Ceremonialnie i protokolarnie przebiegał jubileusz "Solidarności". Otwarcie wystawy w legendarnej sali BHP odbyło się bez stoczniowców.
Podczas uroczystości pod pomnikiem Poległych Stoczniowców brakowało
gdańszczan. Nie było tych, którzy tworzyli historię. Było wielu oficjalnych
gości i polityków. Nawet komuniści dopraszali się o udział w celebrze,
do czego niewątpliwie zachęcał ich grubokreskowy kompromis. Towarzysz
Rakowski, który postawił stocznię w stan upadłości, uniknął trybunału,
choć w konsekwencji tej politycznej decyzji kilka tysięcy pracowników
straciło pracę. Natomiast prowadzona przez niego przez wiele lat
Polityka, reklamująca się szumnym hasłem Proletariusze wszystkich
krajów, łączcie się, będąca przysłowiowym oczkiem w głowie partii (do tego stopnia, że pozostawała poza kontrolą SB), stała się spółdzielnią
pracy. PRL-owscy propagandziści uwłaszczyli się (zadłużenie pisma
pokryła Komisja Likwidacyjna RSW).
Bez "kolebki ´Solidarności´", bez muzeum, nawet bez oryginału
Porozumień Gdańskich - za to z 2,5-milionowym bezrobociem świętowano
jubileusz ruchu społecznego, który zmienił oblicze sporej części
Europy. Mimo patologicznej prywatyzacji (zagrożone są zakłady konkurencyjne
wobec zagranicznych inwestorów, np. rzeźnia w Rawie Mazowieckiej
czy "Tonsil" we Wrześni) obrońcy praw człowieka nie zawiązują komitetów
obrony robotników. Założony przez J. Kuronia Bank Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych
miał przeciwdziałać bezrobociu. Powstał ze środków Funduszu Pracy
i darów społeczeństwa. Z przedsięwzięcia państwowego "przekształcił
się" w prywatny bank komercyjny.
Jubileusz świętowało również niezdekomunizowane sądownictwo,
osadzając w więzieniu Mariana Zagórnego, działacza chłopskiej "Solidarności". Wysypywał na tory ziarno niewiadomego pochodzenia, bo sąd nie rozstrzygnął,
czy pochodziło ono z bezcłowego importu, wprowadzonego przez koalicję
SLD-PSL, na którym dorabiały się firmy towarzyszy i kolegów partyjnych,
czy z przemytu. Chłopi, którzy oparli się komunistycznej kolektywizacji
i indoktrynacji, teraz, gdy komuniści przefarbowali się na neoliberałów,
dostają w odwecie - mówiąc kolokwialnie - po głowie. Dyskredytuje
się ich etos, przywiązanie do ziemi ("Spalić wóz Drzymały" - ochoczo
nawołuje Gazeta Wyborcza) i racjonalny stosunek do eksperymentów
probrukselskich. Jakby nie dość klęsk żywiołowych, rolnikom dowalono
VAT. Niech już czują się super-Europejczykami, choć Polsce jeszcze
daleko do UE, a w wielu państwach brukselskich, m.in. w Irlandii,
Portugalii, obowiązuje zerowa stawka VAT.
Przez jubileuszowy pryzmat grubokreskowa rzeczywistość
jawi się karykaturalnie. Ponad połowa społeczeństwa wegetuje na poziomie
minimum socjalnego, ale jako podatnicy dopłacają do krociowych zarobków
zarządzających deficytowymi przedsiębiorstwami. Finansują też media
publiczne, które są tak niezależne, że nawet wyzwoliły się od powinności
rzetelnej informacji. Nie wychodzą jednak z orbity wpływów postkomunistów.
Przed laty strajkujący stoczniowcy domagali się wolności prasy. Tymczasem
ukształtował się monopol opcji lewicowo-liberalnej - i taki pozostanie,
bo lewica przeciwna instytucji nadawcy społecznego. Obywatele nie
będą więc mieli wpływu na zawartość przekazów medialnych. Postkomunistyczne
elity władzy wiedzą lepiej, czego potrzeba masom. Zapewniły też sobie
reprodukcję, wprowadzając do konstytucji proporcjonalną ordynację
wyborczą.
Paradoksalna rzeczywistość grubokreskowej transformacji
nie inspiruje twórców. Filmowcy, jak widać, wzięli się do uwspółcześniania
klasyki. Teatr zadowala się bulwarówkami z importu. Rzadko jest też
wyzwaniem dla satyryków, którzy najczęściej reagują odruchami wytresowanymi
w PRL, które sprowadzają się do profilu działalności Towarzystwa
Krzewienia Kultury Świeckiej. W prasie katolickiej wyczytują to,
czego tam nie ma. R. M. Groński np., etatowy satyryk Polityki, pisze,
że "w Niedzieli (nr 32/2000 - przyp. J.P.) zajęto się Mrożkiem" -
tak, jakby autorzy nie pisali swoich tekstów, lecz tylko realizowali
zamówienia (ach, to PRL-owskie myślenie kampaniami propagandowymi!),
gdy felieton dotyczył absurdalnej rzeczywistości, w jakiej przyszło
nam żyć, a która powinna być wyzwaniem dla dostojnego mistrza - jubilata
Mrożka i satyryków. Ci jednak milczą.
Odzywają się natomiast przedrzeźniacze i manipulatorzy z
Polityki.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
