Reklama

Diecezjalna pielgrzymka jubileuszowa do Ziemi Świętej

Ta Ziemia przemawia

MILENA KINDZIUK
Edycja warszawska (st.) 30/2000

Z pobytu w Ziemi Świętej pozostaje nieraz tylko jedno miejsce: jakaś świątynia, skała, kamień czy piasek pustyni. Ale to właśnie miejsce jest zarazem czymś niezwykłym, wyjątkowym. Czymś, co zapada w pamięć na całe życie. Dlaczego?

- Mam świadomość, że więcej już tu nie przyjadę - wyznaje Kazimierz Rezler. W jasnych spodniach i szarej koszuli, lekko pochylony, powoli przesuwa nogę za nogą. Jest najstarszym uczestnikiem pielgrzymki. Rocznik 1926. Przyjechał tu, by - jak twierdzi - prosić Boga o miłosierdzie dla swojej rodziny, a także dla zmarłych. - Szczególnie dla żony, która odeszła pięć lat temu - mówi.

Sylwię Szklarską, studentkę pedagogiki, do wyjazdu skłoniły opowieści dziadków o Ziemi Świętej. - Po powrocie oznajmili, że jest to ukoronowanie wszystkiego, co do tej pory w życiu przeżyli i zobaczyli - opowiada. Rozmowie przysłuchuje się miły, szczupły chłopiec: - Jestem przyzwyczajony do wyjazdów. Gdy byłem mały, rodzice zabrali mnie do Włoch - mówi, jakby chciał sam siebie przekonać, że nie przeraża go dość szybkie tempo zwiedzania. Teraz jest zresztą duży. Ma dziewięć lat.

Ludzie przybywają tu w różnych intencjach: by odbyć pielgrzymkę w Roku Jubileuszowym i uzyskać odpust, modlić się za siebie i swoich bliskich czy po prostu zwiedzić miejsca związane z historią zbawienia. Są oczywiście intencje tak niezwykłe, że wielu z trudem znajduje słowa, by o nich mówić. Zbyt często dotykają bowiem spraw bardzo osobistych.

- Ta ziemia naprawdę do człowieka przemawia, trzeba ją chłonąć nie tylko słowami, ale też wzrokiem, dotykiem, smakiem - tłumaczy Jan Gać, przewodnik jednej z grup 140-osobowej wyprawy. - Wszak to jedyna kraina na świecie, która upamiętnia miejsca z życia Jezusa. Miejsca, których historia sięga dwóch tysięcy lat.

Konfrontacja wyobraźni

Ziemia Święta stanowi obszar ciągnący się wzdłuż wybrzeża Morza Śródziemnego - tu rozegrały się najważniejsze wydarzenia Starego i Nowego Testamentu. Nie przypadkiem więc bp Kazimierz Romaniuk, żegnając w warszawsko-praskiej katedrze diecezjalną pielgrzymkę, przypomniał słowa Jana Pawła II, iż Ziemia Święta to "przestrzeń w szczególny sposób naznaczona Bożym działaniem. Bo chociaż Bóg jest obecny we wszystkich miejscach na ziemi, są na niej takie, które przechowują znaki nadzwyczajnych zbawczych interwencji Boga".

Jako pierwsza wita nas zielona Galilea, w której Chrystus spędził najwięcej czasu na ziemi. Jest to kraina tajemnicza, o niezwykłym zapachu, pełna wielobarwnych drzew i kwiatów. Jakże trudno od razu uświadomić sobie, że wszystko, co tu się działo, jest historyczną prawdą. Że to dane miejsce jest świadkiem autentycznych wydarzeń. - Ewangeliczna przestrzeń dopiero tutaj tak naprawdę do człowieka przemawia - komentuje jeden z uczestników pielgrzymki.

Szlak wędrówki pątników diecezji warszawsko-praskiej wiedzie do Nazaretu - miasta po raz pierwszy w historii wspomnianego na kartach Ewangelii. Jest to dziś jeden z największych ośrodków chrześcijaństwa w całej Palestynie, znajduje się tu wiele kościołów różnych wyznań. Upodobały sobie to miasto zakony żeńskie. Dokładnie tutaj, gdzie dziś stoi Bazylika, miało miejsce Zwiastowanie.

W Ziemi Świętej są dwa rodzaje miejsc świętych: takie, które upamiętniają zdarzenia sprzed dwóch tysięcy lat, oraz te autentyczne miejsca z życia Pana Jezusa. Bazylika Zwiastowania należy do drugiej grupy, istnieją bowiem dowody historyczne, że dokładnie tutaj był dom Maryi, tu Anioł Gabriel zwiastował nowinę o narodzeniu Syna Bożego.

Pejzaż wyzwala w pamięci miejsca i osoby związane z odległymi w czasie scenami biblijnymi. Obrazy głęboko w nas zakorzenione, także te wyniesione z dzieciństwa, na tej ziemi natychmiast jednak podlegają przeobrażeniom. - Gdy przybyłem tu po raz pierwszy, miałem w sobie obraz ukształtowany przez literaturę i sztukę. Zderzenie z rzeczywistością było bolesne, nic do niczego nie pasowało - opowiada Jan Gać.

Następuje konfrontacja wyobrażeń z rzeczywistością, w której żył Jezus. Przede wszystkim jednak, jak mówią pielgrzymi już w pierwszym dniu pielgrzymki, daje się odczuć, że sam Jezus nie jest już kimś obcym, dalekim, ale bliską Osobą, która żyła w konkretnym miejscu i czasie. Osobą, która potrafiła rozmawiać z ludźmi, nauczać, uzdrawiać, także płakać i cierpieć.

Po co ta Grota?

Do Groty Narodzenia wiodą z Bazyliki w Betlejem strome, kręte schody. Pątnicy ustawiają się w długiej kolejce. Stopniowo ogarnia ich bożonarodzeniowy nastrój, zaczynają śpiewać kolędy. Na dźwięk polskich słów Dzisiaj w Betlejem reaguje stojący w pobliżu franciszkanin. Włącza się, intonując kolejną zwrotkę. Jest Amerykaninem, języka polskiego nie zna. Ale miał matkę pochodzenia polskiego. Dlatego pamięta słowa niektórych kolęd. Wspomnienia z dzieciństwa tu właśnie w nim ożyły.

Każdy z pielgrzymów z namaszczeniem wchodzi do Groty, pochyla się, całuje miejsce, w którym przed dwoma tysiącami lat urodził się Pan Jezus.

Ułamek sekundy i trzeba przechodzić dalej. Czekają następni. Czy zatem warto stać tak długo, by pojawić się tu na tak krótką chwilę?

- To najważniejsze wydarzenie w moim życiu - zwierza się miły, starszy pan. Uważa, że nie jest godny dotykać tak świętych miejsc. - W życiu różnie bywało, człowiek nieraz popełniał błędy, grzeszył, ale w takich chwilach jak ta wiem, że Bóg mi to wszystko wybaczy. W przeciwnym razie po co by się narodził? Po co byłaby ta Grota?

Siostra Anuncjata, michalitka, wyznaje: - W tym miejscu modlę się za dzieci, które uczę religii. Bardzo je kocham, nie mogę nie myśleć o nich właśnie w Betlejem. Zakonnica nawet zdjęcia robi pod kątem uczniów, tak by pokazać im później miejsca, gdzie żył Pan Jezus. Siostra modli się tu też za pewnego kapłana. - On o tym nie wie, może kiedyś mu powiem - mówi z uśmiechem.

Reklama

Dziewczyny z karabinami

Betlejem, jak mówił Papież podczas niedawnej podróży do Ziemi Świętej, "jest skrzyżowaniem dróg, gdzie wszystkie narody mogą się spotkać, aby razem budować świat odpowiadający naszej ludzkiej godności i przeznaczeniu". Położone jest na terenie Autonomii Palestyńskiej. Miasto to znane jest jako miasto Dawidowe. Ale to przyjście na świat Chrystusa sprawiło, że nabrało ono znaczenia w skali światowej i rozrosło się dzięki napływowi pielgrzymów. Cesarz Hadrian wprowadził tu wprawdzie w roku 135 kult Adonisa, lecz w roku 330 Konstantyn ponownie przywrócił kult chrześcijański.

Tereny Autonomii Palestyńskiej, a więc także Betlejem, w szczególny sposób pozwalają wyczuć atmosferę panującą w Izraelu. W krajobraz wpisane są druty kolczaste. Otaczają się nimi osiedla żydowskie, powstające, wbrew rezolucji ONZ, na terenach palestyńskich. Generalnie wyczuwa się wzajemną wrogość i napięcie.

Patrole wojska izraelskiego, policji i cywilnych ochotników widoczne są przy każdej ulicy, szczególnie w Jerozolimie. Wśród patrolujących są także dziewczęta odbywające - w odróżnieniu od mężczyzn - tylko dwuletnią służbę wojskową. Nie należą do rzadkości również takie obrazki: do Ściany Płaczu idzie grupa młodzieży żydowskiej. Przechodzi przez dzielnicę arabską. Otoczona jest nieumundurowanymi rówieśnikami z przewieszonymi przez ramię pistoletami maszynowymi...

Samo dojście do Ściany Płaczu jest także pieczołowicie strzeżone. Tutaj kontroluje się wszystkich. Bez słowa otwieramy torby do kontroli, wyciągamy z kieszeni dokumenty, kładziemy na taśmę do prześwietlenia, potem jeszcze bramka pirotechniczna.

Ściana Płaczu, pozostałość muru Świątyni Jerozolimskiej, gromadzi Żydów na modlitwy i lamentacje. To właśnie tutaj w jedną ze szczelin Ojciec Święty włożył kartkę z tekstem Psalmu. Gest ten powtarzają także niektórzy z naszych pielgrzymów. Nie mogą tylko robić zdjęć, w szabat to zabronione.

Mozaika kulturowa i religijna

- Jerozolima uderza swą różnorodnością - zauważa Jarosław Skiba. Jego zdaniem, połączenie tak wielu kultur i tradycji z nowoczesnością jest nadzwyczaj ciekawe, nigdzie w tak wielkim stopniu nie spotykane.

Ziemia Święta to miejsca, gdzie spotykają się: judaizm, islam i chrześcijaństwo. Stąd też trzy dni z rzędu są tu świąteczne: piątek - dla muzułmanów, sobota - dla żydów i niedziela - dla chrześcijan. To prawdziwa mozaika kulturowa, ludnościowa i religijna.

Dla przybysza z Europy zawsze jest to szok. Żydzi modlą się w synagogach. Obok - meczety, z których dobiega głos muezinów. Po ulicach biegają zaniedbane, brudne arabskie dzieciaki. Kwitnie handel, wokoło zgiełk, bałagan. Przejście utrudniają rozrzucone na chodnikach śmiecie, rozdeptane owoce, lepkie od brudu i kurzu bułki. To w podobnej scenerii szedł niegdyś Jezus, niosąc krzyż na swoich ramionach. Wtedy też handlarze sprzedawali mięso i owoce, każdy żył swoim życiem.

To wszystko jest żywe, autentyczne. Nikt przecież nie próbuje grać siebie. Szczególnie chyba właśnie w Jerozolimie. Znamienne, że tutaj rozegrały się najważniejsze wydarzenia z życia Jezusa. W tym mieście spędził On ostatnie dni swego życia na Ziemi. - Czy dlatego to miasto pozwala na tak osobiste spotkanie człowieka z Bogiem? - zastanawia się jedna z pątniczek. Widać, że przeżywa to, co ogląda.

Miejsce "najświętsze na ziemi"

- Kontakt z Grobem Pana Jezusa ma dla mnie szczególny wymiar - mówi Barbara Kochowska, wyraźnie zatopiona we własnych myślach. - Istnieją w człowieku takie emocje, które trudno wyrazić słowami. Chciałoby się pobyć tam dłużej. To tak, jakby się namacalnie dotykało cierpienia Pana Jezusa, a tym samym także swoich, jakże bolesnych, spraw z przeszłości.

Do środka wchodzi inna z pątniczek. Znika na krótką chwilę. Gdy znów pojawia się przed wejściem do Grobu, z jej oczu płyną łzy. Można zauważyć wiele podobnych reakcji. Gdy od Grobu odchodzi małżeństwo z dzieckiem, kobieta nagle oddala się, by ukryć w dłoniach twarz...

Prawosławny mnich stojący przy wejściu do Grobu wpuszcza do środka po dwie-trzy osoby. Każdy, choć na chwilę, chce wejść do Grobu Jezusa. Wszak jest to miejsce, które pamięta zdarzenia Wielkiego Piątku i Wielkiej Niedzieli sprzed dwóch tysięcy lat. Miejsce, o którym mówił tu Ojciec Święty, że jest "najświętsze na ziemi".

Grób Pański w większości należy do prawosławnych, katolicy i Ormianie mają prawo jedynie do odprawienia kilku Mszy św. o wczesnych godzinach porannych i do zapalenia kilku świec. Klucze do całej Bazyliki natomiast ma muzułmanin. Podział chrześcijan widoczny jest tu w sposób rażący.

Wrażenie na pątnikach robi też Kalwaria - znów jakże odmienna od tej, jaką znamy ze sztuk plastycznych czy własnych wyobrażeń. Można tam dotknąć miejsca, w którym stał krzyż Chrystusa.

Księża wyznają winy

Obecnie w Wieczerniku nie można sprawować Eucharystii, wyjątkowo pozwolono na to Papieżowi, zresztą po raz pierwszy od XIV w. Pielgrzymi gromadzą się więc w pobliskim kościele franciszkańskim. Tutaj w czasie pielgrzymki księża diecezji warszawsko-praskiej odnawiają przyrzeczenia kapłańskie. Ks. Wacław Madej, rektor diecezjalnego Seminarium, podchodzi do mikrofonu. - Przepraszam za to, że jako kapłani nie zawsze służyliśmy Bogu i człowiekowi. Przepraszam za to, że nie zawsze widzieliście w nas Chrystusa - mówi, wyznając winy swoje i swoich kolegów księży.

- To pozwala im chyba szczególnie na przeżycie wewnętrznej przygody spotkania z żywym Jezusem - dodaje ktoś z pielgrzymów. Kazimierz Rezler uważa to miejsce za najważniejsze w całym pielgrzymowaniu: - To tutaj objawiło się działanie Ducha Świętego - mówi. - Bez Niego człowiek nie mógłby nic uczynić.

Pielgrzymi powoli zbierają się do wyjścia. Ciśnie się jeszcze na usta pytanie: dlaczego tu właśnie padło słowo "przepraszam"?

- W Wieczerniku Pan Jezus umył przecież nogi Apostołom, uczył, jak należy służyć innym - mówi ks. Jan Gołąbek, wicerektor Seminarium. I wyjaśnia: - To słowo pewnie nigdy by nie padło, gdyby nie wypowiedział go wcześniej Ojciec Święty, przepraszając za winy ludzi Kościoła. Jan Paweł II uczy, że należy przepraszać najpierw Boga, a potem ludzi, ale po to, by stać się lepszym, by przemienić swe życie. Chcemy być wierni nauczaniu Papieża.

To nasza podróż poślubna

Barbara i Wojciech Pątkowie małżeństwem są od 38 lat. Po raz pierwszy przyrzeczenia ślubne odnawiali, gdy obchodzili srebrny jubileusz. Dziś, w Kanie Galilejskiej, uczynili to po raz drugi. - Było to dla nas naprawdę wielkie przeżycie - mówi pani Barbara, dodając, że rokrocznie obchodzą rocznicę ślubu w otoczeniu najbliższych. Dziś są sami. Sam na sam z sobą, w miejscu, gdzie Chrystus uczestniczył w weselu w Kanie Galilejskiej, gdzie dokonał cudu przemiany wody w wino.

Nie wszyscy małżonkowie regularnie obchodzili swoje rocznice. - Nieraz gdzieś nam one umykały - wyznaje Ewa Gawor. Z mężem Jakubem przeżyli wspólnie 18 lat. Przyrzeczenia ślubne odnawiają po raz pierwszy. Gdy kapłan wiąże im ręce stułą, a oni patrzą sobie prosto w oczy i powtarzają uroczyste: "...oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci", ich głos łamie się. Na twarzy pojawia się ogromne wzruszenie. - To bardzo dobry pomysł, przeżycie, które ma wymiar symboliczny. Dzięki temu wiemy, że jest to pielgrzymka, a nie wyprawa turystyczna - komentuje Jakub Gawor.

Odnowienie ślubów w Kanie Galilejskiej, które od początku było w programie pielgrzymki, dla jednego z małżeństw stało się głównym motywem całej pielgrzymki. - To nasza podróż poślubna, zresztą piękniejsza od jakiejkolwiek innej, jaką mogliśmy sobie wyobrazić - stwierdza najmłodszy małżonek, który przybył tu ze swą żoną. Są zaledwie dwa miesiące po ślubie.

Msza mego życia

- Zrozumiałe jest, że po tej pielgrzymce nie mogę już żyć jak dotąd - mówi lekko łamiącym się głosem ładna, młoda kobieta. - Coś we mnie pękło, coś się poruszyło. Więcej powiedzieć się nie da...

Zetknięcie z Ziemią Świętą zawsze okrywa jakaś tajemnica. Niczego nie można zrozumieć do końca. Siostra Anuncjata zaznacza: - Mam wrażenia, że po tych miejscach chodził kiedyś Pan Jezus, a jednocześnie wiem, że wszystko to nie tak dokładnie wyglądało.

Inny pątnik wyznaje: - Jest to dla mnie najważniejsza pielgrzymka, pozwala na dotknięcie miejsc, po których szedł kiedyś Chrystus. Największe wrażenie natomiast wywarła na mnie Msza św. na pustyni. Mogę powiedzieć o niej: Msza mego życia. Odkryłem, że dopiero na pustyni człowiek naprawdę może się skupić i autentycznie modlić. Podobnego zdania są także inni pielgrzymi.

Pustynia Judzka sprawia bowiem naprawdę wielkie wrażenie. Uczy pokory, pozwala doświadczyć własnej małości, niemocy, znikomości istnienia. - Pustynia jest miejscem refleksji i samotności, na co nie ma czasu w codziennym życiu - mówi Jarosław Skiba, ekonomista. - Z pustyni życia przechodzi się do zasad, które są skałą życia. Wreszcie dochodzi się do wolności, by wybrać to, co dobre. Prawdziwa wolność wybiera dobro - dodaje ks. Marek Doszko, który zamiast kazania zleca uczestnikom Eucharystii odprawianej na tejże pustyni, by rozeszli się na kwadrans medytacji w samotności. Po to, by - jak twierdzi - te miejsca mogły przemówić. Turysta bowiem przechodzi przez miejsca. Miejsca natomiast przechodzą przez pielgrzyma.

Dla wielu niezapomnianym przeżyciem jest rejs statkiem po jeziorze Genezaret, które zachwyca rajskim niemalże krajobrazem. Gdy pątnicy są na środku jeziora, przy wyłączonym motorze, w ciszy przerywanej tylko szumem wody ktoś czyta głośno fragment Ewangelii o uciszeniu burzy na morzu. Wyciska to łzy wzruszenia niejednego pielgrzyma.

Maksymilian Sobczak, dziewięciolatek, mówi: - Najbardziej podobało mi się w Betlejem. Szczególnie Gwiazda Narodzenia.

- Dlaczego? - pytam.

- Nie wiem. Ale mi się podobało. I jeszcze Grób Pana Jezusa - dorzuca pośpiesznie, nie zdając sobie zapewne sprawy, że wymienia dwa kluczowe dla chrześcijaństwa miejsca na Ziemi.

Ks. Jan Gołąbek podkreśla, że ważne jest, iż pielgrzymka została zorganizowana w Roku Jubileuszowym. Przywołuje słowa Ojca Świętego, który pisał w Incarnationis mysterium, że pielgrzymka jest symbolem indywidualnej wędrówki człowieka wierzącego śladami Odkupiciela; jest praktyką ascezy i pokuty za ludzkie słabości, przygotowuje do wewnętrznej przemiany.

Żadna pielgrzymka się nie kończy

Program pielgrzymki pozwala pątnikom nawiedzić wiele innych miejsc związanych z życiem Chrystusa: Górę Tabor, Górę Błogosławieństw, Grób Łazarza w Betanii, Jordan, gdzie odnawiają przyrzeczenia chrztu św. Wreszcie przybywają też do Domu Piotra w Kafarnaum, w którym często zatrzymywał się Jezus.

- To wyjątkowe miejsce, każdy z nas przecież na swój sposób kocha Pana Jezusa, a jakże często się Go w życiu zapiera - podkreśla pani Sabina z parafii św. Włodzimierza. Dlatego najważniejsze, jej zdaniem, to zaufać Bogu. Tak jak Piotr.

Czasu, zdawałoby się, jest dużo, nawiedzanie świętych miejsc rozpoczyna się wczesnym rankiem i trwa do wieczora, a jednak wciąż za mało. Zawsze jest za mało, bo chciałoby się zobaczyć więcej, pobyć dłużej. Każdy pragnąłby niejako zatrzymać te miejsca przy sobie. Dlatego, jak pisze Jan Gać w książce: "Ojczyzna Jezusa jest miejscem, dokąd nie wystarczy przyjechać raz czy drugi. Należałoby tam wracać często, jak do świątyni". Potwierdzają tę prawdę słowa Karola Wojtyły, zawarte w Wędrówce do miejsc świętych: "Pielgrzymuję nie do kamieni, lecz do widoków. Pielgrzymuję do tożsamości. Jest tożsamość odnajdywania się w krajobrazie. Do niej pielgrzymuję. To miejsce jest święte".

Jak twierdzą pątnicy, nawiedzanie miejsc świętych zmienia rozumienie tekstów Ewangelii. Stają się one bliższe i bardziej klarowne. Każdy znajduje w nich coś dla siebie. Dlatego też żadna pielgrzymka do Ziemi Świętej tak naprawdę się nie kończy. Ona trwa w ludziach, zdarzeniach, w codziennym życiu. - Całą Ziemię Świętą mamy przecież w miejscu, w którym żyjemy, w parafii, do której należymy - mówi ks. Wacław Madej. - Tam, gdzie jestem, tam jest moja Kalwaria, mój Wieczernik, moja Ziemia Święta.

Reklama

Edukacja seksualna po katolicku - znakomity przykład

2019-10-18 08:22

Marcin Przeciszewski / Warszawa (KAI)

Piękno i głęboki sens ludzkiej seksualności: w służbie miłości, a nie w oderwaniu od niej – ukazuje książka: „Powiedz mi, co to jest miłość?”, autorstwa Inès de Franclieu, która wydana została niedawno w polskim tłumaczeniu. Może być ona cenną pomocą rodzicom w edukacji seksualnej dzieci, rekomendowaną przez Związek Dużych Rodzin „Trzy Plus”. Książka jest przeznaczona dla rodziców i dzieci od 5 do 12 lat.

YouTube.com

"Powiedz mi, co to jest miłość" jest pozycją unikalną – podkreśla znany świecki psychoterapeuta Szymon Grzelak. - Autorka łączy w niej praktyczne podejście mądrej, kochającej matki z profesjonalizmem psychologicznym i medycznym. Łączy głębię z prostotą ujęcia - prostotą konieczną, by dzieci mogły zrozumieć intymne prawdy miłości i seksualności. O seksualności pisze z wrażliwością i delikatnością, ale zarazem wprost - bez uciekania od tematów trudnych - stwierdza.

Swój przewodnik po miłości i seksie, Inès de Franclieu rozpoczyna od prezentacji dzieciom tajemnicy płci człowieka i związanych z tym różnic pomiędzy chłopcem a dziewczynką. Ukazuje jak stopniowo zmieniają się narządy płciowe w okresie dojrzewania. Pomaga dziecku w poznaniu i zaakceptowaniu swego ciała oraz dokonujących się w nim zmian. A powstające nowe życie traktuje jako prawdziwy cud, którego etapy warto jest poznać. Od momentu poczęcia, poprzez poszczególne etapy ciąży, aż do urodzin. Powstawanie życia autorka ukazuje nie tylko jako fakt biologiczny, ale zawsze jako owoc miłości.

Życie płciowe człowieka autorka prezentuje więc w kontekście rozwoju uczuć wyższych. Ludzkie ciało i seks przedstawia jako najpiękniejszy instrument miłości, do której każdy z nas winien jednak dorosnąć. Dorosnąć i chronić po to, aby móc się nim nie tylko cieszyć, ale i obdarowywać drugą osobę. Dlatego ostrzega przed rozpoczynaniem życia seksualnego zbyt wcześnie. Prezentowana przez nią koncepcja życia seksualnego jest wizją głęboko chrześcijańską, choć werbalnie się do niej nie dowołuje.

Autorka książki radzi, aby rozmowy z dziećmi na ten temat rozpoczynać wcześnie, już od 5 roku, kiedy pojawiają się pierwsze ich pytania. W dzisiejszym świecie – tłumaczy - bardzo łatwo się zetknąć z wulgarnym językiem, a nawet pornografią, dlatego warto jest zacząć rozmowę w dzieckiem jak najwcześniej, zanim uzyska dostęp do tej wiedzy od rodzeństwa lub starszych kolegów.

„Rozmowy z dziećmi – podkreśla - zwłaszcza w młodszym wieku, będą krótkie, gdyż szybko zaspokajają one swoją ciekawość. Warto je powtarzać i w kolejnych rozmowach, inicjowanych przez nas lub dziecko, poszerzać zakres naszych odpowiedzi, zgodnie z potrzebami dziecka”.

Przyznaje, że rozmowy te powinny być prowadzone po pierwsze „w sposób rozważny” a po drugie winny być one „zindywidualizowane”, czyli dostosowane do poziomu rozwoju i wrażliwości dziecka.

Zapewnia rodziców, że „takie rozmowy z dzieckiem na tematy miłości i seksualności nie tylko dają mu poczucie bezpieczeństwa, ale również umacniają relację rodzic–dziecko i stanowią bazę do przyszłych rozmów, gdy stanie się ono nastolatkiem”. Najważniejsze jednak – zdaniem autorki – jest to, aby taką rozmowę zacząć już teraz... .

Książka może być cenną pomocą nie tylko dla rodziców, ale również nauczycieli, katechetów i wychowawców.

Książce towarzyszy strona internetowa: powiedzmi.pl, a zamówienia można składać na adres e-mail: kontakt@powiedzmi.pl

„Powiedz mi, co to jest miłość? Ciało-Miłość-Życie-Seksualność”; Inès de Franclieu; Wydawnictwo Inter Global Oświata, Warszawa 2019.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Tong: siłą nie da się rozwiązać problemów Hongkongu

2019-10-18 17:46

vaticannews.va / Hongkong (KAI)

„Gdy człowiek nienawidzi, traci zdolność do rozróżniania dobra i zła. Gniew niszczy dobroć i rodzi przemoc, która powoduje coraz głębsze rany. Wierzę, że siłą nie da się rozwiązać obecnego problemu” – napisał w liście otwartym do mieszkańców Hongkongu kard. John Tong, administrator apostolski tej diecezji.

Vatican News / ANSA
Siłą nie da się rozwiązać problemów Hongkongu

Napięcia w byłej kolonii brytyjskiej zaczęły się od demonstracji przeciwko ogłoszonej przez władze Hongkongu zmianie prawa, która miała umożliwić ekstradycję podejrzanych do Chin kontynentalnych. U podstaw tego sprzeciwu leży brak zaufania do chińskiego wymiaru sprawiedliwości i poczucie, że rząd centralny stopniowo ogranicza autonomię Hongkongu. To dlatego choć ustawę wycofano, protest trwa i coraz bardziej przeradza się w ruch prodemokratyczny. Niestety demonstranci mają już na koncie akty wandalizmu i starcia z policją.

„Czuję głęboki smutek widząc młodych ludzi niespokojnych i zmartwionych z powodu obecnej sytuacji społecznej, ponieważ nie tylko reprezentują oni naszą przyszłość, ale także naszą teraźniejszość” – napisał kard. Tong. Zdaniem hierarchy „jedynie reagując i realizując żądania obywateli, można odbudować harmonię społeczną w Hongkongu, dlatego też obecnie priorytetem jest odbudowa wzajemnego zaufania między rządem a obywatelami”.

Kard. Tong w swoim liście zachęca obywateli i wiernych do „odzyskania nadziei”. „Kiedy nasze uzasadnione prośby nie zostaną przyjęte, możemy czuć się rozczarowani. Ale nie wolno wam tracić nadziei, ponieważ rozpacz rozmywa nasze spojrzenie na przyszłość, wyjaławiając nasze życie” – napisał purpurat.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem