Czas, który idzie, jest piękny
ludzie nie będą umierać jak larwy
komunizm ludzi podniesie
obmyje z czasów pogardy...
Reklama
Przytoczone słowa wiersza Różewicza są już bardzo sędziwe.
Były próbą przekonania, że nowy porządek, wprowadzony na bagnetach
zwycięskiej Armii Czerwonej, otworzy Polakom bramy "Raju". Znaczna
część polskiej inteligencji, za przykładem "autorytetów" światowych,
uwierzyła w realizm obietnicy zawartej w owych czterech wersach.
Przywoływanie tego odległego epizodu wydaje się nieco anachroniczne.
Ale tylko pozornie.
Wydarzenia ostatnich dni, gorączka mijających godzin,
postawiły znów polską "inteligencję rządzącą" przed dylematem wyboru.
Unia Wolności z niewiadomych racji postanowiła odejść z rządu. Powód?
Ingerencja Premiera w chory układ gminy Warszawa Centrum. Stare doświadczenia
pozwalają sądzić, że kiedy nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo, że
chodzi o pieniądze. Nie analizując szczegółów zagmatwanej sytuacji,
trzeba zwrócić uwagę na jeden znaczący fakt, ujawniający chorobliwość
całego układu, będącego w epicentrum zarzewia konfliktu. Milionową
Ottawą (stolica Kanady) włada zaledwie 10 radnych i miasto funkcjonuje
poprawnie, w Nowym Jorku jest ich 81, a w Warszawie radnych mamy
700 i wszystkim my, podatnicy, płacimy wysokie pensje. Już samo to
domaga się uzdrowienia.
Stefan Bratkowski w ostatniej Rzeczpospolitej zauważa,
że obecnie już tylko w Krasiczynie ksiądz proboszcz w gazetce parafialnej
ujawnia co do złotówki budżet własny i parafii. O warszawskich przychodach-rozchodach
gminnych nic nie wiadomo.
Warto teraz zapytać, kto szuka wyjścia z kłopotliwej
sytuacji, komu zależy na interesie własnej partii, a kto naprawdę
pracuje na rzecz Polski. Premier Buzek miał ostatnio kilka nieszczęśliwych
wypowiedzi i "przeprosin" za niezaistniałe czyny, ale to człowiek
poważny, godny zaufania i budzący zaufanie. Jest najdłużej funkcjonującym
premierem w ostatnim dziesięcioleciu. To człowiek budzący szacunek
na arenie międzynarodowej. Może się jeszcze uaktywni, bo żal by było
jego doświadczenia. AWS był zakrzyczany, ale w tej sytuacji nabiera
w moich oczach szacunku. Nie zrzuca na nikogo odpowiedzialności za
kłopoty, trudności i niedogodności związane z reformą. Każdy popełnia
błędy, zwłaszcza jeśli musi podjąć decyzję.
Wielki jest ten, kto potrafi przyjąć odpowiedzialność
za podejmowane czyny i odchodzi od niewłaściwych doświadczeń.
Te wydarzenia mogą być dla nas doskonałym wykładnikiem
i wskaźnikiem, ku czemu powinniśmy kierować swoje nadzieje w przyszłych
wyborach.
Reklama
Wydarzeniem szczególnego znaczenia był akt przeproszenia za
grzechy ludzi Kościoła, wypowiedziany ustami Księdza Prymasa. Szczerość
tych słów potwierdzał tembr głosu, kiedy Przewodniczący Konferencji
Episkopatu prosił Boga o miłosierdzie za to, że nie udało mu się
uratować życia Księdza Jerzego, i przyznawał się do lęku, jakim napełniło
go ogłoszenie stanu wojennego.
W tym akcie żalu ogarniał Prymas hierarchów Kościoła,
którzy zalękli się cara. Bolał nad posługą kapłanów, którzy zapominając
o obecności przy najbardziej potrzebujących, tworzą wygodny świat
swojego życia. Warto jednak wspomnieć dziś licznych kapłanów miniaturowych
parafii, biedujących z biedującymi, którzy nie wiedzą, co oznacza
luksus życia "ponad stan".
"Z ludzi wzięci, dla ludzi postawieni" - uczestniczymy
wszyscy w zmaganiach świata i czasem modom czy nałogom świata ulegamy.
Za to szczerze dobitnym głosem przepraszajmy razem z Prymasem tych,
którym to przeproszenie się należy.
Szczególnie wymownie zabrzmiały słowa przeproszenia za
postawę "księży patriotów". Dramatyzm związany był z tym, że tych
kilka procent duchownych przeszło swoją "via crucis", bo zmuszano
ich często różnymi sposobami do uległości i lojalności wobec żądań
komunistycznego terroru. Okazaliśmy naszą słabość, jak wszystkie
kategorie ludzi. Męczeństwo rozłożone na lata - to także Boża łaska!
Po raz kolejny widzimy, że łzy przepraszającego są różnie
odbierane. Już w poniedziałek lewicowe gazety bolały, że zbyt mało
miejsca poświęcił Ksiądz Prymas przeproszeniu za antysemityzm. Jednocześnie
zaczęto pouczać Przepraszającego na temat "księży patriotów". Zdaniem
autora gazety, byli to zupełnie dobrzy księża, a niekiedy klerycy,
którym Partia zleciła infiltrację seminariów duchownych. Może ktoś
z nich został księdzem i nadal rozdziera jak na Golgocie Mistyczne
Ciało Chrystusa - Kościół? Mieliśmy tego dowód przed kilkoma miesiącami
przy okazji cynicznego odświeżenia sprawy przez samych zabójców ks.
Jerzego Popiełuszki.
Nie miał powodu Ksiądz Prymas - kontynuator działalności
Kościoła, który miał niemałe zasługi w fakcie, że określa się nasz
kraj jako oazę tolerancji dla uciekinierów przed prześladowaniem
- do szczególnie masochistycznych form przeprosin. W Polsce żyli
spokojnie ludzie reformacji i bracia czescy. Tu swój dom znaleźli
Żydzi, "nasi starsi bracia w wierze", tu stworzyli swoją wielką kulturę,
a i nas ubogacili mądrością biblijną. W moim odczuciu - nie wolno
nikomu wmawiać antysemityzmu, bo sieje się niechęć, podziały i nienawiść.
Dzisiaj straszy się ludzi antysemityzmem, rośnie na naszych oczach
niebezpiecznie temat "tabu". Może to przynieść nieobliczalne zło.
Antysemityzm nie jest - na szczęście - najmniejszym problemem w przeżyciach
Kościoła, który żyje duchem Starego Testamentu. Widzimy to w stylu
Ojca Świętego Jana Pawła II, a w czasie jego pielgrzymki do Ziemi
Świętej patrzył na to świat.
Zresztą, nie wystarczy samo słowo "przepraszam", wypowiedziane
choćby w najbardziej spektakularnych okolicznościach. Ważne jest,
aby za słowem szły czyny. Zdarza się, że ktoś przeprasza koniunkturalnie,
ale czas demaskuje brak szczerości. Tak było, kiedy Prezydent przeprosił
Polaków za komunizm jednym słowem. Dziś widzimy, że było to puste
słowo. Potwierdzeniem tego była nieobecność na uroczystościach 55.
rocznicy zakończenia
II wojny światowej przedstawicieli Światowego Związku Żołnierzy
Armii Krajowej. Powód? Kancelarii Prezydenta nie podobały się słowa
przemówienia, jakie przed Grobem Nieznanego Żołnierza miał wygłosić
prezes Związku - ppłk Stanisław Karolkiewicz. Cóż tak zdrożnego było
w owym tekście? "My, dawni żołnierze AK, przyszliśmy tu, by uczcić
pamięć wszystkich ofiar tamtej wojny, naszych towarzyszy broni, naszych
sojuszników oraz sojuszników naszych sojuszników, którzy - mimo iż,
jak okazało się, nie byli naszymi sojusznikami - to wnieśli niekwestionowany
i wielki wkład w zwycięstwo nad Niemcami i wypędzili ich z Polski,
zostawiając na naszej ziemi groby setek tysięcy swych poległych żołnierzy.
Wiemy o tym i zawsze będziemy im to pamiętać. Ale przyszliśmy tu
również po to, by przypomnieć, że rany zadane nam przez sowieckie
imperium jeszcze nie zabliźniły się do końca. Nastąpi to dopiero
wtedy, gdy tamten rachunek zostanie całkowicie zamknięty. To zaś
wymaga od przywódców dzisiejszej Rosji - od nich, nie od narodu rosyjskiego,
z którym komunizm obszedł się tak okrutnie - potępienia tamtych zbrodni,
ujawnienia wszystkiego, co o nich wiedzą, napiętnowania ich sprawców.
Słowo ´przepraszam´, choćby wielokrotnie powtarzane, nie wystarczy,
by budować na nim gmach trwałego pojednania, porozumienia i współdziałania
naszych suwerennych państw.
A właśnie dla nas, uczestników tamtych wydarzeń, jest
to dziś celem szczególnie ważnym. Pragnę wierzyć, że jeszcze za życia
naszego pokolenia zostanie on osiągnięty. I dopiero to będzie dla
nas prawdziwym końcem tamtej wojny, prawdziwym Dniem Zwycięstwa".
Wróćmy na Plac Zwycięstwa, by wsłuchać się w słowa Prymasa.
Niech każdy z nas je podejmie i uczyni czynem nadziei. Czynem, który
krople łez ociera skrzywdzonym i mimo wszystko nie chowa dłoni przed
tym, który skrzywdziwszy, przeprasza. Może gdy zetkną się z sobą
te dwie dłonie i złączą się mocą szczerości, wtedy już nie demagogicznie,
ale autentycznie zabrzmią narodzone na nowo martwe słowa poety: "
Czas, który idzie, jest piękny".
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Katowicka metropolia celebrowała tymczasem swój Jubileusz w Piekarach. Na pięknym wzgórzu zgromadziła się prawdziwa rzesza mężczyzn - jak co roku, jak zawsze. Tam usłyszeliśmy świadectwo o potrzebie modlitwy za polityków, aby nie zmieniali swych przekonań, aby je mieli zgodne z wrażliwym i prawym sumieniem, aby wytrwali w trudnościach, aby spełnili zadania: oni i my.
Minął tydzień, minął maj, maryjny miesiąc, maj Fatimy, rocznicy urodzin Ojca Świętego i naszych kapłańskich rocznic. Droga modlitewna do Serca Jezusowego jest prosta i zachęcająca. Rok Narodzin Odkupiciela trwa.
