Reklama

Pro i contra

Jerzy Robert Nowak
Niedziela Ogólnopolska 40/2000

Fanatyczny rabin

Redaktor naczelny Nowego Państwa Anatol Arciuch opisał w numerze z 18 sierpnia rzecz prawdziwie szokującą (w tekście: Skandal w Izraelu. Holocaust według rabina Josefa): "Sześć milionów Żydów zostało zamordowanych przez nazistów nie bez powodu. Byli oni bowiem reinkarnacją dusz tych wszystkich, którzy w przeszłości zgrzeszyli i musieli ponieść za to karę. Ta zdumiewająca wypowiedź padła z ust nie jakiegoś obłąkanego antysemity, lecz rabina Owadii Josefa, duchowego przywódcy partii religijnej Szas, trzeciego co do wielkości ugrupowania politycznego w Izraelu, i wielkiego rabina sefardyjczyków (Żydów wschodnich)".

Czy ks. Musiał słyszał o frankistach?

Fanatyczne wystąpienie rabina Josefa Owadii przypomniało mi wcześniejsze szaleńcze wystąpienia rabinów-frankistów z XVIII wieku, o których - jak się zdaje - zupełnie nie słyszał ks. Stanisław Musiał, obsesyjnie domagając się jak najszybszego usunięcia z katedry sandomierskiej malowidła pokazującego dzieciobójstwo dokonane przez Żydów. Widzi on w tym malowidle skrajny symbol chrześcijańskiego antysemityzmu, za który Kościół powinien jak najszybciej przeprosić Żydów. Warto więc przypomnieć, że czasami do wysuwania wobec Żydów oskarżeń o mordy rytualne mocno przyczyniali się niektórzy Żydzi, chcący pogrążyć w oczach chrześcijan swych żydowskich rywali. Odsyłam tu ks. Musiała do wydanego w 1990 r. w Krakowie reprintu przekładu znakomitej książki Historia Żydów, pióra największego XIX-wiecznego historyka żydowskiego - prof. Hersza Graetza, wydanego w 1929 r. w Warszawie. W ósmym tomie tego dzieła, na ss. 492-496 można znaleźć opis szczególnie niegodziwych działań rabinów-frankistów. Według Graetza: "Aby swe zerwanie z judaizmem wystawić w świetle najjaskrawszym lub by się jak najsrożej zemścić na przeciwnikach, uciekli się do kłamliwych oskarżeń, twierdząc, że zwolennicy Talmudu używają krwi chrześcijańskiej i że Talmud wpaja mordowanie chrześcijan jako przepis religijny. (...) Przedstawili pismo, coś w rodzaju creda, w którym szczególny nacisk położyli na rzekomy fakt, że Talmud zawiera najohydniejsze rzeczy, ´że Żydom wolno oszukiwać i zabijać chrześcijan´. Miały się powtórzyć w Polsce sceny, jakie się odegrały w Hiszpanii przed papieżem na początku wieku piętnastego za przyczyną przechrzty Geronima de Santa-Fe, kiedy to ów odszczepieniec bluzgał jadem na swych współwyznawców i Talmud. Ale tam w roli oskarżyciela wystąpił człowiek świecki; tutaj rażące zaniedbaniem brodate postacie rabinów w chałatach, którzy przez zemstę przywdziali maskę wiary katolickiej, by tem skuteczniej gnębić swoich nieprzyjaciół (...). Pragnęli (frankiści - J.R.N.) nowej dysputy z talmudystami i podejmowali się dowieść, że "´talmudyści przelewają więcej niewinnej krwi chrześcijańskiej niż poganie´".
Graetz stwierdził, że dysputa religijna talmudystów z frankistami wypadła niefortunnie dla tych pierwszych. Jak opisywał: " Było to osobliwe widowisko, gdy Żydzi obrzucali się nawzajem oskarżeniami o najpotworniejsze zbrodnie. Dysputa wypadła marnie (...). Przedstawiciele judaizmu talmudycznego stali niezaradni i zmieszani, nie mogąc wydobyć z siebie słowa. Nie znali nawet języka krajowego (...). Zapewne więc dysputanci talmudyczni wrócili zawstydzeni do domu. Nawet oskarżenie o krew przylgnęło do ich wyznania". Warto pamiętać o tego typu wydarzeniach, gdy się wciąż obsesyjnie ponawia oskarżenia przeciwko "antysemityzmowi" Kościoła katolickiego. Na pewno nie brakowało ciemnoty i fanatyzmu wśród chrześcijan, ale nie brakowało też ciemnoty i fanatyzmu wśród Żydów. Można się o tym przekonać niejednokrotnie, choćby czytając opisy z Historii Żydów Hersza Graetza. Obawiam się, że ks. Musiał raczej jej nie czytał - już kiedyś na tych łamach oskarżałem go o skrajną ignorancję.
Warto tu przypomnieć ważkie stwierdzenia bp. Stanisława Gądeckiego, przewodniczącego Rady Episkopatu Polski ds. Dialogu Religijnego. Ustosunkowując się w Gazecie Wyborczej z 18 sierpnia do publikowanego tam wcześniej tekstu ks. Musiała, bp Gądecki stwierdził na temat obrazu ukazującego dzieciobójstwo w Sandomierzu m.in.: "Można też stwierdzić, że jest to świadectwo religijnego fanatyzmu, który nie jest sprawą powszechną, charakterystyczną dla samej religii, która przecież wydała wielu ludzi świętych, występujących w obronie prześladowanych Żydów, choćby w czasie drugiej wojny światowej. Że religia żydowska ma swoich własnych fanatyków. Można potraktować obraz jako część większej kolekcji, która z artystycznego punktu widzenia nie powinna ulec zdeformowaniu i zniszczeniu. Można powiedzieć, że nie przychodzi się do obcego mieszkania i nie żąda się wyrzucenia z niego nieprzyjemnych i źle kojarzących się dla gości mebli. Można umieścić pod obrazem tekst, wyjaśniający w sposób poprawny treść obrazu (...)".
Wszystko to nie zadowala ks. Musiała, który wciąż gromko pokrzykuje, by jak najszybciej usunąć malowidło z katedry, co - jak stwierdził w swym liście do Gazety Wyborczej (4 września) dr Jakub Sito, pracownik Katalogu Zabytków Sztuki w Instytucie Sztuki PAN w Warszawie: "Byłoby to po prostu barbarzyństwem". Ks. Musiał domaga się również otwarcia specjalnego muzeum antysemityzmu, gdzie można by było umieścić takie malowidło. A ja proponuję otworzenie muzeum fanatyzmu, i to jego najróżniejszych odmian, nie tylko religijnych. Pokazywałoby ono fanatyzm antysemitów i fanatyzm frankistów czy różnych talmudycznych Żydów typu wspomnianego na wstępie rabina Josefa Owadii. Jak wiadomo, po żydowskiej stronie też nie brak skrajnych zacietrzewień wobec katolików. Zwróciła na to niedawno uwagę Joanna Belin, protestując w liście do Gazety Wyborczej z 21 sierpnia przeciwko oczernianiu pamięci swego wuja, słynnego uczonego żydowskiego pochodzenia - Ludwika Hirszfelda. Szkalujący Hirszfelda tekst ukazał się w wydanej w tym roku książce Anki Grubińskiej Ciągle po kole i wyszedł spod pióra już nieżyjącej w tej chwili lekarki dr Adiny Blady-Szwajgier. Belin cytuje jeden z fragmentów oszczerczego stwierdzenia dr Blady-Szwajgier: " A sam Hirszfeld wychrzcił się tylko i wyłącznie dla kariery. Był to uczony światowej sławy i chciał zostać dyrektorem Zakładu Higieny. Powiedziano mu wyraźnie, że dyrektorem Zakładu Higieny może zostać tylko rzymski katolik".
Polemizując z tym twierdzeniem dr Blady-Szwajgier, Joanna Belin pisze: Prawda była zupełnie inna. Dyrektorem Zakładu Higieny był od zarania Ludwik Rajchman, kuzyn Ludwika Hirszfelda, bezsprzeczny twórca tego Zakładu, skądinąd delegat Polski do Ligi Narodów w Genewie, a po II wojnie światowej twórca UNICEF. Mój wuj był natomiast przez jakiś czas wicedyrektorem, z którego to stanowiska został zdjęty po 1935 r. w ramach antysemickich posunięć administracyjnych. Jego chrzest nie miał najmniejszego związku ze sprawą zarządzania Zakładem Higieny. Ludwik Hirszfeld przyjął chrzest, gdy po odzyskaniu niepodległości postanowił wrócić do Kraju. Był wielkim polskim patriotą, namiętnie przywiązanym do polskiej kultury. Uważał, że katolicyzm jest nieodłączną częścią tej kultury - i był to dla niego, jak mniemam, motyw decydujący. Złożona jest psychika ludzka. Smuci mnie, że sprowadza się ją do kilku uproszczonych schematów. Czy człowiek nie ma prawa wybierać ze skarbów duchowych otaczającego go świata tego, co mu odpowiada?". (podkr. - J.R.N.)

Szokujące fakty z początków "Solidarności"

Przywykliśmy już do ciągłego zalewania nas w mediach twierdzeniami o "ogromnych, wiekopomnych" wręcz zasługach Michnika, Kuronia, Geremka dla "Solidarności". Tym większym szokiem dla wielu czytelników musiał być świetnie udokumentowany tekst redaktora naczelnego Głosu - Piotra Bączka: Na plecach strajkujących. Jak doradcy w Stoczni Gdańskiej walczyli o kierowniczą rolę PZPR - hamulcowi "Solidarności". Bączek szczegółowo opisuje, jak Kuroń i Michnik próbowali za wszelką cenę osłabiać radykalizm strajkujących w sierpniu 1980 r. gdańskich robotników. Stwierdza: "Jacek Kuroń, opracowując dla zachodniej prasy analizę strajku w Gdańsku, pominął pierwszy postulat (żądanie zalegalizowania niezależnych związków zawodowych), ponieważ nie wierzył w możliwość jego realizacji. (...) Wkrótce Kuroń został aresztowany. Do Gdańska miał pojechać Adam Michnik, który miał robotnikom wybić z głowy walkę o pierwszy postulat. Na szczęście dla ´Solidarności´ również i on został aresztowany. Po latach Michnik wspomniał, co jego środowisko myślało o żądaniu utworzenia wolnych związków: Jacek wierzył w moje myślenie polityczne. Jacek był bardzo niespokojny, podobnie jak ja, że tam w Gdańsku mają takie awanturnicze idee.... Główna awanturnicza idea polegała na tym, że mogą powstać niezależne i samorządne związki zawodowe. Jacek wiedział, że w komunizmie jest to niemożliwe. Ja też to wiedziałem, że to jest niemożliwe i dlatego miałem jechać do Gdańska, do Stoczni, żeby im wytłumaczyć, że nie ma sensu upierać się przy tym postulacie. Na szczęście aresztowali mnie, nie pojechałem tam i nie przekonałem "Solidarności". Aresztowali Jacka i mnie, i dlatego powstała "Solidarność", bo prawdopodobnie wytłumaczylibyśmy im, że nie ma prawa powstać" (podkr. Głos).
Szczególnie drastycznie przedstawiają się w opisie red. Bączka metody pozbywania się przez Geremka i Mazowieckiego inaczej niż oni myślących ekspertów. Jak pisze red. Bączek: "Mazowiecki oraz Geremek starali się wyeliminować z grona ekspertów osoby, które nie były podatne na ich sugestie oraz które powszechnie kojarzono ze środowiskami patriotycznymi i niepodległościowymi. Starano się nie dopuścić ich do strajkujących. (...) O takich praktykach wspominał ostatnio również prof. Stefan Kurowski. Na łamach Rzeczpospolitej opisał, jak doradcy wypraszali z sali: Mazowiecki, który znał mnie osobiście z KIK, zwrócił się do mnie, abym wyszedł z sali. Nie ruszyłem się, więc Mazowiecki wezwał jednego z robotników ze straży strajkowej, aby mnie wyprowadził. Byłem od tego robotnika dużo starszy, a on chyba nieśmiały i grzeczny, więc nie chciał użyć siły. Wtedy Mazowiecki osobiście podszedł do mnie, złapał mnie z lewej strony pod rękę i wydał polecenie temu młodemu człowiekowi, aby mnie wyprowadzić. W ten sposób usunięto nas z sali. (...) O próbach eliminowania ze Stoczni innych doradców wspominają Jan Olszewski i Wiesław Chrzanowski, którzy razem z mec. Władysławem Siłą-Nowickim uczestniczyli w przygotowaniu pierwszego statutu nowych związków zawodowych".

Reklama

Czego chce "najzajadlejsza lewica" w Dmosinie?

Mały Dmosin staje się ostatnio coraz głośniejszy dzięki kompromitującym tę miejscowość zabiegom grupy miejscowych notabli (pani wójt i pani dyrektor szkoły), chcących za wszelką cenę uhonorować miejscową szkołę, nadając jej miano jednego z "najpracowitszych" kolaborantów doby stalinowskiej - Jana Brzechwy. Część mieszkańców oburzona upieraniem się miejscowych "czerwonych" ZSL-owców (pardon PSL-owców) przy nazwie ku czci Brzechwy, skierowała do prezesa PSL-u Jarosława Kalinowskiego list protestujący przeciwko temu. Sygnatariusze listu przypomnieli, że niedawno PSL uroczyście organizował sprowadzenie do kraju zwłok przywódcy antyreżimowej opozycji Stanisława Mikołajczyka, tego samego, którego Brzechwa zrównał w swym wierszu z Hitlerem. Okazało się, że miejscowa lewica próbując przeforsować nazwanie szkoły imieniem kolaboranta Brzechwy, posuwa się nawet do usilnych starań o ewentualne poświęcenie sztandaru z jego nazwiskiem. Wywołało to pełen niepokoju list kilkuset wiernych z Dmosina, którego kopie zamieszczono w Naszej Polsce i w Głosie (nr z 16 września). Wierni z oburzeniem piszą o perfidii inicjatorów takiego pomysłu, stwierdzając m.in.: "Nie możemy pogodzić się z myślą, że patronem naszej szkoły mógłby zostać ktoś, kto w najgorszych czasach stalinowskich wyszydzał religię jako kołtuńską (w wierszu Marsz stwierdził: ´Kołtun z trwogi pacierze klepie´). Ktoś, kto w swej satyrze nikczemnie atakował Stolicę Apostolską, pisząc w wierszydle Głos Ameryki, iż: ´Watykan cud uczyni i Hitlera wskrzesi´ (...)"

Prezydent znów zabalował

Juliusz Osuchowski w korespondencji z Nowego Jorku Whisky z lodem (Tygodnik Solidarność z 15 września) barwnie opisał nową "przygodę" prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Ostatniego dnia pobytu w Nowym Jorku, już po zakończonym prezydenckim szczycie milenijnym, prezydent Kwaśniewski "zabalował w polskiej dzielnicy na Greenpoint w Klubie ´Europa´. Przy pięciu stołach nakrytych białymi obrusami, udekorowanych kwiatami, oświetlonych świecami w złotych kandelabrach, zasiadło ok. czterdziestu osób. Mimo że jadła było pod dostatkiem, prezydent nie odmawiał jedynie szklaneczek whisky bez wody, z jedną kostką lodu. Te szklaneczki, nastrój lokalu i swojskie towarzystwo tak go rozluźniły, że wyszedł nawet na estradę i wziąwszy mikrofon do ręki, starał się, jak potrafił, pomóc pomrukami i tupaniem do taktu amerykańskiemu zespołowi jazzowemu. Po tych występach zostali wpuszczeni na chwilę dziennikarze i fotoreporterzy. Pan prezydent pozwolił się obfotografować, rozdał nawet parę autografów, obejrzał wystawę obrazów Andrzeja i Jurka Gumieli, akuratnie eksponowaną w klubie, po czym z całą swą ekipą udał się nocną porą pod pomnik ks. Jerzego Popiełuszki, aby złożyć tam kwiaty. Nie było tam wprawdzie reporterów, ale krępą postać prezydenta wypatrzyli z pobliskiego parku polscy piwosze i przybiegli pod pomnik, protestując przeciwko składaniu kwiatów przez człowieka, który w czasie, gdy zamordowano księdza, należał do formacji, która wydała na niego wyrok. Prezydent Kwaśniewski wdał się z Polonusami w dyskusję, w której jednak nie potrafił obronić racji PZPR".

Seminarium otwarło drzwi

2019-05-18 18:16

Ks. Mariusz Frukacz

Kl. Tomasz Nowak

Blisko 180 młodych ludzi, w większości ministrantów i lektorów z archidiecezji częstochowskiej i diecezji sosnowieckiej, m.in. z Częstochowy, Jaworzna, Rozprzy, Zawiercia, Olsztyna, Łaz, Wielunia, Bukowna, Siewierza, Aleksandrii. przybyło do budynku Wyższego Seminarium Duchownego w Częstochowie. 18 maja seminarium zorganizowało po raz kolejny tzw. „Dzień Otwartych Drzwi”. W tym roku wydarzenie to połączyło się z 99. rocznicą urodzin Karola Wojtyły – św. Jana Pawła II.

Zobacz zdjęcia: Dni otwarte seminarium

Mszy św. w kościele seminaryjnym pw. Jezusa Chrystusa Najwyższego i Wiecznego Kapłana przewodniczył wicerektor seminarium ks. Konrad Kościk. Natomiast homilię wygłosił ks. dr Adam Fogelman, wicerektor seminarium. W homilii wskazał młodym ludziom na znaczenie przyjaźni z Jezusem.

„Bardzo się cieszymy z każdego, kto przyjechał do naszego seminarium. Życzymy tym wszystkim, którzy rozeznają swoje powołanie, by dobrze je odkryli” – powiedział „Niedzieli” kl. Paweł Wilk z III roku Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Częstochowskiej.

„Ciszę się mogę dzisiaj być tutaj w seminarium. Myślę, że „Dzień Otwartych Drzwi” to dobra inicjatywa. Mam nadzieję, że w przyszłości zaowocuje powołaniami. Dzisiaj przeżywamy 99. rocznicę urodzin Karola Wojtyły – św. Jana Pawła II. To właśnie nasz święty papież jest wielkim autorytetem nie tylko dla Polaków. Sam bardzo lubię czytać i słuchać kazań św. Jana Pawła II” – mówił w rozmowie z „Niedzielą” Paweł Woźniak, lektor z parafii pw. św. Melchiora Grodzieckiego w Częstochowie.

W ramach „Dnia Otwartych Drzwi” odbyło się również spotkanie integracyjno-artystyczne z klerykami. Uczestnicy wydarzenia mogli zapoznać się z życiem seminaryjnym i zwiedzić budynek seminarium.

Dwadzieścia osiem lat temu, 15 sierpnia 1991 r., św. Jan Paweł II dokonał poświęcenia nowego gmachu Wyższego Seminarium Duchownego w Częstochowie.

Przybywającego do seminarium Ojca Świętego witał napis „Salve in Domino” (Witaj w Panu). Taki napis wita dzisiaj wchodzących do budynku seminarium. 15 sierpnia 1991 r. o godz. 17 na placu seminaryjny czekało na papieża kilka tysięcy osób. Obecni byli także wszyscy klerycy, bardzo licznie zgromadzili się kapłani i siostry zakonne oraz wielka rzesza wiernych. Przy wejściu do seminarium Ojca Świętego powitali serdecznie ówczesny biskup ordynariusz diecezji częstochowskiej Stanisław Nowak i biskup pomocniczy Miłosław Kołodziejczyk – przewodniczący Komitetu Budowy Seminarium, przedstawiciele duchowieństwa oraz przełożeni i profesorowie seminarium z rektorem seminarium ks. prof. Janem Związkiem.

„W szkole Maryi, która przewodniczy w wierze Ludowi Bożemu, winni wzrastać kapłani na miarę zbliżającego się XXI wieku. Z całym radykalizmem właściwym postawie Maryi stojącej pod krzyżem winni oni głosić Ewangelię Jej Syna i świadczyć o niej życiem, wielkodusznie, bez najmniejszego kompromisu z duchem tego świata, czy też jakiegoś lęku” – podkreślił wówczas w przemówieniu św. Jan Paweł II.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ewa Kowalewska: Wczoraj Irlandia – dzisiaj Polska!

2019-05-19 14:30

Ewa H. Kowalewska, prezes Human Life International w Polsce / Gdańsk (KAI)

Ostatnie wydarzenia w Polsce mogą i powinny budzić nasz największy niepokój. Agresywne konfrontacje, dezinformacja, manipulacje faktami, dezintegrujące społeczeństwo akcje – wszyscy to odczuwamy. Można wyróżnić zasadnicze dwie linie tego ataku. Pierwsza dotyczy naszych dzieci, druga naszych duszpasterzy.

Archiwum HLI

Zaledwie 20 lat temu Irlandia była krajem jednoznacznie katolickim. W niedzielnej Mszy uczestniczyło ok. 90% obywateli. W 1983 roku społeczeństwo poparło w referendum poprawkę do konstytucji, zapewniającą prawo do życia dla każdego poczętego dziecka i było z tego bardzo dumne. Większość za wielką wartość uznawała liczną, katolicką rodzinę, opartą na małżeństwie mężczyzny i kobiety, która przekazuje wiarę i tradycję swoim dzieciom.

Dzisiejsza Irlandia całkowicie się zmieniła. Demokratycznie wybrany premier Leo Varadkar nie jest chrześcijaninem i publicznie oświadcza, że jest gejem. Doprowadził on do przeprowadzenia dwóch ogólnonarodowych referendów. Pierwsze dotyczące akceptacji tzw. małżeństw jednopłciowych i adopcji przez nie dzieci, drugie na temat wprowadzenia swobody aborcji na życzenie. Obydwa zdecydowanie wygrał, bo młodzi odcięli się od fundamentalnych zasad moralnych, głoszonych przez Kościół katolicki i z radością poparli jego propozycje. Teraz kościoły świecą pustkami, bo kapłani stracili autorytet, mało kto z młodych chce ich słuchać. Katolicka Irlandia przeżywa dramat utraty wiary.

Tak szybko? Jak to możliwe? To ważne pytania, ponieważ te zmiany nie nastąpiły same z siebie, ale były konsekwentnie stymulowane według określonego programu, nazywanego „scenariuszem irlandzkim”.

Nie ulega wątpliwości, że zastosowana tu została fachowo opracowana inżynieria społeczna. Warto się jej przyjrzeć dokładniej, odnosząc się do tych dwóch referendów. W jaki sposób można zmienić poglądy dorosłych ludzi, w dodatku oparte na fundamencie wiary? Oni są odporni, po prostu wiedzą swoje. Zmiany należy więc rozpoczynać od dzieci.

Otóż w Irlandii ok. 30 lat temu wprowadzono do szkół permisywną edukację seksualną według wzorca brytyjskiego. Irlandzkie dzieci otrzymywały wielką dawkę antychrześcijańskiej ideologii od 4 roku życia po kilka godzin w tygodniu. Pod pretekstem tolerancji uczono je akceptacji dla aktywności osób LGBT (do wyboru) oraz swobody seksualnej i co za tym idzie przyzwolenia na przerywanie niechcianej ciąży. To pokolenie po 30 latach przestało chodzić do kościoła i samo zmieniło obowiązujące prawo.

Kościół katolicki w Irlandii, wcześniej posiadający olbrzymią władzę i autorytet, zdecydowanie przegrał. Pojawiło się wielu kapłanów bez powołania, który dopuszczali się nadużyć. Wystarczyło nagłośnienie skandali. W Irlandii było to wyjątkowo łatwe, bo przypadki pedofilii zdarzały się często. Ludzie nie są ślepi, a krzywdzenie dzieci budzi wielki sprzeciw i obrzydzenie oraz utratę zaufania. W tej sytuacji wielu kapłanów bało się (lub nie chciało) protestować przeciwko pierwszemu referendum. Zabrakło odwagi do głoszenia prawdy. Drugie referendum było jakby kontynuacją pierwszej ofensywy. Młodzi już nie chcieli słuchać, zabrakło autorytetu Kościoła i żywej wiary.

Porównajmy to z obecną sytuacją w jeszcze katolickiej Polsce, która na tle ateizującej się Europy została samotną wyspą i usiłuje bronić swoich wartości. Akcja zmiany świadomości społecznej staje się coraz bardziej agresywna i jest prowadzona dwutorowo, podobnie jak w Irlandii.

Warto się zastanowić, skąd ten atak na nasze dzieci! Batalię przeciwko edukacji seksualnej typu brytyjskiego wygraliśmy wiele lat temu. W polskiej szkole obowiązuje, pozytywny i akceptowany przez rodziców, przedmiot „Wychowanie do Życia w Rodzinie”. Właśnie dzięki dobrej podstawie programowej polska młodzież nadal w większości opowiada się za tradycyjną rodziną i ochroną życia. Atak zaczął się od akcji wmawiania, że w polskiej szkole nie ma edukacji seksualnej. Nie jest to prawda, gdyż realizowana jest edukacja seksualna typu „A” – wychowanie do odpowiedzialności i abstynencji seksualnej nastolatków (według Amerykańskiego Instytutu Pediatrii). Wszystkie badania potwierdzają pozytywne efekty tego przedmiotu. Pomimo tego w mediach nieustannie pojawiają się twierdzenia, że trzeba wreszcie edukację seksualną wprowadzić do szkół i wiele osób, nie znając problemu, publicznie je popiera.

Wyraźnie widać, że podstawowym celem ataku jest właśnie szkoła i nasze dzieci. Wbrew podstawie programowej, obowiązującej w szkołach, gminy kilku dużych miast (np. Gdańska czy Warszawy) podjęły akcje wejścia do szkół z promocją zachowań IGBT oraz ideologii gender. Szokiem dla wielu była wypowiedź nowego wiceprezydenta Warszawy Pawła Rabieja, że te propozycje są jedynie programem przejściowym, a celem jest uchwalenie prawa do adopcji dzieci przez tzw. małżeństwa jednopłciowe.

Równolegle pojawiło się zamieszanie w szkolnictwie poprzez strajk płacowy nauczycieli, zagrożenie egzaminów itd. Bardzo poważnym następstwem jest obniżenie autorytetu wielu nauczycieli oraz doprowadzenie do konfrontacji z uczniami. W kontekście akcji strajkowej w ogóle nie poruszano problemu czego, jak i przez kogo są uczone nasze dzieci. Można się spodziewać dalszej konfrontacji z początkiem roku szkolnego. Jeżeli nie uda się powstrzymać akcji wchodzenia przedstawicieli LGBT do polskich szkól, za kilkanaście lat, tak jak w Irlandii, ta młodzież straci wiarę i sama zmieni obowiązujące prawo.

Drugim elementem ataku jest wmawianie społeczeństwu, że za dramaty związane z pedofilią jest odpowiedzialny tylko i wyłącznie Kościół katolicki. Seksualne wykorzystywanie dzieci jest dramatem, wielką ohydą i podlega prawu karnemu. Osoba, która się dopuszcza takich czynów, powinna być surowo ukarana, niezależnie od tego z jakiego środowiska pochodzi i jaki wykonuje zawód. Prawo dla wszystkich powinno być jednakowo surowe. Potrzebujemy obiektywnej prawdy, odpowiednich kar i prewencji. Ofiarom należny jest szacunek i pomoc. Można mieć jednak wątpliwości czy trafianie na łamy gazet jest dla nich w jakimkolwiek stopniu pomocne.

Problem pedofilii w szerokim zakresie ogólnoświatowym dotyczy milionów ludzi, zwłaszcza wykorzystywania biednych dzieci z Azji. Nikt nie przypomina o znanych sprawach sądowych w Polsce dotyczących nauczycieli, psychologów, trenerów, artystów czy znanych osób ze świata polityki i biznesu. Cisza!

Prowadzona akcja propagandowa ma na celu wskazać jako sprawców tylko kapłanów katolickich. Pseudo raport, przekazany papieżowi przez poseł Joannę Scheuring-Wielgus, składał się z doniesień prasowych bez weryfikacji. Na jego podstawie zrobiono mapę przypadków pedofilii w polskim Kościele, sugerującą, że jest to problem powszechny. Mnóstwo w tym pomówień i oszczerstw. Powstają kolejne filmy, których produkcja wiąże się z wielkimi kosztami. Przeciwko Irlandii szły wielkie pieniądze, które stymulowały realizację antykatolickich programów. Warto zadać pytanie, kto finansuje te filmy, manifestacje, raporty i programy czy kampanię „Wiosny” Biedronia, który coraz częściej jest przedstawiany jako kandydat na polskiego premiera.

Bieżących przypadków pedofilii niemal nie ma, więc ktoś wytrwale szuka w przeszłości, aby podgrzewać temat. Wyciągane są nazwiska zmarłych już dawno księży, którzy sami bronić się już nie mogą. Ten temat nie zniknie z naszych mediów. Będzie systematycznie wyciągany, stymulowany w celu podkręcania emocji i budowania postaw antykatolickich. Tymczasem jeżeli odetnie się pasterzy od stada, owce wilki zjedzą! To oczywiste! Kapłan jest krzewicielem wiary i szafarzem sakramentów, koniecznych do zbawienia. Zniszczenie zaufania do kapłanów, niszczy Kościół, pozbawia wiernych ochrony, naraża na odrzucenie wiary.

Widzę na Facebooku wypowiedzi nieznanych mi osób, że po obejrzeniu ostatniego filmu, nie puszczą dziecka do I Komunii. Nikt tego nie blokuje, tak jak moich informacji pro-life. Myślę, że to prowokacje, które mają służyć za przykład do naśladowania. Jeżeli dziecko nie będzie uczestniczyć w katechezie, nie będzie przystępować do sakramentów i uczestniczyć w grupach parafialnych, nie otrzyma żadnej „odtrutki” na indoktrynację ideologiczną serwowaną w szkole czy mediach. O to właśnie chodzi, bo głównym celem tej akcji jest doprowadzenie do kryzysu wiary! Chrystus i Jego przesłanie ma nie istnieć, tak jakby mogło być unicestwione przez ludzki grzech. Wtedy będzie można z nami zrobić dosłownie wszystko. Czyż to nam nie przypomina akcji z czasów komunizmu?

Polska ma szansę się obronić!

Polska nie jest jednak Irlandią. Mamy inne doświadczenia historyczne. Przeszliśmy przez trudny okres przymusowej ateizacji komunistycznej i obroniliśmy swoją wiarę! Do tych doświadczeń trzeba wracać i pokazywać naszym młodym tę perspektywę.

Po naszej stronie jest też czas. Takich zmian nie można przeprowadzić szybko, a oni tego czasu nie mają. Starają się więc atakować coraz bardziej frontalnie, a to budzi większy opór społeczny i daje dużo do myślenia.

Mamy też wiele ruchów i stowarzyszeń katolickich, również skupiających młodzież, które czynią Kościół żywym i zaangażowanym. Nie zabraniajmy dzieciom korzystać z tych spotkań. Te grupy są przyszłością Kościoła i naszą.

Polska jest bogata męczeństwem naszych kapłanów i podczas II wojny światowej, i w okresie dominacji komunizmu. Broni nas przesłanie, wielka odwaga i wiara Sługi Bożego Prymasa Tysiąclecia kard. Stefana Wyszyńskiego, krew bł. ks. Jerzego Popiełuszki i innych kapłanów bestialsko mordowanych w tamtych trudnych czasach. Mamy przesłanie św. Jana Pawła II na temat małżeństwa i rodziny. Nie dziwią więc próby podważania tych wielkich autorytetów i skandaliczne, nie poparte faktami, próby dyskredytowania Papieża Polaka kłamliwymi pomówieniami, że nie sprzeciwiał się pedofilii w Kościele. Czy nawet bezczelne próby jego „dekanonizacji”! Obrażanie naszych biskupów, krzykliwe i bezpodstawne wnioski o „delegalizację Kościoła”, jakby był jakąś nikomu niepotrzebną, skompromitowaną organizacją pozarządową, bluźniercze ataki na Matkę Bożą Częstochowską, „artystyczne” bluźniercze wystawy i spektakle dopełniają tego obrazu. W przeproszeniu potrzebna jest wielka narodowa modlitwa i ekspiacja. Mieliśmy i mamy wielu wspaniałych kapłanów, którzy są ludźmi wielkich poświęceń – ofiarni, kochani, autentyczni. Stójmy za nimi, brońmy ich i wspomagajmy. Bardzo ich potrzebujemy!

Zachowując spokój, musimy zdać sobie sprawę, że obecny atak na wiarę naszych dzieci jest potężny i podstępny. Posługuje się fake newsami, króluje w liberalnych mediach oraz ukrywa się w ciszy mediów społecznościowych.

Pamiętajmy, że ateiści atakujący Kościół, nie są w stanie zrozumieć, jak wielką siłę daje wiara i żywa Boża obecność. Wygramy z nimi tylko wtedy, jeżeli tę wiarę zachowamy, przekażemy ją naszym dzieciom i pozostaniemy wierni Jezusowi Chrystusowi, który jest naszym Królem i prowadzi swój Kościół. Wszystkie problemy musimy nieustannie zanosić przed Boży tron, prosząc o pomoc w tym dramatycznym zmaganiu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem