Reklama

Jan Paweł II w Japonii

2019-11-19 14:59

Dotota Hałasa (KAI Tokio) / Tokio

Adam Bujak/Arturo Mari/ Biały Kruk

Przy okazji zbliżającej się duszpasterskiej wizyty papieża Franciszka w Japonii media przypominają mającą miejsce 38 lat temu pielgrzymkę św. Jana Pawła II. Papież Polak był pierwszym biskupem Rzymu, który odwiedził w dniach 23-26 lutego 1981 r. Tokio, Nagasaki i Hiroszimę. Była to wówczas jego najdłuższa pielgrzymka i do niej odwołują się przed drugą wizytą papieską media katolickie i niekatolickie, wierni oraz sami organizatorzy wizyty papieża Franciszka.

Odpowiedzialni za przygotowanie wizyty Franciszka prezentują filmy z wizyty Jana Pawła II. Katolickie portale internetowe, w tym portal diecezji Nagasaki, najbardziej katolickiej części Japonii, zamieszczają artykuły i filmy z wizyty papieża Polaka.

Jan Paweł II był w Japonii długo oczekiwanym Następcą św. Piotra. Zaskarbił sobie sympatię Japończyków przede wszystkim tym, że mówił płynnie po japońsku. Celebrował Msze św. oraz wygłosił po japońsku 13 homilii i przemówień. Przybył do Japonii głównie po to, aby przed planowaną kanonizacją, osobiście poznać misyjne dzieło św. Maksymiliana Marii Kolbe, misjonarza, który w 1931 roku wybudował w Nagasaki japoński Niepokalanów. Ojciec Święty chciał poznać kraj, w którym o. Maksymilian pracował i chciał złożyć hołd dziesiątkom tysięcy męczenników, którzy oddali życie za wiarę.

Nauka japońskiego

Reklama

Choć katolicy stanowią zaledwie 0,3 procent Jan Paweł II postanowił nauczyć się mówić po japońsku. 3 grudnia 1980 roku, czyli we wspomnienie św. Franciszka Ksawerego, który w 1549 r. dotarł z nauką Chrystusa do Japonii, papież wezwał do siebie w Watykanie japońskiego franciszkanina konwentualnego o. Fidelisa Tatsuya Nishiyamę. O. Fidelis pracował w japońskiej sekcji Radia Watykańskiego i był wychowankiem franciszkańskiego seminarium założonego w Nagasaki przez o. Maksymiliana M. Kolbe.

O. Fidelis wspominał, że ze względu na wiele zajęć Jan Paweł II mógł się uczyć japońskiego tylko podczas kolacji. Po tygodniu nauki postanowił, że będzie po japońsku odprawiał prywatne Msze św.

13 stycznia 1981 roku celebrował w Watykanie Mszę po japońsku, na którą zaprosił osoby duchowne i świeckich z Japonii oraz osoby, które kiedyś w Japonii mieszkały.

Pielgrzym pokoju

W przemówieniu powitalnym w Tokio 23 lutego 1981 r. Jan Paweł II powiedział: „Przybywam do Japonii jako pielgrzym pokoju, przynosząc wam przesłanie przyjaźni i szacunku. Chciałbym każdemu mieszkańcowi tego kraju przekazać płynące z serca wyrazy uznania i miłości.” Papież pobłogosławił Japonię słowami: „Niech Pan Bóg hojnie obdarzy Japonię szczególnym błogosławieństwem.”

Program pielgrzymki Papieża był bardzo napięty. W dniu przyjazdu Jan Paweł II spotkał się z duchownymi w katedrze pw. Najświętszej Maryi Panny w Tokio, a potem w centrum katolickim z bratem Zenonem Żebrowskim, który przybył do Nagasaki 24. kwietnia 1930 r. z o. Kolbe i całe życie spędził jako misjonarz w Japonii. Br. Zeno przeżył w Nagasaki wybuch bomby atomowej. Później w całej Japonii, w tym w Tokio, zajmował się pomocą najbardziej potrzebującym, szczególnie sierotom i dzieciom ulicy.

Spotkanie z br. Zenonem, zwanym w Japonii „Zeno”, (od japońskiego słowa wszechmocny) było szczególnym życzeniem Jana Pawła II. Papież powiedział, że gdyby schorowany, 87-letni wówczas, zakonnik nie mógł przybyć na spotkanie z nim, jest gotowy sam odwiedzić go w szpitalu w mieście Kiyose w aglomeracji Tokio.

Ojciec Święty pochylił się nad siedzącym na wózku inwalidzkim br. Zenonem i głaszcząc jego rękę powiedział: „Jestem papieżem, papieżem z Polski”. „Kiedy przyjechałeś do Japonii?” - pytał. „Przyjechałeś z o. Maksymilainem Kolbe?” Br. Zenon, który nosił długą siwą brodę, symbol misjonarza, był tak wzruszony spotkaniem z polskim Papieżem, że płakał jak dziecko i powtarzał tylko: „Papież, papież” i nie mógł nic więcej powiedzieć. Br. Zenon zmarł w Tokio w następnym roku 24. kwietnia, w rocznicę swojego przybycia do Japonii z o. Kolbe. Przeżył w Japonii jako misjonarz 52 lata.

Spotkanie z młodymi

Na stadionie Budokan w Tokio, Jan Paweł II spotkał się 24 lutego młodzieżą i z ludźmi niepełnosprawnymi. Papież podszedł do każdego z siedzących na wózku inwalidzkim i przywitał uściskiem. Mówił młodym o celu życia, o miłości, pokoju, nadziei i o przyszłości. „Moi kochani, żyjecie w świecie wspaniałego postępu technicznego. Jesteście otoczeni rzeczami, które czynią wasze życie wesołym, ciekawym i łatwiejszym. Jednak postęp nie wypełnia ludzkich potrzeb tylko w taki sposób. Nie przyniesie pokoju waszym sercom. Istnieje wręcz niebezpieczeństwo, że towarzyszący współczesnemu postępowi materializm, wygodnictwo i egoistystyczny styl życia w pewnym momencie wejdą na dobre do życia codziennego i zniszczą te wartości duchowe i moralne, które przynoszą prawdziwe zadowolenie i spełnienie. Kochana młodzieży japońska, z całego serca apeluję do was, abyście nie ulegali pokusie egoizmu! Otwórzcie szeroko serca na życie duchowe i na świat! Weźcie za ręce młodzież z innych krajów świata i budujcie świat jutra! Tak, kochani młodzi Japończycy! Z Bożą pomocą, przyszłość leży w waszych rękach. Przyszłość należy do was” - mówił Jan Paweł II.

W każdym miejscu, które odwiedził papież w Tokio, w Hiroszimie i w Nagasaki wygrawerowane są słowa, które Jan Paweł II w tym miejscu wypowiedział. Przed katedrą w Hiroszimie oraz w każdym miejscu, które odwiedził w Nagasaki, stoi popiersie lub tablica pamiątkowa poświęcona papieżowi z Polski.

Dorota Hałasa

(Tłumaczenie z japońskiego fragmentów przemówień i homilii Jana Pawła II oraz innych tekstów japońskich - Dorota Hałasa)

Tagi:
Jan Paweł II Japonia

O. Janociński: japoński maraton sędziwego proroka

2019-11-26 17:01

Beata Zajączkowska/vaticannews.va / Tokio (KAI)

Japończycy określili wizytę Franciszka maratonem. Z troską myśleli o tym, jak co bądź sędziwy papież poradzi sobie z tak napiętym programem. Cały czas trwała modlitwa w intencji Ojca Świętego.

YouTube

„Papież doświadczył piękna japońskiego Kościoła i zobaczył jego wielokulturowe oblicze. Myślę, że nie tylko zostawił nam ważne przesłanie, ale wyjechał stąd umocniony wiarą Japończyków” – wskazuje na to o. Paweł Janociński, dominikanin posługujący w tym kraju ponad 40 lat.

„Ta wizyta miała dwie ważne płaszczyzny. Pierwsza jest ogólnojapońska, czy wręcz ogólnoświatowa. Największe gazety pisały o tym, że Papież przyniósł przesłanie pokoju, zachęcał, żeby zerwać ze zbrojeniem i przeznaczyć te pieniądze na programy dla biednych i potrzebujących. To są sprawy ogólnoludzkie. On jest prorokiem – mówi papieskiej rozgłośni o. Janociński. – To samo kwestie ekologiczne, które w Japonii są też dużym problemem. Chodzi przecież o rabunek tego, co Bóg nam dał, w sposób niekontrolowany, jeśli kierujemy się chciwością. On też tę kwestię bardzo mocno podkreślił. Druga ważna rzecz, to fakt, że przez te dni Franciszek był mocno pokazany w najróżniejszych mediach, a przez niego także Kościół. Nawet jadąc metrem można było oglądać informacje o papieskiej podróży. Nawet w gazecie sportowej, która głównie publikuje wyniki meczy bejsbolowych i gonitw koni, znalazłem dziś artykuł na całą stronę o Franciszku, zatytułowany «Papieski maraton». Ten przekaz docierał do zwykłych ludzi i to jest ważne”.

Polski dominikanin podkreśla, że papieska wizyta była zastrzykiem Ducha Świętego dla Kościoła w Japonii, mocnym bodźcem do podjęcia ewangelizacji. „Franciszek przypomniał nam też mocno o konieczności większej troski o ludzi młodych, których życie w Japonii jest bardzo trudne” – mówi o. Janociński.

„Papież dużo mówił o ochronie życia, o potrzebie mądrości w podejściu do pracy. Mnie najbardziej uderzyły jego słowa wypowiedziane do młodzieży. Nazwał po imieniu problemy, z jakimi na co dzień borykają się młodzi Japończycy. Oni zasługują na poświęcenie im czasu i uwagi w sposób mądry i Franciszek to zrobił – powiedział Radiu Watykańskiemu polski dominikanin. – Mówił m.in. o mobbingu, o potwornej samotności wynikającej też z braku wiary. Papież wprost tego tak nie nazwał, ale pokazywał, że Pan Bóg dopełnia wszystkiego, czego nam brakuje, ale trzeba się trochę otworzyć. Takie rzeczy ktoś musi powiedzieć i on to zrobił w mądry sposób. Mówiąc o problemach pokazał młodym jednocześnie, gdzie mogą znaleźć rozwiązanie. Franciszek był narzędziem, powiedziałbym wręcz prorokiem. Prorok musi powiedzieć, a dalej już Duch Święty działa i nasza modlitwa. Jego posłanie było bardzo ważnym krokiem we właściwym kierunku. Myślę tu szczególnie o młodych ludziach”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dzieją się cuda

2019-06-12 09:02

Jolanta Marszałek
Niedziela Ogólnopolska 24/2019, str. 20-21

Od kilku miesięcy w parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu znajdują się relikwie św. Szarbela z Libanu. I dzieją się cuda. Ludzie doznają wielu łask, także uzdrowienia. Jedną z uzdrowionych jest Barbara Koral – żona Józefa, potentata w branży produkcji lodów, i matka trójki dzieci. Cierpiała na raka trzustki, po którym nie ma śladu. 17 maja br. publicznie podzieliła się swoim świadectwem

Wikipedia

W październiku ub.r. wykryto u mnie nowotwór złośliwy trzustki – opowiada Barbara Koral. – Przeżyłam szok. Ale głęboka wiara i ufność w łaskawość Boga wyjednały mi pokój w sercu. Leżałam w szpitalu w Krakowie przy ul. Kopernika, nieopodal kościoła Jezuitów. Dzieci i mąż byli ze mną codziennie. Modliliśmy się do Jezusa Przemienionego za wstawiennictwem św. Jana Pawła II oraz św. Szarbela. Zięć Piotr przywiózł od znajomego księdza płatek nasączony olejem św. Szarbela. Codziennie odmawialiśmy nowennę i podczas modlitwy pocierałam się tym olejem. Czułam, że mając św. Szarbela za orędownika, nie zginę – wyznaje.

Przypadek beznadziejny

Operacja trwała ponad 6 godzin. Po otwarciu jamy brzusznej większość lekarzy odłożyła narzędzia i odeszła od stołu, stwierdziwszy, że przypadek jest beznadziejny. Jednak profesor po kilku minutach głębokiego namysłu wznowił operację. Usunął raka. Operacja się udała.

– Byłam bardzo osłabiona – opowiada p. Barbara – tym bardziej że 3 tygodnie wcześniej przeszłam inny zabieg, również w pełnej narkozie. Nic nie jadłam i czułam się coraz słabsza.

W trzeciej dobie po operacji chora dostała wysokiej gorączki, dreszczy. Leżała półprzytomna i bardzo cierpiała. – Momentami zdawało mi się, że ktoś przecina mnie piłą na pół. Zwijałam się wtedy w kłębek i modliłam cichutko do Pana Boga z prośbą o pomoc w cierpieniu i ulgę w niesieniu tego krzyża.

Lekarze robili, co mogli. Podawali leki w zastrzykach, kroplówkach, by wzmocnić chorą. Nic nie działało. Pobrano krew na badanie bakteryjne. Okazało się, że jest zakażenie bakterią szpitalną, bardzo groźną dla organizmu. Zdrowe osoby zakażone tą bakterią mają 50-procentową szansę na przeżycie. Chorzy w stanie skrajnego wycieńczenia są praktycznie bez szans.

Zawierzenie Bogu

– Rozmawiałam z Bogiem – opowiada p. Barbara. – Pytałam Go, czy po tym, jak wyrwał mnie ze szponów śmierci w czasie operacji, teraz przyjdzie mi umrzeć. Prosiłam z pokorą i ufnością: „Panie Jezu, nie wypuszczaj mnie ze swoich objęć. Uzdrów mnie, kochany Zbawicielu”. Całym sercem wołałam w duchu: „Jezu, zawierzam się Tobie, Ty się tym zajmij!”.

W tym czasie parafia pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu, do której należy rodzina Koralów, czekała na relikwie św. Szarbela (relikwie pierwszego stopnia – fragment kości). Przywiózł je z Libanu poprzedni proboszcz – ks. Andrzej Baran, jezuita, który był tam na pielgrzymce wraz z kilkoma parafianami. Zawieźli też spontanicznie zebraną przez ludzi ofiarę dla tamtejszych chrześcijan. Wiadomo bowiem, że św. Szarbel jest szczególnie łaskawy dla tych, którzy modlą się za Liban. Relikwie, zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem, miały trafić do ks. Józefa Maja SJ w Krakowie. On zgodził się przekazać je do Nowego Sącza i osobiście je tam w styczniu br. zainstalował.

Interwencja św. Szarbela

– W dniu, w którym pojechałem po relikwie do Krakowa – opowiada ks. Józef Polak, jezuita, proboszcz parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu – wstąpiłem do naszej WAM-owskiej księgarni, żeby nabyć jakąś pozycję o św. Szarbelu, bo przyznam, że sam niewiele o nim wiedziałem. Wychodząc z księgarni, spotkałem Józefa Korala z córką. Wiedziałem, że p. Barbara jest bardzo chora. Opowiedzieli mi, że wracają ze szpitala i że sytuacja jest bardzo poważna. Relikwie miałem ze sobą od dwóch godzin. Niewiele się zastanawiając, poszliśmy na oddział.

– W pewnym momencie usłyszałam głos męża – opowiada p. Barbara. – Bardzo mnie to zdziwiło, bo przecież był u mnie przed chwilą i razem z córką poszli do kościoła obok szpitala na Mszę św. Po chwili zobaczyłam męża i córkę. Już nie byli przygnębieni i smutni. Twarze rozjaśniał im szeroki uśmiech. Razem z nimi był ksiądz proboszcz Józef Polak. Przyniósł ze sobą do szpitala relikwie św. Szarbela...

Ksiądz wraz z obecnymi odmówił modlitwę do św. Szarbela. Następnie podał chorej do ucałowania relikwiarz. – Już w trakcie modlitwy nie czułam bólu – wyznaje p. Barbara. – Stałam się bardziej przytomna. Kiedy ucałowałam kości św. Szarbela, nie myślałam, czy to będzie uzdrowienie – ja byłam tego pewna. Nie mam pojęcia, skąd się wzięła ta pewność.

Święty kontra bakterie

– Gdy wchodziłem do szpitala – opowiada ks. Polak – wiedziałem, że na oddziale jest jakieś zakażenie. Podałem p. Barbarze relikwiarz do ucałowania. Zobaczyła to pielęgniarka. Wyjęła mi relikwiarz z ręki, spryskała go jakimś środkiem i włożyła pod wodę. „Co pani robi?” – zapytałem. „Muszę to zdezynfekować”. „Ale on nie jest wodoszczelny” – wyjaśniłem, nie wiedząc, że chodzi jej o to, by zewnętrzne bakterie się nie rozprzestrzeniały. To był koniec wizyty.

Następnego dnia rano okazało się, że na oddziale bakterii już nie było. To był kolejny „cud” św. Szarbela. Badania z krwi potwierdziły, że również chora nie ma w sobie bakterii. Lekarze w zdumieniu patrzyli na wyniki. Dla pewności powtórzyli badania.

– Byłam zdrowa – opowiada p. Barbara. – Powoli zaczęłam nabierać siły i radości życia. Cała moja rodzina i przyjaciele, którzy byli ze mną w czasie choroby, którzy wspierali mnie modlitwą i dobrym słowem, są wdzięczni św. Szarbelowi. Błogosławimy go za to, że się mną zajął, że uprosił dla mnie u Boga Wszechmogącego łaskę uzdrowienia. Bogu niech będą dzięki i św. Szarbelowi!

Wiara w orędownictwo

W parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu w trzecie piątki miesiąca o godz. 18 odprawiana jest Msza św. z modlitwą o uzdrowienie, następnie mają miejsce: adoracja, błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem, namaszczenie olejem św. Szarbela i ucałowanie relikwii świętego. Wielu ludzi przychodzi i prosi o jego wstawiennictwo. Św. Szarbel jest niezwykle skutecznym świętym, wyprasza wiele łask, pokazuje, że pomoc Boga dla ludzi, którzy się do Niego uciekają, może być realna. – Nie ma jednak żadnej gwarancji, że ten, kto przyjdzie do św. Szarbela, będzie natychmiast uzdrowiony – przyznaje ks. Józef Polak. – Czasami to działanie jest inne. Łaska Boża działa według Bożej optyki, a nie naszych ludzkich życzeń. Święci swoim orędownictwem mogą ludzi do Kościoła przyciągać i to czynią, także przez cuda. Wystarczy popatrzeć, jak wiele osób uczestniczy w Mszach św. z modlitwą o uzdrowienie.

* * *

Ojciec Szarbel Makhlouf

maronicki pustelnik i święty Kościoła katolickiego. Żył w XIX wieku w Libanie

23 lata swojego życia spędził w pustelni w Annaja. Tam też zmarł.

Po pogrzebie o. Szarbela miało miejsce zadziwiające zjawisko. Nad jego grobem pojawiła się niezwykła, jasna poświata, która utrzymywała się przez wiele tygodni. Łuna ta spowodowała, że do grobu pustelnika zaczęły przybywać co noc rzesze wiernych i ciekawskich. Gdy po kilku miesiącach zaintrygowane wydarzeniami władze klasztoru dokonały ekshumacji ciała o. Szarbela, okazało się, że jest ono w doskonałym stanie, zachowało elastyczność i temperaturę osoby żyjącej i wydzielało ciecz, którą świadkowie określali jako pot i krew. Po umyciu i przebraniu ciało o. Szarbela zostało złożone w drewnianej trumnie i umieszczone w klasztornej kaplicy. Mimo usunięcia wnętrzności i osuszenia ciała zmarłego dalej sączyła się z niego substancja, która została uznana za relikwię. Różnymi sposobami próbowano powstrzymać wydzielanie płynu, ale bezskutecznie.

W ciągu 17 lat ciało pustelnika było 34 razy badane przez naukowców. Stwierdzili oni, że zachowuje się w nienaruszonym stanie i wydziela tajemniczy płyn dzięki interwencji samego Boga.

W 1965 r., pod koniec Soboru Watykańskiego II, o. Szarbel został beatyfikowany przez papieża Pawła VI, a 9 października 1977 r. – kanonizowany na Placu św. Piotra w Rzymie. Kilka miesięcy przed kanonizacją jego ciało zaczęło się wysuszać.

Od tej pory miliony pielgrzymów przybywają do grobu świętego, przy którym dokonują się cudowne uzdrowienia duszy i ciała oraz nawrócenia liczone w tysiącach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bydgoszcz: akcja Caritas i policji „Bezpieczeństwo ze Świętym Mikołajem”

2019-12-09 15:45

jm / Bydgoszcz (KAI)

Kilka tysięcy dzieci z województwa kujawsko-pomorskiego wzięło udział w akcji „Bezpieczeństwo ze Świętym Mikołajem”, którą w bydgoskiej Hali Sportowo-Widowiskowej „Łuczniczka” zorganizowały Caritas Diecezji Bydgoskiej i Komenda Wojewódzka Policji w Bydgoszczy.

Materiał prasowy

Ideą przedsięwzięcia jest aktywizacja dzieci dotkniętych różnymi problemami oraz zapewnienie im niecodziennej rozrywki i zabawy, połączonych z edukacją na temat bezpieczeństwa i pozytywnych form spędzania wolnego czasu. – Nasze spotkanie w tym miejscu ma przede wszystkim aspekt edukacyjny. Spędzając ze sobą czas, mówimy przede wszystkim, jak ważne jest bezpieczeństwo, które ma pozwolić, by dziecko jak najdłużej mogło cieszyć się beztroską – powiedział ks. prałat Wojciech Przybyła.

Organizatorzy dotarli wcześniej z upominkami do dzieci, które przebywały na oddziałach Wojewódzkiego Szpitala Dziecięcego im. Józefa Brudzińskiego w Bydgoszczy. – Najważniejszy jest uśmiech dzieci – dodał św. Mikołaj, który dostarczył kilkaset paczek z prezentami. – To są upominki przygotowane ze środków własnych Caritas, a także tych pozyskanych dzięki zbiórkom za pośrednictwem Parafialnych Zespołów oraz Szkolnych Kół Caritas – dodał dyrektor Caritas Diecezji Bydgoskiej - ks. prałat Wojciech Przybyła.

Podczas spotkania, w którym uczestniczył biskup ordynariusz Jan Tyrawa, zostało zainaugurowane Wigilijne Dzieło Pomocy Dzieciom. W ramach 26. edycji akcji Caritas Polska przygotowała około dwóch milionów świec, które – jak co roku – zagoszczą na wigilijnych stołach. Środki zebrane dzięki ich dystrybucji będą przeznaczone na wakacyjny wypoczynek, bezpłatne posiłki, stypendia, a także wsparcie dzieci w rehabilitacji i leczeniu. Idea świątecznej świecy Caritas rozpowszechnia się również poza granicami Polski. Dzięki ofiarności Polaków, biorących udział w ubiegłorocznej edycji akcji, udało się odbudować szkołę w syryjskim mieście Aleppo, zniszczoną na skutek działań wojennych. W tym roku część środków zostanie przeznaczona na pomoc dla dzieci z dotkniętej kryzysem humanitarnym Wenezueli.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem