Reklama

Krzyż - cz. I

WITOLD STANISŁAW KOZAK
Edycja gnieźnieńska 13/2001

Krzyż pojawił się w czasach prehistorycznych. Była to na ogół forma dwóch lub więcej przecinających się pod kątem belek. Jako motyw zdobniczy występował on w wielu obszarach kulturowych, nie mających z sobą żadnych związków. Jedne z pierwszych krzyży spotykamy w prekolumbijskiej Ameryce, na wyspie Cozumel oraz na plakietkach ołtarzowych w świątyni w Pelenque. W obrębie kultury babilońsko-hetyckiej krzyż był symbolem jasności, światła i radości, stanowiąc znak przynoszący szczęście. W starożytnym Egipcie krzyż wziął swój początek z hieroglifu "Anch", oznaczającego życie, los, powodzenie lub wagę, na której ważono ludzkie dobre i złe uczynki. Ten typ krzyża został około drugiego stulecia przyjęty od Egipcjan przez Kościół koptyjski. Od tego momentu stał się jedynie symbolem życia.

Krzyż jako symbol chrześcijaństwa powstał prawdopodobnie na terenach Azji Mniejszej, Afryki Północnej lub Grecji. Trudno powiedzieć, czy grecka litera "Tau" i ostatnia litera alfabetu hebrajskiego " Taw" wzięła swój kształt od kształtu krzyża, czy też może było odwrotnie. W Grecji z początkiem chrześcijaństwa obok krzyża w formie litery " T" tworzono krzyże w kształcie "X" ("Chi") będącej jednocześnie pierwszą literą słowa "Xrestos" - Chrystus; Pomazaniec.

Karę śmierci przez ukrzyżowanie wykonywano w Asyrii, Mezopotamii i Persji. Taki sposób likwidowania skazańców przeniósł do Europy Aleksander Wielki, wróciwszy ze swoich południowo-wschodnich wypraw wojennych. Na krzyżu ginęli na ogół najwięksi przestępcy, zbrodniarze, kryminaliści i bandyci. Dlatego też to narzędzie tortur było powszechnie uznawane za znak hańby.

Pogląd taki utrzymywał się również pośród chrześcijan aż do połowy IV w. W celu rozpoznawczym używali oni wtedy znaku ryby, po grecku "ichthys", będącego anagramem imienia Jezusa Chrystusa. Na zmianę znaczenia symboliki krzyża w chrześcijaństwie wpłynęły zasadniczo dwa fakty. Pierwszy związany jest z osobą cesarza Konstantyna, który przed bitwą z Maxencjuszem w 312 r. miał widzenie. Na niebie ukazał mu się krzyż (tzw. labarum, w kształcie litery "X" nałożonej na literę "P") i napis "in hoc signo vinces" (w tym znaku zwyciężysz) . Konstantyn wygrał bitwę, a w rok później zrównał w prawach religię chrześcijańską z innymi religiami Imperium Rzymskiego.

Drugim faktem mającym wpływ na zmianę symboliki krzyża była podróż matki Konstantyna, św. Heleny, na Bliski Wschód. Ona to, zwiedzając Jerozolimę, niedaleko miejsca męki, odnalazła krzyż Chrystusa i oficjalnie oddała mu cześć. Od tego czasu uważa się ją za założycielkę Kultu Krzyża Świętego, który za jej przyczyną rozwinął się w całym chrześcijańskim świecie. Na Golgocie (Miejscu Czaszki) cesarz Konstantyn, na prośbę swej matki ufundował w latach 324-325 zespół sprzężonych z sobą budowli sakralnych pod wezwaniem Podwyższenia Krzyża Świętego (Anastasis). Sanktuarium obejmuje grób Chrystusa Pana, miejsce ustawienia Krzyża i grotę, w której go odnaleziono. Narzędzie męki i śmierci Zbawiciela zaczęło zajmować naczelne miejsce w domach i świątyniach wyznawców Jezusa Chrystusa. Krzyże umieszczano na wschodnich ścianach budynków, w apsydach i centralnych miejscach wczesnochrześcijańskich świątyń. Ze znaku hańby stał się on znakiem wiary, nadziei i zbawienia, będąc jednocześnie głównym akcentem obrzędów liturgicznych.

W początkach chrześcijaństwa przedstawiano postać Jezusa jako młodzieńca w otoczeniu owiec lub z owieczką na ramionach (np. w katakumbach św. Kaliksta w Rzymie). Symbolizowało to Dobrego Pasterza. Krucyfiks - krzyż z umieszczoną na nim postacią Jezusa i napisem " INRI" (Iesus Nasarenus Rex Iudeorum - łac. Jezus Nazareński Król Żydowski - por. J 19, 19) pojawił się w IV wieku, w kręgu kultury syryjsko-palestyńskiej.

Najwcześniejsze typy ikonograficzne ukazują żyjącego, choć ukrzyżowanego Chrystusa, nie cierpiącego. Postać Jezusa przytwierdzona jest do krzyża czterema gwoździami (każda stopa oddzielnie), w kulturze bizantyńskiej, grekokatolickiej i prawosławnej oddzielenie stóp utrzymywane jest do dzisiaj, tak jak dodawana jest pozioma poprzeczka pod stopami podtrzymująca ciało Zbawiciela. Postać odziana jest w długą tunikę. Znane są również krucyfiksy, w których krzyż stanowi jedynie jakby tło dla postaci Jezusa, opiekuńczo rozciągającego ramiona. Od końca VIII i początku IX wieku ciało Zbawiciela zaczęto coraz bardziej odsłaniać. Chrystus okryty jest jedynie drapowaną płócienną opaską na biodrach, zwaną perizonium. Początkowo, kiedy przedstawiano postać triumfującego Chrystusa - żywego, perizonium było długie o stylizowanych fałdach pionowych związanych z przodu węzłem. Najczęściej sięgało ono do kolan. W romańskich krucyfiksach postać Zbawiciela posiadała koronę, a ciało traktowano z dużą, choć uproszczoną dokładnością anatomiczną.

cdn.

Reklama

Zamiast muzycznej kariery wybrał kapłaństwo

2019-06-26 18:39

Piotr Kołodziejski / Szczecin (KAI)

"Jestem przekonany, że spełniam wolę Bożą. To mnie trzyma tak głęboko jak kotwica" - mówi diakon Maciej Czaczyk, który wraz z dwójką innych kandydatów przyjmie święcenia prezbiteratu w szczecińskiej katedrze. W 2011 roku 17-letni wówczas licealista z Gryfina wygrał telewizyjne "Must be the music". Potem jednak wybrał inną drogę życiową.

Screenshot/www.youtube.com

Maciej Czaczyk: - Nie żałuję. To po prostu mega duża przygoda, potężna otwierająca życie. Szczęśliwe życie. Także nie sposób żałować.

KAI: Pamiętam moment, kiedy ogłosiłeś, że wstępujesz do seminarium. W mediach była duża konsternacja. Czy docierały do Ciebie komentarze w stylu "Co ty robisz człowieku?"

- Nie czytałem tych komentarzy, ale przyznam, że w prywatnych wiadomościach docierały do mnie głosy niezrozumienia. Niektórzy krytykowali bardzo mocno i czuli się zawiedzeni. Poniekąd ja sam byłem zaskoczony tą decyzją.

- W jednym z wywiadów powiedziałeś, że „realizacja pasji dla pasji jest pusta”. Co to oznacza?

- Myślę, że na każdym etapie trochę inaczej to rozumiałem. Dziś myślę po prostu, że sam dla siebie nie jestem celem. Moje realizowanie siebie, choć jest piękne i potrzebne, żeby się rozwijać i realizować swoje pasje, jest bardzo potrzebne, ale to nie jest w stanie zaspokoić człowieka. Bo człowiek jest kimś więcej i potrzebuje relacji do drugiego człowieka i miłości do drugiej osoby, żeby dawać z siebie. A nie tylko dziś każdy bardziej realizuje siebie, dla siebie, do siebie. Żeby jednak odbić w drugą stronę. Nie w stronę pasji i realizacji siebie, ale bardziej w stronę bycia dla innych. Jeśli pasja jest tak rozwijana, to jak najbardziej, ale ona wtedy nie staje się celem.

- Mówiłeś też, że jako dziecko chciałeś być księdzem, a więc u Ciebie to chyba nie był taki strzał, że nagle po sukcesie medialnym w konkursie telewizyjnym zdecydowałeś się zostać księdzem, tylko to w Tobie dojrzewało.

- Tak i to od malucha. Nim poszedłem do I Komunii Świętej i bliżej podszedłem do ołtarza, to już były zabawy w księdza. Bawiłem się w moim życiu i to pragnienie było. Tak jak dzieci bawią się w różne zawody. To była jedna z takich zabaw, ale okazuje się, że potem coraz bardziej chciałem iść w tę stronę.

- W tych zabawach bardziej skupiałeś się na głoszeniu kazań, czy to już były pierwsze próby grania na gitarze?

- Nie. Grania na gitarze wtedy nie było. Nie pamiętam czy wygłaszałem wtedy kazania. Pamiętam, że było „przeistoczenie”. Była taka śnieżnobiała cieniutka gąbeczka, materiał okrągły pod różańcem, który miałem. To był taki różaniec z Częstochowy. Spod różańca wyciągnąłem to i to pięknie wyglądało jak hostia. Było takie śnieżnobiałe i wyglądało jak hostia. Pamiętam podnosiłem się to do góry w tej zabawie.

- Wygrywasz konkurs, nagrywasz płytę. Czym dla Ciebie było wtedy szczęście, a czym jest teraz?

- Czułem wtedy na pewno radość. Było wiele emocji, stresu, a szczęście to nie emocje, bo te emocje później opadły, zaczęła się kariera i okazuje się, że to było jakieś puste głębiej. To opierało się tylko na doznaniach, emocjach, które ulatywały. Żyłem od fajerwerków do fajerwerków, od wywiadu do wywiadu, od koncertu do koncertu, żeby zapewnić sobie kolejne radochy życia, od imprezy do imprezy, a szczęście było cały czas niedostępne, nieosiągalne. No i zacząłem szukać.

- Powiedziałeś, że była w pewnym momencie doświadczyłeś pustki. Nie żałujesz więc tego doświadczenia na scenie. Czy ono było potrzebne w twoim życiu?

- Bardzo potrzebne i jestem wdzięczny najpierw Panu Bogu, a potem tym innym, których spotkałem. Wiele mnie nauczyli i to było bardzo cenne. Dziękuję im, że mogłem tego doświadczyć. To było wspaniałe doświadczenie.

- Czy to może być wskazówką dla tych młodych, którzy dziś poszukują swojej drogi i chcieliby jeszcze czegoś spróbować zanim podejmą ostateczną decyzję?

- Zdecydowanie tak. Myślę, że warto rozwijać swoje pasje, talenty i też iść za tym, co w jakiś sposób odkrywamy w swoim życiu i czego pragniemy. Pan Bóg też często w tym jest. Często podsuwa takie pragnienia. Jeśli to są rzeczy, które nas prowadzą do dobrego, to trzeba za tym iść. Na pewno trzeba rozwijać talent i szukać szczęścia, ale polecam to robić z Panem Bogiem.

- Masz poczucie, że spełniasz Wolę Bożą na co dzień?

- Jestem przekonany, że spełniam Wolę Bożą. To mnie trzyma tak głęboko jak kotwica. Mimo różnych uczuć każdego dnia, bo przecież uczucia się zmieniają, mam szczęście i pokój, że bez względu na to, co będzie się działo na morzu, jaka burza przyjdzie, to ta kotwica jest zakotwiczona. To jest mega ważne w momencie wybierania swojej drogi życiowej, żeby zakotwiczyć i wybrać drogę swojego powołania.

- Jak się Ciebie słucha, można stwierdzić, że jesteś szczęśliwym człowiekiem. Skoro się tak spełniasz, to nigdy nie było kryzysów?

- Szczęście to też kryzysy. Uczucia są różne. Miałem kryzysy. Myślę, że będę miał jeszcze nie jeden i nie dwa w swoim życiu, ale w seminarium, jak miałem kryzysy, to po nich siłą rzeczy stawałem bardziej w prawdzie o rzeczywistości o mnie i stawałem w realnym świecie, stawałem się mocniejszy. Szczęście nie wyklucza się z kryzysem.

- Czasem grasz na gitarze i pojawiasz się na scenie. Czy jest coś w diakonie Macieju Czaczyku z tego Maćka, który wygrywał „Must be the music”?

- Na pewno jest sporo rzeczy w tym Maćku Czaczyku, bo to tak naprawdę ten sam Maciek Czaczyk, chociaż niedługo kompletnie duchowo zmieni się moje życie, bo Chrystus przejmie stery oficjalnie, ale moje cechy charakteru, moje życie i patrzenie na wiele spraw ciągle wymaga nawrócenia, ale też cennych rzeczy nie zabrał mi Pan Bóg, a myślę, że jeszcze je pomnożył i rozwinął. Takie mam przeświadczenie.

- Jakie, Twoim zdaniem, są dziś motywacje kandydatów na księży?

- Wydaje mi się, że mogą być bardzo różne. Ale po to jest seminarium, aby rozeznać. Seminarium to nie jest „szkoła na księdza” ale czas rozeznawania. Niektórzy stwierdzają, że to nie jest ta droga i odchodzą. I o to chodzi. Lepiej być dobrym mężem i ojcem niż złym księdzem.

- Jak postrzegani są dziś kapłani w obliczu prób dyskredytowania Kościoła i tworzenia wizerunku Kościoła będącego w kryzysie?

- To nie jest raczej pytanie do mnie ale do jakichś sondażowni. Ja wiem, kim powinien być kapłan i jakim chcę być kapłanem. Każdy z nas ma być alter Christus, drugim Chrystusem. Można powiedzieć, że kryzys wizerunkowy był w Kościele od początku. O Jezusie współcześni też źle mówili, że żarłok i pijak, że siada przy stole z celnikami i grzesznikami. Patrząc na historię Kościoła można rzec, że gdy nas za bardzo chwalą to nie jest dobrze, bo to znak, że ulegamy panu tego świata. Kościół ma nie tyle dbać o wizerunek, ale o świętość swoich członków. A wszelki grzech widzimy jako ranę na ciele Chrystusa i nie możemy obok niej przechodzić obojętnie.

- Widzisz młodych ludzi na co dzień, którzy szukają swojej drogi życiowej. Czy są zagubieni, boją się odkryć swoją drogę? Jak patrzysz na nich?

- Patrzę na nich trochę jak na swoich młodszych kolegów i koleżanki. Widzę w nich też siebie. Wydaje mi się, że świetnie ich rozumiem. Szczególnym darem dla mnie była rodzina i rodzice. Dziś to często jest źródłem problemu, że rodziny się sypią. W tych relacjach. I ciężko to potem czymkolwiek uzupełnić. Coś, co jest fundamentalnym brakiem. Widzę, że są zagubieni. Widzę, że szukają szczęścia i nadziei w życiu. Szukają miłości. Myślę, że to się nigdy nie wyczerpie. Każdy szuka tego samego. Ktokolwiek będzie chciał spotkać się ze mną i rozmawiać na ten temat, to będę dzielił się swoim życiem. Jeżeli komuś to pomoże, to chwała Bogu.

- Co Maciej Czaczyk powie komuś, kto coś usłyszy w swoim sercu, ale boi się pójść za tym głosem dalej?

- Co ja mogę powiedzieć? Nie bój się. Mogę nawet zaśpiewać. (tu Maciej Czaczyk śpiewa) Nie bój się, chodźmy tam. To mój pierwszy singiel i jest blisko ze mną. Moja pioseneczka. Nie bój się, że ktoś ci powie, że coś, że ktoś będzie o tobie gadał. To zawsze będzie. Po prostu rób to, co Pan Bóg w sercu ci podsuwa i do przodu.

- Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Drugie życie strajkowego ,,ogórka"

2019-06-26 22:58

Anna Majowicz

W gmachu głównym Politechniki Wrocławskiej podpisano dziś (26.06) list intencyjny, którego celem jest renowacja zabytkowego autobusu Jelcz 043, zwanego ze względu na swój kształt ,,ogórkiem”.

Archiwum Centrum Historii Zajezdnia
Podczas konferencji w gmachu głównym Politechniki Wrocławskiej

Pojazdem tym 26 sierpnia 1980 r. Tomasz Surowiec zablokował wyjazd z Zajezdni nr VII we Wrocławiu, co doprowadziło do strajku. Jego uczestnicy solidaryzowali się z robotnikami z Wybrzeża. Tak narodziła się Wrocławska „Solidarność”.

Ośrodek „Pamięć i Przyszłość” postanowił przeprowadzić przedsięwzięcie, pt.: „Drugie życie strajkowego Jelcza 043”. Inicjatywę podjęły Politechnika Wrocławska, Jelcz Spółka z o. o., Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne Spółka z o. o. oraz NSZZ „Solidarność” Region Dolny Śląsk. Rezultatem współdziałania tych instytucji będzie renowacja autobusu Jelcz 043 oraz przywrócenie jego wyglądu z 1980 r., przy jednoczesnym nadaniu mu cech pojazdu nowoczesnego, odpowiadającego najnowszym standardom. – Mamy nadzieję, że autobus uda się odrestaurować do sierpnia przyszłego roku, kiedy to obchodzić będziemy 40-lecie powstania ,,Solidarności” – mówi Marek Mutor, dyrektor Centrum Historii Zajezdnia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem