Reklama

Historia

100 lat temu Polska odzyskała Bałtyk

100 lat temu, 10 lutego 1920 r., w Pucku odbyły się symboliczne zaślubiny z morzem, zorganizowane dla uczczenia włączenia Pomorza w granice odrodzonej Polski. Aktu dokonał jeden z najbardziej zasłużonych polskich dowódców, współtwórca Błękitnej Armii gen. Józef Haller.

[ TEMATY ]

Polska

Polska

Bałtyk

morze

100‑lecie zaślubin Polski z morzem

gen. Józef Haller

źródło: wpolityce.pl

Wojciech Kossak "Zaslubiny Polski z Bałtykiem

Rozbiory zabrały Polsce morze

Polska utraciła dostęp do morza w 1793 r. na skutek II rozbioru i utraty Gdańska na rzecz Prus. Po 120 latach, w momencie wybuchu I wojny światowej, możliwość odbudowy państwa posiadającego dostęp do Bałtyku wydawała się niezwykle mało prawdopodobna. W przypadku zwycięstwa państw centralnych podporządkowana im Polska składałaby się niemal wyłącznie z ziem dawnego Królestwa Polskiego i ewentualnie skrawków Galicji przekazanych przez Austro-Węgry. Przygniatające zwycięstwo ententy otwierałoby drogę do aneksji Pomorza i pozostałych ziem zaboru pruskiego przez Rosję. W takim wypadku jednak wątpliwe byłoby odbudowanie Polski innej niż rządzonej przez Romanowów i posiadającej co najwyżej ograniczony zakres autonomii kulturalnej i administracyjnej. Droga do odzyskania dostępu do morza wiodła więc jedynie przez niewyobrażalną w 1914 r. klęskę wszystkich mocarstw zaborczych.

W 13. punkcie orędzia prezydenta Thomasa Woodrowa Wilsona z 8 stycznia 1918 r. padły słowa traktowane jako symboliczny przełom w sprawie polskiej.

Reklama

Powinno być ustanowione niepodległe państwo polskie, które winno obejmować ziemie zamieszkane przez ludność bezspornie polską, mieć zapewniony wolny i bezpieczny dostęp do morza— stwierdzał prezydent USA.

Odrodzone jedenaście miesięcy później państwo od początku dążyło do zaznaczenia swoich ambicji uzyskania dostępu do Bałtyku. 28 listopada 1918 r. decyzją Naczelnika Państwa ustanowiono Sekcję Marynarki Wojennej przy Ministerstwie Spraw Wojskowych. Rozpoczęto rekrutację oficerów i marynarzy służących w marynarkach wojennych trzech państw zaborczych oraz flotach handlowych. W Modlinie tworzono pierwszy port odrodzonej marynarki.

Plany polskiej delegacji na paryską konferencję pokojową zakładały włączenie do Polski tzw. Pomorza Nadwiślańskiego, Gdańska oraz Warmii. Dawałoby to Polsce szerszy dostęp do morza niż posiadany przez Rzeczpospolitą w 1772 r. Ten i wiele innych postulatów, m.in. dotyczących zmian granicznych Prus Wschodnich, nie zostało spełnionych.

Reklama

Traktat Wersalski pierwszym krokiem ku zaślubinom

Ostatecznie na mocy Traktatu Wersalskiego podpisanego w czerwcu 1919 r. Polska uzyskała dostęp do Morza Bałtyckiego na odcinku 147 km. Prawie połowę stanowił brzeg Półwyspu Helskiego – 74 km, morze otwarte – 24 km i brzeg Zatoki Puckiej – 49 km. W jej granicach nie znalazł się jednak żaden większy port. Ten niewielki w Pucku był zdolny jedynie do przyjmowania najmniejszych okrętów marynarki wojennej (trałowców, patrolowców, kanonierek), kutrów rybackich i bardzo małych statków handlowych. Gdańsk miał być Wolnym Miastem pozostającym pod protektoratem Ligi Narodów.

W ciągu kilku kolejnych miesięcy trwały polsko-niemieckie negocjacje dotyczące realizacji zapisów traktatu. 25 listopada 1919 r. w Berlinie podpisano „Umowę o wycofaniu wojsk z odstąpionych obszarów i oddaniu zarządu cywilnego”. Obejmowanie przyznanych jej terenów Rzeczpospolita mogła rozpocząć dopiero po wejściu w życie postanowień wersalskich, tzn. od 10 stycznia 1920 r. Termin ten sprzyjał stronie polskiej, która zimą nie musiała się obawiać natężenia walk na froncie wojny polsko-bolszewickiej. Jesienią utworzono Front Pomorski, którego zadaniem miało być przejęcie przyznanych ziem z rąk niemieckich. Jego dowództwo powierzono gen. Józefowi Hallerowi. Pod jego nadzorem przygotowano szczegóły planu operacji.

Celem powolnego przejmowania Pomorza było zapobieżenie konfliktom z ustępującą administracją niemiecką i wycofującymi się oddziałami. Nie udało się jednak uniknąć niewielkich utarczek.

Operacja rozpoczęła się ostatecznie 17 stycznia 1920 r.: 18 stycznia wojska gen. Hallera zajęły Toruń. Polscy żołnierze zostali entuzjastycznie przywitani przez miejscowych Polaków. Podczas uroczystości na Rynku Starego Miasta generał złożył wieniec pod pomnikiem Mikołaja Kopernika. W przemówieniu przypominał o trwającej dziesięciolecia walce miejscowej ludności o polskość Pomorza. Trzy dni później wydał uroczystą odezwę do wszystkich mieszkańców Pomorza.

Przed Wami dzisiaj otwiera się epoka nowego życia i świetności nowego wieku złotego Zygmuntów i Batorych, kiedy Wisła i nasze morze staną się znowu łącznikiem Polski z całym światem.

23 lutego wojska polskie zajęły Grudziądz, kończąc tym samym pierwszy etap operacji.

Kolejnym założeniem miało być dotarcie do Bałtyku. W ciągu kilku kolejnych dni przejmowano kolejne miasta – Gniew, Pelplin, Starogard, Tczew, Kartuzy i Wejherowo. Uroczyste uwieńczenie odzyskania Pomorza miało nastąpić 10 lutego w Pucku. Władze Rzeczypospolitej nadały tym wydarzeniom wielką rangę. Dowódcy Frontu Pomorskiego gen. Józefowi Hallerowi towarzyszyli dwudziestoosobowa delegacja Sejmu, przedstawiciele rządu, m.in. minister spraw wewnętrznych Stanisław Wojciechowski, wicepremier Wincenty Witos, wojewoda pomorski Maciej Rataj, kontradm. Kazimierz Porębski oraz dyplomaci: szef misji brytyjskiej i attaché wojenno-morski USA. Pociąg specjalny z gośćmi przybył najpierw na dworzec w Gdańsku, gdzie starosta dr Józef Wybicki wręczył gen. Hallerowi dwa platynowe pierścienie wykonane specjalnie na ceremonię zaślubin z morzem na koszt gdańskiej Polonii. Później delegacja pojechała do Pucka.

Gen. Józef Haller przybywa do Pucka. Zaślubiny Polski z morzem

Na puckim dworcu przyozdobionym flagami narodowymi na przybycie specjalnego pociągu z gen. Hallerem oczekiwały pododdziały wszystkich rodzajów broni ze sztandarami i z orkiestrami, liczne delegacje większych miast, a także mieszkańcy okolicznych miejscowości. Chwilę po godz. 13 delegacja opuściła pociąg i udała się do portu.

źródło: wPolityce.pl/ Wikimedia Commons

Zaślubiny Polski z morze,

Główne uroczystości zaślubin z morzem odbyły się nad Zatoką Pucką. Dookoła wysokiego masztu ustawili się chorążowie ze sztandarami pułkowymi, nad brzegiem morskim stanął 1. Batalion Morski, byli także obecni ułani krechowieccy z artylerią. W deszczu rozpoczęła się polowa msza święta.

Po Mszy świętej przy salutach armatnich i odegraniu hymnu polskiego morska bandera polska wzniosła się na maszt. Dotychczasowy strażnik wybrzeża – rybak kaszubski z jedyną bronią, wiosłem u boku, oddawał straż w ręce marynarza polskiego. Stojąc pod banderą oświadczyłem w krótkim przemówieniu, żeśmy wrócili nad morze i że Rzeczpospolita Polska staje się znów władczynią na swoim Bałtyku, na znak czego – zaślubin Polski z Bałtykiem – rzucam w morze pierścień ofiarowany przez polską ludność Gdańska, który znów będzie polskim— wspominał gen. Józef Haller.

Bandery polskie wciągnięto również na łodziach rybackich i stateczkach transportowych.

Po przemówieniu gen. Haller wjechał konno do morza i wrzucił w fale jeden z wręczonych mu platynowych pierścieni. Drugi założył sobie na palec.

Za tym pierścieniem pobiegło po lodowej tafli lśniącej pod wodami kilku Kaszubów, lecz żaden z nich nie mógł uchwycić pierścienia, który wiernie połączył się z wodami Bałtyku, a na moje zapytanie: – Czemuście go nie chwycili? – odpowiedzieli proroczo: – Będziemy go mieli w Szczecinie. Bardzo mnie to ujęło, gdyż wyczuwaliśmy, że Puck to nie pełne morze, a tylko małe okienko na nie, co też wyraziłem tego samego dnia na bankiecie w Domu Zdrojowym, w którym wziął także udział przybyły z Warszawy wicepremier Witos, który zadeklarował pewną globalną sumę jeszcze w markach polskich na rozbudowę portów na Bałtyku.

Teraz wolne przed nami światy i wolne kraje. Żeglarz polski będzie mógł dzisiaj wszędzie dotrzeć pod znakiem Białego Orła, cały świat stoi mu otworem— mówił w czasie uroczystości Haller.

Na pamiątkę zaślubin dokonano poświęcenia i wbicia w morze słupa z wyrytym od strony morza orłem Jagiellonów, a od strony lądu napisem: "Roku Pańskiego 1920, 10 lutego Wojsko Polskie z gen. Józefem Hallerem na czele objęło na wieczyste posiadanie polskie morze".

Delegacja Sejmu rzuciła w fale morskie wieniec z szarfą z napisem: "Akt erekcyjny zaślubin Polski z morzem".

Na zakończenie podpisany został przez najważniejsze osobistości akt erekcyjny zaślubin Polski z morzem. Następnego dnia gen. Haller wraz z pozostałymi członkami delegacji udał się do Wielkiej Wsi (dziś część Władysławowa) i na pokładzie kutra rybackiego „Gwiazda Morska” wypłynął na otwarte morze.

Tego samego dnia pierwszym polskim okrętem wojennym od czasu XVII-wiecznych wojen ze Szwedami stał się ORP „Pomorzanin”.

Pierwszy okręt (o wyporności zaledwie 220 t) odrodzonej Marynarki Wojennej był niemieckim statkiem pasażerskim, 1914 r. przebudowanym na patrolowiec pomocniczy „Wotan”. W maju 1920 r. po remoncie w Gdańsku przybył do Pucka.

Ceremonia zaślubin Polski z morzem zostały powtórzone 25 lat później w kilku miejscach Pomorza Gdańskiego i Pomorza Zachodniego. 17 i 18 marca 1945 r. w Mrzeżynie i Kołobrzegu odbyły się największe uroczystości nawiązujące do zaślubin dokonanych przez gen. Hallera.

2020-02-10 10:13

Ocena: +3 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Abp Jędraszewski: „Bóg – honor – Ojczyzna” - bez tych świętych słów nie ma Polski

[ TEMATY ]

Polska

patriotyzm

Polska

Wawel

abp Marek Jędraszewski

obóz koncentracyjny

Joanna Adamik/Archidiecezja Krakowska

Mamy moralne prawo jako Polska do tych miejsc. Z tym się wiąże konieczność pamięci, modlitwy, a także przekazywania tym, którzy są i będą po nas, że nie ma Polski, nie ma pięknej, polskiej ziemi związanej przez Kościół z Bogiem, bez tego trwania z pokolenia na pokolenie przy trzech dla nas świętych słowach: „Bóg – honor – Ojczyzna” - mówił metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski podczas Mszy św. w intencji ofiar niemieckich obozów koncentracyjnych w Ravensbrück, Sachsenhausen i Dachau, odprawionej w drugim dniu nowenny ku czci św. Stanisława w katedrze na Wawelu.

Na początku homilii metropolita stwierdził, że w liturgii Słowa pojawia się paradoks. W pierwszym z czytań jest wspomniany fragment z księgi Izajasza, który mówi o cierpieniu i śmierci sługi Jahwe, a w Ewangelii Mesjasz mówi o życiu, które daje poprzez Swe ciało i krew.

Trwająca dwa tysiące lat historia Kościoła to nieustanne głoszenie Dobrej Nowiny o zwycięstwie Chrystusa nad kłamstwem, śmiercią i szatanem. W tym czasie Kościół może poszczycić się prawdziwymi świadkami Chrystusa. Kard. Karol Wojtyła w 1978 roku stworzył poemat „Stanisław”, w którym opisał wymiar etyczny i religijny polskiej ziemi: - Kościół związał się z moją ziemią, aby wszystko, co na niej zwiąże, było związane w niebie – pisał kard. Karol Wojtyła.

Taka jest polska ziemia, naznaczona krwią męczenników, pośród nich patrona naszego narodu – św. Stanisława. Jest ona naszym skarbem, którego trzeba za wszelką cenę bronić, zwłaszcza gdy chcą ją odebrać – powiedział metropolita. Przypomniał, że wyrazem protestu wobec próby odebrania polskiej ziemi była „Rota”. Arcybiskup przywołał słowa utworu Marii Konopnickiej.

Wskazał, że Polacy mają moralne prawo do tych miejsc na ziemi, gdzie przelała się polska krew i przypomniał słowa pieśni „Czerwone maki na Monte Cassino”. Stwierdził, że polscy żołnierze swoją przelaną krwią znaczyli moralne prawo Polski do różnych miejsc na świecie.

Podkreślił, że Polska ma także moralne prawo do miejsc, które związane są z ofiarą więźniów przemocy nazistowskiej i bolszewickiej. Przypomniał, że 7 września 1939 roku Reinhard Heydrich w ramach „Akcji Tannenberg” polecił wymordować polską inteligencję m.in. w Wielkopolsce czy uwięzić profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego i osadzi ich w obozie koncentracyjnym.

Metropolita powiedział, że w obozie Ravensbrück znajdowały się kobiety – polskie patriotki, należące do inteligencji. Przez obóz przeszło 132 tysiące kobiet i dzieci, spośród których zginęło 92 tysiące. Z 40 tysięcy Polek przeżyło zaledwie 8 tysięcy. W obozach pomocniczych umieszczono około 20 000 mężczyzn i 1000 dziewcząt. Panowały tam straszliwe warunki głodu, zimna, wycieńczenia. Zabijano kobiety i noworodki, dokonywano okrutnych eksperymentów medycznych. Polki okazywały sobie pomoc, wspierały się na duchu. Siostry Franciszkanki Rodziny Maryi i Józefa Kantor prowadziły religijną działalność, Halina Charaszewska napisała litanię, którą codziennie odmawiano, dr Wanda Półtawska domagała się w „Testamencie” utworzenia szkoły wychowawczej dla kobiet „Nigdy więcej wojny”.

Metropolita przypomniał postać bł. Natalii Tułasiewicz, która urodziła się w 1906 roku w Rzeszowie. Była nauczycielką w Poznaniu, na początku wojny w Krakowie działała w tajnym nauczaniu. Jako świecki apostoł Wydziału Duszpasterskiego konspiracyjnej organizacji „Zachód” wyjechała do Hanoweru, podejmując misje wśród robotników. Zdekonspirowano ją wiosną 1944 roku. Więziono ją i torturowano, a następnie odesłano z wyrokiem śmierci do KL Ravensbrück, gdzie zginęła w Wielki Piątek 30 marca 1945. 13 czerwca 1999 roku została beatyfikowana przez św. Jana Pawła II.

W obozie Dachau podczas wojny uwięziono 2794 zakonników, diakonów, księży i biskupów katolickich, 1773 duchownych pochodziło z Polski. Zamęczono 1034 duchownych, w tym aż 868 Polaków. Znajduje się tam napis: „Tu, w Dachau, co trzeci zamęczony był Polakiem, co drugi z więzionych tu księży polskich złożył ofiarę życia. Ich świętą pamięć czczą Księża Polacy – Współwięźniowie”. – Nie ma takiego miejsca na świecie, gdzie w jednym czasie i jednym miejscu zrodziłoby się dla nieba tylu świadków wiary, miłości i oddania Chrystusowi, Kościołowi i ojczyźnie – powiedział metropolita. Św. Jan Paweł II beatyfikował 47 błogosławionych, z bp. Michałem Kozalem, ks. Stefanem Frelichowskim i ks. Emilem Szramkiem z Katowic, który niedługo będzie kanonizowany. Arcybiskup przywołał słowa przejmującego listu ocalałych więźniów do Piusa XII, w którym mówili o cierpieniu, jakie ich spotkało. „W ukryciu niewoli naszej ślubowaliśmy wierność naszej wierze i naszej Polsce «zawsze wiernej»” – pisali, dziękując za modlitwy i słowa pokrzepienia.

Ta ziemia do Polski należy, choć Polska jest daleko od Ravensbrück, Dachau i od innych miejsc kaźni – powiedział metropolita. Stwierdził, że współcześnie próbuje się zakłamać prawdę o polskim męczeństwie w tych miejscach przez jej przemilczanie. – Mamy moralne prawo jako Polska do tych miejsc. Z tym się wiąże konieczność pamięci, modlitwy, a także przekazywania tym, którzy są i będą po nas, że nie ma Polski, nie ma pięknej, polskiej ziemi związanej przez Kościół z Bogiem, bez tego trwania z pokolenia na pokolenie przy trzech dla nas świętych słowach: „Bóg – honor – Ojczyzna” – zakończył arcybiskup.

W Mszy św. w katedrze na Wawelu uczestniczyło dwoje żyjących świadków niemieckich obozów koncentracyjnych – dr Wanda Półtawska, więźniarka KL Ravensbrück i mjr Stanisław Szuro, więzień KL Sachsenhausen. Obecni byli także przedstawiciele władz samorządowych z wojewodą Piotrem Ćwikiem i prof. Janem Dudą, przewodniczącym Sejmiku Województwa Małopolskiego, wiceprezesem Instytutu Pamięci Narodowej dr Mateuszem Szpytmą, jak również przedstawiciele krakowskich stowarzyszeń „Rodzina Więźniarek Niemieckiego Obozu Koncentracyjnego Ravensbrück” i Ne cedat Academia.

Archidiecezja Krakowska we współpracy z Instytutem Pamięci Narodowej i organizacjami, które pielęgnują pamięć o więźniach niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych uczyniła w tym roku katedrę wawelską jednym z centrów modlitwy w intencji ofiar Golgoty Zachodu.

CZYTAJ DALEJ

Poseł Uściński: Nie popełniajmy błędów Platformy Obywatelskiej

2020-06-04 07:12

[ TEMATY ]

wywiad

rozmowa

Artur Stelamsiak

Konserwatyści chcą ratować Prawo i Sprawiedliwość przed tym, by nie popełniała błędów zachodniej chadecji. Polską racją stanu jest pielęgnowanie wartości - mówi poseł PiS Piotr Uściński, przewodniczący Parlamentarnego Zespołu na rzecz Życia i Rodziny.

Artur Stelmasiak: - Jaka jest pozycja konserwatystów w PiS? Chodzi mi o takie osoby, dla których np. kwestie ochrony życia są ważne?

Piotr Uściński, poseł PiS: - Zdecydowana większość polityków Prawa i Sprawiedliwość jest konserwatystami. Choć jesteśmy wielonurtową partią, to jednak co do zasadniczych wartości prawie wszyscy się zgadzamy. Przecież nikt z PiS nie odważył się zagłosować za odrzuceniem projektu Zatrzymaj Aborcję.

- Pan zawsze głosuje także za życiem, ale inni czasami miewają z tym problemy.

- Mamy bowiem różną wrażliwość. Ale nawet te najtrudniejsze głosowania świadczą o tym, że w PiS jest ok. 50 posłów, na których można zawsze liczyć.

- A jak głosowaliście za natychmiastowym procedowaniem projektu Zatrzymaj Aborcję?

- Choć nie był to nasz wniosek to obok 11 posłów Konfederacji poprało go 52 posłów z klubu PiS. Większość naszego klubu wybrało pracę nad ustawą w komisji, co nie świadczy przecież o postawie przeciwnej życiu. Przeciwnie, jest wiele głosów mówiących, że prace w komisji będą zdecydowanie szybsze niż w zeszłej kadencji. Ale pod wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji eugenicznej, który złożyłem w grudniu wraz z posłem Bartłomiejem Wróblewskim podpisało się ponad 100 posłów z PiS. Osób, które chcą bronić życia i konserwatywnych wartości jest wystarczająco wielu, by nasze postulaty były zauważane w partii.

- Pytam o to, bo docierają do mnie takie głosy, że konserwatyści i osoby o poglądach pro-life nie mogą w partii zrobić kariery. Czy jesteście tłamszeni i spychani na margines w PiS?

- Konserwatywne postulaty są w partii dostrzegane, choć niestety nie wszystkie realizujemy. To odkładanie w czasie nie może trwać w nieskończoność i uważam, że teraz jest czas, by powrócić do tych wartości i spraw, które są ważne dla naszego elektoratu.

- Ostatnio mówi się wiele o wypowiedzeniu Konwencji Stambulskiej. Czy to jest jeden z waszych postulatów?

- Prezes Prawa i Sprawiedliwości wielokrotnie mówił, że dopóki PiS rządzi to gender nie będzie wprowadzone w Polsce. Obecnie może Konwencja Stambulska nie wyrządza zbyt wielu szkód, ale w przyszłości może być inaczej. Kiedyś, gdy PO-PSL ratyfikowały konwencję, powiedziałem, że ten dokument ma jeden dobry zapis.

- Jaki?

- Jest tam punkt mówiący o tym, że Konwencję Stambulską można wypowiedzieć. Uważam, że ta niebezpieczna konwencja powinna być zastąpiona jakimś innym pozytywnym dokumentem międzynarodowym jak np. Konwencja o Prawach Rodziny. Taki sygnał z Polski mógłby pomóc także innym państwom wycofać się z Konwencji Stambulskiej.

- Sprawa Konwencji Stambulskiej jest bardzo ważna dla konserwatywnego elektoratu. Gdy była procedowana nawet politycy PO mieli wobec niej wiele zastrzeżeń. A jakie ma plany PiS wobec ochrony życia? Prezes PiS mówił przecież, że jest przeciwnikiem aborcji eugenicznej. Projekt leży już drugą kadencje w Sejmie i nic.

- Cały czas czekamy na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w tej sprawie.

- .... Bardzo długo czekamy, bo już drugą kadencję. Pan był w grupie, która domagała się od Prezes TK zajęcia się tą sprawą. Niestety też nieskutecznie.

- Dlatego tuż po wyborach złożyliśmy nowy wniosek i czekamy. Jeżeli sprawa w Trybunale Konstytucyjnym znów będzie się przedłużać, to należy to zrobić ustawą sejmową i zająć się procedowaniem Zatrzymaj Aborcje.

- Wiem, że Pan Poseł nie jest odosobniony w swoich poglądach, bo wiem, że w PiS jest wielu polityków, dla których takie sprawy są ważne. Czy konserwatyści w PiS chcą się jakoś upodmiotowić? W jaki sposób chcecie przywrócić konserwatywną agendę w partii?

- Prawdą jest, że konserwatystów w PiS jest bardzo dużo. I teraz jest czas byśmy zaczęli upominać sie o wartości, z którymi szliśmy do wyborów... Ja mam przecież dzieci, które kiedyś zapytają mnie: Tato przez dwie kadencje byłeś w Sejmie i nie udało ci się zrealizować wszystkiego tego, na czym tak bardzo ci zależy? Co ty w tym sejmie przez 8 lat robiłeś?

- Takie najprostsze pytania są najtrudniejsze. To jak tata/poseł Uściński zamierza działać?

- I dlatego chciałbym uczynić wszystko, by móc kiedyś na takie pytania odpowiadać swoimi dziećmi nie tylko o moim zaangażowaniu w naprawę finansów publicznych czy wspieranie gospodarki, co oczywiście jest bardzo ważne, ale nie najważniejsze. Chcę dzieci wychować w katolickich wartościach i powinienem pokazać im, że o te wartości potrafię skutecznie walczyć. Jestem też to winien moim wyborcom, Polakom, którzy tego ode mnie oczekują. Razem z kolegami i koleżankami musimy zadbać o to, by konserwatyzm w PiS był bardziej obecny i wyrazisty. Dostrzegam zagrożenie politycznej nie jakości i braku wyrazistości, a to odpycha ludzi o konserwatywnych poglądach.

- Rozumiem, że jesteście zniecierpliwieni. Czy w jakiś sposób zaczniecie skuteczniej działać?

- Rzeczywiście cierpliwość się kończy i chcemy działać, by postulaty konserwatywne były wreszcie realizowane. Oczywiście zostały zrealizowane programy jak 500+, dzięki któremu rodzi się więcej dzieci. Pewnie jakaś cześć z nich, gdyby nie 500+, zginęłaby w podziemiu aborcyjnym. A więc ten program też jest prolife. Jest jeszcze dobra ustawa „za życiem”. Nie jest tak, że nic rząd PiS nie zrobił, ale to ciągle zbyt mało. Są też inne postulaty, problemy jakich rozwiązania oczekują wyborcy konserwatywni. Naprawdę jest jeszcze dużo do zrobienia, i te tematy muszą znaleźć się w pracach rządu i parlamentu.

- Te postulaty są podnoszone prawie tylko dzięki mediom katolickim i konserwatywnym. Media publiczne i prorządowe nie zajmują się praktycznie tym tematem. Tam też nie widać tych posłów, którzy chcą bronić życia nienarodzonych. Z czego to wynika?

- Bardzo byśmy chcieli, by ten konserwatywny dyskurs ws. ochrony życia się w końcu pojawił. Temat jest ważny dla milionów Polaków i powinien pojawiać się w debacie publicznej, w filmach, serialach i różnych programach. Aby ten przekaz był skuteczny powinien trafić do tzw. popkultury, a takich działań zupełnie nie widzę. Temat pro-life jak najbardziej wpisuje się w misję mediów publicznych, bo przecież chodzi o życie najmniejszych Polaków.

- A druga strona nie próżnuje.

- Silne media liberalne i lewicowe cały czas robią swoje. Promują aborcję i pod tym kątem pracują nad nastrojami społecznymi, które mogą wychylić się w lewą stronę. Ten proces jest szkodliwy dla Polski i powinniśmy pracować nad tym, by ten kurs odwrócić.

- A dlaczego Pana Posła nie ma w TVP?

- Dobre pytanie, ale chyba nie do mnie....(śmiech). Jeszcze raz powtórzę, że konserwatyści powinni mieć głos w mediach publicznych. Przecież my reprezentujemy wyborców PiS, którzy zagłosowali na nas dlatego, że np. popieraliśmy obronę życia. Teraz powinniśmy mieć możliwość tej obrony nie tylko w mediach katolickich, ale także w publicznych.

- Nie boi się Pan, że zaszkodzi w kampanii wyborczej prezydenta Andrzeja Dudy?

- Nie, bo przecież prezydent Andrzej Duda jest gwarantem tego, że agenda konserwatywnej polityki może być podnoszona. Prezydent wielokrotnie wypowiadał się, że podpisze ustawę zwiększającą ochronę życia, gdy ona tylko trafi na jego biurko. Dlatego ja zachęcam elektorat konserwatywny i swoich wyborców do głosowania na obecnego prezydenta. On jest jedynym liczącym się kandydatem, który będzie wspierał nasze postulaty konserwatywne. Andrzej Duda jest bowiem gwarantem tego, że nasze postulaty prolife i prorodzinne będą mogły być realizowane.

- Jesteśmy cały czas na wojnie kulturowej. Wojnie, w której cywilizacja życia walczy z cywilizacją śmierci. Oczywiście PiS zrobił wiele dobrych kroków, ale jest wielki niedosyt. Czy cywilizacja życia potrzebuje bardziej zdeterminowanych rycerzy na tej wojnie?

- Jako polityk rozumiem, że jesteśmy partią, która musi pozyskiwać elektorat i otwierać się na nowe grupy wyborców o różnej wrażliwości. Ale nie możemy osierocać elektoratu, dzięki któremu zdobyliśmy większość. Nie możemy zapominać o naszym trzonie, czyli elektoracie bardziej konserwatywnym. W zeszłej kadencji były poważne programy prorodzinne, naprawa finansów państwa i gospodarki, a teraz jest czas na sprawy podstawowe, których oczekuje od nas bardzo duża część naszych wyborców.

- Ale walka o cywilizację życia nie jest ważna tylko dla PiS, ale także dla Polski. Trwanie przy prawdziwych wartościach, to trwanie przy naszych korzeniach.

- W interesie naszym jest konserwatyzm, ochrona rodziny i życia. Polskość w różnych trudnych chwilach przetrwała dzięki rodzinie, przywiązaniu do Kościoła i wartości katolickich. Z tymi wartościami jako naród jesteśmy silniejsi i bardziej odporni na zewnętrzne zagrożenia. Te wartości są kapitałem społecznym, który powinniśmy pielęgnować.

- Jeżeli nie postawimy sobie tych wartości za cel i nie określimy ich jako polską rację stanu, to popłyniemy tak jak Zachód w Europy w lewą stronę. Czy Piotr Uściński zgodzi się z taką diagnozą?

- Jestem daleki od twierdzeń, że Polska może uzyskać tylko wtedy sukces, gdy będzie wspierała Berlin. Polacy są zbyt dumnym narodem, by być kogoś wasalem i płynąć w głównym nurcie. My mamy swoją tożsamość, którą powinniśmy pielęgnować. Nie tylko powinniśmy zachować nasze wartości w Polsce, ale być także drogowskazem dla innych państw i wnosić nasze cenne wartości do Europy. Ten główny nurt genderowy prowadzi świat na manowce, a polską racją stanu jest przeciwstawienie się tej ideologii.

- Jednym słowem Pan Poseł jest obrońcą PiS. Dlaczego broni Pan partii przed drogą zachodniej chadecji.

- Nie możemy pójść drogą zachodniej chadecji, bo to byłoby przede wszystkim niedobre dla Polski. Przecież zachodni tzw. "konserwatyści" często realizują lewicowe postulaty. A po to powstał PiS i ja jestem po to w PiS-ie, by służyć Polsce i Polakom. Powinniśmy uczyć się na błędach zachodnich partii politycznych i nie popełniać ich błędów.

- Jeżeli PiS nie wróci do pryncypiów takich jak ochrona życia i ochrona rodziny, to wcześniej, czy później wejdzie na drogę partii Angeli Merkel. Takie kroki uczyniła już wiele lat temu Platforma Obywatelska. Czy PiS pójdzie po jej śladach?

- Niestety niektórym się wydaje, że jest to jedyna możliwa droga i nie ma alternatywy. Wskazują, że polskie społeczeństwo pójdzie drogą zachodnią, a klasa polityczna będzie za tymi nastrojami podążać. Jednak na tym polega racja stanu i prawdziwa polityka, czyli troska o wspólne dobro, by się takim trendom przeciwstawiać. Jeżeli wiemy, że ta droga jest dla Polski i Polaków zła, to róbmy wszystko, co możliwe, by ich z tej drogi zawrócić. Polską racją stanu nie jest upodobnianie się do Zachodu, a Polacy nie po to głosowali na PiS, by politycy tej partii popełniali wiele błędów swoich zachodnich kolegów. Platforma Obywatelska nie miała tyle siły by się temu trendowi przeciwstawić, a ja wierzę w to, że Prawo i Sprawiedliwość taką siłę w sobie ma.

CZYTAJ DALEJ

Angela Merkel: nie zamierzam kandydować na piątą kadencję

Niemiecka kanclerz Angela Merkel potwierdziła w czwartek w wywiadzie dla telewizji ZDF, że nie zamierza kandydować na kolejną, piątą kadencję szefowej rządu Niemiec. Potępiła też brutalność amerykańskiej policji w związku ze śmiercią w Minneapolis George'a Floyda.

Zapytana, czy w obliczu walki ze skutkami pandemii koronawirusa nie odczuwa pokusy dalszego kierowania pracami rządu, Merkel podkreśliła stanowczo, że już wcześniej zdecydowała, że obecna kadencja, która zakończy się w przyszłym roku, jest jej ostatnią.

Kontynuując wątek pandemii, szefowa niemieckiego gabinetu potwierdziła, że ulga podatkowa od towarów i usług, zawarta w pakiecie wsparcia dla gospodarki jej kraju, potrwa do końca roku. „To dla mnie punkt odcięcia tej pomocy” - wyjaśniła, zapytana, czy ta rządowa pomoc może zostać przedłużona. „To ma być krótkotrwały impuls” - zaznaczyła.

W środę Merkel ogłosiła wart 130 mld euro pakiet stymulacyjny dla niemieckiej gospodarki, w ramach którego podatek VAT zostanie obniżony z 19 do 16 proc. przez sześć miesięcy, począwszy od lipca.

Merkel potępiła także „zamordowanie” przez policję Afroamerykanina George'a Floyda i "rasizm", który jej zdaniem uderza w „bardzo spolaryzowane społeczeństwo amerykańskie”. „To zabójstwo George'a Floyda jest okropne. Rasizm jest okropny. Społeczeństwo amerykańskie jest bardzo spolaryzowane” - powiedziała.

"Rasizm zawsze istniał. I niestety tak jest również tutaj (w Niemczech)” - dodała Merkel, która zaznaczyła, że "ma nadzieję”, iż protesty w Stanach Zjednoczonych "będą pokojowe”.

Szefowa niemieckiego rządu określiła także obecną politykę wewnętrzną prezydenta USA Donalda Trumpa jako "bardzo kontrowersyjną". "Moim zdaniem w polityce (zawsze) trzeba próbować zbliżać do siebie ludzi, próbować ich godzić. Myślę, że styl polityczny (prezydenta Trumpa) jest bardzo kontrowersyjny” - powiedziała.

"Pracuję ze wszystkimi wybranymi prezydentami na całym świecie. I oczywiście z amerykańskim prezydentem. Wszystko, co mogę zrobić, to mieć nadzieję, że możemy współpracować" - zakończyła niemiecka kanclerz. (PAP)

zm/ kar/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję