Reklama

Dotrzymała słowa

Leokadia Kukuryk mimo swoich 83 lat i niepełnosprawności tryska energią. Nie ma dnia, aby nie była w Bazylice Grobu Bożego w Miechowie na Eucharystii i nie ma miesiąca w jej życiu bez Jasnej Góry. Pielgrzymowała tam nawet w stanie wojennym, bo Maryi zawierzyła swoje życie

Niedziela kielecka 34/2012

Urodziła się 8 listopada 1929 r. w Boczkowicach k. Książa Małego w rodzinie Jana i Marii z Babickich, była ich siódmym dzieckiem. Rodzice mieli małe gospodarstwo rolne. W ubogim domu każde dziecko było traktowane jako dar od Pana Boga i przyjmowano je z radością. Wszystkie starsze dzieci pomagały rodzicom w pracach polowych i w obejściu. Gdy Leokadia miała trzy lata, bawiąc się w pobliżu kieratu, uległa wypadkowi, straciła dwa palce u prawej ręki, dwa lata później uszkodziła sobie oko, straciła w nim wzrok. Pamięta tamte wypadki, ból i słowa mamy, że Jezus jeszcze bardziej cierpiał na krzyżu. Leokadia wtedy przestawała płakać, znała dobrze postać Jezusa, Jego cierpienie i śmierć na krzyżu.

Zdobycz wojenna

O przekazywanie wiary dbali dziadkowie i rodzice. Dziadek Franciszek był „dobrą duszą rodziny”. Pobożny, nigdy nie zaczynał dnia bez modlitwy. Chodził z różańcem, który nosił na szyi. W niedzielę rano wychodził do kościoła, a wracał po południu po Nieszporach. Dla Pana Boga w ich rodzinie zawsze był czas. Dziadek szczególnym kultem darzył Maryję Częstochowską, pewnego dnia na przydrożnej sośnie powiesił Jej wizerunek. Zrobił małą kapliczkę, żeby - jak mówił - przechodzący ludzie oddawali Jej cześć i przez Jej pośrednictwo wypraszali łaski u Boga. Pracując, zawsze nucił pieśń: „Do Częstochowy, do Częstochowy, do naszej Matki i naszej Królowej”. Ojciec Leokadii wychowany w takim duchu również był człowiekiem głębokiej wiary. Po pierwszej wojnie światowej - a los rzucał go i na Pacyfik, gdzie Rosja walczyła z Japonią i do Egiptu, gdzie krzyżowały się interesy Anglików, Francuzów i Niemców - przywiózł do domu polskie wydanie Biblii. To była jego „zdobycz wojenna”. Kupił ją w muzułmańskim Egipcie, od kogo? Nie wiadomo. I tak Biblia kupiona w muzułmańskim kraju stała się podstawową lekturą w domu Leokadii, podobnie jak „Żywoty świętych”, których fragmenty mama znała na pamięć. Przy praniu, sprzątaniu czy haftowaniu opowiadała dzieciom historie świętych, każdego dnia snuła opowieść o innym patronie. Dziadek nie potrafił pisać, na dokumentach podpisywał się trzema krzyżykami, ale o dziwo, nauczył się czytać i wciąż czytał książki i wydawnictwa religijne. W domu panowała atmosfera religijna, a największymi autorytetami byli ksiądz i nauczyciel. Mama, będąc młodą dziewczyną, chciała zostać zakonnicą, jednak jako jedynaczka została wydana za mąż. Modliła się, aby chociaż jedno z jej dzieci poświęciło się Bogu. Jej prośby zostały wysłuchane, brat Leokadii został kapłanem, skończył krakowskie seminarium. To było wielkie szczęście dla ich rodziny.

Reklama

Prymicje na Jasnej Górze

Tuż po wojnie Leokadia rozpoczęła naukę w Gimnazjum im. Tadeusza Kościuszki w Miechowie. Tam została przez prefekta ks. Stanisława Ratajewicza przyjęta do Sodalicji Mariańskiej. Pamięta swoją pierwszą pielgrzymkę do Częstochowy. Zorganizował ją ks. Ratajewicz. Do Maryi pojechali towarowym pociągiem. Z tego pierwszego spotkania z Maryją pamięta tylko pieśni, modlitwy, kraty i Obraz Jasnogórski. Kilka lat później jej brat otrzymał święcenia prezbiteratu, na święcenia została zaproszona cała wieś. Następnego dnia - 29 czerwca, w uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła, brat odprawił swoją Mszę św. prymicyjną w kaplicy przed Cudownym Obrazem Matki Bożej Częstochowskiej na Jasnej Górze. Wzięło w niej udział blisko sto osób z ich rodzinnej wsi. Obiecała sobie wtedy, że będzie tu, na Jasną Górę, wracać, i słowa dotrzymała.

Konno do kościoła

Po maturze ukończyła kurs katechetyczny u sióstr urszulanek. Dyplom ukończenia kursu otrzymała z rąk kard. Sapiehy. Rozpoczęła pracę w szkole podstawowej w Kalinie Małej. Języka polskiego uczyła jedenaście lat. To były pionierskie czasy. Drogi były polne, wiosną i jesienią rozmywane przez deszcz. Do kościoła w Miechowie, w którym przygotowywała niepełnosprawnego chłopca do Pierwszej Komunii św., jeździła na motorowerze. - Wie pan, wtedy to życie wyglądało zupełnie inaczej. Ja na przykład, gdy chciałam się dostać do Książa Wielkiego do kościoła, to przez te bagniste drogi jechałam na koniu. Błoto było po kolana. Konia zostawiałam u kuzyna i szłam do kościoła. Ludzie śmiali się ze mnie, mówili: „O jedzie na koniu jak przedwojenna dziedziczka” - śmieje się. Jak było sucho, jeździła motorowerem. Czasy były ciężkie. Komuniści utrwalali władzę ludową i śledzili ludzi. Na pierwszy rzut szli księża i nauczyciele. Ubecy i agenci pisali donosy na Leokadię, że „ma mocny wpływ na otoczenie”, „jest zatwardziałą katoliczką”, „dzieci w szkole wychowuje w duchu katolickim i zabiera całymi klasami uczniów do kościoła”. Donosy okazały się skuteczne. Leokadia została przeniesiona do Święcic - tam nie było kościoła. Nie dała za wygraną, codziennie wczesnym rankiem szła do Książa Małego i uczestniczyła tam we Mszy św., potem prosto szła do szkoły. Kościół był także w Trzonowie, więc wszystkie dzieci z jej klasy, pod jej opieką, odbyły dziewięć pierwszych piątków miesiąca. Leokadia wszystkiego dopilnowała. Lubiła pracę z dziećmi, Uczyła je, ale także wychowywała, przekazywała nie tylko wiedzę, ale coś więcej. Jak była młodą dziewczyną, uczennicą liceum w Książu Wielkim, to zorganizowała ognisko zuchów. Codziennie rano i wieczorem na spotkaniach z dzieciakami modliła się, w maju obok przydrożnych kapliczkach śpiewały pieśni maryjne, a w październiku zabierała je do kościoła na nabożeństwo różańcowe. Praca z dziećmi sprawiała jej przyjemność. W Święcicach przepracowała osiem lat. Nie zapomniała o Maryi z Jasnej Góry. Brała dzieci do autobusu i jechała z nimi do Częstochowy, a ubecy pisali donosy…

Reklama

Aresztowana?

W 1973 r. Maryja peregrynowała w kopii Cudownego obrazu. W Sawicach wszyscy ludzie przyjmowali obraz i późnym popołudniem modlili się wspólnie z sąsiadami, rodziną i wszystkimi, którzy chcieli uczcić Ją modlitwą. Leokadia była każdego dnia przy Maryi. Prowadziła modlitwy, przewodziła pieśniom. W notatkach UB z tamtego okresu można przeczytać że „nigdy nie zgodziła się i nie zgodzi z obecnym ustrojem Polski”. Ludzie myśleli że ją zamkną, że ich nauczycielka zostanie aresztowana. Ba! Nawet pewnego dnia rozeszła się pogłoska, że ją aresztowali i osadzili w więzieniu. Nic takiego się nie wydarzyło, Leokadia nadal modliła się z ludźmi przed wizerunkiem Maryi.
To było w lutym, na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Pewnego dnia dzieci zwróciły się do niej, aby pomogła im zawiesić w klasach krzyże. Kupiła kilka krucyfiksów, ksiądz je pobłogosławił i poszła do dyrektora szkoły z prośbą, aby pozwolił na ich powieszenie. Dyrektor uspakajał, tonował zamiary Leokadii, mówił, że wszystko załatwi spokojnie, bez rozgłosu itd. Bał się, był człowiekiem na stanowisku. Wieś Parkoszewice wrzała, wszyscy chcieli mieć krzyże w klasie. - Pan Gądek powiększył mi otwory w krzyżach, żeby przez nie przeszedł gwóźdź, i krzyże zostały powieszone. Tak na marginesie, to syn tego dyrektora został księdzem - uśmiecha się.

Reklama

Obietnica

Nad łóżkiem umierającej mamy wisiał obraz Matki Bożej Częstochowskiej. Bardzo osłabiona, nie mogła mówić, podnosiła rękę i jakoś dziwnie nią poruszała, wskazując na obraz. Wtedy Leokadia uczyniła postanowienie, że od tego momentu, czyli od sierpnia 1954 r., w każdą pierwszą sobotę miesiąca złoży hołd Królowej Polski na Jasnej Górze. Tak postanowiła sobie kilkadziesiąt lat temu, i słowa dotrzymuje. Nie wyobraża sobie tego, aby choć raz w miesiącu nie być na Jasnej Górze. Od początku lat pięćdziesiątych bierze także udział w ogólnopolskich pielgrzymkach nauczycieli i wychowawców. W 1958 r. podczas jednego z takich jasnogórskich czuwań spotkała pana z Kielc. Wspólnie postanowili zmobilizować w swoich środowiskach ludzi, którzy będą przyjeżdżać na Jasną Górę, by modlić się o powołania kapłańskie i zakonne dla diecezji kieleckiej. Początkowo przyjeżdżali w różnych terminach, przeważnie w soboty. Po sugestiach pań z Instytutu Prymasowskiego postanowili, że będą przyjeżdżać zawsze z czwartego na piąty dzień każdego miesiąca. Grupa nazwana została kielecką - w większości stanowią ją wierni z Kielc i z Książa Małego, z którego pochodzi Leokadia.
Nocne czuwanie rozpoczynają pieśnią: „O, Niepokalana, przyjmij dzieci swe…”, modlą się Różańcem, Godzinkami, później jest Droga Krzyżowa, którą ułożyli sami pielgrzymi. W tygodniu przed czuwaniem ksiądz proboszcz w Książu Małym ogłaszał: „Nasz dyżur na Jasnej Górze” i wszyscy wiedzieli, o co chodzi. Organizowali się sami, szukali transportu, jeśli komuś brakowało na bilet, to pożyczali sobie pieniądze. - Jeden wysoko postawiony funkcjonariusz milicji, który chciał sobie dorobić, wypożyczał nam swojego kierowcę - zięcia i on wiózł nas na Jasną Górę. Oczywiście nikomu nie przyznawał się, gdzie był, i sam nie uczestniczył w modlitewnych czuwaniach. Najciężej było się dostać do Częstochowy w czasie stanu wojennego. Żeby jechać do Częstochowy, trzeba było mieć przepustkę.

Reklama

Wymodlone powołania

Modlitwy przed Cudownym Obrazem przyniosły piękny owoc. Po trzydziestu latach przerwy z parafii Książ Mały wyszło sześciu kapłanów i trzy siostry zakonne. Leokadia wspomina pewne wydarzenie. W jednym z czuwań wziął udział mały chłopczyk - Leszek Dziwosz. W tym czasie, na Jasnej Górze przebywał Prymas Wyszyński. Leokadia dowiedziała się, kiedy i którędy będzie przechodził do Kaplicy Cudownego Obrazu. - Powiedziałam do chłopca: „Słuchaj, Lesiu, idź do Prymasa i poproś, żeby cię pobłogosławił, żebyś został księdzem”. Gdy Prymas szedł po schodach, podbiegł do niego Lesiu, a ten przyciągnął go do siebie i uczynił nad jego głową znak krzyża. - A ta pani to mamusia? - zapytał Prymas, wskazując na Leokadię. - Nie, to nauczycielka. - O, jak takich nauczycieli mamy, to rzeczywiście Polska będzie katolicka - podsumował Prymas. Minęło wiele lat. Leokadia pojechała na cmentarz pomodlić się przy grobach rodziców. Tam spotkała mamę Leszka. Ta rozpromieniona opowiedziała jej, że syn poszedł do seminarium i prosiła o modlitwę za niego. Dziś Leszek jest kapłanem, proboszczem w parafii bł. ks. Józefa Pawłowskiego z Grona 108 Męczenników we Włoszczowe.

Przyjaciel człowieka

Pani Leokadia mieszka niedaleko Bazyliki Grobu Bożego w Miechowie. Codziennie uczestniczy w Eucharystii, działa w szeregach Akcji Katolickiej, w 2004 r. zorganizowała oddział Arcybractwa Straży Honorowej Najświętszego Serca Jezusa. Każdy z członków zobowiązany jest do poświęcenia jednej godziny dziennie na łączność z Panem Jezusem, nie przerywając pracy lub codziennych zajęć. Codziennie przewodniczy godzinnej adoracji przed Najświętszym Sakramentem. Od kilku lat pomaga osobom niepełnosprawnym w Polskim Stowarzyszeniu na rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym w Miechowie. Raz w tygodniu chodzi do osób niepełnosprawnych i prowadzi warsztaty terapeutyczne. Jej praca i poświęcenie drugiemu człowiekowi zostało docenione przez burmistrza Miechowa i rok temu otrzymała nagrodę „Miechowskie Anioły” w kategorii „Przyjaciel Człowieka” za bezinteresowne działania na rzecz wsparcia osób niepełnosprawnych. Pani Leokadia kilkadziesiąt lat temu zaufała Maryi i oddała się w Jej opiekę. Jest świadkiem cudów, które wydarzyły się na jej oczach. Tych wielkich i tych małych, które zdarzają się codziennie, a których nie chcemy lub nie potrafimy dostrzec.

W następnym numerze sylwetka Mariusza Dyragi - kolportera „Niedzieli Kieleckiej”, kierującego Stowarzyszeniem „Święty Jacek” przy parafii Leszczyny

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Nowy sługa Boży – br. Kalikst Kłoczko

2022-11-24 19:54

[ TEMATY ]

sługa Boży

kapucyni

archiwum Warszawskiej Prowincji Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów

Sługa Boży br. Kalikst Kłoczko (1930-2013)

Sługa Boży br. Kalikst Kłoczko (1930-2013)

Na mocy decyzji Stolicy Apostolskiej Kościół w Polsce może cieszyć się wstawiennictwem nowego sługi Bożego – kapucyna br. Kaliksta Kłoczko. W ten sposób proces beatyfikacyjny zakonnika wchodzi w nowy etap.

Kapucyński stolarz, nie tylko zawodem, sposobem życia, a niektórym nawet wyglądem przypominający św. Józefa. Z jednej strony zanurzony w modlitwie, a z drugiej blisko ludzi i ich życia. Pomysłowy rzemieślnik, zaskakujący technicznymi rozwiązaniami i artysta, który potrafił wykonać w drewnie niemal wszystko – Brat Kalikst odszedł w opinii świętości w 2013 r., po przeżyciu w Zakonie Braci Mniejszych Kapucynów ponad 60 lat.

CZYTAJ DALEJ

Ewangelia na niedzielę: Do czego przygotowuje mnie Adwent?

2022-11-26 10:12

[ TEMATY ]

Ewangelia

rozważanie Słowa Bożego

domena publiczna

Mówiąc o końcu świata, Jezus ukazuje trzy sceny: potop z czasów Noego, odmienny los osób wykonujących pozornie tę samą pracę oraz obraz gospodarza, który strzeże swojego domu przed złodziejem. Jedli, pili, pracowali, bawili się – byli zajęci swoimi sprawami, zanurzeni w codzienności. Choć nie wiadomo kiedy, Syn Człowieczy na pewno przyjdzie – akcentuje w komentarzu do Ewangelii na I niedzielę Adwentu, 27 listopada, ks. Krzysztof Wons, dyrektor Centrum Formacji Duchowej Salwatorianów w Krakowie.

1. Tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego

CZYTAJ DALEJ

MŚ 2022 - skandynawskie media: szalony Szczęsny i łzy Lewandowskiego

2022-11-26 18:02

[ TEMATY ]

piłka nożna

PAP/EPA/Friedemann Vogel

Zwycięstwo Polski nad Arabią Saudyjską 2:0 ocenione zostało w Skandynawii jako pokaz zimnej krwi polskich piłkarzy, zwłaszcza Wojciecha Szczęsnego, który w przełomowym momencie meczu popisał się szaloną, podwójną obroną rzutu karnego.

Gra polskiej drużyny została oceniona jako solidna i opanowana, która sprowadziła na ziemie Arabię Saudyjską z euforii po sensacyjnym pokonaniu Argentyny kilka dni wcześniej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję