontakt był strzałem w dziesiątkę.

Rozmowy z domofonem

Ubrany w sutannę i zaopatrzony w dyktafon poszedłem nieumówiony po wieczornej Mszy św., aby porozmawiać z p. Tatianą. Był początek grudnia ok. godz. 19.45. Najpierw pierwszy domofon. Cisza. Chwilę później dzwonię po raz drugi. Chyba bardziej zdecydowanie. – Słucham, odzywa się głos w aparacie. – Z tej strony ks. Adrian. Czy możemy porozmawiać? Pytam głośniej, słysząc, że głos p. Tatiany brzmiał słabo. – To są chyba jakieś żarty, odpowiedziała. Stałem chwilę, nie wiedząc do końca, co zrobić. Dzwonić raz jeszcze czy może dać sobie spokój? Było przecież przed 20. Ryzykuję i dzwonię jeszcze raz. – Słucham, słyszę lekko podniesiony głos p. Tatiany. – To naprawdę ja, proboszcz. Niech pani otworzy, p. Tatiano, powiedziałem zdecydowanie. Na to odpowiedział mi śmiech i słowa: – A ja już myślałam, że pójdę spać. Proszę. Zapraszam.

Pierwsza rozmowa

Gdy wszedłem na górę, w drzwiach czekała uśmiechnięta p. Tatiana. – Proszę, proszę, niech ksiądz wchodzi. Przed chwilą wyszła ode mnie rodzina i myślałam, że to oni robią mi żart. Ale niespodzianka. Co księdza sprowadza do mnie? Pierwsza zagaiła p. Tatiana. Wytłumaczyłem, że pracujemy właśnie w redakcji nad świątecznym wydaniem „Niedzieli” i chciałem się dowiedzieć, jak dawniej wyglądały Wigilie. – Ale moje życie jest takie zwykłe. Nie ma co opowiadać – próbowała oponować p. Tatiana. Niezrażony proszę, aby opowiedziała mi swoją historię.

Reklama

Korzenie

– Urodziłam się w marcu 1927 r. w miejscowości Raszniów. To dawne województwo stanisławowskie na Kresach, powiat Stanisławów. To był ten mój świat. Tato nazywał się Piotr, a mama Anastazja z domu Litwin. Piękne to były lata. Tak miło to wszystko wspominam – zaczęła swoje opowiadanie p. Tatiana. – W naszej wsi była cerkiew greckokatolicka. Choć ja byłam z domu wychowana jako rzymski katolik, ale nasz kościół parafialny był w innej wiosce, oddalonej od naszego domu o dwie wioski, dlatego najczęściej chodziliśmy właśnie do cerkwi na nabożeństwa.

Wojna zastała rodzinę p. Tatiany w rodzinnej wiosce. Zmieniła ona dotychczasowe życie naszej bohaterki diametralnie. – Gdy wybuchła wojna, to myśmy o tym za dużo nie wiedzieli. Dopiero gdy w połowie września 1939 r. weszli Rosjanie, to zobaczyliśmy, czym jest wojna. Rosjanie szli od Dniestru. Ja akurat pasłam w tym czasie gęsi. Dopiero gdy wróciłam do wioski, to dowiedziałam się, że byli już dwaj zwiadowcy. Jak weszli do nas, to się zaczęło. Żołnierze podeszli pod świątynię. Wrzucili granat do środka i tak zniszczyli cerkiew. Miejscowego księdza greckokatolickiego Rosjanie zmuszali, aby zapisał się do Cerkwi Prawosławnej. On nie chciał i dlatego zabroniono mu odprawiać nabożeństwa. W jego miejsce przyszedł inny. Nie wiem, jak to dalej było.

Tamta wigilia

– Mimo wojny Wigilię 1939 r. staraliśmy się przeżyć jak najpiękniej. Robiliśmy wszystko, by przygotować ją jak najlepiej. Na stole było tradycyjnie sianko przykryte białym obrusem. Pamiętam, że było tak bardzo uroczyście. Choinka też była. A jakże. Na niej wieszano jakieś zabaweczki i słodycze. Choć było skromnie, to staraliśmy się, by wszystko było wspaniałe.

Reklama

W tej chwili p. Tatiana bardzo się ożywiła. – Tato zawsze nam powtarzał, że w Wigilię zwierzęta mówią ludzkim głosem. I zaczęła się śmiać. – I tak w ten dzień szedł do stajni. Dla bydła był specjalny opłatek nawet. W tamtą Wigilię ojciec przyprowadził do domu naszego konia. A on jak tylko znalazł się w drzwiach, to tak mocno parsknął, że zaczęliśmy się śmiać. Tato powiedział wtedy: – Widzicie, i koń przemówił.

– W rogu pokoju był snopek owsa. Tata mawiał po kolacji, że teraz dzieci pod stół i zaczynaliśmy gdakać. Nie wiem, co to miało znaczyć. Taki widać był zwyczaj – dodała trochę zamyślona p. Tatiana.

– Jadło się przede wszystkim pszenicę z cukrem, czyli jak to się mówi kutię. Tato zawsze brał taką kutię i łyżką rzucał ją o sufit. Jak się do sufitu przykleiła, to był znak, że rok będzie obfity. Nie pamiętam jednak, czy w 1939 r. kutia przykleiła się.

– A co żeśmy jeszcze jedli? Jedliśmy zupę ze śliwek, taką owocową. Były oczywiście także pierogi z grzybami, z kapustą. Ryby także były. W okolicy były jeziora i można było dobrą rybę złowić. Po kolacji szło się na Pasterkę. O północy modliliśmy się i śpiewaliśmy kolędy.

W tamte święta nie pamiętam Rosjan. Nie było ich widać. Dopiero później zaczęli zabraniać chodzić do kościoła i przymuszali nas, aby zapisywać się do kołchozu. Było już z nimi coraz ciężej.

Dalsze losy

– Gdy Niemcy zaatakowali Związek Sowiecki, to weszli także do naszej wsi. Wówczas okazało się, że będą wywozili na roboty do Niemiec. Tato nie mógł pojechać, bo kto by wówczas utrzymał cały dom, rodzinę. Postanowiono, że pojadę ja. Byłam najstarsza. Moja rodzina została na Wschodzie. Wywieziono mnie aż pod Monachium. Tam pracowałam u niemieckich gospodarzy na polu i w obejściu. Trudna i ciężka była ta praca. Pamiętam, jak bardzo bolały mnie ręce od dojenia krów.

W tym czasie poznałam także swojego przyszłego męża. Gdy wyzwolili nas Amerykanie, to przewieziono nas w okolice Dachau. Tam mieszkaliśmy w budynkach, które należały wcześniej do wojska. Było tam dużo księży. Wielu z nich uratowało się z obozu Dachau. To księża napominali nas, że jeśli chcemy być razem, to żebyśmy wzięli ślub. I tak było. Sakrament małżeństwa zawarliśmy 4 listopada 1945 r. w Polskim Obozie w Fallingbostel.

Z Niemiec przyjechaliśmy najpierw do Legnicy. Tam był punkt repatriacyjny. Zdecydowaliśmy się wracać w rodzinne strony męża, czyli do Lichenia. Okazało się jednak, że tam było bardzo ciężko z pracą. Tak znaleźliśmy się na zachodzie Polski. Pierwsza była miejscowość Niekarzyn pod Świebodzinem, a ostatecznie od 1961 r. Zielona Góra. Taka jest ta moja historia – dodała lekko zamyślona p. Tatiana.

2019-12-19 13:32

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Premier: dramat Treblinki i innych miejsc kaźni II wojny światowej zapiszemy w pamięci pokoleń

2020-08-02 15:58

[ TEMATY ]

premier

II wojna światowa

Mateusz Morawiecki

PAP/Wojciech Olkuśnik

Czcimy pamięć poległych w tej nierównej walce i oddajemy hołd wszystkim ofiarom Holokaustu - napisał premier Mateusz Morawiecki w liście do uczestników obchodów 77. rocznicy buntu więźniów obozu zagłady Treblinka II. Dramat Treblinki i innych miejsc kaźni II wojny światowej zapiszemy w pamięci pokoleń - dodał.

W niedzielę odbyły się uroczyste obchodów 77. rocznicy buntu więźniów obozu zagłady Treblinka II.

"W miejscu pamięci zagłady Żydów przywożonych tutaj z okupowanej przez Niemców Polski i całej Europy, składamy dziś hołd zamordowanym. Fabryka śmierci w Treblince II w ciągu 15 miesięcy funkcjonowania pochłonęła blisko 900 tys. istnień. Kilkanaście tysięcy ludzi dziennie. Jakby każdego dnia znikało z ziemi niewielkie miasto. W samym środku tego piekła więźniowie odważyli się wzniecić bunt. 2 sierpnia 1943 roku wywołali zbrojne powstanie" - napisał szef polskiego rządu w liście odczytanym przez dyrektora Muzeum Treblinka Edward Kopówka.

"

Dzisiaj w 77. rocznicę tego wydarzenia czcimy pamięć poległych w tej nierównej walce i oddajemy hołd wszystkim ofiarom Holokaustu. Ponawiamy nasze zobowiązanie, że dramat Treblinki i innych miejsc kaźni II wojny światowej zapiszemy w pamięci pokoleń" - podkreślił.

Premier zacytował także w liście wypowiedź Samuela Willenberga, ostatniego uczestnika buntu w Treblince, który zmarł w 2016 r. Jak napisał, Willenberg "prawdę o potwornościach obozu zawarł w poruszających wspomnieniach, literaturze, rzeźbie i relacjach w czasie spotkań z młodzieżą". Przypomniał, że był on "jednym z siedemdziesięciu powstańców, którym udało się zbiec i czekać końca wojny".

Ocenił, że "dzięki takim i podobnym świadectwom możliwe było upamiętnienie śmierci setek tysięcy ofiar Treblinki". "Dziś nie ma już wśród żyjących nikogo z tych, którzy pamiętali obóz. I to nakłada na nasze barki jeszcze większą odpowiedzialność, zobowiązuje nas do dokumentowania prawdy historycznej i przekazywania jej tym, którzy po nas nastaną" - zaznaczył premier Morawiecki.

Wskazał, że "pamięć o piekle Treblinki to nie tylko przywoływanie faktów dot. tej niewyobrażalnej zbrodni, to także refleksja o jej źródłach". "To refleksja o niszczącej sile nienawiści, o pogardzie dla człowieka i jego niezbywalnych praw, o tym, co legło u podstaw dwudziestowiecznej katastrofy naszej cywilizacji. Polska będzie już na zawsze strażnikiem pamięci trudnej historii XX wieku. Ta pamięć musi trwać by podobne wydarzenia już nigdy nie powróciły. Dlatego dziś na tym wielki cmentarzysku ludności żydowskiej nisko pochylamy głowy i mówimy raz jeszcze: pamiętamy i będziemy pamiętać" - zadeklarował w liście szef polskiego rządu.

Wicepremier, minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński w liście odczytanym przez wiceminister kultury Magdalenę Gawin zastanawiał się, "czy współczesny człowiek może zrozumieć skalę Zagłady, jakiej nazistowskie Niemcy dokonały w tym miejscu". "W Treblince II śmierć poniosło około 900 tys. Żydów, z czego ok. 90 proc. to obywatele polscy" - przypomniał.

"Osobiste uczczenie ofiar tego strasznego miejsca jest w tym roku utrudnione. Jednakże pragnę złożyć wyrazy największej czci tym wszystkim, którzy przeszli przez piekło niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych i obozów zagłady, a także tym członkom rodzin, którzy wraz z nimi doświadczyli późniejszej traumy poobozowej. Wszystkim, którzy nie pozwolili i nie pozwalają zapomnieć o tej tragicznej karcie w dziejach człowieka, składam serdeczne podziękowania" - napisał minister kultury.

Przypomniał, że od półtora roku otacza opieką państwa polskiego Miejsce Pamięci w Treblince, przez współprowadzenie instytucji wraz z samorządem województwa mazowieckiego. Wskazał, że "przed Muzeum stoją poważne wyzwania na kolejne lata: inwestycja w infrastrukturę, która pozwoli na rozwój działalności edukacyjnej oraz wypracowanie wystawy stałej".

"Liczymy, że w taki sposób nastąpi wzrost świadomości o tragicznym dziedzictwie, jakie na ziemiach polskich pozostawiła zbrodnicza polityka niemieckiego okupanta. Dziś, składając hołd w dniu rocznicy powstania, pragnę zapewnić, że nie ustajemy w staraniach o zachowanie tego miejsca pamięci i przekazanie o nim wiedzy kolejnym pokoleniom" - zaznaczył Gliński.

Podczas obchodów odmówiono modlitwy i złożono kwiaty.

2 sierpnia 1943 r. w obozie zagłady w Treblince wybuchł zbrojny bunt, w którym wzięło udział ponad 800 więźniów. Szacuje się, że ok. 200 z nich udało się uciec, do końca wojny doczekało nie więcej niż 100.

Pierwszym obozem powstałym w okolicach Treblinki był karny obóz pracy Treblinka I. Istniał od lipca 1941 roku. Niemcy początkowo przetrzymywali w nim Polaków, później również Żydów. W obozie panował głód i terror. Do momentu jego likwidacji pod koniec lipca 1944 r. przeszło przez niego ok. 20 tys. więźniów, z czego ok. 10 tys. zmarło lub zostało zamordowanych.

W połowie 1942 r. w ramach "Akcji Reinhard", której celem była zagłada ludności żydowskiej, Niemcy wybudowali obok karnego obozu pracy - obóz zagłady Treblinka II. Jego załogę stanowiło ok. 30-40 Niemców i Austriaków, przeważnie członków SS i policji oraz 100-120 strażników, głównie pochodzenia ukraińskiego. Pierwszym komendantem obozu zagłady w Treblince był doktor medycyny Irmfried Eberle, po nim funkcję tę objął Franz Stangl. Pierwszy transport pojawił się 23 lipca 1942 r., znaleźli się w nim Żydzi z getta warszawskiego; kolejne transporty pochodziły z terenów okupowanej Polski oraz m.in. z Niemiec, Austrii, Francji, Czechosłowacji i ZSRS. Według szacunków historyków, w Treblince zginęło ok. 900 tys. osób. Większość z nich - ok. 760 tys. - pochodziła z terenów polskich. (PAP)

Autor: Katarzyna Krzykowska

ksi/ krap/

CZYTAJ DALEJ

W sprawie drugiego ślubu Jacka Kurskiego

2020-07-28 12:29

[ TEMATY ]

komentarz

ślub

opinie

PAP

Niedawno w mediach pojawiła się informacja o ślubie kościelnym Pana Jacka Kurskiego. Chciałbym choć ogólnie odnieść się do niektórych zarzutów, które pojawiły się po tym fakcie, a do napisania tego artykułu skłoniły mnie rozmowy z ludźmi, którzy wyrażali swój niepokój, a także pewne prasowe tytuły, między innymi takie jak: „Być jak Jacek Kurski. Jak unieważnić ślub kościelny”.

Oczywiście z różnych komentarzy możemy się dowiedzieć, jakie ekspresowe tempo przybrał sam proces, a także jakie znajomości i ile pieniędzy trzeba mieć, aby uzyskać stwierdzenie nieważności małżeństwa. Mam świadomość, że nie da się w krótkim tekście opisać całej procedury kanonicznej, ale kilka jej wątków może rozwiać niektóre wątpliwości, które rodzą się także w ludziach wierzących. Moim moralnym obowiązkiem jest trzymanie się faktów, a więc od początku…

Pierwszą sprawą jest terminologia. Świeccy dziennikarze zachowali pewną dozę przyzwoitości, ujmując w cudzysłów sformułowanie „rozwód kościelny”. Ostatecznie czytelnik dowie się, że w Kościele nie ma rozwodów, ale pojęcie „unieważnienia małżeństwa” jest nagminnie nadużywane.

Prawda jest taka, że biskupi nie „unieważniają małżeństwa”, a sam proces dotyczy ewentualnego stwierdzenia nieważności małżeństwa, czyli czy zaistniała ważna umowa małżeńska, czy też na skutek jakiejś przyczyny lub przyczyn małżeństwo od samego początku nie było ważnie zawarte.

Biskup diecezjalny jest oczywiście pierwszym sędzią, ale w praktyce rzadko korzysta z tego przywileju i to kolegium sędziowskie zwane składem czy turnusem, po przeprowadzeniu całego dochodzenia, wydaje decyzję w postaci wyroku.

Sprawy o stwierdzenie nieważności małżeństwa zastrzeżone są dla kolegium składającego się z trzech sędziów (czasami są wyjątki od tej zasady: jeżeli w diecezji lub sąsiednim trybunale nie ma możliwości ustanowienia trybunału kolegialnego może orzekać sędzia jednoosobowy, będący duchownym, który jednak winien sobie dobrać dwóch asesorów; w Rocie Rzymskiej zdarza się, że sądzenie spraw o nieważność małżeństwa powierzone jest kolegium składającemu się z pięciu sędziów). Rozwodów kościelnych więc nie ma, nie istnieje pojęcie „unieważnienia” małżeństwa, ale każdy z małżonków po rozpadzie związku ma prawo do procesu i do zbadania ewentualnej nieważności małżeństwa.

Czas postępowania, czyli ile trwa proces?

Nie wiem na ile fakty mieszały się z plotkami w przekazach medialnych dotyczących Pana Kurskiego, ale w jednej relacji pisano o 2-letnim procesie, w innych o trochę krótszym.

Okraszone było to czasami obraźliwymi komentarzami, ile i komu trzeba zapłacić za przyśpieszenie procesu. Nie wiem czy 2 lata procesu to jest ekspresowe tempo. Jak powinno być i ile powinien trwać proces? Prawodawca kościelny podpowiada, aby „sprawy w trybunale pierwszej instancji nie przeciągały się powyżej roku”, sędziowie i trybunały mają zatem starać się jak najszybciej, ale z zachowaniem sprawiedliwości, zakończyć sprawy. Wiadomo, że wskazany czas to pewien ideał i od obsady personalnej sądu, ilości spraw w konkretnym trybunale, miejsca przebywania stron i świadków zależy, czy da się w tym czasie przeprowadzić cały proces, ale znam sądy kościelne, które spokojnie radzą sobie z przeprowadzeniem instrukcji dowodowej i wydaniem wyroku w przeciągu roku od złożenia skargi powodowej. Zupełnie inny czas postępowania przewidziany jest na przeprowadzenie tzw. procesu skróconego, ale jest to proces rzadki, w którym nieważność małżeństwa wydaje się oczywista. Taka forma procesu zastrzeżona jest dla biskupa diecezjalnego (biskupa stojącego na czele kościoła partykularnego). Rozumiem, że czasami wierni porównują swój czas oczekiwania na wyrok czy dekret, ale proszę pamiętać, że przed wejściem w życiu dokumentu Mitis Iudex Dominus Iesus postępowanie w przypadku decyzji pozytywnej było dwuinstancyjne, a czasami sprawa trafiała do trybunału trzeciego stopnia postępowania, natomiast po reformie papieża Franciszka wyrok stwierdzający po raz pierwszy nieważność małżeństwa może stać się wykonalny (gdy strony i obrońca węzła małżeńskiego rezygnują ze złożenia apelacji) i taki sposób niewątpliwie przyczynił się do skrócenia całej procedury. Nie da się zatem jeden do jednego porównać i przełożyć procesów przed 2015 rokiem i po tym czasie.

Meritum procesu, czyli przyczyna nieważności

Tak naprawdę nie wiemy, jaka była przyczyna nieważności małżeństwa w przypadku Pana Jacka Kurskiego, a także jakie argumenty i okoliczności zostały wskazane i zebrane w instrukcji dowodowej. Fakt jest taki, że kolegium sędziowskie uznało z moralną pewnością, że wspomniane małżeństwo zostało zawarte w sposób nieważny. Nie będę wymieniał przyczyn nieważności małżeństwa, ale dotyczą one zarówno przeszkód do zawarcia małżeństwa, braku przepisanej prawem formy kanonicznej i wreszcie wad zgody małżeńskiej. Przyczyn jest sporo, ale nie oznacza to automatycznie, że dla każdego coś się trafi. Niektórzy, zaskarżając swoje małżeństwo, wskazują w skardze powodowej prawie wszystkie przyczyny wymienione w Kodeksie prawa kanonicznego, ale działa to bardziej według metody „na chybił trafił” i niekoniecznie ma przełożenie na pozytywny wyrok. Adwokaci kościelni, którzy pomagają stronom w redakcji skargi powodowej, wiedzą, że należy „dobrać” jeden lub kilka najbardziej prawdopodobnych tytułów ewentualnej nieważności, odpowiadających historii poznania się stron, kojarzenia się małżeństwa i przebiegu życia małżeńskiego. Czas trwania małżeństwa, posiadanie dzieci, błogosławieństwo papieskie nie mają aż tak wielkiego znaczenia (są to tylko okoliczności, które mogą, ale nie muszą potwierdzać domniemanie o ważności związku małżeńskiego). Należy pamiętać, że generalnie małżeństwo cieszy się przychylnością prawa i uznaje się je za ważne, dopóki nie udowodni się czegoś przeciwnego.

Zamiast zakończenia

Nie ma wątpliwości, że Pan Jacek Kurski jest osobą publiczną i w stosunku do niego łatwiej formułować zarzuty niż do wielu wiernych, którzy uzyskali pozytywny wyrok stwierdzający nieważność małżeństwa. Im nikt nie wypomina, w jakim kościele i z udziałem ilu gości brali ślub kościelny. Wydaje mi się, że nie ma co spekulować czy obligować Kościół do wypowiedzenia się w tej sprawie. Rokrocznie sądy kościelne w Polsce wydają kilka tysięcy decyzji i nie trzeba się tłumaczyć z poszczególnych wyroków. Sędziowie i współpracownicy trybunału są zobligowani do zachowania tajemnicy urzędowej i nie ma podstawy, aby formułować wnioski w stosunku do określonego sądu kościelnego, aby publicznie wypowiadał się o przebiegu tego konkretnego postępowania. Natura spraw o nieważność małżeństwa dotyczy bardzo często delikatnych i intymnych spraw, których nie powinno się ujawniać na forum publicznym.

CZYTAJ DALEJ

Zmarł John Hume, laureat pokojowej Nagrody Nobla, jeden z architektów procesu pokojowego w Irlandii Północnej - RTE

2020-08-03 10:39

[ TEMATY ]

śmierć

pl.wikipedia.org

W wieku 83 lat zmarł w poniedziałek John Hume, północnoirlandzki polityk katolicki, który był jednym z architektów procesu pokojowego w Irlandii Północnej, za co w 1998 roku otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla.

Informację o śmierci potwierdziła jego partia SDLP.

Zawarte w 1998 roku porozumienie wielkopiątkowe kończyło ponad 30-letni konflikt polityczno-religijny w Irlandii Północnej i umożliwiło powstanie wspólnego rządu reprezentującego protestantów i katolików.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję