Miniony tydzień ze swoimi bogatymi wydarzeniami politycznymi
proponuje nam niejako dwie refleksje. Pierwsza to obecność etyki,
by nie powiedzieć moralności, w polityce.
Oto wydalono z Polski dziewięciu dyplomatów kraju, który
przez lata nazywany był naszym sojusznikiem, a wieczność tej przyjaźni
starano się zapisać w najważniejszym dokumencie państwowym, jakim
jest konstytucja. Teraz okazało się, że jego kilku dyplomatycznych
przedstawicieli działa na naszą szkodę. Zastanawia dyskusja prowadzona
w mediach na temat, czy należało ich wydalić, czy też podjąć inne
środki dyplomatyczne. Daje się w ten sposób do zrozumienia, że jest
to jakby wyłączona z normalnych norm etycznych dziedzina życia społecznego
i politycznego. Zasady powinny być proste: jest wina, musi być kara.
Do dziś w więzieniach siedzą ludzie, którzy może w mniejszym stopniu
szkodzili swoim państwom, a jednak spotkała ich surowa kara.
Sporo refleksji nasuwa to wydarzenie - pierwsze w dziejach
naszych kontaktów z Rosją. Będzie ono miało niewątpliwie brzemienne
skutki w różnych relacjach międzypaństwowych. Osobiście bardzo obawiam
się, że może to odbić się na prostych ludziach. Zawsze nasze narody
miały wobec siebie wiele sympatii, życzliwości. Życie w sąsiedztwie
rodziło czasem konflikty, ale najgorsze były te, które inspirowała
wielka polityka, narażając na szkody prostych ludzi. Ze smutkiem
postrzegam te różnego rodzaju formy wzajemnego dokuczania sobie.
Smutno mi, gdy słyszę, że karze się szukających u nas grosza wielkimi
mandatami za małe przestępstwa. Jest mocno niesprawiedliwe traktowanie
wszystkich jak szpiegów, przestępców czy członków mafii. To także
refleksja i pytanie o naszą moralność, etyczność naszego zachowania.
Jednakże nie powinno się zamykać oczu na fakt działających
mafii i przestępców międzynarodowych, którzy stają się coraz większym
zagrożeniem dla bezpieczeństwa polityków, znaczących osobistości
i zwykłych obywateli. Bezkarność wobec tych wielkich przestępców
prowadzi do bezkarności wobec przestępców lokalnych, zorganizowanych
w grupach nacisków i powiązań. Usypianie czujności byłoby w tej sytuacji
samobójstwem dla bezpieczeństwa. Rola policji i różnych służb państwowych
jest tu szczególna. Wielką nieroztropnością (a może czymś więcej!)
jest redukowanie wojska i oficjalne udawanie, że nie istnieje problem
zagrożenia bezpieczeństwa granic, obrony przed działalnością różnego
rodzaju nieuczciwych przemytników i handlarzy, także żywym towarem.
Według odbytego w dniach 21-25 stycznia br. we Fryzyndze (Niemcy)
sympozjum, zorganizowanego przez "Renovabis", w ciągu ostatnich 10
lat przemycono z Europy Wschodniej 20 tys. kobiet i dzieci, zmuszając
je do prostytucji. Zorganizowana przestępczość rodzi dziś wielkie
pieniądze, ale i wielkie cierpienie!
Drugie wydarzenie, które działo się w tym samym czasie
w naszym parlamencie, ma jeszcze głębsze reminiscencje. Powiem tak:
wiara nie może być tylko brana jako zestaw pięknych haseł czy nawet
jako wyraz pewnej mądrości, do której zaproszony jest człowiek przez
Boga, jako wyraz nowej perspektywy rozwoju otwierającej się przed
nim. Wiara jawi się jako wymaganie postawione wobec życia. Wiara
bez odniesienia do życia staje się ideologią, systemem intelektualnym,
zbiorem haseł, którymi się szafuje, ale w których nie ma odniesienia
do wieczności. W praktyce wygląda to tak, że zapomina się o odpowiedzialności
za czyny doczesności w tej wiecznej perspektywie.
Trudno mówić mi tutaj o sprawach prywatyzacji, które
rozpętały całe to wydarzenie i dyskusję. Niemniej należy oddać szacunek
tym posłom, którzy postawili to pytanie i potem mimo nacisków trwali
w dążeniu do wyjaśnienia tych spraw. Dzięki ich konsekwencji ujawniła
się sprawa tych ogromnych pieniędzy, które niby legalnie otrzymują
ludzie, a które nie mają żadnego odniesienia do wkładanej przez nich
pracy. Myślę tu o ujawnionych przy tej okazji kolosalnych wprost
wynagrodzeniach samorządowców, udziałowców spółek itp.
Rodzi się pytanie: jak to się ma do haseł o kierowaniu
się w działalności społecznej wskazaniami katolickiej nauki społecznej?
Przecież każdy z obecnych posłów i członków rządu bardzo jasno i
wyraźnie to podkreślał. Nie można wszystkiego tłumaczyć mechanizmami
demokracji. Za nimi stoją ludzie, którzy je ustalają. Jacy to są
ludzie? Pewnie różni. Uczciwi, wrażliwi i mniej zwracający uwagę
na tę wrażliwość sumienia. Zresztą, takie są obowiązujące obecnie
przepisy prawa.
Dowiaduję się oto, że jeden z posłów pomaga swoim kolegom,
wysyłając ich na kursy nadzorców spółek udziałowych, a potem pomaga
im zasiąść w radach nadzorczych. Nierzadko taki członek rady nadzorczej
odwiedza spółkę raz w miesiącu tylko po to, by pobrać należne mu
wysokie apanaże. Jest to legalne. Ale czy etyczne?
Jestem daleki od unifikowania wynagrodzeń ludzi niosących
na sobie ciężkie jarzmo troski o sprawy społeczne. Są wśród nich
tacy, którzy swoją przedsiębiorczością przyczyniają się do wytwarzania
dodatkowych dochodów dla podległych sobie gmin, powiatów czy województw.
Ujednolicenie wprowadzić by mogło znany już nam marazm i zabicie
inicjatywy. Niemniej, fakty podane publicznie są przerażające. Jak
ci ludzie mają odwagę spojrzeć w twarz pielęgniarkom, emerytom, rolnikom!
Nadwyżki tych wynagrodzeń mogłyby służyć powstaniu nowych miejsc
pracy. Nie wiadomo zresztą, czy te wielkie pieniądze nie są wynikiem
sprzedawania tychże miejsc pracy obcemu kapitałowi. Ciągle myślę
o rolnikach, polskim rolnictwie. Mimo strajków, prób upominania się
o swoje prawa, widzę jak nasze rolnictwo zostaje zaprzedawane bogatym
krajom, które doinwestowując ten dział gospodarki u siebie, potem
u nas szukają rynku zbytu. O rolnictwie nie wolno w Polsce zapomnieć
przy okazji reform. Byłoby nieomal zdradą, gdyby poniżono tę grupę
społeczną, dzięki której zachowaliśmy swoją tożsamość i poczucie
godności narodowej w latach zniewolenia i ujarzmienia.
Trzeba teraz bacznie obserwować, jakie kroki podejmie
rząd w sprawie odkrytych nadużyć.
Ojciec Święty podczas ostatniej, tak niedawnej, pielgrzymki
do Ojczyzny powiedział: "Nie ma solidarności bez miłości". Przyjęto
te słowa jakby nieco ozięble. Ci z lewej uważali, że jest to wołanie
o zaniechanie rozrachunków przeszłości, ci z prawej nie bardzo byli
z tym zgodni. Sądzę, że ostatnie wydarzenia ukierunkowują wyraziście
głos Piotra naszych czasów. Nie ma solidarności bez miłości wobec
wszystkich, a szczególnie wobec tych, którzy cierpią niedostatek
i krzywdę. Jeśli rządzący i pracodawcy nie spojrzą na nich z "solidarną
miłością", to znaczy jeśli nie przykroją swoich pensji i diet do
miary niedostatku tych, którzy patrzą na nich z zaufaniem i nadzieją,
bo ich wybrali, może rezygnując z ubiegania się o własne mandaty
- nie ma i nie będzie solidarności.
Można by bardzo szeroko komentować te wydarzenia. Pozostawmy
je w blasku tych słów Jana Pawła II: "Nie ma solidarności bez miłości". Przed nowymi wyborami trzeba rozglądać się za ludźmi prawdy i...
miłości, a przynajmniej za ludźmi , którzy kierują się w swoim życiu
etyką. Są wśród sprawujących władzę, ale są także wśród nas. Należy
ich dostrzec i wydobyć.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
