Reklama

Święci i błogosławieni

Kanonizacja Matki Teresy

Osiem dni potrwa rzymskie świętowanie kanonizacji bł. Matki Teresy z Kalkuty. Siostry Misjonarki Miłości przedstawiły ośmiodniowy program obchodów, których hasłem są słowa: „Nosicielka czułej i miłosiernej miłości Boga”, wpisujące się w trwający w Kościele Jubileusz Miłosierdzia. Kanonizacja założycielki Misjonarek Miłości odbędzie się 4 września w Watykanie.

[ TEMATY ]

kanonizacja

św. Matka Teresa z Kalkuty

Archiwum Kościoła nad Odrą i Bałtykiem

Jednak już trzy dni wcześniej, w czwartek 1 września na uniwersytecie LUMSA zostanie otwarta wystawa przedstawiająca „życie, duchowość i przesłanie” Matki Teresy, czynna do 7 września. Po południu w Audytorium św. Cecylii odbędzie się rodzinny festyn „z ubogimi i dla ubogich”.

Z kolei w piątek 2 września w bazylice św. Anastazji na Palatynie będą odprawiane Msze św. w różnych językach (angielskim, hiszpańskim i włoskim), a po liturgiach można będzie uczcić relikwie Matki Teresy. Wieczorem w bazylice św. Jana na Lateranie papieski wikariusz dla diecezji rzymskiej kard. Agostino Vallini poprowadzi czuwanie modlitewne, połączone z adoracją eucharystyczną. Hasłem spotkania będą słowa: „Promieniując światłem Chrystusa: wezwanie do świętości”.

W sobotę 3 września o 10.00 na placu św. Piotra papież Franciszek wygłosi katechezę do uczestników Jubileuszu Pracowników Dzieł Miłosierdzia i Wolontariuszy, zaś po południu w bazylice San Andrea della Valle w centrum Rzymu można będzie wysłuchać muzycznego oratorium Marcello Bronzettiego ku czci nowej świętej, uczcić jej relikwie i wziąć udział we Mszy św.

Reklama

Centralnym dniem obchodów będzie niedziela 4 września. O 10.00 na placu św. Piotra papież Franciszek dokona kanonizacji Matki Teresy.

W tym samym miejscu i o tej samej godzinie w poniedziałek 5 września sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej kard. Pietro Parolin odprawi dziękczynną Mszę św. za kanonizację. Tego dnia przypadnie po raz pierwszy liturgiczne wspomnienie św. Matki Teresy. Po południu można będzie uczcić jej relikwie w bazylice św. Jana na Lateranie, podobnie jak przez cały dzień 6 września.

W końcu 7 i 8 września relikwie będą wystawione w kościele św. Grzegorza Wielkiego na wzgórzu Celio. Można będzie wtedy również odwiedzać pokój Matki Teresy w tamtejszym klasztorze św. Grzegorza.

Reklama

Więcej informacji na ten temat można znaleźć na stronie internetowej http://motherteresa.org.

2016-08-30 14:05

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Daj mi ocalić choć jedną duszę

Niedziela Ogólnopolska 34/2019, str. 20-21

[ TEMATY ]

św. Matka Teresa z Kalkuty

Krzysztof Tadej

Renata Kutera-Zdravkovska

Urodziła się i wychowała w Skopje – w mieście, które obecnie jest stolicą Macedonii Północnej. Mieszkała tam przez 18 lat. Nie ma już jej domu, nie ma również śladu po kościele, w którym codziennie się modliła. W 2009 r. w Skopje otwarto Dom Pamięci Matki Teresy. Znajdują się tam pamiątki związane ze świętą. Przez ponad 10 lat dyrektorem tej instytucji była Polka – Renata Kutera-Zdravkovska

KRZYSZTOF TADEJ: – Od 35 lat mieszka Pani w Skopje. Dlaczego?

RENATA KUTERA - ZDRAVKOVSKA: – Na początku lat 80. ubiegłego wieku, gdy studiowałam psychologię w Krakowie, poznałam Macedończyka. Przyjechał odwiedzić znajomych. Mieszkał kilka dni w domu studenckim i tam się poznaliśmy.

– Od razu rozpoczęła się wielka miłość?

– Dużo rozmawialiśmy. Już od pierwszych chwil miałam wrażenie, że znamy się od 100 lat. To było zadziwiające! W ostatnim dniu pobytu w Polsce przyszedł się pożegnać. Pamiętam, że wtedy w Krakowie ciągle padał śnieg i z trudem chodziło się po ulicach. Do tego to były czasy, że nic nie można było kupić. A on... przyniósł mi przepiękną magnolię.

– Romantycznie. Pomyślała Pani: Będzie moim mężem?

– Nie wyobrażałam sobie, że mogę na stałe wyjechać z Polski.

– I...?

– Przez 3 lata jeździliśmy do siebie – ja do Skopje, on do Krakowa. Szybko się przekonałam, że jest bardzo dobrym człowiekiem. Do tego wierzącym, mimo że w dawnej Jugosławii tak wielu było ateistów. Początkowo rodzice sprzeciwiali się tej znajomości. On był prawosławny, ja pochodzę z pobożnej katolickiej rodziny. Wkrótce jednak zobaczyli jego dobroć. Zdecydowaliśmy się na ślub. Oczywiście, kościelny. I tak znalazłam się w Skopje.

– Tam pojawiła się Pani „druga miłość”, czyli Matka Teresa...

– Można tak powiedzieć. Kiedy mieszkałam w Krakowie, przeżywałam wybór kard. Karola Wojtyły na papieża. Później żyłam wszystkim, co było związane z Janem Pawłem II. W tym czasie moja mama opowiadała o Matce Teresie – o jej działalności, pomocy umierającym, trędowatym, biednym. Kiedy przyjechałam do Skopje, zorientowałam się, że Matka Teresa jest tam prawie nieznana, miałam wrażenie, że w Polsce więcej wiemy o tej wspaniałej osobie. Społeczeństwo było tam bardzo zateizowane.

– W 2009 r. została Pani dyrektorem muzeum – Domu Pamięci Matki Teresy.

– Do dzisiaj uważam, że to był cud w moim życiu. Z okazji 100. rocznicy urodzin Matki Teresy władze postanowiły zbudować muzeum. Było wielu chętnych do objęcia stanowiska dyrektora. Ja nie uczestniczyłam w tych „przepychankach”. Pracowałam w Muzeum Narodowym w Skopje. Któregoś dnia zadzwoniła pani minister kultury. Powiedziała, że obserwowała moją pracę i że według niej, jestem najlepszym kandydatem do prowadzenia muzeum. To był jeden z najszczęśliwszych dni. Chodziło przecież o zorganizowanie miejsca pamięci tak wspaniałej, świętej osoby.

– Muzeum powstało w szczególnym miejscu...

– Do 1963 r. znajdowała się tam katedra katolicka pw. Najświętszego Serca Jezusowego. Matka Teresa w katedrze została ochrzczona, przyjęła I Komunię św. i sakrament bierzmowania. Jako młoda dziewczyna codziennie przychodziła do kościoła i długo się modliła.

– W 1963 r. w Skopje doszło do silnego trzęsienia ziemi. Zginęło 1,7 tys. osób, ponad 3 tys. zostało rannych. Zniszczeniu uległo prawie 80 budynków w mieście. W przewodnikach można przeczytać, że poważnie została uszkodzona katedra i musiała zostać rozebrana.

– Rozmawiałam z ludźmi, którzy przeżyli trzęsienie ziemi. Twierdzili, że zarówno dom rodzinny Matki Teresy, jak i katedra nie wymagały rozbiórki. Można było je wyremontować. Zapadła jednak decyzja polityczna o wyburzeniu katedry. Taki los spotkał też zresztą cerkwie prawosławne. Pod wieloma względami to miejsce jest więc szczególne. Również dlatego, że w muzeum – Domu Pamięci Matki Teresy znajduje się kaplica, w której odprawiane są Msze św. Po otwarciu muzeum katolicy płakali ze szczęścia. Mówili, że nie wierzyli, iż jeszcze będą mogli uczestniczyć w Mszy św. odprawianej w centrum Skopje.

– W tej kaplicy odprawiane są również Msze św. w języku polskim.

– Przyjeżdża do nas polski kapelan z Kosowa. Przybywa dużo grup pielgrzymkowych z naszego kraju. Poza tym to miejsce odwiedzają pielgrzymi z całego świata. Msze św. są odprawiane w wielu językach, np. po węgiersku czy koreańsku.
Myślę, że Dom Pamięci Matki Teresy stał się miejscem, które łączy ludzi różnych kultur, wyznań, przekonań. Muzeum odwiedza w ciągu roku ok. 100 tys. osób. Wśród nich jest wiele grup turystycznych z krajów muzułmańskich, np. Malezji czy Indonezji.

– Jakie są największe atrakcje w muzeum? Co można w nim zobaczyć?

– Znajdują się tu oryginalne sari Matki Teresy, modlitewnik, z którego modliła się podczas pobytu w Skopje, wiele autoryzowanych kopii dokumentów, tj. akt chrztu, rękopisy. Mamy unikatowe fotografie i wiele filmów dokumentalnych. Odtworzyliśmy wnętrze typowego mieszczańskiego domu w Skopje z początku XX wieku – takiego, w jakim mieszkała Matka Teresa. Są również polskie akcenty. Jeden z dwóch pomników Matki Teresy przed wejściem do muzeum został wykonany przez prof. Gustawa Zemłę. W środku znajduje się witraż przedstawiający Matkę Teresę, podarowany przez witrażystę Krzysztofa Króla. Mamy kopie dokumentacji z 1993 r., gdy Uniwersytet Jagielloński uhonorował Matkę Teresę doktoratem honoris causa. Co ciekawe, Matka Teresa nie przyjechała do Krakowa. Uroczystość odbyła się – zgodnie z jej życzeniem – w Warszawie, w sali, w której na co dzień wydawane były posiłki dla biednych.

– Podczas zbierania pamiątek związanych z Matką Teresą i prowadzenia prac badawczych w archiwach dowiadywała się Pani o wielu szczegółach z życia świętej. Co zrobiło na Pani największe wrażenie?

– Zachwycałam się energią, aktywnością Matki Teresy i tym, co udało jej się osiągnąć. Była niska, drobna – maleńka, a jednak potrafiła wytrzymać tak wiele. Gdy oglądałam filmy dokumentalne z Kalkuty, zobaczyłam zgiełk miasta, ulice z cierpiącymi ludźmi. Zastanawiałam się, czy byłabym w stanie wytrzymać choćby 1 proc. tego, co przeżyła Matka Teresa.
Inna jej cecha to pokora. Kiedyś siostry ze zgromadzenia Matki Teresy powiedziały mi, że w ciągu całego swojego życia otrzymała ponad 700 nagród, wyróżnień, odznaczeń. Przyznawano je Matce Teresie, mimo że ich nie chciała. Wzbraniała się przed uroczystościami, odczytami i odbieraniem tych nagród.
Ocaliła wiele dusz. Pomogła tysiącom cierpiących. Nie wahała się zawierzyć życia Bogu, choć nieraz musiała dokonywać trudnych wyborów.

– Na przykład gdy wyjeżdżała ze Skopje – miała wtedy zaledwie 18 lat...

– Z mamą i siostrą pojechały wówczas do Zagrzebia. Tam się pożegnały. Okazało się, że to było ostatnie pożegnanie. Matka z siostrą wróciły do Skopje, a później przeniosły się do Tirany w Albanii. Kiedy Matka Teresa zaczęła jeździć po świecie, bardzo chciała odwiedzić mamę i siostrę. Albańskie władze jednak nie udzielały na to zgody. Cofano ją z granicy. Próbowała przejechać z konwojem Czerwonego Krzyża, ale również jej nie wpuszczono. Wreszcie, gdy jej mama chorowała, władze stwierdziły, że może przyjechać do Albanii, ale już nie będzie mogła wyjechać z kraju. Matka Teresa musiała wybierać między dobrem zakonu, który założyła, a spotkaniem z cierpiącą, w zasadzie umierającą matką. I nie pojechała.

– Kiedy w Skopje „odkryto” Matkę Teresę? Kiedy przekonano się, że to wybitna postać, która dokonała tak wiele dobra?

– To zasługa przede wszystkim prawosławnego dziennikarza Stojana Trenczewskiego. Spotkał Matkę Teresę podczas jakiejś międzynarodowej konferencji w Genewie i się nią zachwycił. Pisał o niej artykuły, książki, opowiadał o Matce Teresie wszystkim, których spotykał. Po jej śmierci podkreślał, że noblistka ze Skopje zasługuje na pomnik i muzeum. I to właśnie on przyczynił się do tego, że dzisiaj wszyscy w Skopje wiedzą, kim była Matka Teresa.

CZYTAJ DALEJ

Zmarł ks. kan. Krzysztof Galewski

2020-06-01 18:40

Archiwum Archidiecezji Lubelskiej

Ks. Krzysztof Galewski (1948-2020)

W dn. 1 czerwca w szpitalu w Lublinie zmarł ks. Krzysztof Galewski, kanonik honorowy Kapituły Lubelskiej i kanonik honorowy Kapituły Zamojskiej.

Uroczystości pogrzebowe odbędą się w parafii pw. św. Ignacego Loyoli w Niemcach: 3 czerwca (środa) - Msza św. żałobna (godz. 18.00); 4 czerwca (czwartek) - Msza św. pogrzebowa (godz. 14.00) i złożenie ciała na miejscowym cmentarzu parafialnym.

Śp. ks. Krzysztof Galewski urodził się 24 marca 1948 r. w Krasnymstawie; święcenia prezbiteratu przyjął 15 czerwca 1972 r. w Lublinie. Jako wikariusz pracował duszpastersko w parafiach: Biskupice, Puławy (Wniebowzięcia NMP, Matki Bożej Różańcowej i Wniebowzięcia NMP), Zamość (kolegiata i św. Michał Archanioł), Kazimierzówka i Zaklików. Od 1987 do 1991 r. był proboszczem w Kocudzy. W 1991 r. przyszedł do parafii w podlubelskich Niemcach i był tam proboszczem aż do przejścia w stan emerytalny w 2018 r.

W 2012 r. ks. Krzysztof Galewski we wspólnocie parafialnej przeżywał jubileusz 40-lecia święceń kapłańskich. Z tej okazji na łamach „Niedzieli Lubelskiej” (30/2012) ukazał się tekst Barbary i Witolda Józefackich pt. „Kapłan daje innym Chrystusa”. Czytamy w nim:

Odkrywanie powołania do kapłaństwa dokonywało się u mnie ewolucyjnie we wczesnej młodości - wspomina ks. Krzysztof Galewski. Wszystko zaczęło się w rodzinie katolickiej i praktykującej od pokoleń, w której rodzice byli przykładem pracowitości i religijności. Przyszły kapłan wzrastał otoczony troską i miłością, wychowywany w wierze i tradycji. Później na drodze młodego człowieka pojawili się niezwykli nauczyciele i katecheci, którzy swoją autentyczną postawą wobec wartości chrześcijańskich oraz patriotycznych, z wielkim talentem uczyli pobożności, przekazywali wiedzę, kształtowali charakter. Postawa i praca tych szlachetnych pedagogów pomogła młodemu chłopcu w odkrywaniu piękna powołania kapłańskiego. Po ukończeniu Szkoły Podstawowej w Zakręciu i Liceum Ogólnokształcącego im. Władysława Jagiełły w Krasnymstawie, w roku 1966 - milenijnym, Krzysztof wstąpił do seminarium w Lublinie. Święcenia kapłańskie przyjął 15 czerwca 1972 r. z rąk bp. Piotra Kałwy. Jako młody kapłan ks. Krzysztof na obrazku prymicyjnym wypisał słowa Pawła VI: Ekstaza szczęścia i lęk mnie ogarnia, że jestem wybrany. Jako wikariusz najpierw podjął pracę w Biskupicach, następnie w Puławach, Zamościu, Kazimierzówce i Zaklikowie. Później w Kocudzy przez 6 lat tworzył parafię, budując kościół i plebanię.

W podlubelskich Niemcach ks. kan. Krzysztof Galewski był postrzegany jako dobry i wyrozumiały kapłan, dbający o rozwój kościoła zarówno w wymiarze duchowym, jak i materialnym. - Ileż to wydarzeń miało miejsce w tych latach. Pojawiały się nowe problemy, nowe style życia, nowe wyzwania. Biorąc pod uwagę oczekiwania współczesnego człowieka w stosunku do kapłana, widzimy, że sprowadzają się one do jednego wielkiego oczekiwania: pragnie on Chrystusa, o wszystko może zwrócić się do innych, kapłana prosi o Chrystusa. W obecnej rzeczywistości, gdy tak wiele agresji i nienawiści do chrześcijan, istnieje zapotrzebowanie na prawdę, tęsknota każdego człowieka za Bogiem, dlatego kapłan i dziś, a może jeszcze bardziej dziś, potrzebny jest w każdym środowisku. Istnieje więc potrzeba modlitwy o nowe powołania, by nas w przyszłości mogli zastąpić młodzi kapłani. Z życzliwością myślę i modlę się za wszystkich, wśród których pracowałem i udzielałem im sakramentów. Przede wszystkim jestem wdzięczny Bogu za dar kapłaństwa, zdrowia, za spotkanych ludzi wciągu lat służby; ludzi, którzy wiarę w Chrystusa łączyli z wielkim zaangażowaniem w pracy dla parafii - dzielił się kapłan.

CZYTAJ DALEJ

USA: We wszystkich dzielnicach Nowego Jorku protesty przeciw brutalności policji

2020-06-02 08:30

[ TEMATY ]

USA

PAP/EPA/SHAWN THEW

Mieszkańcy Nowego Jorku w poniedziałek po południu czasu lokalnego wznowili we wszystkich pięciu dzielnicach miasta protesty przeciw brutalności policji, których zarzewiem była śmierć Afroamerykanina George'a Floyda w Minneapolis. Po raz kolejny doszło do grabieży.

Kilka tysięcy ludzi zgromadziło się na piąty z rzędu dzień demonstracji m.in. na Broadwayu, na Times Square, w Greenwich Village na Manhattanie oraz przed salą widowiskową Barclay’s Center na Brooklynie. Tłum przemaszerował przez łączący obie dzielnice most Brooklyn Bridge. Sporo kierowców solidaryzowało się z uczestnikami protestów, naciskając klaksony.

Podobnie jak w poprzednich dniach początkowo manifestacje w poniedziałek miały pokojowy przebieg. Policja powiadomiła jednak o prowadzących do aresztowań starciach z funkcjonariuszami, którzy spychali demonstrantów z jezdni, torując drogę ruchowi ulicznemu. Pojawiły się doniesienia o plądrowaniu sklepów nawet w tak zagęszczonych miejscach jak Piąta Aleja czy plac Union Square.

Z drugiej strony dochodziło do prób nawiązania kontaktów policji z demonstrantami. W Washington Square Park szef nowojorskiej policji Terence A. Monahan zapewniał, że nie ma w mieście funkcjonariusza, który usprawiedliwiałby to, co się stało w Minnesocie.

„Jesteśmy z wami. (…) Nie możemy walczyć (z wami - PAP). My tu mieszkamy. To jest nasz dom” – podkreślił, po czym wziął za ręce dwóch demonstrantów i uklęknął wraz z nimi.

Do zachowania rozsądku wzywał gubernator stanu Andrew Cuomo.

„Chcesz protestować, to nie daj się wykorzystać (...). Nie rób z tego zasłony dla działalności przestępczej” – apelował w telewizji MSNBC.

Podobnie jak w przypadku alertów o ekstremalnych warunkach pogodowych władze wysłały wieczorem mieszkańcom na telefony przypomnienie o obowiązującej w związku z zamieszkami godzinie policyjnej.

Doradca gubernatora Richard Azzopardi ostrzegł, że naruszenie godziny policyjnej będzie traktowane jako wykroczenie, za które grozić będzie kara trzech miesięcy więzienia lub grzywna w wysokości 500 dolarów. Z kolei burmistrz Bill de Blasio wyjaśniał, że policja będzie ścigać tylko tych, którzy "wydają się zachowywać w nielegalny sposób”.

Według lokalnych mediów już po rozpoczęciu godziny policyjnej o godz. 23 czasu lokalnego przed Barclay’s Center gromadziło się wielu protestujących. Zbierali się też wokół największego domu towarowego Macy's na Manhattanie. Policja nie interweniowała. Do północy nie było informacji o większych incydentach.

Do zwolnionych z obowiązku przestrzegania godziny policyjnej należą pracownicy służby zdrowia, sklepów spożywczych, aptek i innych niezbędnych sklepów oraz dziennikarze. Nie obejmie ona też bezdomnych i zajmujących się usługami dla nich osób.

Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP)

ad/ akl/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję