Reklama

Zmieniły się relacje pomiędzy chrześcijanami a muzułmanami

2019-02-16 17:29

vaticannews / Jerozolima (KAI)

Vatican Media

Administrator apostolski Patriarchatu łacińskiego w Jerozolimie uważa, że wizyta Papieża Franciszka w Abu Zabi miała znaczenie historyczne. Być może dla katolików była to jedna z wielu podróży głowy Kościoła, ale na Bliskim Wschodzie została uznana za wyjątkowe wydarzenie, ponieważ odbyła się w sercu świata islamskiego – stwierdził abp Pierbattista Pizzaballa.

W wywiadzie udzielonym jednej z niemieckich rozgłośni włoski franciszkanin zauważył, że muzułmanie uważają Papieża za osobę bardzo ważną dla chrześcijan, dlatego fakt, że udał się on na Półwysep Arabski i mówił o znaczeniu ludzkiego braterstwa miał ogromny wpływ na całą społeczność muzułmańską oraz na sposób myślenia ludzi Bliskiego Wschodu.

Hierarcha powiedział, że jego zdaniem historia chrześcijan w Ziemi Świętej, ale również w Europie, jest historią naznaczoną konfliktami pomiędzy różnymi wyznaniami. Potem, na końcu okazywało się, że były to konflikty władzy. Dodał, że dziś większe napięcia występują wewnątrz Kościoła prawosławnego, niż w jego relacji z katolikami. Naszym zadaniem jest zaś podtrzymywanie oraz polepszanie relacji z innymi Kościołami.

Reklama

Mówiąc o roli katolików w Ziemi Świętej duchowny zaznaczył, że relacje pomiędzy chrześcijanami różnych wyznań znacznie się poprawiły w ostatnim dziesięcioleciu, szczególnie od czasu, od kiedy trwa wojna w Syrii. Zauważył, że do pewnego stopnia jest niestosowne dyskutowanie o miejscach, porach modlitwy czy o status quo miejsc świętych, w czasie, gdy chrześcijanie są zabijani w Syrii oraz Iraku z powodu noszenia krzyżyka na szyi.

Tagi:
islam Franciszek w ZEA

Reklama

Najlepsza „broń” na muzułmanów

2019-07-24 11:32

Z Raymondem Naderem rozmawiał ks. Piotr Bączek
Niedziela Ogólnopolska 30/2019, str. 20-23

O byciu chrześcijaninem w środku islamskiego świata z Raymondem Naderem – libańskim maronitą, szefem chrześcijańskiej telewizji Noursat w Bejrucie – rozmawia ks. Piotr Bączek

©Em – stock.adobe.com
Bejrut. Katedra maronicka św. Jerzego i meczet Mohammad Al Amine nad rzymskimi ruinami

KS. PIOTR BĄCZEK: – Zgodnie z konstytucją Libanu prezydentem kraju jest chrześcijanin, fotel premiera obejmuje sunnita, a Zgromadzeniem Narodowym rządzi szyita. Jak się sprawdza taki układ?

RAYMOND NADER: – To jest bardzo skomplikowane i w zasadzie nie działa. Mamy wiele napięć między tymi trzema obszarami władzy. Każda decyzja wymaga zgody wszystkich. Trzeba dodać, że każda część Libanu jest połączona z regionalnymi potęgami – Iranem, Arabią Saudyjską. Poza tym wiele innych krajów ma wpływ na naszą sytuację – Rosja, Finlandia, Polska, Francja, Włochy, Syria. Chrześcijanie są powiązani – tak to nazwijmy – z Zachodem. To sprawia, że sytuacja międzynarodowa wpływa na naszą wewnętrzną politykę. Wszystko to miesza się w Libanie. Powiedziałbym, że nasz kraj jest w środku świata, przez co polityka jest u nas bardzo skomplikowana. Trudno to dokładnie zrozumieć. Mamy bardzo dużą korupcję, złą sytuację gospodarczą.

– Być chrześcijaninem w Libanie – co to oznacza?

– Sądzę, że w naszym kraju chrześcijanie mają do odegrania ważną rolę. Po pierwsze – po prostu dlatego, że jesteśmy chrześcijanami. Po drugie – jesteśmy jedynymi w świecie chrześcijanami mówiącymi po arabsku – mówimy tym samym językiem, co muzułmanie. W tym kontekście można zapytać, kto w świecie arabskim może głosić Dobrą Nowinę. Wyznawcy islamu nie będą słuchać ludzi Zachodu. Nie chcą słuchać Amerykanów, nienawidzą ich; nie będą słuchać ani Francuzów, ani Polaków. Będą słuchać kogoś, kto mówi ich językiem. Pochodzimy z tej samej cywilizacji, z tej samej ziemi. Mamy wspólną historię. Liban to kraj chrześcijan i muzułmanów. W naszym kraju muzułmanie różnią się od tych w innych częściach świata. Dlaczego? Bo żyją razem z nami, z wyznawcami Chrystusa. Tym samym są pod wpływem naszej chrześcijańskiej cywilizacji, naszej kultury, naszego stylu życia. Stają się jak my. Właśnie dlatego nasza rola na Bliskim Wschodzie to być świadkami Chrystusa wobec muzułmanów. Chcemy i powinniśmy żyć jak chrześcijanie i głosić orędzie chrześcijańskie. Odkryłem to, gdy walczyłem w wojnie (wojna domowa w Libanie między muzułmanami a chrześcijanami w latach 1975-90 – przyp. P. B.). Używaliśmy wtedy broni, czołgów. Dziś jednak wiem, że najlepszą „bronią” wobec muzułmanów jest doprowadzić ich do chrztu.

Ks. Piotr Bączek
Raymond Nader

– Na ile dziś ta idea się sprawdza?

– To działa, ale musimy pamiętać o mentalności muzułmanów i zróżnicowaniu świata islamskiego. Istnieją fundamentaliści – środowisko zamknięte i hermetyczne – którzy nie chcą rozmawiać, dialogować. Ich celem jest zniszczenie inaczej myślących, inaczej wierzących. I czasami zabijają także muzułmanów. Na tym polega ta mentalność. Mamy także muzułmanów umiarkowanych. Z nimi można negocjować, oni dają się zmieniać. Możemy na nich wpływać, zmieniać ich styl życia. I tutaj możemy zaobserwować postęp. Każdego roku wielu z nich się nawraca na chrześcijaństwo, przyjmuje chrzest. Niektórzy mogą to czynić otwarcie, mogą żyć jak chrześcijanie, a niektórzy tylko w tajemnicy, w obawie przed radykalnym islamem. W tej grupie możemy mówić o progresie.
Chrześcijanie mogą w Libanie żyć i normalnie funkcjonować, ponieważ nasz kraj jest jedynym w regionie, gdzie istnieje wolność słowa. W Syrii, Iraku, Jordanii, Egipcie nie ma takiej swobody. Mamy zatem w Libanie specjalne zadanie i wyzwanie. Jesteśmy jedynymi chrześcijanami, którzy mają możliwość głoszenia słowa Bożego na Bliskim Wschodzie. Wszędzie dokoła są muzułmanie. Czasami nam grożą, straszą nas, że będziemy zbombardowani. Wiemy, że to niebezpieczne, ale walczymy, jesteśmy „fighterami”, nie boimy się problemów. Głosimy Dobrą Nowinę, bo to na dziś jest naszą misją. Tak jak powiedział Jezus: mamy być światłem.

– Jedną z ważnych form głoszenia Ewangelii w Waszym regionie jest chrześcijańska telewizja Noursat. Jak powstał ten projekt, któremu dziś przewodzisz?

– Wystartowaliśmy z naszą stacją w 1990 r., pod koniec wojny domowej. Wtedy powstał pomysł stworzenia telewizji. Wpadł na niego człowiek świecki, który pościł o chlebie i wodzie, chodził boso. To było w Zesłanie Ducha Świętego. Przyłączyłem się do tego projektu razem z przyjaciółmi i zaczęliśmy budowanie stacji. 30 lat temu to nie była jeszcze telewizja; mieliśmy tylko jedną kamerę, stół edycyjny, w zespole – sekretarkę i trzy, cztery osoby tworzące materiały. Nadawaliśmy kilka godzin dziennie. Z czasem zaczęliśmy się rozrastać. Obecnie ogarniamy za pomocą satelitarnych łączy cały świat. Noursat można oglądać wszędzie. Mamy 9 tematycznych kanałów, jesteśmy obecni w internecie, w mediach społecznościowych. Działamy w USA, w Kanadzie, w Wielkiej Brytanii, w Brazylii, w Meksyku. Mamy 130 pracowników i 300 wolontariuszy, reporterów w krajach arabskich. Rozwijamy także współpracę z Polską. Na dziś naszym największym problemem jest pozyskiwanie funduszy, bo w całości utrzymujemy się z darowizn, donacji. W tym względzie jest coraz trudniej.

– Waszą telewizję oglądają także muzułmanie...

– Tak. Wspomniałem, że mówimy po arabsku, mamy z muzułmanami wspólną historię i kulturę. W takim układzie można sobie wyobrazić, że wyznawcy islamu oglądają naszą chrześcijańską telewizję, w której mówimy o Jezusie, o św. Szarbelu. Przecież Szarbel ze swoją brodą i kapturem wyglądał jak oni! Mówił do nich po arabsku, ale „językiem Jezusa”. Wyznawcy islamu są pod jego wrażeniem, pod jego wpływem. Można nawet powiedzieć, że w Libanie mamy wielu muzułmanów, którzy kochają bardziej Szarbela niż Mahometa. Wiedzą, że Mahomet nie żyje, że to skończona historia. A św. Szarbel działa, czyni cuda, ukazuje się ludziom. Kiedy ktoś jest chory, nie pojedzie do Mahometa – jedzie do św. Szarbela do Annaja.
Ten święty jest wielkim cudotwórcą nie tylko dla nas, chrześcijan, ale także dla muzułmanów. Niedawno zachorowała matka muzułmańskiego szejka. To był rak, w ciągu miesiąca schudła 13 kg. Pojechali do Annaja do św. Szarbela. I później ów szejk występował w różnych stacjach telewizyjnych, i mówił, że tam jego matka została uleczona. Zachęcał ludzi, żeby odwiedzili Annaja. Takie sytuacje to pierwszy krok do chrztu.

– A jak z perspektywy chrześcijan żyjących na Bliskim Wschodzie patrzycie na zachodnie chrześcijaństwo?

– Mamy z tym duży problem. Chrześcijanie Zachodu czują się nowocześni, mają naukę, nie potrzebują Boga. Myślę jednak, że wkrótce zaczną się nawracać. Odkryją w końcu, że nauka też prowadzi do Boga. Bo ta nauka, której teraz ufają, w ostateczności niczego nie daje, nie odpowiada na najważniejsze bolączki. Wciąż cierpimy, wciąż mamy te same problemy i kwestie do rozwiązania. Widać, że sprawy idą coraz gorzej i ze strony nauki nie ma na to wszystko odpowiedzi. A my, chrześcijanie, mamy tę odpowiedź. Ona płynie zarówno z nauki, jak i z wiary. Mówię to jako osoba zajmująca się inżynierią nuklearną: nie możemy poprzestawać na samej nauce, nie możemy jej w całości zaufać. Podam prosty przykład: jeszcze niedawno fizycy, nauczyciele, inżynierowie twierdzili – z naukowego punktu widzenia – że świat jest statyczny. A potem odkryto Wielki Wybuch: świat się rozszerza i nie jest statyczny. W ciągu kilkudziesięciu lat nauka zmieniła zdanie, jak zatem możemy jej całkowicie zaufać?
Kiedy Georges Lemaître, duchowny – jeden z odkrywców Wielkiego Wybuchu – ogłosił swoją hipotezę, śmiano się z niego (jego przypuszczenia nie zostały dobrze przyjęte także dlatego, że był księdzem – przyp. P. B.). Teraz nauka coraz chętniej przyjmuje pogląd, że jednak było stworzenie, a życie nie powstało samo z siebie. Mamy setki „dowodów” na istnienie Boga.
Myślę, że ludzkość zaczyna się zwracać w inną stronę. Bo bardzo wielu naukowców wskazuje na to, że świat został stworzony, że istnieje jakiś Kreator, ktoś, kto stworzył wszechświat. Mówią, że to niekoniecznie Bóg, ale ogromna moc, inteligencja. Naszym zadaniem, jako chrześcijan, jest wskazywać na Jezusa, na Boga – na Jego miłość. Chrześcijanie dopowiadają, że ta potężna moc stwórcza to Bóg. Musimy się żarliwie modlić, żyć Eucharystią, żyć Bogiem, aby na Niego wskazywać. Ale też musimy być blisko zsekularyzowanych ludzi, aby móc im mówić o Bogu, o Chrystusie.

– Jak w całej tej układance widzisz Polskę? Jak oceniasz naszą sytuację jako ludzi wierzących?

– Wielu moim przyjaciołom mówię, że Polska to mój drugi dom, mój drugi kraj. Jest wiele podobieństw między maronitami i Polakami, np. my i wy zawsze mieliśmy problemy ze swoimi sąsiadami. Wy zawsze musieliście się bronić, walczyć z sąsiadami. Na przestrzeni całej historii te problemy miały także religijne podłoże. Oczywiście, nie jest to tak jasne jak u nas. W Libanie mamy chrześcijan i muzułmanów. Zadaniem maronitów w Libanie jest ewangelizować. Myślę, że rolą Polski jest reewangelizacja zachodniej Europy, która się zatraciła. Może waszą rolą jest „na nowo ochrzcić” Europę. Niedawno byłem na Ukrainie i jestem poruszony tamtejszą wiarą. Dodajmy do tego Chorwację, Węgry, Polskę. Wszędzie tam jest wiara, Kościoły żyją, duchowo są aktywne. Zupełnie inaczej wygląda to np. we Francji, w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii – tam nie „poczujesz” Boga.
W tym kontekście ważne jest, że świat się zmienia. Można używać nowego języka, nowych narzędzi, mediów społecznościowych, telewizji. Ale musimy być ostrożni, by mając to wszystko, nie stać się jak inni ludzie. Musimy pamiętać, że naszą rolą jest ewangelizowanie, głoszenie Chrystusa.
W Libanie możesz za to zapłacić życiem. Dla was to łatwiejsze, fizycznie możecie być bezpieczni. Ale jest też trudność: musicie się mierzyć z niebezpieczeństwem utraty tożsamości, świadomości bycia chrześcijanami.

* * *

Raymond Nader
jest libańskim maronitą, dyrektorem telewizji satelitarnej Noursat. Podróżuje po całym świecie i ewangelizuje, by dać świadectwo swej wiary. Przekazuje też orędzia św. Szarbela, który staje się coraz bardziej popularnym i rozpoznawalnym w świecie świętym z Bliskiego Wschodu.
Stacja Noursat, którą kieruje Raymond Nader, to największa w Libanie (i regionie) telewizja chrześcijańska. Za pośrednictwem satelity Eutelsat nadaje program – także w języku arabskim – na cały świat, kierując się misją głoszenia Ewangelii. Telewizja została założona jako Télé Lumiere (TV Światło) w 1991 r. przez grupę zaangażowanych świeckich. Wśród pomysłodawców był Charles Hélou – były chrześcijański prezydent Libanu, który przed objęciem urzędu był m.in. ambasadorem swojego państwa w Watykanie.
Rząd kraju uznaje rozgłośnię za niezależną finansowo i posiadającą wolność zarządzania i tworzenia programów pod nadzorem Kościoła. W uroczystość Zesłania Ducha Świętego 2003 r., kiedy Télé Lumiere świętowała 12-lecie istnienia, uruchomiono stację satelitarną Noursat obejmującą Europę, Bliski Wschód i Afrykę Północną. Rok później Noursat rozpoczął oficjalną transmisję w Ameryce Północnej i Południowej, Kanadzie i Australii.
W informacjach promocyjnych stacja podaje: „Wiele kanałów telewizyjnych zorientowanych jest na wydarzenia; skupia się na terroryzmie, zawirowaniach politycznych i fanatyzmie czy ogranicza się do rozrywki i skandali. Noursat wdraża strategię otwartości przez promocję wielokulturowego zrozumienia i dialogu religijnego. Ma dzięki temu dużą liczbę widzów muzułmańskich, którzy uczestniczą tym samym w kampaniach i programach wzmacniających pokój i współistnienie, w sprzeciwie wobec niemoralności, przemocy i terroryzmu. Po latach nadawania Télé Lumiere i Noursat stały się codziennością dla chrześcijańskiej mniejszości na Bliskim Wschodzie i poza nim, jak również źródłem pokoju dla wielu odbiorców różnych wyznań”.
Wśród wielu haseł, które głosi telewizja, można znaleźć i takie: „Jedna osoba może zrobić różnicę. Jezus ją zrobił”.

Opr. P. B.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Imię Boga – Miłosierdzie

2016-09-07 08:38

Abp Wacław Depo
Niedziela Ogólnopolska 37/2016, str. 32-33

Wsłuchawszy się w przypowieści Jezusa o zagubionej owcy, drachmie i miłosiernym ojcu, możemy stwierdzić, że są one „Ewangelią Ewangelii”. Albowiem w sposób niedościgły dla rozumu ludzkiego ukazują prawdę o Bogu, który jest zawsze bliski człowiekowi, niezależnie od stopnia jego grzeszności czy oddalenia: „zostawia dziewięćdziesiąt dziewięć owiec i idzie za zaginioną, aż ją znajdzie”; „cieszcie się ze mną, bo znalazłam drachmę, która mi zginęła”; „trzeba się radować i cieszyć z tego, że brat twój był umarły, a znów ożył, zaginął, a odnalazł się” (por. Łk 15, 4. 9. 32).

Ktoś może postawić zasadnicze pytanie: Czy jest to obraz tego samego Boga, który w Starym Przymierzu jest Bogiem ukrytym, Sprawiedliwym Sędzią, karzącym zło i odstępstwa? To pytanie wciąż rozbrzmiewa na kartach Biblii Starego i Nowego Testamentu, jak również we wspólnocie Kościoła Chrystusowego. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa podejmowano próby, aby wymazać obraz Boga mściciela ze Starego Testamentu, a zastąpić go obrazem Boga Ojca. Za przykładem Chrystusa wyznajemy z wiarą, że „Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba” jest tym samym Bogiem, który objawia się jako Ojciec Jednorodzonego Syna w Duchu Świętym. Tylko na płaszczyźnie wiary i dzięki łasce Boga uznajemy, że Jezus Chrystus objawia nam tajemnice Jedynego Boga obydwu Testamentów.

Wielokrotnie podczas lektury pism Starego Testamentu doświadczyliśmy „gorzkiej prawdy” o Bogu i Jego odniesieniach do ludzi i świata. Te obrazy Boga i realizacja Jego planów są trudne do zrozumienia, ale musimy przyznać, że od początków stworzenia aż po granice spotkania z Nowym Testamentem przekazują one tę samą miłość Boga, która objawia się poprzez miłosierdzie. Nie sposób nie dostrzec tych obrazów i postaw Boga, który lituje się i przebacza niewierności Izraela, choć na górze Synaj bardzo wyraźnie zaznaczył: „Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną” (por. Wj 20, 3). Jego „zraniona miłość” jest zawsze większa niż gniew wobec niewierności narodu wybranego. Bóg bowiem jest radykalnie „Inny” niż człowiek z jego sposobami rozumienia, który tak często błędnie interpretuje Boże drogi. W Bożej świętości dostrzega np. jedynie niedającą się przebyć odległość i moc, a nie widzi, że jest ona równocześnie bliskością i czułością Ojca: „Pośrodku ciebie jestem Ja – Święty i nie przychodzę, aby zatracać” (Oz 11, 9). Na podobieństwo pasterza jest również zatroskany o swoje owce (Ez 34, 16). Jeżeli Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo, to jest także w stanie objawić się człowiekowi za pomocą obrazów i reakcji ludzkich. Biblijne antropomorfizmy mogą wydawać się proste i naiwne, ale zawsze w sposób dobitny wyrażają jakiś istotny rys prawdziwego Boga.

Dlatego tak trudna – dla każdego pokolenia wierzących w Boga Izraela – pozostaje sprawa Jezusa z Nazaretu, który objawia tajemnice Boga obydwu Przymierzy i Testamentów. Synowie Izraela wciąż zatrzymują się nie na księgach Starego Przymierza, które mówią o Chrystusie, ale na dramatach historii... Te ostatnie, zwłaszcza Holokaust, ukazują, że ludzie na płaszczyźnie podarowanej wolności wciąż wybierają innych bogów, a nieraz wprost siebie samych czynią bogami. W Jezusie Chrystusie Bóg objawił się w sposób ostateczny, jako Pierwszy i Ostatni, jako Stwórca i Zbawiciel, jako Ojciec bogaty w miłosierdzie.

Polecamy „Kalendarz liturgiczny” – liturgię na każdy dzień
Jesteśmy również na Facebooku i Twitterze

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Polak w Skrzatuszu: Obecność Maryi czyni to miejsce domem rodzinnym

2019-09-15 17:17

awi / Koszalin (KAI)

Podczas tegorocznej Pielgrzymki Diecezjalnej, kościół sanktuaryjny w Skrzatuszu został podniesiony do rangi bazyliki mniejszej. Uroczystej Mszy św. przewodniczył Prymas Polski abp. Wojciech Polak. - Obecność Maryi czyni to miejsce domem rodzinnym – stwierdził duchowny.

prymaspolski.pl

Wobec zebranych pielgrzymów, dekret Watykanu odczytał biskup Krzysztof Zadarko. Prymas Polski przewodniczył uroczystej Eucharystii, podczas której nastąpiło ogłoszenie decyzji Watykanu o podniesieniu skrzatuskiego kościoła do rangi bazyliki mniejszej.

- Śladem przodków i minionych pokoleń, które od wieków pielgrzymowały tutaj, do Skrzatusza, do Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej przyszliśmy, aby modlić się u stóp skrzatuskiej Piety - Matki Miłości Zranionej i naszej Nadziei. W uroczystym akcie nadania tytułu bazyliki mniejszej podkreślona zostaje wytrwała wiara ludu tej ziemi. Podkreślone zostały duchowe dzieje tego miejsca - mówił na początku homilii abp Polak.

Prymas Polski podkreślił, że wyniesienie skrzatuskiego sanktuarium do rangi bazyliki stawia wyzwania dla osób go odwiedzających. - Kościół nadając ten tytuł oczekuje od was, że dalej będzie to miejsce szczególnie jednoczące i łączące pod płaszczem Maryi wszystkich wiernych. Przecież nowe idee, które są propagowane na świecie, oraz nowe technologie nie są źródłem prawdziwej nadziei dla człowieka - jest nim oblicze Matki, jej matczyne dłonie i płaszcz, który nas okrywa. To Ona jest bezpieczną arką pośród różnych potopów, które przeżywamy. Obecność Maryi czyni to miejsce domem rodzinnym dla nas, dla jej dzieci. Jesteśmy w domu, u matki - stwierdził abp Polak.

Hierarcha mówił o tym, że to właśnie w obecności Maryi najbardziej widoczna jest droga i oblicza Kościoła-Matki. Dodał, że tylko Kościół posłuszny Bogu będzie mógł pełnić wiarygodnie swą misję w świecie.

- Tylko ludzie wierni Bogu będą mogli być nadal skutecznym znakiem i narzędziem zbawienia. Tylko ludzie, którzy pomimo wszystkich przeciwności i prowokacji zachowują miłość i wrażliwość wobec drugiego człowieka, tylko Kościół objawiający ludzką twarz nieskończonej miłości Boga - będzie wciąż miejscem uzdrowienia zranionej miłości i niezachwianej nadziei - zaakcentował abp Polak.

Skrzatuskie uroczystości zakończyło błogosławieństwo nabożeństwo maryjne z zawierzeniem diecezji opiece Matki Bożej Bolesnej oraz śluby Braci Miłosiernego Pana, nowego zgromadzenia w diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej. Eucharystię koncelebrowało dziesięciu biskupów metropolii szczecińsko-kamieńskiej i blisko 60 prezbiterów. W uroczystościach w Skrzatuszu wzięły udział tysiące wiernych.

Sanktuarium maryjne w Skrzatuszu zbudowano w latach 1687–1694 jako wotum za odsiecz wiedeńską. W 1945 r. kościół został uratowany przez polskich robotników przymusowych przed wysadzeniem przez żołnierzy radzieckich. Znajduje się w nim XV-wieczna Pieta z wierzbowego drewna, która trafiła do wsi w 1575 r. po dramatycznych wydarzeniach w kościele w Mielęcinie. W 1988 r. prymas Polski kard. Józef Glemp ukoronował ją koronami papieskimi.

Miejsce znane z licznych uzdrowień jest licznie odwiedzane. Kroniki podają, że na uroczystości odpustowe w XVII w. przybywało z odległych stron 10 tys. pielgrzymów reprezentujących wszystkie stany. W okresie zaborów na odpust Wniebowzięcia NMP zapraszano polskiego kaznodzieję. Pielgrzymki nie ustały nawet podczas II wojny światowej. Świątynia będzie drugą - po kołobrzeskiej katedrze - bazyliką mniejszą w diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem