Reklama

Z nadzieją i wiarą

Niedziela częstochowska 29/2002

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

KS. ZDZISŁAW WÓJCIK: - 33 lata w życiu kapłana to długi okres, w historii parafii to niewiele. Tak można przecież powiedzieć o parafii na Tysiącleciu, której Ksiądz Prałat przewodził od samego początku aż do dzisiaj.

KS. PRAŁ. JÓZEF SŁOMIAN:- Śmiało mogę powiedzieć, że 7 lipca br. to nie tylko dla mnie, ale także dla parafii dzień historyczny. Wczoraj zamknąłem jeden z bardzo ważnych rozdziałów życia Kościoła na Tysiącleciu. Dane mi było tutaj przeżywać większą cześć mego kapłaństwa i tutaj przejść na emeryturę.

- Okazja jest więc szczególna, by przypomnieć o samych początkach wspólnoty parafialnej na Tysiącleciu.

- Jaki był początek, opinia publiczna dobrze zna, ale spróbuję przypomnieć główne fakty.Do życia parafia została powołana 20 stycznia 1969 r. Nie było wtedy ani plebanii, ani działki pod budowę, ani punktu katechetycznego. Nic, niebo i ziemia. Liczyłem wtedy na pomoc Bożą i na mocne wsparcie bp. Stefana Bareły. Za rządów tego Biskupa dostałem jedną salkę katechetyczną na plebanii przy ul. Kilińskiego 8, w parafii św. Jakuba. Po ogłoszeniach we wszystkich parafiach Częstochowy, że powstała parafia na Tysiącleciu, na pierwszą Mszę św. zgłosiła się tylko jedna osoba. Byłem przerażony, ale nadziei nie traciłem. Nazajutrz wyszedłem na ulice Tysiąclecia i dostrzegłem życzliwe twarze. Podchodziłem do ludzi i mówiłem, że powstała nowa parafia, a ja jestem proboszczem. Jeszcze nic nie mamy - mówiłem im - ale sądzę, że dzięki waszej pomocy powstanie kościół. Już na następną Mszę św. przyszło siedem osób, jak siedem sakramentów. Potem było tych osób 13, 20, 30, 50. Salka już nie mieściła ludzi, stąd niektórzy stali na jezdni. Ostrzegano mnie, że blokuję ulicę, że tak nie można, bo to jest wbrew przepisom. Cóż miałem odpowiedzieć? Dopóki nie dostanę zezwolenia na punkt katechetyczny i na budowę kościoła, sytuacja będzie się powtarzać.

- Mam nadzieję, że czytać będą te słowa także młodzi ludzie. Oni chyba nie wiedzą, że wszelkie poczynania Kościoła i księży były w tamtych, komunistycznych czasach, ściśle kontrolowane, a podjęcie jakichkolwiek działań natrafiało na wielorakie trudności.

- Czas szybko biegnie, w zapomnienie odchodzi to, co złe. Tak czy inaczej nie załamywałem rąk i za moje oszczędności za głoszone rekolekcje w Zagłębiu, mogłem na początek kupić piętrowy dom przy ul. Chłopickiego. Korzystaliśmy z tego domu prawie dwa lata. Niespodziewanie, w maju, przyjechała jakaś brygada i zaczęła rwać dach. Ludzie stanęli w obronie dzieci, które w tym czasie były na katechezie. Opór trwał 21 dni i nocy. Było to czuwanie, modlitwy, śpiewy, adoracja Najświętszego Sakramentu. Gdy zaś odcięto światło, ludzie przynosili z samochodów akumulatory. Wierni, których z dnia na dzień przybywało, mimo tych przeszkód przychodzili, modlili się. Sprawa stała się głośna. Włączyły się środki przekazu z Niemiec i Austrii, włączyła się też Rozgłośnia Radia Wolna Europa. Zaczęto dużo mówić o trudnościach, jakie ma Kościół w Polsce, szczególnie w Częstochowie. Władze zorientowały się, że sprawy zaszły za daleko, wyznaczono nam nowy punkt katechetyczny przy ul. gen. Zajączka. Po 21 dniach przenieśliśmy się w nowe miejsce. Ludzi przybywało, osiedle rosło. Przez dziesięć lat odprawiałem Mszę św. w niedzielę i w główne uroczystości na zewnątrz budynku. Raz w słońcu, innym razem w śniegu i na mrozie. W tych warunkach księża głosili kazania, spowiadali, przeprowadzali rekolekcje.

- Pan Bóg sprzyja tym, którzy nie tylko się modlą, ale robią wszystko, by osiągnąć cel.

- Trwały starania o budowę kościoła, podpisy, delegacje do Warszawy, do Katowic, do władz państwowych i partyjnych. Trwało to dość długo, bo dopiero w roku 1976 dano pozwolenie na zagospodarowanie nowej działki. Niestety, miejsce było bardzo niekorzystne, wysypisko śmieci, działka nierówna. Wszystko to trzeba było wywieźć. Zwracałem się do władz, by dali inną działkę, ale nic to nie pomogło. Mówili, że nic ksiądz innego nie dostanie, ale jest wyjście - nie budować.

- Jak należy sądzić, władze ciągle liczyły na to, że Ksiądz się podda i nic z tego nie wyjdzie...

- Często miałem takie odczucie, więc wziąłem się do roboty. Według obliczeń architekta, wywiezionych zostało 27 tys. metrów sześciennych rupieci, gruzu, śmieci, ziemi. Niestety, po oczyszczeniu terenu przyszła hiobowa wieść. Budować się nie da, działka za blisko bloków, trzeba się od nich odsunąć. Należało wykupić sześć posesji. Właścicielom było bardzo ciężko zrezygnować z działek i domów, bo to było dzieło ich życia. W końcu jednak rodziny te się zgodziły, ale wszystkie sprawy trzeba było załatwić sądownie, trwało to dwa lata. Po wykupieniu tych terenów przyszły nowe trudności. Niedaleko jest stacja rozdzielcza, od której odchodziły potężne kable elektryczne do dzielnicy Aniołów. Oświadczono mi: To jest hak na księdza, ksiądz tego nie przeskoczy. Jeżeli ksiądz chce rozwiązać ten problem, to tylko na własną rękę.

- To kolejna poważna trudność.

- Oczywiście, przecież nie jestem elektrykiem, nie mam dźwigów. Przyjąłem tę wiadomość ze smutkiem, ale zacząłem działać. Nikt jednak z Częstochowy nie chciał się podjąć tego zadania, każdy się bał. Dopiero na Śląsku znalazłem ekipę energetyczną. Wykopaliśmy długi rów do promenady. Ale na tym nie koniec, gdy były gotowe odpowiednie wykopy, powstał problem z nabyciem kabli. W Częstochowie ich nie dostałem. Pojechałem do Bytomia i w ciągu dwóch tygodni sprawa była załatwiona. To było wielkie osiągnięcie.

- Już można się domyślać, że kolejnym problemem stała się stal...

- Gdzie ja nie byłem! W ministerstwie dowiedziałem się, że stali nie ma, bo idzie na Wschód, ponieważ w Moskwie będzie olimpiada. Jednak życzliwi ludzie znaleźli się w Zabrzu, gdzie mogliśmy nabyć 400 ton stali profilowanej. Użyczono nam w Zabrzu pociągu, by można było stal przetransportować do Huty w Częstochowie. Potrzebne też były olbrzymie dźwigi, które także zostały sprowadzone dzięki życzliwości bardzo dobrych ludzi.

- Na to wszystko musiały być olbrzymie pieniądze...

- W tym czasie na mojej liście pracowało 50 osób odpłatnie. Był więc problem znalezienia zapłaty dla tych ludzi. Oczywiście, prostsze roboty wykonywane były przez parafian za darmo. Jakoś Pan Bóg błogosławił, że ludzie przynosili ofiary. Nie było żadnych oficjalnych zbiórek, ludzie sami przynosili. Z takich pieniędzy powstawał kościół. Ludzie czuli wielką potrzebę, żeby w takiej wielkiej dzielnicy powstał kościół. Ludzie czuwający, modlący się, mówili, że jest to nasza pokuta za grzechy tych, którzy nam przeszkadzają w życiu religijnym. Taką mamy czystą i szlachetną intencję. Jej się trzymamy i w tym duchu się modlimy. To były początki naszej parafii, wiele by można było jeszcze powiedzieć. Dzisiaj odchodzę na emeryturę z przeświadczeniem, że nie zmarnowałem czasu i dokonałem rzeczy, która na początku wydawała się niemożliwa.

- Dziękuję za rozmowę.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2002-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Źródłem świętości jest Pan

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Adobe Stock

Kpł 19 należy do tzw. „kodeksu świętości” (Kpł 17-26). Tekst łączy język kultu z etyką dnia powszedniego. Adresatem jest „całe zgromadzenie synów Izraela” (kol-‘adat). Świętość w tym ujęciu dotyczy każdego.
CZYTAJ DALEJ

„Ojcze nasz” otwiera modlitwę w liczbie mnogiej

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Vatican News

Obraz ulewy i śniegu wyrasta z realiów Palestyny. Deszcz jesienny i wiosenny rozstrzyga o zbiorach, a śnieg na Hermonie i w górach Libanu zasila potoki. Ten fragment zamyka wezwanie z Iz 55 do szukania Pana i do porzucenia drogi grzechu. Prorok Izajasz, w końcowej części księgi pocieszenia wygnańców (rozdz. 40-55), podaje obraz pewności: słowo Pana działa jak woda, która wnika w ziemię, budzi ziarno, daje nasienie siewcy i chleb jedzącemu. Hebrajskie dābār oznacza słowo i wydarzenie. W Biblii to pojęcie obejmuje także czyn, tak jak w opisie stworzenia z Rdz 1. Bóg mówi i zarazem stwarza fakt. Wers 11 używa przysłówka rēqām, „pusto, bez plonu”, w sensie „wrócić z pustymi rękami”. Słowo wraca do Boga jak posłaniec, z wykonanym zadaniem. Stąd w tekście pojawia się „posłannictwo”; w tle stoi czasownik „posłać” (šālaḥ). Pojawia się też „dokonać” (ʿāśāh) i „spełnić pomyślnie” (hiṣlīaḥ). W wygnaniu babilońskim obietnica powrotu brzmiała jak sen. Prorok pokazuje, że ta obietnica ma skuteczność samego Boga. Skuteczność słowa wynika z woli Boga, nie z siły ludzkiej. Bóg prowadzi swoje słowo aż do skutku, tak jak woda prowadzi ziemię do urodzaju. Septuaginta oddaje „słowo” jako logos. To ułatwiło chrześcijańskim czytelnikom widzieć tu zapowiedź Słowa, które przychodzi i przynosi owoc w historii. Obraz mówi także o kolejności. Najpierw słowo przenika, potem rodzi urodzaj. To uczy wytrwałości w słuchaniu i w nawróceniu. Woda działa po cichu, a jednak nieodwołalnie. Tak samo działa słowo Boże w człowieku i wspólnocie. Ono rozszerza zdolność słuchania, porządkuje pragnienia, prowadzi do czynu.
CZYTAJ DALEJ

500 dni do Światowych Dni Młodzieży w Seulu

2026-02-23 22:48

Ignacy Gołas

Młodzież podczas spotkania

Młodzież podczas spotkania

O duchowym przygotowaniu do Światowe Dni Młodzieży w Seul mówił podczas niedzielnego spotkania ks. Tomasz Latawiec, koordynator ŚDM w Archidiecezji Wrocławskiej. Wydarzenie zgromadziło około 130 młodych kandydatów do wyjazdu wraz z rodzicami.

Spotkanie rozpoczęło się w kościele pw. św. Apostołów Piotra i Pawła we Wrocławiu. W homilii ks. Tomasz Latawiec nawiązał do Ewangelii o kuszeniu Jezusa: – Czterdzieści dni. Cisza, głód, kuszenie. To nie jest łatwy początek misji. A jednak właśnie tam, na pustyni, objawia się Jego siła. Pustynia to nie kara, ale przygotowanie. Nie miejscem przegranej, lecz miejscem decyzji - podkreślił kapłan, odnosząc te słowa do przygotowań do wyjazdu. - To nie jest wycieczka turystyczna do Korei. To nie egzotyka i nie tylko nowe znajomości. To przede wszystkim pielgrzymka wiary. Jeśli nie przejdziecie swojej pustyni, wyjazd będzie tylko wydarzeniem. Jeśli ją przejdziecie, może stać się przemianą.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję