Reklama

Najszczęśliwsi ludzie i wirus

Sklep spożywczy w Thisted na północy Danii. Kilkanaście osób i cisza. Zawsze było tu gwarno, ludzie wymieniali uprzejmości, bo miejscowość nieduża, wszyscy się znają, przynajmniej na osiedlu, gdzie jest sklep. Ta cisza powoduje, że mam skojarzenie z rekolekcjami ignacjańskimi...

Od 13 lat, odkąd tu mieszkam, nie widziałam w czasie Wielkiego Postu śladu Wielkiego Postu. Miejska dyskoteka w piątki pękała w szwach, restauracje tętniły życiem, początek weekendu był początkiem imprezowania, szczególnie dla młodzieży.

W Wielkim Poście odbywał się zawsze Skolefest, czyli doroczne święto, w którym ostatnia klasa szkoły podstawowej wystawiała przedstawienie. Kończyło się ono dyskoteką.

Reklama

A teraz nic, żadnych tańców, żadnych spotkań, żadnych imprez. Wirus rekolekcjonista zatrzymał ten świat – świat dobrobytu, nieustannej konsumpcji, świat sławnego ostatnio duńskiego hygge, które tłumaczy się jako przyjemność, szalenie miłe wspólne spędzanie czasu. Podczas ostatniej wizyty w Polsce widziałam w księgarniach kilka pozycji o hygge, w których duńscy pisarze próbowali przekonać Polaków do takiego stylu życia, pełnego przyjemności i „kolekcjonowania wyłącznie dobrych wspomnień”.

Daleka jestem od potępiania ludzi, wśród których przyszło mi żyć. W niczym nie czuję się od nich lepsza, doskonalsza, wyróżniona. Nie przeszłoby mi przez gardło: „teraz macie za swoje”. Miałam szczęście, że otrzymałam łaskę wiary, że urodziłam się w katolickiej rodzinie. A mimo to wiele razy byłam niewierna, wiele razy byłam „synem marnotrawnym”. I choć znałam Chrystusa, odwracałam się od Niego, chciałam żyć po swojemu. Jak więc dziwić się tym, którzy nie mieli większej albo żadnej szansy Go poznać? Tak się składa, że w herbie miasta Thisted jest Maryja. To pozostałość jeszcze z czasów katolickich. Czasem pytałam mieszkańców, co to za kobieta jest w ich herbie. „Kobieta z dzieckiem”, „jakaś kobieta”, „nie wiem” – takie otrzymywałam odpowiedzi.

Ksiądz Davide, Włoch, który jest misjonarzem w Danii, twierdzi, że Pan Bóg nie opuścił Skandynawii. Jako ksiądz był świadkiem nawróceń ludzi przez ich biedę – nie tę materialną, ale duchową – ból istnienia, depresję.

Reklama

Koronawirus, wiadomo, jest złem, jednak w Boskiej rzeczywistości wyciągnięcie z niego dobra jest naturalne.

Myślę teraz np. o kobietach i dziewczynach, które chciały dokonać aborcji. Odkąd pojawił się koronawirus, żadna z nich nie zgłosiła się do poradni mojego męża, lekarza rodzinnego, żeby zabić swoje dziecko (mój mąż nigdy nie wypisywał skierowań na aborcję, rozmawiał z tymi kobietami, przekonywał je, by tego nie robiły; udało mu się, dzięki pomocy Boga, uratować tylko kilka istnień).

Bo jak tu zabijać, skoro koronawirus już zabija... Nagle wartość życia rośnie. Kobiety mówiły, że dziecko krzyżuje im plany – studia, karierę. A teraz, kiedy nagle trzeba zostać w domu, nie wiadomo jak długo, dziecko nie ma już czego krzyżować. Oby refleksja nad tym, co naprawdę ważne, utrzymała się w tym społeczeństwie jak najdłużej.

A czy kryzys, który najprawdopodobniej nastąpi, nie odkryje, że Duńczycy, uznani w rankingach za najszczęśliwszych ludzi na świecie – bo opływają w dostatki – wcale tacy szczęśliwi nie są? Czy może być lepszy punkt wyjścia do nawrócenia?

Może wirus jest jedyną szansą, jedyną drogą, żeby tak się stało? Przecież protestanckie kościoły świeciły pustkami. Ludzie udawali, że śmierci nie ma. Przez wiele lat widziałam może trzy karawany. Ciała zmarłych w domach opieki dyskretnie kremowano. W Danii śmierci wcześniej nie odnotowywano, nie zauważano. Była tematem przykrym i wstydliwym. Teraz siłą rzeczy choroba i śmierć stały się tematem telefonicznych rozmów. Ludzie milczą, chodząc w ich cieniu. Przypominają sobie o ich istnieniu. A jeśli śmierć – to może i nadzieja zmartwychwstania?

2020-03-31 14:49

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Malula syryjska Jasna Góra

2020-11-04 10:45

Niedziela Ogólnopolska 45/2020, str. 60-61

[ TEMATY ]

turystyka

Adobe Stock

Mieszkańcy tego miasteczka nadal mówią językiem Jezusa i wykazują się bohaterskim przywiązaniem do wiary, ale to, czy ocaleją ich kultura oraz dziedzictwo, zależy dziś także od nas.

Pielgrzymka Jana Pawła II szlakami św. Pawła do Grecji, Syrii i na Maltę w maju 2000 r. uważana jest do dziś za jedną z najtrudniejszych podróży apostolskich jego pontyfikatu. W 2016 r., z okazji 15. rocznicy tego historycznego wydarzenia, miałam możliwość odbyć pielgrzymkę do Damaszku i do Maluli w Syrii, razem z grupą osób zaproszonych przez patriarchę Grzegorza III Lahama, ówczesnego zwierzchnika wszystkich Kościołów katolickich na Bliskim Wschodzie.

Bezprecedensowe wydarzenie, którym była wizyta Jana Pawła II w „kolebce naszej cywilizacji” – jak określił Syrię papież – po raz pierwszy skupiło wokół Ojca Świętego cały tamtejszy świat chrześcijański oraz muzułmański, który zgodnie i entuzjastycznie go przyjął. Jan Paweł II odwiedził w Damaszku wspólnoty katolickie i prawosławne, a także jeden z czterech najważniejszych meczetów w islamie – meczet Umajjadów, w którym modlił się przy relikwiach św. Jana Chrzciciela, czczonego jako proroka również przez muzułmanów.

Stracona szansa

Niestety, niezwykła atmosfera otwartości i chęci dialogu między chrześcijanami oraz muzułmanami bardzo szybko została zburzona wydarzeniami z września 2001 r., kiedy to runęły wieże World Trade Center. 15 lat później Syria stała się kolejnym krajem Bliskiego Wschodu pogrążonym w chaosie wojny. Poszkodowani w wyniku terrorystycznych i wojennych działań chrześcijanie stracili domy, dobytek i byli zmuszeni szukać bezpieczeństwa w innych rejonach kraju lub w innych państwach.

W Damaszku i Libanie schronili się chrześcijanie z Maluli. To miasteczko leżące na południowym zachodzie Syrii, 40 km od Damaszku – wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO – liczy ponad 2 tys. lat i jest jednym z pierwszych chrześcijańskich ważnych miejsc na szlaku do Jerozolimy. Malula jest dla tamtejszych chrześcijan takim samym świętym miejscem, jakim w Polsce jest Jasna Góra.

W Maluli do dziś mówi się językiem staroaramejskim, w którym komunikowali się Jezus i Apostołowie. Od wieków było to miejsce pielgrzymek do groty i grobu św. Tekli – pierwszej chrześcijańskiej męczennicy. Tradycja wiąże to miejsce także z osobą św. Pawła. Dziś wiele miejscowych powołań kapłańskich w Kościołach syryjskich będących w łączności z Rzymem wywodzi się właśnie z Maluli.

Zdradzeni przez sąsiadów

4 września 2013 r. na posterunku wojskowym u bram wjazdowych do miasteczka Malula wysadził się terrorysta samobójca. Zginęło sześciu żołnierzy. To był znak do ataku dla bojowników terrorystycznej organizacji Al-Nusra. Terroryści rozpierzchli się z karabinami po miasteczku, krzycząc, że zabiją wszystkich chrześcijan. Część stanęła do walki w obronie swoich bliskich, a większość ukryła się w skalnych grotach. Na nieszczęście dla nich do oddziałów terrorystów dołączyli nieliczni miejscowi muzułmanie.

– Zdradzili nas sąsiedzi – podkreśla z żalem ks. Markus, jeden z kapłanów pochodzący z Maluli. – Zniszczyli wszystkie nasze kościoły. My nie zniszczyliśmy w odwecie ani jednego meczetu. Chcemy żyć w pokoju – nie żywimy uczuć zemsty, chcemy tylko żeby nas przeprosili... Malula to jedyne miejsce, w którym ofiarami wojny padli wyłącznie chrześcijanie.

W chwili ataku terrorystów w miasteczku było zaledwie 60 mężczyzn w wieku od 15 lat wzwyż: uczniów, studentów, lekarzy, prawników, rolników i rzemieślników, którzy stanęli w obronie swoich rodzin. Nie było tam posterunku policji ani wojska. Bronili się cztery dni. Po tym czasie terroryści sprowadzili silniejszy sprzęt i zdobyli Malulę. Zaczęli niszczyć i rozkradać bezcenne zabytki sprzed kilku i kilkunastu wieków. Do groty św. Tekli wrzucono granat zapalający. Miejsce pielgrzymek i cudownych uzdrowień, w którym znajdowały się cenne relikwie i ikony, spłonęło. Płonęło też całe miasteczko, bo w kamiennych domach wnętrza były drewniane. Terroryści zajęli najwyżej położony klasztor i stamtąd ostrzeliwali ulice i domy, zrzucali ogień. Przez kilkanaście dni okupowali, niszczyli oraz grabili miasto. Drugi atak przypuścili w grudniu 2013 r. Tym razem Malula była w ich rękach kilka miesięcy. Dopiero w kwietniu 2014 r. wojska rządowe odbiły miasto z rąk terrorystów i zwróciły je chrześcijanom. Niestety, nie udało się uratować sześciu porwanych mieszkańców Maluli, a czternastu porwanym siostrom z klasztoru św. Sergiusza zwrócono wolność tylko dlatego, że prezydent Baszar al-Asad „wykupił” je, wypuszczając na wolność 150 terrorystów.

Uchodźców chrześcijańskich z Maluli spotkałam w Libanie, w jednej z katolickich parafii. Rozproszeni wśród tamtejszych mieszkańców nie chcieli iść do obozu dla uchodźców. Szukali pracy, starali się wynająć stancję, próbowali przeżyć... Wciąż czekają na możliwość powrotu do Syrii, do Maluli.

Malula to światło

Chrześcijanie, których poznałam, tęsknią za Malulą. Proszą o pomoc w odbudowie tego świętego miejsca. – Kocham swoją ziemię i swoją kulturę – mówi Paweł, jeden z jej obrońców. – Jestem Aramejczykiem, Asyryjczykiem. Jesteśmy chrześcijanami od 2 tys. lat. Jeśli znasz historię swojej ziemi, dziedzictwo wieków, które za tobą stoi, rozumiesz znaczenie swojego życia. Czuję się odpowiedzialny za swoją tożsamość i tożsamość swojego kraju. Malula to światło. Wszystkie inne miejscowości w Syrii znajdujące się w tak samo trudnej sytuacji patrzą na Malulę – jeśli ona odzyska życie, to one też je odzyskają. Dlatego pracuję dla Maluli.

– Pracujemy w Libanie, ale czekamy na możliwość powrotu do Syrii, do Maluli – mówi Józef i dodaje: – Mój przyjaciel Sarkis jest jednym z trzech męczenników za wiarę w Maluli. Sarkis – 21 lat, Anton – 18 lat i Michailo – 40 lat dostali ultimatum: albo przejdą na islam, albo zginą. Wybrali wierność Jezusowi.

– Męczennicy z Maluli zostali zabici nie dlatego, że walczyli z bronią w ręku, tylko dlatego, że byli chrześcijanami i nie chcieli się wyrzec wiary – dopowiada ksiądz proboszcz.

– To, że Malula wymiera, to wielka strata kulturowa – podkreśla Rita, nauczycielka. – Giną ludzie jako ostatni mówiący językiem staroaramejskim, w którym komunikowali się Jezus i Apostołowie. Chcemy go ocalić. Naszą tożsamość społeczną tworzą kultura, język i tradycja. Jeśli to upadnie, to z czasem upadnie też chrześcijaństwo w Syrii. My dziś walczymy o przetrwanie nasze i naszych dzieci, ale walczymy też o przetrwanie wiary oraz kultury chrześcijańskiej.

Szansa na przyszłość

Pamiętam to ciche, opustoszałe i zniszczone miasteczko z 2016 r. Zrujnowane domostwa, kręte kamienne uliczki, zniszczone i spalone wnętrza kościołów, zbezczeszczone ołtarze, relikwie i gdzieś między kamiennymi szczelinami zastygły cudowny śpiew w języku Chrystusowym... Dziś wiele domów i kościołów zostało odbudowanych, także grota św. Tekli. Odrestaurowano wiele ikon oraz odzyskano część skradzionych artefaktów. Uruchomiono komunikację z Damaszkiem. Rolnicy mogli wrócić do uprawy oliwek. Było to możliwe dzięki darczyńcom z różnych stron, również z Polski dzięki ks. Waldemarowi Cisło i Stowarzyszeniu Pomoc Kościołowi w Potrzebie. Wspólnoty chrześcijan z Libanu i z Damaszku proszą nas, rodaków św. Jana Pawła II, o pomoc dla Syrii. Chcą tam żyć ze swoimi bliskimi. Chcą odbudować Malulę, by znów stała się miejscem pokoju i łaski, miejscem pielgrzymek do źródeł wiary.

Imiona rozmówców zostały zmienione ze względu na ich bezpieczeństwo.

Chrześcijan w Maluli i w Libanie można wesprzeć, wpłacając pieniądze na konto Fundacji im. Ojca Werenfrieda (Pomoc Kościołowi w Potrzebie).

CZYTAJ DALEJ

#NiezbędnikAdwentowy: Nowy początek!

Co gdyby znany z dzieciństwa czekoladkowy #KalendarzAdwentowy przenieść w sferę duchową?
Portal niedziela.pl na czas Adwentu przygotował specjalny internetowy kalendarz adwentowy.
#NiezbędnikAdwentowy to cykl rekolekcyjny, w którym każdego dnia, odkrywając kolejne okienko kalendarza, będziecie odkrywać nowe materiały pomocne w duchowym wzroście.
Oprócz tego każdego dnia będzie czekało na Was duchowe wyzwanie.
Przeżyjmy ten wyjątkowy czas razem.
Niech to będzie nowy początek!

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

Promuj akcję na swojej stronie internetowej

Wklej kod na swojej stronie internetowej (750px x 200px)

<a href="https://www.niedziela.pl/adwent"><img src="https://www.niedziela.pl/download/baner-niezbednik-adwentowy-750x200.jpg" alt="niedziela.pl - #NiezbednikAdwentowy" /></a>

Wklej kod na swojej stronie internetowej (300px x 300px)

<a href="https://www.niedziela.pl/adwent"><img src="https://www.niedziela.pl/download/baner-niezbednik-adwentowy-300x300.jpg" alt="niedziela.pl - #NiezbednikAdwentowy" /></a>

Jeżeli potrzebujesz banera o innym rozmiarze lub umieściłeś baner, napisz do nas: internet@niedziela.pl

CZYTAJ DALEJ

Komisja Nauki Wiary KEP: praktyka duchowa „przebaczenia Bogu" nie jest zgodna z wiarą Kościoła

2020-11-28 11:14

[ TEMATY ]

KEP

KEP

Praktyka duchowa „przebaczenia Bogu", polegająca na wzbudzaniu aktów przebaczenia Bogu, nie jest zgodna z wiarą Kościoła - czytamy w dokumencie Opinia teologiczna na temat praktyki „Przebaczenia Bogu" opublikowanym przez Komisję Nauki Wiary Konferencji Episkopatu Polski.

Dokument Opinia teologiczna na temat praktyki „Przebaczenia Bogu" zrodził się z dostrzeżenia wśród wiernych wzrostu zainteresowania tą praktyką duchową. Wspomniane „przebaczenie" miałoby polegać na wewnętrznej lub zewnętrznej deklaracji przebaczenia Bogu lub na prośbie skierowanej do Boga o łaskę takiego przebaczenia.

Autorzy dokumentu zauważyli, że niekiedy używa się wyrażenia „przebaczenie Bogu" na oznaczenie duchowego aktu, który tradycyjnie nazywany jest „przyjęciem Bożej woli", zgodnie ze słowami z Modlitwy Pańskiej: „Bądź wola Twoja!" (Mt 6,10). „Przebaczeniem" nazywa się wtedy akt zgody na zrządzenia Opatrzności. W takim wypadku jest to raczej zmiana języka, niż oznaczanej treści. Taka zmiana - jak podaje dokument - może jednak prowadzić do niepotrzebnych nieporozumień i błędnych skojarzeń, dlatego należy stosować osadzone w nauczaniu Kościoła nazewnictwo, a zatem: „przyjmuję wolę Bożą" oraz „ufam Bogu", nie zaś: „przebaczam Bogu".

Zdarza się jednak, że duchowa praktyka „przebaczenia Bogu" nie jest rozumiana jako równoznaczna z „przyjęciem Bożej woli", lecz jest aktem o odmiennym charakterze, w którym chodzi o rzeczywiste przebaczenie Bogu. Wobec tak rozumianej praktyki dokument stwierdza, że ani na kartach Starego i Nowego Testamentu, ani w żadnych pomnikach Tradycji nie znajdujemy praktyki przebaczenia Bogu lub zachęty do niej.

Autorzy dokumentu podkreślają, że nieobecność praktyki „przebaczenia Bogu" w Piśmie Świętym i Tradycji jest w pełni zrozumiała, ponieważ praktyka ta sprzeciwia się objawionej nauce o transcendencji Boga wobec człowieka, prawdzie o Opatrzności Boga i o naturze przebaczenia. Biorąc zatem pod uwagę to, że praktyka przebaczania Bogu nie znajduje się w objawionym źródle Prawdy oraz że stoi w sprzeczności z objawioną nauką o relacji Boga do człowieka, o Opatrzności Boga i o naturze przebaczenia, w dokumencie stwierdzono, że praktyka przebaczania Bogu nie jest zgodna z wiarą Kościoła.

Publikujemy treść dokumentu:

Opinia teologiczna na temat praktyki „przebaczenia Bogu”

1. Od pewnego czasu dostrzegamy wśród wiernych wzrost zainteresowania praktyką duchową, polegającą na wzbudzaniu w sobie aktów przebaczenia Bogu. Chociaż może ona przybierać różne formy, to jej istotą jest zawsze pewien akt wewnętrzny, a niekiedy także zewnętrzny (modlitwa publiczna), w którym deklaruje się przebaczenie Bogu lub prosi Boga o łaskę uczynienia tego. Ponieważ jest to praktyka stosunkowo nowa, nieobecna w tekstach liturgicznych Kościoła oraz w innych klasycznych źródłach duchowości i pobożności chrześcijańskiej, należy bacznie jej się przyjrzeć oraz ocenić, czy jest ona zgodna z nauczaniem Kościoła katolickiego, a w konsekwencji – czy powinna być zalecana, czy też należy przed nią przestrzegać.

2. Już na początku warto zauważyć, że niekiedy używa się wyrażenia „przebaczenie Bogu” na oznaczenie duchowego aktu, który tradycyjnie nazywany jest „przyjęciem Bożej woli”, zgodnie ze słowami z Modlitwy Pańskiej: „Bądź wola Twoja!” (Mt 6,10). „Przebaczeniem” nazywa się akt zgody na zrządzenia Opatrzności, a więc uznania, że za niezrozumiałymi i trudnymi do zaakceptowania zdarzeniami kryje się życzliwy zamysł Boga, którego w czasie naszego doczesnego życia nie potrafimy w pełni pojąć. Mamy więc tu do czynienia raczej z zmianą w obrębie języka, niż oznaczanej treści. Podobnie, wyrażenie „przebaczenie Bogu” czasem stosuje się do oznaczenia tych aktów duchowych, które w Kościele katolickim tradycyjnie określa się nazwami: „akt nadziei”, „akt zaufania Bogu” lub „pojednanie z Bogiem”. Chcemy podkreślić, że w obydwu przypadkach taka zmiana może prowadzić do niepotrzebnych nieporozumień i błędnych skojarzeń, dlatego lepiej zachować tradycyjne, osadzone w nauczaniu Kościoła katolickiego nazewnictwo: „przyjmuję wolę Bożą” oraz „ufam Bogu”, nie zaś: „przebaczam Bogu”. W dalszej części tego dokumentu odniesiemy się jednak do praktyki, w której wyrażenie „przebaczenie Bogu” nie jest rozumiane jako równoznaczne z „przyjęciem Bożej woli”, „aktem nadziei”, „aktem zaufania Bogu” lub „pojednaniem z Bogiem”, lecz jest aktem o odmiennym charakterze.

3. Trudno określić historyczne pochodzenie tej praktyki. Niewątpliwy wpływ na jej powstanie miało wprowadzanie do chrześcijańskiej duchowości różnych twierdzeń i metod terapeutycznych, właściwych dla współczesnych nurtów psychologii. Dla zrozumienia omawianej praktyki ważne jest jednak przede wszystkim dostrzeżenie głębokich ludzkich potrzeb i reakcji, które przyczyniły się do jej powstania. Otóż, doświadczenie osobiście niezawinionej i niezrozumiałej krzywdy (przybierających rozmaitą postać: cierpienia płynącego z choroby i niepełnosprawności; bólu utraty bliskich; doznawania zła ze strony ludzi, szczególnie bolesnego wówczas, gdy jest wyrządzane przez najbliższych; samotności, zawiedzionych nadziei itp.) mogą prowadzić do potrójnej reakcji: 3.1. reakcji intelektu pytającego, kto jest za dane zło odpowiedzialny; 3.2. reakcji woli, odrzucającej Boże wyroki, a nawet samego Boga. 3.3. reakcji sfery uczuciowej, wyrażającej się w doświadczaniu osamotnienia, gniewu, niepokoju, żalu itp. Praktyka przebaczenia Bogu – jak uczą jej zwolennicy – ma być w głównej mierze odpowiedzią na uczuciową reakcję na zło (3.3). Wychodzi się w tym przypadku z założenia, że uczucia żalu i pretensji wobec Boga, powstałe wskutek doświadczonego zła, mogą stanowić poważną przeszkodę w nawiązaniu głębokiej z Nim relacji. Praktyka przebaczania Bogu ma zatem doprowadzić do sytuacji, w której ktoś pokrzywdzony może otwarcie wypowiedzieć swoje często ukryte żale i pretensje wobec Boga. Takie szczere przyznanie się przed Bogiem do pretensji względem Niego, a następnie przebaczenie Mu miałoby mieć pożądane skutki terapeutyczne, prowadząc do pojednania z sobą samym oraz ze Stwórcą. W tej terapeutycznej logice nie ma konieczności poszukiwania odpowiedzi teoretycznych, a więc stawiania pytań dotyczących faktycznej odpowiedzialności Boga za cierpienia, które spotykają ludzi (3.1). Chodzi bowiem raczej o to, by – abstrahując od teologicznych rozstrzygnięć (3.1) – uleczyć zranione uczucia (3.3) i naprawić relację z Bogiem dzięki wyzwoleniu, które przynosi przebaczenie (3.2).

4. Aby wydać opinię na temat zgodności duchowej praktyki przebaczenia Bogu z nauką chrześcijańską, należy najpierw zauważyć:

4.1. W Piśmie Świętym, zarówno Starego jak i Nowego Testamentu, nie ma przypadków stosowania praktyki przebaczenia Bogu. Przebaczającym jest przede wszystkim sam Bóg, ludzie zaś mogą wprawdzie przebaczać innym ludziom, lecz nie Bogu.

4.2. Pan Jezus nie praktykował przebaczenia Ojcu i nie uczył tego, raczej prosił Ojca o przebaczenie dla innych. Pouczające jest, że w chwili wielkiego, całkowicie niewinnego cierpienia śmierci na Krzyżu, Chrystus prosi Boga o przebaczenie dla swoich oprawców:„Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23,34).

4.3. W żadnych pomnikach Tradycji nie znajdujemy zachęty do praktyki przebaczenia Bogu.

5. Nieobecność praktyki przebaczenia Bogu w depositum fidei jest w pełni zrozumiałe, biorąc pod uwagę generalne zasady, którymi kieruje się Pismo Święte i Tradycja w opisie relacji człowieka do Boga. Duchowa praktyka przebaczenia Bogu sprzeciwia się bowiem objawionej nauce o transcendencji Boga wobec człowieka (5.1), o Opatrzności Boga (5.2) i o naturze przebaczenia (5.3 i 5.4):

5.1. W nauce objawionej Bóg jest kimś bliskim, ale równocześnie przekraczającym „myśli i drogi” człowieka (Ps 8,2), ponieważ „wielkość Jego niezgłębiona” (Ps 145,3). Św. Paweł pisze: „O głębokości bogactw, mądrości i wiedzy Boga! Jakże niezbadane są Jego wyroki i nie do wyśledzenia Jego drogi” (Rz 11,33). Bóg jest więc kimś transcendentnym, przekraczającym wszystko, co człowiek może o nim pomyśleć i powiedzieć (Sdz 13,17-18; Koh 11,4-5; 1Tm 6,15-16). Jest absolutnie święty (Iz 6,3); jest „światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności” (1 J 1,5). Ta właśnie „inność” pozwala Mu być zarazem kimś człowiekowi najbliższym, ponieważ skoro jest tak „inny”, a więc przekraczający właściwe stworzeniom uwarunkowania, może być bliżej człowieka niż jakiekolwiek stworzenie, a nawet bliżej niż człowiek sam dla siebie. „Tak bowiem mówi Wysoki i Wzniosły, którego stolica jest wieczna, a imię Święty: Zamieszkuję miejsce wzniesione i święte, lecz jestem z człowiekiem skruszonym i pokornym, aby ożywić ducha pokornych i tchnąć życie w serca skruszone” (Iz 57,15). Chrześcijańska nauka o Bogu oparta jest więc na przekonaniu o równowadze i wzajemnym warunkowaniu się Boskiej „inności” i bliskości. Gdyby w mocy człowieka leżało przebaczenie Bogu, oznaczałoby to istotne naruszenie tej równowagi. Człowiek umieszczałby siebie w miejscu przebaczającego Stwórcy, a Stwórcę w miejscu właściwym dla stworzenia. Przed tego rodzaju pokusą zamiany miejsc nauka Kościoła katolickiego ostrzega jasno i wyraźnie.

5.2. Katechizm Kościoła Katolickiego naucza:

„Dopuszczenie przez Boga zła fizycznego i zła moralnego jest tajemnicą. Bóg ją wyjaśnia przez swojego Syna, Jezusa Chrystusa, który umarł i zmartwychwstał by zwyciężyć zło. Wiara daje nam pewność, że Bóg nie dopuściłby zła, gdyby nie wyprowadzał z niego dobra drogami, które poznamy w pełni dopiero w życiu wiecznym”[1]. Prawdą objawioną jest zatem istnienie Opatrzności Boga – są nią Jego tajemnicze zrządzenia, przez które Bóg z miłością i mądrością prowadzi wszystkie stworzenia, szczególnie te rozumne, do szczęścia i spełnienia w życiu wiecznym. Dlatego Chrystus wzywa do dziecięcego zaufania Opatrzności Ojca niebieskiego, który troszczy się o potrzeby swoich dzieci (Mt 6,26-32)[2]. Praktyka przebaczenia Bogu może kryć w sobie sugestię, że zamysły Stwórcy wobec stworzenia niekoniecznie są życzliwe, lecz kryje się za nimi jakaś złośliwość i chęć wyrządzenia krzywdy. Taki obraz Boga byłby jednak karykaturalny i wprost zaprzeczałby objawionej prawdzie o Jego Opatrzności.

5.3. W kontekście relacji Boga do człowieka, przebaczenie nierozłącznie wiąże się z grzechem, a więc wykroczeniem człowieka przeciwko bliźniemu lub Bogu. Wykroczenie to sprowadza cierpienie i poczucie winy, które niekiedy są przytłaczające (Ps 38,5). Przebaczenie, którego pełnię przynosi Jezus Chrystus w Duchu Świętym (por. Mt 26,28; Ef 1,7; 1 J 2,12; J 20,22), jest uzdrawiającą odpowiedzią Boga na ten stan. Stosowanie praktyki przebaczenia Bogu sugerowałoby zatem, że Bóg jest krzywdzicielem i że dopuszcza się wobec ludzi rozmaitych wykroczeń, co stoi w jawnej sprzeczności z wypowiedziami autorów natchnionych na temat świętego, sprawiedliwego i miłosiernego Stwórcy i Pana. „On Skałą, dzieło Jego doskonałe, bo wszystkie drogi Jego są słuszne; On Bogiem wiernym, a nie zwodniczym, On sprawiedliwy i prawy” (Pwt 32,4). Bóg nigdy nie jest krzywdzicielem człowieka! Wytworzenie obrazu Boga nieżyczliwego człowiekowi jest – jak uczy Rdz 3,1-4 – zasadniczym celem szatana.

5.4. Przebaczenie winnemu powoduje, że zmienia się relacja pomiędzy obrażonym grzechem Bogiem a winowajcą, co umożliwia temu drugiemu zapoczątkowanie nowego życia. Przebaczenie więc może być uzdrawiające, jeśli grzesznik, ufając miłosierdziu Boga, wyznaje Mu swoje winy i skruszony oczekuje Bożego zmiłowania. W nauce biblijnej nie ma więc miejsca na praktykę przebaczenia Bogu, ponieważ jej przyjęcie prowadziłoby do absurdalnych konsekwencji: człowiek stawałby się uzdrowicielem Boga, zaś Bóg musiałby liczyć na miłosierdzie człowieka i odczuwać skruchę z powodu krzywdy mu wyrządzonej. Aby zatem przy stosowaniu praktyki przebaczenia Bogu uniknąć tych niedorzecznych konsekwencji, należałoby ją potraktować jako pewną analogię tego przebaczenia, którego udzielają sobie wzajemnie ludzie, nie zaś tego, którym Bóg obdarza człowieka. W takiej jednak sytuacji Bóg, któremu człowiek przebacza, musiałby zostać postawiony w miejscu drugiego człowieka, a zarazem, co gorsze, krzywdziciela. Dokonałaby się więc zamiana miejsca, o której była już mowa w punkcie 5.1. Taka zamiana miejsc wiązałaby się nadto z projekcją na Boga ludzkich, niegodziwych zachowań. Nauka objawiona natomiast dobitnie przed tym ostrzega:„[…] Bogiem jestem, nie człowiekiem; pośrodku ciebie jestem Ja – Święty, i nie przychodzę, żeby zatracać” (Oz 11,7-9). „Czy myślisz, że jestem podobny do ciebie?” (Ps 50,21). „Czy oczy Twoje cielesne lub patrzysz na sposób ludzki?” (Hi 10,4). „[…] przecież Bóg jest większy od naszego serca i zna wszystko” (1 J 3,19-20).

6. Choć w źródle objawionym – ani w Piśmie Świętym, ani w Tradycji – nie odnajdujemy przykładów praktyki przebaczenia Bogu, to jednak zawiera ono wiele przykładów niesłychanie szczerego, niekiedy wręcz dramatycznego wyrażania na modlitwie przed Stwórcą skargi, bólu i żalu z powodu doznanej krzywdy (por. Hi 3). „Ciebie błagałem o pomoc. Bez echa. Stałem, a nie zważałeś na mnie. Stałeś się dla mnie okrutny. Uderzasz potężną Twą ręką. Porywasz mnie: jak wóz unosi mnie wicher, wśród burzy mnie zatapiasz. Wiem, że mnie prowadzisz do śmierci, wspólnego miejsca żyjących” (Hi 30,20-23). Pismo nie waha się mówić o sporze udręczonego cierpieniem człowieka z Bogiem (Hi 16,20-21). „Nie potępiaj mnie, powiem do Boga. Ujawnij mi, o co spór ze mną wiedziesz. Przyjemnie Ci mnie uciskać, odrzucać dzieło swoich rąk i sprzyjać radzie występnych?” (Hi 10,2). Wiele podobnych modlitw „wylania duszy przed Bogiem” (1 Sm 1,15) i „wyjawienia przed Nim swej udręki” (Ps 142,3) znajdujemy w Psalmach, a sam Zbawiciel modlił się słowami jednego z nich na Krzyżu, gdy doznawał niezmiernej udręki: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” (Ps 22,1). To właśnie Psalmista z całkowitą otwartością przedstawia Bogu doświadczane przez siebie stany duchowe. Są to na przykład: – świadomość oddalenia od Boga: „Daleko od mego Wybawcy słowa mego jęku. Boże mój, wołam w ciągu dnia, a nie odpowiadasz, i nocą, a nie zaznaję pokoju” (Ps 22,2-3). „Jak długo, Panie, całkiem o mnie nie będziesz pamiętał? Dokąd kryć będziesz przede mną oblicze? Dokąd w mej duszy będę przeżywał wahania, a w moim sercu codzienną zgryzotę?” (Ps 13,2-3) – przytłoczenie ogromem cierpienia: „Zmiłuj się nade mną, Panie, bo jestem w ucisku, od smutku słabnie me oko, a także moja siła i wnętrzności. Bo zgryzota trawi me życie, a wzdychanie – moje lata” (Ps 31,10-11). „Wybaw mnie, Boże bo woda mi sięga po szyję. Ugrzązłem w mule topieli i nie ma nigdzie oparcia, trafiłem na wodną głębinę i nurt wody mnie porywa. Zmęczyłem się krzykiem i ochrypło mi gardło, osłabły moje oczy, gdy czekam na Boga mojego” (Ps 69,2-4). – lęk przed odrzuceniem przez Boga: „‘Czy Bóg odrzuca na wieki i nie jest już łaskawy? Czy Jego łaskawość ustała na zawsze, a słowo umilkło na pokolenia? Czy Bóg zapomniał o litości, czy w gniewie powstrzymał swoje miłosierdzie?’ I mówię: ‘To dla mnie bolesne, że się odwróciła prawica Najwyższego’” (Ps 77,8-11). Warto jednak dostrzec, że w Psalmach skargom zawsze towarzyszy dziękczynienie i modlitwa wyrażająca ufność w Bożą opiekę. Tak jest również w Ps 22, którego początkowy wers recytował Chrystus na Krzyżu: „Będę głosił imię Twoje swym braciom i chwalić Cię będę pośród zgromadzenia: ‘Chwalcie Pana, wy, co się Go boicie, sławcie Go, całe potomstwo Jakuba; bójcie się Go, całe potomstwo Izraela! Bo On nie wzgardził ani się nie brzydził nędzą biedaka, i wysłuchał go, kiedy ten zawołał do Niego’” (Ps 22,23-25).

7. Biorąc zatem pod uwagę to, że praktyka przebaczania Bogu nie znajduje się w objawionym źródle Prawdy (4.1–4.3) oraz że stoi ona w sprzeczności z objawioną nauką o relacji Boga do człowieka (5.1), o Opatrzności Boga (5.2) oraz o naturze przebaczenia (5.3 i 5.4), należy stwierdzić, że praktyka przebaczenia Bogu jest nie do pogodzenia z wiarą Kościoła. Z tego powodu nie może być ona traktowana jako wyraz bardziej dogłębnego zrozumienia Bożego Objawienia. Nie powinno się zatem twierdzić, że chociaż materialnie praktyka przebaczenia Bogu nie znajduje się w źródle objawionej Prawdy (4.1–4.3), to jednak można ją postrzegać jako wynik naszego postępującego rozumienia tego Objawienia.

8. Zwolennicy praktyki przebaczania Bogu zwracają uwagę przede wszystkim na terapeutyczny pożytek, który może wypływać z jej stosowania (3.3). Musimy jednak zauważyć, że:

8.1. Żadna pomoc duchowa nie może uczyć fałszu. Choć dążenie do wewnętrznego pokoju i zaufania Bogu po doznaniu pewnego zła jest procesem żmudnym i długotrwałym, to jednak środkiem do osiągnięcia tego nigdy nie jest zgoda na jakąś nieprawdę dotyczącą Boga i Jego działania – „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8,32).

8.2. Stosowanie praktyki przebaczenia Bogu może zaszczepić w duszy człowieka obraz Boga jako wszechmocnego krzywdziciela, który niesprawiedliwie i złośliwie nadużywa swojej przewagi. Praktyka ta, mająca za zadanie – według jej zwolenników – ujawnić i uleczyć ukryte pretensje do Boga, w rzeczywistości może prowadzić do pojawienia się w sercu człowieka podskórnego lęku wobec Niego oraz stałej nieufności w Bożą Opatrzność. Pojednanie z Bogiem, któremu najpierw należy przebaczyć, nie jest już pojednaniem z Bogiem, któremu można bezgranicznie zaufać, ale z kimś, kto raz wyrządziwszy człowiekowi krzywdę, może to zrobić ponownie.

9. Nigdy nie należy lekceważyć, ani tym bardziej potępiać człowieka, który w bólu spowodowanym życiowymi doświadczeniami wręcz oskarża Boga, czy też nazywa go „okrutnym” (Hi 30,21). Boża pedagogia nakazuje pozwolić człowiekowi wyrzucić z siebie ów ból, czy też gniew, prowadząc go stopniowo ku spotkaniu z Bogiem. Tak Bóg postępował względem Hioba, Jonasza, czy Jeremiasza. Ich rozmowy z Bogiem, choć bardzo burzliwe, prowadziły nie tylko do stanięcia w prawdzie swojego serca, lecz także przybliżały do tajemnicy Niepojętego Boga, który góruje nad nami tak, jak niebo góruje nad ziemią (Iz 55,8-9) i którego drogi nie są naszymi drogami. Jak zaświadczają Pismo Święte i Tradycja, na tej prowadzącej przez „ciemną dolinę” (Ps 23,4) drodze wielką pomocą są Psalmy. Niech przykładem dla nas będzie Chrystus, modlący się w chwili cierpienia Psalmami (Ps 22,1; Ps 31,6). Szczególnie warto polecić tu Psalmy: 22, 31 i 69, które pozwalają nie tylko szczerze wyrazić ból i skargę, ale również odnaleźć ufność w miłość i dobroć Boga.

10. W chwilach cierpienia i duchowych ciemności przylgnijmy całym sercem do Chrystusa, jedynego Pana i Zbawiciela. Niech Jego obecność w naszych duszach będzie pociechą i upewnieniem, że „cierpień teraźniejszych nie można stawiać na równi z chwałą, która ma się w nas objawić” (Rz 8,10). Chrystus, który „za wielką cenę” (1 Kor 6,19) nabył nas Bogu, bo za cenę swojej krwi (Ap 5,9), wezwał nas do ufności w Jego łaskę i moc: „A błogosławiony jest ten, kto nie zwątpi we Mnie” (Mt 11,5).

11. Na zakończenie chcielibyśmy przypomnieć piękne słowa św. Augustyna, które czytamy w Liturgii Godzin w czwartek 29 tygodnia Okresu Zwykłego: „Tak więc w utrapieniach, które mogą pomóc i zaszkodzić, nie wiemy, o co należy się modlić. Ponieważ jednak są one zawsze bolesne, uciążliwe, sprzeciwiają się naturalnym skłonnościom, dlatego pod wpływem pragnienia wspólnego wszystkim ludziom prosimy o ich oddalenie. Tymczasem powinniśmy ufać Panu Bogu naszemu, że jeżeli nie oddala utrapień, to nie dlatego, iż o nas zapomina. Raczej cierpliwie znosząc zło spodziewajmy się dostąpienia dóbr większych. W taki bowiem sposób ‚moc w słabości się doskonali’ […] Toteż jeśli się zdarzy coś przeciwnego, niż prosimy, wtedy znosząc cierpliwie i dziękując Bogu za wszystko, nie powinniśmy wątpić – nawet w najmniejszym stopniu – iż bardziej pożyteczne dla nas jest to, co Bóg chce, niż to, czego my sami pragniemy. Taki właśnie przykład dał nam Boski Pośrednik, gdy powiedział: ‚Ojcze, jeśli to możliwe, niech odejdzie ode Mnie ten kielich’. Wkrótce jednak, doskonaląc swą ludzką wolę przyjętą we Wcieleniu, dodaje: ‚Wszakże nie jako Ja chcę, ale jak Ty, Ojcze’. Przeto słusznie ‚przez posłuszeństwo Jednego, wszyscy stają się sprawiedliwymi’” (List do Proby 130, 14, 25-26: CSEL 44, 68-71). Dokument zatwierdzony na posiedzeniu (online) Komisji Nauki Wiary KEP dnia 14 listopada 2020 roku. [1] KKK, nr 324. [2] KKK, nr 305.

CZYTAJ DALEJ
Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję