Reklama

Wędrowaniem jest życie człowieka

Bp Adam Szal
Edycja przemyska 22/2010

W 94. rocznicę urodzin, 18 maja, odprowadziliśmy na wieczny odpoczynek doczesne szczątki śp. ks. prał.
Jana Jakubczyka. W uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego Pan wezwał go do siebie na wieczne obozowisko. Przez całe lata wędrował po ulubionych przez siebie Bieszczadach, zaskakując swoich współwędrowców urodą miejsca wybranego na obozowanie. Jako ojciec duchowny i profesor Seminarium przygotował do kapłańskiej pracy setki alumnów. Do sztambucha powiedzeń weszły takie jak: - Czy u księdza profesora można nie zdać? - Nie, nie można. Ale ja osobiście, gdybym u Jakubczyka dostał trójkę to by mnie ze wstydu… Czy to na Weście do studium katechetycznego dla świeckich: - Państwo z pewnością oczekiwaliście na przystojnego bruneta, a tu łysy i przewracający się przy chodzeniu dziadek. Niemniej, witam serdecznie.
Był już sędziwego wieku, kiedy ujawnił swoje marzenie:
- Niewiele już oczekuję od życia, ale chciałbym jeszcze doczekać Sylwestra 1999 r. i zobaczyć jak świat zwariuje wchodząc w XXI wiek. I doczekał, a nawet przeżył w tym wieku dziesięć lat.
Każda droga osiąga jednak kres. Także i ta. U końca tej drogi żegnali go przemyscy biskupi z abp. Józefem Michalikiem, liczni kapłani, siostry zakonne. Wzruszającymi słowami pożegnał wieloletniego profesora seminarium obecny Ksiądz Rektor. Pożegnalną refleksją o sensie drogi, także tej ludzkiego życia ubogacił zebranych kaznodzieja uroczystości bp Adam Szal:
Każda śmierć, każdy pogrzeb niezależnie czy dotyka to człowieka młodego, czy też kogoś, o którym mówimy, że przeżył lat wiele, prowokuje pytanie o to, czym jest życie człowieka, do czego można je porównać? Zgadzamy się z twierdzeniem, że jest to tajemnica, nad którą nieraz trzeba się zastanowić i dla której zrozumienia można i trzeba życie porównywać do zjawisk i rzeczy znanych z codzienności. Nad życiem i jego sensem zastanawiali się ludzie od dawna, także w Starym Testamencie.
Wśród licznych obrazów oddających sens ludzkiego życia, w kontekście niedawnej uroczystości Wniebowstąpienia Pańskiego, zechciejmy przywołać myśl stosunkowo często pojawiającą się na kartach zarówno Starego jak i Nowego Testamentu. To obraz ludzkiego życia jako drogi do celu. Obraz ten dobrze oddaje życie przemierzającego pustynne tereny Abrahama. Obraz życia rozumianego jako droga był udziałem samego Jezusa. Ziemskie życie Zbawiciela ukazane zostało przez Ewangelistów jako wędrówka ku Jerozolimie. (…) Obraz człowieka będącego w drodze sugeruje nie tylko wędrówkę, ale zakłada też i cel wędrowania. Przed nami jest ojczyzna, do której zdążamy. (…) Warto także zauważyć, że człowiek będący w drodze charakteryzuje się poczuciem tymczasowości, ciągle jest gotów do dalszej drogi.
Według takiej duchowości postępowali pierwsi chrześcijanie, o których mówią Dzieje Apostolskie. Św. Łukasz maluje przed nami obraz pierwszych gmin chrześcijańskich, w których: „Żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne” (Dz 4, 32).
Św. Paweł w Liście do Koryntian radził pierwszym chrześcijanom, aby zbytnio nie przywiązywali się do ziemskiej rzeczywistości: „Czas stał się już krótki; odtąd na przyszłość ci, którzy mają żony, niech żyją jakby ich nie mieli; ci, którzy płaczą, jakby nie płakali; ci, którzy się weselą, jakby się nie weselili; ci, którzy kupują, jakby nic nie posiadali; ci, którzy używają tego świata, jakby go nie używali. Przemija bowiem kształt tego świata” (1 Kor 7, 29-31). Według Apostoła Narodów żyjąc na tym świecie nie należy traktować go jako celu samego w sobie. Świat, który nas otacza jest jedynie środkiem, który powinien nam pomóc w zdobyciu prawdziwego celu jakim jest niebo. Będąc bacznym obserwatorem otaczającej go rzeczywistości, św. Paweł widział ludzi, którzy ubóstwiają bogactwo, sławę, urodę, sprawność fizyczną. Przestrzegał przed taką postawą zachęcając do pewnej rezerwy wobec tych rzeczy. Nie wolno przywiązywać się zbytnio do rzeczy tego świata, gdyż to prowadzić może do bałwochwalstwa. (…)
Chrześcijanin winien żyć na ziemi w poczuciu tymczasowości, będąc ciągle spakowanym do podróży, by być gotowym iść dalej. Uczeń Chrystusa winien upodabniać się do Abrahama, o którym List do Hebrajczyków mówi: „Przez wiarę ten, którego nazwano Abrahamem, usłuchał wezwania Bożego, by wyruszyć do ziemi, którą miał objąć w posiadanie. Wyszedł, nie wiedząc, dokąd idzie” (Hbr 11, 8). (…)
Jakże często droga ludzkiego życia podobna jest do tej, którą przebywali uczniowie idący do Emaus. Tak wiele spodziewali się po Jezusie. Dali temu wyraz mówiąc do tajemniczego przechodnia: „A myśmy się spodziewali”. Spodziewali się, że Jezus, który był tak potężny w słowie i czynie, nie pozwoli, żeby spotkał Go taki koniec. Spodziewali się może, tak jak wielu w tamtym czasie, że Mesjasz odbuduje królestwo Izraela tu na ziemi, a oni będą mieć udział w chwale tego Królestwa. Stało się jednak inaczej. Chrystus umarł na krzyżu, a wraz z Jego śmiercią rozwiały się wszelkie nadzieje Apostołów. Pozostała rozpacz, lęk i obawa przed aresztowaniem. Apostołowie ulegli rozproszeniu. Dwaj z nich chcą być jak najdalej od miejsca tragedii, udali się w kierunku Emaus. Nierozpoznany Chrystus dołączył się do nich. Ukazał im sens zapowiedzi mesjańskich. Uczniowie, słuchając pełnych mądrości słów towarzysza podróży, zauważyli, że ich wątpliwości się rozwiały, a serce rozpaliło się wiarą.
Wchodząc do miasteczka Emaus chcieli przedłużyć czas pobytu z tajemniczym przechodniem. Zaprosili Go do gospody. Może po prostu sądzili, że ich towarzysz jest tak samo głody i zmęczony jak i oni. Ucieszyli się, gdy nieznany wędrowiec przyjął ich zaproszenie. Piękna była ich prośba: „Zostań z nami, bo ma się już ku wieczorowi” (Łk 24, 29). Ich niedawno poznany przyjaciel zasiadł przy stole i wziąwszy do swoich rąk chleb, pobłogosławił go, połamał i podał współbiesiadnikom. I wtedy uczniowie w nieznanym wędrowcu poznali Jezusa Zmartwychwstałego. Owładnięci uczuciem radości i podniesieni na duchu, jakby na skrzydłach pobiegli, jeszcze tego samego dnia, z powrotem do Jerozolimy świadcząc o zmartwychwstałym Jezusie.
W naszym ludzkim życiu bywa podobnie jak w tym wydarzeniu ewangelicznym. Bywa, że przez długi czas i w naszym życiu wszystko układa się pomyślnie. Wędrujemy bez trudności. Odnosimy większe lub mniejsze sukcesy. Ale nie zawsze tak jest. Obok sukcesów i stabilizacji życiowej raz po raz pojawiają się trudności a nawet tragedie - w ludzkim rozumieniu. Bywa, że nagle wszystko się wali.
Wędrówka życiowa śp. ks. prał. Jana Jakubczyka rozpoczęła się 18 maja 1916 r. w Lubatowej. Jako jeden z braci bliźniaków zdobywał wykształcenie najpierw w szkole miejscowej, a później w krośnieńskim gimnazjum, a następnie w Małym Seminarium w Przemyślu. To z Przemyślem związał swe życie nie tylko przez pobyt w Seminarium Duchownym, ale także przez długie lata posługi kapłańskiej. Wprawdzie część formacji seminaryjnej przeżył w Rzymie gdzie został skierowany na studia specjalistyczne przez bp. Franciszka Bardę, ale studia te zostały przerwane. Wrócił do Polski i w dniu 10 września 1939 r. przyjął święcenia kapłańskie już w trakcie działań wojennych. Pierwsze lata drogi kapłańskiej spędził w rodzinnej Lubatowej, a następnie w parafii Harklowa. Od 1946 r. rozpoczął studia na Uniwersytecie Jagiellońskim pełniąc jednocześnie obowiązki katechety gimnazjum i dyrektora bursy szkolnej w Krośnie. Do Przemyśla wrócił na stałe 1 września 1949 r. W stolicy diecezji pełnił wiele funkcji. W Wyższym Seminarium Duchownym przez lata był ojcem duchownym oraz wykładowcą teologii moralnej. Od 1967 r. był członkiem Przemyskiej Kapituły Katedralnej. Przez prawie pół wieku posługiwał w Sądzie Biskupim jako obrońca węzła małżeńskiego.
Już w domu rodzinnym wszedł na drogę z Jezusem, pozwalając by Zbawiciel rozpalał jego serce poprzez poznawanie wiedzy religijnej, przystępowanie do sakramentów świętych. Zapewne nieraz z jego serca wyrywało się duchowe wołanie: „Panie pozostań ze mną, bo samemu tak trudno iść i boję się ciemności bez Ciebie”. Droga życiowa śp. ks. prał. Jana była podobna do tej, jaka przeżywali uczniowie idący do Emaus. Niewątpliwie wiele było radości z efektów pracy kapłańskiej z młodzieżą w bursie krośnieńskiej, wielokrotne pełne zapału wspólne wędrówki bieszczadzkimi szlakami i obcowanie z piękną przyrodą. Była radość z efektów pracy formacyjnej, podczas której tak wielu młodych lewitów otrzymywało święcenia kapłańskie. Była także świadomość obrony ważności sakramentów świętych oraz potrzeby pomocy ludziom borykającym się z problemami małżeńskimi w sądzie duchownym. Były w życiu ks. Jana trudne momenty, takie jak II wojna światowa, która utrudniła mu start ku kapłaństwu i pozbawiła go możliwości studiowania w Rzymie. Poważnym krzyżem była choroba nowotworowa, która doprowadziła do skomplikowanej operacji i skończyła się poważnymi dolegliwościami, które znosił z ogromna wytrwałością przez całe życie.
Patrząc nawet tak pobieżnie na życiową podróż śp. ks. prał. Jana Jakubczyka łatwo zauważyć, że czuł się gościem na ziemi i ciągłym wędrowcem. Nie przywiązywał się do dóbr materialnych i chociaż żywo interesował się światem i wydarzeniami, które się wokół niego działy nie pozwolił, aby przesłoniły mu tęsknoty za „nowym niebem i nową ziemią”. Był hojny dla proszących go o materialną pomoc. Jesteśmy przekonani, że w jego sercu dokonało się to, co miało miejsce w sercach uczniów idących do Emaus: zrozumiał sens życia, sens cierpienia, a jego życie z pewnością cechowała chrześcijańska nadzieja ujawniona w pogodnym, żeby nie powiedzieć radosnym, przeżywaniu krzyżowych doświadczeń. Przez cierpienia wielu lat życia upodobnił się do Chrystusa cierpiącego.
Dziękujemy dziś Panu Bogu za długie życie śp. ks. prał. Jakubczyka. Dziękujemy za wszelkie dobro, które było udziałem naszego Księdza Prałata, ale także za to dobro, które było mu okazywane zwłaszcza w ostatnich latach, miesiącach i dniach jego życia. Dziękujemy ludziom, którzy stanęli z chrześcijańskim duchem służby przy cierpiącym i umierającym Księdzu Prałacie. Lista tych osób byłaby długa, dlatego postaram się wymienić tylko niektórych. Dziękujemy służbie zdrowia, a więc dr Teresie Geneja-Król, dr Mroczka z Wiednia i lekarzami Szpitala Wojewódzkiego a także Wojskowego w Przemyślu szczególnie dziękujemy ordynatorowi dr Słobodzie oraz całemu personelowi medycznemu za troskliwą opieką. Za pomoc okazywaną Księdzu Prałatowi dziękujemy siostrom Marii i Urszuli Bar a także Siostrom Albertynkom za samarytańska posługę przy umierającym Kapłanie. Dziękuję Księżom Prałatom mieszkańcom domu kapitulnego za różnorodną pomoc Księdzu Prałatowi. Ks. inf. Stanisławowi Zygarowiczowi dziękujemy za przygotowanie duchowe Księdza Prałata przez ostatnia spowiedź świętą i namaszczenie chorych w przeddzień udania się do szpitala. Szczególne słowa wdzięczności kieruję pod adresem ks. prał. Józefa Bara i ks. prał. Mieczysława Gniadego.
Św. Teresa z Lisieux patrzyła na śmierć jako na moment zjednoczenia duszy z Bogiem. Tuż przed swoja śmiercią miała powiedzieć: Nie, to nie śmierć przyjdzie po mnie, ale Pan Bóg. Śmierć nie jest widziadłem, przerażającą zjawą, taką jaką przedstawiają niektórzy na różnych obrazach. Katechizm uczy nas, że śmierć jest rozłączeniem duszy i ciała, jest więc tym i tylko tym! Przeto nie lękam się rozłączenia, które połączy mnie z Bogiem na zawsze”. Wierzymy, że tak patrzył na śmierć śp. ks. prał. Jan Jakubczyk i że przez śmierć połączył się z Bogiem na zawsze.

Reklama

Kościół wspomina dziś św. Brygidę - współpatronkę Europy

2019-07-23 10:07

ts (KAI) / Warszawa

23 lipca przypada liturgiczne święto Brygidy Szwedzkiej. Żyła ona w latach 1303-1373 i była jedną z najwybitniejszych postaci Kościoła, świętych i mistyczek swoich czasów. W 1999 r. papież Jan Paweł II ogłosił ją patronką Europy, wraz ze św. Katarzyną ze Sieny i św. Benedyktą od Krzyża (Edytą Stein). Również Szwecja uważa św. Brygidę za swoją patronkę.

Wikipedia

- Brygida może stać się dla współczesnych kobiet zachętą do odgrywania pierwszorzędnej roli w społeczeństwie, które będzie otaczać szacunkiem jej godność i pozwoli jej na równi z mężczyzną brać udział w wypełnianiu Bożego planu w odniesieniu do ludzkości - pisał w 2002 r. papież Jan Paweł II w specjalnym przesłaniu do przełożonej generalnej Zakonu Najświętszego Zbawiciela Świętej Brygidy, matki Tekli Famiglietti z okazji rozpoczęcia uroczystości 700. rocznicy urodzin św. Brygidy.

Św. Brygida pochodziła z zamożnej rodziny szwedzkiej z Finstad koło Uppsali. Już wcześnie zauważono, że była inna niż jej rówieśnicy. Kiedy miała siedem lat, miała się jej ukazać Matka Boska, która ukoronowała ją złotą koroną. W rok później miała następną wizję, w której ukazał się jej ukrzyżowany Jezus.

Chociaż od najmłodszych lat odznaczała się głęboką wiarą i marzyła o wstąpieniu do klasztoru, to jednak w wieku 14 lat, jak to często zdarzało się wówczas w rodach możnowładców, została żoną syna gubernatora Ulfa Gudmarssona. Miała z nim ośmioro dzieci, a jedną z jej córek była inna późniejsza wybitna święta średniowiecza - Katarzyna Szwedzka. Brygida i jej mąż byli powszechnie szanowani, m.in. ze względu na szeroką działalność dobroczynną.

Po kilkuletnim pobycie na dworze królewskim, w 1341 r. pielgrzymowała do Santiago de Compostela z mężem, który w drodze powrotnej zachorował, po czym wstąpił do cystersów, gdzie po kilku latach zmarł. Brygida osiadła wówczas w domu zakonnym, związanym z cystersami, gdzie prowadziła bardzo surowe życie ascetyczne.

W tym też czasie doznała objawień, pod których wpływem zaczęła pisywać listy do możnych tego świata, przepowiadając im ich przyszłe losy. Znane są m.in. jej ostrzeżenia i surowe napomnienia pod adresem krzyżaków, którym przepowiedziała ich upadek ("zostaną wyłamane ich zęby i skruszone ostrza ich mieczy"). Z wielką gorliwością przekazywała orędzie o Bożym miłosierdziu, zapisując słowa Pana: "Dopóki człowiek żyje, bramy nieba stoją dla niego otworem. Jeżeli ludzie zmienią swoje życie, i Ja złagodzę swój wyrok".

Przyczyniła się do zażegnania kilku wojen w Europie i zaprowadzenia pokoju. Ale największą sławę i trwałe miejsce w historii Kościoła zapewniły jej listy z 1352 r. do papieża Innocentego VI (1352-62), przebywającego wówczas w Awinionie, aby jak najszybciej wracał do Rzymu. Gdy nie odniosło to skutku, Brygida niezrażona, kontynuowała swą korespondencję z jego następcą, bł. Urbanem V (1362-70). Ten ostatni, właśnie pod wpływem listów szwedzkiej mistyczki, wrócił do Rzymu w 1367 r., ale z powodu zamieszek w tym mieście, znów je opuścił. Brygida przepowiedziała mu wtedy rychłą śmierć, co istotnie niebawem nastąpiło. Jej nalegania i wezwania kierowane do papieży przyczyniły się w wielkim stopniu do położenia kresu niewoli awiniońskiej, choć ona sama już tego nie doczekała.

Innym trwałym śladem działalności szwedzkiej świętej było założenie ok. 1346 r. w otrzymanej w darze od króla Vadstenie Zakonu Najświętszego Zbawiciela, znanego później jako brygidki. Pierwszą opatką klasztoru założonego ściśle według wskazań Brygidy została jej córka, św. Katarzyna.

Święta wiele pielgrzymowała, m.in. kilkakrotnie do Rzymu, a także do Ziemi Świętej (1371-72); wkrótce po powrocie z tej ostatniej podróży zmarła. Ciało jej złożono w klasztorze w Vadstenie. Już w 1391 r. Bonifacy IX ogłosił ją świętą.

- Św. Brygida wielokrotnie mówiła o reformie - zaznacza w rozmowie z KAI badacz jej dziejów, prof. Alf Härdelin. - Zawsze, kiedy mówiła o reformie, miała na myśli pojedynczego człowieka, a zwłaszcza osobistą odnowę osób sprawujących władzę - uważa profesor uniwersytetu z Uppsali. Jego zdaniem, Brygida nie wierzyła, żeby nawet dobrze pomyślane zmiany polityczne czy inicjatywy prawne mogły zreformować społeczeństwo. Była przekonana, że odnowa społeczeństwa może nastąpić tylko wówczas, gdy każdy dokona indywidualnej odnowy w swoim życiu osobistym i zawodowym. Taka odnowa stanowiła w jej mniemaniu punkt wyjścia do prawdziwej pokuty i nawrócenia. - Tak więc można śmiało powiedzieć, że Brygida była reformatorką społeczeństwa - uważa prof. Härdelin.

Zakon brygidek miał początkowo charakter kontemplacyjny. Po okresie rozkwitu z biegiem czasu w XIX w. domy zakonne uległy kasacie. Dzieło reformy zakonu podjęła w 1911 r. matka Elżbieta Hasselblad. Za zgodą papieża zmodyfikowała reguły św. Brygidy i zakon ze ściśle kontemplacyjnego nabrał charakteru apostolsko-kontemplacyjnego. Nową gałąź oficjalnie zatwierdzono w 1920 r. Obecnie zakon posiada 21 placówek na trzech kontynentach i liczy 570 zakonnic. Ze starej gałęzi, istniejącej od czasów średniowiecznych, pozostało tylko pięć klasztorów. Dom macierzysty sióstr brygidek znajduje się w Rzymie.

W Polsce pierwszy klasztor brygidek został założony w 1396 r. w Gdańsku z inicjatywy wielkiego mistrza krzyżackiego Konrada von Jungingena. Drugi klasztor ufundował ok. 1426 r. król Władysław Jagiełło w Lublinie, z wdzięczności za zwycięstwo grunwaldzkie. W XIX w. klasztory brygidek zostały skasowane przez władze kościelne i świeckie. Ostatni zamknięto w Grodnie w 1920 r. Obecnie brygidki mają w Polsce dwa domy (od 1991 r.) w Częstochowie i Gdańsku. Gdańskie brygidki pracują m.in. w Centrum Ekumenicznym założonym przez ks. prałata Henryka Jankowskiego w Gdańsku-Oliwie.

Strojem zakonnym sióstr jest szary habit z czarnym pasem. Na głowie noszą koronę ułożoną z trzech białych lnianych pasków. Łączy je pięć czerwonych punktów symbolizujących pięć ran Jezusa.

Przed kilkoma laty przedstawiciele Kościołów, wspólnot i organizacji z sześciu krajów europejskich założyli w Vadstenie międzynarodowe ekumeniczne Societas Brigitta-Europa (SBE). W swojej działalności czują się oni związani z osobą oraz klasztorami założonymi przez średniowieczną mistyczkę. Celem stowarzyszenia jest "pogłębianie świadomości bogactwa duchowego wniesionego przez tę świętą w całej Europie oraz podkreślenie jej aktualnego znaczenia". Ponadto przewiduje ono bliższą współpracę między poszczególnymi klasztorami brygidek oraz dni skupienia prowadzone przez siostry z Zakonu Najświętszego Zbawiciela Świętej Brygidy. Organizowane są też letnie spotkania dla młodzieży oraz imprezy kulturalne. Kolejnym elementem pracy SBE jest społeczne znaczenie św. Brygidy dla współczesnych, a także wydanie nowego, naukowo opracowanego zbioru jej przepowiedni, przetłumaczonego na najważniejsze języki świata.

W 2009 roku ukazała się w Polsce płyta z utworami naszych współczesnych kompozytorów dedykowanymi patronom Europy. Znajduje się na niej również hymn poświęcony św. Brygidzie. Autorem tej kompozycji jest Włodzimierz Korcz.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jak Lublin stał się Częstochową

2019-07-24 08:46

Anna Artymiak

Z okazji 70. rocznicy Cudu Lubelskiego Wydawnictwo Archidiecezji Lubelskiej „Gaudium” przygotowało książkę pt. „Cud. W 1949 r. Lublin stał się Częstochową”. Publikacja opracowana przez Mariolę Błasińską przedstawia historię i świadectwa uczestników niezwykłych wydarzeń w katedrze lubelskiej.

Katarzyna Artymiak

Historia i świadectwa

Książka Marioli Błasińskiej jest pierwszą tak obszerną rekonstrukcją wydarzeń. Zawiera świadectwa uczestników cudu, jak i analizę dokumentów z 20 archiwów państwowych i kościelnych z całej Polski. Autorce udało się dotrzeć do wielu źródeł, w tym do państwowych dokumentów, powszechnie uważanych za zniszczone, a także do będących jeszcze w opracowaniu zbiorów z sekretariatu prymasa Polski kard. Stefana Wyszyńskiego. Najcenniejszym i najbogatszym źródłem były jednak zbiory Archiwum Archidiecezjalnego i archikatedry lubelskiej. M. Błasińska wykorzystała również materiały ze zbiorów osób prywatnych. Tytułowe zagadnienie omówione jest w kontekstach historycznym i religijnym, było to bowiem wydarzenie, które wpisało się w dzieje regionu i całego kraju, stając się źródłem wielu głębokich przeżyć duchowych. Książkę ubogaca cenny materiał fotograficzny, na który składają się zdjęcia historyczne oraz współczesne, a także skany dokumentów państwowych i kościelnych.

Prezentacja książki

W przededniu rocznicy Cudu Lubelskiego w Trybunale Koronnym odbyła się promocja książki z udziałem autorki oraz zaproszonych gości, m.in. abp. Stanisława Budzika, biskupów Ryszarda Karpińskiego i Mieczysława Cisło, proboszcza archikatedry ks. Adama Lewandowskiego, dyrektora „Gaudium” ks. Marka Szymańskiego, dyrektora lubelskiego oddziału IPN Marcina Krzysztofika i Jacka Wołoszyna (KUL/IPN). W spotkaniu uczestniczyli także: Jerzy Cichocki - świadek wydarzeń sprzed 70 lat oraz rodziny Zygmunta Dempka, chemika który badał łzę na obrazie, i Heleny Rawczuk, młodej kobiety, która w lipcu 1949 r. zginęła przed katedrą.

Opowiadając o pracy nad książką, Mariola Błasińska podkreślała, że największe wrażanie zrobiły na niej świadectwa. Przywołała jedno, Stefani z Kozienic, do której 3 czerwca, dokładnie miesiąc przed rocznicą Cudu Lubelskiego, przyszła we śnie Matka Boża. Chora kobieta usłyszała słowa: „wytrzymaj jeszcze miesiąc”; była przekonana, że umrze. Kiedy dowiedziała się o cudzie w Lublinie, wybrała się do katedry. Modląc się przed obrazem Matki Bożej dostrzegła, że postać Maryi jest dokładnie taka sama, jak z jej snu. Uzdrowiona kobieta co roku przyjeżdżała do katedry i składała świadectwo; w latach 60. XX wieku złożyła wotum wdzięczności za dar uzdrowienia.

Relacja świadka

Bezpośrednim świadkiem zdarzenia z 1949 r. był gen. Jerzy Cichocki, obecnie prezes kraśnickiego okręgu Związku Piłsudczyków RP. - Byłem jednym z pierwszych świadków cudu, który miał miejsce w katedrze lubelskiej. W ostatnich dniach czerwca, po skończeniu gimnazjum, zdawałem egzaminy do technikum budowlanego w Lublinie. To była niedziela; miały być ogłoszone wyniki z pierwszej części egzaminu. Z kolegą pojechaliśmy do szkoły i okazało się, że zostaliśmy dopuszczeni do egzaminów ustnych. Wracając, szliśmy przez Krakowskie Przedmieście; po południu przechodziliśmy koło katedry. Zaproponowałem, by wstąpić na odmówienie pacierza w intencji dalszych egzaminów. Kiedy weszliśmy do kościoła było już po sumie, prawie pusto. Odmówiliśmy pacierz i w tym czasie usłyszeliśmy płacz, jakieś krzyki. Poszliśmy do lewej nawy by zobaczyć, co się stało. Odruchowo spojrzałem na obraz Matki Bożej i zobaczyłem, jak po prawej stronie utworzyła się krwawa łza, która popłynęła wzdłuż twarzy i zniknęła przy brodzie. Wszyscy padliśmy na twarz i zaczęliśmy się modlić. Zaraz pojechaliśmy do domu; o wszystkim opowiedziałem rodzicom, którzy tego samego dnia wybrali się do katedry - mówił J. Cichocki.

Wydawnictwo Archidiecezji Lubelskiej Gaudium zwraca się z prośbą, by świadkowie cudu, bądź osoby posiadające wiedzę lub materiały dotyczące samego wydarzenia jak i represji czy uzdrowień, zgłaszały się do siedziby wydawnictwa przy ul. Ogrodowej w Lublinie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem