Reklama

Samotność ojcostwa (14)

Na ruinach marzeń

Wakacyjna przerwa, a jednocześnie spora ilość informacji o Błogosławionym spowodowały, że jakby odeszliśmy od naszego zaprzyjaźniania się ze świętym Biskupem. Sporo w tym i mojej winy, za co serdecznie Czytelników przepraszam. Powróćmy zatem od tego numeru do śledzenia drogi świętości Józefa Sebastiana. Gwoli wyjaśnienia zaznaczam, że są już dwie biografie, bardzo dokładne i wyczerpujące, stąd nasze refleksje służyć pragną odkryciu tajemnicy duchowego dorastania do wyżyn świętości.
Zakończyliśmy naszą sagę Pelczarowską w momencie ukończenia rzymskiej przygody. Doktor historii Kościoła i prawa kanonicznego wybiera się w drogę powrotną do Ojczyzny.

Niedziela przemyska 38/2003

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Z wielką ulgą zasiadł Józef w przedziale pociągu jadącego z Triestu do Wiednia. Wraz z przesuwającym się krajobrazem w wyobraźni podróżnego jak klatki filmowe przesuwały się obrazy minionych miesięcy i lat. Szczególnie żywo pamiętał Józef rzymskie uroczystości kanonizacyjne bł. Jozafata, na które przybyli goście w kraju, w tym biskupi Wierzchleyski i Monastyrski. Szczególną radością napełniła serce Józefa ówczesna obecność proboszcza z Sambora - ks. Jedlińskiego i jego kolegi kursowego ks. Krementowskiego. Pracowity był to czas, bo Józef służył za przewodnika, co nawet nadszarpnęło nieco jego zdrowie, ale był to też czas wielkiej radości i dar głębokich przeżyć duchowych. To co dla przybyłych było nowością, dla świeżo upieczonego doktora stanowiło swoiste pożegnanie z miastem, w którym przeżył trzy lata.
W ten wspomnieniowy obraz wkroczyło wzruszające wspomnienie odwiedzin w domku Matki Bożej w Loreto i uniesienie związane ze sprawowaną tam Mszą św.
Na wspomnieniach, modlitwie, ale także marzeniach o przyszłości minęła droga do Wiednia. Oddechem po zmęczeniu podróżą było spotkanie z ks. Wisłockim, kolegą Pelczara z ósmej klasy gimnazjum. Wydawało się, że wieczór i noc byłaby za krótka, aby wyczerpać pokłady wspomnień głęboko zapisane w sercu obu kolegów.
Kolejnym etapem drogi ku rodzinnym progom był Lwów i spotkanie z rektorem ks. Skwierczyńskim, który tam wówczas bawił. Rektor z całą wylewnością powitał swojego wychowanka i szczerze gratulował dwóch doktoratów „popełnionych” - jak to określił - w czasie zaledwie trzech lat.
- Teraz - snuł plany Rektor, popijając smaczną herbatę - czekamy na ciebie w Przemyślu. Oczywiście, najpierw musisz pojechać do swojej Korczyny, bo tam już się ciebie doczekać nie mogą, ale potem do pracy, do pracy...
- Ale - wtrącił się Józef - czy będzie tam dla mnie miejsce? Władze niechętnie zgadzają się na nowe stanowiska.
- Pośpiech, braciszku, nie zawsze jest najlepszym sposobem na życie, ale w tym wypadku to się nie sprawdziło. Jakbyś przeczuwał, że właśnie teraz przyjdzie twój czas.
- Nie rozumiem...
- Bo też nie ma co rozumieć. Ks. prof. Paszyński czuję się już nieco zmęczony wykładami i podał się na probostwo. Wszystkie znaki na niebie i na ziemi wskazują, że jego kandydatura zostanie zaakceptowana i w ten sposób od razu obejmiesz wykłady z historii Kościoła i prawa kanonicznego.
Rozpoczynał się maryjny miesiąc maj, kiedy Józef stanął na korczyńskiej ziemi. Witali go rzewnie rodzice i rodzeństwo, z dumą spoglądali na niego rodacy. Kiedy przyszła pierwsza niedziela, wszyscy już wiedzieli, że Sumę odprawi „nasz Józek” - jak go tutaj zwali. Kościół przepełniony był ludźmi. Z wielką radością przyjęli wiadomość, którą w ogłoszeniach podał ksiądz proboszcz, że „nasz świeżo upieczony doktor” będzie głosił w maju kazania na nabożeństwie majowym.
Młody kaznodzieja bardzo skrupulatnie przygotowywał się do tych okolicznościowych wystąpień. Mobilizował go do tego sam proboszcz, żartując już w pierwszą niedzielę.
- Tylko pamiętaj, że to lud prosty, choć, przyznać trzeba, ma w sobie sporo wrodzonej inteligencji.
- Toż wiem to lepiej niż ksiądz proboszcz - starał się odparować zaczepkę Pelczar.
- Wiesz lub nie wiesz. Trzy lata w Rzymie to kawał czasu. Twój język ubogacił się wieloma terminami naukowymi, ale zubożał - jak sądzę - od prostoty ludzi, których trzeba rozumieć.
- A to ma ksiądz rację - przyznał nowo wykreowany doktor.
Przygotowując kazania, „głosił” je najpierw swojej najmłodszej siostrze, a zyskawszy jej aprobatę, przemadlał raz jeszcze podjęty temat i tak usposobiony wychodził na ambonę.
Ludzie najpierw z ciekawości, a potem porwani kazaniami licznie uczęszczali na te lubiane nabożeństwa. Ksiądz proboszcz aż ręce zacierał z zadowolenia. Kiedyś przy kolacji nie omieszkał zażartować:
- A to mi Pan Bóg zesłał wikarego. Ja bym tego w rok nie zrobił, co ty osiągnąłeś kilkoma kazaniami.
- Oj, gdyby nie było pracy księdza proboszcza, niewiele bym zdziałał.
Tak wzajemnie podbudowani wybrali się na wieczorny spacer. Przy kilku kapliczkach mężczyźni, kobiety i cała gromada dzieciaków nabożnie śpiewali litanijne wezwania.
Radość majowego posługiwania nie trwała długo. Piętnastego maja Józef poczuł się źle. Matka zauważyła, że cały jest rozgorączkowany, osowiały, z trudem wertował kartki kolejnych książek.
- Mógłbyś sobie dać trochę odpocząć. Ja rozumiem, że to teraz twój chleb, ale przecież nie można całymi dniami grzebać się w książkach. Już widzę, że zaczyna to być męczące i dla ciebie samego.
- To nie książki, mamo. Po prostu dopadła mnie jakaś słabość. Na polu ciepło, a mnie całego trzęsie.
Nie zważając na status naukowy syna, Marianna jak za czasów dzieciństwa Józia kazała mu kłaść się do łóżka i zawezwała kobiece konsylium złożone ze służącej i sąsiadki, która we wsi pełniła rolę zielarki. Ta przyszedłszy, z należytym szacunkiem, acz fachowym okiem zmierzyła chorego i zawyrokowała:
- Niech któreś z dzieciaków pobiegnie do proboszcza i powie, że przynajmniej przez tydzień będzie musiał sam mówić kazania. Widząc w oczach chorego oznaki niemego protestu, dorzuciła:
- Nie ma się co buntować. Ospa w księdza wieku to rzecz niebezpieczna. Trzeba wyleżeć i pić dużo ziół, już ja o to zadbam.
Kiedy po dwóch dniach odwiedził chorego ksiądz proboszcz, za nic nie chciała go dopuścić do chorego, twierdząc, że i on może się zarazić. Pertraktacje zakończyły się połowiczną ugodą. Proboszcz mógł rozmawiać z chorym w bezpiecznej, wyznaczonej przez zielarkę odległości.
- O, i tak Pan Bóg zgotował mi dodatkowe wakacje.
- Ta i trzeba się zgodzić. On wie, co robi - sentencjonalnie zawyrokował proboszcz.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2003-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Prymas Polski: prawo do życia to fundament praw człowieka

2026-08-27 18:29

[ TEMATY ]

prymas Polski

prawo do życia

BPJG

Prymas Polski

Prymas Polski

Prawo do życia od poczęcia jest podstawowym prawem człowieka, a nie wyłącznie kwestią światopoglądową - powiedział abp Wojciech Polak w rozmowie przeprowadzonej na antenie archidiecezjalnego Radia eM. Podkreślił, że na prawie do życia opierają się wszystkie pozostałe prawa człowieka.

Mówiąc o osobach, które dokonały aborcji, abp Polak wskazał na potrzebę połączenia prawdy o złu aborcji z miłosierdziem i towarzyszeniem. - Kościół nie może zostawiać tych osób samych - zaznaczył, wskazując na potrzebę pomocy w przeżyciu traumy i drodze do uzdrowienia.
CZYTAJ DALEJ

Nepal i Tybet: rośnie bilans ofiar katastrofalnej powodzi

2026-08-27 11:32

[ TEMATY ]

katastrofa

powódź

Nepal

Tybet

PAP/EPA

Co najmniej 168 osób zginęło, a ponad 1300 jest zaginionych po niszczycielskiej powodzi na pograniczu Nepalu i Chin. Według najnowszych ustaleń gwałtowną falę wody, błota i kamieni wywołało osunięcie się ogromnych mas lodu i skał w Himalajach. Żywioł zniszczył wsie, drogi i mosty, utrudniając akcję ratunkową.

Najtragiczniejsza sytuacja jest w Nepalu, gdzie władze informują o co najmniej 165 ofiarach śmiertelnych i 826 osobach zaginionych. Po tybetańskiej stronie granicy zginęły co najmniej 3 osoby, a 558 nadal jest poszukiwanych.
CZYTAJ DALEJ

Caritas Polska odpowiada na dramat ofiar powodzi w Nepalu

2026-08-28 18:15

[ TEMATY ]

powódź

Nepal

Caritas Polska

@Vatican Media

Powódź w Nepalu

Powódź w Nepalu

Rośnie liczba ofiar katastrofalnej powodzi w Nepalu, a setki osób wciąż uznawane są za zaginione. Tysiące mieszkańców potrzebują pomocy, jednak do wielu dotkniętych kataklizmem miejscowości wciąż trudno dotrzeć. „Sytuacja jest bardzo, bardzo smutna” – mówi s. Cecilia Durga Shrestha, dyrektor Caritas Nepal. W pomoc poszkodowanym włącza się Caritas Polska. „W tak dramatycznych chwilach najbardziej potrzebują poczucia, że nie są sami” – podkreśla ks. Janusz Majda.

Powódź błyskawiczna, która 26 sierpnia uderzyła w północ Nepalu, zniszczyła domy, sklepy, drogi, mosty i infrastrukturę energetyczną. Szczególnie trudna sytuacja panuje w dystrykcie Rasuwa, w pobliżu granicy z Chinami. Bilans tragedii przekroczył 500 ofiar śmiertelnych, a setki osób wciąż uznawane są za zaginione.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję