Reklama

Obserwator

2020-01-08 08:08

Niedziela Ogólnopolska 2/2020, str. 5-8

pixabay.com

Moskwa przegrała

Polska-Rosja

Co mówił prezydent Rosji Władimir W. Putin o roli, jaką Polacy mieli odegrać w II wojnie światowej – wiemy. Wywołaliśmy ją, brataliśmy się z Hitlerem i uczestniczyliśmy w zagładzie Żydów. Ale co do tego, dlaczego to Putin zrobił, zdania są podzielone. Pewne jest, że oskarżenia nie padły przypadkowo.

Według niektórych, to reakcja na rezolucję Parlamentu Europejskiego obciążającą winą za wybuch II wojny światowej ZSRR i Niemcy. W grę wchodzi też chęć odwrócenia uwagi od porażek Putina, od bardzo złej sytuacji w kraju, próba poprawienia notowań, a także gra na wywołanie konfliktu w Polsce lub UE.

Reklama

Może to być też reakcja na fiasko próby wchłonięcia Białorusi, na przedłużenie sankcji za aneksję Krymu i na nowe sankcje, utrudniające budowę gazociągu Nord Stream 2. O te elementy katalog domniemań rozszerzył premier Mateusz Morawiecki, który ocenił też, że Moskwa stara się odwrócić od siebie uwagę.

Ofensywa Kremla może mieć także związek z uroczystościami wyzwolenia obozu w Auschwitz, które odbędą się w końcu stycznia w Oświęcimu (Putin nie został zaproszony) i Jerozolimie. Europoseł Witold Waszczykowski ocenia, że Putin, dążąc do odbudowy potęgi Związku Sowieckiego, wykorzystuje kult tzw. wojny ojczyźnianej jako wielkiej wygranej całego społeczeństwa sowieckiego. – Buduje wizerunek Rosji jako ofiary II wojny światowej, by przygotować aneksję Białorusi – czytamy w The Washington Post. Możliwości, jak widać, jest sporo.

Jako jednego z winowajców antysemickiej atmosfery sprzed lat Putin wskazał Józefa Lipskiego, przedwojennego ambasadora Polski w Berlinie, nazywając go „antysemicką świnią”. Czy Lipski rzeczywiście nią był? Badacze twierdzą, że przeciwnie: dyplomacja pod jego kierunkiem starała się chronić polskich Żydów w Rzeszy... Najwyraźniej Putin próbował nam podrzucić świnię.

Wojciech Dudkiewicz

Murem za abp. Jędraszewskim

Obrona hierarchy

Naukowcy, biskupi, politycy i internauci bronią metropolity krakowskiego abp. Marka Jędraszewskiego, który znów stał się celem ataków środowisk lewicowych i liberalnych. Szczególnie prymitywnie zaatakował wiceprezydent Warszawy Paweł Rabiej, pisząc: „Idź do diabła”. Wyrazy solidarności wobec duchownego przekazali przewodniczący Akademickich Klubów Obywatelskich. Zwrócili oni uwagę, że atak jest efektem ideologizacji myślenia. „Odwaga i uczciwość, z jaką abp Marek Jędraszewski opisuje współczesne zagrożenia europejskiej duchowości, są godne najwyższego uznania” – napisali członkowie poznańskiego klubu Gazety Polskiej. Otwarty list poparcia i solidarności do abp. Jędraszewskiego skierowali arcybiskupi i biskupi uczestniczący w spotkaniu świątecznym w Rzeszowie oraz kard. Zenon Grocholewski. Akcję opatrzoną hasztagiem #MuremZaJędraszewskim zorganizowali internauci.

Abp. Jędraszewskiego zaatakowano za wywiad dla Telewizji Republika, w którym hierarcha porównał ekologizm do twierdzeń Engelsa, współtwórcy materializmu. Ekologizm odwraca porządek świata. To sprzeczne ze wszystkim, co zapisane w Biblii – stwierdził m.in.

w.d.

Polska w szpicy

Obronność

Przejęcie przez Polskę od nowego roku dowództwa tzw. szpicy NATO to spore wydarzenie, które – zdaniem sekretarza generalnego Sojuszu Jensa Stoltenberga – będzie czasem „prezentacji jej możliwości”. Wspólne Siły Operacyjne Bardzo Wysokiej Gotowości (VJTF), utworzone w reakcji na rosyjską aneksję Krymu w 2014 r., są elementem odstraszania Rosji. Ich trzonem w tym roku będzie 21. Brygada Strzelców Podhalańskich, wspierana m.in. przez jednostki z 12. Dywizji Zmechanizowanej. W szpicy będzie służyło ok. 6 tys. żołnierzy, w tym ok. 3 tys. z Polski. Żołnierze szpicy pozostają w macierzystych jednostkach, ale muszą być zdolni do udania się w krótkim czasie w dowolne miejsce, gdzie będą potrzebni.

Iran w ogniu

Kryzys

„Wszyscy wrogowie powinni wiedzieć, że dżihad wobec USA będzie teraz prowadzony ze zdwojoną determinacją” – ogłosili duchowo-polityczni przywódcy Iranu po zabiciu przez Amerykanów irańskiego generała Kassema Sulejmaniego (na zdjęciu), dowódcy elitarnej jednostki Al-Kuds i jednego z dowódców irackiej milicji. Rozkaz do ataku wydał Donald Trump, który by skomentować swoją decyzję, napisał na Twitterze: „Generał przez dłuższy czas zabijał lub ciężko ranił tysiące Amerykanów i planował zabicie wielu innych”. I dodał, że Irańczycy wcale nie są tak smutni po zabiciu generała, jak próbuje to przedstawić irańska władza. Wściekły prezydent Iranu Hasan Rouhani zapowiedział zemstę: „Bez cienia wątpliwości Iran i inne kraje w tym regionie, dążące do wolności, zemszczą się na USA”.

Tymczasem Stany Zjednoczone w chwili, gdy oddajemy do druku bieżący numer Niedzieli, wysyłają w rejon Bliskiego Wschodu dodatkowych żołnierzy z 82. Dywizji Powietrznodesantowej – ok. 3 tys. świetnie wyszkolonych osób. Armia Izraela została postawiona w stan gotowości.

Pojawiają się też pytania o polską reakcję w tej sytuacji. Prezydent RP Andrzej Duda uspokaja: „Zapewniam, że w sprawie ostatnich wydarzeń w Iraku działamy spokojnie i z rozwagą, mając na względzie w pierwszej kolejności bezpieczeństwo i interes Polski oraz naszych obywateli”.

w.d.

Dokąd pojedzie Franciszek

Podróże Papieża

Czarnogóra, Cypr, Węgry, Indonezja, Timor Wschodni i Papua-Nowa Gwinea, Irak, Sudan Południowy – to kraje, które może odwiedzić papież Franciszek w tym roku. Stolica Apostolska nie potwierdziła jeszcze żadnej z tegorocznych podróży apostolskich, dlatego informacje na ten temat nie są pewne. Dość prawdopodobna jest podróż Franciszka do Czarnogóry (premier tego kraju Duško Markovič oświadczył niedawno, że papież przyjął zaproszenie) i na Cypr, ważny dla dialogu ekumenicznego. Bardziej niż prawdopodobny jest udział Franciszka w 52. Międzynarodowym Kongresie Eucharystycznym we wrześniu w Budapeszcie. Być może ogłosi wówczas błogosławionym heroicznego prymasa Węgier – kard. Józsefa Mindszenty’ego. Ponadto od dawna mówi się o podróży Ojca Świętego do krajów Oceanii: Indonezji, Timoru Wschodniego i Papui-Nowej Gwinei, co zapewne będzie miało miejsce w drugiej połowie przyszłego roku. Mniej prawdopodobne są pielgrzymki do Iraku i Sudanu Południowego, krajów ogarniętych krwawymi konfliktami, o których odwiedzeniu papież wielokrotnie mówił, a w których ma mu towarzyszyć arcybiskup Canterbury Justin Welby, zwierzchnik anglikanów. Wizyta ta jest przygotowywana od dawna, ale sytuacja w tych krajach jest daleka od normalizacji.

j.k.

Najlepszy i najgorszy

Sondaż

Jarosław Kaczyński to najlepszy i... najgorszy polityk minionego roku – wynika z sondażu przeprowadzonego przez Instytut Badań Pollster. Polacy, wskazując najlepszego i najgorszego polityka 2019 r., postawili na tę samą osobę. Kaczyński dostał 15% wskazań jako najlepiej oceniany polityk i 39% jako oceniany najsłabiej. W trójce najlepszych polityków znaleźli się też prezydent Andrzej Duda i Donald Tusk.

j.k.

Z Twittera papieża Franciszka

W Bogu zawsze będzie nasze człowieczeństwo, a Maryja na zawsze będzie Matką Boga.

@Pontifex_pl

Czas na Salviniego

Włochy

Sondaże pokazują, że Włosi są coraz większymi pesymistami. Połowa z nich uważa, że sprawy w kraju idą w złym kierunku, a większość nie dostrzega oznak ożywienia po kryzysie. Przeciwnie: ponad trzy czwarte Włochów negatywnie ocenia stan gospodarki. Tylko jedna piąta ankietowanych jest zdania, że obrano dobrą drogę. Te fatalne nastroje to najlepsza ocena obietnic premiera Giuseppego Contego sprzed roku, który zapowiadał, że 2019 będzie „przepięknym rokiem”.

Możliwe, że już w tym roku o „pięknym roku” będzie mógł mówić Matteo Salvini, były wicepremier, lider prawicowej Ligi Północnej. W jego kierunku coraz częściej zerkają Włosi i raczej nie ma wątpliwości, że nadchodzi jego czas. Zdecydowanie wygrał w maju ub.r. wybory do Parlamentu Europejskiego i od tamtego czasu prowadzi w sondażach. Wprawdzie wybory planowane są dopiero na 2023 r., ale koalicyjny rząd Contego słabnie i jest bardzo prawdopodobne, że może już jesienią dojdzie do samorozwiązania parlamentu i... zwycięstwa prawicy. Włochów czekają wtedy rządy silniejszej ręki, konkretne działania przeciwko nielegalnym migrantom i reformy gospodarcze, a Unię Europejską – kłopoty z Włochami. Salvini jest ostrym krytykiem działań brukselskich biurokratów.

w.d.

Turcja idzie na wojnę

Konflikt w Libii

Wysłanie do parlamentu ustawy pozwalającej na rozmieszczenie żołnierzy w Libii oznacza przyspieszenie planu przyjścia przez Turcję z pomocą rządowi w Trypolisie. Ankara już wcześniej dostarczała broń uznawanemu przez społeczność międzynarodową rządowi „porozumienia narodowego” Fayeza al-Serraja. Działo się tak, choć ONZ nałożył embargo na dostarczanie broni do Libii. Łamały je także Rosja, Egipt, ZEA i Jordania, tyle że one wspierały drugą stronę konfliktu. W końcu grudnia do Tunisu niespodziewanie przyjechał na rozmowy z prezydentem Tunezji Kaisem Saiedem prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan, by omówić kroki, które mają doprowadzić do dialogu politycznego w Libii.

w.d.

Końca nie widać

Sprawa drukarza

Sąd Apelacyjny w Łodzi po ponownym rozpatrzeniu sprawy Adama J., drukarza z Łodzi, prawomocnie ukaranego za odmowę powielenia plakatu promującego ruch LGBT, uchylił wyroki skazujące obwinionego i umorzył postępowanie. Orzeczenie jest konsekwencją wyroku Trybunału Konstytucyjnego uznającego niekonstytucyjność art. 138 Kodeksu wykroczeń, na podstawie którego doszło do ukarania Adama J. Orzeczenie sądu ma ostatecznie zakończyć postępowanie i potwierdzić wolność działalności gospodarczej oraz sumienia przedsiębiorców w Polsce.

w.d.

Z Twittera premiera

Według @pewresearch 57% Polaków uważa, że ich dzieciom będzie żyło się bardziej dostatnie. To wynik zdecydowanie lepszy niż w społeczeństwach Francji, Włoch, Szwecji czy Wielkiej Brytanii.

Dzień na protest

Inicjatywa

Okręg szkolny w hrabstwie Fairfax, w stanie Wirginia, w USA zezwoli uczniom klas 7-12 na dzień nieobecności spowodowanej aktywnością obywatelską. By uzyskać wolne na protest, uczniowie muszą wypełnić formularz, w którym wyjaśnią powód nieobecności, uzyskać zgodę rodzica lub opiekuna i w dniu protestu przynajmniej raz zameldować się w swojej szkole. Szkoła nie może zabronić udziału w proteście, ma jednak prawo zawiadomić kuratora, który może interweniować już po tym wydarzeniu.

j.k.

Miejski środek Polski

Prawa miejskie

Sprawiedliwość dziejowa – tak w Lututowie i Piątku w Łódzkiem, Czerwińsku nad Wisłą na Mazowszu oraz Klimontowie w Świętokrzyskiem, które właśnie uzyskały prawa miejskie, mówią o nowym statusie ich miejscowości. Prawa miejskie już miały, ale utraciły je w XIX wieku, w związku z represjami po powstaniu styczniowym. Teraz je odzyskały. Status miasta zwiększa prestiż miejscowości, a także możliwość rozwoju. Nie wpływa na ograniczenie ulg, dofinansowań i dotacji, dostępu do dopłat, np. rolniczych. Z powodu statusu nie wzrastają podatki, opłaty za wodę, śmieci itp.

Ważnym warunkiem uzyskania praw miejskich jest miejska zabudowa. W przypadku Czerwińska uwagę zwrócono m.in. na zabytkowy zespół klasztorny, który ściąga 10 tys. pielgrzymów i turystów rocznie. W Lututowie i Klimontowie – na zrewitalizowane rynki, odbudowane kamienice i zwartą zabudowę. Piątek posiada natomiast ukształtowane centrum z wyznaczonym geometrycznym środkiem Polski.

Ale z tym, czy środek Polski leży teraz w mieście, jest kłopot. Ponad rok temu geodeci orzekli, że geometryczny środek może znajdować się kilkanaście kilometrów od Piątku – w Nowej Wsi pod Kutnem. W Piątku wypadał natomiast środek ciężkości obszaru administracyjnego Polski. O przeniesieniu środka Polski mieszkańcy Piątku (dziś już mieszczanie) nie chcą słyszeć. Środek Polski leży zatem tam, gdzie leżał, czyli od niedawna w mieście.

w.d.

Poprawią Biblię

Religia po chińsku

Władze Chin zamierzają tak przeredagować Koran i Biblię, by dopasować zawarte w nich treści do wartości wyznawanych przez Partię Komunistyczną, czyli socjalistycznych. Decyzja zapadła podczas kongresu Komitetu ds. Etnicznych, odpowiedzialnego za sprawy religijne w kraju. Komitet planuje przegląd wszystkich tekstów religijnych, pod kątem ich postępowości. Choć nie wymienia się nazw obydwu świętych ksiąg, to gdy jest mowa o istniejących księgach klasyki religijnej, chodzi właśnie o Koran i Biblię. Zrewidowane księgi będą zmienione lub odpowiednio przetłumaczone.

jk

Neutralne loty

Fiksacja

Pasażerowie samolotów są witani najczęściej słowami „panie i panowie”. Chcą to zmienić brytyjskie linie lotnicze EasyJet – trzeci na świecie i drugi z największych w Europie tanich przewoźników. Władze linii wydały personelowi instrukcje, że powinien zwracać się do pasażerów w sposób neutralny płciowo. Już wcześniej linie Air Canada zakazały w swoich samolotach używać sformułowania „panie i panowie”, aby nie urazić przedstawicieli „innych płci”. Skoro prawo pozwala już Kanadyjczykom wybrać płeć „X” i nie określać siebie ani jako mężczyzna, ani jako kobieta, to lotnictwo nie może być w tyle.

j.k.

Nobel dla „Wiedźmina”

Wojciech Dudkiewicz

Może niekoniecznie dla stwora – krzykliwy tytuł to pół sukcesu – lecz dla Andrzeja Sapkowskiego, pisarza z ogromną wyobraźnią i dużą skromnością. I w odróżnieniu – z całym szacunkiem – od laureatki Olgi Tokarczuk czytanego, mimo braku Nobla, filmowanego, w ogóle adaptowanego.

Wieść z ostatnich dni mówi, że Andrzej Sapkowski został najlepiej sprzedającym się autorem na liście Amazona, wyprzedzając nawet autorkę Harry’ego Pottera. Sukces Sapkowskiego związany jest z premierą Witchera, czyli naszego Wiedźmina, produkcji Netflixa.

Produkcja bazuje na popularności gry, która z kolei powstała na podstawie sagi Sapkowskiego. A duży wzrost sprzedaży książek wziął się i z popularności gry, i z serialu. O serialu jest głośno, zapowiedziano już drugi sezon, bo Geralt z Rivii dawno przestał być bohaterem peryferii świata. Jest coraz bardziej znany w szerokim świecie, a to świetna wieść dla CD Projekt, czyli twórcy gry Wiedźmin, która sprzedała się już w 40 mln egzemplarzy, i dla samego mistrza Sapkowskiego, którego książki zaczęły się piąć na światowych listach bestsellerów.

Warto zwrócić uwagę na informację z końca ubiegłego roku, gdy do biura Fundacji Walki z Korupcją Aleksieja Nawalnego w Moskwie wtargnęli zamaskowani funkcjonariusze. Co czytał rosyjski opozycjonista? „Zabrali mi z plecaka rozładowany czytnik książek, na którym czytałem Wiedźmina. Naładowali czytnik, przekonali się, że tam jest Wiedźmin, i oddali mi”. A mogli nie oddać...

Wiedźmin to dziś ważna polska marka, przykład siły synergii. Efekty, które można osiągnąć różnymi środkami wyrazu – książkami, grami i filmami – są nie do przecenienia. A zaczęło się – wracając do początku – od Sagi o wiedźminie. Andrzej Sapkowski, żeby być wielki (czytany, wydawany, przerabiany, adaptowany) nie musiał czekać/liczyć na coraz bardziej zmanierowaną Akademię Szwedzką. Zapracował na to sobie sam.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Zawód podwyższonego ryzyka

2019-09-10 12:59

Niedziela Ogólnopolska 37/2019, str. 10-12

[ TEMATY ]

media

Tomasz Adamowicz/FORUM

Jakiś czas temu miałem spotkanie w zespole szkół na Podkarpaciu, gdzie uczniowie, na prośbę księdza, głośno odmówili modlitwę w mojej intencji. W Gdańsku natomiast na mój widok ktoś odkręcił szybę w aucie i wygrażał mi, krzycząc, że pracuję w szczujni… – tak o realiach swojej pracy opowiada znany dziennikarz telewizyjny Krzysztof Ziemiec

KATARZYNA WOYNAROWSKA: – Czy media to dziś realna czwarta władza, zdolna zmienić sposób myślenia ludzi, ocenę rzeczywistości?

KRZYSZTOF ZIEMIEC: – Świat tak szybko się zmienia, a szczególnie ten między Bugiem a Odrą, że dzisiaj media są rzeczywiście czwartą władzą i wielu dziennikarzy ma często nieporównywalnie większy wpływ na politykę niż sami politycy. Czasem dziwię się niektórym, że chcą iść do polityki, bo będąc obecnym w mediach np. jako ekspert, mają większy wpływ na wybory Polaków – na kształtowanie naszych umysłów – niż politycy.

– W czasie kampanii wyborczej ten wpływ na wybory polityczne Polaków widać znacznie wyraźniej...

Mariusz Książek/Niedziela

– Zawsze tak jest w kampanii. Ale mam wrażenie, że obecnie wielu dziennikarzy przekroczyło dawniej nieprzekraczalną granicę. Kiedyś nie zdarzały się sytuacje, żeby znany dziennikarz angażował się już nie tylko w popieranie jakiegoś polityka, ale w zbieranie podpisów pod jego kandydaturą! Najbardziej smutne jest dla mnie jednak to, że nie dla wszystkich to, o czym teraz mówię, jest oczywiste. Wielu dziennikarzy krytykuje takie zachowania, ale równie wielu postępuje podobnie lub nie widzi w tym nic nagannego i tłumaczy np., że dziennikarz jest też obywatelem. Dziennikarz opisujący politykę takich rzeczy nie może robić. Więc to też pokazuje, że obecnie media są jak najbardziej czwartą władzą. Mają ogromny wpływ na rzeczywistość.

– A więc są w Polsce dwa wrogo nastawione do siebie plemiona, które dysponują własnymi mediami. Naprawdę liczą się tylko politycznie zaangażowani dziennikarze?

– To jest bardzo trudne pytanie, bo zależy, jak się na to spojrzy. Zwolennicy jednej partii będą dziennikarzy, którzy próbują być obiektywni, nazywać propagandystami, bo uznają, że tylko „nasi” dziennikarze są obiektywni, zwłaszcza jeśli ujawnią afery partii, której nie lubimy. I odwrotnie. Zwolennicy tamtej drugiej partii powiedzą to samo o mediach przeciwników. Niektórzy tak mocno się okopali na tych stanowiskach, że straszliwie trudno jest się wznieść, niczym dron, ponad to i ocenić sprawę obiektywnie...
Ale powiem coś jeszcze – mam wrażenie, że nasi odbiorcy zmienili się również w szerszej perspektywie i chcą słuchać i czytać tylko „swoich”. Dla przykładu: dziś czytelnicy pani pisma nie wezmą do rąk „Newsweeka” i odwrotnie – czytelnicy „Newsweeka” uznają, że czytanie „Niedzieli” im uchybia, jest jak plama na honorze...
Dziś widzowie takiej czy innej telewizji w dużej mierze już nawet nie chcą wyważonego stylu dziennikarstwa z dzieleniem włosa na czworo. Dla nich tzw. symetryści to frajerzy, którzy nie opowiedzieli się jeszcze po jednej czy drugiej politycznej stronie. Odbiorcy, szczególnie stacji telewizyjnych czy niektórych czasopism społeczno-politycznych, które już dawno zostały nazwane tygodnikami tożsamościowymi, nie oglądają tej drugiej stacji, nie czytają tej drugiej gazety. Czasem, gdy dziennikarz usiłuje być zbyt obiektywny, traci nawet na znaczeniu – bo jest, zdaniem widza czy czytelnika jednej ze stron, zbyt miękki, wahający się...

– A zatem czego odbiorca oczekuje od dziennikarza? Że powie mu to, co chce usłyszeć?

– Coraz częściej tak. Ale przede wszystkim chce krwi, oczywiście, w cudzysłowie. Chce emocji, a nie nudnej dyskusji. Na pewno nie oczekuje programu, w którym dzieli się włos na czworo. Woli, by dziennikarz przybił do ściany tych, których nie lubi. Więc gdy dziennikarz stara się być obiektywny i wyważony, staje się dla wielu odbiorców nijaki, czyli po prostu niewiarygodny.

– To na czym polega dobre dziennikarstwo? Rozmawiałam niedawno z młodymi dziennikarzami, którzy przekonywali mnie, że dziś dziennikarz musi być przede wszystkim szybki i efektywny...

– Bo musi! Każdy dziennikarz musi opanować w pierwszej kolejności szybkość i efektywność. To nie są już czasy, że gdy coś ustalano rano na kolegium, to do wieczora to obowiązywało. Dzisiaj to, co ustali się rano, już w południe jest nieaktualne, a wieczorem ma wartość archiwalną. Dzisiaj trzymanie ręki na pulsie jest nieporównywalnie trudniejsze niż kiedyś, dlatego że wydarzenia się dzieją nieporównywalnie szybciej. Na tych 12 czy 15 platformach internetowych newsy pojawiają się co kilka sekund. Kiedyś się czekało, co napiszą w gazetach albo co powiedzą wieczorem w wiadomościach, dzisiaj ludzie mają to on-line na portalach i w mediach społecznościowych. Politycy często omijają dziennikarzy „bajpasem” i wrzucają swój komentarz na Twittera, Facebooka czy innego komunikatora, dając w ten sposób do zrozumienia, że już nie potrzebują dziennikarzy, żeby się komunikować ze światem...

– Zapytam więc ponownie o dobre dziennikarstwo...

– Dziennikarz, moim zdaniem, musi być przede wszystkim ciekawy świata, innych opinii, musi umieć słuchać – nawet, a może przede wszystkim tych, z którymi się nie zgadza. Nawet jeśli mówią rzeczy niezgodne z jego światopoglądem. To jest dzisiaj bardzo trudne, choćby ze względu na te bębny informacyjne, które nadają nieustannie, i to z wielu stron.
Podstawa to umiejętność słuchania i dyskusji bez atakowania rozmówcy. Tymczasem ktoś, kto nie atakuje, nie jest agresywny, dziś uważany jest za słabego.

– A co z dziennikarstwem refleksyjnym, pogłębionym, co z reportażem, zwłaszcza tym literackim, z wywiadem, analizą jakiegoś zjawiska?

– Gdybyśmy w tej chwili zapytali kogoś na ulicy, czym jest dziennikarstwo, odpowiedziałby zapewne, że informacją. A przecież dziennikarstwo ma wiele barw, gatunków... Z przykrością przyznaję, że te inne gatunki mają coraz mniejsze grono odbiorców. I są to raczej odbiorcy, nazwijmy ich, dojrzali i wyrobieni. Dam przykład – Telewizja Polska cały czas pokazuje Teatr Telewizji o bardzo dobrej porze, w tzw. prime time... Ale teatr i tak przegrywa z popularnym serialem, kabaretem czy koncertem muzycznym. Ludzie nie mają dziś ochoty, nie mają sił ani czasu na oglądanie programów wymagających uwagi czy jakiegoś przygotowania. Oczywiście, Teatr Telewizji nadal – dzięki Bogu – ma ogromną widownię i oglądalność może największą w tej części Europy, ale zmęczeni ludzie wolą obejrzeć koncert z gwiazdami, kabaret czy ulubiony serial, a nie Teatr Telewizji czy widowisko nawet bardzo znanego reżysera. Ludzie się zmieniają, więc trzeba iść za widzem, za czytelnikiem. Trzeba czuć jego zapotrzebowanie. Bo inaczej nasza praca nie miałaby sensu.

– Kiedyś się mówiło, że telewizja kształtuje gust odbiorcy. A kto kształtuje gust ludzi od telewizji?

– Telewizja już chyba nie kształtuje gustów... Bo dziś to wszystko odbywa się w internecie. Mam trójkę dzieci i widzę, że one wszystko mają w telefonie komórkowym albo na tablecie. I to są serwisy, blogi, wpisy ich bohaterów, o których my, ludzie w średnim wieku, nie mamy zielonego pojęcia. I to one, a nie z całym szacunkiem media tzw. tradycyjne, kształtują gust młodego pokolenia. Telewizja, prasa i radio są ważne, ale nie są jedyne w tym kształtowaniu naszych gustów czy decyzji. To się bezpowrotnie skończyło. Znów posłużę się przykładem. Dla ludzi w średnim wieku i starszych w tym sezonie wyznacznikiem zachowań, tematem rozmów i komentarzy był serial „Zniewolona”. Ale w tym samym czasie młodzi ludzie mogą nie wiedzieć nawet, o co chodzi. Coraz więcej młodych nie ma w domu telewizora, bo nie jest im do niczego potrzebny. Nie słuchają radia, bo muzyki słuchają tylko ze specjalnych platform. Gdy zobaczą urywek jakiegoś programu w internecie, podkreślam – urywek, wtedy być może będą chcieli zobaczyć więcej, ale najczęściej ten fragment im wystarczy. Nieraz spotykam się z tym w mojej pracy dziennikarskiej, że młodych interesuje tylko atrakcyjny fragment. Na szczęście TVP ma portal internetowy, który umieszcza to, o czym mówimy i dzięki temu idzie to dalej w świat. Miałem ostatnio niezwykłego gościa – Żyda polskiego pochodzenia, który ocalał z Zagłady. Był 1 września na trybunie honorowej w Warszawie obok prezydenta RP, prezydenta Niemiec i wiceprezydenta USA. W moim programie powiedział bardzo stanowczo, że Niemcy nie mają co przepraszać, tylko mają nam zapłacić odszkodowania za wojenne zbrodnie, bo przeprosiny to za mało. Gdyby nie media społecznościowe, ten mocny przekaz usłyszałoby pewnie tylko dojrzałe pokolenie. Dzięki portalowi internetowemu TVP ta wypowiedź dotarła także do młodych, zmieniając – być może – ich punkt widzenia czy światopogląd.

– Jest Pan dziennikarzem ponad dwadzieścia lat. Na ile w tym czasie zmienił się sposób uprawiania dziennikarstwa?

– Zmienili się bardzo ludzie, niestety, na niekorzyść. Bywa, że nie potrafią ze sobą rozmawiać. To smutne, bo mam wrażenie, że dzisiaj dziennikarze toczą ze sobą mocniejsze boje polityczne niż sami politycy.
Poszły też w dół standardy. Kiedyś uczono mnie, że każdą informację trzeba sprawdzić dwa razy, i to w różnych źródłach, nim się ją opublikuje. Dzisiaj nikt niczego już nie sprawdza. Nikt się w takie rzeczy nie bawi, bo każdy chce być pierwszy. Jak będzie pierwszy, to będzie cytowany i nagradzany. Zyska uznanie, co w tym zawodzie jest arcyważne.
Drugą, znacznie groźniejszą chorobą dziennikarską, są dziś tzw. fake newsy, czyli zwyczajne kłamstwa. Dawniej nie miało prawa coś takiego się zdarzyć. Obecnie fake newsów używa się powszechnie, żeby kogoś obrzucić błotem, zniszczyć, złamać mu życie. Odkręcanie tego potem jest bardzo trudne, bo nikt nie będzie czytał sprostowań, natomiast wszyscy w nieskończoność będą powtarzać raz wyprodukowane bzdury... Proszę sobie przypomnieć, że niedawno poważny portal internetowy podał kłamliwą informację, okraszając ją jeszcze bardziej kłamliwym zdjęciem, na którym Donald Trump zamiast przyjechać do Polski grał w golfa w Irlandii. Okazało się, że to było zdjęcie sprzed 6 lat. Zupełnie niedawno jeszcze takie rzeczy robili wyłącznie internauci amatorzy, a dziś poważna redakcja. To czego mamy oczekiwać od odbiorców? Dlatego coraz częściej powtarzam, że dziś każdy musi nauczyć się czytać media, bo inaczej coraz trudniej będzie nam dostrzec, gdzie jest prawda, a gdzie fałsz.

– A nie ma Pan ochoty rzucić tego wszystkiego i zacząć np. utrzymywać się z pisania książek?

– Tak... Miałem, i to niejeden raz od samego początku dziennikarskiej pracy. Ale mam rodzinę na utrzymaniu (śmiech), a z pisania książek w Polsce się nie wyżyje. Miewam takie momenty, ale potem... no właśnie. Jeżeli ktoś ma mocną duchowość, to wie, że wszystko jest po coś. Nawet najtrudniejsze wydarzenia w życiu, momenty załamania czy zawahania może są po to, żeby zdać sobie sprawę, że jestem dobry w tym, co robię, a złe głosy podpowiadają, żebym odszedł i rzucił wszystko. Wielu by pewnie tego chciało... Po mnie przyjdą inni, pozostaje pytanie: czy lepsi?
Dziennikarstwo to zawód wymagający wielkiego wysiłku intelektualnego i emocjonalnego. Każdy zawód twórczy, a dziennikarstwo jest takim zawodem, wymaga wyrzeczeń. Trzeba sprostać wyzwaniom w życiu zawodowym i prywatnym. I pewne rzeczy się gubi, czasem bezpowrotnie. Może przyjść chwila, że nie zechcą mnie już w redakcji, a w rodzinie już mnie nie rozpoznają... Wielu ten błąd popełnia, nie dbając o dom.

– Łatwiej jest dziennikarzowi wierzącemu w Boga?

– Trudniej, bo wierzący więcej od siebie wymaga, przynajmniej ja mam takie wrażenie. Na wiele spraw w pracy patrzę przez pryzmat grzechu i teraz wiele osób, które będą to czytały, powie: – Przecież ty grzeszysz codziennie... A ja sobie myślę, że grzeszę jak każdy, bo każdy z nas jest słaby. Mój zysk polega na tym, że mogę sobie zdać z tego sprawę, przyznać się do grzechu, wyspowiadać się i poprawić. Rozmawiałem kiedyś ze znanym, czyli często krytykowanym politykiem, i zapytałem, czy nie ma dość takiego życia. A on mi odpowiedział, że choć nieraz chciał rzucić politykę, zawsze przypominało mu się, że jest Ktoś ważniejszy, Kto nadaje głębszy sens jego wysiłkom, i to w znacznie dalszej perspektywie niż kilka dni czy tygodni. Mogę się pod tym podpisać. Wszystkie te trudne emocjonalne chwile traktuję jako element próby, sprawdzian, czy się zachowam przyzwoicie, czy nie, czy stanę po stronie prawdy, czy kłamstwa. Moi oponenci być może pukają się w tej chwili w głowę, ale mówię to szczerze. Tylko wiara pomogła mi wytrwać w tym zawodzie, inaczej dawno bym zwariował. Pomogła przejść przez najtrudniejsze chwile życia. Wiara i rodzina, a to się w jakimś sensie łączy, to moje fundamenty. Bez nich byłbym innym człowiekiem, innym dziennikarzem.

CZYTAJ DALEJ

Jedność imieniem Boga

2020-01-24 22:43

[ TEMATY ]

Sandomierz

Modlitwa ekumeniczna

ks. Wojciech Kania

W bazylice katedralnej w Sandomierzu odbyło się spotkanie ekumeniczne wieńczące Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan.

W tym niezwykłym wydarzeniu ekumenicznym uczestniczyli między innymi: bp Krzysztof Nitkiewicz, bp pomocniczy senior Edward Frankowski, ks. Marcin Chyl, proboszcz parafii prawosławnej pw. św. Cyryla i Metodego w Sandomierzu, ks. Wojciech Rudkowski, proboszcz parafii ewangelicko – augsburskiej w Radomiu i Kielcach, ks. Paweł Walczyński, proboszcz parafii polskokatolickiej w Ostrowcu Świętokrzyskim, Hucisku i Okole oraz ks. prof. dr hab. Przemysław Kantyka, Kierownik Katedry Teologii Protestanckiej oraz Kierownik Sekcji Ekumenizmu w Instytucie Nauk Teologicznych KUL. Katedrę wypełnili księża i klerycy, siostry zakonne, młodzież oraz mieszkańcy Sandomierza.

Na początku spotkania, duchowni różnych Kościołów mówili o dramacie podziałów i potrzebie bycia narzędziem w rękach Boga, żeby budować jedność.

Następnie, Kameralny Chór Męski prawosławnej parafii św. Jana Klimaka z Warszawy pod dyrekcją pana prof. Włodzimierza Wołosiuka wykonał prawosławne hymny liturgiczne, pieśni i kolędy, przeplatane refleksjami diakona dr. Łukasza Lenkiewicz na temat ikon i duchowości wschodniej.

– Dziś poprzez to spotkanie jeszcze bardziej chcemy być bliżej siebie we wspólnej modlitwie i w zachwycie nad pięknem śpiewów oraz ikon – mówił diakon Łukasz Lenkiewicz, z parafii św. Jana Klimaka w Warszawie.

ks. Wojciech Kania

Dziękując obecnym w katedrze, a szczególnie chórowi, bp Krzysztof Nitkiewicz powiedział, że śpiew hymnów i pieśni był wyznaniem wiary we wcielenie Syna Bożego oraz w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół. Takim samym wyznaniem są bizantyjskie freski w sandomierskiej katedrze, które zostały wykonane przez prawosławnych artystów. Biskup zwrócił uwagę na przedstawioną na nich Boską Liturgię oraz dwa rzędy świętych: kobiet i mężczyzn, duchownych i świeckich, związanych z tradycją zarówno wschodnią, jak i zachodnią.

Mamy tutaj przed oczyma wzór jedności, jakim jest Najświętsza Trójca oraz Niebieskie Jeruzalem, jedności, której fundament stanowi miłość. Nie musimy odkrywać niczego nowego. Miłość połączona z modlitwą wystarczy – powiedział biskup.

Na koniec wszyscy razem odmówili modlitwę Pańską "Ojcze nasz”, zaś biskupi wraz z duchownymi reprezentującymi różne Kościoły udzielili błogosławieństwa.

ks. Wojciech Kania

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję