Reklama

Polityka

5 pytań do… Pana Jana Parysa, byłego ministra obrony narodowej

Piotr Grzybowski w kolejnym wywiadzie z cyklu "5 pytań do..." rozmawia z Janem Parysem, doktorem nauk humanistycznych, byłym ministrem obrony narodowej i szefem gabinetu politycznego ministra spraw zagranicznych.

2020-07-25 07:00

[ TEMATY ]

polityka

5 pytań do...

youtube.com

Piotr Grzybowski: Nie możemy od tego nie zacząć. Jakie są wrażenia po reelekcji Pana Prezydenta Andrzeja Dudy?

Jan Parys: Wybór Andrzeja Dudy na prezydenta Rzeczpospolitej oznacza, że Polacy wybrali stabilność, że przyjęli do wiadomości to, co robi dotychczas prezydent, że ocenili to pozytywnie i chcą kontynuacji. Polacy obawiali się sytuacji , która by narażała Polskę na nowego kandydata, który jeszcze się nie sprawdził na dużą skalę w kraju, a to, co robił dotychczas - kończyło się fiaskiem, tak jak zarządzanie Warszawą. Więc tutaj podejście obywateli naszego kraju oceniam jako bardzo racjonalne, jako że postawili na osobę sprawdzoną, w przeciwieństwie do kandydata, który był dużą niewiadomą i ryzykiem.

PG: Za dwa lata wygasa Kontrakt Jamalski, który od kilkudziesięciu lat uzależniał nas od dostaw gazu z Rosji. Co zmieni się z tą chwilą dla Polski?

Reklama

JP: Najważniejsze przy dostawach surowców jest zapewnić zróżnicowanych dostawców. Polska budując gazoport oraz podpisując umowy na wieloletnie dostawy surowców energetycznych z Kataru i ze Stanów Zjednoczonych, zapewnia sobie i krajom regionu zróżnicowanie dostaw. Nie idzie więc o to, żeby w ogóle wyeliminować z polskiego rynku ropę, czy gaz z Rosji, tylko żeby ten dostawca ze wschodu nie miał poczucia, że jest monopolistą, który może narzucać ceny, nadużywać swojej pozycji monopolistycznej, lub ewentualnie szantażować nas politycznie tym, że te dostawy w pewnym momencie zatrzyma, a nas postawi w sytuacji bez wyjścia. Właśnie takie inwestycje oraz np. możliwości eksploatacji np. złóż norweskich dają nam swobodę, pole manewru, że dostawca ze wschodu będzie jednym z wielu i będzie musiał się dostosować do cen światowych, nie będzie mógł nam niczego narzucić.

PG: Czy przychyla się Pan do tezy, że Polska może realnie i trwale stać się leaderem regionu Europy środkowej?

JP: Myślę, że takie kraje jak - Grupa Wyszehradzka i państwa Trójmorza szerzej, to jest region, który potrzebuje silnych państw, silnych uczestników. Polska w obu tych strukturach jest największym krajem, więc nasz głos tam się liczy najbardziej, chociaż oczywiście nie możemy sobie zagwarantować pozycji dominującej na stałe. W obu tych strukturach obowiązuje, rotacyjne przewodnictwa i głos każdego kraju liczy się tak samo. Natomiast wszyscy wiedzą, że pozycja Polski jest atutem, z którym się trzeba liczyć i że właściwie bez wsparcia dla jakiejś inicjatywy ze strony naszego państwa inicjatywa szans nie ma. Powiedziałbym więc, że my jesteśmy nieformalnym liderem, który stara się zachowywać dyskretnie tak by naszego potencjału nie podkreślać , wszyscy i tak o tym pamiętają.

Reklama

PG: Jakie znaczenie dla naszej części Europy ma inicjatywa 3M?

JP: Sądzę, że Trójmorze jest ważną grupą lobbystyczną wewnątrz Unii Europejskiej, że pozwala zwrócić uwagę na problemy naszego regionu, który był trochę zapomniany i zaniedbany. Mamy w wielu dziedzinach gospodarki opóźnienia w rozwoju. Tutaj jest bardzo wiele do zrobienia i mam nadzieję, że w tej kolejnej perspektywie budżetowej UE Trójmorze otrzyma większe środki niż dotychczas i że część tych środków kraje tworzące Trójmorze przeznaczą na projekty wspólne, takie które mają znaczenie dla regionu, a nie tylko dla pojedynczego kraju. Bez wątpienia występując wspólnie kraje naszego regionu osiągną więcej niż gdyby działały pojedynczo. I to zarówno w Brukseli jak i wobec Niemiec , Rosji czy Chin.

PG: Czy w Pana ocenie 3M jest to projekt realny?

JP: Sądzę, że Trójmorze już się sprawdziło jako inicjatywa gospodarcza i polityczna, ponieważ od kilku lat funkcjonuje. Oczywiście uruchomienie konkretnych programów współpracy trwa, tym nie mniej już zostało pozyskane dla tej inicjatywy poparcie polityczne Stanów Zjednoczonych. Stany Zjednoczone zadecydowały także , że przeznaczą w przyszłym roku miliard dolarów na programy rozwojowe państw Trójmorza. Został powołany wspólny fundusz inwestycyjny państw Trójmorza. To był pomysł Polski i Rumiunii, w tej chwili wspierają go już inne, kolejne kraje. Zatem mówiąc krótko Trójmorze ma już silne podstawy finansowe i będzie swoje projekty wielonarodowe realizować , w miarę tego, jak będą środki i możliwości wykonawcze. Szereg projektów państw Trójmorza już wspiera finansowo Unia Europejska. Można powiedzieć więc, że tej chwili Trójmorze przeszło od słów do czynów.

Ocena: +1 -4

Reklama

Wybrane dla Ciebie

5 pytań do… Pana Ambasadora Tomasza Orłowskiego

2020-08-07 10:43

[ TEMATY ]

5 pytań do...

Materiał Prasowy

Ambasador Tomasz Orłowski

Piotr Grzybowski: W międzywojniu mieliśmy „Przepisy protokolarne, etykietalne i ceremonialne”. Czy właśnie one stały się podstawą stworzenia polskiego protokołu dyplomatycznego?

Tomasz Orłowski: Przepisy, które zostały spisane w okresie międzywojennym przez Stefana Przezdzieckiego są jednym ze źródeł polskiego obowiązującego protokołu dyplomatycznego. Można powiedzieć, że po pierwsze: przepisy protokolarne, ceremonialne, etykietalne, które zostały spisane, w jakiejś (chociaż nie olbrzymiej) części nawiązywały do tradycji jeszcze starszej, czyli można by było szukać odległych wzorów w okresie jeszcze I RP. Mogę np. powiedzieć, że ceremonia wręczania przez ambasadorów listów uwierzytelniających w okresie międzywojennym, która się odbywała po roku 1926 na Zamku Królewskim. Otóż ta ceremonia w bardzo dużej mierze przejmowała zapisy dotyczące XVIII wiecznej ceremonii wręczenia listów przez ambasadorów, czy też posłów królowi na Zamku Królewskim. Można powiedzieć, że jest np. zapisy przechodzenia dokładnie tą samą drogą, przez te same komnaty, z oczekującymi osobistościami w każdej z komnat XVIII- wiecznym. Druga rzecz - protokół dyplomatyczny był kształtowany również przez wzorce międzynarodowe, czyli obce. Stefan Przezdziecki korzystał z wielu praktyk francuskich (w tamtych czasach to było jedno z nielicznych w Europie państw republikańskich), plus pewnych doświadczeń wyniesionych z dworów: czy to rosyjskiego, czy austro-węgierskiego. Przykładowo: polski protokół dyplomatyczny posługiwał się w okresie międzywojennym tzw. zbiorem kurtuazji dworu wiedeńskiego. Kurtuazja tytulatury, które się stosowało w korespondencji z głowami państw obcych. Jest zachowany w Archiwum Akt Nowych cały zestaw kurtuazji dawnego Ministerstwa C. K. z Wiednia, który był używany przez Polski protokół dyplomatyczny. Zatem mogę powiedzieć, że w ten sposób pewne rzeczy zostały przeniesione do współczesności. Gwoli może zupełnie drobniutkiego przykładu: w precedencji państwowej, która została ustalona w okresie międzywojennym (oczywiście nie można było się doszukiwać wzorów I RP, która była monarchią, państwem stanowym itd.) np. kolejność biskupów, którzy występowali podczas uroczystości publicznych była wyznaczona przez datę erygowania diecezji, czyli pochodziła jeszcze z czasów I RP. To jest jakby stan, w którym przyszło nam żyć w okresie współczesnym. Ten spis, który został stworzony w okresie międzywojennym, został zaadaptowany po wojnie w 1945 roku przez Adama Gubrynowicza, który był pracownikiem protokołu dyplomatycznego przed wojną, również na potrzeby państwa, które się odrodziło po II wojnie światowej. Mogę powiedzieć, że te przepisy w dużej mierze (ale oczywiście nie) korzystały z doświadczeń międzywojennych.

PG: Protokół dyplomatyczny owiany jest nimbem tajemniczości. Czy jednak, wbrew rozpowszechnianej opinii, nie utrudnia lecz ułatwia życie, dając rozwiązania wielu sytuacji nietypowych i trudnych?

TO: Są jakby dwie strony użyteczności protokołu dyplomatycznego. Pierwsza (i wydaje mi się, że ważniejsza) odpowiada pojęciu międzynarodowo zrozumiałego kodu uprzejmości. Taka jest definicja, która została stworzona jeszcze w XIX wieku przez P. Faudel’ a, słynny francuskiego podręcznika prawa międzynarodowego. Otóż my chcemy, dzięki formułom protokolarnym, wyrazić naszym partnerom i państwom, które reprezentują ci partnerzy, z którymi się spotykamy, pełen szacunek im należny, a w konsekwencji tworzyć warunki, w których będzie nasz rozmówca dobrze do nas dysponowany, bo jak dobrze wiemy - każdy lubi być potraktowany z szacunkiem, każdy lubi napotkać osobę, która jest wobec niego grzeczna, zatem to jest pierwszy wymiar. My możemy, dzięki protokołowi, w dosyć standardowy sposób w świecie zróżnicowanym kulturowo wyrazić szacunek wobec naszego partnera, a to jest bardzo ważne. Natomiast druga rzecz, to oczywiście możliwość wychodzenia z sytuacji, które bywają trudne, niezręczne. Rzeczywiście dzięki protokołowi można ,powiedziałbym, ograniczyć wszystkie niedogodność, które się wiążą z błędem.

PG: Czym różni się protokół dyplomatyczny i savoir vivre ? Czy jest dla każdego i pomoże nie popełniać gaf?

TO: Są to pojęcia, które się nakładają na siebie. Oczywiście protokół dyplomatyczny przede wszystkim określa stosunki pomiędzy państwami i ich oficjalnymi przedstawicielami. Zatem jakby to już jest zawężenie do pewnej dziedziny. Z drugiej strony, w protokole dyplomatycznym poza formami zachowania (czyli w jaki sposób rozmawiamy, witamy, przyjmujemy, gościmy), które są rzeczywiście formami dobrego wychowania savoir- vivre, protokół dyplomatyczny posiada inne sfery, w których musi działać, jak choćby precedencja państwowa - czyli wyznaczenia kolejności stanowisk kierowniczych w państwie, jak choćby etykieta flagowa - czyli w jakiej kolejności, w jakim porządku należy wywieszać flagi. Muszę powiedzieć, że i jedna, i druga dziedzina są niezwykle wrażliwe i bardzo często spotykamy się z pytaniami, czy właściwie zostały ułożone flagi, czy też nie. Często spotyka się nawet w prasie jakieś kąśliwe uwagi, że nastąpiła prawdopodobnie pomyłka w ustawieniu flag itd. Przyznam tutaj, że czasem to zwracanie uwagi na pomyłki wcale nie jest prawdziwe. Podam przykład: otóż my w Polsce przyjęliśmy zwyczaj - w momencie, kiedy pałac Belwederski przestał być rezydencją, w której mieszka prezydent RP, że mogą mieszkać w nim głowy państw zaproszonych z wizytą oficjalną do Polski. Jak państwo wiedzą, na Belwederze zawsze powiewa flaga biało- czerwona, ale w momencie, kiedy zamieszkuje tam obca głowa państwa (pamiętam, że pierwszą obcą głową państwa, która mieszkała w Belwederze była królowa Elżbieta II, zatem wtedy na Belwederze wisiała flaga brytyjska), powiewa flaga danego państwa. Otóż proszę sobie wyobrazić, że któregoś razu była z wizytą w Polsce pani prezydent Indonezji. Wszyscy raczej wiedzą, że Indonezja posiada dokładnie te same kolory flagi, co Polska, tylko w odwróconym porządku, czyli na górze czerwony, na dole biały. Kiedy wywieszono flagę indonezyjską na Belwederze, w Protokole Dyplomatycznym odezwały się niezliczone telefony protestujących obywateli Warszawy, jaki to popełniono skandaliczny błąd i okazano brak szacunku dla flagi narodowej, że pomylono kolory. Podaję ten przykład, jak nie zawsze wiedza idzie w parze z doświadczeniem protokołu.

PG: Czy istnieją duże różnice pomiędzy współcześnie stosowanymi protokołami dyplomatycznymi ?

TO: Zawsze są różnice. Istnieje jakby sfera wspólna, która pozwala nam rozumieć pewien gest. Jeśli zapraszamy obcego gościa, to w naszym interesie leży, żeby on dobrze zrozumiał, co chcemy pewnym gestem jemu przekazać. Z tego punktu widzenia istnieje cała sfera wspólna protokołu. Z drugiej strony istnieje wszystko, co jest związane z własną tradycją narodową, historyczną, z przynależnością do pewnego kręgu kulturowego, czy wyznaniowego i to powoduje, że każdy kraj ma oczywiście swoją różnorodność. Przykładowo taka ceremonia, jak składanie listów uwierzytelniających głowie państwa przez ambasadorów obcych państw, która jest rozpoczęciem misji ambasadorskiej w obcym kraju, czy przy organizacji międzynarodowej, odbywa się we wszystkich państwach świata. Nie sądzę jednak, że istnieją dwa kraje, w których jest identyczna; mogą być podobne, mogą mieć wiele punktów wspólnych, są rzeczy, natomiast zawsze przebiegają w sposób nieco inny. Mogę powiedzieć - jako były szef protokołu, wprowadzający często ambasadorów do prezydenta właśnie na ceremonię złożenia listów uwierzytelniających, ale później - jako ambasador sam składający listy obcym głowom państw - mogę zatem powiedzieć, że za każdym razem mamy do czynienia z drobnymi różnicami. To nie muszą być zasadnicze różnice, jakie np. dotyczą ceremoniału królewskiego, jak w Londynie, gdzie dwór królewski wysyła powozy po ambasadora, natomiast różnice pomiędzy Polską i Francją, czy Polską i Niemcami są już bardzo ograniczone w przebiegu ceremonii, ale jednak są. Obowiązuje inny ubiór, inaczej oddawane są honory wojskowe, jest odgrywany lub też nie hymn narodowy państwa, którego ambasador składa listy.

PG: Polska stała się miejscem organizacji wielu spotkań na najwyższym szczeblu . Ostatnio byliśmy świadkami zaprzysiężenia Prezydenta Andrzeja Dudy. Czy możemy poprosić o komentarz i jakieś ciekawostki odnośnie realizacji protokołu dyplomatycznego przy okazji organizacji tego typu wydarzeń?

TO: Oczywiście, bardzo różne ceremonie miałem okazję, a czasem przywilej organizować. Niektóre polegały również na tym, że były to ceremonie jednorazowe, które nie miały wzoru do bezpośredniego zastosowania. Kiedy mówimy np. o ceremonii zaprzysiężenia głowy państwa, to w Polsce po roku 1990, kiedy został przywrócony urząd prezydenta RP. Ceremonia wiążąca się z inauguracją mandatu prezydenckiego była bardzo ograniczona, dlatego że składało się na nią zaprzysiężenie w Sejmie, a później przejęcie obowiązków zwierzchnika sił zbrojnych w trakcie uroczystości wojskowej - i to wszystko. W 2005 roku ustępujący prezydent Aleksander Kwaśniewski, w porozumieniu z prezydentem elektem- Lechem Kaczyńskim zdecydowali, że ta uroczystość powinna być bardziej wzniosła, bardziej widoczna, mniej prawnicza (bo zaprzysiężenie w Sejmie ma przede wszystkim walor prawa, od tego momentu Prezydent urzęduje), żeby nadać temu coś, co będzie odnosiło się trochę do naszej przeszłości, do dziejów. Z polecenia obu prezydentów miałem możliwość przygotować taką ceremonię, w trakcie której prezydent odbierał - i teraz każdy kolejny prezydent odbiera - insygnia najwyższych odznaczeń polskich, którymi jest udekorowany z tytułu swojego wyboru, plus uroczystość o charakterze religijnym, czyli mszę za Ojczyznę. Obecnie elementem tej uroczystości jest również zejście do krypty prezydentów II RP i oddanie hołdu znajdującym się tam albo grobom, albo grobom symbolicznym trzech prezydentów Polski międzywojennej. Miałem okazję opracować scenariusz tych ceremonii i jestem bardzo dumny z tego, że ta forma miała już miejsce trzykrotnie, a zatem została przyjęta jako element naszej tożsamości państwowej i narodowej. Oczywiście, są z drugiej strony uroczystości wyjątkowe, bo jednorazowe. Taką dla mnie była niezwykle poważna, dużo bardziej wymagająca przygotowania w skrajnie krótkim czasie i w poczuciu wielkich emocji przeżywanych przez cały naród , uroczystość żałobna Lecha i Marii Kaczyńskich w Krakowie, którą ja organizowałem. Postanowiłem w ewidentny sposób nawiązać do przebiegu pogrzebu marszałka Piłsudskiego. Nie jest to kwestia żadnych porównań osób. Mogę powiedzieć natomiast, że niektóre porównywane zdjęcia obu ceremonii są uderzające w pewnych podobieństwach. Znowu posłużenia się pewnym wzorem, który pozwala uszanować naszą tożsamość, naszą przeszłość, pozwala trwać i podkreślać ciągłość. Myślę, że w odniesieniu do państwa, ciągłość jest kwestią niezwykle istotną i ta ciągłość również przedstawia się za pomocą takich symboli jak przebieg uroczystości. Poza uroczystościami jednorazowymi, bardzo liczne były wizyty głów państw obcych, niektóre bardzo dla mnie interesujące, choćby ze względu na przybywanie gości z odległych kręgów kulturowych. Jako przykład szczególnych przedsięwzięć przytoczę np. wizytę króla Arabii Saudyjskiej. Jak wiadomo, muzułmanie mają 5 obowiązkowych modlitw dziennie. Te modlitwy to nie jest tylko kwestia ich pobożności, że mogą się pomodlić kiedy chcą, ale są obowiązkowo wyznaczone przez kalendarz księżycowy godziny modlitw i każdego dnia przypadają one w innym czasie. W związku z tym pouczono mnie, że w internecie znajduje się taki kalendarz na każdy dzień, gdzie są wskazane godziny. Muszę powiedzieć, że było olbrzymią łamigłówką zrobienie programu wizyty, który musiałby być przerywany w nierównych godzinach (czyli to nie jest kwestia, że 12.00, tylko tak, jak wypada w tymże kalendarzu księżycowym). Trzeba było się na to szykować, po czym, kiedy już wszystko było przygotowane, szef protokołu saudyjskiego – z czego byłem niezwykle zadowolony, powiedział mi: „ale wiesz, nam w podróży wolno nie przestrzegać tych godzin” (trochę tak, jak my mamy w podróży możliwość zawieszenia wymogu postu, jakieś podobieństwo w tym jest). Okazało się, że wbrew takiemu wizerunkowi islamu, który jest strasznie zasadniczy i sztywny, istnieje możliwość tego rodzaju harmonijnego podejścia. To jest dla mnie kwintesencją protokołu.

CZYTAJ DALEJ

9 sierpnia – 29. rocznica śmierci bł. Zbigniewa Strzałkowskiego i bł. Michała Tomaszka – pierwszych polskich misjonarzy-męczenników

2020-08-09 11:28

[ TEMATY ]

rocznica śmierci

facebook.com/meczennicy.pariacoto

9 sierpnia 2020 roku mija 29 lat od śmierci błogosławionych franciszkanów: Michała Tomaszka i Zbigniewa Strzałkowskiego, pierwszych polskich misjonarzy-męczenników, którzy zostali zamordowani w peruwiańskim Pariacoto przez terrorystów z ugrupowania „Świetlisty Szlak”.

Ojcowie Michał Tomaszek i Zbigniew Strzałkowski pracowali w Pariacoto w Peru od 1989 roku. Zostali zamordowani nocą przez terrorystów z ugrupowania „Świetlisty Szlak”. – Ich śmierć nie pozostała jednak bezowocna. Boża logika jest inna - często tam, gdzie nam wydaje się, że coś się kończy po ludzku patrząc – to po Bożemu dopiero się zaczyna. Ich śmierć od początku przynosi owoce dobra – podkreśla Biuro Promocji Męczenników z Pariacoto.

W opublikowanym na kanale YouTube 18 odcinku „Głosu z Biura Promocji Męczenników z Pariacoto” franciszkanin pracujący w Peru o. Dariusz Mazurek dzieli się historią swojego powołania zakonnego i misyjnego, które zawdzięcza właśnie świadectwu życia bł. Michała i Zbigniewa. – Dla mnie Pariacoto jest jak Ziemia Święta, bo tam wyrosło moje powołanie. Z tej śmierci, z tej przelanej krwi Zbyszka i Michała zrodziło się ziarenko mego powołania – misyjnego, franciszkańskiego i kapłańskiego. (…) Jestem ziarnem, które pojawiło się jako jeden z owoców ich męczeńskiej śmierci – mówi o. Mazurek.

Z kolei o. Jacek Lisowski wskazuje, że w 1993 r., gdy jeszcze jako świecki był w Limie i gościł u franciszkanów, to uderzyło go przeżywanie śmierci błogosławionych w głębokiej ciszy, w pokornym odnajdowaniu sensu tej śmierci. Zastanawiało go, jak głęboka była wiara męczenników, że oddali za nią życie.

Alex Cordero, autor książki „Pasja Michała i Zbigniewa”, który osobiście znał polskich franciszkanów podkreśla ich głęboką duchowość i oddanie miejscowej ludności. – Oni dzisiaj żyją w naszych sercach, zapisani są w pamięci Pariacoto i Peru, ponieważ są błogosławionymi męczennikami naszego Kościoła katolickiego – mówi Alex Cordero.

– 9 sierpnia zachęcamy wszystkich Czcicieli i Przyjaciół błogosławionych Męczenników z Pariacoto do modlitwy w intencji misjonarzy, którzy nadal są mordowani w różnych miejscach globu, a także w intencji tych, którzy tracą nadzieję – apeluje br. Jan Hruszowiec OFMConv – promotor kultu Męczenników z Pariacoto. Bł. Zbigniew w jednym z listów pisał: (…) Cierpliwość przynosi efekty, chociaż czasem wydaje się, że już nie ma na co czekać. (List do Cioci, Pariacoto,16. 11.1989). – Bądźmy cierpliwi, ufajmy i prośmy Boga przez wstawiennictwo Męczenników z Pariacoto jako patronów w obronie przed terroryzmem o „pokój i dobro” dla całego świata – dodaje br. Hruszowiec.

Od beatyfikacji błogosławionych męczenników z Pariacoto mija w tym roku 5 lat. To bardzo intensywny czas dla Biura Promocji Męczenników z Pariacoto, które organizuje m.in.wyjazdy z relikwiami I stopnia do parafii w Polsce i na świecie owocujące spotkaniami, rekolekcjami i łaskami, które wierni otrzymują za pośrednictwem błogosławionych. Po wyniesieniu męczenników na ołtarze ich relikwie I stopnia trafiły do blisko 400 świątyń na całym świecie, a do kultu prywatnego przekazano ponad 400 tys. obrazków z relikwiami II stopnia i ponad 70 tys. różańców z relikwiami II stopnia. Biuro Promocji Męczenników z Pariacoto przeprowadziło ponad 300 akcji wyjazdowych, tzw. misyjnych dni męczenników (w tym w Anglii, Włoszech, USA, Belgii, Francji, Szwecji, na Węgrzech, Słowacji, Holandii, Niemczech, Rosji, Rwandzie).

Błogosławieni Zbigniew (l. 33) i Michał (l. 31) śmierć męczeńską za wiarę ponieśli w Pariacoto w Peru 9 sierpnia 1991 r. 6 grudnia 2015 r. decyzją papieża Franciszka zostali wyniesieni na ołtarze. Na dzień liturgicznego ich wspomnienia wybrano 7 czerwca, dzień, w którym obydwaj przyjęli święcenia – Zbigniew prezbiteratu, a Michał diakonatu.

CZYTAJ DALEJ

Święty Antoni nauczycielem bliskości z Chrystusem

2020-08-09 22:39

Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej

– Niech wierni przybywający do sanktuarium doświadczają przemożnego wstawiennictwa św. Antoniego, doznają pociechy w strapieniach i umocnienia w radościach – mówił metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski, ogłaszając kościół pw. św. Antoniego z Padwy w Zakopanem archidiecezjalnym sanktuarium.

W homilii arcybiskup nawiązał do fragmentu Ewangelii opisującego Jezusa kroczącego po wodach wzburzonego jeziora. – To zdarzenie ma charakter symboliczny. Pan Jezus szedł przez ziemię dobrze czyniąc, głosząc Bożą prawdę, wypędzając złe duchy i uzdrawiając – zaznaczył i dodał, że każdy uczeń Chrystusa, pomimo słabości i upadków, musi naśladować swojego Mistrza. Metropolita przypomniał, że po kilku latach, nad tym samym jeziorem, św. Piotr wyznał Chrystusowi miłość, którą ostatecznie potwierdził apostolską działalnością.

– Historie ludzi, którzy idą za Chrystusem na przekór temu światu, odkrywamy w życiu wielu świętych, także u św. Antoniego Padewskiego – podkreślił. – Św. Antoni szedł za Chrystusem zatroskany o to, by mógł coraz bardziej Go poznawać, kochać i skuteczniej głosić Ewangelię całemu ówczesnemu światu (…). Św. Franciszek i inni współbracia byli uderzeni mocą, z jaką św. Antoni głosił Boże prawdy, jego mądrością, wspaniałym głosem i pięknym słowem (…). Słuchały go tłumy, nauczał na placach miast – mówił arcybiskup i zwrócił uwagę na dwa niezwykłe wydarzenia z biografii świętego. Pierwsze z nich miało miejsce w Rimini, którego mieszkańcy wzgardzili przekazywaną im przez Antoniego prawdą Ewangelii. W odpowiedzi na ich zachowanie święty wygłosił kazanie do ryb. Drugie zdarzenie dotyczyło wygłodniałego muła, który przed spożyciem posiłku, ukląkł przed Najświętszym Sakramentem. – Inna piękna legenda mówi, że św. Antoniemu ukazało się Dzieciątko Jezus i go pocałowało. Trudno wyobrazić sobie coś piękniejszego i bardziej wzruszającego niż to, że Chrystus przychodzi pocałować kogoś, wyrażając swoją miłość i wdzięczność za wierność – kontynuował metropolita i wyjaśnił, że w ikonografii święty Antoni przedstawiany jest z małym Chrystusem w objęciach.

– Św. Antoni patronuje wszystkim stanom, trudnym sprawom i wielu zawodom. Dlaczego tak jest? – pytał arcybiskup. – Św. Antoni uczy, by być blisko z Chrystusem, iść przez świat z prawdą, która zwycięża i nie bać się dziejowych burz. Jest dla nas wzorem nieugiętej wiary i miłości, z jaką trzeba wychodzić do każdego człowieka, by w imię Chrystusa mówić: „Bóg cię kocha. Zależy Mu na twoim zbawieniu. Nawróć się, zmień swoje życie”. W świetle ostatnich wydarzeń targających naszą Ojczyznę, widzimy, że postawa, jakiej uczy nas św. Antoni, jest nam niezwykle potrzebna. Mamy nie lękać się Chrystusowej Ewangelii, z radością i miłością głosić ją światu, nie tracąc nadziei, że ci, którzy są daleko i z wrogością odnoszą się do symboli chrześcijańskiej wiary, powiedzą kiedyś na wzór św. Piotra: „Panie, ratuj mnie” – mówił metropolita. – Niech ta świątynia, ogłoszona jako sanktuarium św. Antoniego, promieniuje dobrocią Bożą, głęboką ludzką wiarą i radością tych, którzy dzięki św. Antoniemu doświadczą jak dobry i słodki jest nasz Pan – zakończył.

Prośbę o erygowanie zakopiańskiego sanktuarium skierował do metropolity krakowskiego proboszcz parafii i przełożony klasztoru OO. Bernardynów, o. Antoni Kluska, który dostrzegł wzrastające zainteresowanie wiernych postacią św. Antoniego z Padwy. – Jest to wielki i ważny święty na dzisiejsze czasy, kiedy tak wielu ludzi pogubiło się we współczesnym świecie – mówił.

Początki działalności bernardynów pod Tatrami sięgają 1902 roku. Zakupiono wówczas dla chorych zakonników dom wypoczynkowy, gdzie znajdowała się niewielka kaplica zakonna św. Antoniego z Padwy. Od sierpnia 1939 r. dom był zamieszkały na stałe. W związku z zamknięciem przez niemieckich okupantów kaplic w „Księżówce” i u sióstr urszulanek na Jaszczurówce, bernardyni pełnili posługę duszpasterską w swej kaplicy, gdzie sprawowali sakramenty i nabożeństwa. W 1950 r. rozpoczęto rozbudowę dotychczasowej świątyni, przy zachowaniu stylu zakopiańskiego. Nowy kościół został poświęcony w 1959 r. W 1976 r. kard. Karol Wojtyła powierzył bernardynom duszpasterstwo parafialne na Bystrem, Kozińcu i Antałówce, a w 1984 r. kard. Franciszek Macharski erygował parafię pw. św. Antoniego z Padwy.

Wewnątrz kościoła, w głównym ołtarzu, znajduje się figura św. Antoniego z Padwy wykonana z drewna modrzewiowego przez zakopiańskiego rzeźbiarza Pawła Szczerbę w 1951 r. Figurę otaczają liczne wota. W kościele odbywa się całodzienna adoracja Najświętszego Sakramentu, na którą szczególnie chętnie przybywają udający się w góry turyści.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję