Reklama

Kościół

Oddany Maryi

„Jestem niewolnikiem Maryi nie dla pięknych słów. Na wszystko, czego Bóg ode mnie zażąda, jestem zawsze gotów”.

Matka Boża zawsze była dla niego ważna – najpierw jako idea chrześcijańskiego życia, potem jako żywa osoba. Niebawem uczynił kolejny krok: oddał Jej się bez reszty. Chciał, by Ona sama pisała jego dzieje i losy powierzonych mu ludzi.

Doświadczenie domowe

Wyjściowe jest doświadczenie dziecka. „Mój ojciec z upodobaniem jeździł na Jasną Górę, a moja matka do Ostrej Bramy” – opowiadał. Wieczorami wsłuchiwał się w dyskusje o cudownej roli Matki Najświętszej i w spory, „która Matka Boża jest skuteczniejsza: czy Ta, «co w Ostrej świeci Bramie», czy Ta, «co Jasnej broni Częstochowy»”.

Reklama

Wspominał: „Te podróże moich rodziców, ich dążenia i rozmowy, wspomnienia łask otrzymanych i uzyskanych pomocy (...) stworzyły fundament dla ufności i nadziei ku Matce Boga, która mnie nigdy nie opuściła”.

W podwójnym nabożeństwie zaczęła niebawem dominować Maryja z Jasnej Góry. Może to konsekwencja śmierci matki, bo z chwilą jej odejścia młody Stefan zaczął się coraz bardziej wiązać z Panią Jasnogórską – dalej gorąco czczoną przez ojca.

Doświadczenie historyczne

Z upływem lat maryjne doświadczenie umacniało się przez wydarzenia historyczne. Najpierw osobiste, którym była przede wszystkim śmierć matki, gdy przyszły prymas miał zaledwie 9 lat. Uczył się, że w skrajnych sytuacjach to Ona jest ostatnią nadzieją i że trzeba Jej wszystko zawierzyć. „W trudnych okresach życia, ale pełnych łaski Bożej – podkreślał – wiedziałem już na pewno, że najlepiej wszystko zostawić Matce Najświętszej i wszystko «postawić na Nią». Niech Ona pomaga i zwycięża”.

Reklama

Za 10 lat przekonanie o potędze Maryi pogłębiło się w nim jeszcze bardziej. Był świadkiem Cudu nad Wisłą: oddania Polski na Jasnej Górze pod opiekę Maryi, wielkiej modlitwy całego narodu i w konsekwencji interwencji z nieba, która zmieniła dzieje świata. Wtedy poznał „mechanizm” cudu.

Do tego doświadczenia odwołał się dwadzieścia kilka lat później, kiedy szukał drogi ocalenia swego narodu przed prześladowaniem polskości i wiary.

Doświadczenie osobiste

Wstąpił do seminarium – chciał zostać księdzem. Latem 1923 r. ciężkie zapalenie płuc przekreśliło wszystkie jego plany; mimo choroby otrzymał jednak święcenia kapłańskie – „na jedną Mszę”. Miejscem ceremonii była kaplica Matki Bożej w katedrze włocławskiej. To nic, że zakrystian powiedział, iż „z takim zdrowiem to nie do ołtarza, ale na cmentarz”. Pomyślał: „Skoro wyświęcono mnie na oczach Matki, która patrzyła na Mękę swojego Syna na Kalwarii, to już Ona zatroszczy się, aby reszta zgodna była z planem Bożym”. Przez długi czas każdą kolejną Mszę św. uważał za być może ostatnią.

Na miejsce odprawienia pierwszej Mszy św. wybrał Kaplicę Cudownego Obrazu. „Pojechałem na Jasną Górę, aby mieć Matkę, aby stanęła przy każdej mojej Mszy św., jak stanęła przy Chrystusie na Kalwarii” – wyjaśnił.

W niewytłumaczalny sposób szybko wracał do zdrowia. Stało się to w małej, nieznanej wówczas nikomu parafii Matki Bożej Bolesnej w Licheniu, gdzie przez kilka miesięcy przebywał na rekonwalescencji. Wszystko mówiło mu, że uzdrowiła go Matka Najświętsza. Potem powiedział: „Najbardziej bezpośrednią mocą w moim życiu jest Maryja. Przez szczególną tajemnicę, której w pełni nie rozumiem, została Ona postawiona na mojej drodze. Wiem, że z tej drogi zejść nie mogę i nie chcę! ”.

Uzupełnienie intelektem

Biskup skierował go na studia na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Dało mu to możliwość intelektualnego pogłębienia tego, co stało się już jego udziałem przez doświadczenie. Maryjność nie była dla niego czymś „poza intelektem”, nie stanowiła kolorowej przybudówki do pobożności. Miała się wiązać nie tylko z miłością, ale także z wiedzą.

Chciał zrozumieć, dlaczego Maryja szła przed nim „jako światło, gwiazda, życie, nadzieja i Wspomożycielka w ciężkiej sytuacji”. I stąd ta reguła: „Stawiając wszystko na Bogurodzicę, nie zostałem zawiedziony”.

Odkrywał pisma ks. Charles’a Journeta. Poznał nową wizję Kościoła – świętego i niepokalanego na wzór Maryi. Liczący sto stron rozdział Dziewica sercem Kościoła był lekturą, do której nieustannie powracał. To stąd przyswoił sobie teologiczne podstawy szczególnej misji Maryi – Jej bliskości i Jej pośrednictwa.

Na studiach pogłębiał teologię maryjną. Poznał też myśl personalistyczną, co z kolei pomogło mu widzieć w Matce Najświętszej model dla każdej osoby ludzkiej.

Doświadczenia te zebrał w swojej pracy habilitacyjnej, w której zajął się tematyką społeczną i zupełnie nowym tematem: teologią doczesności. Jego rozprawa zginęła podczas wojny, Wyszyński mógł ją jedynie krótko streścić: „«Doczesnością» jestem ja sam, moja dusza i moje ciało, i ja tę moją duszę i moje ciało muszę poprzez życie doczesne oddać Bogu według myśli Bożej”. To jego ukryte motto: nie wybierać drogi życia, ale odczytać to, co zamierzył Bóg.

Weryfikacja doświadczenia

Gdy wybuchła II wojna światowa, na polecenie biskupa opuścił Włocławek. Ukrywał się, ponieważ był poszukiwany przez gestapo. Ostatecznie trafił do podwarszawskich Lasek. Kiedy zbliżał się front, losy powierzonych mu ludzi złożył w ręce Maryi. „Podtrzymywałem na duchu strwożonych sytuacją przyfrontowego życia głównie modlitwą do Matki Bożej” – wspominał. I dalej: „Nigdy nie byliśmy zmuszeni do odłożenia wieczornego Różańca”.

Już nie musiał polegać na maryjnym doświadczeniu ojca. Zdobywał własne. Sam stał się bowiem świadkiem opieki i cudów Matki Bożej.

Maryjny biskup

Myślał o tym, żeby zająć się pracą naukową i społeczną, gdy nieoczekiwanie otrzymał wiadomość o nominacji na biskupa diecezji lubelskiej. Dotarła do niego w uroczystość Zwiastowania w 1946 r. Początkowo nie chciał przyjąć tej nominacji, ostatecznie jednak uznał datę za znak z nieba – że ma jak Maryja powiedzieć „fiat”.

Na miejsce konsekracji wybrał Jasną Górę, a wizerunek Królowej Polski umieścił w swoim herbie. „Ten herb to nie ozdoba” – wyjaśnił. „To nie tylko znak. To program mego posłannictwa”. Nowy biskup umieścił w nim też maryjne motto, które stało się jego zawołaniem: „Soli Deo” – „ [wszystko] Samemu Bogu”.

Dwa nabożeństwa

Był związany z Matką Jasnogórską, ale w swojej diecezji szerzył kult Niepokalanego Serca. Już wtedy umiał odczytywać znaki czasu i z całych sił popierał maryjny program kard. Augusta Hlonda, który 8 września 1946 r. poświęcił naród polski Niepokalanemu Sercu Maryi. W przygotowania do tego aktu zaangażował się tak mocno, że mimo iż był biskupem zaledwie od 5 miesięcy, to właśnie jemu – najmłodszemu z hierarchów – kard. Hlond zlecił wygłoszenie kazania podczas wrześniowych uroczystości.

Kiedy opuszczał diecezję, powiedział: „Przyszedłem do Was pod znakiem Maryi Jasnogórskiej. Dziś, gdy idę dalej w swej życiowej misji, zostawiam Was na kolanach przed Jej Niepokalanym Sercem”.

Prymas

Kiedy po 2 latach został następcą prymasa Hlonda, powiedział: „Moje nabożeństwo do Matki Najświętszej stało się programem pracy”. Do czasu uwięzienia wygłosił przeszło tysiąc kazań poświęconych Matce Bożej. Dostrzegł, że wszystkie ważniejsze dla niego sprawy dzieją się w dni Jej poświęcone. Sam zaczął podejmować ważne decyzje w dni maryjne.

Był świadomy maryjnej spuścizny poprzednika i nazywał ją pięknie „szczęśliwym atawizmem prymasów Polski”. Wyszyński przyznawał się do dawnej polskiej pobożności i widział w niej receptę na ocalenie narodu.

Pytany o powody uczynienia własną drogi maryjnej kard. Hlonda odpowiedział krótko: „Sam zaufałem Maryi i uczynię wszystko, aby to, czego nie zdążył dokonać prymas Hlond, zostało wykonane”. Czekał na wypełnienie się proroctwa jego poprzednika – na „zwycięstwo przez Maryję”.

Wprowadził jednak pewne novum – podejmował dzieło Augusta Hlonda pod znakiem jasnogórskim.

Droga jasnogórska

Jasnogórską Ikonę uczynił ośrodkiem całego swego programu. O więzi prymasa z tym miejscem najlepiej świadczy wyznanie: „Stoję na progu kaplicy jasnogórskiej i tam zawsze chcę być. Jestem związany z Jasną Górą teraz i na zawsze”.

W 50. rocznicę święceń wyznał: „Wiele rzeczy w moim życiu pragnąłbym uczynić inaczej, lepiej, aby uniknąć niejednego błędu i słabości. Ale (...) na jednym odcinku nie pomyliłem się: na drodze duchowej na Jasną Górę. Drogę tę uważam za najlepszą cząstkę, którą Bóg pozwolił mi obrać”.

Tajemnica życia

Z wolna zaczęła w nim dojrzewać myśl o oddaniu się Maryi w niewolę za wolność Kościoła w Polsce. Uczynił to niedługo po swoim uwięzieniu w 1953 r. To ofiarowanie się do całkowitej dyspozycji Matce Bożej było odtąd „tajemnicą jego życia”.

Ale maryjnego misterium nie uważał za swoje odkrycie ani za swoją własność. Wiedział, że jego udziałem stało się doświadczenie, które jest istotą tożsamości polskiego narodu: „Jestem dzieckiem tego narodu, który uważa, że Matką jego jest Święta Boża Rodzicielka. (...) Doświadczenie mnie pouczyło, że tylko (...) przy pomocy Dziewicy Wspomożycielki i Pani Jasnogórskiej można czegoś dokonać w Polsce. Oczywiście, mocami Bożymi! Taka jest bowiem wola Boga (...): «Maryja dana jest ku obronie narodu polskiego»”. „Mam na to mnóstwo dowodów” – dodał.

Niewola u Maryi

Gdy sytuacja polskiego Kościoła wydawała się przegrana, oddał się Jej jako żertwa ofiarna za wolność Kościoła i za ocalenie polskiego narodu. Uczynił to w Stoczku Warmińskim 8 grudnia 1953 r. – w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny.

Przysięgał Maryi: „Postanawiam sobie mocno i przyrzekam, że Cię nigdy nie opuszczę, nie powiem i nie uczynię nic przeciwko Tobie. Nie pozwolę nigdy, aby inni cokolwiek czynili, co uwłaczałoby czci Twojej. Oddaję się Tobie, Maryjo, całkowicie w niewolę, a jako Twój niewolnik poświęcam Ci ciało i duszę moją, dobra wewnętrzne i zewnętrzne, nawet wartość dobrych uczynków moich, zarówno przeszłych, jak obecnych i przyszłych, pozostawiając Ci całkowite i zupełne prawo rozporządzania mną i wszystkim bez wyjątku, co do mnie należy, według Twego upodobania, ku większej chwale Boga, w czasie i w wieczności”.

To kulminacyjny moment na maryjnej drodze kard. Wyszyńskiego. Świadczą o tym jego słowa wypowiedziane tuż przed śmiercią: „Jestem ufny wobec Matki Najświętszej, z którą się związałem w więzieniu w Stoczku i wszystko przez Jej dłonie składałem na chwałę Trójcy Świętej”.

Oddany Maryi godził się na wszystko. „Jestem niewolnikiem Maryi nie dla pięknych słów. Na wszystko, czego Bóg ode mnie zażąda, jestem zawsze gotów”.

Nieoczekiwanie, na fali „polskiego października”, jesienią 1956 r. więzień wyszedł na wolność.

Plan

Od tamtej chwili Wyszyński chciał „szczęśliwy atawizm prymasów” obudzić w całym narodzie. Miał długofalowy plan. Wiedział, w jaki sposób Maryja z Jasnej Góry obali struktury zła...

„Wyszyńskiego opanowała jakaś szaleńcza idea, mianowicie, że tutaj, w Polsce (...) rozstrzygną się losy światowego komunizmu”– powiedział w czerwcu 1958 r. Zenon Kliszko, odpowiedzialny w PZPR za politykę wobec Kościoła.

Miał rację. Prymas rzeczywiście był przekonany, że Kościół i Polska wchodzą w decydujący moment historii. „Los komunizmu rozstrzygnie się nie w Rosji, lecz w Polsce” – przepowiedział. Czekał na interwencję jedynego prawdziwego sojusznika – nieba. Ale wiedział, że działanie Maryi jest odpowiedzią na działanie ludzi na ziemi...

Pamiętał o lekcji z 1920 r. Nowy cud nad Wisłą wymagał spełnienia podobnych jak wtedy warunków.

2019-12-31 08:43

Ocena: +2 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Prymasowski pierścień w Fatimie

2020-10-28 10:37

Niedziela Ogólnopolska 44/2020, str. 22-24

[ TEMATY ]

kard. Stefan Wyszyński

Fatima

beatyfikacja kard. Wyszyńskiego

kard. Wyszyński

Instytut Prymasa Wyszyńskiego

Archiwum Instytutu Prymasowskiego Stefana Kardynała Wyszyńskiego

Arcybiskup Antoni Baraniak wręcza prymasowi Stefanowi Wyszyńskiemu pierścień – dar episkopatu i narodu polskiego, Jasna Góra, 3 maja 1967 r.

Arcybiskup Antoni Baraniak wręcza prymasowi Stefanowi Wyszyńskiemu
pierścień – dar episkopatu i narodu polskiego, Jasna Góra, 3 maja 1967 r.

Wieczorem 12 maja 2000 r., w dzień przed uroczystą liturgią, podczas której Kościół wyniósł na ołtarze pastuszków fatimskich: Franciszka i Hiacyntę Marto, Jan Paweł II po raz trzeci – i ostatni w swym życiu doczesnym – przybył do Fatimy.

Pierwsze kroki papież skierował ku miejscu objawień Matki Najświętszej, by złożyć u stóp Maryi… prymasowski pierścień! Chciał, by wskazywał on Kościołowi zwycięską drogę w trzecie tysiąclecie. W 1946 r., również 12 maja, na Jasnej Górze miała miejsce konsekracja biskupia ks. Stefana Wyszyńskiego...

Papież wielokrotnie przypominał, że jego pontyfikat trwał tylko trzy lata. Reszta była darem Matki Bożej, która 13 maja 1981 r. „zatrzymała go na progu śmierci”. Od dnia zamachu na jego życie Maryja zamieszkuje już nie tylko na ukochanej „Górze Zwycięstwa”, do której jako papież pielgrzymował sześciokrotnie. Jest jeszcze portugalska Fatima – miejsce wielkiego apelu o nawrócenie i proroctwa o zwycięstwie, o którym Ojciec Święty tyle słyszał od kard. Wyszyńskiego.

Jasna Góra i Fatima u papieża

Każdy swój dzień Jan Paweł II rozpoczyna przed obliczem Matki Bożej Częstochowskiej, a wśród swych całodziennych zajęć zawsze znajduje czas, by spotkać się z Nią w swej prywatnej kaplicy. A noc zawsze zaczyna się od pocałunku złożonego na dłoniach i stopach Matki opiekującej się nim w znaku fatimskim…

Gdy kładzie się na spoczynek, całuje stojącą na nocnym stoliku figurkę Matki Bożej Fatimskiej. Ale, co ciekawe, ta figurka Maryi, dar z Fatimy, ma polską koronę, leży ona jednak u Jej stóp. Papież położył ją obok figury, bo korona… nie pasowała. Złota korona z Polski jest za duża. Spoczywa więc tuż przy fatimskiej figurce. Ojciec Święty każdej nocy spogląda na ten nietypowy znak: na nocnym stoliku jest i „Polska”, i „Portugalia”…

Zadanie dla Fatimy

Nocne spojrzenia na Matkę Bożą Fatimską i Jej koronę sprawiają, że w papieżu z wolna dojrzewa pewna myśl… „Papieski sługa” – ks. Mirosław Drozdek wspomina, że w papieżu dojrzewa przekonanie, iż Fatima musi „rosnąć”, a jej miarą jest polskie oddanie Matce Najświętszej. Może zabrzmi to dziwnie, ale Jan Paweł II, który zapoznał się z całą dokumentacją objawień, zaczyna rozumieć, że Fatima winna odkryć drogę prymasa Wyszyńskiego!

Nie będziemy rozważać tego, ile Fatimy było w nauczaniu Prymasa Tysiąclecia, bo to będzie nowa, czekająca dopiero na napisanie księga. Kardynał Wyszyński głosił orędzie fatimskie, nawet nie będąc tego świadom. Jego intuicja wiary – skoro jest prawdziwa – w sposób oczywisty spotyka się z treścią prawdziwych objawień z 1917 r.

Dziś potrzebny jest zwornik

Papież jest świadomy, że Kościołowi wkraczającemu w epokę kryzysu, potrzebny jest zwornik, który będzie podtrzymywał kościelny ład. Ten zwornik widzi w świętości i duchowości prymasa. Podczas swej pierwszej pielgrzymki do ojczyzny mówi: „Ksiądz Prymas stał się szczególnym jego [Kościoła] zwornikiem. Zwornik jest tym, co tworzy sklepienie i odzwierciedla siłę fundamentu budowli. Ksiądz Prymas odzwierciedla siłę fundamentu tego Kościoła, którym jest Jezus Chrystus. Na tym polega jego własna siła. Ksiądz Prymas uczy od trzydziestu kilku lat, że tę siłę zawdzięcza Maryi, Matce Chrystusa. Wszyscy o tym dobrze wiemy, że dzięki Maryi można najpełniej odzwierciedlić siłę tego fundamentu, którym jest Chrystus, że dzięki Maryi można najskuteczniej stawać się zwornikiem Kościoła. Tego uczy życie i posługiwanie Prymasa Polski”.

Gdy Kościół zaczyna się chwiać – zdaje się mówić Ojciec Święty – czas postawić zwornik. Jest on, po pierwsze, maryjny. Po drugie, jest „na obraz prymasa”. Skoro droga ocalenia Kościoła została ukazana w Fatimie, to… należy ją interpretować w najgłębszy sposób – właśnie przez maryjną duchowość jasnogórskiego prymasa.

Dziwny dar dla Matki Bożej

12 maja 2000 r. swe liczne spotkania, które przewiduje program pielgrzymki, papież rozpoczyna od najważniejszego z najważniejszych – od rozmowy z Maryją. Ojciec Święty kieruje kroki najpierw ku miejscu objawień. Podchodzi do figury, pada na kolana i zaczyna się modlić. W tej samej chwili milionowy tłum milknie, jakby ktoś go „wyłączył”.

Czy Jan Paweł II rozmawia z Nią o darze, który dla Niej przywiózł? Znaczące jest to, że ludziom nie będzie tłumaczył znaczenia swego fatimskiego upominku. Znają je tylko on i Matka Najświętsza…

Kiedy podnosi się z klęczek, czyni nieoczekiwany gest. Zbliża się do figury, wyciąga ku niej ręce i ofiarowuje Matce Bożej Fatimskiej swój najcenniejszy skarb. Jest nim złoty pierścień otrzymany od kard. Stefana Wyszyńskiego, który w październiku 1978 r., po wyborze kard. Karola Wojtyły na papieża, prorokował, że nowo wybrany „sługa sług Bożych” otrzymał od Boga misję: ma – ze swoją maryjną duchowością jak pochodnią – przeprowadzić Kościół w trzecie tysiąclecie. Na tę drogę kard. Wyszyński daje Wojtyle „znak” – swój pierścień. Teraz, na nowe milenium, zostaje on przekazany Maryi z Fatimy.

Ten dar jest jasnogórski. Na pierścieniu widnieje wizerunek Matki Bożej z Jasnej Góry i napis Totus Tuus. Bo prymas Wyszyński też jest Totus Tuus!

Jan Paweł II wie, że jego życie zbliża się do kresu, że po raz ostatni nawiedza Fatimę. Pierścień, który stanowi symbol jego związku z Jasną Górą i jej wielką duchowością, chce przekazać Matce Bożej Fatimskiej. W ten sposób czyni Fatimę dziedzicem tego wszystkiego, co prowadzi Kościół do zwycięstwa drogami wyznaczonymi przez kard. Wyszyńskiego.

Taka jest jego ostatnia wola. Na trzecie tysiąclecie herbowy pierścień jasnogórski staje się własnością Fatimskiej Madonny.

Milenijny pierścień

Kardynał Stefan Wyszyński maryjny pierścień otrzymał od swych rodaków w dniu 3 maja 1967 r. – w pierwszą rocznicę aktu oddania narodu polskiego Maryi na żertwę ofiarną za Kościół. Dla niego jest on znakiem, że wszystko, czego Bóg dokonuje przez jego posługę, jest dziełem Matki Najświętszej królującej z Jasnej Góry. Tym pierścieniem Wyszyński „pieczętuje się” w swojej posłudze.

Gdy przyjmował jasnogórski pierścień, powiedział: „Jeśli dobry Bóg pozwolił coś uczynić przez Maryję dla swej chwały, zawsze będę się uważał za najniższego ze sług Kościoła świętego w Polsce. Przyjmując z wdzięcznością znak pierścienia opatrzonego wizerunkiem Matki Najświętszej, powiem krótko: Per Mariam – Soli Deo! Przez Maryję wszystko na chwałę Bożą”.

Jedenaście lat później bardzo podobny pierścień jasnogórski staje się darem prymasa dla pierwszego w historii Papieża Polaka. Jan Paweł II zabiera go w swoją ostatnią pielgrzymkę do Fatimy, by uczynić z niego dziedzictwo przekazane dla Białej Madonny.

Polska droga drogowskazem

Jakże symboliczny to dar! Papież wybiera dla Matki Bożej Fatimskiej znak jasnogórskiej drogi polskiego narodu. To jednocześnie znak maryjnego dziedzictwa kard. Wyszyńskiego, który „wszystko postawił na Maryję”. Przekazany Janowi Pawłowi II staje się z kolei znakiem kontynuacji prymasowskiej drogi w ostatnim pontyfikacie drugiego tysiąclecia i pierwszym pasterzowaniu Kościołowi powszechnemu w trzecim milenium.

Dla papieża jest to bezcenny skarb, a jednocześnie czytelny drogowskaz – przypomnienie o wskazanej przez kard. Wyszyńskiego maryjnej drodze, którą ma prowadzić Kościół. Teraz przekazuje ten znak Matce Bożej Fatimskiej. Kościół ma być prowadzony przez orędzie fatimskie, ale maryjną drogą polskiego zawierzenia…

Wymowny znak

Jakie jest znaczenie tego papieskiego gestu? Mamy wiele możliwych odpowiedzi, skupmy się jednak na najważniejszej z nich.

Jan Paweł II zdaje się mówić: tu właśnie znajduje się przyszłość ukochanej Polski! Więcej: orędzie fatimskie będzie się przybliżać do swego wypełnienia przede wszystkim w Polsce, a najbardziej na Jasnej Górze! I jeszcze: zwycięstwo Niepokalanego Serca pojawi się w pokoleniu, które wejdzie na polską drogę całkowitego oddania się Maryi! Można pytać, skąd on wiedział, że za kilka lat Jasna Góra stanie się najważniejszym na świecie miejscem wypełniania orędzia z Fatimy – potwierdzonym cudami! (To kolejna niezwykła historia czekająca na swoją opowieść.)

I może najważniejsze: jeśli Kościół ma podjąć i wypełnić orędzie z Fatimy, to miejscem jego interpretacji jest maryjna duchowość Jasnej Góry.

Ten polski znak pozostawiony w Fatimie jest jak proroczy gest. Tym bardziej wymowny, że prorokiem jest tu sam papież, a drogowskazem – prymasowski dar...

Wyszyński i pastuszkowie fatimscy

Milenijny pierścień, który po raz trzeci zmienia właściciela, niesie ze sobą jeszcze jedno przesłanie. Wskazuje na nie sam Jan Paweł II, który w jedynej wypowiedzi na temat znaczenia swego gestu wiąże pierścień kard. Wyszyńskiego z pastuszkami z Fatimy.

Sam wyjaśnia ten związek podczas audiencji generalnej po powrocie do Watykanu. Jak mówi, gest ofiarowania pierścienia ma symbolicznie wyrazić „wdzięczność wobec Maryi za to, co chciała dać Kościołowi przez dzieci z Fatimy”. A także: „jest podziękowaniem Maryi za to, że opiekowała się mną przez cały pontyfikat”.

Ten drugi wątek jest dla nas oczywisty. Papież dziękuje już za „cały pontyfikat”, który z wolna dobiega kresu – za to, że zawsze był otoczony opieką Matki Najświętszej. Nic w tym dziwnego, że oddaje Jej swój najcenniejszy dar. Dar nieprzypadkowy.

Pierwsze słowa Ojca Świętego brzmią jednak tajemniczo. Pierścień prymasowski ofiarowany Matce Bożej Fatimskiej wyraża „wdzięczność wobec Maryi za to, co chciała dać Kościołowi przez dzieci z Fatimy”. Czyżby papież wiązał pierścień kard. Wyszyńskiego z pastuszkami, których sam daje Kościołowi jako przewodników na nowe czasy?

Homilia z polskim wątkiem milenijnym

Pierścień zostaje złożony u stóp Matki Najświętszej, a następnego dnia papież wygłasza kazanie – publiczne, oficjalne oświadczenie dotyczące Franciszka i Hiacynty Marto.

Wystarczy zajrzeć do jego homilii, by znaleźć odpowiedź na pytanie, które papież sam zadał: „Co Ona [Maryja] chciała dać Kościołowi przez dzieci z Fatimy?”. I – uzupełnijmy to pytanie – jaka jest rola kard. Wyszyńskiego w Kościele powszechnym nowego milenium?

W fatimskiej homilii Jan Paweł II ogłasza, że ratunek światu przyniosą ludzie podobni do pastuszków wybranych w Fatimie: oddani bez reszty do dyspozycji Maryi, ludzie Totus Tuus, którzy – uwaga! – tak jak naród polski w 1966 r. wejdą na szlak zawierzenia Matce Bożej bez reszty – aż po bycie żertwą ofiarną za zbawienie dusz!

Być może ten papieski znak należy odczytywać w tym właśnie kluczu, skoro właśnie podczas pobytu Jana Pawła II w Fatimie zostaje podana wiadomość, że z woli papieża w najbliższych dniach będzie ujawniona trzecia część tajemnicy fatimskiej…

Czyżby ocalenie od zapowiedzianych tam nieszczęść znajdowało się w symbolu jasnogórskiego pierścienia?

Pierścień czeka na swoją godzinę

Papież wie, że jego fatimski gest – ofiarowanie prymasowskiego pierścienia i jego słowa o konieczności oddania się Maryi i złożenia swego życia na szali zbawienia grzeszników – jest proroczy. Uczyniony na progu nowego milenium – zacznie kiedyś wzrastać i przynosić owoc.

Wie, że na odczytanie znaczenia tego daru ludzkość będzie musiała czekać przez wiele lat… Ale ten czas nadejdzie.

Co wtedy odkryje Kościół? Jan Paweł II tłumaczy: jeśli potrafimy wprowadzić w życie naukę płynącą z fatimskiej beatyfikacji, to historia świata będzie się pisała tak, jak chce tego Bóg. Od razu podkreśla, że Maryja ukazała się trójce pastuszków przede wszystkim po to, by prosić je o „ofiarę wynagradzającą”.

Czyżby w tym słowie krył się klucz do bezpiecznego jutra?

Być może, skoro w swej homilii Jan Paweł II porównuje Franciszka i Hiacyntę do Mojżesza, to oni mają nas poprowadzić w trzecim tysiącleciu – wyprowadzić z „Egiptu grzechu” i wprowadzić w „krainę wiosny chrześcijaństwa”. Papież zdaje się zapewniać, że istnieje ta ziemia obiecana, ale – dodaje – do jej znalezienia potrzebujemy świętych przewodników.

Jan Paweł II, mówiąc o pastuszkach fatimskich, ubogaca swe przesłanie znakiem ofiarowanego pierścienia. Odwołuje się zatem do polskiego doświadczenia drogi zwycięstwa, która w 1966 r. związała się z uroczystą proklamacją gotowości oddania przez Polaków swego życia za Kościół. Teraz może stać się ona drogą ocalenia świata.

W stronę cywilizacji miłości

Krokiem w stronę wypełnienia zapowiedzi zawartych w znaku jasnogórskiego pierścienia jest beatyfikacja prymasa, a z pewnością niebawem – jego kanonizacja. Może doczekamy dnia, kiedy najgłośniejszy krzyk prymasa Wyszyńskiego stanie się wołaniem całego Kościoła...

CZYTAJ DALEJ

Niedzielski: rozwiązanie dotyczące ferii ma uchronić przed trzecią falą pandemii

2020-11-25 16:26

[ TEMATY ]

ferie zimowe

Adam Niedzielski

PAP

Rozwiązanie dotyczące ferii ma nas uchronić przed trzecią falą pandemii, która na dodatek miałaby okazję spotkać się ze szczytem zachorowań na grypę występującym w lutym, czy na przełomie lutego i marca - podkreślił w środę minister zdrowia Adam Niedzielski.

Niedzielski został w zapytany przez dziennikarzy o apel samorządowców z południa Polski o otwarcie hoteli dla gości, którzy przedstawią negatywny wynik testu na koronawirusa oraz o możliwość "rozbicia" ferii na kilka terminów.

Wcześniej premier Mateusz Morawiecki informował, że najbliższe ferie będą skumulowane w jednym okresie między początkiem stycznia - 4 stycznia - a 17-18 stycznia.

Szef resortu zdrowia zaznaczył w odpowiedzi, że najważniejszym wyznacznikiem dla rządu jest bezpieczeństwo. "Wysiłek, który podejmujemy i podejmowaliśmy nie może być zaprzepaszczony przez krótkoterminową przyjemność" - powiedział Niedzielski.

"Z całą stanowczością podkreślam, że rozwiązanie, które dotyczy ferii jest takim rozwiązaniem, które ma nas uchronić przed trzecia falą pandemii, która na dodatek miałaby okazję spotkać się ze szczytem zachorowań na grypę, który występuje w lutym, czy na przełomie lutego i marca" - wskazał minister.

Odnosząc się do kwestii korzystania ze stoków narciarskich, Niedzielski poinformował, że na forum Unii Europejskiej toczą się wstępne, kuluarowe rozmowy dotyczące koordynacji polityki obostrzeń w kwestii zimowego wypoczynku.

"Po to, aby nie dopuszczać do sytuacji, kiedy jedne kraje będą walczyły z całą stanowczością, a inne - być może dlatego, że znajdują się na innym etapie epidemii - wprowadzają poluzowania zwiększające mobilność, co prowadziłoby tylko do większego zagrożenia, większego ryzyka zachorowania na koronawirusa" - wskazał.

"Z naszego punktu widzenia komunikat jest jednoznaczny: jeżeli chodzi o ferie - zostań w domu" - podkreślił Niedzielski. (PAP)

autor: Monika Zdziera

mzd/ par/

CZYTAJ DALEJ

Ministerstwo zdrowia: nie ma zakazu wprowadzania ciała do kościoła

2020-11-26 14:36

[ TEMATY ]

pogrzeb

koronawirus

BOŻENA SZTAJNER

Według obecnych regulacji prawnych nie ma zakazu wprowadzania ciała do kościoła. W ostatnim czasie pojawiły się wątpliwości związane z pochówkiem osób zakażonych COVID-19. Dotyczyły głównie dwóch przypadków: czy istnieje obowiązek kremacji ciała oraz czy trumnę z ciałem zmarłego zakażonego koronawirusem można umieścić w kościele podczas Mszy św.

Jarosław Rybarczyk z Biura Komunikacji Ministerstwo Zdrowia wyjaśnił, że żaden z obecnie obowiązujących przepisów prawa w Polsce nie narzuca formy pochowania w przypadku zgonu na COVID-19, co oznacza, że zwłoki analogicznie jak w przypadku wytycznych WHO, mogą zostać złożone w trumnie bądź w formie spopielonych szczątków w urnie, a następnie pochowane. Dodaje, że przepisy nie nakładają także obowiązku natychmiastowego pochowania zwłok, tak jak w przypadku innych chorób zakaźnych, gdzie zwłoki powinny być pochowane w ciągu 24 godzin od chwili zgonu.

Ministerstwo zdrowia nie ma przeciwwskazań - z punktu widzenia sanitarno-epidemiologicznego - aby trumna ze zwłokami osoby zakażonej wirusem SARS-CoV-2, mogła być wprowadzona do kaplicy czy kościoła, celem ceremonii pogrzebowej czy czuwania, niemniej jednak zgodnie z dotychczasowymi przepisami po złożeniu zwłok w trumnie i przymocowaniu wieka trumny nie wolno otwierać (§ 6 ust. 2 rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 7 grudnia 2001 r. w sprawie postępowania ze zwłokami i szczątkami ludzkimi Dz.U. Nr 153, poz. 1783).

- Wyżej wymienione rozporządzenie nie przesądza jednoznacznie o zakazie dokonywania czynności ubierania zwłok, i kto to ma robić. Ciało zmarłego można zatem, przy zachowaniu środków ostrożności, dezynfekcji oraz zasad dystansu, o których mowa w rozporządzeniu przygotować do pogrzebu - informuje resort zdrowia w przesłanym oświadczeniu do Radia Plus Radom.

Zgodnie z § 5a ust. 1 pkt. 2 i 3 wyżej cytowanego rozporządzenia należy odstąpić od standardowych procedur mycia zwłok, a w przypadku zaistnienia takiej konieczności należy zachować szczególne środki ostrożności oraz unikać ubierania zwłok do pochówku oraz okazywania zwłok.

W świetle ustawy z dnia 15 kwietnia 2011 r. o działalności leczniczej (Dz.U. z 2020 r. poz. 295), podmiot leczniczy wykonujący działalność leczniczą w rodzaju stacjonarne i całodobowe świadczenia zdrowotne zobowiązany jest do należytego przygotowania zwłok poprzez ich umycie i okrycie, z zachowaniem godności należnej osobie zmarłej, w celu ich wydania osobie lub instytucji uprawnionej do ich pochowania. Należy zauważyć, że czynności te nie stanowią przygotowania zwłok zmarłego pacjenta do pochowania.

CZYTAJ DALEJ
Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję