Kamil Krasowski: 22 stycznia przypadła 40. rocznica śmierci bp. Wilhelma Pluty. Jakie więzi łączą Księdza ze sługą Bożym?
Ks. Piotr Pluta: Rodzinne. Sługa Boży bp Wilhelm Pluta był bratem mojego dziadka, więc wujkiem mojego taty. I tak się przyjęło, że o bp. Wilhelmie w rodzinie mówi się wujek. Czasem rozwikłanie tych rodzinnych powiązań prowadzi niektórych do pochopnego wniosku, że jestem wnuczkiem biskupa – ale nie, wnuczek – owszem, ale jego brata.
Jakim było dla Księdza doświadczeniem, wzrastać w wierze, w rodzinie, w której pielęgnuje się pamięć o kapłanie, który już za życia przejawiał cechy świętego?
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Kiedy jesteśmy dziećmi, nasze doświadczenie domu i codzienności często traktujemy jako coś oczywistego. Kiedy nie wychodzi się z domu do szkoły bez krzyżyka na czole od mamy; kiedy tata w sobotę wieczorem pastuje wszystkim buty do kościoła, kiedy dom odwiedza ksiądz biskup, bo właśnie jest w drodze na Jasną Górę, to ma się przekonanie, że tak jest w każdym domu. Dopiero z czasem przystanki w gorzowskiej katedrze w drodze na wakacje, wyjazdy na rocznicę do Gorzowa, rozmowy, wspomnienia nabierają innego znaczenia. Ostatecznie, spoglądając na te lata, to nie jest tak, że ze względu na wujka trzeba było to czy tamto robić tak i tak. Ale raczej dzięki niemu, jego postawie, temu, czego nauczył rodzinę, która miała okazję się z nim spotykać, od niego czerpać, łatwiej dziś obronić wartości i postawy przekazane i wyniesione z rodzinnego domu.
Czy krewny w jakiś sposób przyczynił się do tego, że Ksiądz również obrał kapłańską drogę i przyjął święcenia w naszej diecezji, a nie na Śląsku?
I nie, i tak. Nie – dlatego że powołania nie da się zaplanować, ustalić, kto jest następny w kolejce. Pamięć o wujku w rodzinie była bardzo obecna, ale zupełnie nie potrafiłbym w pamięci odnaleźć momentów, w których ktoś miałby mi coś sugerować, wskazując na wujka i jego życie. O tym co, kto i jak wpływał na moją decyzję to temat na inną rozmowę. Kiedy już ją podjąłem, to formację rozpocząłem w Wyższym Śląskim Seminarium Duchownym w Katowicach. I tu pojawia się miejsce na: tak. Nie zakładałem posługi kapłańskiej w diecezji zielonogórsko-gorzowskiej. Ale wszyscy znamy to powiedzenie, że jeśli chcesz rozbawić Pana Boga, to powiedz Mu o swoich planach. Ostatecznie przyjąłem świecenia w gorzowskiej katedrze jako prezbiter tej diecezji, w której przed laty, jeszcze jako diecezji gorzowskiej, posługiwał bp Wilhelm Pluta – mój wujek. Kiedy dziś spoglądam na moją drogę do kapłaństwa, z uśmiechem stwierdzam, że choć sam nie wiem, jak i dlaczego, to Pan Bóg zaplanował mnie właśnie tutaj. Czy to wujek gdzieś tam na górze podsunął Mu ten pomysł? Przekonamy się w swoim czasie.
Czy łatwiej podążać tą drogą mając świadomość, że miało się w rodzinie tak wielkiego człowieka?
Nie lubimy być porównywani z innymi. Nie jesteśmy kimś innym. Każdy z nas jest niepowtarzalnym sobą. Nie było mi dane spotkać wujka – zginął kiedy miałem 3 lata. Znam go z opowieści rodzinnych, wspomnień kapłanów, którym głosił konferencje podczas dni skupienia w seminarium i udzielał święceń, opowieści diecezjan – dziś moich parafian. Z pewnością był kapłanem o głębokim życiu duchowym, mającym niesamowity zmysł duszpasterski, sięgający daleko poza jego czasy. I to jest coś, co jest dla mnie wielkim skarbem, mądrością, spuścizną, z której próbuję, jak potrafię, czerpać w kapłańskiej posłudze.
Codziennie proszę wujka o wstawiennictwo. I każdego dnia doświadczam dobra, piękna, pokoju, Boga. Ile w tym modlitwy mojej rodziny, „Margaretek”, wstawiennictwa wujka? Niech naszą rozmowę zamkną słowa, które wszyscy dobrze znamy i które oby nigdy nam nie spowszedniały, ale były zawsze naprawdę naszym Credo – wierzę: w świętych obcowanie i żywot wieczny. Amen!
