Reklama

Historia

Biskupi o Marcu 1968

Przedstawiając reakcję polskich biskupów na Marzec 1968 trzeba pamiętać, że pod tym określeniem kryła się bardzo złożona rzeczywistość – pisze Tomasz Wiścicki w swej analizie dotyczącej stosunku kard. Stefana Wyszyńskiego i polskiego Episkopatu w związku z wydarzeniami Marca 1968 r.

[ TEMATY ]

historia

marzec1968.pl/IPN

Po pierwsze, były więc wówczas protesty studentów, zapoczątkowane fermentem w środowisku nazwanym później „komandosami”, które przerodziły się w manifestacje po zdjęciu przez władze z afisza „Dziadów” w reżyserii Kazimierza Dejmka w warszawskim Teatrze Narodowym. 8 marca odbył się wiec na UW z hasłami powrotu spektaklu oraz przywrócenia relegowanych studentów Adama Michnika i Henryka Szlajfera, a brutalne rozpędzenie zgromadzenia rozszerzyło zajścia na cały kraj, powodując wybuch studenckiego buntu z hasłami wolnościowymi. Władza zareagowała brutalnymi represjami.

Po drugie, w aparacie partyjnym trwała walka o władzę, o podłożu głównie pokoleniowym, która spowodowała krótkotrwały, jak się okazało, triumf związanej z ministrem spraw wewnętrznych Mieczysławem Moczarem frakcji zwanej „partyzantami”, posługującej się hasłami z jednej strony – patriotycznymi, z drugiej – antysemickimi. Marzec znacząco osłabił pozycję rządzącego od 1956 Władysława Gomułki i wzmocnił ówczesnego I sekretarza Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Katowicach Edwarda Gierka, co dwa lata później spowodowało zmianę na stanowisku I sekretarza Komitetu Centralnego i wielkorządcy PRL.

Po trzecie wreszcie, skutkiem antysemickiej czystki była masowa emigracja osób pochodzenia żydowskiego. Czystka ta przez jej sprawców przedstawiana była jako pozbycie się dawnych stalinistów, jednak argumentem tym posługiwano się instrumentalnie, skoro najważniejszych stalinistów odsunięto od władzy już w 1956, a na epitet ten zasługiwali też z pewnością „moczarowcy”, ponadto do emigracji zmuszano także ludzi, którzy ze stalinizmem nie mieli nic wspólnego.

Reklama

Wszystko to działo się w warunkach komunistycznego monopolu na informację, tajemnicy otaczającej działanie partyjnego aparatu i wszechobecnej, nachalnej propagandy, co utrudniało odczytanie sensu dziejących się wydarzeń.

Studenci mają rację

Pierwsza reakcja prymasa Wyszyńskiego na wieść o zakazie dalszego wystawiania „Dziadów”, jaką odnotował w swych „Zapiskach”, była druzgocąca. Po spotkaniu z posłem koła „Znak” Jerzym Zawieyskim 29 lutego zapisał: „Po śniadaniu rozmowa o sytuacji, wytworzonej decyzją Rządu o . Cały Rząd , zrobił sobie niepotrzebnie zatarg ze światem literackim, który właśnie dziś ma zebranie w ZLP”.

Reklama

Nie brak indywidualnych opinii biskupów traktujących studenckie wystąpienia z sympatią i zrozumieniem. Komentując wydarzenia na posiedzeniu Komisji Głównej Episkopatu 19 kwietnia bp Franciszek Jop stwierdził: ,,Odnosi się wrażenie, że jest to gra partyjna, za wyjątkiem oczywiście wystąpień studentów”. Jednak na pierwszą publiczną wypowiedź trzeba było poczekać. Wprawdzie już 11 marca prymas miał wygłosić kazanie w warszawskim akademickim kościele św. Anny, jednak odwołał swoje wystąpienie. W pobliżu kościoła trwały zamieszki i mógłby tam dotrzeć tylko pod milicyjną eskortą, a w takim przypadku – jak odnotował – „straci twarz”.

Prymas Wyszyński chciał zrozumieć, co właściwie się dzieje i dlaczego władza zareagowała tak brutalnie. 14 marca mówił do warszawskich księży dziekanów, że jeszcze nie wiadomo, czy bunt młodzieży jest spontaniczny, czy też wynika z rozgrywek we władzy. „Młodzieży naszej okażemy jak najwięcej zrozumienia. Nie będziemy jej potępiali, ale jednocześnie po bratersku, życzliwie, będziemy ją zachęcali do roztropności, pokoju i umiaru” – podsumował prymas. Cztery dni później, 18 marca, po konsultacjach ze Stanisławem Stommą i Antonim Marylskim, uznał, że represje są wynikiem walk wewnętrznych w partii.

Ostatecznie tego samego 18 marca prymas po raz pierwszy wypowiedział się publicznie – u św. Anny wygłosił modlitwę za młodzież „cierpiącą w szpitalach i więzieniach” oraz o to, by rządzący nie zapomnieli, że „sprawować władzę to znaczy z pokorą służyć człowiekowi”.

Dzień później, 19 marca, prymas na posiedzeniu Komisji Głównej Episkopatu, stwierdził, że – mimo zalet niezaangażowania Kościoła – „absolutnie trzymanie się na boku w wymiarze historycznym jest niecelowe” wobec konieczności oceny wydarzeń z punktu widzenia moralnego i doktrynalnego, w perspektywie przyszłości. Zgodnie z tą opinią prymasa, 21 marca episkopat wystosował dwa listy – do premiera Cyrankiewicza i do wiernych.

Pismo do władzy utrzymane było w tonie kategorycznym. Biskupi pisali, że budząca jak najgorsze skojarzenia pałka gumowa nie może jako narzędzie władzy zastąpić rozsądku i sprawiedliwości społecznej. Wezwali, by rządzący uwolnili uwięzionych, zrezygnowali z drastycznych metod karania i śledztw, obiektywnie informowali społeczeństwo oraz wpłynęli na „władze bezpieczeństwa, by nie stosowały anachronicznych środków represji, tak bardzo skompromitowanych we wspomnieniach naszego narodu”, co było czytelną aluzją do stalinizmu.

Łagodniejszych, ale też jednoznacznych słów użyli biskupi w liście pasterskim. Przez cały czas istnienia PRL wierni byli zasadzie, by ich słowa nie sprowokowały publicznych wystąpień – a wtedy takie wystąpienia już trwały. Biskupi bronili więc praw do prawdy, wolności, sprawiedliwości i miłości – należnych zarówno każdej osobie, jak i społeczeństwu. Zapewnili, że modlą się z młodzieżą i za nią, nie pozostawiając wątpliwości, jaka była przyczyna wydania listu. Wzywali, by dzielące ludzi kwestie rozstrzygać w dialogu, a nie siłą. „Tylko taka metoda może prowadzić do unikania dyskryminacji, a nade wszystko do znajdowania prawdy i sprawiedliwości w stosunkach pomiędzy ludźmi. Tylko ta metoda odpowiada godności człowieka, w niej bowiem dochodzi do głosu jego siłą moralna. (…) Brutalne użycie siły uwłacza godności ludzkiej i zamiast służyć utrzymaniu pokoju rozjątrza tylko bolesne rany” – podsumowywali biskupi.

Sam prymas kilkakrotnie publicznie chwalił protestującą młodzież za jej dojrzałość, wyrażającą się zarówno w świadomości należnych jej praw, jak i w umiarze i realizmie, z jakim się o nie upomniała. Przemawiając 18 kwietnia do grupy maturzystów, jednoznacznie uznał postulaty młodzież za uzasadnione. „Pokładamy w was wielką nadzieję! (…) Można wam ufać i na przyszłość” – zapewniał prymas maturzystów. Trafna wydaje się opinia prof. Jana Żaryna, który uznał, że w protestującej w Marcu 1968 młodzieży prymas Wyszyński dostrzegł „nowych ludzi plemię”, o które modlił się w czasie Milenium dwa lata wcześniej.

Pomarcowe uderzenie władzy wymierzone było w wolność nauki, głównie filozofii i nauk społecznych. 19 kwietnia, na posiedzeniu Komisji Głównej Episkopatu, prymas mówił kategorycznie: „Muszą nas obchodzić dzieje wydziałów filozoficznych na uczelniach. Wchodzi w grę zagadnienie wolności myślenia. Brak wolności filozoficznej wpływa na zniekształcenie kultury narodowej. Filozofowanie wyzwala i doprowadza do osiągnięć humanistycznych. Obrona wolności myślenia jest postulatem doktrynalnym” – stanowczo podsumował prymas Wyszyński.

Posłowie koła „Znak” już 11 marca złożyli interpelację do premiera Józefa Cyrankiewicza pytając go, co zamierza zrobić dla ustalenia winnych brutalności milicji i powściągnięcia represji oraz jak zamierza odpowiedzieć na postulaty protestujących dotyczące demokratyzacji i zmiany polityki kulturalnej. Jedyną odpowiedzią był brutalny atak na posłów katolickich podczas posiedzenia sejmu miesiąc później.

Prymas jednoznacznie poparł zaatakowanych, mimo że do koła „Znak” odnosił się z (odwzajemnianą) rezerwą. Do Jerzego Zawieyskiego napisał w liście: „Twoje wystąpienie w Sejmie było czynem niemal Reytanowskim na tle obłędnego tańca . Śmiech pierwszego sekretarza w momencie Twojej Obrony Człowieka był wyrazem tragizmu człowieczeństwa w Polsce… Mówiłeś nie tylko Ty sam – mówił naród, który chce być wolnym…”. Prymas Wyszyński wsparł też listem Stefana Kisielewskiego, który za użycie na zebraniu Związku Literatów Polskich określenia „dyktatura ciemniaków” został pobity przez tzw. nieznanych sprawców, czyli po prostu SB.

Nie wyręczać polityków

Biskupom bardzo zależało na tym, by nie dać się wykorzystać w wewnętrznej rozgrywce w aparacie władzy. Prymas i pozostali biskupi bardzo starannie ważyli słowa ( i gesty), by ich głos nie mógł być odebrany jako wsparcie którejkolwiek z walczących stron. „Musimy mieć dużo spokoju, by utrzymać się w równowadze. Nie możemy działać pod wpływem gorączkowych sugestii, nie możemy opowiadać się za tą czy inną frakcją Spieszyć się z jakimś znakiem zaufania wobec X+Y nieznanych byłoby rzeczą ryzykowną. Episkopat musi być wolny w podejmowaniu decyzji od subiektywizmu i namiętności doradców” – mówił jednoznacznie prymas 19 kwietnia, na posiedzeniu Komisji Głównej Episkopatu. Inni biskupi byli zresztą tego samego zdania.

Najwyraźniej nie zrozumiał tego Jerzy Zawieyski, który na początku kwietnia, jeszcze nie wiedząc, co władze szykują posłom „Znaku”, prosił prymasa, by ten wsparł Gomułkę, ni mniej ni więcej, tylko zapraszając do Polski Pawła VI! Gdy spotkał się z odmową, zaproponował prymasowi spotkanie z I sekretarzem. Kardynał, który ostatni raz rozmawiał z nim w 1963 r., uznał, że wobec walk wewnętrznych w partii takie spotkanie oznaczałoby wsparcie Gomułki w bieżącej walce, czego czynić nie zamierzał. Z tych samych powodów równie krytycznie potraktował prymas pomysł byłego działacza Stronnictwa Pracy Kazimierza Studentowicza, apelującego, by bardziej zaangażował się w życie polityczne. Prymas stwierdził, że nie zamierza wyręczać polityków – ani komunistycznych, ani katolickich, a Ojczyźnie najlepiej służy jako kapłan i biskup.

Antysemityzm sprawą PZPR, ale…

Prymas Wyszyński i pozostali biskupi zgodnie uważali antysemicką nagonkę za element wewnątrzpartyjnej rozgrywki. Wiadomo było też, że wśród atakowanych osób pochodzenia żydowskiego byli także działacze, którzy jak najgorzej zapisali się w pamięci Polaków w okresie stalinizmu, także zwalczając Kościół. Biskupi obawiali się też, że ich ewentualne wystąpienie przeciwko antysemityzmowi może zostać zmanipulowane przez władze.

Początek kampanii antysemickiej nastąpił w czasie Wojny Sześciodniowej w czerwcu 1967, gdy Izrael pokonał wspierane przez ZSRS państwa arabskie. Wtedy cały blok sowiecki gwałtownie zaatakował Izrael. I choć – jak dziś wiemy, a co wcale nie było wtedy oczywiste – kampania antysemicka była pomysłem komunistów polskich, to jednak sygnał do krytyki Izraela wyszedł z Moskwy, wcześniej popierającej państwo żydowskie. To także z pewnością powstrzymywało biskupów przed wypowiadaniem się na tematy żydowskie. Sam prymas wielokrotnie wyrażał poparcie dla państwa Izrael.

Na decyzję o tym, by w oficjalnych dokumentach pominąć milczeniem kwestię marcowego antysemityzmu, wpłynęło też przekonanie, że nie byłoby to dobrze przyjęte przez wiernych. „Społeczeństwo polskie na ogół jest przeciwko Żydom i to trzeba mieć przed oczyma” – stwierdził prymas Wyszyński podczas posiedzenia Komisji Głównej 27 czerwca.

W maju biskupi przyjęli komunikat dotyczący antysemityzmu, nie zdecydowali się jednak na jego publikację. Jeszcze 27 czerwca Komisja Główna zastanawiała się nad tym tekstem. Po dyskusji większością głosów (6 wobec 3 za publikacją) przyjęto wniosek kard. Wojtyły, że wobec zmieniającej się sytuacji komunikat powinien zostać przeredagowany. Ostatecznie nigdy nie ujrzał światła dziennego.

Jedynym – ale wielce znaczącym – publicznym wystąpieniem prymasa potępiającym antysemicką nagonkę było kazanie w warszawskiej katedrze w Wielki Czwartek 11 kwietnia. Poświęcił je miłości Boga i bliźniego, uznając jej brak za przyczynę ostatnich wydarzeń, w tym napaści na posłów „Znaku”. Prymas stwierdził dramatycznie: „w tej chwili jesteśmy świadkami tak bolesnych przeżyć i widowiska, że serce wprost kurczy się z bólu, gdy na to wszystko patrzy i gdy się tego słucha… Wydaje się, jak gdyby dla pewnej kategorii ludzi zabrakło w Polsce miłości i prawa do serca”. Wzywając wiernych, by obronili swe serca przed kłamstwem i nienawiścią oraz bronili prawa do prawdy, miłości, szacunku, sprawiedliwości, jedności i pokoju, stwierdził kategorycznie: „Tylko to nas uratuje! Nic innego nie da nam ratunku, tylko rzetelne uznanie prawa miłości dla wszystkich w naszej Ojczyźnie”.

„To może ja jestem winien, biskup Warszawy – mówił dramatycznie prymas – bom niedostatecznie mówił o obowiązku miłości i miłowaniu – i to wszystkich, bez względu na mowę, język i rasę, aby na nas nie padł potworny cień jakiegoś odnowionego rasizmu, w imię którego bronimy naszej kultury. Kulturę naszą obronimy tylko przez prawo miłości”.

Słowa o „rasie” i „rasizmie”, odnoszące się wprost do antysemickiej nagonki, zniknęły z publikowanego (już w wolnej Polsce) tekstu. Autentyczny tekst niedawno odkryła biografka prymasa, dr Ewa Czaczkowska, jednoznacznie rozstrzygając, która z kilku krążących wersji tej wypowiedzi jest prawdziwa – okazało się, że ta najmocniej brzmiąca.

Pokłosie bliższe i dalsze

Generalną odpowiedzią na wydarzenia Marca 1968 stał się list episkopatu z 3 maja. Biskupi wystąpili w nim w obronie pluralizmu. Jednoznacznie zażądali „dopuszczenia wszystkich członków narodu i obywateli państwa do kształcenia wspólnego dobra wedle uzasadnionych przekonań i w oparciu o własne sumienie”. Nikt nie może być zniesławiany ze względu na odmienność przekonań. „Doszukiwanie się wrogów w ludziach dlatego tylko, że dobra narodu pragną wedle swoich odmiennych przekonań, nie służy moralności społecznej” – stwierdzili kategorycznie. Odnosząc się do napaści na posłów „Znaku” stwierdzili, że przedstawicielstwo narodu podporządkowane jednej grupie traci swój sens, a społeczeństwo nie ma wówczas możliwości kształtowania życia zbiorowego. Nie pominęli też apelu o wolność nauki i mediów. Wystąpili w obronie dialogu, także wierzących i niewierzących. „Tylko taki wnikliwy dialog służy prawdziwemu postępowi w duchu poszanowania dla prawdy, a równocześni dla osoby ludzkiej, której godność wyraża się stosunkiem do wolności i prawdy” – przypomnieli biskupi nauczanie Kościoła. Jak „dialog” wyobrażała sobie komunistyczna władza – dobitnie świadczą losy wszystkich, których uznała wówczas za wrogów.

W tekście znalazło się stanowcze odrzucenie pojawiających się na Zachodzie oskarżeń Polaków o antysemityzm, a zwłaszcza o przypisywanie winy za Zagładę. „Jest to straszliwa krzywda moralna – pisali z widocznym oburzeniem biskupi – jeśli się zważy, że w obozach tych poniosły śmierć miliony Polaków. Przez pamięć o tych naszych rodakach, a także w oparciu o wszystkie dowody miłości bliźniego, jakie w okresie okupacji Polacy wyświadczyli prześladowanym Żydom, domagamy się zaprzestania tej kłamliwej i krzywdzącej propagandy oraz jej prowokowania”.

W dalszej perspektywie odpowiedzią na Marzec stał się ogłoszony 15 września list episkopatu w związku z przypadającą 11 listopada pięćdziesiątą rocznicą odzyskania niepodległości. Jego pierwszy projekt, nad którym biskupi dyskutowali w maju, został przez nich skrytykowany za to, że „zawiera mało elementów duchowo-moralnych. Nie uwydatnia pogwałconego moralnego prawa do wolności”. W wersji ostatecznej biskupi stwierdzili, że „wolność jest podstawowym darem Bożym dla każdego człowieka”, a także „niezbędnym warunkiem rozwoju narodu, zarówno pod względem duchowym jak i materialnym”. Trudno nie widzieć w tym jednoznacznego odniesienia do wolnościowych postulatów Marca, podjętych jednak we właściwej Kościołowi dalekosiężnej, przekraczającej bieżący kontekst perspektywie.

Jak zauważa dr Rafał Łatka, długofalowym pokłosiem Marca była decyzja Episkopatu o wzmożeniu pracy z młodzieżą, co zaowocowało rozwojem duszpasterstw akademickich, które odegrały tak ogromną rolę w formacji młodej inteligencji i stały się nieodłącznym elementem pejzażu Kościoła w Polsce.

2018-03-05 10:52

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

130 lat temu na Wawelu uroczyście pochowano Adama Mickiewicza

2020-07-04 07:36

[ TEMATY ]

historia

Adam Mickiewicz

Walenty Wańkowicz, „Portret Adama Mickiewicza na Judahu skale”, 1827-28

4 lipca 1890 r. w Krakowie odbył się drugi pogrzeb Adama Mickiewicza - nazywany „narodowym”. Było to „uroczyste zwłok przeniesienie i podniesienie podobne temu, jakie obchodzi Kościół Boży, kiedy relikwie świętych z jednego miejsca na drugie przenosi” - ocenił świadek wydarzeń Karol Suchodolski.

<
p>Adam Mickiewicz zmarł w Stambule 26 listopada 1855 r. Pochowano go 21 stycznia 1856 r. na tzw. polskim cmentarzu w Montmorency we Francji.

W XIX w. Kraków, miasto koronacyjne i królewska nekropolia, stał się ogólnopolskim centrum życia narodowego i kulturalnego, co w 1869 r. tak opisał Michał Bałucki: „opatrzność i poeci skazali Kraków na miasto grobów, na urnę pamiątek i popiołów”. A Stanisław Estreicher nazywał Kraków „matecznikiem Polski, do którego przybywają na starość wielkie lwy, orły i niedźwiedzie (choć czasem i lamparty), by tu złożyć swe kości” (1932).

Aby krzewić idee patriotyczne, Kraków zaczął organizować narodowo-religijne spektakle. „Ustalił się pewnego rodzaju archeologiczny patriotyzm, polegający na uroczystym obchodzeniu rocznic narodowych i celebrowaniu pogrzebów zasłużonych Polaków” - napisała Bernadetta Wilk („Sławne pogrzeby w XIX-wiecznym Krakowie”, 2006).

Zamiar sprowadzenia prochów Mickiewicza do kraju dojrzewał przez dziesiątki lat. W 1869 r. po pogrzebie Kazimierza Wielkiego, autor, ukryty pod pseudonimem „Litwin”, wydrukował w krakowskiej gazecie „Kraj” artykuł pt. „Zanieśmy Mickiewicza na Wawel”. Odpowiedni wniosek złożył wtedy na posiedzeniu Rady Miasta prezydent dr Józef Dietl, jednak sprawę odłożono na później. Nie zapomniano jednak o Mickiewiczu w Krakowie - w rocznicę śmierci poety organizowano uroczyste wieczorki ku jego czci. Dochody z nich przeznaczano na budowę pomnika; założono też oprocentowane książeczki oszczędnościowe gromadzące środki na sarkofag oraz sprowadzenie zwłok poety do kraju.

Wniosek o pogrzebanie prochów Mickiewicza ponowił w 1883 r. dr Mieczysław Bochenek, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego. Tym razem zawiązał się komitet organizacyjny, zgromadzono ok. 7 tys. zł. reńskich i uzyskano zgodę Kościoła na złożenie szczątków Mickiewicza w krypcie wawelskiej katedry. Urzędowe pozwolenie na sprowadzenie zwłok nadeszło z Wiednia dopiero 20 czerwca 1890 r. Już trzy dni później ruszyła z Krakowa do Paryża delegacja, 27 i 28 czerwca odbyła się w Montmorency ekshumacja, której świadkiem był m.in. Adam Asnyk.

„Cynkowa trumna wieszcza, po odgarnięciu z niej warstwy ziemi i prochu (…) okazała się pękniętą u góry przez całą długość, a przegryzioną rdzą i podziurawioną w podstawie” – czytamy w relacji naocznego świadka. Podczas przekładania zwłok do nowej ołowianej trumny stwierdzono, że zabalsamowane ciało spoczywało na przegniłym posłaniu z morskich traw. „Niestety zabalsamowanie to okazało się bezskutecznem i nic nie pozostało z wielbionych przez nas rysów”.

W starej trumnie znaleziono jeszcze metalowego Chrystusa, który prawdopodobnie był częścią rozsypanego w proch krzyżyka, monetę i biały, porcelanowy guziczek od koszuli. Te pamiątki zabrał Władysław Mickiewicz. Cynkową trumnę Mickiewicza grabarze paryscy pocięli na kawałeczki i „w kilka dni po ekshumacji za pół franka można było nabyć taką pamiątkę” – napisał Stanisław Rosiek („Mickiewicz po śmierci. Studia i szkice nekrograficzne”, 2013).

Podczas uroczystości w Zurychu – na trasie przewozu zwłok - „wygłoszono nad zwłokami dziewięć mów, w tej liczbie jednę po francusku, jednę po niemiecku, jednę po włosku, jednę po rosyjsku, a nawet jednę po bułgarsku” – odnotowała „Książka pamiątkowa z 22 ilustracyami”. W Wiedniu natomiast obyło się bez uroczystości. „Pod nieobecność rodziny i członków delegacyi, bez świadków” przełożono trumnę wieszcza z pociągu francuskiego do austriackiego. Zarząd kolejowy (Nordbahn) sprzeciwił się składaniu wieńców u trumny „pod pozorem, że zbyteczne przepełnienie wagonu mogłoby spowodować w drodze pożar”.

W Wadowicach powstał Ludowy Komitet przy Towarzystwie Ochrony Ziemi, który 19 maja 1890 r. wydał ogólnopolską odezwę, zachęcając do nadsyłania wieńców i materiałów na wieńce - na swój adres, zwłaszcza z miejscowości, nie mogących przysłać delegacji na pogrzeb wieszcza. „Miał bowiem naród wielu i wielkich królów i książąt, miał wiele i najszlachetniejszych królowych, miał wielkich biskupów i kapłanów, nieustraszonych wodzów i bohaterów, miał Kazimierzów Wielkich, królewny Jadwigi, Sobieskich, Kościuszków, Kilińskich i Bartoszów, ale przez całe wieki, przez długi tysiąc lat miał tylko jednego Adama Mickiewicza” - uzasadniono.

Do Wadowic zaczęły spływać przesyłki pocztowe z kłosami, liśćmi i szarfami, z wierszami i dedykacjami, a także wieńce ze wszystkich ziem polskich – z Litwy i Królestwa Polskiego, z Wielkopolski, Prus i Górnego Śląska, z Galicji i Śląska Austriackiego. Franciszek Zalański, sekretarz Komitetu, sporządził spis ponad 4 tys. przesyłek.

30 czerwca 1890 r. w wadowickiej szkole ludowej ruszyła produkcja - setki mieszkańców miasta i okolicznych wsi splatały wieńce, mocowały szarfy, tworzyły napisy. 2 lipca wieczorem, tłumy obejrzały na wadowickim rynku prezentację 44 wieńców: każdy zaopatrzony w jedną wielką literę. 43 litery tworzyły napis: „Adamowi Mickiewiczowi lud wszystkich ziem Polski”. „Głoski napisu wite były z mieszanego-materyału całej Polski, tylko pierwsza +A+ z samych kłosów i borów litewskich oraz z gałązek modrzewia, sadzonego przez króla Sobieskiego, pierwsze +I+ uwite było z traw od Gopła i Kruszwicy, głoska +U+ (utrapienie) z samych kłosów z Królestwa Polskiego, pierwsze +S+ z kłosów pruskiego i austryackiego Szląska, a drugie +S+ z bardzo pięknych traw Białowiejskiej Puszczy, wreszcie jedno +W+ z kłosów i zieleni z Wielkopolski” – napisał Zalański.

44 element stanowił „srebrzysty sierp oświecony gwiazdą postępu” czyli godło wadowickiego Towarzystwa Ochrony Ziemi przymocowane do wieńca splecionego z kłosów całej Polski, i zaopatrzonego w trójkolorową szarfę „o barwach polskich, małoruskich i krajowych, z napisem (…) +Tyś Jozue narodu, prowadź nas do szczęśliwszej przyszłości!+” - opisał sekretarz.

By wysłać wieńce do Krakowa, na stację kolejową w Wadowicach wyruszył kilkutysięczny pochód „wśród okrzyków i nietłumionej radości, że tak wspaniałe dzieło doszło szczęśliwie do skutku” - podsumował Zalański.

3 lipca wieczorem do Krakowa dotarła trumna ze szczątkami Mickiewicza. Złożono ją na przechowanie w składzie zbożowym przy ul. Warszawskiej 21. W piątek, 4 lipca 1890 r., była piękna pogoda. Kraków miał wygląd odświętny, wzdłuż trasy pochodu zawieszono na słupach biało-czerwone chorągiewki i flagi. Słupy zostały połączone girlandami z zieleni. Ustawiono też ozdobne pylony, na których podczas pochodu płonęło purpurowe światło. „W ulicy Sławkowskiej olbrzymie chorągwie zwieszały się gęsto ze wszystkich domów, tak, że sięgały poniżej trumny, jakby ścieląc się pod nią” - opisywano. W Rynku Głównym, naprzeciw wylotu ul. Siennej wzniesiono obelisk, ozdobiony lirą i medalionem z podobizną Wieszcza.

Trumnę ustawiono na karawanie, zaprzęgniętym w sześć karych koni - miał kształt ściętej piramidy, obity był purpurową materią, ozdobiony obrazami Matki Boskiej Ostrobramskiej i Częstochowskiej. „Na szczycie dla trumny urządzono posłanie z kwiatów polnych, rodzimych, które tak pięknie opiewał wieszcz nasz w poezyach swoich: kąkol, bławaty i rumianek przeplatane śnieżystemi pękami lilii” - odnotowali kronikarze wydarzeń. Nad trumną zawieszono baldachim z purpurowego pluszu, ozdobionego ręcznie malowanymi kwiatami oraz napisem: „O grób dla kości naszych w ziemi naszej prosimy Cię Panie”.

Po przemówieniach Władysława Mickiewicza i hr. Jana Tarnowskiego, w takt dzwonów bijących w kościele św. Floriana – rozpoczął się przemarsz pogrzebowego orszaku. Trasa wiodła z ul. Szlak przez ul. Warszawską, Basztową i Sławkowską do Rynku Głównego. Na czele kroczyła orkiestra lwowskiej „Harmonii”, za nią - zastępy ochotniczych strażaków z Galicji „w błyszczących kaskach i w różnobarwnych mundurach”.

Następnie szła deputacja z 44 wieńcami uwitymi w Wadowicach – a za nimi kilkaset delegacji z trzech zaborów i spoza granic. Na pogrzeb przyjechali mieszkańcy Królestwa Polskiego, Litwy, Ukrainy, Wołynia, Podola, Poznańskiego, Śląska, Warmii oraz Polacy z emigracji. Delegatów przysłali także Ukraińcy, Czesi, Serbowie i Bułgarzy.

„W ogromnym orszaku mieniły się tysiączne wspaniałe barwy: świt włościańskich, krakowskich, ruskich, góralskich, huculskich. Obok świt włościańskich i sukman zmieszane razem z nimi i wśród nich stroje narodowe szlachty, charakterystyczne kapoty mieszczan. Ponad tym strzelają czaple kity, mienią się brylantowe ich zapinki, błyszczą kaski strażaków. Na czele duchowieństwa w imponującej liczbie przeszło 500 kapłanów, profesorowie Uniwersytetu Jagiellońskiego i Lwowskiego w togach i z insygniami, posłowie sejmowi. Słowem, kiedy się powiodło okiem po tych tysiącach widziało się jasno i dobitnie, że cały naród, wszystkie jego stany, stawiły się na uroczystą chwilę” - napisał świadek tamtych chwil. Pochód zamykały delegacje Uniwersytetu Lwowskiego i Uniwersytetu Jagiellońskiego. Za nimi, tuż przed karawanem - szedł jedynie arcybiskup.

Przemarsz trwał blisko godzinę. Gdy czoło pochodu było u Kościoła Mariackiego, trumna dopiero ruszyła z miejsca. Za karawanem kroczyła rodzina poety, Wydział Krajowy oraz posłowie do rady państwa i sejmu. Orszak zamykały straże pożarne.

Rodzina Juliusza Kaden-Bandrowskiego mieszkała wtedy przy Rynku. „Ludzi na Rynek wysypało się bez końca — a jeszcze ilu do nas na obiad zaproszonych? Ludzi, ludzi, ludzi. Chodzą, stoją, wiszą na latarniach, siedzą na wszystkich słupach. (…) Jadą banderie krakusów, chłopi z kosami, różne cechy, różni zakonnicy. Idą szlachcice w kontuszach” – czytamy „W cieniu zapomnianej olszyny” (1928).

Także w salonie Kaden-Bandrowskich stały kosze i beczka z kwiatami. Matka chwyciła synka oburącz za ramiona i odwróciła ku oknu, aby zapamiętał podniosłą chwilę. „Pochód sunął w najlepsze, u brzegu naszego domu, pośród tłumu zobaczyłem górę drżących kwiatów. Rzucali je wszyscy ze wszystkich stron, ojciec ze swego okna wysypywał koszyki jeden za drugim. Nie wiem, czy tę górę kwiatów wlokło sześć koni, czy też ją ludzie dźwigali? Pamiętam, z całego widoku, że szpaler strażaków raz za razem przerywał się i pękał. Wtedy tłum opływał zewsząd ten kwiecisty pagórek”.

Matka pisarza, spłakana ze wzruszenia, zanurzyła ręce w beczułce z kwiatami. „I rzuciła gałązki w powietrze. Nie w dół na chodnik, ale przed siebie w powietrze, jakby na ślepo — nikomu. Przechylona daleko za okno, zawołała wreszcie: +Mickiewicz! Mickiewicz! Mickiewicz!+. Ani jednego słowa więcej. Odebrało jej głos. Same łzy” – zakończył Kaden.

Przed kościołem Mariackim prochy wieszcza powitał pieśniami Moniuszki ponad 200-osobowy chór z połączonych towarzystw śpiewaczych, a na czele konduktu arcybiskupa Issakowicza zastąpił arcybiskup lwowski Seweryn Tytus Morawski. Na ul. Bernardyńskiej trumnę przeniesiono na mary, które poniosła do katedry wawelskiej młodzież akademicka. Ledwo zdjęto trumnę, „publiczność rozebrała na pamiątkę obicie karawanu i wszystkie kwiaty”.

W południe trumna dotarła pod katedrę. W tej chwili z zachmurzonego na moment nieba ozwały się grzmoty – a jednocześnie zaczął bić Zygmunt. Pierwszy przemawiał poeta Adam Asnyk. Opowiedział jak „po utracie naszej niepodległości, gdy zabrakło nam dawnych królów i hetmanów (…) opatrzność zesłała nowego wodza. Wódz ten podniósł padający sztandar pokonanego narodu (…) i rozwinął w błękitach na takich wyżynach, na jakich go już dosięgnąć nie mogły żadne nieprzyjazne moce”.

Wrażenie spotęgowała sama natura. Gdy Asnyk mówił o cierpieniach przeszłości – niebo „zawrzało gromem, jednym i drugim, jak gdyby głosem tym chciało potwierdzić prawdę słów mówcy (…) Gdy mówca z kolei przyszedł na nadzieje nasze i zapowiadał ich spełnienie, niebo przed chwilą grożące burzą i deszczem, rozjaśniło się zupełnie i piękna pogoda powróciła” - odnotowali świadkowie.

Ostatnie słowo należało do prof. dr. Stanisława hr. Tarnowskiego. „Jak zaś w modlitwie przy konających Kościół wzywa Świętych różnych, żeby duszę chrześcijańską u wrót Raju powitali, tak nam godzi się powiedzieć: +Niech Cię tu przyjmie i powita duch Łokietka, jedności Państwa odnowiciela, Ciebie, coś jedność ducha utwierdził; — duch Kaźmierza, co urządzał i oświecał, Ciebie, coś jaśniał niewidzianą przedtem u nas światłością, i smugę jej po sobie zostawił. Niech Cię — Litwina — przyjmie pierwszy nasz Litwin Jagiełło, i jego Jadwiga: Ciebie, coś jest znakiem, dowodem, stwierdzeniem i utwierdzeniem świętego Litwy z Koroną małżeństwa” – powiedział.

Gdy trumnę wniesiono do katedry, przed ołtarzem klęczał już kardynał Albin Dunajewski. Pośrodku nawy głównej wybudowano 3-metrowy podest, na który wiodły od bramy kościoła szerokie schody o kilkunastu stopniach - całość obita była ciemno-wiśniowym pluszem. Właściwy katafalk, wzniesiony na postumencie, miał ok. 2 m wysokości. Wykonali go architekt Teodor Talowski i artysta malarz Piotr Stachiewicz. Także był obity bordowym pluszem, okolony wieńcem kwiatów i makatą ze złotymi ornamentami.

Na frontowej części katafalku jaśniał złocisty wieniec. A ponad nim górowały dwa olbrzymie sztandary, pomiędzy którymi wisiał dwustronny obraz. Od strony bramy oglądało się Matkę Boską Ostrobramską, a od strony kaplicy św. Stanisława, Matkę Boską Częstochowską.

„Katafalk ten zbudowany w imponujących oryginalnością i wielkością rozmiarach, miał kształty monumentalne, przeważnie spiż imitujące; robił wrażenie, jakby był stałą od wieków ozdobą katedry; była to tymczasem budowa wykonana w ciągu jednego tygodnia” - relacjonował „Czas”.

Około godz. 15 trumnę złożono w krypcie. „Stanęli wszyscy oddać hołd temu co ukochał naród cały, cierpiał za miliony i wieszczył im świetlaną przyszłość” – napisał Kazimierz Bartoszewicz w broszurze „Mickiewicz na Wawelu. Album pamiątkowe złożenia zwłok wieszcza w krypcie katedralnej” (1890).

Nie był to zwykły pogrzeb, ale „uroczyste zwłok przeniesienie i podniesienie podobne temu, jakie obchodzi Kościół Boży, kiedy relikwie świętych z jednego miejsca na drugie przenosi” – ocenił Karol Suchodolski w „Pamiątce podniesienia relikwii Adama Mickiewicza z dodatkiem najpiękniejszych wyjątków z jego Ksiąg narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego” (1890).

Pamiątki z krakowskiego pogrzebu Adama Mickiewicza znajdują się obecnie w magazynie Muzeum Narodowego w Krakowie „w dobrym stanie zachowania, pod stałą opieką konserwatorską i udostępniane są zainteresowanym podczas kwerend” - poinformowała PAP kustosz Monika Paś. „Aktualnie w stałej ekspozycji, w Galerii Rzemiosła Artystycznego w Gmachu Głównym w gablocie z pamiątkami po Adamie Mickiewiczu, znajduje się jeden wieniec srebrny z napisem dedykacyjnym: +Szkoły żeńskie krakowskie 4/VII 1890 Adamowi Mickiewiczowi+” - dodała.

Iwona L. Konieczna (PAP)

ilk/ pat/ aszw/

CZYTAJ DALEJ

Nabożeństwo pięciu pierwszych sobót miesiąca

[ TEMATY ]

pierwsze soboty miesiąca

BOŻENA SZTAJNER

Osobom, które będą uczestniczyć w pierwszosobotnich nabożeństwach, Maryja obiecuje towarzyszenie w chwili śmierci i ofiarowanie im wszystkich łask potrzebnych do zbawienia.

1. Wielka obietnica Matki Bożej Fatimskiej

W Fatimie 13 lipca 1917 r. Matka Boża powiedziała: „Widzieliście piekło, do którego idą dusze biednych grzeszników. Bóg chce je uratować, Bóg chce rozpowszechnić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeżeli uczyni się to, co wam powiem, wielu zostanie przed piekłem uratowanych i nastanie pokój na świecie”.

„Przybędę, by prosić o poświęcenie Rosji memu Niepokalanemu Sercu i o Komunię św. wynagradzającą w pierwsze soboty. Jeżeli moje życzenia zostaną spełnione, Rosja nawróci się i zapanuje pokój. Jeśli nie, bezbożna propaganda rozszerzy swe błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowanie Kościoła. Dobrzy będą męczeni, Ojciec Święty będzie wiele cierpiał. Różne narody zginą, na koniec moje Niepokalane Serce zatriumfuje”.

Siedem lat po zakończeniu fatimskich objawień Matka Boża zezwoliła siostrze Łucji na ujawnienie treści drugiej części tajemnicy fatimskiej. Jej przedmiotem było nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi. 10 grudnia 1925 r. objawiła się siostrze Łucji Maryja z Dzieciątkiem i pokazała jej cierniami otoczone serce. Dzieciątko powiedziało: “Miej współczucie z Sercem Twej Najświętszej Matki, otoczonym cierniami, którymi niewdzięczni ludzie je wciąż na nowo ranią, a nie ma nikogo, kto by przez akt wynagrodzenia te ciernie powyciągał”.

Maryja powiedziała: “Córko moja, spójrz, Serce moje otoczone cierniami, którymi niewdzięczni ludzie przez bluźnierstwa i niewierności stale ranią. Przynajmniej ty staraj się nieść mi radość i oznajmij w moim imieniu, że przybędę w godzinie śmierci z łaskami potrzebnymi do zbawienia do tych wszystkich, którzy przez pięć miesięcy w pierwsze soboty odprawią spowiedź, przyjmą Komunię świętą, odmówią jeden Różaniec i przez piętnaście minut rozmyślania nad piętnastu tajemnicami różańcowymi towarzyszyć mi będą w intencji zadośćuczynienia”.

2. Dlaczego ma to być „pięć sobót” wynagradzających, a nie dziewięć lub siedem na cześć Matki Bożej Bolesnej?

Siostra Łucja odpowiada: „Pozostając przez część nocy z 29 na 30 maja 1930 roku w kaplicy z naszym Panem i rozmawiając z Nim o czwartym i piątym pytaniu, poczułam się nagle mocniej owładnięta Bożą obecnością. Jeśli się nie mylę, zostało mi objawione, co następuje: Córko, motyw jest prosty: Jest pięć rodzajów obelg i bluźnierstw wypowiadanych przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi.
Pierwsze: Bluźnierstwa przeciw Niepokalanemu Poczęciu.
Drugie: Przeciwko Jej Dziewictwu.
Trzecie: Przeciwko Bożemu Macierzyństwu, kiedy jednocześnie uznaje się Ją wyłącznie jako Matkę człowieka.
Czwarte: Bluźnierstwa tych, którzy starają się otwarcie zaszczepić w sercach dzieci obojętność, wzgardę, a nawet nienawiść do tej Niepokalanej Matki.
Piąte: Bluźnierstwa tych, którzy urągają Jej bezpośrednio w Jej świętych wizerunkach. Oto, droga córko, motyw, który kazał Niepokalanemu Sercu Maryi prosić mnie o ten mały akt wynagrodzenia. A poza względem dla Niej chciałem poruszyć moje miłosierdzie, aby przebaczyło tym duszom, które miały nieszczęście Ją obrazić. Co do ciebie, zabiegaj nieustannie swymi modlitwami i ofiarami, aby poruszyć Mnie do okazania tym biednym duszom miłosierdzia”.

Jezus powiedział do siostry Łucji: „To prawda, moja córko, że wiele dusz zaczyna, lecz mało kto kończy i ci, którzy kończą, mają za cel otrzymanie przyrzeczonych łask. Ja jednak wolę tych, którzy odprawią pięć pierwszych sobót w celu wynagrodzenia Niepokalanemu Sercu twojej Matki Niebieskiej, niż tych, którzy odprawią piętnaście, bezdusznie i z obojętnością”.

3. Warunki nabożeństwa pierwszych sobót - co jest wymagane, aby uczynić zadość temu nabożeństwu

Warunek 1 - Spowiedź w pierwszą sobotę miesiąca.

„Łucja przedstawiła Jezusowi trudności, jakie niektóre dusze miały co do spowiedzi w sobotę i prosiła, aby spowiedź święta mogła być osiem dni ważna. Jezus odpowiedział: Może nawet wiele dłużej być ważna pod warunkiem, ze ludzie są w stanie łaski, gdy Mnie przyjmują i że mają zamiar zadośćuczynienia Niepokalanemu Sercu Maryi”. Spowiedź można odbyć na przykład w ramach pierwszego piątku miesiąca, pamiętając jednak o intencji wynagradzającej Niepokalanemu Sercu Maryi. Do spowiedzi - co istotne - należy przystąpić z intencją zadośćuczynienia za zniewagi wobec Niepokalanego Serca Maryi. Intencję można wzbudzić podczas przygotowania się do spowiedzi lub w trakcie otrzymywania rozgrzeszenia.

Przed spowiedzią można odmówić taką lub podobną modlitwę: Boże, pragnę teraz przystąpić do świętego sakramentu pojednania, aby otrzymać przebaczenie za popełnione grzechy, szczególnie za te, którymi świadomie lub nieświadomie zadałem ból Niepokalanemu Sercu Maryi. Niech ta spowiedź wyjedna Twoje miłosierdzie dla mnie oraz dla biednych grzeszników, by Niepokalane Serce Maryi zatriumfowało wśród nas.

Można także podczas otrzymywania rozgrzeszenia odmówić akt żalu: Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu, szczególnie za moje grzechy przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi.

Warunek 2 - Komunia św. w pierwszą sobotę miesiąca. Po przyjęciu Komunii św. należy wzbudzić intencję wynagradzającą. Można odmówić taką lub inną modlitwę: Najchwalebniejsza Dziewico, Matko Boga i Matko moja! Jednocząc się z Twoim Synem pragnę wynagradzać Ci za grzechy tak wielu ludzi przeciw Twojemu Niepokalanemu Sercu. Mimo własnej nędzy i nieudolności chcę uczynić wszystko, by zadośćuczynić za te obelgi i bluźnierstwa. Pragnę Najświętsza Matko, Ciebie czcić i całym sercem kochać. Tego bowiem ode mnie Bóg oczekuje. I właśnie dlatego, że Cię kocham, uczynię wszystko, co tylko w mojej mocy, abyś przez wszystkich była czczona i kochana. Ty zaś, najmilsza Matko, Ucieczko grzesznych, racz przyjąć ten akt wynagrodzenia, który Ci składam. Przyjmij Go również jako akt zadośćuczynienia za tych, którzy nie wiedzą, co mówią, w bezbożny sposób złorzeczą Tobie. Wyproś im u Boga nawrócenie, aby przez udzieloną im łaskę jeszcze bardziej uwydatniła się Twoja macierzyńska dobroć, potęga i miłosierdzie. Niech i oni przyłączą się do tego hołdu i rozsławiają Twoją świętość i dobroć, głosząc, że jesteś błogosławioną między niewiastami, Matką Boga, której Niepokalane Serce nie ustaje w czułej miłości do każdego człowieka. Amen.

Warunek 3 - Różaniec (jedna część) w pierwszą sobotę miesiąca. Rozpoczynając różaniec należy wzbudzić intencję wynagradzającą, powiedzieć Matce Najświętszej, że będziemy się modlić, by ratować grzeszników i okazać Jej dowód miłości. Jeśli modlimy się prywatnie, spróbujmy zrobić to własnymi słowami. Jeżeli odmawiamy różaniec we wspólnocie, można odmówić następującą modlitwę: Królowo Różańca Świętego. Oto klękamy do modlitwy, by w pierwszą sobotę odmówić różaniec, o który prosiłaś. Chcemy przez niego zadośćuczynić za grzechy swoje, naszych bliskich, naszej Ojczyzny i całego świata. Pragniemy modlić się szczególnie za tych, którzy najdalej odeszli od Boga i najbardziej potrzebują Jego miłosierdzia. Wspomóż nas, abyśmy pamiętali o tej intencji wyznaczonej przez Ciebie. Pomóż nam wynagradzać naszym różańcem cierpienia Twego Niepokalanego Serca i Najświętszego Serca Jezusowego.

Po każdej tajemnicy różańca należy odmówić modlitwę: O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba i dopomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia.

Warunek 4 - Piętnastominutowe rozmyślanie nad tajemnicami różańcowymi w pierwszą sobotę miesiąca. Podejmujemy piętnaście minut rozmyślania o ściśle określonej przez niebo tematyce: mamy pochylić się nad jedną (lub kilkoma) z tajemnic różańca. Możemy rozmyślać nad dowolną tajemnicą, również nowymi tajemnicami: tajemnicami światła. Wzbudźmy intencję wynagradzającą za grzeszników, którzy nie chcą słuchać Matki Najświętszej ani być Jej dziećmi, którzy okazują Maryi obojętność, a nawet Ją nienawidzą i wiele czynią, by pomniejszyć Jej chwałę. Możemy w tym celu odmówić następującą modlitwę: Matko Najświętsza, Niepokalana Maryjo! Z radością przyjmuję Twe zaproszenie do udziału w Twoim rozmyślaniu. W pierwsze soboty otwierasz Swe Niepokalane Serce dla każdego, kto pragnie wlać we własne serce te najważniejsze znaki, jakie Bóg ukazał nam we Fatimie. Proszę, otwórz przede mną Swoje Serce. Ośmielam się prosić o to z całą pokorą, ale i z dziecięcą śmiałością, ponieważ chcę Cię naśladować, ponieważ chcę żyć miłością do Twego Syna, ponieważ pragnę zawsze trwać w stanie łaski i miłować Twój święty Różaniec, wreszcie – ponieważ pragnę wszystkiego, co tylko mogę ofiarowywać w duchu zadośćuczynienia za grzeszników. Daj mi uczestniczyć w Twym rozmyślaniu, a ja obiecuję wprowadzać w życie Słowo, które wlejesz do mego małego serca, by stawało się coraz milsze Tobie, bliższe Tobie, podobniejsze do Twego Niepokalanego Serca. A jeśli chcesz, zawsze możesz zabrać me serce, a dać mi Swoje – jak uczyniłaś to z tyloma swoimi dziećmi. Będę wtedy duszą najszczęśliwszą na świecie! Piętnastominutowe rozmyślanie (przykładowe tematy rozmyślania nad pierwszą tajemnicą radosną) 4.1. Najpierw odmawia się modlitwę wstępną: Zjednoczony ze wszystkimi aniołami i świętymi w niebie, zapraszam Ciebie, Maryjo, do rozważania ze mną tajemnic świętego różańca, co czynić chcę na cześć i chwałę Boga oraz dla zbawienia dusz. 4.2. Należy przypomnieć sobie relację ewangeliczną (Łk 1,26 - 38). Odczytaj tekst powoli, w duchu głębokiej modlitwy. 4.3. Z pokora pochyl się nad misterium swojego zbawienia objawionym w tej tajemnicy różańcowej. Rozmyślanie można poprowadzić według następujących punktów: a. rozważ anielskie przesłanie skierowane do Maryi, b. rozważ odpowiedź Najświętszej Maryi Panny, c. rozważ wcielenie Syna Bożego. 4.4. Z kolei zjednocz się z Maryją w ufnej modlitwie. Odmów w skupieniu Litanię Loretańską. Na zakończenie dodaj: Niebieski Ojcze, zgodnie z Twoją wolą wyrażoną w przesłaniu anioła, Twój Syn Jednorodzony stał się człowiekiem w łonie Najświętszej Dziewicy Maryi. Wysłuchaj moich próśb i dozwól mi znaleźć u Ciebie wsparcie za Jej orędownictwem, ponieważ z wiarą uznaję Ją za prawdziwą Matkę Boga. Amen. 5.5. Na zakończenie wzbudź w sobie postanowienia duchowe. Będę gorącym sercem miłował Matkę Najświętszą i każdego dnia oddawał Jej cześć. Będę uczył się od Maryi posłusznego wypełniania woli Bożej, jaką Pan mi ukazuje co dnia. Obudzę w sobie nabożeństwo do mojego Anioła Stróża. 4. A jeśli ktoś nie może spełnić warunków w sobotę, czy może wypełnić je w niedzielę? Siostra Łucja odpowiada: „Tak samo zostanie przyjęte praktykowanie tego nabożeństwa w niedzielę następującą po sobocie, jeśli moi kapłani ze słusznej przyczyny zezwolą na to duszom”.

5. Korzyści: jakie łaski zostały obiecane tym, którzy choć raz je odprawią? „Duszom, które w ten sposób starają się mi wynagradzać - mówi Matka Najświętsza - obiecuję towarzyszyć w godzinie śmierci z wszystkimi łaskami potrzebnymi do zbawienia”.

6. Intencja wynagradzająca. Jak ważna jest intencja zadośćuczynienia, przypomina sam Jezus, który mówił siostrze Łucji, że wartość nabożeństwa uzależniona jest od tego, czy ludzie „mają zamiar zadośćuczynić Niepokalanemu Sercu Maryi”. Dlatego siostra Łucja rozpoczyna swe zapiski uwagą: „Nie zapomnieć o intencji wynagradzania, która jest bardzo ważnym elementem pierwszych sobót”.

7. Warunki rzeczywiście proste, ale czy są wypełniane? „Jeśli zrobi się to, co ja wam mówię, wiele dusz zostanie uratowanych, nastanie pokój na świecie. Wojna się skończy”- mówi Maryja. Trzeba zatem wypełnić to, o co prosi Niebo. Prośba Maryi dotyczy czterech warunków, zatem wszystkie cztery należy wypełnić, a nie jedynie dowolnie wybrane. Jeśli mowa jest o intencji wynagradzającej Niepokalanemu Sercu Maryi, to taka intencja winna nam przyświecać w trakcie nabożeństwa pierwszych sobót. Matka Boża prosi, by Jej towarzyszyć przez 15 minut, rozmyślając o tajemnicach różańcowych, zatem nie zapominajmy o medytacji, której temat jest jasno sprecyzowany i nie ma tu dowolności. Maryja prosi ponadto nie tylko o różaniec, ale również o rozmyślanie, zatem zwróćmy uwagę, by nie utożsamiać rozważań w czasie różańca z rozmyślaniem o tajemnicach różańcowych. Pamiętajmy: medytacja, niezależna od modlitwy różańcowej, jest niezmiernie istotna i nie możemy jej pomijać.

8. Czy nabożeństwo pierwszych sobót jest jeszcze dziś aktualne? Ojciec Święty Benedykt XVI odpowiada: „Łudziłby się ten, kto sądziłby, że prorocka misja Fatimy została zakończona”. „W tym sensie posłanie nie jest zakończone, chociaż obydwie wielkie dyktatury zniknęły. Trwa cierpienie Kościoła i trwa zagrożenie człowieka, a tym samym nie ustaje szukanie odpowiedzi; dlatego wciąż aktualna pozostaje wskazówka, którą dała nam Maryja. Także w obecnym utrapieniu, gdy siła zła w najprzeróżniejszych formach grozi zdeptaniem wiary. Także teraz koniecznie potrzebujemy tej odpowiedzi, której Matka Boża udzieliła dzieciom”. Do dziś pozostają również aktualne słowa siostry Łucji: „Najświętsza Maryja Panna obiecała odłożyć bicz wojny na później, jeśli to nabożeństwo będzie propagowane i praktykowane. Możemy dostrzec, że odsuwa Ona tę karę stosownie do wysiłków, jakie są podejmowane, by je propagować. Obawiam się jednak, że mogliśmy uczynić więcej niż czynimy i że Bóg, mniej niż zadowolony, może podnieść ramię swego Miłosierdzia i pozwolić, aby świat był niszczony przez to oczyszczenie. A nigdy nie było ono tak straszne, straszne”. Nabożeństwo pierwszych pięciu sobót miesiąca jest wciąż wezwaniem dla Kościoła i każdego z nas; nadal możemy twierdzić, iż moglibyśmy więcej uczynić, by było ono znane i praktykowane. Rodzi się jednak pytanie: po cóż nam dziś to nabożeństwo? Nie zapominajmy jednak, iż to „Bóg chce ustanowić na świecie nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi”. Zatem sam Stwórca Nieba i Ziemi wyciąga pomocną dłoń człowiekowi przez Maryję, a to zupełnie zmienia postać rzeczy. Siostra Łucja z wielką prostotą poucza wszystkich wątpiących w sens tego nabożeństwa, iż „Bóg jest Ojcem i lepiej od nas rozumie potrzeby swoich dzieci” i pragnie „ułatwić nam drogę dostępu do Siebie”.

Przypomnienie tego nabożeństwa, w czasie, kiedy trwa Wielka Nowenna Fatimska, nabiera szczególnego znaczenia. Stanowi ono bowiem istotę przesłania Matki Bożej i jest wezwaniem skierowanym do każdego z nas. Jeśli mówimy o pobożności fatimskiej, to nie możemy jej utożsamiać jedynie z 13. dniem miesiąca od maja do października. Fatima bowiem woła o nabożeństwo pięciu pierwszych sobót miesiąca. Nie wypełnimy fatimskiego przesłania, jeśli nie będziemy wynagradzać Niepokalanemu Sercu Maryi w pierwsze soboty.

Modlitwy Anioła z Fatimy

O Boże mój, wierzę w Ciebie, uwielbiam Ciebie, ufam Tobie i miłuję Ciebie. Proszę Cię o przebaczenie dla tych, którzy w Ciebie nie wierzą, Ciebie nie uwielbiają, nie ufają Tobie i Ciebie nie miłują.

Trójco Przenajświętsza, Ojcze, Synu i Duchu Święty. W najgłębszej pokorze cześć Ci oddaję i ofiaruję Tobie Przenajdroższe Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo Jezusa Chrystusa, obecnego na ołtarzach całego świata jako wynagrodzenie za zniewagi, świętokradztwa i obojętność, którymi jest On obrażany. Przez nieskończone zasługi Jego Najświętszego Serca i przez przyczynę Niepokalanego Serca Maryi, proszę Cię o łaskę nawrócenia biednych grzeszników.

Zapraszamy wszystkich do włączenia się w dzieło Wielkiej Nowenny Fatimskiej. Więcej informacji: Sekretariat Fatimski os. Krzeptówki 14, 34-500 Zakopane tel. 18/ 20 66 420 www.sekretariatfatimski.pl e-mail: fatima@smbf.pl

CZYTAJ DALEJ

Premier: w czasie kryzysu i kampanii wyborczej najwyższą wartością wciąż pozostaje rodzina

2020-07-04 20:46

[ TEMATY ]

premier

Facebook.com

W tym trudnym, emocjonalnym czasie kryzysu, koronawirusa i kampanii wyborczej najwyższą wartością wciąż pozostaje rodzina, a spory, które prowadzimy, mają tak naprawdę jeden cel – bezpieczną i szczęśliwą przyszłość naszych dzieci – napisał na Facebooku premier Mateusz Morawiecki.

W sobotę szef rządu poinformował na swoim profilu na Facebooku o otrzymaniu zaproszenia na 10. urodziny Kaliny, mieszkanki gminy Pieniężno. Dziewczynka postanowiła wykorzystać to, że w dniu jej urodzin premier przebywał z wizytą w województwie warmińsko-mazurskim.

"Tort był pyszny, a radość Kaliny i jej mamy na długo pozostaną mi w pamięci. Warto sobie uświadomić, że w tym trudnym, emocjonalnym czasie kryzysu, koronawirusa i kampanii wyborczej najwyższą wartością wciąż pozostaje rodzina, a spory, które prowadzimy, mają tak naprawdę jeden cel – bezpieczną i szczęśliwą przyszłość naszych dzieci" – napisał Morawiecki.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję