Reklama

Mała róg Zbawiciela

Witold Dudziński
Edycja warszawska 15/2012

Planów filmowych mamy w Polsce dostatek, ale polscy reżyserzy najbardziej lubią Warszawę i Mazowsze. A szczególnie stołeczne place Piłsudskiego i Zbawiciela oraz niewielką praską ulicę Małą

Są miejsca, o których reżyserzy, scenarzyści, autorzy zdjęć, a potem widzowie mówią, że współtworzą, a niekiedy decydują o atmosferze filmu. Czy peerelowskie filmy i filmidła mogłyby w ogóle powstawać, gdyby nie zbudowany w połowie lat 70. Hotel Victoria przy ówczesnym pl. Zwycięstwa? Jeśli, to byłyby znacznie uboższe. Czy równie plastyczne byłyby sceny z obrazów z historią w tle - np. „Ogniem i mieczem”, „Pan Tadeusz” czy ostatnio „Historia Roja” - gdyby nie skansen (Muzeum Wsi Mazowieckiej) w Sierpcu?
- Mazowsze i Warszawa mają te walory, że są bogate i zróżnicowane krajobrazowo, znajduje się tu wiele zabytków, kompleksów pałacowych, parków i ogrodów - mówi Marek Szymański, autor książki „Polska na filmowo”. Oprócz tych walorów, jak twierdzi, to dobra lokalizacja stanowi główny powód, dla którego polskie wytwórnie filmowe, mieszczące się przede wszystkim w Warszawie, wybierają ten region jako miejsce do kręcenia scen plenerowych.

Sen o Victorii

Hotel Victoria był w schyłkowym PRL symbolem luksusu, dlatego nie mogli go nie polubić filmowcy. A szczególnie twórcy serialu „07 zgłoś się”, ale także m.in. „Wielkiego Szu”, „Piłkarskiego pokera”, „Misia” i „Kingsajzu”. Pokazywany był z każdej strony. Wielokrotnie wykorzystywano fasadę budynku, ale także przedsionek, drink bar, kawiarnię i korytarze. Tu Rysiek, czyli debiutujący Zbigniew Zamachowski w „Wielkiej majówce”, wynajął, przy muzyce zespołu „Maanam”, apartament, by w końcu przekonać się, że nawet dziś nie wszystko można kupić za pieniądze.
Dozorca Popiołek z serialu „Dom”, grany przez Wacława Kowalskiego, mawiał otwierając bramę przy Złotej 25, że „ustrój to rzecz przejściowa, a brama to rzecz święta”. Nieprzemijające okazało się zamiłowanie filmowców do Victorii. W latach 90. pojawia się tu już jednak nie porucznik Borewicz, lecz komisarz Halski z „Ekstradycji”, a także inny Rysiek - Riedel z „Dżemu”, śpiewający „Sen o [zupełnie innej] Victorii”.
W PRL dzisiejszy pl. Piłsudskiego był najmodniejszym warszawskim placem filmowym. W III RP tę rolę przejął pl. Zbawiciela. Kręcono tu m.in. filmy: „Fuks”, „Mąż swojej żony”, „Operację Samum”. Ale prawdziwą karierę zrobił w filmach Ryszarda Krauzego „Dług” i - siedem lat później - w „Placu Zbawiciela”. Dlaczego akurat ten plac? Jak tłumaczył Krauze, komponowało mu się: pierwszy film kończył na pl. Zbawiciela, a drugi na nim się zaczynał.
- Oba filmy dotyczą tego samego pokolenia, tamci chłopcy marzyli o pierwszym w życiu wielkim interesie, ci o pierwszym własnym mieszkaniu. To są opowieści o społeczeństwie w transformacji - tłumaczył reżyser. - Jest też coś osobistego w pl. Zbawiciela, bo z moją żoną Joanną Kos-Krauze mieszkaliśmy koło placu, tam pierwszy raz spotkaliśmy się. Jest wreszcie plan metaforyczny, bo to jest historia o winie i odkupieniu.

Odpowiednio klimatyczna

Przy Złotej 25 kamienicy Popiołka, oczywiście, nie ma. Jej rolę grał pobliski dom przy ul. Pańskiej, która w ogóle miała szczęcie do filmów fabularnych i seriali. Niedaleko od królestwa Popiołka, na osiedlu przy Pańskiej, mieszkał czterdziestolatek, inżynier Karwowski, budowniczy Trasy Łazienkowskiej. Przy Pańskiej kręcono też kilka innych obrazów, w tym komedię „Nie lubię poniedziałku”.
Ale najbardziej znaną filmową ulicą jest praska Mała, pominięta skądinąd w książce Marka Szymańskiego. Nie dlatego, że rzeczywiście jest mała, lecz dlatego, że jest odpowiednio klimatyczna. Podobnie jak cała okolica, która udawała niejedno i nie raz. Udawała samą siebie, ale najczęściej przedwojenną i wojenną lewobrzeżną Warszawę.
Okolica ostatnią wojnę przetrwała prawie bez uszczerbku. Zachowały się całe kwartały kamienic i fabryk przełomu XIX/XX wieku i międzywojnia. Nie trzeba było odbudowywać miasta w atelier. Na Małej, biegnącej od ul. Inżynierskiej do Konopackiej, i to po obu stronach, zachowała się dawna zabudowa, przypominającą np. tę z przedwojennego Muranowa. I to ona ściągała i ściąga szczególnie wielu filmowców.

Reklama

W roli Maniusia Kitajca

Dlatego, gdy w końcu lat 50. na Małą zawitała ekipa komedii obyczajowej „Cafe Pod Minogą” (kręconej na podstawie powieści Stefana „Wiecha” Wiecheckiego, a rozgrywającej się w okupowanej stolicy), filmowcy nie musieli zamykać oczu, żeby zobaczyć dawną Warszawę. Reżyser Bronisław Brok miał w czym wybierać, trzeba było tylko trochę podretuszować fasadę budynków i scenografia była gotowa. Tytułowy bar sąsiadujący wcześniej z zakładem pogrzebowym teraz stworzył w nim, pod bokiem Niemców, nielegalną filię. Adolf Dymsza dzięki niej był bardziej przekonujący w roli Maniusia Kitajca.
W 1970 r. uroki okolicy dostrzegł Janusz Morgenstern, który tu umieścił akcję serialu „Kolumbowie, rocznik 20”, opowiadającego o losach przedstawicieli pokolenia konspiratorów, żołnierzy AK podczas okupacji niemieckiej, a później powstania warszawskiego. Na murach pojawiły się napisy wykonywane w czasie okupacji przez Mały Sabotaż, a klimatu dopełniały przekonujące role młodych aktorów i muzyka Jerzego „Dudusia” Matuszkiewicza.
Jak pisano po latach, odkryciem twórców serialu było ukazanie losów pokolenia Kolumbów „bez pseudopatriotycznego zadęcia i sztucznego patosu”. Bez świadomości, że uczestniczą w wielkim dziejowym wydarzeniu i że po latach historia uczyni z nich bohaterów. „Ten klimat filmu doskonale oddaje autentyczny, krążący po okupacyjnej Warszawie wierszyk: „Pod Rostowem od krwi ślisko/A my idziem na boisko” - pisał spóźniony krytyk. Tłumaczył to „postawą obronną, wisielczym humorem jako odtrutką na czyhającą za każdym rogiem możliwość łapanki i nieustanne poczucie zagrożenia”.

Dziewczęta z Nowolipek

Na Małej i w jej bezpośredniej okolicy od lat czas wydaje się płynąć powoli. Jeszcze do lat 70. XX wieku była ulicą brukowaną i oświetloną gazowymi latarniami. Na jednej z kamienic można było jeszcze niedawno zobaczyć przedwojenny szyld sklepiku spożywczego „J. Nowicki”. Na narożnym podwórku (przy ul. Inżynierskiej) można było oglądać nieotynkowany od urodzenia, powojenny budynek. A w głębi na niskim piętrowym budynku napis po rosyjsku „L. Barwich” - dawny szyld fabryki armatur i niklowni Ludwik Barwich i Aleksander Jung. To tu w latach 30. ub. wieku mieściły się warsztaty szybowcowe, gdzie skonstruowano prototyp szybowca Komar.
W narożnej kamienicy przy Stalowej 1 przez ostatnie lata życia, do śmierci w 1979 r., mieszkał sam „Wiech” - Wiechecki, autor słynnych, pisanych stylizowanym językiem warszawskich przedmieść, felietonów. Na kamienicy umieszczono upamiętniającą go tablicę.
W 1985 r. przy ul. Małej rozczarowania przeżywały bohaterki filmów „Dziewczęta z Nowolipek” i „Rajska jabłoń” powstałych na podstawie powieści Poli Gojawiczyńskiej. Barbara Sass, jak tłumaczono, okazała się, przynajmniej w pierwszym z obrazów, mistrzynią w pokazywaniu kobiet. Tym razem w kostiumie historycznym opowiadała historię czterech przyjaciółek ze szkoły: Kwiryny, Bronki, Franki i Amelki.
„Tło, w jakim reżyserka umieszcza swoje postaci, może być różne, ale zawsze z otaczającym światem trzeba się mierzyć, prowadzić z nim walkę, bowiem ten świat przytłacza nas, często osacza i dusi” - pisał recenzent. Tym razem Mała grała Nowolipie.

Ufryzowana na getto

W końcu lat 80. powstał tu „Korczak” Andrzeja Wajdy, z Wojciechem Pszoniakiem w tytułowej roli. Film raczej nieudany, acz głośny. Wtedy o ul. Małej, grającej okupacyjną ul. Chłodną, usłyszano za granicą. Plener przekonał do siebie Romana Polańskiego.
- Oddałem Korczakowi wszystkie moje zdolności i umiejętności, chociaż równolegle z filmem nastąpiły wybory 1989 r., a później moje codzienne niemal w Senacie - mówił w późniejszym wywiadzie Wajda. - Oficjalna projekcja w Cannes podczas festiwalu 1990 r. i owacja na stojąco w pałacu festiwalowym była niestety ostatnim sukcesem Korczaka. Następnego dnia recenzja w „Le Monde” zrobiła ze mnie antysemitę i żaden z liczących się dystrybutorów nie zdecydował się zaangażować w rozpowszechnianie tego filmu poza Polską.
Szerokie rozpowszechnianie miał za to kręcony kilkanaście lat później „Pianista”, obsypany deszczem nagród ze Złotą Palmą i Oscarem na czele. Okolica odgrywała rolę rogu Chłodnej i Żelaznej. Okolicę, jedną z - jak się uważa - najbardziej zaniedbanych w stolicy, trzeba było nieco ufryzować. Jak tłumaczono, półżartem, dziury na ścianach okolicznych kamienic nie zrobili ani wojacy Wehrmachtu, ani żołnierze AK, ani Armii Sowieckiej, ani miejscowi chuligani, ani nawet upływ czasu. To ponoć efekt działalności kolejnych ekip filmowców.

Reklama

Kolumbia: biskup w stroju bezdomnego na kongresie diecezjalnym

2019-10-15 19:11

pb (KAI/avvenire.it) / Armenia

Ordynariusz kolumbijskiej diecezji Armenia przyszedł na diecezjalny kongres duszpasterstwa społecznego przebrany za bezdomnego. Nierozpoznany przez nikogo, obserwował zachowania uczestników obrad. Swój psychologiczny eksperyment podsumował słowem: „obojętność”.

youtube.com
Biksup podczas przygotowań do roli bezdomnego

Psycholog i komunikator społeczny, 52-letni bp Carlos Arturo Quintero Gómez założył zużyte ubrania, poddał się maskującemu wygląd makijażowi i poszedł na kongres, odbywający się na uniwersytecie Quindío. Żebrał, prosił o pomoc, a nawet upadł, aby przekonać się, jak zareagują zebrani na obecność „intruza”.

- Zrobiłem to, aby zobaczyć reakcje ludzi w spotkaniu z osobą ubogą, bezdomną, w brudnym i śmierdzącym ubraniu, która wchodzi do kościoła czy na diecezjalny kongres. Był to sposób na poznanie postaw chrześcijan - wyjaśnił hierarcha cel swego eksperymentu.

Opowiedział też, co odczuwał w czasie, gdy udawał bezdomnego. - Zacząłem wchodzić w skórę takiej osoby. Odczułem ból i rozdarcie serca na myśl o niedostatku i o ubóstwie. Gdy tylko wszedłem do auli, zacząłem doświadczać obojętności. Wszedłem tam tak, jakbym był u siebie w domu. Nikt mnie nie przyjął, gdy przechodziłem przez recepcję, nikt mnie nie przywitał i nikt nie zapytał, kim jestem. Potem usiadłem w strategicznym miejscu, aby móc analizować zachowania ludzi - stwierdził bp Quintero Gómez.

Przyznał, że nikt go źle nie potraktował, ale to, czego doświadczył, najlepiej oddaje słowo „obojętność”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Obywatelski projekt „Stop pedofilii” przeszedł pierwsze czytanie w Sejmie

2019-10-16 19:56

maj, lk / Warszawa (KAI)

Obywatelski projekt nowelizacji Kodeksu karnego przygotowany przez inicjatywę „Stop pedofilii” przeszedł pierwsze czytanie w Sejmie. W wyniku głosowania, które odbyło się dziś, 16 października, skierowany został do Komisji Nadzwyczajnej ds. zmiany w kodyfikacjach (NKK). Podpisy pod projektem złożyło ponad 265 tys. Polaków.

Kancelaria Sejmu/Łukasz Błasikiewicz

Pierwsze czytanie projektu Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej „Stop pedofilii” odbyło się we wtorek 15 października. W toku dyskusji złożono wniosek o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu. Wniosek ten odrzucony został podczas dzisiejszego głosowania. Za przyjęciem wniosku głosowało 150 posłów, przeciw – 243, 13 – wstrzymało się. W związku z tym Marszałek Sejmu Elżbieta Witek poinformowała o skierowaniu projektu do Komisji Nadzwyczajnej ds. zmiany w kodyfikacjach (NKK) w celu rozpatrzenia.

Projekt ustawy zakłada nowelizację art. 200b Kodeksu Karnego. Według proponowanych zmian, karze grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2 będzie podlegał ten, kto publicznie propaguje lub pochwala podejmowanie przez dzieci obcowania płciowego, a do lat 3 – jeśli dopuszcza się tego czynu za pomocą środków masowego komunikowania. Karze pozbawienia wolności do lat 3 będzie też podlegał ten, kto „propaguje lub pochwala podejmowanie przez małoletniego obcowania płciowego lub innej czynności seksualnej, działając w związku z zajmowaniem stanowiska, wykonywaniem zawodu lub działalności związanych z wychowaniem, edukacją, leczeniem małoletnich lub opieką nad nimi albo działając na terenie szkoły lub innego zakładu lub placówki oświatowo-wychowawczej lub opiekuńczej”.

Jak uzasadniali autorzy projektu, art. 200b k.k. we wcześniejszym brzmieniu penalizował jedynie publiczne propagowanie lub pochwalanie zachowań o charakterze pedofilskim. Ograniczał się więc wyłącznie do sytuacji, kiedy osoba dorosła współżyje z osobą małoletnią, całkowicie pomijając fakt, że coraz częściej propaguje oraz pochwala się sytuacje, kiedy to małoletni podejmują współżycie ze sobą. W konsekwencji, obowiązujący stan prawny nie nadąża za przemianami społecznymi, jakie można zaobserwować w dzisiejszych czasach. Skutkują one akceptacją, a w najlepszym razie obojętnością wobec zachowań, których skutki są dla małoletniego negatywne.

W trakcie pierwszego czytania w Sejmie przedstawiciel wnioskodawców Olgierd Pankiewicz przekonywał, że proponowana nowelizacja polega na "zakazie publicznego pochwalania i propagowania seksualnej aktywności osób małoletnich".

Zamiar utworzenia Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej „Stop pedofilii zgłoszony został w Sejmie 28 marca 2019 r. przez Fundację Pro – prawo do życia, w odpowiedzi na podpisanie przez prezydenta warszawy Rafała Trzaskowskiego tzw. „Deklaracji LGBT”.

19 kwietnia br. Marszałek Sejmu poinformował o zarejestrowaniu Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej „Stop pedofilii”, po czym w całym kraju ruszyła zbiórka podpisów pod projektem. Jak informowali organizatorzy akcji, uliczne zbiórki były wielokrotnie zakłócane przez działaczy LGBT.

Projekt ustawy poparło ponad 265 tys. Polaków. 17 lipca 2019 r. ich podpisy złożone zostały w Sejmie. W ramach akcji „Stop pedofilii” Fundacja wydała również m.in. bezpłatny poradnik dla rodziców i nauczycieli pt. "Jak powstrzymać pedofila?", w którym znalazły się informacje o skali systemowej deprawacji seksualnej dzieci w krajach Europy zachodniej i Ameryki oraz rady, w jaki sposób ustrzec dzieci przed zagrożeniem na terenie swojej szkoły lub przedszkola. Publikację można pobrać za darmo ze strony stoppedofilii.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem