Reklama

Kard. Joseph Ratzinger, papież Benedykt XVI, w oczach swojego bliskiego współpracownika

Niedziela łódzka 22/2006

Pierwsze spotkanie z kard. Ratzingerem oraz ważniejsze wspomnienia z późniejszych kontaktów

Po raz pierwszy kard. Josepha Ratzingera spotkałem we wrześniu 1991 r. na Placu św. Piotra. Byłem wówczas posłany przez abp. Władysława Ziółka do Rzymu, aby podjąć studia specjalistyczne w zakresie prawa kanonicznego na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim. Przechodząc przez Plac św. Piotra zostałem poproszony o zrobienie zdjęcia pewnej nielicznej grupie osób z kard. Ratzingerem. Po zrobieniu zdjęcia podszedłem do Kardynała i pozdrowiłem go dodając: „Eminencjo jestem księdzem z Polski, z diecezji łódzkiej i przyjechałem do Rzymu, aby studiować prawo kanoniczne”. Kardynał uśmiechnął się bardzo serdecznie i życząc pomyślności w studiach pobłogosławił mnie. Wówczas nawet przez myśl mi nie przeszło, że robiłem zdjęcie przyszłemu papieżowi Benedyktowi XVI i, że będzie mi kiedyś dane w przyszłości być jego bliskim współpracownikiem. Było potem wiele spotkań, choć nie tak osobistych, kiedy byłem pracownikiem Papieskiej Rady do spraw Duszpasterstwa Służby Zdrowia. Spotkanie o zupełnie innym charakterze miało miejsce w maju 2002 r. Zostałem wówczas przedstawiony i powitany przez samego kard. Ratzingera w bibliotece Kongregacji jako nowy współpracownik tej Dykasterii. To było dla mnie wielkie wyróżnienie i zaszczyt. Już wówczas podczas tego pierwszego niespodziewanego spotkania mogłem się przekonać jak wielkim szacunkiem jest darzony przez swoich współpracowników kard. Ratzinger. Na zakończenie Kardynał podszedł do mnie zapraszając do swojego biura na rozmowę, wyznaczając jednocześnie konkretną godzinę. Po tej rozmowie pokazano mi moje biuro i rozpocząłem pierwsze kroki w pracy w Kongregacji Nauki Wiary pod kierownictwem kard. Ratzingera, aż do czasu jego wyboru na papieża dnia 19 kwietnia 2005 r.

Współpraca z prefektem Kongregacji.
Czego mogłem się nauczyć będąc u boku tak wielkiego człowieka i „męża” Kościoła?

Mając łaskę bycia jednym z bliskich współpracowników kard. Ratzingera, mogłem uczyć się od niego przede wszystkim wielkiego człowieczeństwa. Kardynał jawił się każdemu z nas jako człowiek bardzo pokorny, wielkiego taktu i dobroci serca, zawsze opanowany, uśmiechnięty, dostrzegający ludzi obok siebie. Ponadto, imponował nam doskonałą pamięcią i zdolnością do syntezy. Uwidaczniało się to na cotygodniowych zebraniach piątkowych, zwanych „Il Congresso Particolare”. Czy przy tak dobrym człowieku odważyłby się któryś z nas na niewłaściwy stosunek do pracy? Odpowiem szczerze - nie. Dobrze wiedzieliśmy, że cenił u swoich współpracowników sumienność i staranność w pracy w duchu odpowiedzialności za Kościół. Wszystkich traktował dobrze, tak duchownych, jak i świeckich. Powiem więcej, stworzył w Kongregacji przepiękną atmosferę rodzinną jako dobry ojciec. Był dla nas przykładem i wielkim autorytetem. Do biura szło się z entuzjazmem i bez strachu, ponieważ darzył nas swoim zaufaniem i szacunkiem. Wszyscy rozumieliśmy dobrze, że pracując solidnie i kompetentnie u boku naszego Kardynała Prefekta służymy samemu Ojcu Świętemu i Kościołowi powszechnemu. On sam często mówił nam, zwłaszcza przy okazji składanych mu życzeń imieninowych, urodzinowych czy świątecznych, że jesteśmy jego rodziną. Powiedział nam to także wówczas, gdy odwiedził nas zaraz po wyborze na Stolicę Piotrową. O tej duchowej i rodzinnej więzi świadczy również to, że bardzo troszczył, aby każdego roku sprawować Mszę św. za swoich zmarłych poprzedników. Interesował się naszym losem i losem osób nam bliskich i zawsze starał się wychodzić nam naprzeciw w trudnych sytuacjach. Gdy zmarł ktoś bliski z rodziny któregoś z pracowników, Kardynał zawsze odprawiał Mszę św. w intencji zmarłego i jego rodziny.
Oprócz wielkiego człowieczeństwa, uderzało nas w nim przede wszystkim to, że był dla nas i pozostał człowiekiem głębokiej wiary i miłości do Kościoła, realizując w ten sposób hasło swojej biskupiej posługi: „Cooperatores Veritatis” - „Współpracownicy Prawdy”. To się ciągle dostrzegało, na każdym kroku, zwłaszcza, gdy pochylał się nad trudnymi kwestiami z pogranicza czystości doktryny wiary i obyczajów. Decyzje nigdy nie były podejmowane pochopnie i autorytatywnie. Sprawy przedkładane Kongregacji przez kardynałów, biskupów, księży czy wiernych świeckich były uprzednio konsultowane i rozpatrywane kolegialnie. Ostateczna decyzja kard. Ratzingera była decyzją przemyślaną i podejmowaną w służbie prawdzie i miłości do Kościoła i człowieka.

Reklama

„Sede Vacante”.
Wybór kard. Josepha Ratzingera na papieża. Pierwsze spotkanie z Benedyktem XVI

W czwartek, dwa dni przed śmiercią Papieża Jana Pawła II, Kardynał Prefekt zgromadził nas w kaplicy, aby sprawować wraz z nami Mszę św. w intencji Ojca Świętego. Po Mszy św. i adoracji spotkał się z nami, aby podzielić się ostatnim spotkaniem z umierającym Papieżem, prosząc jednocześnie abyśmy nie przestawali się modlić za Papieża. Następne dwa dni w pracy były bardzo ciężkie, ponieważ sercem i myślami byliśmy z umierającym Ojcem Świętym.
2 kwietnia, o godz. 21.37, rozmodleni ludzie na całym świecie dowiedzieli się w oficjalnym ogłoszeniu arcybiskupa substytuta Leonardo Sandri, że umiłowany Ojciec Święty Jan Paweł II odszedł do domu Ojca. Plac św. Piotra zamarł, grobowa cisza, a po chwili gorąca modlitwa z całonocnym czuwaniem. Nastąpił wakat na Stolicy Piotrowej. W poniedziałek, 4 kwietnia, kard. Ratzinger, straciwszy automatycznie urząd prefekta, poprosił sekretarza Kongregacji abp. Angelo Amato czy może wejść do swego biura, aby wziąć pewne materiały, które będą mu potrzebne na najbliższe spotkania z kardynałami. To kolejny dowód jak subtelnym człowiekiem, pełnym szlachetności i delikatności, był nasz Prefekt i jest nim dziś jako papież Benedykt XVI.
Jako dziekan kolegium kardynalskiego przewodniczył Mszy św. pogrzebowej Jana Pawła II, kongregacjom ogólnym przygotowującym do konklawe oraz Mszy św. na rozpoczęcie konklawe. Wszyscy byliśmy pod wrażeniem przepięknej homilii pogrzebowej wygłoszonej przez Kardynała. Kilka dni po pogrzebie miałem szczęście spotkać kard. Ratzingera na dziedzińcu naszej Kongregacji. Podziękowałem mu wówczas za głęboką homilię pogrzebową, która poruszyła wszystkich. Kardynał podziękował bardzo serdecznie ze te słowa, prosząc jednocześnie o modlitwę.
Chcę w tym miejscu powiedzieć, że w każdym z nas było wewnętrzne przekonanie, że to właśnie kard. Ratzinger zostanie następcą Jana Pawła II. Nie mieliśmy jednak odwagi powiedzieć wprost Kardynałowi, że jego współpracownicy modlą się w duchu, aby to on został papieżem.
Rozpoczęło się konklawe, znów przepiękna homilia wygłoszona przez kard. Ratzingera, a jednocześnie stanowcze zdemaskowanie relatywizmu etycznego i innych zagrożeń. Duch Święty tak pokierował sercami i umysłami kardynałów elektorów, że wybrali właśnie kard. Ratzingera następcą Jana Pawła II na Stolicy Piotrowej. Wybrali tego, który do końca umiłował Kościół Chrystusowy i przez całe życie wiernie mu służył w duchu i prawdzie.
Jako papież Benedykt XVI przybył do swojej „rodziny”, jak nas nazywał, następnego dnia po wyborze. Wraz z nim był także kard. Bertone oraz inni dostojnicy kościelni. To był niezapomniany dzień. Każdy mógł się spotkać z Papieżem, porozmawiać, złożyć życzenia i otrzymać jego błogosławieństwo. Czuliśmy się szczególnie wyróżnieni. Trudno jest wyrazić słowami to, co w tym dniu czuły nasze serca. Takich dni i spotkań z papieżem Benedyktem XVI w przeciągu minionego roku było wiele i napełniają mnie one wewnętrzną radością i swoistą satysfakcją, dodając otuchy i siły do codziennej sumiennej pracy w Stolicy Apostolskiej.

Pierwszy rok pontyfikatu

Patrząc dziś na posługę papieża Benedykta XVI łatwo można dostrzec, że nie jest ona oderwana od obranego kiedyś przed laty hasła jego biskupiego posługiwania: „Cooperatores Veritatis” - Współpracownicy Prawdy. Papież Benedykt XVI całe swe życie poświęcił prawdzie, jej poszukiwaniu i obronie przed licznymi zagrożeniami zarówno z zewnątrz, jak i z wewnątrz Kościoła i to stara się kontynuować jako Papież, idąc śladami swego umiłowanego poprzednika Jana Pawła II. W dotychczasowych wypowiedziach papieża Benedykta XVI widać ogromne zatroskanie o człowieka, o jego los, aby wytrwał mocny w wierze, aby relatywizm nie zniewolił człowieka oddzielając go od jedynej Prawdy, którą jest Chrystus. Człowiek staje się wolny tylko wówczas, gdy zobowiązuje się służyć jedynej Prawdzie. Jeszcze jako kardynał i prefekt Kongregacji Nauki Wiary wypowiedział znamienne słowa: „Wykonuję to, co wykonywać powinienem. Moim zadaniem nie jest budowanie wiary chrześcijańskiej dla siebie, lecz budowanie Kościoła dla Chrystusa”.
Benedykt XVI mówi zatem światu prawdę i świadczy o niej prostotą życia ewangelicznego. Ukazuje się to w posłudze osobistej miłości do Chrystusa, jak również poprzez wierną służbę Kościołowi. W okresie posoborowym i aż do dziś Kościół otrzymywał i otrzymuje wiele ofert, ale bardzo często zagmatwanych. Papież jest świadomy, że w Kościele dokonuje się polaryzacja opinii, dochodzi do stanowisk, które podważają fundamenty wiary i narażają na niebezpieczeństwo utraty tożsamości. Wśród podstawowych zadań Kościoła znajduje się zarówno otwarcie na odwieczną prawdę Bożą, objawioną w Chrystusie, jak i dialog z cywilizacją współczesną, uwzględniający jej dramaty i troskę o przyszłość. Mówił o tym nie będąc jeszcze papieżem.
Swoją pierwszą podróż zagraniczną z okazji Światowego Dnia Młodzieży, zaplanowaną jeszcze przez Jana Pawła II, Papież wykorzystał także na dialog międzyreligijny.
W pierwszym roku pontyfikatu Benedykta XVI widoczne są wysiłki na rzecz kontynuowania nauczania Soboru Watykańskiego II oraz kolejnych papieży okresu posoborowego. Posługa Papieża jest jakby na nowo ukazywaniem tego, co wiąże się zarówno ze św. Benedyktem i papieżem Benedyktem XV, jak i w szczególny sposób z Janem Pawłem II. Papież wskazuje na konieczność wielkiego poczucia odpowiedzialności ze strony chrześcijan za zbawczą misję Kościoła. W tym duchu zaprasza nas do podejmowania wielu działań i inicjatyw, aby w imieniu Chrystusa nauczać całej prawdy i według niej postępować na co dzień. Benedykt XVI tak Jan Paweł II, głośno woła „że tylko wtedy kiedy sami otworzymy się na Chrystusa może narodzić się odwaga prawdy i odwaga życia w prawdzie”. Już dziś Papież zaskakuje świat odwagą mówienia prawdy i służbą Prawdzie, podobnie jak Jan Paweł II.
W pierwszym roku pontyfikatu papież Benedykt XVI dał Kościołowi także dwa bardzo ważne dokumenty: Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego i encyklikę Deus Caritas est. Dając nam Kompendium Papież zaprasza nas do poznawania i pogłębiania prawd wiary oraz życia według ewangelicznych zasad. Poprzez encyklikę Deus Caritas est przypomina nam odwieczną prawdę, że „Bóg jest Miłością” i zaprasza nas do życia chrześcijańską miłością.
Na zakończenie mojego osobistego świadectwa pragnę życzyć wszystkim, aby pielgrzymka papieża Benedykta XVI w naszej Ojczyźnie przyniosła oczekiwane owoce i abyśmy trwali mocno w wierze. Szczęść Boże!
Fragment świadectwa wygłoszonego przez ks. prał. Krzysztofa Nykla w Wyższym Seminarium Duchownym w Łodzi 26-27 kwietnia 2006 r.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Biskup w oku cyklonu - rozmowa z biskupem Bergamo

2020-04-06 13:04

[ TEMATY ]

Włochy

koronawirus

Włodzimierz Rędzioch

Włodzimerz Rędzioch, korespondent "Niedzieli" rozmawia z bpem Francesco Beschim, duszpasterzem diecezji Bergamo w najbardziej dotkniętym epidemią regionie Włoch.

Włodzimierz Rędzioch: Epidemia koronawirusa bardzo dotknęła Lombardię, a zwłaszcza okolice Bergamo. Ekscelencja, jako biskup Bergamo musiał podejmować drastyczne i pod pewnymi względami niepopularne wśród wielu wiernych decyzje. Jak wyjaśnił Ksiądz Biskup ludziom, że kościoły muszą być zamknięte, że trzeba zrezygnować ze sprawowania sakramentów i tradycyjnego przeżywania wiary we wspólnocie?

bp Francesco Beschi: Odpowiedzialność za przestrzeganie przepisów porządku publicznego jest służbą dla dobra wspólnego. Kościoły nigdy nie zostały przez nas zamknięte, jedynie nie ma celebracji z ludem. Msze św. ciągle są odprawiane, tylko kapłan celebruje je sam, bez ludu. W tym Wielkim Poście prosiliśmy nasze wspólnoty o post, o którym nigdy wcześniej byśmy nie pomyśleli - post od Eucharystii! Ale jak mówi się o osobie, którą kochasz i której nie widzisz przez pewien czas – jej nieobecność staje się podwójną obecnością. Być może bardziej doceniamy wartość daru, który zbyt często uważaliśmy za coś pewnego i za należne nam prawo. Ponadto zrozumiemy, że Bóg nie postępuje zgodnie z logiką mediów społecznościowych, gdzie liczy się liczba „followers” - Msza św. nie jest przecież warta więcej, jeśli uczestniczy w niej wiele osób. Kiedy kapłan celebruje sam, to nie oznacza, że nie ma wiernych – odprawia z nimi i dla nich.

Zwykle to my idziemy do Boga, a czy to nie jest piękne, jeśli pomyślimy, że teraz Bóg przychodzi do nas? Jesteś w domu i zdajesz sobie sprawę, że ksiądz, sam przed Bogiem, myśli o tobie.

W tej chwili istnieje wielka potrzeba bliskości. Ta konieczność wywołała imponującą solidarność. Solidarność zrodziła poczucie bliskości. Chorzy przede wszystkim oczekują bliskości tych, którzy ich leczą, a widzę tu ogromną ofiarność ze strony lekarzy, pielęgniarek i innych pracowników.

- W jaki sposób Ksiądz Biskup pomaga świeckim w przeżywaniu wiary w tych szczególnych czasach?

- Dałem wspólnocie chrześcijańskiej dwa dary, które należą do tradycji i doktryny Kościoła. Pierwszym z nich jest „votum sacramenti”, czyli wyznanie pragnienia: w chwili, gdy nie ma dostępu do sakramentu, wierny, głęboko skruszony za swoje grzechy, może skierować prośbę o przebaczenie do Pana Boga poprzez modlitwę pokutną, obiecując przystąpić do sakramentu jak najszybciej, kiedy to będzie możliwe, i w ten sposób Pan mu przebacza. Potem wskazałem całej diecezji, że każdy chrześcijanin może z łaski chrztu udzielać błogosławieństwa: ojciec może pobłogosławić swoje dzieci, matka może pobłogosławić swoich bliskich, dziadkowie mogą pobłogosławić ich wnuki, ale w przypadku cierpienia szczególnie ważne jest, aby dzieci i wnuki mogły pobłogosławić swoich bliskich.

Z delikatnością i szacunkiem zwróciłem się też z prośbą do lekarzy i pielęgniarek - bardzo często w tych dniach widzą, jak ludzie umierają w samotności, więc jeśli dostrzegliby takie pragnienie u chorego, ich ręce mogłyby również ofiarować błogosławieństwo Pana. Kapłani w parafiach starają się dotrzeć do chorych, ale problem nie polega na tym, że nie możemy się ruszać. Natomiast istnieje obawa o infekcję. Nie chodzi tu o samego kapłana, ale raczej o to, by nie roznosić wirusa razem z Panem Jezusem. Kapłan może być zarażony, i mimo braku objawów choroby może zarażać, a w ten sposób wirus rozprzestrzeniałby się coraz bardziej. Dlatego zalecana jest także ostrożność w pracy duszpasterskiej.

- Czy w tej wyjątkowej sytuacji zachęca Ekscelencja do innowacyjnych metod duszpasterskich?

- Moja diecezja ma około 400 parafii i dostrzegam różnorodne, kreatywne pomysły, aby ukazać bliskość kapłana. Parafie zaczęły działać w sieciach społecznościowych, z celebracjami dostępnymi w streamingu, z propozycjami filmów i tekstów na czacie. Sama Kuria udostępnia materiały pomocnicze na stronach internetowych www.diocesibg.it i www.oratoribg.it, w szczególności dla dzieci pozostających w domu.

Diecezja zobowiązała się również do przyjmowania w niektórych swoich strukturach osób, które są wypisywane ze szpitali i muszą poddać się kwarantanni, a nie mogą mieszkać w swoich domach, ponieważ inni członkowie rodziny są zmuszeni do pozostania w mieszkaniu. Uruchomiliśmy również poradnię telefoniczną dla wsparcia duchowego i psychologicznego z siedemdziesięcioma kapłanami, zakonnikami i zakonnicami, świeckimi, w tym psychologami.

W ten sposób chcemy wspierać rodziny, które doświadczają szczególnie bolesnych sytuacji z powodu choroby lub śmierci bliskich, ale także pielęgniarki, lekarzy, tych wszystkich, którzy heroicznie pracują na różne sposoby w tej sytuacji. Dysponujemy też pocztą elektroniczną, gdzie rodziny mogą przesłać swoje intencje modlitewne, które następnie przekazywane są zakonnicom klauzurowym. Robimy to wszystko, aby ludzie poczuli i uświadomili sobie, że Bóg jest z nami także w czasie próby, że nas nie opuszcza.

- Wielu kapłanów diecezji Bergamo zachorowało i zmarło. Dlaczego tak wielu? Czy to rezultat ich bliskości z wiernymi?

- Od 6 marca do końca miesiąca zmarło na wirusa 25 księży, a około 20 zostało hospitalizowanych, niektórzy są w bardzo poważnym stanie. To także jest przejaw wielkiego poświęcenia. Dla pocieszenia muszę dodać, że stan sześćdziesięciu kapłanów znacznie się poprawił, a niektórzy już opuścili szpital. Podzielamy nasz ból z bólem naszych wspólnot, w których jest wielu zarażonych, chorych i zmarłych.

Niestety, tutaj zgony mnożą się i na razie nie zmniejszają się, ale nawet rosną. W szpitalach umierają ludzie, którzy są w poważnym stanie. Wielu jednak umiera w swoich domach i nie figurują w oficjalnych statystykach. Doprawdy nie wiemy już, gdzie umieszczać zmarłych. Niektóre kościoły są również używane do tego - jest to gest życzliwości wobec ludzi, którzy umierają w samotności, gdyż inaczej ich ciała prawdopodobnie pozostałyby w magazynach.

- Dla Ekscelencji musi być to bardzo trudny czas, szczególnie gdy te dramaty dotykają kapłanów, dla których biskup jest ojcem...

- Temu wszystkiemu co się dzieje towarzyszą bardzo głębokie uczucia. Dzwonił do mnie odbywający kwarantannę ksiądz, który stracił ojca. Również jego mama przebywa sama w kwarantannie w innym domu, podobnie jak i jego bracia. Nie będzie więc pogrzebu, a zwłoki ojca zostaną zabrane na cmentarz i pochowane - nikt nie będzie mógł uczestniczyć w tym geście miłosierdzia ludzkiego i chrześcijańskiego, który teraz, gdy go brak, okazuje się tak ważny. Ponadto, gdy pacjent jest zabierany z domu karetką i hospitalizowany na oddziale chorób zakaźnych lub intensywnej terapii, członkowie rodziny nie mogą go zobaczyć ani usłyszeć, nie mogą nawet z nim rozmawiać przez telefon. Ból jest ogromny.

- Jakich rad udziela Ksiądz Biskup swoim kapłanom w tym trudnym okresie?

- Jestem w stałym kontakcie ze wszystkimi moimi kapłanami i przesyłam im zapewnienia o ojcowskiej miłości, bliskości, wsparciu, ale także refleksje i wskazówki, jak wspólnie stawić czoła sytuacji. Jest nas wielu, ponad 700, dlatego kanały dojścia do nich są różne, ale chcę dotrzeć do wszystkich. Najważniejsza jest zawsze wdzięczność, miłość, wsparcie, które staje się modlitwą i błogosławieństwem.

Wyczuwam, jak żyją nasze wspólnoty pośród tak wielu ograniczeń, dzięki ich wierze, ich posłudze i pasji duszpasterskiej. Jestem przekonany, że niedostatki, których doświadczamy, otwierają nasze serca na światło i siłę Ducha Świętego, który wprowadza nas na nowe drogi, nowe formy działania, nowe możliwości. Nie możemy się bać ani zachowywać nadmiernej dyskrecji w dzieleniu się naszymi doświadczeniami ze światem. Powinna nas zadziwiać wyobraźnia Ducha Świętego oraz odwaga i poświęcenie jego duchownych. Księża, którzy zmarli, pobudzają nas do jeszcze większego poświęcenia się Panu i człowiekowi.

- Teraz wielu chorych cierpi i umiera z dala od ciepła rodziny i przyjaciół, wspomaganych tylko przez personel medyczny. O co w tym okresie prosi Ekscelencja lekarzy i pielęgniarki?

- Już w pierwszych dniach „burzy”, widząc ich heroizm i szlachetność, poczułem potrzebę przesłania na telefony komórkowe wszystkich lekarzy i pielęgniarek, pracowników służby zdrowia i osób zaangażowanych w opanowanie tej sytuacji kryzysowej, jak policjantów i urzędników administracji, mojego przesłania z błogosławieństwem i zapewnieniem o modlitwie. Chcę jednak pamiętać także o tych wszystkich, którzy w ciszy i anonimowości gwarantują dziś niezbędne usługi.

- Czy teraz, w czasie kryzysu spowodowanego pandemią można myśleć o przyszłości?

- Przeszliśmy przez wiele kryzysów. Kryzys gospodarczy i finansowy nie był żartem. Kryzys środowiskowy nie jest żartem. Istnieje także kryzys kościelny. Wiele razy mówiliśmy: nie będzie już tak, jak wcześniej, musimy uczyć się na błędach, nie wolno nam ich powtarzać.

Pytanie brzmi: czy jesteśmy gotowi się uczyć? Rodziny staną w obliczu poniesionych strat, pustych miejsc pozostawionych po zmarłych. Nie mam odpowiedzi co do przyszłości ale są dwa decydujące elementy niezbędne do wyjścia z obecnej sytuacji: solidarność międzyludzka oraz osobista odpowiedzialność każdego z nas. Jeśli staniemy się bardziej „dojrzali”, to ta straszna historia wyda przynajmniej owoc.

CZYTAJ DALEJ

Wielkanoc u pani Haliny Żak

2020-04-07 12:29

Anna Majowicz

- W ostatnim tygodniu przed Wielkanocą zabijano prosię. Nadziewane mięsem i kaszą gryczaną było głównym posiłkiem Wielkanocnej uczty – mówi pani Halina Żak, mama sławnego Cezarego Żaka.

Izba Pamięci w Brzegu Dolnym to miejsce prowadzone przez Stowarzyszenie Osadników Ziemi Dolnobrzeskiej, od lat gromadzi pamiątki, dokumenty, zdjęcia, wspomnienia i różnego rodzaju przedmioty mające wartość historyczną związaną z przedwojennymi, wojennymi i powojennymi losami ludzi, których wiatr historii rzucił po II wojnie światowej na tzw. Ziemie Odzyskane, w tym przypadku na ziemię dolnośląską. Stowarzyszenie powstało z inicjatywy pani Haliny, która aż do 2018 r. pełniła funkcję prezesa.

Ta niezwykle serdeczna kobieta nie miała lekkiego życia. Urodziła się na Kresach, w Domaszewiczach (dzisiejsza Białoruś) w rodzinie Bułynko. Gdy miała zaledwie 1,5 roku została zesłana z rodziną na Sybir. Wyjechała razem z dwiema starszymi siostrami: Marią i Janiną oraz matką Stanisławą, która była wówczas w ciąży. Ojca Jana (który był legionistą Piłsudskiego) nie zdążyła poznać, bo gdy został aresztowany przez Rosjan słuch po nim zaginął. Na Sybirze spędziła 4 lata swojego bardzo młodego życia. Przyjechała do Polski jako sześcioletnia dziewczynka, niewiele więc pamięta z wojennej tułaczki. Niektóre jednak epizody, które silnie wpłynęły na jej dziecięcą  psychikę, pamięta do dziś.

– Był luty 1946 r., gdy przyjechaliśmy transportem z Syberii do Brzegu Dolnego. Pamiętam, że razem z moim czteroletnim bratem nie mogliśmy doczekać się pierwszych świąt w kraju – wspomina Halina Żak. Sybiraczka na stałe osiedliła się w Brzegu Dolnym. Wyszła za mąż za Michała Żaka i urodziła mu dwóch synów: Cezarego (popularnego aktora, znanego m.in. z roli w kultowym serialu ,,Miodowe Lata”) oraz Arkadiusza.

Halina Żak nie pamięta świąt na Kresach, ale wiele o nich dowiedziała się z opowieści mamy i sióstr.

- Święta Wielkanocne to wyjątkowy czas. Na Wschodzie od środy popielcowej obowiązywał ścisły post w środy i w piątki, a wstrzemięźliwość od mięsa trwała cały tydzień. Tylko w niedzielę jadło się mięso. Ponieważ najbliższy kościół znajdował się w Baranowiczach (7km od naszego miejsca zamieszkania), nabożeństwa Drogi Krzyżowej odprawialiśmy w domu. Wieczorami śpiewało się pieśni takie jak ,,Wiatr w przelocie”, ,,Dobranoc” czy ,,Biedny kto Ciebie....”. Parę tygodni przed świętami marynowano i bejcowano mięsa na szynki. W ostatnim tygodniu przed Wielkanocą zabijano prosię. Nadziewane mięsem i kaszą gryczaną było głównym posiłkiem wielkanocnej uczty. Stawiano je na środku stołu (nakrytego białym obrusem i udekorowanego barwinkiem i bukszpanem), dookoła leżały pisanki, obok cukrowy baranek z chorągiewką biało – czerwoną i napisem ,,Alleluja”. Święta rozpoczynała rezurekcja o 6 rano. Po niej śniadanie wielkanocne. Dzielono się jajkiem i składało życzenia, a dzieci mówiły wierszyki, które układał brat mojej mamy – Kazimierz Kaczmarek, katecheta, żołnierz Armii Andersa. Pierwszego dnia świąt nie odwiedzało się rodziny i znajomych, nie wolno było nic robić (sprzątać, czy gotować). Co innego drugiego dnia – odwiedzano się i tradycyjnie oblewano wodą!

Wiersze wielkanocne, które układał wuj Haliny Żak, na stałe wpisały się w tradycje wielkanocne rodziny. Na pamięć znają je dziś wnuki sybiraczki:

,,Jutro będzie Wielkanoc, babki w piecu włożone,

gotują się kiełbasy i mieć będzie święcone.

Przyjdzie rano ksiądz proboszcz i poświęci stół cały,

także domek pokropi, by się dziadki chowały.

Tak się zrobi wesoło i słoneczko zaświeci,

ach już nie ma powiadam, jak Wielkanoc dla dzieci”.


,,Cukrowy baranek ma złociste różdżki, pilnuje pisanek, na łące rzeżuszki.

A gdy nikt nie widzi, chorągiewką buja i cichutko beczy święte Alleluja! ”

CZYTAJ DALEJ
E-wydanie
Czytaj Niedzielę z domu

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję