Reklama

Homo lumpex

Niedziela Ogólnopolska 46/1999

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

W sklepach z używaną odzieżą - ciucholandach, lumpeksach, szmateksach czy z angielska w second-handach - ubiera się, jak obliczono, 1/4 Polaków, głównie tych niezamożnych: emerytów, rencistów, bezrobotnych, pracowników budżetówki. Pomysł Ministerstwa Gospodarki, by ograniczyć ilość napływającej do Polski odzieży z drugiej ręki, spotkał się z oburzeniem tej części społeczeństwa, której nie stać na nowe ubrania.

Tania odzież

W każdej polskiej mieścinie czy wielkiej aglomeracji sklepy z tego rodzaju towarem można znaleźć na każdej niemal ulicy. Nawet na tej najbardziej eleganckiej. Oferują tanią odzież w wielkim wyborze. Tutaj można wygrzebać ze sterty kolorowej materii suknię od Diora, która kosztuje tyle, ile zaważy, apaszkę od Hermesa czy bieliznę od Triumpha. Nikogo nie obchodzi, że towar nie najładniej pachnie, a jego pochodzenie stanowi tajemnicę. Po wypraniu nikt się nie domyśli, skąd modna rzecz pochodzi. Na tym polega urok ciuchów dla osób, które szukają tam detalu wykańczającego strój. Jednak dla większości są jedynym miejscem, w którym stać ich na kupienie w jednym miesiącu i swetra, i kurtki.

Niemiecki trop

Reklama

Ciuchowe eldorado zaczyna się na ulicach niemieckich lub holenderskich miast, gdzie pedantyczne panie wystawiają na ulicę worki z używaną odzieżą. Czasem jest ona czysta, poskładana w kostkę, czasem brudna i podarta. Worki te są natychmiast zabierane przez konkurencyjne firmy "szmaciarskie", kierowane teraz głównie przez emigrantów z Polski. Towar trafia do rąk krajowych hurtowników i zostaje posortowany na lepszy, gorszy lubnadający się jedynie jako przemysłowe czyściwa bawełniane. Lepszy towar, sort, zawiera niezniszczone rzeczy, czasem nawet z renomowanych domów mody. Niesort jest ryzykiem. Może zdarzyć się, że cały zakupiony transport ciuchów trafi z marszu na śmietnik. Może jednak być i tak, że z worka wyciągnie się przepiękne futro z norek, którezwróci ewentualne straty. Pani Alina swój mały sklepik prowadzi od 7 lat. Wytrzymała konkurencję butików z modną odzieżą i markowych sklepów z dżinsem. Wszystkie plajtowały prędzej czy później. Do niej przychodzą głównie emeryci, renciści, bezrobotni, słowem - ubodzy. Na stojakach wiszą kurtki od 20 do 35 zł za sztukę. Skórkowe odzienie, w którym kochają się Polki - maksymalnie 70 zł. Na bazarze po drugiej stronie ulicy za ten sam asortyment płaci się od 4 do 5 razy drożej. U pani Alinki wełniany sweterek albo angorka kosztuje do 20 złotych, w normalnym sklepie kilka razy więcej. Podobnie sprawa przedstawia się z ubrankami dla dzieci i młodzieży. Dodatkowym atutem ciucholandu jest możliwość zakupów na kredyt lub raty. Rzecz jasna, że w ten sposób traktowani są jedynie stali klienci, ale pani Alinka twierdzi, że wszyscy jej klienci są stali.
- Kalkulacja jest prosta - tłumaczy właścicielka sklepu. - Najtańszy towar na bazarze jest kiepskiej jakości. Dobrze wygląda do pierwszego, drugiego prania. U mnie choć towar przechodzony, ale porządny. Dobre materiały, dobry krój. Proszę dotknąć flauszu na tych zimowych paltach. Prawda, jaki mięsisty, gruby? - zachwyca się. - A dżinsy? Same markowe firmy. No, jak pani myśli, ile kosztuje nowa para takich gatek? Za rogiem w sklepie do 200 zł. U mnie 30...

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Czołg w ciuchach

Właściciele sklepów z nową odzieżą niechętnie mówią o ciuchowej konkurencji. Twierdzą, że ich klienci nie splamią się szmateksem. Nie ma konfliktu interesów. Jeśli można mówić o zarzutach, to główny dotyczy sprowadzania towaru brudnego, niewiadomego pochodzenia, w którym mogą być zarazki. - Kompletna bzdura - śmieje się Marek Jurczyk, pionier ciuchowego biznesu w Polsce Południowej, właściciel jednej z największych hurtowni odzieży używanej na Śląsku. - Przez granice nie przejedzie TIR bez zgody Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Proszę pani, w Polsce obowiązują jedne z najostrzejszych przepisów sanitarnych w Europie. Dotyczą nie tylko żywności czy chemii gospodarczej, ale także używanej odzieży. - A zanieczyszczenie środowiska naturalnego, o którym mówią urzędnicy Ministerstwa Ochrony Środowiska, które powstaje w wyniku palenia ogromnej ilości nie sprzedanego towaru z ciucholandów? A zarzuty o przemycie? Podobno w kontenerze z ciuchami można przemycić bombę atomową albo czołg? - Następna bajeczka. Osobiście wolałbym, żeby zainteresowano się dzikimi wysypiskami śmieci i składowaniem w Polsce odpadów radioaktywnych niż dymem z kominów ciucholandów. A co do przemytu bomb i czołgów? Od czego są celnicy?

To nie jest dla ludzi

Pani Alinka, która rzadko odwiedza sklepy z nową odzieżą, przeszła się ostatnio po domach towarowych w celachwyłącznie poglądowych. Zaparło jej dech, gdy zobaczyła ceny zimowych okryć. Od 300 do 2000 zł. Niewiele tańszebyły kurtki młodzieżowe i buty, drogie także czapki i szaliki. Z zupełnie niezrozumiałych powodów odzież z salonu mody okazała się dwa razy droższa niż identyczna produkcja spod łódzkiego Tuszyna. - Dla kogo przeznaczony jest ten towar? - pytała retorycznie pani Alinka po powrocie z eskapady. - Dla emeryta,
który dostaje 500 zł emerytury, nauczyciela z 600 zł co miesiąc, a może dla pielęgniarek zarabiających niewiele więcej? Jak oni kalkulują ceny? No, chyba że w grę wchodzi 300% zysku... - bezradnie rozkłada ręce. Na dowód swych słów wystawia głowę ze sklepu i krzyczy za szczupłą szatynką, prowadzącą za rękę małego chłopca.
- Jadzia, chodź na chwilę! (Jadzia ma spełnić rolę statystycznej klientki lumpeksów).
- Dziewczyna ma w domu jeszcze trójkę dzieci - objaśnia pospiesznie pani Alinka. - Pracuje w warzywniaku.
- Jadzia, ile ty zarabiasz na rękę?
- 550 zł.
- Mąż jest na zasiłku - wyjaśnia skrupulatnie pani Alinka - która, jak widać, zna tutaj rzeczywiście wszystkich. - Nie trzeba mieć matury, żeby obliczyć, że Jadzi rodzinę stać na kupno ubrania jedynie w ciucholandach. Pani Czesia, emerytowana prządka, na ciuchach ubiera się od początku lat 90. - Niektóre rzeczy są jak nowe. O, proszę popatrzeć na kołnierzyki tych koszul. Czyste, nie były prane. Ważna jest też metka. Jeśli jest w dobrym stanie, ciuch jest nieużywany. W płaszczach, kostiumach trafiają się guziki przyszyte od spodu. To znaczy, że nikt wcześniej nie miał ich na sobie, bo każdy, nakładając ubranie, odpruwa te guziki. Nie odpruł - znaczy nie nosił. Pani Alinka ze wzruszeniem wspomina czasy, gdy transport ciuchów sprzedawało się w dwa dni, a klienci wynosili dosłownie naręcza wszelkiego dobra. Dziś zhardzieli jak wszyscy. Ubrania muszą być posortowane według rodzaju, każde na oddzielnym wieszaczku. Bez plam, zacieków, dziurek. Odzież wyglądająca na mocno używaną nie znajdzie nabywcy, nawet jeśli chce się oddać ją biednemu za darmo. - Ta polska bieda jest dziwna - zwierza się pani Alinka wsparta o ladę zawaloną koronkowymi bluzeczkami po 12 zł sztuka (nowe 40-50). - Jakiś czas oddawałam za darmo ubrania do przytulisk, dopóki okoliczne dzieciaki nie odkryły, że tam odchodzi regularny handel wymienny. Kurtka za kielicha. Potem wystawiałam kosze z ubraniami za darmo, ale rzadko kto zaglądał. Kiedyś całą wiosnę przewisiała sukienka komunijna za 25 zł, a matki zapożyczały się na nowe kreacje-koszmarki. Tak wygląda jedna strona. Ale mam klientów, którym oddaję ubrania za darmo, nie mam serca brać pieniędzy. Często pojawiają się u mnie ludzie z parafii, zbierający na biednych. Co jakiś czas dostają transport ciuchów. Resztę wyrzucam na śmieci.

Co na to Europa?

Większość właścicieli second-handów jest przekonana, że zamiary Ministerstwa Gospodarki to grubymi nićmi szyta afera. W rzeczywistości chodzi nie o ochronę środowiska naturalnego w Polsce, ale o portfele producentów tekstylnych. Ponoć istnienie ciucholandów spowodowało w Polsce zahamowanie rozwoju rynku tekstyliów. Tego rodzaju stwierdzenia w ciucholandach kwituje się gromkim śmiechem. - Nasz towar będzie trafiał na rynek za wschodnią granicę - przyznaje Marek Jurczyk, hurtownik ze Śląska. - Już w tej chwili spora część moich najlepszych odbiorców to Ukraińcy. Tam rynek chłonie wszystko jak gąbka. W Polsce ucierpią na tej decyzji jedynie ludzie biedni, bo chcemy być bardziej europejscy niż Europa. Znam Zachód jak własną kieszeń. W najbogatszych krajach normalnie funkcjonują sklepy z używaną odzieżą. Nikogo to nie irytuje. Jest zapotrzebowanie - jest towar. Tak działa wolny rynek. A u nas urzędnicy wymyślają nieżyciowe przepisy, Bóg raczy wiedzieć czym argumentowane, w przekonaniu, że oto rozpoczęli krucjatę przeciwko biznesowi klasy "B". Moim zdaniem, albo mają klapki na oczach, albo... Wie pani, jest takie powiedzonko, że jeśli nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo, że chodzi o pieniądze. Pani Czesława, emerytowana prządka w futerku z szarych królików i okazałym kapeluszu, nie wierzy, by doszło do likwidacji ciucholandów. - Nie wejdziemy przecież do tej Europy jak obdarte dziady - śmieje się. - A wspomni pani moje słowa - tak właśnie będziemy wyglądać, jak je pozamykają.

1999-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Jak odpowiedzieć na manifest lefebrystów? Kardynał proponuje odpowiedź doktrynalną

2026-06-27 13:15

[ TEMATY ]

konsystorz

kardynał Gerhard Ludwig Müller

manifest lefebrystów

Episkopat News

Kard. Gerhard Ludwig Müller

Kard. Gerhard Ludwig Müller

Kardynał Gerhard Ludwig Müller podczas nadzwyczajnego konsystorza zwołanego przez papieża Leona XIV zaproponował przygotowanie oficjalnej odpowiedzi doktrynalnej Stolicy Apostolskiej na manifest przekazany niedawno przez Bractwo Kapłańskie św. Piusa X (FSSPX) papieżowi i kardynałom. Według informacji włoskiego dziennika Il Giornale, emerytowany prefekt Dykasterii Nauki Wiary zasugerował również utworzenie struktury wzorowanej na dawnej Papieskiej Komisji Ecclesia Dei, która mogłaby przyjmować duchownych i wiernych opuszczających Bractwo w przypadku formalnego rozłamu z Rzymem.

Propozycja padła kilka dni po przekazaniu przez FSSPX wyznania wiary, w którym Bractwo zarzuciło Stolicy Apostolskiej odejście od Tradycji i niezmiennego Magisterium Kościoła. Zdaniem kard. Müllera zarzuty te wymagają jednoznacznej odpowiedzi doktrynalnej, potwierdzającej ciągłość nauczania Kościoła.
CZYTAJ DALEJ

Holandia/ Po raz pierwszy dokonano eutanazji dziecka

2026-06-24 18:18

[ TEMATY ]

eutanazja

Holandia

adobe.stock.pl

Po raz pierwszy w Holandii lekarz zakończył życie nieuleczalnie chorego małego dziecka; zgłoszenie w tej sprawie trafiło pod koniec ub. roku do specjalnej komisji oceniającej takie przypadki – podał w poniedziałek holenderski nadawca publiczny NOS.

Minister zdrowia Holandii Sophie Hermans poinformowała parlament, że zgłoszenie dotyczące pierwszego takiego przypadku wpłynęło pod koniec ubiegłego roku do specjalnej komisji powołanej do oceny tego rodzaju spraw. Komisja zapoznała się z przypadkiem i rozmawiała z lekarzem, który uczestniczył w zakończeniu życia dziecka.
CZYTAJ DALEJ

„Dla Jezusa nie ma przegranych”

2026-06-27 17:51

ks. Łukasz Romańczuk

Wygrana drużyna z Wierzbna

Wygrana drużyna z Wierzbna

Na boiskach Oławskiego Centrum Kultury Fizycznej odbył się Turniej Liturgicznej Służby Ołtarza Archidiecezji Wrocławskiej w Piłce Nożnej, organizowany przez parafię pw. śś. Apostołów Piotra i Pawła w Oławie. Wydarzenie rozpoczęła Msza święta pod przewodnictwem bp. Jacka Kicińskiego CMF.

Już na początku homilii biskup podkreślił, że sam udział w finale jest powodem do dumy: - Na pewno wiele ludzi chciałoby dzisiaj wystartować, a nie dało rady. Dlatego już na samym początku chcę Wam powiedzieć, że czujcie się wszyscy jako zwycięzcy finału turnieju liturgicznej służby ołtarza. To już jest Wasze zwycięstwo. Pierwsze, że tu jesteście. Że udało się skompletować super drużyny. Świetnie wyglądacie - zaznaczył biskup Jacek, dodając: - Czasami jest tak, że ktoś wygrywa, a ktoś przegrywa. I pamiętajcie, że jeśli ktoś poniesie porażkę, to nie jest tragedia.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję