Reklama

Nie być aktorem życiowym

Z Robertem Zadurą, autorem książki „Błogosławiony ks. Stefan Wincenty Frelichowski (1913-1945)”, rozmawia Wojciech Wielgoszewski
Edycja toruńska 7/2007

Wojciech Wielgoszewski: - Jakie okoliczności sprawiły, że zajął się Pan postacią bł. ks. Frelichowskiego?

Robert Zadura: - Pierwszy raz spotkałem się z tą postacią na uroczystości beatyfikacyjnej, która odbyła się w Toruniu 7 czerwca 1999 r. Wówczas był to dla mnie przede wszystkim dzień spotkania z Ojcem Świętym. Byłem wtedy uczniem III klasy liceum ogólnokształcącego w Brodnicy. Choć angażowałem się w życie lokalnego Kościoła dzięki mojemu katechecie ks. Grzegorzowi Bohdanowi, nie wiedziałem, kim był bł. ks. Frelichowski. Podczas uroczystej beatyfikacji po raz pierwszy ujrzałem jego wizerunek. Byłem troszeczkę zły, ponieważ był to czarny obraz, na którym namalowana została postać kapłana ubranego w równie czarną sutannę. Zamkniętego, milczącego, tak bardzo oddalonego. Był mi obcy, zupełnie nie pasował do blasku, jaki bił od Ojca Świętego. Moje drugie spotkanie z postacią Wicka miało miejsce już w trakcie moich studiów w Toruniu, na uroczystościach związanych z rocznicą jego śmierci, które odbywały się w Dworze Artusa. Dopiero wtedy dostrzegłem w nim kapłana z krwi i kości, mającego swoje wzloty i upadki, człowieka autentycznie poszukującego swego powołania. Zafascynował mnie swoją osobowością, bezinteresowną miłością, ofiarą i poświęceniem. Tak zrodził się pomysł napisania o nim pracy magisterskiej.

- Jak przebiegała praca nad biografią? Kto najbardziej pomógł w pisaniu książki?

- Pracę pisałem pod kierunkiem prof. dr. hab. Jana Szilinga na Wydziale Nauk Historycznych UMK. Obroniłem ją z wynikiem bardzo dobrym w 2004 r. Po obronie dzięki ks. prał. Józefowi Nowakowskiemu porządkowałem dokumenty związane z ks. Frelichowskim, które znajdowały się w parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i bł. ks. Stefana Frelichowskiego w Toruniu. Poproszono mnie także o uporządkowanie rodzinnego archiwum związanego z Błogosławionym. Wówczas natrafiłem na ciekawe źródło, którym jest zbiór krótkich wspomnień jego najbliższych i kolegów. Opracowałem je z zamiarem publikacji, co niestety nie jest takie proste. Odnalezione materiały okazały się bezcenne w dalszej pracy nad biografią S. W. Frelichowskiego. Pracowałem nad książką jeszcze przez dwa lata. W tym miejscu pragnę serdecznie podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do jej powstania i służyli cenną radą, a szczególnie - prof. Janowi Szilingowi, prof. Mariuszowi Wołosowi, dr. Waldemarowi Rozynkowskiemu, ks. prof. Anastazemu Nadolnemu, ks. dr. Wacławowi Dokurno, ks. Józefowi Nowakowskiemu, ks. Krzysztofowi Samulowi, państwu Jaczkowskim.

- Na jakie trudności natrafił Pan podczas pisania monografii o życiu ks. Stefana W. Frelichowskiego? Czy napotkał Pan jakiś epizod, tajemnicę, której nie udało się w pełni rozwikłać?

- Było wiele przygód i trudności, o których z pewnością można by napisać kolejną książkę. We wszystkich jednak sytuacjach widać ogromne wstawiennictwo ks. Wicka. Wiele razy nie chciało mi się wstawać o czwartej nad ranem, aby jechać do archiwum, jednak zawsze przychodziła siła do tego, by zabrać się za pracę. Mam świadomość, że nie udało mi się dotrzeć do wszystkich źródeł, np. kroniki harcerskiej z czasów chełmżyńskich czy seminaryjnych, kroniki sodalicyjnej i innych. Może ktoś po latach dotrze do tych na razie zaginionych materiałów i odsłoni kolejne epizody z życia Błogosławionego.

- Z książki wynika, że jej bohater stawał przed koniecznością dokonywania wyborów o fundamentalnym znaczeniu dla jego dalszego życia. Czy mógłby Pan przybliżyć to zagadnienie?

- Podziwiam niezwykłą umiejętność dokonywania wyborów przez Stefana Wincentego Frelichowskiego. Tak jak Chrystus pytał się trzykrotnie Piotra o to, czy Go miłuje, tak też w życiu Wicka można odnaleźć ten niezwykły dialog. Pierwsze „Czy miłujesz Mnie?” padło w chwili wyboru drogi kapłańskiej. W jego pamiętniku czytamy: „I to jest zaiste pytanie bodaj najważniejsze w życiu, a szczególnie dla mnie, który do ostatniej chwili wahałem się, czy zdecydować się wstąpić do Seminarium Duchownego, czy nie. Ile to było pytań, kwestii, głębokich rozmyślań. Moje osobiste zdanie, gdy w ciemności, nie będąc pod żadnym wpływem, rozpatrywałem tę kwestię, brzmiało: będę księdzem (...). Zdecydowałem się krótko, po żołniersku, wstąpić nieodwołalnie do seminarium” (Pamiętnik, s. 33-34). Następne „Czy miłujesz Mnie?” padło, gdy groziło mu śmiertelne niebezpieczeństwo aresztowania w 1939 r. Pamiętajmy, iż naziści bardzo brutalnie obchodzili się z kapłanami, których poddawano represjom w pierwszej kolejności. Ks. Stefan Wincenty pomimo ostrzeżeń i naglących próśb o ucieczkę pozostał w Toruniu, gdzie odważnie wypełniał swoje kapłańskie powołanie aż do chwili aresztowania. W końcu trzecie i ostatnie „Czy kochasz Mnie?” padło w Dachau na przełomie stycznia i lutego 1945 r., kiedy ks. Wicek wbrew surowym zakazom heroicznie przekradał się do chorych na tyfus plamisty, aby umocnić umierających sakramentami świętymi. Wtedy również słyszał od innych kapłanów, że niepotrzebnie się naraża, że będzie potrzebny w duszpasterstwie po wojnie, że czekają na niego bliscy. On o tym wszystkim doskonale wiedział, jednak nie mógł zagłuszyć w sobie błagania chorych proszących o pomoc, w których odnajdywał zapewne cierpiącego Chrystusa.

- Co wywarło decydujący wpływ na formację duchową Błogosławionego?

- Można zauważyć wpływ wielu czynników. Jednym z nich jest Sodalicja Mariańska, która rozmiłowywała jej członków w kulcie maryjnym, poza tym harcerstwo. Wicek wyznał w pamiętniku: „Ja sam wierzę mocno, że państwo, którego wszyscy obywatele byliby harcerzami, byłoby najpotężniejszym ze wszystkich. Harcerstwo bowiem, a polskie szczególnie, ma takie środki, pomoce, że kto przejdzie przez jego szkołę, to jest typem człowieka, jakiego nam teraz potrzeba. A już najdziwniejszą, ale najlepszą jest idea harcerstwa: Wychowanie młodzieży - przez młodzież. I ja sam, jak długo tylko będę mógł, co daj Boże, aby zawsze było, będę harcerzem i nigdy dla niego pracować i go popierać nie przestanę. Czuwaj” (Pamiętnik, s. 23-24). W seminarium pelplińskim, jak wspominali jego koledzy, Wicek przywiązywał szczególną wagę do adoracji Najświętszego Sakramentu. Wspomnieć tu także trzeba o nabożeństwie do Serca Pana Jezusa, kiedy co piątek rodzina Frelichowskich klękała przed obrazem Serca Jezusowego i odmawiała litanię lub rozważała Mękę Pańską. Na jego kapłaństwo i życie ogromny wpływ mieli rodzice, z którymi łączyła go ogromna więź. Wielokrotnie to podkreślał na kartach swego pamiętnika, rozważań na tle Ewangelii wg św. Łukasza czy w listach obozowych.

- Jak na kapłaństwo ks. Frelichowskiego wpłynęło to, że studiował właśnie w seminarium pelplińskim?

- To właśnie w murach pelplińskiej uczelni dojrzewał wewnętrznie do swego powołania. Spotkał tam wybitnych profesorów kształcących na najwyższym europejskim poziomie. Wymienić tu wypada chociażby ks. prof. Franciszka Sawickiego - znanego i cenionego filozofa, dzięki któremu Wicek zafascynował się tą dziedziną wiedzy. Zamówił sobie nawet wszystkie dzieła św. Tomasza z Akwinu, co więcej, po święceniach kapłańskich zapisał się na Uniwersytet Jana Kazimierza we Lwowie, aby kontynuować swoje zainteresowania filozoficzne, jednak wybuch wojny uniemożliwił mu te plany. W Pelplinie spotkał ks. prof. Kazimierza Bieszka - liturgistę, który zaszczepiał wśród kleryków ducha umiłowania liturgii. Wicek był bardzo czynnym członkiem kleryckiego koła liturgicznego. Jako kapłan wcielał różne nowinki liturgiczne, np. w katechezie, kiedy tłumaczył dzieciom poszczególne części trudnej łacińskiej liturgii Mszy św. Warto także podkreślić wpływ bp. Konstantyna Dominika, który potrafił zapalić alumnów do dzieł charytatywnych. Koledzy, którzy studiowali razem z Wickiem, podkreślali, że służba w dziełach charytatywnych była mu najbliższa.

- Jakie cechy Błogosławionego mogą być drogowskazem dla nas, współczesnych?

- Jest ich wiele. Aby je poznać, zachęcam wszystkich do sięgnięcia po książkę. Wymienię tylko niektóre: radość, pokora, sumienność, wytrwałość, walka ze swymi słabościami, dążenie do świętości, szczerość, otwartość na cierpienie drugiego człowieka, dbanie o własną tożsamość.

- Jakie przesłanie dla potomnych zostało zawarte w życiu bł. ks. Stefana Wincentego Frelichowskiego?

- Możemy je znaleźć w jego pamiętniku: aby nigdy nie być „aktorem życiowym”.

Dlaczego nie lubią księży?

2019-11-05 12:48

Piotr Grzybowski
Niedziela Ogólnopolska 45/2019, str. 7

Krytyka Kościoła i jego pasterzy nie jest już chwilowym uniesieniem, emocją, lecz precyzyjnie zaplanowanym działaniem

Ks. Paweł Kłys

Obojętny, negatywny lub czasem nawet wrogi stosunek części społeczeństwa do duchowieństwa katolickiego staje się coraz bardziej powszechny. Znamienne przy tym, że jedynie katolickiego – w większości to Kościół katolicki podlega narastającej krytyce. Krytyce, która przeradza się ostatnio w jawną walkę.

Rozpoczęta przez zadeklarowanych ateistów – rozszerza się, obejmuje swym zasięgiem coraz szersze środowiska. Krytyka Kościoła i jego pasterzy nie jest już chwilowym uniesieniem, emocją, lecz precyzyjnie zaplanowanym działaniem wielu przywódców, grup, organizacji czy środowisk. Zostaje wpisana w programy wyborcze. Staje się podstawą budowy wizerunku czy manifestów politycznych i światopoglądowych. A wszystko jest wsparte siłą środków masowej komunikacji.

Działanie to zawsze ma swój precyzyjny scenariusz. Rozpoczyna się od wybrania celu. Stają się nim z reguły księża, którzy stanowią rdzeń Kościoła. Powszechnie uznani i szanowani. Za tym idzie krytyka ich nauczania. Pokrętne interpretacje – czy wręcz manipulacja – kazań i wystąpień. Często mianem „skandalu” określa się ich słowa płynące wprost z Ewangelii. Linczowi medialnemu poddaje się organizowanie pielgrzymek, które gromadzą setki tysięcy wiernych. Wszystko to, aby ośmieszyć, poniżyć i upokorzyć.

Dlaczego tak się dzieje? Co zachodzi w umysłach ludzi, którzy decydują się podjąć walkę z Kościołem? O co chodzi w ich działaniu? Dokąd się skierują w swych dalszych planach?

W większości przypadków motorem zła, które ich nakręca, jest olbrzymia chęć władzy – chęć rządzenia, panowania, kierowania, niezależnie od tego, co pod tymi pojęciami sami rozumieją.

Podnoszą bunt przeciw księżom, czując fizyczny strach przed ich wielką wiarą. Przed nauką, którą głoszą w imieniu Jezusa Chrystusa. Czują wyraźnie, że ci, którzy nie chcą władzy nad „rzędem dusz”, otrzymali ją i mają. Boją się ich wpływu na szerokie rzesze. Wiedzą bowiem, że to za ich przykładem gromadzi się coraz więcej młodych ludzi, którzy na kolanach oddają cześć Stwórcy. Boją się, że ta młodzież pójdzie za nimi, a nie za pseudowartościami ofiarowywanymi w wielu popularnych mediach. Boją się ponadto, że takie myślenie będzie się upowszechniać. Że rozścieli się po kraju i sprawi, iż ludzie staną się lepsi, uczciwsi. Że będą dalej jak przez wieki czcić Boga, a Jego naukę stosować w rodzinach, w miejscach pracy, w życiu społecznym.

Boją się w końcu, że kiedyś i ich żony, synowie i córki uznają, iż wartości przez nich głoszone są puste i niewarte zainteresowania. Że to, co oni z takim trudem budowali, co ciułaczym wysiłkiem zgromadzili, uznają za bezwartościowe, a w konsekwencji nie będą ich za te dokonania cenili. Boją się, że resztki ich pseudoautorytetu legną w gruzach. Że będą musieli oddać coś ze swego stanu posiadania, wycofać się ze swoich miałkich tez, które były napędem ich życia. Boją się w końcu, że będą musieli zostać tymi, których jedynie czasami udają. Ludźmi Chrystusowymi – chrześcijanami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

XIII Misyjny Jarmark z Aniołami w Tuchowie

2019-11-19 11:25

Kacper Grabowski CSsR

Redemptorystowskie Stowarzyszenie Przyjaciół Misji działające przy WSD Redemptorystów w Tuchowie zaprasza na XIII Misyjny Jarmark z Aniołami, który odbędzie się 15.12.2019 r. na dziedzińcu przed Sanktuarium Matki Bożej Tuchowskiej.

archiwum

Jak każdego roku dochód z świątecznego kiermaszu w bardzo konkretny sposób wesprze potrzebujących, którym posługują misjonarze redemptoryści. Tegorocznym celem jest zebranie funduszy na budowę sali katechetycznej w Bom Jesus Da Lapa w Brazylii.

Zapraszamy wszystkich chętnych do współtworzenia tego misyjnego dzieła. Wspomóc tę inicjatywę można poprzez modlitwę, dostarczenie wszelkiej maści wyrobów świątecznych - od jedzenia po ozdoby, a także udział w samym Jarmarku. Wszystkich zainteresowanych prosimy o kontakt za pośrednictwem e-maila: rspmisje@gmail.com, a także telefonicznie: 14 632 72 00. 

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem