Reklama

Kościół

Pytania o powołanie

Bądźcie pasterzami, nie funkcjonariuszami. Bądźcie mediatorami, nie pośrednikami – powiedział do kapłanów papież Franciszek. A my pytamy: Jak rodzi się powołanie? Jak być kapłanem w czasach zmasowanego ataku na kapłaństwo? Co powoduje, że młody człowiek mówi Bogu: „tak”?

Niedziela Ogólnopolska 22/2020, str. 13-15

[ TEMATY ]

powołanie

Magdalena Pijewska/Niedziela

Pan Bóg ma czas...

Moja droga do kapłaństwa jest trochę nietypowa. Po maturze zdecydowałem się na studia na Śląskiej Akademii Medycznej w Katowicach. W 1998 r. uzyskałem dyplom lekarza medycyny i rozpocząłem pracę jako stażysta. Myśl o wyborze drogi kapłańskiej towarzyszyła mi jednak od lat.

Okres studiów był bardzo cennym doświadczeniem w moim życiu – nie tylko przez możliwość zdobycia wiedzy medycznej, ale też przez spotkania z chorymi ludźmi. Niemały wpływ miało na mnie Duszpasterstwo Akademickie w Katowicach. Te doświadczenia ukształtowały mnie jako człowieka, zmieniły mój sposób patrzenia na rzeczywistość. Czas studiów to był dla mnie czas doświadczania Kościoła jako żywej wspólnoty osób, dla których wiara jest ważna.

Dlaczego więc zrezygnowałem z medycyny?

Reklama

Wątpliwości, czy dobrze wybrałem życiową drogę, powróciły bardzo mocno na V roku studiów. Zacząłem poważnie myśleć o ich rzuceniu i wstąpieniu do seminarium. I wtedy do naszego duszpasterstwa przyjechał ks. Herbert Hlubek, duszpasterz akademicki w Gliwicach, który opowiadał o spotkaniu z jakimś studentem V roku medycyny. Ów student przyszedł do niego z podobnym problemem jak mój: czy ma iść do seminarium czy skończyć medycynę. Ksiądz Hlubek odpowiedział wówczas: – Skończ medycynę, Pan Bóg ma czas. Jeżeli cię powołuje, to zdążysz pójść do seminarium. Odczytałem te słowa jako skierowane do mnie. To mnie uspokoiło. Ukończyłem studia, uzyskałem dyplom, a po skończeniu stażu wstąpiłem do seminarium sosnowieckiego w Krakowie.

Czy żałuję, że zrezygnowałem z wykonywania zawodu lekarza?

Nie żałuję – teraz też leczę, tylko nie ludzkie ciało, ale duszę. A wiedzę biologiczno-medyczną wykorzystuję w wymiarze bioetycznym. Jestem duszpasterzem rodzin i to, czego nauczyłem się w przeszłości, przydaje się w mojej codziennej posłudze. Zdarza mi się też pomagać lekarzom zmagającym się z etycznymi dylematami.

Reklama

Ks. Grzegorz Koss
Księdzem jest od 16 lat, posługuje w diecezji sosnowieckiej.

Pachnieć owcami

Moja droga do powołania była nieco dłuższa. Po maturze podjąłem 3-letnie studia licencjackie na ratownictwie medycznym Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Zabrzu. Pracowałem w szpitalu i trochę jako ratownik w pogotowiu, dlatego potem miałem dobre przygotowanie, by w czasie epidemii, już jako diakon, zgłosić się jako wolontariusz do Domu Pomocy Społecznej.

Od małego byłem ministrantem, jednak dopiero z czasem doznałem silnej przemiany duchowej – otworzyły mi się oczy. Jezus stał się dla mnie ważny i wierzę, że tak zostanie do końca moich dni. Przemianę przeżyłem w liceum, ale zabrakło mi wtedy odwagi, by podjąć tę decyzję. Moje powołanie mocno dojrzewało na studiach. Był to czas mieszkania w akademiku i życia studenckiego. Pracowałem, jak wielu studentów, więc wiem, co to znaczy zarabiać na siebie. Nie żyłem pod kloszem, co pozwoliło mi inaczej spojrzeć na życie. Bardzo cennym doświadczeniem było też Duszpasterstwo Akademickie w Zabrzu. Wierzę, że to naprawdę Pan mnie woła, że ja sobie tego nie wymyśliłem.

Jakim chcę być księdzem? Wsłuchując się w głos papieża Franciszka, chciałbym iść razem z ludem jako owca, być bratem dla wiernych i dla swoich kolegów. Mocno pozostał we mnie wywiad z bezdomnym, który nazwał kard. Konrada Krajewskiego swoim bratem. To jest chyba klucz. Gdy są trudniejsze chwile – a nie mam złudzeń, że ich nie będzie – staram się wracać do tego pierwszego zaproszenia, kiedy poczułem się wybrany i kochany – wracać do tego momentu decyzji serca.

Dk. Zbigniew Wojtysek
30 maja br. przyjął święcenia kapłańskie w archikatedrze częstochowskiej.

Wiele zawdzięczam księżom

Miałam szczęście należeć do parafii, która była w praktyce jedną wielką niespokrewnioną rodziną. Wiele zawdzięczam księżom. W trudnym dla mojej rodziny czasie okazali nam wsparcie i pomoc, której nigdy nie zapomnę. Mówiąc szczerze, parafia wychowała moje dzieci, zresztą nie tylko moje. To była zwyczajna blokowa parafia zamieszkała przez młode rodziny, wszyscy byliśmy na dorobku i zaczęto budować kościół. Przyjechali energiczni księża i nagle stało się coś zdumiewającego – udało im się z niczego stworzyć wspólnotę. Razem z kapłanami pracowaliśmy fizycznie przy budowie świątyni, jeździliśmy na rekolekcje, na weekendowe wypady za miasto. Dzieci – a było ich chyba ze 40 – codziennie biegały na plebanię. Dla nas była to duża wyręka, bo w tamtych czasach coraz popularniejsze były narkotyki, kręciło się mnóstwo ludzi z jakichś sekt. A my wiedzieliśmy, że nasze pociechy są bezpieczne, zaopiekowane, nawet nakarmione, bo proboszcz pozwalał im buszować w lodówce. Ta plebania to była instytucja! Panował tam nieustanny ruch. Ciągle coś się działo: jak nie ogniska, to nauka gry na gitarze, wakacje z Bogiem, ferie w mieście – długo by wymieniać. Bywało, że zimą mąż o 22.00 szedł po dzieci, bo w kościele w najlepsze trwały próby do jasełek. Wiele wtedy narodziło się powołań kapłańskich i zakonnych, ale nie tylko – moje chłopaki np. są dziś mężami i ojcami. Czasem jeździmy wspólnie pokazać się naszemu „staremu” proboszczowi. Wiem, że dziś dużo mówi się na temat złego dotyku, ale pamiętajmy, że to pojedyncze przypadki. W zdecydowanej większości polskich parafii dzieci były i są bezpieczne.

Do dziś jestem też wdzięczna za pomoc rodzinie. W połowie lat 90. XX wieku, gdy w Polsce szalało bezrobocie, księża pomagali znaleźć ludziom zatrudnienie. Pamiętacie parafialne biura pośrednictwa pracy? Znam rodziny, którym uratowało to życie. Pracowałam wtedy z mężem na dwóch etatach, żeby spłacić kredyt hipoteczny. Tę drugą pracę znalazł mi wikary – opieka nad starszą panią. Dzięki temu mogłam dopilnować rodziny i nie bać się, że komornik zabierze nam mieszkanie. Przed kościołem wisiała tablica, do której przypinano propozycje pracy. Do wielu pracodawców proboszcz docierał osobiście.

Zależało mu, żeby ta tablica nie była pusta. A paczki z żywnością i odzieżą?

A organizowanie darmowych korepetycji dla dzieci z biedniejszych rodzin?...

Takich sytuacji było wiele, ale ludzie mają krótką pamięć. Niestety, gdy atakuje się księży, mało kto głośno staje w ich obronie, a przecież sporo jest w Polsce rodzin, które doświadczyły podobnej pomocy jak moja. Może warto teraz o tym powiedzieć...

Alicja Marzec

Mały chłopiec obok wielkiego Boga

Można powiedzieć, że zawsze się kręciłem koło ołtarza. Moje powołanie – pewnie podobnie jak w przypadku wielu innych kapłanów – rozpoczęło się przez służbę ministrancką. Przez tę wspólnotę odkryłem, że Kościół nie jest martwy, że dużo się tu dzieje. Samą decyzję o tym, że pójdę do seminarium, podjąłem w III klasie liceum. Po 6 latach seminarium zrozumiałem, że najważniejsze jest to, by ludziom mówić, iż Pan Bóg ich kocha, że działa cuda i potrafi zmienić życie człowieka. Jak uczę w szkole, to o tym mówię uczniom; jak prowadzę oazę on-line, też o tym mówię. Jak się odkryje swoje powołanie, to jest droga do szczęścia. Nieważne, czy to będzie powołanie kapłańskie, czy jakieś inne – najważniejsze, żeby je odkryć. Tak sądzę.

Do kapłaństwa idę ze świadomością, że nigdy nie będę sam. Czuję się jak mały chłopiec obok wielkiego Boga. Mam świadomość, że w dzisiejszym świecie życie księdza nie jest łatwe. Mówi się o tym, ale ja jeszcze nie spotkałem się z żadnymi tego typu problemami. Mam bardzo dobry kontakt z młodymi. Mam niewiele więcej lat od nich, więc traktują mnie jak starszego brata, dlatego też nie doświadczam np. trudności w katechezie.

Dk. Sebastian Kosecki
30 maja br. przyjął święcenia kapłańskie w archikatedrze częstochowskiej.

Nigdy nie chciałem być księdzem

Myśl o powołaniu wydawała mi się czymś śmiesznym, nierealnym, jakby w ogóle mnie niedotyczącym. Chociaż od dziecka byłem ministrantem, a moi rodzice wychowywali mnie w miłości do Boga i Kościoła, to myśl, że mógłbym zostać kapłanem, wydawała mi się straszna. Nie wyobrażałem sobie życia w samotności, bez osoby, o której wiem, że zawsze będzie przy mnie. Dlatego kapłaństwo jawiło mi się jako coś nienaturalnego, ponieważ wymagało rezygnacji z czegoś, z czego zrezygnować nie byłem w stanie – nawet sobie tego nie wyobrażałem. Odrzuciłem więc myśl, że mogę być powołany do kapłaństwa. Kiedy jednak od czasu do czasu delikatna myśl o powołaniu próbowała wracać, nie wahałem się zwracać do Boga w modlitwie: „Nie mam powołania, bo pragnę mieć rodzinę. Nie mam powołania, bo boję się samotności. Zabierz ode mnie te myśli, bo nie chcę mieć powołania, to nie dla mnie. Gdybym się tak nie bał samotności...”. I porzuciłem myśl o powołaniu.

Kiedy byłem w II klasie technikum, wszystko zaczęło się zmieniać. Pewnego razu obudziłem się wcześnie rano, kiedy właśnie wschodziło słońce (mieszkam w górach, więc ten widok jest zawsze urzekający), i poczułem, jakby ktoś wyciągał z mojego wnętrza cały strach przed samotnością. Mieszały się we mnie uczucia niepewności i ulgi. Kiedy wszystko się skończyło, czułem się niezwykle lekki, pozbawiony tego, co łączyło się z lękiem o przyszłość. Z niezwykłą jasnością uświadamiałem sobie: „Skończyły mi się argumenty”, a potem z wielką mocą i pewnością: „Będę księdzem”. Na tym powinna się zakończyć ta historia, lecz mimo tak klarownego doświadczenia powołania wiele razy jeszcze uciekałem.

Potem spotkałem wspaniałą dziewczynę i stanąłem wobec wyboru: z jednej strony miałem doświadczenie dotykalnej interwencji Boga, a z drugiej myślałem sobie: „A może jednak moje powołanie jest inne, przecież to nie przypadek, że spotkaliśmy się właśnie teraz”. Wybrałem drugą drogę. I pomyliłem się.

Dobrze było być z drugą osobą, wspólnie spędzać czas, dzielić zainteresowania i pasje, smutki i radości, ale to nie było to! Coraz mocniej czułem, że to jednak nie moja droga, że ta powinna być inna. Trudno było pogodzić się z myślą, że podjąłem złą decyzję, że nie uszanowałem daru, którego zadatek już otrzymałem. Jednak Pan Bóg jest nieskończenie cierpliwy i pozwala podejmować decyzje wolnej woli. Bardzo gorzkie było przyznanie się do niewierności Bogu. Lecz głos, który wciąż brzmiał w sercu: „Pójdź za Mną”, był coraz silniejszy – On mimo mojej zdrady wciąż czeka i chce mnie mieć u siebie.

Rozstałem się z dziewczyną w atmosferze życzliwości. Pokończyłem wszystkie niezałatwione sprawy. Zdałem maturę i złożyłem podanie o przyjęcie do seminarium.

Ks. Tomasz Metelica,
diecezja legnicka, obecnie kapłan studiujący w Rzymie, autor książki Bunt

2020-05-26 18:00

Ocena: 0 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Franciszek: powołaniem chrześcijan jest kontynuowanie dzieła uzdrawiania i zbawiania Jezusa

2020-08-05 10:04

[ TEMATY ]

powołanie

przesłanie

papież Franciszek

Grzegorz Gałązka

Powołaniem chrześcijan, będących uczniami Jezusa, jest kontynuowanie Jego dzieła, aby budować lepszy świat, pełen nadziei dla przyszłych pokoleń – powiedział papież podczas wznowionej po miesięcznej przerwie audiencji ogólnej. Ojciec Święty rozpoczął dzisiaj nowy cykl katechez zatytułowany „Uleczyć świat”. Zapowiedział, że podejmie w ich ramach kwestie, na które zwrócono uwagę w związku z pandemią, dotyczące zwłaszcza chorób społecznych.

Franciszek zachęcił, by spojrzeć na Jezusa i z tą wiarą ogarnąć nadzieję Królestwa Bożego. Zaznaczył, że jest to „królestwo uzdrowienia i zbawienia, które jest już obecne pośród nas (por. Łk 10, 11). Królestwo sprawiedliwości i pokoju, które przejawia się w uczynkach miłosierdzia, które z kolei powiększają nadzieję i umacniają wiarę” – stwierdził Ojciec Święty.

Franciszek wskazał, że nowe spotkanie z Ewangelią wiary, nadziei i miłości uzdalnia nas do przekształcania korzeni naszych słabości fizycznych, duchowych i społecznych. „Będziemy mogli dogłębnie uzdrowić niesprawiedliwe struktury i destrukcyjne działania, oddzielające nas jedni od drugich, zagrażające rodzinie ludzkiej i naszej planecie” – zapewnił papież.

Następnie Ojciec Święty zachęcił do przyjrzenia się misji Jezusa, w której nie brakło przykładów uzdrowienia fizycznego i duchowego. Zachęcił wiernych, by zastanowili się w jaki sposób mogą pomóc w uzdrowieniu dzisiejszego świata? „Jako uczniowie Pana Jezusa, lekarza dusz i ciał, jesteśmy wezwani do kontynuowania «Jego dzieła uzdrawiania i zbawiania» (KKK 1421) w sensie fizycznym, społecznym i duchowym” – stwierdził Franciszek.

Papież zaznaczył, że misją Kościoła nie jest dawanie konkretnych wskazówek społeczno-politycznych, czy sanitarno-epidemiologicznych. Natomiast wypracował on pewne podstawowe zasady społeczne. Są to „godność osoby, dobro wspólne, preferencyjna opcja na rzecz ubogich, powszechne przeznaczenie dóbr, solidarność, pomocniczość, troska o nasz wspólny dom. Wszystkie te zasady wyrażają, na różne sposoby, cnoty wiary, nadziei i miłości” – podkreślił Ojciec Święty.

Na zakończenie, wyjaśniając stawiany sobie cel, Franciszek powiedział: „Moim pragnieniem jest wspólna refleksja i praca, jako uczniowie Jezusa, który uzdrawia, aby budować lepszy świat, pełen nadziei dla przyszłych pokoleń”.

Oto tekst papieskiej katechezy w tłumaczeniu na język polski:

Pandemia nadal powoduje głębokie rany, obnażając nasze słabości. Wiele osób zmarło, bardzo wielu jest chorych, na wszystkich kontynentach. Sporo osób i wiele rodzin przeżywa okres niepewności, z powodu problemów społeczno-gospodarczych, które dotykają szczególnie najuboższych. Z tego powodu musimy mocno skierować nasze spojrzenie na Jezusa (por. Hbr 12, 2), poruszeni tą pandemią spojrzeć na Jezusa, i z tą wiarą ogarnąć nadzieję królestwa Bożego, którą przynosi nam sam Jezus (por. Mk 1, 5; Mt 4, 17; KKK 2816). Królestwo uzdrowienia i zbawienia, które jest już obecne pośród nas (por. Łk 10, 11). Królestwo sprawiedliwości i pokoju, które przejawia się w uczynkach miłosierdzia, które z kolei powiększają nadzieję i umacniają wiarę (por. 1 Kor 13, 13). W tradycji chrześcijańskiej wiara, nadzieja i miłość to znacznie więcej niż uczucia czy postawy. Są to cnoty wszczepione w nas przez łaskę Ducha Świętego (por. KKK, 1812-1813): dary, które nas uzdrawiają i czynią uzdrowicielami, dary, które otwierają nas na nowe horyzonty, także gdy płyniemy po wzburzonych wodach naszych czasów.

Nowe spotkanie z Ewangelią wiary, nadziei i miłości zaprasza nas do podjęcia twórczego i odnowionego ducha. W ten sposób będziemy zdolni do przekształcania korzeni naszych słabości fizycznych, duchowych i społecznych. Będziemy mogli dogłębnie uzdrowić niesprawiedliwe struktury i destrukcyjne działania, oddzielające nas jedni od drugich, zagrażające rodzinie ludzkiej i naszej planecie. Misja Jezusa daje wiele przykładów uzdrowienia. Kiedy leczy dotkniętych gorączką (por. Mk 1, 29-34), trądem (por. Mk 1, 40-45), paraliżem (por. Mk 2, 1-12); kiedy przywraca wzrok (por. Mk 8, 22-26; J 9, 1-7), mowę lub słuch (por. Mk 7, 31-37), leczy w istocie nie tylko chorobę fizyczną, która jest prawdziwie nieszczęściem, ale uzdrawia całą osobę. W ten sposób również prowadzi ją na nowo do wspólnoty, wyzwala z jej izolacji, gdyż ją uzdrowił. Pomyślmy o przepięknej historii uzdrowienia paralityka w Kafarnaum (por. Mk 2, 1-12), którą usłyszeliśmy na początku audiencji. Gdy Jezus głosił naukę przy wejściu do domu, czterech mężczyzn przyniosło swojego przyjaciela paralityka do Jezusa, a nie mogąc wejść, bo były tam tak wielkie tłumy, uczynili otwór w dachu i spuścili przed Nim nosze. Jezus głosił naukę, i przed Nim spuścili łoże z paralitykiem. „Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: «Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy»” (w. 5). A potem, jako widoczny znak, dodał: „Wstań, weź swoje łoże i idź do domu!” (w. 11).

Jakże to wspaniały przykład uzdrowienia! Działanie Chrystusa jest bezpośrednią odpowiedzią na wiarę tych osób, na nadzieję, jaką w Nim pokładają, na miłość, jaką okazują sobie nawzajem. Zatem Jezus uzdrawia, ale nie leczy jednie paraliżu: Jezus leczy wszystko - odpuszcza grzechy, odnawia życie paralityka i jego przyjaciół. Sprawia, że rodzą się na nowo. Jest to uzdrowienie fizyczne i duchowe, obejmujące jedno i drugie, będące owocem spotkania osobistego i społecznego. Wyobraźmy sobie, jak ta przyjaźń i wiara wszystkich obecnych w tym domu wzrosły dzięki gestowi Jezusa. Było to uzdrawiające spotkanie z Jezusem! I tak zadajemy sobie pytanie: w jaki sposób możemy pomóc w uzdrowieniu naszego dzisiejszego świata? Jako uczniowie Pana Jezusa, który jest lekarzem dusz i ciał, jesteśmy wezwani do kontynuowania „Jego dzieła uzdrawiania i zbawiania” (KKK 1421) w sensie fizycznym, społecznym i duchowym.

Chociaż Kościół jest szafarzem Chrystusowej łaski, uzdrawiającej poprzez sakramenty, i chociaż zapewnia opiekę zdrowotną w najodleglejszych zakątkach Ziemi, nie jest ekspertem w zapobieganiu ani w leczeniu pandemii. Pomaga chorym, ale nie jest ekspertem. Nie podaje też konkretnych wskazówek społeczno-politycznych (por. ŚW. PAWEŁ VI, List apostolski Octogesima adveniens, 14 maja 1971, 4). Jest to zadaniem przywódców politycznych i społecznych. Jednak na przestrzeni wieków, w świetle Ewangelii, Kościół wypracował pewne podstawowe zasady społeczne (por. Kompendium Nauki Społecznej Kościoła, 160-208), zasady, które mogą nam pomóc pójść naprzód, by przygotować przyszłość, jakiej potrzebujemy. Cytuję najważniejsze, które są ze sobą ściśle powiązane: zasada godności osoby, zasada dobra wspólnego, zasada preferencyjnej opcji na rzecz ubogich, zasada powszechnego przeznaczenia dóbr, zasada solidarności, zasada pomocniczości, zasada troski o nasz wspólny dom. Zasady te pomagają rządzącym, odpowiedzialnym za życie społeczne w rozwijaniu i jak w tym przypadku pandemii – uzdrowienia tkanki osobowej i społecznej. Wszystkie te zasady wyrażają, na różne sposoby, cnoty wiary, nadziei i miłości.

W nadchodzących tygodniach zapraszam was do wspólnego zajęcia się pilnymi kwestiami, na które zwróciła uwagę pandemia, zwłaszcza chorobami społecznymi. Uczynimy to w świetle Ewangelii, cnót teologalnych i zasad nauki społecznej Kościoła. Przeanalizujemy razem, w jaki sposób nasza katolicka tradycja społeczna może pomóc rodzinie ludzkiej w uzdrowieniu tego świata, cierpiącego na poważne choroby. Moim pragnieniem jest wspólna refleksja i praca, jako uczniowie Jezusa, który uzdrawia, aby budować lepszy świat, pełen nadziei dla przyszłych pokoleń (por. Adhortacja apostolska Evangelii gaudium, 24 listopada 2013, 183).

CZYTAJ DALEJ

Ksiądz, powstaniec, patriota. Powieszony przez Niemców na swojej własnej stule

2020-08-01 16:26

[ TEMATY ]

ksiądz

Powstanie Warszawskie

wikipedia.org

W ciągu 63 dni Powstania Warszawskiego oprócz wielu żołnierzy i ludności cywilnej, wzięli w nim udział również duchowni, którzy stale towarzyszyli walczącym.

Zajmowali się organizowaniem Eucharystii i wspólnych modlitw, udzielali sakramentów, towarzyszyli poległym na ostatniej drodze, a niejednokrotnie oddawali własne życie w walce o wolność Ojczyzny.

Jednym z nich był pallotyn ks. Józef Stanek – kapelan powstańców na Czerniakowie, zamordowany przez hitlerowców 23 września, wyniesiony na ołtarze przez Jana Pawła w gronie 108 męczenników II wojny światowej. Obecnie trwają modlitwy o rychłą kanonizację niezłomnego kapłana.

Ks. Józef Stanek, noszący pseudonim “Rudy”, w dniu wybuchu Powstania Warszawskiego posługiwał jako kapelan w Zakładzie Sióstr Rodziny Maryi na Koszykach. Od 1 sierpnia 1944 uczestniczył w Powstaniu Warszawskim. W trudnych warunkach odprawiał nabożeństwa, udzielał pomocy rannym i umierającym, wspierał ludność cywilną i personel medyczny w szpitalach polowych. W drugiej połowie sierpnia zajął się towarzyszeniem żołnierzom zgrupowania AK “Kryska”, walczącym na Czerniakowie.

Duchowny z oddaniem i gorliwością służył powstańcom. Jego zaangażowanie w sprawowanie sakramentów i zwykłe rozmowy z wiernymi, miały niebagatelny wpływ na morale walczących. Wielokrotnie znosił z pola walki rannych powstańców, posługując niemal w każdym miejscu walczącego Czerniakowa. Zjawiał się nawet w najbardziej niebezpiecznych punktach oporu powstania, by wspierać załamanych cywili, głosić Ewangelię i udzielać sakramentów.

Podczas trwania powstania duchowny dostał propozycję przeprawy na prawy brzeg, co miało zapewnić mu bezpieczeństwo. Ustąpił jednak miejsca w pontonie rannemu żołnierzowi, rezygnując z przeprawienia się przez Wisłę. Nie zdecydował się na opuszczenie walczących powstańców i do końca pozostał w ruinach konającego Czerniakowa.

Był dla nich wsparciem do ostatnich chwil. Świadkowie życia młodego pallotyna podkreślają jego heroiczną miłość bliźniego. Nazywano go „niestrudzonym Samarytaninem”. Śmierć poniósł mając zaledwie 28 lat, po 5 latach kapłaństwa. Jego altruistyczna i bohaterska postawa sprawiła, że zyskał wielki szacunek i uznanie ze strony wszystkich walczących.

W dniu kapitulacji Czerniakowa 23 września, duchowny dostał się w ręce SS. Odważnie pertraktował z wrogiem, aby ocalić jak najwięcej powstańców. Był poddawany wielu szczególnie brutalnym torturom, a następnie powieszony na własnej stule. Kiedy na szyję duchownego nałożono pętlę, pobłogosławił on jeszcze powstańców i ludność cywilną prowadzoną przez Niemców do obozów.

Jednym ze świadków jego egzekucji był inny wybitny kapelan powstania jezuita, o. Józef Warszawski. Ks. Stanek ściągnął na siebie szczególną nienawiść m.in. dlatego, że polecił żołnierzom polskim zniszczyć broń, ponieważ hitlerowcy niemal każdego uzbrojonego Polaka natychmiast rozstrzeliwali. Nie chciał także, aby broń dostała się w ręce Niemców i służyła zabijaniu powstańców.

Ks. Stanek święcenia kapłańskie przyjął już w latach okupacji w 1941 roku. Po święceniach studiował na tajnym Wydziale Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego.

Zwłoki duchownego ekshumowano i złożono w zbiorowej mogile przy ul. Solec w Warszawie 14 kwietnia 1945 r. Następnie w 1946 roku przeniesiono je na cmentarz Powązkowski. 4 listopada 1987 w kościele Matki Boskiej Częstochowskiej przy ul. Zagórnej odbyło się nabożeństwo żałobne połączone z ekshumacją i pogrzebem, 5 listopada 1987 szczątki pallotyna złożono w powązkowskiej kwaterze zgrupowania AK „Kryska”. W 1994 roku przy skrzyżowaniu ulic Wilanowskiej i Solec postawiono pomnik ku czci ks. Józefa Stanka oraz innych bohaterów walczących na tym terenie w oddziałach Armii Krajowej i Wojska Polskiego.

13 czerwca 1999 roku w Warszawie Jan Paweł II ogłosił ks. Józefa Stanka błogosławionym w gronie 108 męczenników II wojny światowej oraz drugim pallotynem – ks. Józefem Jankowskim.

Kaplicę im. bł. ks. Józefa Stanka można odwiedzić w Muzeum Powstania Warszawskiego. Poświęcił ją kard. Józef Glemp podczas otwarcia Muzeum 31 lipca 2004 r. Do kaplicy wniesiono wówczas relikwie kapelana powstańców na Czerniakowie.

„Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami” – tak mówił o bł. ks. Józefie Stanku, pallotynie i męczenniku ks. dr Jan Korycki SAC w homilii wygłoszonej podczas Mszy św. w 74. rocznicę śmierci duszpasterza Powstańców Warszawskich.

CZYTAJ DALEJ

Tour de Pologne - Pedersen: dedykuję zwycięstwo Jakobsenowi

2020-08-06 20:50

[ TEMATY ]

kolarstwo

Tour de Pologne

PAP

Duńczyk Mads Pedersen

Pierwszy na mecie drugiego etapu Tour de Pologne w Zabrzu Duńczyk Mads Pedersen z ekipy Trek-Segafredo zadedykował zwycięstwo Holendrowi Fabio Jakobsenowi, który po kraksie w środę na finiszu pierwszego odcinka przebywa w stanie ciężkim w szpitalu w Sosnowcu.

„Przede wszystkim chcę dedykować zwycięstwo Fabio, życzę mu szybkiego powrotu do życia i do kolarstwa. Moja ekipa wykonała dziś świetną pracę, pomagając mi wygrać. W tym roku nie ma wielu okazji do ścigania, dlatego trzeba walczyć wszędzie” – powiedział Jakobsen, który w Zabrzu odniósł pierwszy triumf jadąc w zdobytej w zeszłym roku tęczowej koszulce mistrza świata.

Koszulkę najaktywniejszego praktycznie zapewnił sobie Maciej Paterski z reprezentacji Polski. Dzień po dniu uczestniczył w ucieczce i wygrał wszystkie pięć lotnych premii, w tym dwie na czwartkowym etapie.

„Czułem się lepiej niż wczoraj. Współpraca z Juliusem van den Bergiem (towarzyszem ucieczki - PAP) układała się bardzo dobrze. Koszulkę muszę jeszcze dowieźć do Krakowa, co nie będzie łatwe, bo od jutra zaczynają się góry. Wyścig jest ciężki i wymaga dużo sił” – ocenił kolarz ścigający się na co dzień w grupie Wibatech.

Dyrektor sportowy reprezentacji Polski Andrzej Domin jest przekonany, że jego podopieczny utrzyma ciemnoniebieską koszulkę do końca wyścigu.

„Cieszymy się, że zdobyliśmy tę koszulkę. Taki mieliśmy plan na dwa pierwsze dni wyścigu. Teraz liderem naszej drużyny będzie Piotr Brożyna. Wszyscy zawodnicy będą mu pomagać na górskich odcinkach. Wierzymy, że stać go na miejsce w pierwszej dziesiątce klasyfikacji generalnej” – skomentował Domin.

Dyrektor Tour de Pologne Czesław Lang cieszył się przede wszystkim z dobrych wiadomości ze szpitala w Sosnowcu, gdzie przebywa Jakobsen. W kraksie w Katowicach Holender bardzo ucierpiał, ale na szczęście nie doznał urazu mózgu ani kręgosłupa, ale pozostaje w śpiączce farmakologicznej, z której ma być wybudzony w piątek.

„Była wielka niewiadoma, czy Jakobsen przeżyje. Dzięki Bogu, że przeżył i jego stan zdrowia powinien się poprawiać. Dziękuję wszystkim służbom medycznym, bo wykonały wspaniałą pracę. W takich trudnych sytuacjach sprawdzają się ludzie. Wszyscy stanęli na wysokości zadania” – podkreślił.

W piątek kolarze wystartują z Wadowic, rodzinnego miasta Świętego Jana Pawła II, którego setna rocznica urodzin wypadła 18 maja. Lang zdradził w TVP Sport, że honorowym starterem ma być wieloletni osobisty sekretarz Papieża Polaka, kardynał Stanisław Dziwisz. (PAP)

af/ co/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję