Reklama

Niedziela Częstochowska

Częstochowa we Wrocławiu

Nie przyjmujcie niczego za prawdę, co byłoby pozbawione miłości, ani nie przyjmujcie niczego za miłość, co byłoby pozbawione prawdy; jedno pozbawione drugiego staje się niszczącym kłamstwem” – czytamy we Wrocławiu słowa patronki naszego duszpasterstwa – św. Edyty Stein.

Modlitwy w Hali Stulecia. Fragmenty Biblii i modlitwa kanonami. Za rok Turyn. Tam też się wybierzemy.

Wracamy pełni pokoju. Śpiewamy Apel Jasnogórski. Po drodze dostrzegamy, jak każdy po swojemu odebrał to, co wspólnie przeżyliśmy, bo na różnorodności polega wspólnota. Ważne, że jedziemy w jednym kierunku – do Boga i do Częstochowy.

Reklama

Ks. Rafał Grzesiak

Nieważne, czy spotkania Taizé są w Madrycie, Rydze czy we Wrocławiu – dla mnie niesamowite jest to, że zawsze czuje się tego samego ducha modlitwy. Pięknie, że mimo inaczej przeżywanej wiary przez ten czas modlitwy możemy wspólnie trwać przed Bogiem. I Bóg naprawdę tam jest, działa wśród nas, mówi do każdego z osobna. Trzeba tylko serca otwartego na Jego delikatne natchnienia.

Justyna, V rok pedagogiki, Uniwersytet im. Jana Długosza w Częstochowie

To było wyjątkowe przeżycie. Doświadczyłam bliskiego spotkania z Bogiem przez drugiego człowieka, a także w czasie modlitwy. Spotkałam życzliwe i radosne osoby, co promieniowało również na mnie. Podczas wieczornej modlitwy w Hali Stulecia pełnej młodych ludzi czułam jedność ze wszystkimi i z Bogiem, a najważniejsze było doświadczenie Bożego pokoju w sercu.

Marta, V rok gospodarki przestrzennej, Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie

Na Taizé byłem pierwszy raz. Zobaczyłem, jak młodzi ludzie różnych wyznań razem chwalą Boga. Jest to dobre doświadczenie, bo można zobaczyć, że wszyscy jesteśmy dziećmi jednego Boga. Zabrakło jednak dopełnienia. Dla mnie podczas takich wydarzeń najważniejsza jest wspólna Msza św., której tutaj nie było, choć wiem, z jakiego powodu.

Szymon, III rok prawa, UJD w Częstochowie

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Otwarcie mobilnej wystawy o Zakonie Paulinów

2020-01-24 16:52

[ TEMATY ]

Częstochowa

Jasna Góra

wystawa

Palos‑bus

Biuro Prasowe Jasnej Góry

Budapeszt, 20 stycznia, otwarcie mobilnej wystawy o Zakonie Paulinów

Zakon paulinów zaprasza na otwarcie mobilnej wystawy o bł. Euzebiuszu, założycielu Zakonu Paulinów.

sobota, 25 stycznia godz. 12.00 (dziedziniec jasnogórski)

Na Jasną Górę dotrze paulinobus (po węgiersku „Palos-bus”). Jest to mobilna wystawa poświęcona Zakonowi Paulinów i jego założycielowi bł. Euzebiuszowi. Będzie ją można odwiedzić tylko przez dwa dni - sobotę i niedzielę, następnie odwiedzi kilka paulińskich klasztorów i na zakończenie - 2 lutego przybędzie ponownie na Jasną Górę.

Wystawa została przygotowana z okazji Roku Jubileuszowego 750. rocznicy śmierci bł. Euzebiusza, założyciela Zakonu Paulinów. Rok jubileuszowy rozpoczął się we wszystkich paulińskich klasztorach 20 stycznia.

„Przesłaniem wystawy jest ukazanie, że powołanie paulińskie oznacza życie pełnią życia. Nie jest zamknięciem, ale spełnieniem” – podkreślają organizatorzy.

Wystawę na Jasnej Górze zainaugurują: generał Zakonu Paulinów o. Arnold Chrapkowski i przeor klasztoru na Jasnej Górze o. Marian Waligóra.

Mobiline muzeum, tzw. „Palos-bus”, przybędzie na Jasną Górę z Budapesztu. W autobusie znajduje się prezentacja historyczna ukazująca życie bł. Euzebiusza i początki Zakonu Paulinów, przygotowana z okazji 750. rocznicy jego śmierci.

Ekspozycja umieszczona w autobusie podzielona jest na osiem części – nawiązując do ośmiu błogosławieństw. Tematy związane z każdym z nich nie układają się zgodnie z chronologią Zakonu, lecz ukazują poszczególne aspekty jego dziejów. Zwiedzający poznają bliżej m.in. dzieje Zakonu na Węgrzech, poznają takie ciekawostki jak bogato zdobiony kodeks, który powstał w XV w. w jednym z węgierskich klasztorów – w Nagyvázsony. Prześledzą wydarzenia z życia bł. Euzebiusza i jego wizerunki na Węgrzech za pomocą tablicy interaktywnej, będą mogli obejrzeć krótkie filmy – rozmowy z paulinami.

Wystawa prezentuje także m.in. jasnogórską ikonę oraz kilka jej kopii na Węgrzech. Jej twórcy podkreślają, że w ekspozycji znajdzie się także część, która będzie stwarzać „okazję do wejścia w interakcje z Bogiem, ze sobą i rówieśnikami”.

„Palos-bus” odwiedzi niektóre paulińskie klasztory w Polsce, a następnie Słowacji i Chorwacji. Na Jasnej Górze wystawa będzie gościć w dniach 25-26 stycznia oraz 2 lutego. Wystawą będzie się opiekował i po niej oprowadzał o. Antoni Puskas, przeor klasztoru z Budapesztu.

Wystawę otworzyli 20 stycznia po Mszy św. w katedrze w Budapeszcie: kard. Peter Erdo i o. generał Zakonu Paulinów Arnold Chrapkowski wraz z prowincjałem paulinów na Węgrzech o. Janosz Csoka.

Planowana trasa Palos-busa:

25-26.01 - Jasna Góra

27/28. 01- Świdnica

28/29.01 - Wrocław

29/30.01 - Wieruszów

30/31.01- Toruń

01. 02.- Warszawa

02.02- Jasna Góra

oprac. BPJG

Kilka Informacji o wystawie:

Wystawa ukazuje piękno życia zakonnego. Znajdziemy w niej zawarte sugestie o pozytywnych wartościach oddania się Bogu. Przesłaniem wystawy jest ukazanie, że powołanie paulińskie oznacza życie pełnią życia. Nie jest zamknięciem, ale spełnieniem.

Ekspozycja podzielona jest na osiem części i zawiera Ewangelię ośmiu błogosławieństw. Istnieje związek między poszczególnymi błogosławieństwami, a tematem życia zakonnego Paulinów.

Tematy wystawy nie są zgodne z chronologicznym porządkiem historii św. Pawła, ale podkreślają pewne podejścia do tematu jego osoby.

Zwiedzającemu wskazane są linie podziału węgierskiej historii zakonu. Na przykład okres przed- i post-turecki, kasata zakonu, czas wznowienia działalności, itp.

Wystawa przygotowana jest w języku węgierskim, ale na jej powierzchni jest stosunkowo mało tekstów. Teksty w języku polskim i angielskim są dostępne poprzez kod QR. Ci, którzy nie mają smartfona, znajdą to samo w tych trzech językach w przewodniku.

Na przykład dla nie-Węgrów może być interesujące posłuchanie piosenki zawierającej prawie wyłącznie nazwy osad węgierskich, w których kiedyś (przed 1526 i 1786 r.) były klasztory paulińskie na terytorium historycznych Węgier.

Odwiedzający mogą znaleźć najbardziej ozdobny węgierski kodeks, który powstał w XV.w. w jednym z węgierskich klasztorów w Nagyvázsony.

Goście wystawy mogą prześledzić życie bł. Euzebiusza i jego wizerunki na Węgrzech za pomocą tablicy interaktywnej.

Prezentujemy także krótkie filmy - rozmowy z paulinami.

W treści wystawy podkreślono założenie klasztoru w Częstochowie - na Jasnej Górze w 1382 r. Ponadto wystawa przedstawia ikonę Matki Bożej oraz jej kilka kopii na Węgrzech.

Na obrotowej ścianie zobaczyć mozna kilka zdjęć paulinów, pracujących przy książkach.

Palos-busowi towarzyszy paulin z Węgier.

W autobusie będzie również tzw. „Punkt Zadośćuczynienia”. Ma być on okazją do wejścia w interakcje z Bogiem, ze sobą i rówieśnikami.

CZYTAJ DALEJ

Zawód podwyższonego ryzyka

2019-09-10 12:59

Niedziela Ogólnopolska 37/2019, str. 10-12

[ TEMATY ]

media

Tomasz Adamowicz/FORUM

Jakiś czas temu miałem spotkanie w zespole szkół na Podkarpaciu, gdzie uczniowie, na prośbę księdza, głośno odmówili modlitwę w mojej intencji. W Gdańsku natomiast na mój widok ktoś odkręcił szybę w aucie i wygrażał mi, krzycząc, że pracuję w szczujni… – tak o realiach swojej pracy opowiada znany dziennikarz telewizyjny Krzysztof Ziemiec

KATARZYNA WOYNAROWSKA: – Czy media to dziś realna czwarta władza, zdolna zmienić sposób myślenia ludzi, ocenę rzeczywistości?

KRZYSZTOF ZIEMIEC: – Świat tak szybko się zmienia, a szczególnie ten między Bugiem a Odrą, że dzisiaj media są rzeczywiście czwartą władzą i wielu dziennikarzy ma często nieporównywalnie większy wpływ na politykę niż sami politycy. Czasem dziwię się niektórym, że chcą iść do polityki, bo będąc obecnym w mediach np. jako ekspert, mają większy wpływ na wybory Polaków – na kształtowanie naszych umysłów – niż politycy.

– W czasie kampanii wyborczej ten wpływ na wybory polityczne Polaków widać znacznie wyraźniej...

Mariusz Książek/Niedziela

– Zawsze tak jest w kampanii. Ale mam wrażenie, że obecnie wielu dziennikarzy przekroczyło dawniej nieprzekraczalną granicę. Kiedyś nie zdarzały się sytuacje, żeby znany dziennikarz angażował się już nie tylko w popieranie jakiegoś polityka, ale w zbieranie podpisów pod jego kandydaturą! Najbardziej smutne jest dla mnie jednak to, że nie dla wszystkich to, o czym teraz mówię, jest oczywiste. Wielu dziennikarzy krytykuje takie zachowania, ale równie wielu postępuje podobnie lub nie widzi w tym nic nagannego i tłumaczy np., że dziennikarz jest też obywatelem. Dziennikarz opisujący politykę takich rzeczy nie może robić. Więc to też pokazuje, że obecnie media są jak najbardziej czwartą władzą. Mają ogromny wpływ na rzeczywistość.

– A więc są w Polsce dwa wrogo nastawione do siebie plemiona, które dysponują własnymi mediami. Naprawdę liczą się tylko politycznie zaangażowani dziennikarze?

– To jest bardzo trudne pytanie, bo zależy, jak się na to spojrzy. Zwolennicy jednej partii będą dziennikarzy, którzy próbują być obiektywni, nazywać propagandystami, bo uznają, że tylko „nasi” dziennikarze są obiektywni, zwłaszcza jeśli ujawnią afery partii, której nie lubimy. I odwrotnie. Zwolennicy tamtej drugiej partii powiedzą to samo o mediach przeciwników. Niektórzy tak mocno się okopali na tych stanowiskach, że straszliwie trudno jest się wznieść, niczym dron, ponad to i ocenić sprawę obiektywnie...
Ale powiem coś jeszcze – mam wrażenie, że nasi odbiorcy zmienili się również w szerszej perspektywie i chcą słuchać i czytać tylko „swoich”. Dla przykładu: dziś czytelnicy pani pisma nie wezmą do rąk „Newsweeka” i odwrotnie – czytelnicy „Newsweeka” uznają, że czytanie „Niedzieli” im uchybia, jest jak plama na honorze...
Dziś widzowie takiej czy innej telewizji w dużej mierze już nawet nie chcą wyważonego stylu dziennikarstwa z dzieleniem włosa na czworo. Dla nich tzw. symetryści to frajerzy, którzy nie opowiedzieli się jeszcze po jednej czy drugiej politycznej stronie. Odbiorcy, szczególnie stacji telewizyjnych czy niektórych czasopism społeczno-politycznych, które już dawno zostały nazwane tygodnikami tożsamościowymi, nie oglądają tej drugiej stacji, nie czytają tej drugiej gazety. Czasem, gdy dziennikarz usiłuje być zbyt obiektywny, traci nawet na znaczeniu – bo jest, zdaniem widza czy czytelnika jednej ze stron, zbyt miękki, wahający się...

– A zatem czego odbiorca oczekuje od dziennikarza? Że powie mu to, co chce usłyszeć?

– Coraz częściej tak. Ale przede wszystkim chce krwi, oczywiście, w cudzysłowie. Chce emocji, a nie nudnej dyskusji. Na pewno nie oczekuje programu, w którym dzieli się włos na czworo. Woli, by dziennikarz przybił do ściany tych, których nie lubi. Więc gdy dziennikarz stara się być obiektywny i wyważony, staje się dla wielu odbiorców nijaki, czyli po prostu niewiarygodny.

– To na czym polega dobre dziennikarstwo? Rozmawiałam niedawno z młodymi dziennikarzami, którzy przekonywali mnie, że dziś dziennikarz musi być przede wszystkim szybki i efektywny...

– Bo musi! Każdy dziennikarz musi opanować w pierwszej kolejności szybkość i efektywność. To nie są już czasy, że gdy coś ustalano rano na kolegium, to do wieczora to obowiązywało. Dzisiaj to, co ustali się rano, już w południe jest nieaktualne, a wieczorem ma wartość archiwalną. Dzisiaj trzymanie ręki na pulsie jest nieporównywalnie trudniejsze niż kiedyś, dlatego że wydarzenia się dzieją nieporównywalnie szybciej. Na tych 12 czy 15 platformach internetowych newsy pojawiają się co kilka sekund. Kiedyś się czekało, co napiszą w gazetach albo co powiedzą wieczorem w wiadomościach, dzisiaj ludzie mają to on-line na portalach i w mediach społecznościowych. Politycy często omijają dziennikarzy „bajpasem” i wrzucają swój komentarz na Twittera, Facebooka czy innego komunikatora, dając w ten sposób do zrozumienia, że już nie potrzebują dziennikarzy, żeby się komunikować ze światem...

– Zapytam więc ponownie o dobre dziennikarstwo...

– Dziennikarz, moim zdaniem, musi być przede wszystkim ciekawy świata, innych opinii, musi umieć słuchać – nawet, a może przede wszystkim tych, z którymi się nie zgadza. Nawet jeśli mówią rzeczy niezgodne z jego światopoglądem. To jest dzisiaj bardzo trudne, choćby ze względu na te bębny informacyjne, które nadają nieustannie, i to z wielu stron.
Podstawa to umiejętność słuchania i dyskusji bez atakowania rozmówcy. Tymczasem ktoś, kto nie atakuje, nie jest agresywny, dziś uważany jest za słabego.

– A co z dziennikarstwem refleksyjnym, pogłębionym, co z reportażem, zwłaszcza tym literackim, z wywiadem, analizą jakiegoś zjawiska?

– Gdybyśmy w tej chwili zapytali kogoś na ulicy, czym jest dziennikarstwo, odpowiedziałby zapewne, że informacją. A przecież dziennikarstwo ma wiele barw, gatunków... Z przykrością przyznaję, że te inne gatunki mają coraz mniejsze grono odbiorców. I są to raczej odbiorcy, nazwijmy ich, dojrzali i wyrobieni. Dam przykład – Telewizja Polska cały czas pokazuje Teatr Telewizji o bardzo dobrej porze, w tzw. prime time... Ale teatr i tak przegrywa z popularnym serialem, kabaretem czy koncertem muzycznym. Ludzie nie mają dziś ochoty, nie mają sił ani czasu na oglądanie programów wymagających uwagi czy jakiegoś przygotowania. Oczywiście, Teatr Telewizji nadal – dzięki Bogu – ma ogromną widownię i oglądalność może największą w tej części Europy, ale zmęczeni ludzie wolą obejrzeć koncert z gwiazdami, kabaret czy ulubiony serial, a nie Teatr Telewizji czy widowisko nawet bardzo znanego reżysera. Ludzie się zmieniają, więc trzeba iść za widzem, za czytelnikiem. Trzeba czuć jego zapotrzebowanie. Bo inaczej nasza praca nie miałaby sensu.

– Kiedyś się mówiło, że telewizja kształtuje gust odbiorcy. A kto kształtuje gust ludzi od telewizji?

– Telewizja już chyba nie kształtuje gustów... Bo dziś to wszystko odbywa się w internecie. Mam trójkę dzieci i widzę, że one wszystko mają w telefonie komórkowym albo na tablecie. I to są serwisy, blogi, wpisy ich bohaterów, o których my, ludzie w średnim wieku, nie mamy zielonego pojęcia. I to one, a nie z całym szacunkiem media tzw. tradycyjne, kształtują gust młodego pokolenia. Telewizja, prasa i radio są ważne, ale nie są jedyne w tym kształtowaniu naszych gustów czy decyzji. To się bezpowrotnie skończyło. Znów posłużę się przykładem. Dla ludzi w średnim wieku i starszych w tym sezonie wyznacznikiem zachowań, tematem rozmów i komentarzy był serial „Zniewolona”. Ale w tym samym czasie młodzi ludzie mogą nie wiedzieć nawet, o co chodzi. Coraz więcej młodych nie ma w domu telewizora, bo nie jest im do niczego potrzebny. Nie słuchają radia, bo muzyki słuchają tylko ze specjalnych platform. Gdy zobaczą urywek jakiegoś programu w internecie, podkreślam – urywek, wtedy być może będą chcieli zobaczyć więcej, ale najczęściej ten fragment im wystarczy. Nieraz spotykam się z tym w mojej pracy dziennikarskiej, że młodych interesuje tylko atrakcyjny fragment. Na szczęście TVP ma portal internetowy, który umieszcza to, o czym mówimy i dzięki temu idzie to dalej w świat. Miałem ostatnio niezwykłego gościa – Żyda polskiego pochodzenia, który ocalał z Zagłady. Był 1 września na trybunie honorowej w Warszawie obok prezydenta RP, prezydenta Niemiec i wiceprezydenta USA. W moim programie powiedział bardzo stanowczo, że Niemcy nie mają co przepraszać, tylko mają nam zapłacić odszkodowania za wojenne zbrodnie, bo przeprosiny to za mało. Gdyby nie media społecznościowe, ten mocny przekaz usłyszałoby pewnie tylko dojrzałe pokolenie. Dzięki portalowi internetowemu TVP ta wypowiedź dotarła także do młodych, zmieniając – być może – ich punkt widzenia czy światopogląd.

– Jest Pan dziennikarzem ponad dwadzieścia lat. Na ile w tym czasie zmienił się sposób uprawiania dziennikarstwa?

– Zmienili się bardzo ludzie, niestety, na niekorzyść. Bywa, że nie potrafią ze sobą rozmawiać. To smutne, bo mam wrażenie, że dzisiaj dziennikarze toczą ze sobą mocniejsze boje polityczne niż sami politycy.
Poszły też w dół standardy. Kiedyś uczono mnie, że każdą informację trzeba sprawdzić dwa razy, i to w różnych źródłach, nim się ją opublikuje. Dzisiaj nikt niczego już nie sprawdza. Nikt się w takie rzeczy nie bawi, bo każdy chce być pierwszy. Jak będzie pierwszy, to będzie cytowany i nagradzany. Zyska uznanie, co w tym zawodzie jest arcyważne.
Drugą, znacznie groźniejszą chorobą dziennikarską, są dziś tzw. fake newsy, czyli zwyczajne kłamstwa. Dawniej nie miało prawa coś takiego się zdarzyć. Obecnie fake newsów używa się powszechnie, żeby kogoś obrzucić błotem, zniszczyć, złamać mu życie. Odkręcanie tego potem jest bardzo trudne, bo nikt nie będzie czytał sprostowań, natomiast wszyscy w nieskończoność będą powtarzać raz wyprodukowane bzdury... Proszę sobie przypomnieć, że niedawno poważny portal internetowy podał kłamliwą informację, okraszając ją jeszcze bardziej kłamliwym zdjęciem, na którym Donald Trump zamiast przyjechać do Polski grał w golfa w Irlandii. Okazało się, że to było zdjęcie sprzed 6 lat. Zupełnie niedawno jeszcze takie rzeczy robili wyłącznie internauci amatorzy, a dziś poważna redakcja. To czego mamy oczekiwać od odbiorców? Dlatego coraz częściej powtarzam, że dziś każdy musi nauczyć się czytać media, bo inaczej coraz trudniej będzie nam dostrzec, gdzie jest prawda, a gdzie fałsz.

– A nie ma Pan ochoty rzucić tego wszystkiego i zacząć np. utrzymywać się z pisania książek?

– Tak... Miałem, i to niejeden raz od samego początku dziennikarskiej pracy. Ale mam rodzinę na utrzymaniu (śmiech), a z pisania książek w Polsce się nie wyżyje. Miewam takie momenty, ale potem... no właśnie. Jeżeli ktoś ma mocną duchowość, to wie, że wszystko jest po coś. Nawet najtrudniejsze wydarzenia w życiu, momenty załamania czy zawahania może są po to, żeby zdać sobie sprawę, że jestem dobry w tym, co robię, a złe głosy podpowiadają, żebym odszedł i rzucił wszystko. Wielu by pewnie tego chciało... Po mnie przyjdą inni, pozostaje pytanie: czy lepsi?
Dziennikarstwo to zawód wymagający wielkiego wysiłku intelektualnego i emocjonalnego. Każdy zawód twórczy, a dziennikarstwo jest takim zawodem, wymaga wyrzeczeń. Trzeba sprostać wyzwaniom w życiu zawodowym i prywatnym. I pewne rzeczy się gubi, czasem bezpowrotnie. Może przyjść chwila, że nie zechcą mnie już w redakcji, a w rodzinie już mnie nie rozpoznają... Wielu ten błąd popełnia, nie dbając o dom.

– Łatwiej jest dziennikarzowi wierzącemu w Boga?

– Trudniej, bo wierzący więcej od siebie wymaga, przynajmniej ja mam takie wrażenie. Na wiele spraw w pracy patrzę przez pryzmat grzechu i teraz wiele osób, które będą to czytały, powie: – Przecież ty grzeszysz codziennie... A ja sobie myślę, że grzeszę jak każdy, bo każdy z nas jest słaby. Mój zysk polega na tym, że mogę sobie zdać z tego sprawę, przyznać się do grzechu, wyspowiadać się i poprawić. Rozmawiałem kiedyś ze znanym, czyli często krytykowanym politykiem, i zapytałem, czy nie ma dość takiego życia. A on mi odpowiedział, że choć nieraz chciał rzucić politykę, zawsze przypominało mu się, że jest Ktoś ważniejszy, Kto nadaje głębszy sens jego wysiłkom, i to w znacznie dalszej perspektywie niż kilka dni czy tygodni. Mogę się pod tym podpisać. Wszystkie te trudne emocjonalne chwile traktuję jako element próby, sprawdzian, czy się zachowam przyzwoicie, czy nie, czy stanę po stronie prawdy, czy kłamstwa. Moi oponenci być może pukają się w tej chwili w głowę, ale mówię to szczerze. Tylko wiara pomogła mi wytrwać w tym zawodzie, inaczej dawno bym zwariował. Pomogła przejść przez najtrudniejsze chwile życia. Wiara i rodzina, a to się w jakimś sensie łączy, to moje fundamenty. Bez nich byłbym innym człowiekiem, innym dziennikarzem.

CZYTAJ DALEJ

Jedność imieniem Boga

2020-01-24 22:43

[ TEMATY ]

Sandomierz

Modlitwa ekumeniczna

ks. Wojciech Kania

W bazylice katedralnej w Sandomierzu odbyło się spotkanie ekumeniczne wieńczące Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan.

W tym niezwykłym wydarzeniu ekumenicznym uczestniczyli między innymi: bp Krzysztof Nitkiewicz, bp pomocniczy senior Edward Frankowski, ks. Marcin Chyl, proboszcz parafii prawosławnej pw. św. Cyryla i Metodego w Sandomierzu, ks. Wojciech Rudkowski, proboszcz parafii ewangelicko – augsburskiej w Radomiu i Kielcach, ks. Paweł Walczyński, proboszcz parafii polskokatolickiej w Ostrowcu Świętokrzyskim, Hucisku i Okole oraz ks. prof. dr hab. Przemysław Kantyka, Kierownik Katedry Teologii Protestanckiej oraz Kierownik Sekcji Ekumenizmu w Instytucie Nauk Teologicznych KUL. Katedrę wypełnili księża i klerycy, siostry zakonne, młodzież oraz mieszkańcy Sandomierza.

Na początku spotkania, duchowni różnych Kościołów mówili o dramacie podziałów i potrzebie bycia narzędziem w rękach Boga, żeby budować jedność.

Następnie, Kameralny Chór Męski prawosławnej parafii św. Jana Klimaka z Warszawy pod dyrekcją pana prof. Włodzimierza Wołosiuka wykonał prawosławne hymny liturgiczne, pieśni i kolędy, przeplatane refleksjami diakona dr. Łukasza Lenkiewicz na temat ikon i duchowości wschodniej.

– Dziś poprzez to spotkanie jeszcze bardziej chcemy być bliżej siebie we wspólnej modlitwie i w zachwycie nad pięknem śpiewów oraz ikon – mówił diakon Łukasz Lenkiewicz, z parafii św. Jana Klimaka w Warszawie.

ks. Wojciech Kania

Dziękując obecnym w katedrze, a szczególnie chórowi, bp Krzysztof Nitkiewicz powiedział, że śpiew hymnów i pieśni był wyznaniem wiary we wcielenie Syna Bożego oraz w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół. Takim samym wyznaniem są bizantyjskie freski w sandomierskiej katedrze, które zostały wykonane przez prawosławnych artystów. Biskup zwrócił uwagę na przedstawioną na nich Boską Liturgię oraz dwa rzędy świętych: kobiet i mężczyzn, duchownych i świeckich, związanych z tradycją zarówno wschodnią, jak i zachodnią.

Mamy tutaj przed oczyma wzór jedności, jakim jest Najświętsza Trójca oraz Niebieskie Jeruzalem, jedności, której fundament stanowi miłość. Nie musimy odkrywać niczego nowego. Miłość połączona z modlitwą wystarczy – powiedział biskup.

Na koniec wszyscy razem odmówili modlitwę Pańską "Ojcze nasz”, zaś biskupi wraz z duchownymi reprezentującymi różne Kościoły udzielili błogosławieństwa.

ks. Wojciech Kania

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję