Reklama

Egoista choruje sam

Niedziela warszawska 6/2004

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Człowiek życzliwy ma na ogół wokół siebie życzliwych ludzi. Gdy choruje - także. Natomiast egoista częściej pozostanie sam. I będzie jedynie domagał się nieustannej opieki, bo on przecież ma prawa...

Rozmowa z ks. prof. Wojciechem Bołozem, wykładowcą bioetyki na UKSW

Milena Kindziuk: - Jak godnie znosić swoją chorobę, cierpienie?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Ks. prof. Wojciech Bołoz: - Jest to skomplikowany problem. Bo wciąż słyszy się, że chory ma same prawa: do opieki ze strony społeczeństwa, do leczenia, itd. itd. Tymczasem zapominamy o tym, że chory ma też obowiązki.

- Obowiązki chorego - to pojęcie mało znane.

Reklama

- Tak, bo zbyt często zapominamy, że choroba jest w znacznej mierze kontynuacją życia. Jest takie stare powiedzenie: „Jakie życie, taka śmierć”. Styl życia kontynuowany jest w stylu chorowania, a co za tym idzie w stylu umierania. Bywają chorzy podziwiani przez otoczenie. Ale chory może być również bardzo uciążliwy, złośliwy. Może chorować w sposób zawiniony właśnie przez zły styl życia. Dlatego trzeba też mówić o obowiązkach chorego. Warto postawić sobie pytanie: czy moja choroba nie jest przypadkiem przeze mnie zawiniona? Czy nie jest konsekwencją mojego złego stylu życia? O nasze zdrowie musimy dbać sami. Musimy też starać się o to, byśmy w chorobie nie byli sami. Człowiek życzliwy ma na ogół wokół siebie życzliwych ludzi. Gdy choruje - także. Natomiast egoista częściej pozostanie sam. I będzie jedynie domagał się nieustannej opieki, bo on przecież ma prawa...
O możliwości choroby trzeba myśleć wtedy, gdy jest się zdrowym. Trzeba mieć świadomość, że zdrowie jest wartością i dobrem nietrwałym, o które należy dbać. Jeżeli już zachorujemy, mamy prawo oczekiwać pomocy, ale też musimy sobie uświadamiać, że ludzie zdrowi, od których jej oczekujemy, mają swoje obowiązki. Chory nie powinien terroryzować swego otoczenia. A czasem w rodzinach to się niestety zdarza. Niekiedy rodzice terroryzują swoje dzieci i ściągają je do siebie, bo im się wydaje, że ich zdrowie się pogorszyło. A potem się okazuje, że dzieci są bardziej chore od nich, tylko o tym nigdy nie mówiły, by rodziców nie martwić. Czasem bywa odwrotnie, to dzieci terroryzują rodziców. Znam też taki przypadek, kiedy żona nie odważyła się wspomnieć o swojej chorobie z obawy o serce męża. I zmarła siedem lat wcześniej od niego z powodu raka piersi.

- Czy taki terror jest grzechem?

- Bywa formą emocjonalnego szantażu. A jeśli jest świadomy - to także grzechem. Choć najczęściej jest to owoc długiego pielęgnowania egoizmu. W takiej sytuacji chory przyzwyczaja się do tego, że wszystko mu się należy. Nie zwraca uwagi na uwarunkowania zewnętrzne, wyolbrzymia swoje dolegliwości, na nich koncentruje swoją uwagę, wmawia sobie pewne rzeczy. I nie chce zainteresować się czymś innym, mimo że byłoby to dla niego pożyteczne, prowadziłoby do zapomnienia o własnych bólach, a co za tym idzie sprawiłoby mu lepsze samopoczucie.

- Jak się należy zachowywać wobec takich osób?

- Należy im uświadamiać, że ludzie zdrowi, pracujący też mają swoje obowiązki, i nie mogą całej uwagi koncentrować na czyjejś chorobie. Tym bardziej, że są to czasem schorzenia bardzo typowe, a nawet błahe. Utrudniają one wprawdzie życie, ale taki chory wyolbrzymia je, aby skupić na sobie uwagę otoczenia. Człowiek chory ma obowiązek zadbać o siebie, jeżeli potrafi. Nie wolno mu się poddawać i dążyć do tego, by wszystkie funkcje spełniał za niego ktoś inny. Podobnie, jeśli chodzi o schorzenia psychiczne, o różnego rodzaju nerwice.

- Właśnie, jak tacy ludzie mogą godnie znosić cierpienie?

Reklama

-To zależy od rodzaju trudności, czy to jest choroba psychiczna, czy psychonerwica. Zaburzenia natury psychicznej są bardzo uciążliwe, objawiają się obniżeniem nastroju, depresją, poczuciem winy. Przede wszystkim, człowiek ma obowiązek poznania, jeśli to możliwe, na czym jego dolegliwości polegają i czym są spowodowane. Trzeba rozpoznać uwarunkowania zaburzenia i szukać pomocy u innych, szczególnie u specjalistów. W dużych miastach, jak Warszawa, jest to łatwiejsze, a w mniejszych ośrodkach jest to trudniejsze, ale także możliwe. Nie wolno natomiast swego stanu pogłębiać, pogrążać się w czarnych myślach, bez podejmowania prób leczenia. Nie jest to bowiem ani godne, ani też chrześcijańskie podejście do cierpienia i choroby. Weźmy na przykład kobietę, żonę alkoholika, cierpiącą na nerwicę. Może się ona zadręczać nie widząc wyjścia, może też próbować się z tego wyzwolić, „postawić się” i powiedzieć: nie! Jeżeli podejmie trud, jeżeli zechce walczyć o swoją godność... Kobiety często nie uświadamiają sobie, że są współuzależnione od męża i dlatego tolerują jego patologiczne zachowania. Nie mogą z nim żyć i nie mogą żyć bez niego. I w takim marazmie tkwią całymi latami, nie próbując nic z tym zrobić. A potem mają pretensję do całego świata, że tak im się ułożyło życie. Wielu ludziom żyje się trudno. Wszyscy na pewnym etapie życia napotykamy na trudności, żyjemy z wysiłkiem. Ale pamiętajmy też, że kształt życia w dużej mierze zależy od nas. Od tego, jak i na ile będziemy dbać o nasze zdrowie, także psychiczne. Bo zdrowie - poza życiem - to nasze podstawowe dobro. Także z racji religijnych powinniśmy o nie dbać, bo dane jest nam ono od Boga. Jak będziemy zdrowi możemy coś dobrego zrobić dla rodziny, dla społeczeństwa. A jako chorzy możemy stać się ciężarem dla siebie i dla innych.

- Mówi Ksiądz o chorobie zawinionej?

- Tak. Choć myślę, że warto mówić szerzej o uwarunkowaniach choroby, ponieważ mogą być one dziedziczone, spowodowane skażeniem środowiska, wreszcie własnymi zaniedbaniami. Biblia mówi o chorych z własnej winy, winy rodziców i takich, którzy się chorymi urodzili. W Piśmie Świętym są podane też przypadki, że choroba jest zsyłana przez Boga jako doświadczenie czy upomnienie np. z powodu niewłaściwego życia.

- Na przykład...

Najbardziej znanym przykładem niezawinionej choroby jest Hiob. Natomiast współcześnie najczęściej o chorobach zawinionych mówi się w kontekście palenia tytoniu i picia alkoholu czy zażywania narkotyków. Można to jednak poszerzyć o inne formy uzależnienia, o zaniedbania dotyczące diety, brak proporcji między pracą a wypoczynkiem, między dniem a nocą. I tym podobne sprawy.

- Choroba zatem jest formą upomnienia?

- Myślę, że w szerokim znaczeniu można tak powiedzieć. Choroba jest zawsze informacją, że w naszym organizmie, czasem w naszej duszy, dzieje się coś niedobrego. Ponieważ często choroby są następstwem naruszania praw natury i prawa moralnego, dlatego można powiedzieć, że w ten sposób Bóg, który stworzył człowieka i dał mu te prawa, upomina człowieka, gdy on je lekceważy.

Reklama

- W swoich książkach głosi Ksiądz dość kontrowersyjną tezę, że człowiek śmiertelnie chory ma prawo do rezygnacji z zabiegów medycznych, które nie przynoszą poprawy, a jedynie przedłużają proces umierania. Czy nie jest to równoznaczne z eutanazją?

- Oczywiście, że nie jest. Tak przecież uczy Kościół!

- Znaczy to więc, że chory ma prawo nie przyjmować jedzenia albo odłączyć sobie kroplówkę i nie będzie to forma samobójstwa czy eutanazji?

- Nie chodzi o rezygnację z pożywienia albo z zabiegów pielęgnacyjnych. Mam na myśli rezygnację z terapii nadzwyczajnej.

- Co to oznacza w praktyce?

- Jeżeli terapia danego pacjenta nie przedłuża mu znacząco życia, jest przy tym bardzo kosztowna albo też sprawia choremu wielki ból, można jej zaprzestać. Bo ma ona wtedy na celu jedynie przedłużanie procesu umierania. Tymczasem chory ma prawo do tego, by nie przedłużać mu sztucznie życia.

- Ale każdy chce żyć, i to najdłużej jak to możliwe.

Reklama

- Wielu ludzi chce żyć za wszelką cenę i mają prawo do tego, jeżeli nie dokonuje się to kosztem innych ludzi. Są jednak chorzy, którzy chcą umierać, jeżeli życie staje się zbyt uciążliwe dla nich samych. Człowiek ma prawo do życia, ale też ma prawo do naturalnej i godnej śmierci. Ważne jest poszanowanie i wyważenie obydwu wartości. Chciałbym podkreślić, że niechętnie mówię o godnej śmierci, ponieważ dziś często próbuje się ją interpretować jako prawo do eutanazji. Tymczasem eutanazja jest poszukiwaniem tzw. godnej śmierci przy równoczesnym lekceważeniu wartości życia. Wartość życia zastępuje się pojęciem jakości życia. Zaś przeciwieństwem eutanazji jest tzw. dystanazja, która podkreśla wartość życia odmawiając człowiekowi prawa do naturalnej śmierci. Wbrew pozorom nie jest to postawa chrześcijańska, która upatruje wolę Boga w naturalnej konieczności umierania. Prawdziwy chrześcijanin chce żyć, ale potrafi także zaakceptować śmierć jako początek nowego życia.

- Powiedział Ksiądz Profesor, że gdy terapia jest zbyt droga, można ją przerwać. Kiedy więc rodzina nie ma pieniędzy na leki dla chorej matki, można je odstawić i nie będzie to forma eutanazji?

- Nie jest to takie proste. Bywają sytuacje, gdy rodzina się zapożycza, aby ratować życie najbliższej osoby. Jeżeli jednak choroba jest nieuleczalna, to rodzi się pytanie, czy rodzina ma sprzedać wszystko, by nieznacznie przedłużyć życie chorej osoby?

- Telewizor czy meble są więc ważniejsze od umierającej w szpitalu matki?

- Telewizor bez dyskusji można sprzedać, ale pytanie, czy można sprzedać meble albo dom, jest już kontrowersyjne. Jest to oczywiście pewien wybór. Dzisiaj istnieją ogromne możliwości pozwalające przedłużać człowiekowi życie. Tylko czy aby na pewno jest to nasz obowiązek? Czy trzeba? Czy warto?

- Nie boi się Ksiądz zarzutów, że takie myślenie jest pierwszym krokiem ku temu, że Kościół będzie się skłaniał ku eutanazji?

Reklama

- Na pewno nie opowiadam się za eutanazją. Tym bardziej absurdalne jest posądzanie Kościoła o zgodę na niektóre jej formy. To właśnie Kościół katolicki jest dzisiaj najbardziej zdecydowanym obrońcą ludzkiego życia. Uważam jednak, że należy zachować umiar i właściwą hierarchię wartości, jeśli chodzi o szacunek dla życia i dla człowieka. Można za wszelką cenę chcieć przedłużać ludzkie życie. Może to prowadzić do przekonania, że jest ono jedyną wielką wartością. Absolutyzując prawo do życia neguje się wtedy inne prawa człowieka, łącznie z prawem do naturalnej śmierci. Tymczasem człowiek ma prawo umrzeć, tak samo, jak ma prawo do życia. Śmierć należy przecież do losu ludzkiego. I w żaden sposób jej nie unikniemy. Dlaczego więc nie pozwolić człowiekowi jej po prostu przeżyć, jak innych wydarzeń w życiu?

- W którym więc momencie lekarz ma prawo zaprzestać leczenia, aby zachować czyste sumienie?

- Lekarz może podjąć taką decyzję, gdy chory nie może uczynić tego sam i nie ma rodziny. Gdy natomiast rodzina stara się o drogie leki, wtedy nie ma przeszkód, by je lekarz choremu aplikował. Sam lekarz ma prawo przerwać terapię, kiedy widzi, że z punktu widzenia chorego jest ona bezużyteczna, bo tylko przedłuża agonię i nie przynosi żadnych korzyści.

- Jak zatem zdefiniowałby Ksiądz prawo do godnego umierania?

- Jest to umieranie w takich warunkach, które są najbliższe tym, w jakich żył dany człowiek. Musi mieć zapewnioną opiekę medyczną. Ma prawo przebywać wśród swoich bliskich. Ma też prawo do szacunku należnego każdemu człowiekowi, prawo do informacji o stanie swojego zdrowia i współdecydowania o sposobie leczenia.

- Każdy chory ma zatem prawo do informacji o własnym stanie zdrowia. Czy także wtedy, gdy choroba jest śmiertelna?

- Generalnie, jeżeli traktujemy człowieka poważnie, ma on prawo dowiedzieć się, co się z nim dzieje. Wiadomo jednak, że niektórzy po usłyszeniu prawdy o sobie, od razu się załamują. Nie każdy jest w stanie tę prawdę przyjąć. Można więc wtedy dawać choremu pewne przesłanki, przy pomocy których sam chory może odkryć prawdę o swoim stanie.

- Można więc pozwolić, by chory umierał w nieświadomości?

- Zasadniczo tak, poza takimi sytuacjami, kiedy chory nie pozałatwiał wszystkich spraw, nie dopełnił obowiązków wobec rodziny, nie spłacił długów, nie wypełnił obowiązków religijnych. Zawsze jednak należy uszanować wolę tych chorych, którzy chcą świadomie umierać.

2004-12-31 00:00

Oceń: +1 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Andrzej Lewek: tamtego dnia wszystko, co wiedziałem o Bogu, uznałem za śmieci

2026-03-19 07:28

[ TEMATY ]

świadectwo

świadectwa

fot. archiwum prywatne

Andrzej Lewek

Andrzej Lewek

Bóg zaczął objawiać mi się w nowy sposób i wtedy okazało się, że wszystko to, co o Nim wiedziałem, to śmieci. Pan pokazał mi Kim jest dla mnie. To było tak mocne, zmieniające życie doświadczenie, że od tamtego czasu jestem w zupełnie innym miejscu - tak o swoim nawróceniu opowiedział w rozmowie z Polskifr.fr Andrzej Lewek, krajowy koordynator Ruchu Mężczyzn św. Józefa. 19 marca obchodzimy uroczystość św. Józefa, Oblubieńca NMP.

Andrzej Lewek urodził się w tradycyjnej, katolickiej rodzinie, co dało mu dobry fundament. „Dorastałem w przekonaniu, że życie wiarą jest ważne, że Pan Bóg jest ważny, chociaż ta pobożność i religijność była nie do końca chrześcijańska, dlatego że bardzo dużo tam było rytualizmu, ale też spinania się, by po ludzku osiągnąć doskonałość” - wskazał po latach.
CZYTAJ DALEJ

Dlaczego cierpią i umierają ci, co zaufali Bogu?

2026-03-19 13:48

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

pixabay.com

Wiara uczy, że Bóg zawsze nas wysłuchuje: jednak nie zawsze spełnia nasze prośby, ale swoje obietnice. Bywa, że nie wiemy, o co prosić. Nie mając pełnej wiedzy – która przychodzi z czasem – modlimy się, ale nasze prośby są połowiczne, zawężone do momentu ich wypowiadania. Bóg tymczasem widzi szerzej, widzi nasze wczoraj, nasze dziś i wie, jakie będzie nasze jutro.

Był pewien chory, Łazarz z Betanii, ze wsi Marii i jej siostry, Marty. Maria zaś była tą, która namaściła Pana olejkiem i włosami swoimi otarła Jego nogi. Jej to brat, Łazarz, chorował. Siostry zatem posłały do Niego wiadomość: «Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz». Jezus, usłyszawszy to, rzekł: «Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą». A Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza. Gdy posłyszał o jego chorobie, pozostał przez dwa dni tam, gdzie przebywał. Dopiero potem powiedział do swoich uczniów: «Chodźmy znów do Judei». Rzekli do Niego uczniowie: «Rabbi, dopiero co Żydzi usiłowali Cię ukamienować i znów tam idziesz?» Jezus im odpowiedział: «Czyż dzień nie liczy dwunastu godzin? Jeśli ktoś chodzi za dnia, nie potyka się, ponieważ widzi światło tego świata. Jeżeli jednak ktoś chodzi w nocy, potknie się, ponieważ brak mu światła». To powiedział, a następnie rzekł do nich: «Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę go obudzić». Uczniowie rzekli do Niego: «Panie, jeżeli zasnął, to wyzdrowieje». Jezus jednak mówił o jego śmierci, a im się wydawało, że mówi o zwyczajnym śnie. Wtedy Jezus powiedział im otwarcie: «Łazarz umarł, ale raduję się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli. Lecz chodźmy do niego». A Tomasz, zwany Didymos, rzekł do współuczniów: «Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć». Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już od czterech dni spoczywającego w grobie. A Betania była oddalona od Jerozolimy około piętnastu stadiów. I wielu Żydów przybyło przedtem do Marty i Marii, aby je pocieszyć po utracie brata. Kiedy więc Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. Marta więc rzekła do Jezusa: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga». Rzekł do niej Jezus: «Brat twój zmartwychwstanie». Marta Mu odrzekła: «Wiem, że powstanie z martwych w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym». Powiedział do niej Jezus: «Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, to choćby umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?» Odpowiedziała Mu: «Tak, Panie! Ja mocno wierzę, że Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat». Gdy to powiedziała, odeszła i przywołała ukradkiem swoją siostrę, mówiąc: «Nauczyciel tu jest i woła cię». Skoro zaś tamta to usłyszała, wstała szybko i udała się do Niego. Jezus zaś nie przybył jeszcze do wsi, lecz był wciąż w tym miejscu, gdzie Marta wyszła Mu na spotkanie. Żydzi, którzy byli z nią w domu i pocieszali ją, widząc, że Maria szybko wstała i wyszła, udali się za nią, przekonani, że idzie do grobu, aby tam płakać. A gdy Maria przyszła na miejsce, gdzie był Jezus, ujrzawszy Go, padła Mu do nóg i rzekła do Niego: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł». Gdy więc Jezus zobaczył ją płaczącą i płaczących Żydów, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: «Gdzie go położyliście?» Odpowiedzieli Mu: «Panie, chodź i zobacz!» Jezus zapłakał. Żydzi więc mówili: «Oto jak go miłował!» Niektórzy zaś z nich powiedzieli: «Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?» A Jezus, ponownie okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień. Jezus powiedział: «Usuńcie kamień!» Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: «Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie». Jezus rzekł do niej: «Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?» Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: «Ojcze, dziękuję Ci, że Mnie wysłuchałeś. Ja wiedziałem, że Mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie tłum to powiedziałem, aby uwierzyli, że Ty Mnie posłałeś». To powiedziawszy, zawołał donośnym głosem: «Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!» I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce przewiązane opaskami, a twarz jego była owinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: «Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić». Wielu zatem spośród Żydów przybyłych do Marii, ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego.
CZYTAJ DALEJ

40 pytań Jezusa: „Czyż nie jesteście ważniejsi?”

2026-03-19 21:00

[ TEMATY ]

Niezbędnik Wielkopostny 2026

40 pytań Jezusa

Canva Pro

"Przypatrzcie się ptakom w powietrzu (...) Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one?"

Przypatrzcie się ptakom w powietrzu (...) Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one?

Każdego dnia Wielkiego Postu podamy Ci jedno konkretne pytanie, które Jezus zadaje w Ewangeliach (np. „Czy wierzysz?”, „Czego szukacie?”, „Czy miłujesz Mnie?”). Bez moralizowania. Niech to będzie zaproszenie do osobistej konfrontacji i zmierzenie się z własnymi trudnościami w czasie tegorocznej wielkopostnej drogi.

Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichrzów, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one?  (Mt 6,26)
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję