Reklama

Komentarze

Ameryka kocha Polskę

[ TEMATY ]

Donald Trump

Bogumił Olewiński

Od wyjazdu Donalda Trumpa z Warszawy minęło już kilka dni, a stolica zdążyła wrócić do swojego normalnego trybu życia. Echa przyjazdu prezydenta USA wciąż jednak nie milkną. W amerykańskiej prasie nadal mówi się o Polsce wyjątkowo dużo. To dobry czas, aby podsumować tą historyczną wizytę.

„Przybywamy do waszego kraju, aby przekazać bardzo ważną wiadomość: Ameryka kocha Polskę i Ameryka kocha Polaków, dziękujemy wam.” – tymi słowami prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump rozpoczął swoją przemowę na Placu Krasińskich w Warszawie. Przemowę, która z całą pewnością zapewniła sobie należyte miejsce na kartach historii. Z resztą historia, sama w sobie, stanowiła jeden z kluczowych filarów, na których prezydent USA oparł swoje wystąpienie.

Promocja Polski

Reklama

Dzisiaj nawet nieprzychylni Trumpowi komentatorzy nie mają wątpliwości – słowa wypowiedziane z ust amerykańskiego przywódcy trafiły bezpośrednio do polskich serc, jednocześnie stając się wspaniałą promocją naszego kraju. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że nikt wcześniej w tak wspaniały i skuteczny sposób nie wypromował naszej historii zagranicą. „Gazeta Polska” podjęła nawet inicjatywę polegającą na rozpowszechnianiu w mediach społecznościowych przemowy Donalda Trumpa w oryginale. Nie oszukujmy się, skomplikowane i jakże bogate dzieje naszego Narodu wciąż nie przebiły się należycie do świadomości wielu obcokrajowców. Efekty takiego stanu rzeczy widzimy w tak bolesnych dla nas stwierdzeniach, jak „polskie obozy śmierci”, czy próbach obarczania Polaków winą za holokaust. Tym bardziej promocja Polski, która dokonała się za sprawą inspirującej przemowy prezydenta USA powinna nas niezmiernie cieszyć. Samo Powstanie Warszawskie, któremu Trump poświęcił bardzo dużo czasu, jest epizodem naszej historii, o którym tak wielu wciąż wie tak niewiele. Parafrazując słowa brytyjskiego premiera Winstona Churchilla próbuję niejako zakotwiczyć ten tekst w historii. Jej znajomość jest przecież tak istotna dla zdrowego rozwoju każdego społeczeństwa.

„Polska jest geograficznym sercem Europy, ale – co jeszcze ważniejsze – w Polakach postrzegamy duszę Europy, wasz naród jest wielki, ponieważ wielkim jest wasz duch i jest to duch silny.” – mówił Trump.

W przemówieniu Donalda Trumpa mogliśmy usłyszeć o „Cudzie nad Wisłą” – heroicznej walce polskich żołnierzy, którzy w 1920 roku powstrzymali sowiecką nawałnicę próbującą zalać całą Europę. Nie zabrakło również opowieści o tym, jak Naród polski przetrwał 123 lata zaborów. Mimo, że Polska została wymazana z mapy Europy, utraciła swoje granice i suwerenność, Polacy przechowali ją w swoich sercach i dzięki temu byli wstanie odbudować własne, niepodległe państwo w 1918 roku.

„Przez dwieście lat Polska ciągle cierpiała od nieustannych napaści, natomiast jakkolwiek można było najechać i okupować Polskę, a jej granice wymazać z mapy, to nigdy nie można było wymazać jej z kart historii ani z waszych serc.” – przemawiał prezydent USA. Prezydent Trump podkreślał, że sojusz polsko-amerykański trwa od momentu Wojny o Niepodległość USA. Zwrócił uwagę, że oba nasze narody mają wspólnych bohaterów, którzy ramię w ramię walczyli o tą samą ideę wolności.

"Najeźdźcy próbowali Was złamać, ale Polski nie da się złamać. Kiedy nadszedł 2 czerwca 1979 r., kiedy milion Polaków zgromadziło się na mszy z polskim papieżem, każdy komunista musiał wiedzieć, że opresyjny system wkrótce się zawali." - te słowa prezydenta USA wywołały gromkie brawa oraz wzruszenie widoczne w rozentuzjazmowanych oczach zgromadzonego tłumu.

Bóg pojawiał się w przemowie Donalda Trumpa wielokrotnie. Przywiązanie do wiary oraz tradycyjnych wartości to coś co wyróżnia amerykańskiego prezydenta na tle lewicowych przywódców Unii Europejskiej.

"Z naszej strony nigdy nie zrezygnowaliśmy z wolności i niepodległości, jako prawa i prawdziwego losu Polaków i nigdy, przenigdy tego nie zrobimy." – mówił.

„Pierwszą oficjalną wizytę prezydenta Trumpa w Polsce odbieram bardzo osobiście i uważam ją za rzeczywiście historyczną z kilku powodów. Prezydent Trump mówił jak jest w sprawach przyszłości naszej Zachodniej cywilizacji, oraz nie bał się mówić o polskiej historii.” – opowiada „Niedzieli” Vonsky – reporter oraz twórca internetowego kanału w serwisie YouTube „Vonsky Kanał”. „Jego wystąpienie pod pomnikiem Powstania Warszawskiego nie było tylko ciepłymi słowami, lecz ważną wiadomością dla reszty Europy. Swoistym wezwaniem do działania.” – dodaje.

Krytycy twierdzą, że było nazbyt słodko, że komplementy pod adresem Polski i Polaków, jakie prawił Donald Trump daleko wykraczały poza wymogi dyplomatycznej kurtuazji. No cóż – w USA mówi się, że „haters gonna hate” – „hejterzy będą hejtować”. Nie brakuje środowisk, które kochają krytykować każdy ruch Donalda Trumpa, każdą jego wypowiedź, każde wystąpienie, choćby tak udane, jak to w Warszawie. Zamiast cieszyć się z miłych słów, które padły pod adresem naszego kraju szukają oni dziury w całym. Po co? Wzajemnych komplementów, które cementują polsko-amerykańską przyjaźń nigdy dość! Niekiedy odnoszę wrażenie, że dla pewnych środowisk sukces Polski oraz budowanie jej dobrego wizerunku na świecie staje się źródłem niepokojów. Wtedy nachodzi mnie refleksja, czy aby na pewno wszyscy gramy do tej samej bramki? Widok środowisk związanych ze skrajnie socjalistyczną partią „Razem” krzyczących „Trump Go Home!” (ang. „Trump wracaj do domu”), czy „Trump precz!” napawał mnie polityczną złością oraz irytacją. Na szczęście, inaczej jak w Hamburgu, skrajnej lewicy w Polsce nie udało się popsuć wizyty prezydenta USA. To po części zasługa naszych polityków oraz funkcjonariuszy służb, którzy zadbali o dobrą organizację. Kluczowy był również wkład naszego społeczeństwa, które w przeważającej większości jest wolne od skazy ekstremizmów politycznych oraz nastawione niezmiernie proamerykańsko.

Strachy na lachy

W okresie poprzedzającym wizytę prezydenta Trumpa w Warszawie eksperci, komentatorzy i dziennikarze spekulowali o tym, co może z niej wyniknąć oraz jakich deklaracji należy się spodziewać. Osoby o poglądach lewicowych, a więc lubujące się w demonizowaniu republikańskiego prezydenta, próbowały sugerować, że należy obawiać się braku konkretów, że Trump może nie powołać się na artykuł 5. traktatu waszyngtońskiego, że nie wspomni nic o imperialnej, agresywnej polityce Kremla. Litania tych obaw była naprawdę długa. Ostatecznie jednak okazały się one mieć tyle wspólnego z prawdą, co teorie lansowane przez lewicowe media po drugiej stronie Atlantyku, sugerujące nadchodzący impeachment Donalda Trumpa, jako konsekwencję jego rzekomej współpracy z Moskwą w okresie poprzedzającym wybory prezydenckie. Słyszeliśmy też nieprawdziwe teorie, że nowy amerykański prezydent będzie prowadził miękką politykę wobec Rosji. Wszystko to okazało się być tanią, fałszywą propagandą. W trakcie swojej wizyty w Polsce Donald Trump potwierdził, że jest liderem wolnego świata i nie zamierza pobłażać Moskwie, którą wezwał m.in. do zaprzestania wspierania wrogich reżimów w Syrii oraz Iranie, a także do odejścia od swojej dotychczasowej polityki polegającej na destabilizacji Ukrainy oraz innych sąsiadujących państw.

„Musimy pracować razem, aby stawić czoła siłom niezależnie od tego, czy wewnętrznym czy zewnętrznym, z południa czy z północy, czy ze wschodu, które chcą podkopać nasze wartości i zniszczyć więzi kultury, wiary i tradycji, które czynią nas tymi, którymi jesteśmy.” – apelował prezydent Trump.

Donald Trump przypomniał również, że kraje członkowskie NATO wiąże artykuł 5. traktatu waszyngtońskiego, który oznacza wzajemne gwarancje udzielenia wsparcia na wypadek agresji na którykolwiek z krajów natowskich. Podkreślił, że Stany Zjednoczone zarówno w słowach, jak i czynach zademonstrowały swoją chęć i gotowość do wypełniania tych sojuszniczych zobowiązań.

„Najlepszą obroną dla naszych interesów i wolności jest silny sojusz wolnych, suwerennych i niezawisłych narodów. Dlatego moja administracja zażądała, aby wszyscy członkowie NATO w końcu wywiązali się ze swoich zobowiązań finansowych.” – mówił do ludzi zgromadzonych na Placu Krasińskich Donald Trump.

„Zwracając się do tych, którzy krytykują nasze stanowisko, chcę tylko powiedzieć, że USA zademonstrowały nie tylko poprzez słowa, ale też poprzez działania, że stajemy ramię w ramię, broniąc artykułu 5 [paktu północnoatlantyckiego] dla wspólnego zobowiązania do obrony kolektywnej.” – kontynuował.

Amerykańska telewizja CBS oceniła nawet, że przemówienie Donalda Trumpa na Placu Krasińskich w Warszawie było najbardziej stanowczą wypowiedzią pod adresem Kremla, jakiej kiedykolwiek udzielił.

Nie tylko słowa

Donald Trump podkreślił, że za słowami muszą iść konkretne czyny. Sojusz NATO to nie tylko przywileje, ale także obowiązki. Polska należy do wąskiego grona krajów członkowskich paktu północnoatlantyckiego, które przeznaczają wymagane przez NATO 2 proc. swojego PKB na obronność. Jeszcze w trakcie kampanii prezydenckiej, jako kandydat republikanów, Trump obiecywał zmusić pozostałe kraje członkowskie do wywiązywania się z tego obowiązku. Cieszy również to, że w trakcie swojego warszawskiego przemówienia prezydent USA wyraźnie podziękował Polsce za wypełnianie sojuszniczych zobowiązań, za to że nasz kraj chce rozwijać swój militarny potencjał oraz modernizować swoją armię. W ten sposób Polska przyczynia się do umacniania całego sojuszu NATO.

„Europa musi zademonstrować, że wierzy w swoją przyszłość, inwestując pieniądze, aby tę przyszłość zagwarantować. Dlatego właśnie chylimy czoła przed Polską za jej decyzje, aby w tym tygodniu ruszyć z zakupem od USA sprawdzonych w boju rakiet Patriot, najlepszych na całym świecie.” – mówił prezydent Donald Trump.

Niech te bogate kraje europejskie, które obecnie kpią sobie z natowskiej solidarności i nie przeznaczają odpowiednich pieniędzy na wydatki na obronność, wezmą przykład z Polski.

„Łatwo mówić, ale liczą się czyny i dla naszej własnej ochrony, wy wiecie to najlepiej, Europa musi robić więcej. Europa musi zademonstrować, że wierzy w swoją przyszłość, inwestując pieniądze, aby tę przyszłość zagwarantować.” – tłumaczył prezydent USA.

Zobacz zdjęcia: Ameryka kocha Polskę

W trakcie wizyty prezydenta USA w Polsce MON podpisał z Departamentem Obrony USA memorandum na zakup najnowocześniejszej wersji systemu obrony przeciwrakietowej „Patriot”. Rozwiązanie to w najnowszej konfiguracji (a o taką chodzi stronie polskiej – red.) wciąż nie jest jeszcze dostępne, dlatego na jego ostateczną instalację w Polsce będziemy musieli poczekać. Plus jest jednak taki, że nasza armia otrzyma dokładnie ten sam sprzęt, który używać będą Amerykanie. Minister Obrony Narodowej Antoni Macierewicz poinformował, że strona amerykańska w memorandum wyraziła zgodę, aby Warszawa zakupiła najnowocześniejszą konfigurację amerykańskiego systemu obrony przeciwrakietowej, stając się tym samym pierwszym krajem, który uzyskał na to zgodę od amerykańskich władz. Zasilą one polską obronę przeciwlotniczą oraz przeciwrakietową. Waszyngton wyraził zgodę na przekazanie Polsce najnowocześniejszych technologii stosowanych w systemie amerykańskiej tarczy antyrakietowej tzn. nowoczesnego radaru oraz rakiety przeciwlotniczej SkyCeptor. Szacuje się, że całkowity koszt polskiej obrony przeciwrakietowej oraz przeciwlotniczej o nazwie „Wisła” wyniesie ok. 30 mld. zł.

Ważnym tematem rozmów była także kwestia bezpieczeństwa energetycznego. Prezydent Trump chce eksportować do Europy gaz LNG, który pochodzi z amerykańskich łupków. Dzięki rozwojowi technologicznemu Stany Zjednoczone są w stanie dokonywać coraz głębszych odwiertów. Odkrywane są zatem nowe złoża tego surowca, a także spada koszt jego wydobycia. Spowodowało to, że Waszyngton zdecydował się część własnych zasobów przeznaczyć na eksport. Trump zapewnił Polaków, że jego kraj nie pozwoli, by Polska oraz inne kraje regionu w dalszym ciągu były szantażowane ewentualnym wstrzymaniem dostaw gazu lub znacznym podniesieniem jego ceny. Tego typu ryzyko istniało tak długo, jak długo monopol na dostawy gazu do Polski miała Federacja Rosyjska. Dzięki współpracy z Waszyngtonem, Warszawa oraz inne stolice wchodzące w skład Trójmorza będą mogły uniezależnić się od Moskwy. To kolosalna zmiana geopolitycznej sytuacji całego regionu. Amerykanie pokazali również, że chcą blokować niemiecko-rosyjskie projekty budowy rurociągów gazowych, które zdaniem administracji amerykańskiej są zagrożeniem bezpieczeństwa Europy Zachodniej. Waszyngton uważa, że jest ona obecnie w zbyt dużym stopniu zależna energetycznie od Rosji. Niemcy lubią mówić o solidarności europejskiej, gdy służy ona do krytyki polskiego rządu. Zupełnie o niej jednak zapominają, gdy podpisują z Rosjanami kontrakty na budowę omijających Polskę rurociągów gazowych. Dzięki pomocy Stanów Zjednoczonych, nasz kraj może dzisiaj lepiej zadbać o swoje interesy, opierając się tym samym skrajnie nieprzychylnej dla nas polityce energetycznej Berlina i Moskwy.

Media w USA

W lewicowych mediach za oceanem trwa nagonka na obecnego prezydenta. Nawet jego sukcesy, jak chociażby udana wizyta w Polsce, niektórzy komentatorzy przedstawiają, jako porażki. Biorąc do ręki gazety lewicowe oraz prawicowe odnieść można wrażenie, że opisują one dwa zupełnie inne wydarzenia. Dysonans poznawczy jest tutaj więcej niż zauważalny. Podkreśla to konserwatywny „The Washington Times” który pisze, że o ile osobiście nie uczestniczyliśmy w przemówieniu prezydenta Trumpa w Warszawie, to opierając się wyłącznie na przekazie mediów mogliśmy przeoczyć niezwykłe wydarzenie. Dziennik opisuje wspaniałą atmosferę obecną na Placu Krasińskich w Warszawie, relacjonuje m.in. okrzyki poparcia dla prezydenta Trumpa, a także jego niezmiernie propolską przemowę zawierającą m.in. gwarancje bezpieczeństwa dla naszego kraju. Gazeta zaznacza, że niektóre media wciąż próbują przedstawiać prezydenta USA w możliwie najgorszym świetle i z tego powodu w niektórych przekazach brakuje rzetelnej relacji z tego, co faktycznie miało miejsce w Warszawie. Czytamy m.in. że „gorliwość w produkowaniu fałszywych wiadomości jest bezwstydna i śmieszna”. „The Washington Times” wyjaśnia przykładowo, że pierwsza dama RP – Pani Agata Kornhauser-Duda wcale nie zlekceważyła prezydenta Trumpa, podając rękę najpierw jego żonie. Po chwili przywitała się również z Donaldem Trumpem, jednak niektóre media tego faktu już nie odnotowały. Część lewicowych dziennikarzy próbowała zmanipulować całą sytuację, przedstawiając ją, jako manifest polityczny pierwszej damy RP. Oczywiście nic takiego nie miało miejsca.

W podobnym tonie wizytę Trumpa w Warszawie komentuje konserwatywny tygodnik „Washington Examiner”. Czytamy w nim o podobieństwach pomiędzy Polską, a Stanami Zjednoczonymi. Wymieniono wspólne wartości, kulturę oraz np. dążenie do wolności i niezależności. To bardzo ważne, że podobieństwa pomiędzy Ameryką i Polską, dostrzegają nie tylko nasi rodzimi komentatorzy, lecz także ich amerykańscy koledzy.

Z kolei lewicowy „The Washington Post” określił już przemowę amerykańskiego prezydenta mianem „mrocznej i prowokującej”, podkreślając jej silne zabarwienie nacjonalistyczne. Dziennik zauważył również podobieństwa w kwestii polityki szczelnych granic oraz niewpuszczania muzułmańskich uchodźców, które cechują zarówno rząd PiS, jak i administrację Donalda Trumpa. W podobnym tonie wypowiadał się także lewicowy „The New York Times”, który przemówienie Trumpa również określił mianem nacjonalistycznego. Oba dzienniki zarzuciły Trumpowi, że w przeciwieństwie do swojego poprzednika Baracka Obamy, nie skrytykował rządu PiS za rzekome łamanie demokracji. „The New York Times” zauważa jednak, że zamiast tego prezydent USA chwalił obecny polski rząd m.in. za obronę wolności i walkę z islamskimi ekstremistami.

Warszawa kontra Hamburg

Wizytę prezydenta USA Donalda Trumpa w Warszawie należy również oceniać przez pryzmat zamieszek, do których doszło w Hamburgu w trakcie trwania szczytu G20. Dokonując takiego zestawienia – Polski oraz Niemiec – doskonale widzimy, gdzie dzisiaj w Europie znajduje się prawdziwy bastion zachodniej cywilizacji. Doskonale widzimy, który kraj jest dzisiaj oazą bezpieczeństwa, spokoju, a który boryka się z nieokiełznanym chaosem. Skrajnie lewackie bojówki alterglobalistów, członków Antify, dewastujące olbrzymie połacie miasta, płonące samochody, czy czarny dym spowijający niemieckie ulice – to smutny obraz Hamburga, który skłania do poważnej refleksji. Jako Polacy możemy być dumni, że potrafiliśmy w taki sposób ugościć amerykańskiego prezydenta. Pierwsza dama USA – Melania Trump czuła się u nas, jak w domu. „Bardzo dziękujemy, mój mąż i ja jesteśmy bardzo zadowoleni z odwiedzin w Waszym pięknym kraju, chcę podziękować parze prezydenckiej za ciepłe przyjęcie.” – mówiła Polakom. Niestety goszcząc w Hamburgu nie została już tak dobrze przyjęta – w pewnym momencie, w obawie o własne bezpieczeństwo nie mogła opuścić hotelu.

Jesteśmy społeczeństwem, które nie zapomniało o swojej chrześcijańskiej tożsamości i w dalszym ciągu pozostaje wierne antykomunistycznym wartościom cywilizacji zachodniej. Cieszy również fakt, że nad Wisłą wszelakiej maści radykalizmy nie są problemem tak poważnym, jak chociażby w Niemczech. Zamieszki w Hamburgu wywołał skrajnie lewacki margines społeczny, dlatego winą za ten chaos nie wolno obarczać mieszkańców tego miasta. Zamiast tego należy im współczuć i szczerze życzyć uporania się z poważnymi problemami, które trapią ich społeczeństwo. Widok młodych ludzi skandujących na hamburskich ulicach neokomunistyczne hasełka, wzywające np. do obalenia kapitalizmu, powinien skłaniać nas do poważnych przemyśleń. Dlaczego tylu młodych ludzi pobłądziło i stało się podatnych na ultralewicową propagandę? Wydaje się, że Donald Trump w trakcie swojej przemowy na Placu Krasińskich w Warszawie postawił bardzo trafną diagnozę. Dzisiaj, w kontekście doświadczeń z Hamburga, wybrzmiewa ona szczególnie mocno i dosadnie.

„Możemy mieć największe gospodarki i najbardziej śmiercionośną broń na ziemi, natomiast jeżeli nie będziemy mieli silnej rodziny, silnych wartości, to wtedy będziemy słabi i nie przetrwamy.” – mówił prezydent USA.

Jego słowa wyjaśniają genezę problemów trapiących m.in. niemieckie społeczeństwo, a zarazem stanowią receptę na uporanie się z nimi. Są swego rodzaju drogowskazem, który ma zapewnić przetrwanie naszej zachodniej cywilizacji. Cywilizacji opartej na konkretnych i jasno zdefiniowanych wartościach. W tych niespokojnych czasach musimy być w stanie nie tylko przeciwstawić się śmiercionośnej broni naszych wrogów. Równie ważne jest, aby nasze społeczeństwa nie dały się zwieść fałszywym, radykalnym ideologiom. Przenikanie tychże do serc młodych ludzi stanowi takie samo zagrożenie dla przetrwania naszej zachodniej cywilizacji, co wrogie nam armie. Tych z Państwa, którzy mają jeszcze jakiekolwiek wątpliwości odsyłam do ponownego obejrzenia relacji – najpierw z wizyty Trumpa Warszawie, a następnie ze szczytu G20 w Hamburgu. Może Komisja Europejska powinna przyjrzeć się tym problemom, z którymi dzisiaj tak nieudolnie borykają się niemieckie władze?

Ciepłe przyjęcie

Stojąc tam – na Placu Krasińskich w Warszawie – zgnieciony przez wszechobecny tłum, czułem nie tylko radość i dumę z tego, jak Polacy witają prezydenta Trumpa. Czułem także coś więcej – czułem że Polaków i Amerykanów łączą wspólne wartości i ideały.

"Nasze dwa kraje łączy specjalna więź wykuta w ogniach historii i charakteru narodowego. Jest to braterstwo, które istnieje tylko pomiędzy narodami, które walczyły, krwawiły i ginęły o wolność." – mówił prezydent Trump.

Uśmiechnięci ludzie skandujący „Donald Trump! Donald Trump”, rozentuzjazmowany tłum radośnie wykrzykujący „USA! USA!” – to wszystko tworzyło niesamowitą atmosferę, która musiała udzielić się również amerykańskiemu prezydentowi oraz pierwszej damie USA. Niemalże do złudzenia przypominała klimat, który znamy z wieców politycznych Donalda Trumpa w Ameryce. Żaden inny kraj nie był do tej pory w stanie spowodować, by prezydent Trump poczuł się, jak w domu. Polakom się to udało.

Równie ważne, jak to czego o Donaldzie Trumpie nauczyli się w trakcie tej historycznej wizyty Polacy, jest to, jaki miała ona wpływ na amerykańskiego prezydenta i jego stosunek do naszego kraju. Jeszcze w trakcie kampanii prezydenckiej, jako republikański kandydat, Trump dał wielokrotnie świadectwo swojej sympatii do Polaków. Wyraził to chociażby spotykając się z przedstawicielami Kongresu Amerykańskiej Polonii w Chicago. Donald Trump ma powody, by lubić Polaków. Nie jest tajemnicą, że głosy naszej Polonii w dużej mierze pomogły mu wygrać wybory prezydenckie. Społeczność polonijna za oceanem ma status wahającej się. Oznacza to, że trudno jest przewidzieć, któremu z amerykańskich kandydatów uda się zdobyć biało-czerwone serca. Generalnie mamy do czynienia z następującym trendem – kto wygrywa wśród Polonii, zostaje ostatecznie prezydentem USA. Trump pokonał demokratkę Hillary Clinton na jej własnym terytorium – w stanach Wisconsin, Pensylwania, Michigan – uznawanych dotychczas za bastiony partii demokratycznej. Tak się składa, że są to rejony z największą w kraju społecznością polonijną. Kiedy jednak nasi rodzimi konserwatywni komentatorzy podkreślali rolę Polaków mieszkających w USA w zwycięstwie Donalda Trumpa, duża część ich lewicowych kolegów wyśmiewała taką tezę. Tymczasem sam Trump przyznał w Warszawie, że Amerykanie polskiego pochodzenia przyczynili się do jego zwycięstwa.

„Dziękuję za uprzejmą gościnę. Naród Polski jest wspaniały. Amerykanie polskiego pochodzenia poparli mnie w ostatnich wyborach i chciałbym za to podziękować.” – powiedział prezydent Trump w trakcie konferencji prasowej na Zamku Królewskim.

Polakom udało się skraść prezydenckie serce, Trump po prostu zakochał się w Polsce. Dlatego już dzisiaj przewiduję, że jeszcze przed końcem jego pierwszej kadencji w Białym Domu, znowu ujrzymy prezydencki samolot Air Force One lądujący na płycie warszawskiego lotniska. Ponownie zobaczymy amerykańskiego prezydenta przemawiającego na tle łopoczących polskich i amerykańskich flag, skrzyżowanych na znak wiecznego sojuszu dwóch wspaniałych narodów. Narodów które wierzą w tą samą demokrację, tą samą wolność i tego samego Boga.

2017-07-12 16:53

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Biskupi katoliccy Ziemi Świętej: plan D. Trumpa przyczyni się do jeszcze większego rozlewu krwi

2020-01-29 18:15

[ TEMATY ]

Izrael

Donald Trump

Palestyna

plan

pokojowy

BOŻENA SZTAJNER

Kopuła na Skale

Przedstawiony przez prezydenta USA Donalda Trumpa plan pokojowy dla Bliskiego Wschodu skrytykowało Zgromadzenie Ordynariuszy Katolickich Ziemi Świętej (AOCTS). „Ten plan nie przyniesie rozwiązania, ale doprowadzi do jeszcze większego napięcia oraz prawdopodobnie do większej przemocy i rozlewu krwi” – stwierdza ogłoszone 29 stycznia oświadczenie biskupów.

Ich zdaniem plan, przedstawiony 28 stycznia w Waszyngtonie, jest „jednostronną inicjatywą”, która „popiera prawie wszystkie żądania tylko jednej strony – izraelskiej i ich agendy politycznej”, nie uwzględniono natomiast uzasadnionych żądań Palestyńczyków dotyczących ich ojczyzny, praw i godnego życia. Tymczasem inicjatywa pokojowa może się powieść tylko na zasadzie równych praw i za zgodą obu narodów. "Plan «Pokój do dobrobytu» nie spełnia tych warunków" – zaznaczyli hierarchowie. Wezwali autorów planu do przestrzegania istniejących umów między Izraelczykami a Palestyńczykami i do ich udoskonalenia "w oparciu o zasadę pełnej równości między narodami”.

Zgromadzenie Ordynariuszy Katolickich obejmuje biskupów katolickich obrządków łacińskiego, chaldejskiego, maronickiego, melchickiego, ormiańskiego i syryjskiego, urzędujących w Izraelu, Palestynie, Jordanii, Libanie i na Cyprze. Obecnie na jego czele jako pro-przewodniczący stoi melchicki arcybiskup Bejrutu i Dżbeil w Libanie Georges Bacouni.

Kto może robić coś na Wzgórzu Świątynnym w Jerozolimie? To pytanie wielokrotnie wywoływało gwałtowne napięcia między Palestyńczykami a Izraelczykami. Obecna inicjatywa prezydenta Donalda Trumpa grozi podsyceniem tego sporu, domagając się praw do modlitwy dla wszystkich. Obowiązujące dotychczas "status quo" i jego przestrzeganie, choć kruche, zapewniały delikatny pokój w miejscu świętym zarówno dla Żydów, jak i muzułmanów, tymczasem długo oczekiwany plan pokojowy USA niesie ryzyko ponownego wybuchu konfliktu w jednym z najbardziej wrażliwych obszarów na Bliskim Wschodzie.

Projekt amerykański, zatytułowany „Pokój do dobrobytu”, wzywa do przestrzegania istniejącej suwerenności i procesów wokół miejsc świętych.

"Izrael będzie ściśle współpracował ze wspaniałą osobą: królem Jordanii, aby zapewnić utrzymanie status quo wokół Wzgórza Świątynnego" – powiedział Trump, przedstawiając swą propozycję 28 stycznia w Waszyngtonie.

Jednakże plan niejasno wypowiada się w sprawie obowiązywania "status quo". Nawiązuje do izraelsko-jordańskiego porozumienia pokojowego z 1994 r. dotyczącego świętych miejsc muzułmanów, gdzie widnieje zapis, że administracja Wzgórza Świątynnego, zwanego po arabsku „Haram al-Syarif” (Szlachetne Sanktuarium), jest w rękach islamskiego zarządu miejsc świętych Wakf z Jordanią jako administratorem. Zgodnie z tradycją islamską, w miejscu Kopuły na Skale i meczetu Al-Aksa prorok Mahomet wyruszył w podróż do nieba.

Plan Trumpa głosi, że odpowiedzialność za ochronę wszystkich miejsc świętych w Jerozolimie, zajętych po wojnie sześciodniowej w 1967 roku przez Izrael, spoczywa właśnie na tym państwie. Plan zawiera wykaz miejsc, za które powinien być „bez ograniczeń” odpowiedzialny Izrael, w tym przede wszystkim Wzgórze Świątynne.

W przeciwieństwie do „wielu wcześniejszych władz” w Jerozolimie, „które zniszczyły święte miejsca innych wyznań”, Izraelowi należy się pochwała za ich zachowanie i utrzymanie ich "status quo" religijnego – stwierdza projekt. Podkreśla, że praktykę tę należy utrzymać, biorąc pod uwagę „godne pochwały wyniki od ponad pół wieku” i „ekstremalną wrażliwość” na niektóre z tych miejsc.

"W swoich wczorajszych komentarzach jasno powiedzieliśmy, że status quo zostanie utrzymane, w tym także szczególna rola Jordanii w stosunku do Haram al-Szarif” – odpowiedział przedstawiciel USA w Waszyngtonie na pytanie niemieckiej agencji katolickiej (KNA). Zarazem jednak plan Trumpa wyraźnie zrywa ze "status quo", twierdząc, iż „ludzie wszystkich wyznań powinni móc modlić się na Wzgórzu Świątynnym - Haram al-Szarif w sposób w pełni odzwierciedlający ich wiarę, biorąc pod uwagę czas modlitwy i święta każdej z religii, a także inne czynniki religijne”. Właśnie to żądanie – prawa do modlitwy dla Żydów – wywoływało w ostatnich latach akty przemocy.

Niemuzułmanie mogą obecnie wejść na Wzgórze Świątynne w określonych godzinach. Publiczna modlitwa, podobnie jak wejście do Kopuły na Skale i Meczetu Al-Aksa, są zastrzeżone jedynie dla muzułmanów.

Wzgórze Świątynne jest szczególnie ważne także dla chrześcijan, szczególnie ewangelikalnych, którzy często podróżują do Izraela i podobnie jak narodowe grupy religijne, skarżą się na ograniczenie wolności modlitwy w tym miejscu. Nowy Testament kilkakrotnie wspomina o Jezusie w świątyni. To na tym wzgórzu przebywał wielokrotnie Jezus, co w przeciwieństwie do wielu innych miejsc Nowego Testamentu nie wzbudza żadnych wątpliwości co do swego istnienia.

Na liście Trumpa nie brakuje innych, licznych chrześcijańskich miejsc świętych, począwszy od Bazyliki Grobu Pańskiego przez Drogę Krzyżową (Via Dolorosa) do innych miejsc kultu w Jerozolimie Wschodniej, które mają być chronione przez Izrael, choć jest to również opieka, którą – zgodnie z obowiązującym status quo – pełni Jordania.

CZYTAJ DALEJ

Kraków: Nowe fakty dotyczące matki Jana Pawła II

2020-02-17 14:04

[ TEMATY ]

Wojtyłowie

Episkopat

Znamiennego odkrycia na temat Emilii Wojtyłowej dokonała dr Milena Kindziuk z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, która na cmentarzu Rakowickim w Krakowie odnalazła dwa nagrobki matki Papieża (sic!). Jeden pochodzi z roku 1929, drugi natomiast z 1934. Jak to możliwe?

- Kiedy Emilia Wojtyłowa zmarła w 1929 roku, najpierw została pochowana w grobie swoich krewnych, należącym do rodziny Kuczmierczyków na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Pięć lat później natomiast w 1934 roku została ona ekshumowana i przeniesiona do nowego grobowca w wojskowej części tego samego cmentarza. Oba nagrobki zachowały się do dziś - tłumaczy dr M. Kindziuk. I dodaje: - Na podstawie akt parafialnych oraz dokumentów znajdujących się w Zarządzie Cmentarzy Komunalnych w Krakowie, udało mi się też ustalić ponad wszelką wątpliwość, że w 1934 roku ekshumowano nie tylko matkę Papieża, ale również ciała jego dziadków Marii i Feliksa Kaczorowskich oraz brata przyszłego papieża Edmunda Wojtyły. Obecnie wszyscy spoczywają razem w nowym grobowcu kupionym przez Karola Wojtyłę seniora (ojca Karola i Edmunda) po nagłej śmierci Edmunda, która nastąpiła w 1932 r.

Milena Kindziuk ustaliła też na podstawie dokumentów, że Emilia Wojtyłowa została pochowana od razu w Krakowie, a nie w Wadowicach - jak są przekonani mieszkańcy tego miasta, i jak błędnie podają biografie Jana Pawła II.

Te fakty do tej pory w ogóle nie były znane. Wiadomo było jedynie, że matka Papieża zmarła w 1929 roku i że jej grób znajduje się na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

Nowe informacje dotyczące matki Papieża dr Milena Kindziuk z UKSW ustaliła przy okazji przygotowywania książkowej biografii Emilii i Karola Wojtyłów, w związku z planowanym rozpoczęciem ich procesu beatyfikacyjnego oraz ze 100-leciem urodzin św. Jana Pawła II. Książka ukaże się w kwietniu br. nakładem Wydawnictwa „Esprit” oraz „W drodze”. Znajdą się w niej także inne, nowe fakty na temat rodziców i brata Papieża.

CZYTAJ DALEJ

Nowe Prezydium KSM

2020-02-22 16:09

[ TEMATY ]

KSM

Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży

przewodniczący

Materiał prasowy KSM

Patryk Czech po raz drugi Przewodniczącym Prezydium Krajowej Rady Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży

Podczas Ogólnopolskiej Sesji Zarządów Diecezjalnych i Krajowej Rady Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży w Porszewicach k. Łodzi wybrano nowe władze XIV kadencji Prezydium Krajowej Rady Stowarzyszenia. Przewodniczącym na kolejną dwuletnią został kadencję Patryk Czech. W sesji uczestniczył bp Marek Solarczyk, delegat Episkopatu Polski ds. Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży.

Gratulując nowym władzom Stowarzyszenia bp Solarczyk zaznaczył, że ma nadzieję, iż KSM nadal będzie się rozwijaj i działał na rzecz młodzieży i Kościoła. Dodał, że cieszy się, że Stowarzyszenie jest miejscem rozwoju duchowego, a jednocześnie zdobywania kompetencji, które przydadzą się w dorosłym życiu.

Wybrany na kolejną kadencję przewodniczącego KSM Patryk Czech podkreślił, że bardzo zależy mu na dalszym rozwijaniu współpracy z diecezjalnymi zarządami. „Razem będziemy mogli rozwijać nasze działa i robić jeszcze więcej dobrego" – powiedział. Stwierdził też: „Wybór na kolejną kadencję traktuję jako wyraz uznania dla tego, co robiłem dla KSM w poprzednich latach. Chciałbym bardzo podziękować za zaufanie KSM-owiczów”. Patryk Czech zaznaczył: „Przyznaję, że kolejna kadencja na tym stanowisku będzie z pewnością sporym wyzwaniem".

Ks. Andrzej Lubowicki Asystent Generalny KSM podsumowując wynik wyborów stwierdził: „Bardzo się cieszę, że moja współpraca Patrykiem Czechem będzie kontynuowana. Dotychczas oceniałem ją bardzo dobrze. Gratuluję nowemu staremu Przewodniczącemu".

W czasie Ogólnopolskiej Sesji Zarządów Diecezjalnych i Krajowej Rady Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży powołano także dwóch zastępców przewodniczącego. Funkcję tę obejmą: Monika Zubowicz z diecezji ełckiej, Anna Błazińska z diecezji płockiej. Do Prezydium wybrano także Aleksandrę Samulę z diecezji pelplińskiej i Karolinę Błażejczyk, z diecezji warszawsko-praskiej, które podzielą między siebie funkcje skarbnika i sekretarza.

Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży w 2020 roku obchodzi 30. rocznicę reaktywacji działalności.

Inicjatorem reaktywacji był św. Jan Paweł II. Stowarzyszenie zrzesza młodych ludzi w wieku od 14 do 30 lat, pragnących twórczo i aktywnie wykorzystać swoją młodość. Głównym celem Stowarzyszenia jest kształtowanie dojrzałych chrześcijan, a także aktywne uczestnictwo we wspólnocie Kościoła.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję