Reklama

Bazylika w Strzegomiu

Łukasz Langenfeld
Edycja legnicka 36/2002

Papież Jan Paweł II na prośbę biskupa legnickiego Tadeusza Rybaka podniósł kościół Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Strzegomiu do godności bazyliki mniejszej (podobnie jak w 1998 r. bazylikę krzeszowską) . Uroczyste ogłoszenie tego tytułu nastąpi w niedzielę 15 września o godz. 14.00.

Przed tygodniem mieliśmy okazję zapoznać się z pierwszymi informacjami na ten temat, a dziś pragniemy powrócić jeszcze do historii tej świątyni. Szczegółowe i wyczerpujące informacje na ten temat można znaleźć w wydanym albumie pt. Kościół pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Strzegomiu. Ośrodek kultu Matki Bożej Strzegomskiej, autorstwa ks. prof. dr. hab. Władysława Bochnaka. "Wspaniała gotycka świątynia pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Strzegomiu - pisze we wstępie do tej książki biskup legnicki Tadeusz Rybak - jest nie tylko chlubą miasta, w którym się znajduje. Stanowi ona także niezwykle cenne dziedzictwo kultury całego Dolnego Śląska i Środkowej Europy. Dla Diecezji Legnickiej świątynia ta jest miejscem o szczególnym znaczeniu nie tylko ze względu na swe walory artystyczne. W zbudowanej przez Zakon Joannitów świątyni strzegomskiej poprzez wieki trwa kult Matki Zbawiciela, a wierni, modląc się przed zabytkową figurą Najświętszej Maryi Panny umacniają swoją wiarę i wypraszają potrzebne im Boże łaski. (...) Dziękuję ks. infułatowi prof. Władysławowi Bochnakowi, że dzięki opracowaniu niniejszego albumu, jaki ukazuje się w roku X-lecia Diecezji Legnickiej, pomaga nam bliżej poznać historię i piękno świątyni strzegomskiej pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła oraz jej znaczenie dla życia religijnego wielu ludzi w przeszłości i w czasach współczesnych".

Strzegom to jedno z najstarszych miast Śląska. Nie wiemy, kiedy powstał pierwszy kościół w mieście; w źródłach pisanych znajdujemy przekaz, że poza obszarem dzisiejszego miasta przy drodze do Świdnicy już ok. 1180 r. zbudowano z drewna kościół ku czci św. Piotra, który bp Walter z Wrocławia poświęcił ok. roku 1163.

Kościół św. Piotra i Pawła w Strzegomiu należy do najbardziej okazałych budowli kościelnych na Śląsku. Widoczny już z daleka, przypomina czasy, w których Strzegom należał do najbardziej zaludnionych miast Śląska i wymagał przestrzennego kościoła, ponieważ również okoliczne wsie wysyłały swoich licznych mieszkańców na modlitwę i Mszę św. do tego domu Bożego. Wrażenie to staje się imponujące po zbliżeniu się do budowli, kiedy jego poszczególne części porówna się z odpowiednimi częściami innych kościołów.

"W starym Strzegomiu, który już dawno do miasta Strzegomia został wcielony, stał kościół św. Piotra - pisze Hoffman. - Był on położony na dzisiejszym przedmieściu świdnickim. Mógł on być wybudowany między rokiem 1149 a 1169. Fundatorem mógł być Imbram, syn Gniewomira kasztelana Ritschen. W roku 1180 darował on miejscowość i kościół św. Piotra Joannitom, którzy przed rokiem 1242 założyli miasto Strzegom" .

Informacje dotyczące pierwszych budowli sakralnych w Strzegomiu przekazują również inni dziejopisarze. Wśród nich Długosz i Worbs. Twierdzą, że najstarszy kościół Strzegomia miał być dziełem możnowładcy Piotra Własta, któremu obaj wymienieni historycy przypisują również wybudowanie bardzo wielu kościołów na Śląsku.

Wszystkie przekazy i późniejsze publikacje informują o konsekracji kościoła św. Piotra w Strzegomiu około 1239 r. Między innymi tak o tym fakcie pisze Schade: "Budowa kościoła była w 1239 r. na tyle gotowa, że chór oraz wnętrze mogły służyć odprawianiu Mszy św. i otrzymały święcenie biskupie. Prawdopodobnie podczas przejścia Tatarów kościół ten został zniszczony".

Na pewno po zniszczeniach dokonanych najazdem Mongołów musiał funkcjonować kościół parafialny, być może niewystarczający dla potrzeb miasta, dlatego w końcu podjęto długo oczekiwaną decyzję o budowie nowej, okazalszej świątyni. Nie znamy daty decyzji dotyczącej budowy nowej świątyni, nie ma jej w istniejących jeszcze przekazach, nie zamieszczają jej też dziejopisarze. Niewątpliwie jest ona związana z obecnością w Strzegomiu joannitów oraz ich rozwiniętą działalnością duszpasterską i kulturowo-cywilizacyjną. Rozpoczęcie tej prestiżowej budowy możliwe było również dzięki życzliwej postawie dworu książęcego oraz hojnym nadaniom i donacjom.

Nowa świątynia, zastępująca kościół konsekrowany w 1239 r., wybudowana została w drugiej połowie XIV w. Wspominany już Schade twierdzi, że kościół wybudowano według jednolitego planu, a etapy budowy przedstawia w następującej kolejności: budowa rozpoczęła się w pierwszym okresie gotyku tj. w latach 1250-1300. Konstrukcja sklepienia nawy środkowej i poprzecznej, formy rybich pęcherzy w maswerkach, forma portali i drzwi oraz bogate profilowanie filarów wskazują na czas rozkwitu stylu gotyckiego, tj. na lata 1300-1370. Autor ten twierdzi, że choć budowę kościoła rozpoczęto ok. 1253 r., to ukończono go dopiero pod koniec XIV w. W każdym razie budowa kościoła była do 1318 r. na tyle posunięta, że można było odprawić w nim Mszę św. Na ten rok również datuje się instalację najstarszego dzwonu kościelnego.

Dziejopis Naso uzupełnia dotychczasowe informacje, dodając, że w 1386 r. założono dach, w 1388 r. stanął chór, w 1389 r. wybudowano zakrystię, a dopiero w 1499 r. dokończono ołtarz główny w stylu gotyckim z czterema skrzydłami na koszt ówczesnego burmistrza Johannesa Gauske. W rok później ufundowano ołtarz św. Jana Ewangelisty, a kolejne fundacje kontynuowano przez cały wiek XV i połowę XVI w.

Na podstawie powyższych faktów wydaje się, że korpus nawowy współistniał przez pewien czas ze świątynią, która, być może, znajdowała się na miejscu transeptu i prezbiterium. Przy łączeniu korpusu z budowlą starszą zaistniała konieczność częściowej jej rozbiórki, a pochodzący z niej materiał budowlany został wtórnie wykorzystany przy dolnej budowie kościoła. Tę tezę mogą uwiarygodnić badania archeologiczne dostarczające argumentów, które potwierdziłyby słuszność przypuszczeń dotyczących istnienia i lokalizacji kościoła starszego.

Hoffmann, opierając się na księdze miejskiej, która zawierała wiele cennych informacji na temat losów budowy kościoła, a z której zachowały się liczne i wiarygodne przedruki jej fragmentów sporządzone w XIX w., podaje nam mistrza budowlanego ze Świdnicy, murarza i kamieniarza imieniem Jacob.

Jeśli chodzi o zbieranie środków na budowę kościoła, starzy kronikarze powszechnie donoszą, że większą część kosztów budowy opłacili książęta świdniccy.

Obok książąt, w 1360 r. radni Strzegomia dawali jedną markę rocznych odsetek na budowę kościoła parafialnego w Strzegomiu. Również bractwa oddawały część ze swoich pieniędzy na budowę kościoła parafialnego św. Piotra i Pawła, a zostało to zapisane w historiach tych bractw. Pomimo gromadzonych przez różnych ludzi funduszy na budowę kościoła środki wydawali przede wszystkim joanici.

Informacje dotyczące nowożytnych dziejów kościoła są już niestety lakoniczne. Wiemy między innymi, że w latach 1540-1629 i 1632-1649 kościół św. Piotra i Pawła znajdował się w rękach protestantów. Z tego czasu pochodzi ambona uzupełniająca wyposażenie kościoła oraz prawie wszystkie nagrobki umieszczone wewnątrz i na zewnątrz kościoła.

W czasach nowożytnych kościół był parokrotnie uszkadzany przez pożary, podczas jednego z nich zostały zniszczone nieokreślone części transeptu, a podczas kolejnego pożaru w 1718 r., spłonął wystrój wnętrza. Pożar ten nadwątlił mury świątyni, które później wzmocniono zamurowaniem okien północnych.

Do reformacji opiekę duszpasterską nad kościołem i parafią sprawowali księża z Zakonu Joannitów, później od 1658 roku karmelici. Księża, którzy zamieszkali w kumotrii, podjęli funkcje duszpasterskie w kościele parafialnym i w mieście. W 1810 r. nastąpiła kasata zakonów dokonana przez władze pruskie. Wtedy po joannitach opiekę nad kościołem przejęli księża diecezjalni. Wtedy też kościół stracił prawie całe wyposażenie wnętrza, a w zamian otrzymał ołtarze ze zlikwidowanych kościołów benedyktynek i karmelitów.

W wieku XIX zabytkową strukturę obiektu naruszyły prowadzone renowacje, podczas których w 1844 r. otynkowano wnętrze i pokryto pobiałą rzeźby portalowe, a w 1870 r. wykonano niezbyt udany remont maswerku okna zachodniego, dwóch okien chóru i dwóch korpusu oraz okna w kruchcie północnej. W latach 1900-1901 podczas kolejnych prac renowacyjnych oczyszczono kamieniarkę portalu zachodniego z niezbyt dobrym ostatecznym skutkiem.

W swojej ponad 700-letniej historii kościół parafialny Świętych Piotra i Pawła wielokrotnie ucierpiał wskutek wojen i pożarów. Upływający czas również nie pozostał bez wpływu na jego ogólny stan budowlano-konstrukcyjny. Doraźne próby ratowania sytuacji nie przyniosły pożądanych rezultatów. Nieliczni wówczas parafianie nie dysponowali wystarczającymi środkami na przeprowadzenie generalnego remontu świątyni, dlatego w 1936 r. podjęto decyzję o zamknięciu wstępu do prezbiterium.

Działania wojenne, zwłaszcza te z końcowego okresu II wojny światowej, oraz wysadzenie pobliskiego wiaduktu kolejowego w znacznym stopniu pogorszyły stan budowli. Wtedy duże połacie dachu kościoła pozbawione zostały pokrycia, a wielkie okna straciły wszystkie szyby, przyczyniając się do postępującej dewastacji wnętrza świątyni.

Ludność napływająca po wyzwoleniu do Strzegomia przystąpiła do zabezpieczania kościoła farnego przed dalszym zniszczeniem. Były to jednak zabiegi doraźne; brakowało pieniędzy, materiałów budowlanych i sprzętu.

Dopiero remont przeprowadzony w 1952 r. przez ks. Pawła Nieużyłę przyniósł więcej trwałych zabezpieczeń. Dzięki zastosowaniu żelbetonowych konstrukcji zażegnano niebezpieczeństwo zawalenia się stropu prezbiterium. Rozebrano też drewniany chór z XIV w., znajdujący się w południowej nawie kościoła; znajdujące się na nim ograny były doszczętnie zdewastowane.

Po wykonaniu prac konserwatorskich w 1954 r. odbyła się podniosła uroczystość 700-lecia istnienia świątyni, podczas której poświęcono oddane na nowo do użytku prezbiterium. Następne lata przyniosły znowu kilka niewielkich napraw dachu, remont wieży połączony z zamontowaniem drewnianych żaluzji w oknach.

Nowy etap w historii strzegomskiej fary rozpoczyna się w 1968 r., gdy do parafii przybył obecny proboszcz ks. prał. Stanisław Siwiec. Niespożyta energia, upór i wytrwałość proboszcza i wiernych sprawiły, że kościół powrócił do dawnej świetności.

Zanim jednak monumentalna bazylika odzyskała rangę jednej z najświetniejszych budowli gotyckich na Śląsku, zakres prac wykonanych przy jej restauracji był olbrzymi. Najpierw powiększono prezbiterium i wyłożono go płytkami z granitu, a następnie poddano zabiegom konserwatorskim organy i w 1973 r. wymieniono całkowicie instalację elektryczną i nagłaśniającą.

Pod koniec lat 70. zaistniała również konieczność gruntownego remontu dachu świątyni, gdyż liczne zacieki powodowały zagrzybienie ścian wewnątrz kościoła, a zbutwiała i zniszczona więźba dachowa domagała się wymiany. Podczas podjętego remontu dachów pokrycie jego dolnych partii wykonano z miedzi.

Zjednoczona szczytną misją społeczność parafialna nie szczędziła wysiłków, a życzliwość i ofiarność strzegomian wspierających swego duszpasterza doprowadziły do tego, iż na początku 1982 r. ukończono prace przy remoncie dachu świątyni. Następnie oszklono okna w całym kościele i zamontowano witraże.

Bardzo gorąco zachęcamy Państwa do szerszego zainteresowania się tą niezwykłą świątynią. Z pomocą na pewno przyjdzie nam wspomniany już album ks. Władysława Bochnaka, który zaprezentuje także dokładną historię miasta Strzegomia, dzieje i położenie obecnej bazyliki. Mamy nadzieję, że po zapoznaniu się z tą publikacją zechcecie Państwo nawiedzić tę świątynię. Dobrą okazją do tego będą strzegomskie uroczystości oficjalnego nadania kościołowi pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła godności bazyliki mniejszej, którym 15 września br., o godz. 14.00, przewodniczył będzie abp Francesco Tamburrino, sekretarz Kongregacji ds. Kultu i Dyscypliny Sakramentów.

Reklama

Zagłodzony w imię prawa: rozpoczęła się eutanazja Vincenta Lamberta

2019-05-20 15:35

vaticannews.va / Reims (KAI)

Dziś rano francuscy lekarze zaprzestali podawania pożywienia i wody 42-letniemu Vincentowi Lambertowi. Od 2008 r., po wypadku na motorze, jest on sparaliżowany i żyje w stanie minimalnej świadomości lub, jak mówią inni, w stanie wegetatywnym. Nie jest jednak podłączony do respiratora ani innych urządzeń podtrzymujących go przy życiu. „Vincent czuje wszystko. Płakał, gdy poinformowaliśmy go o decyzji lekarzy” – mówią rodzice mężczyzny, którzy do końca sprzeciwiali się jego eutanazji.

Batalia o prawo do życia Vincenta Lamberta trwa od 2013 r., kiedy to po raz pierwszy lekarze chcieli zaprzestać go karmić i poić. Zdecydowanie sprzeciwili się temu jego rodzice, którzy cały czas walczą o prawo do życia dla swego syna. Za eutanazją opowiada się jego żona Rachela, twierdząc, że wobec mężczyzny stosowana jest uporczywa terapia.

Tej opinii sprzeciwiło się m.in. 77-francuskich lekarzy, specjalizujących się w opiece nad chorymi z uszkodzeniem mózgu, przypominając, że Lambert samodzielnie oddycha i nie jest podłączony do respiratora ani do żadnej innej maszyny podtrzymującej życie. Nie znajduje się też w fazie terminalnej, nie jest w śpiączce, tylko w stanie minimalnej świadomości, zachował zdolność przełykania, reaguje na bodźce, rusza oczami, płacze, odczuwa ból. Jedyne co otrzymuje to pożywienie za pomocą sondy żołądkowej i płyny w kroplówkach.

Te zabiegi z punktu widzenia klinicznego i etycznego nie mogą być uznane za uporczywą terapię. Potwierdza to dokument watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary z 1 sierpnia 2007 r., podkreślając, że „podawanie pokarmu i wody, także metodami sztucznymi, jest zasadniczo zwyczajnym i proporcjonalnym sposobem podtrzymania życia. Jest ono więc obowiązkowe w takiej mierze i przez taki czas, w jakich służy właściwym sobie celom, czyli nawadnianiu i odżywianiu pacjenta. W ten sposób zapobiega się cierpieniom i śmierci, które byłyby spowodowane wycieńczeniem i odwodnieniem”.

Wczoraj przed kliniką w Reims, gdzie przebywa mężczyzna manifestowało kilkaset osób, domagając się odstąpienia lekarzy od decyzji o jego zagłodzeniu. Z podobnym apelem jego rodzice wystąpili do prezydenta Francji, ten jednak nawet nie odpowiedział na ich list. Także francuscy biskupi zdecydowanie potępili decyzję lekarzy o zakończeniu dalszej terapii, wskazując, że „wytacza to drogę do legalizacji eutanazji”. W tej sprawie głos zabrał także Papież Franciszek przypominając, że do każdego życia trzeba podchodzić z szacunkiem. Apelował zarazem, by „każdy chory był zawsze szanowany w swej godności i leczony w sposób odpowiedni do jego stanu zdrowia, przy zgodnym wsparciu rodziny, lekarzy i innych pracowników służby zdrowia, z wielkim szacunkiem do życia”. Na Twitterze apelował dziś: „Módlmy się za tych, którzy są ciężko chorzy. Strzeżmy zawsze życia, daru Boga, od początku do naturalnego kresu. Nie ulegajmy kulturze odrzucenia”.

– Rano Vincenta odłączono od sondy żywieniowej i kroplówek, zaczęto podawać mu leki uśmierzające. Skandalem jest to, że rodzicom nie pozwolono dziś pożegnać się z synem – mówi Jean Paillot, adwokat rodziców Lamberta. Wskazuje, że na oczach świata dokonuje się właśnie pierwsza legalna eutanazja w historii Francji. Jedno z ostatnich nagrań z sali szpitalnej pokazuje matkę, która mówi do Vincenta „nie płacz, jestem przy tobie, jest też tato” i głaszcze syna na pożegnanie, bo zakazano jej go przytulić.

Z kolei arcybiskup Reims przypomina, że mimo usilnych próśb rodziców nie zgodzono się na przeniesienie pacjenta do placówki specjalizującej się w tego typu przypadkach. W podobnym stanie w całej Francji jest obecnie ok. 1500 pacjentów. „Gra toczy się o honor ludzkości, która nie może pozwolić na to, by jeden z jej członków umarł z głodu i pragnienia – mówi abp Eric de Moulins-Beaufort. - Przyzwolenie na jego śmierć, ponieważ terapia zbyt dużo kosztuje czy też jego życie ma mniejszą wartość, oznacza koniec naszej cywilizacji”.

Vincent Sanchez, który jako lekarz prowadzący zdecydował o zakończeniu terapii Lamberta poinformował, że nie wiadomo, jak długo mężczyzna będzie konał. Organizacje pro-life biją na alarm, że coraz mocniej przepycha się mentalność eutanazyjną i śmierć głodowa Lamberta staje się kolejnym alarmującym znakiem dla konieczności obrony życia. Przed 14 laty w Stanach Zjednoczonych w podobny sposób została zagłodzona Terry Schiavo. Po odłączeniu od sondy żywieniowej kobieta umierała przez 13 dni.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Watykan zabiera głos w sprawie Francuza skazanego na śmierć głodową

2019-05-23 16:41

vaticannews.va / Watykan, Reims (KAI)

Pożywienie i woda stanowią zasadniczą formę opieki konieczną do życia. Zaprzestanie dostarczania ich pacjentowi oznacza porzucenie chorego. Watykan przypomina o tym odnosząc się do dramatu Vincenta Lamberta, którego dalszy los stoi wciąż pod wielkim znakiem zapytania.

W sprawie 42-letniego Francuza, którego lekarze skazali na śmierć głodową głos zabrały dwie watykańskie instytucje zajmujące się życiem: Papieska Akademia Pro Vita i Dykasteria ds. Świeckich, Rodziny i Życia. Ich przewodniczący, we wspólnym komunikacie, przypominają, że „zaprzestanie karmienia i nawadniania chorego stanowi poważne łamanie ludzkiej godności”. Wskazują zarazem, że nawet bardzo poważny stan pacjenta w żadnej mierze nie odbiera mu jego godności oraz podstawowego prawa do życia i leczenia. Podawanie choremu pożywienia nigdy nie jest irracjonalnym uporem terapeutycznym, dopóty organizm jest w stanie przyjmować pokarm i wodę, chyba że prowokuje to u chorego straszliwe cierpienie i szkodliwe dla niego efekty.

Papieskie instytucje broniące życia podkreślają, że przypadek Vincenta Lamberta jest formą porzucenia chorego, bazującą na bezdusznym osądzie jakości jego życia. Jest to wyraz kultury odrzucenia, która selekcjonuje osoby najbardziej kruche i bezbronne nie uznając ich wyjątkowości i ogromnej wartości. Watykan przypomina, że dalsze żywienie Lamberta jest „koniecznym obowiązkiem”. Zapewnia też o modlitwie w jego intencji Papieża Franciszka i całego Kościoła.

Także we Francji mnożą się modlitewne inicjatywy. Przed szpitalem w Reims trwa też nieprzerwanie pikieta przyjaciół Lamberta, którzy domagają się przeniesienia go do specjalistycznej struktury. Siedem ośrodków wyraziło gotowość przyjęcia sparaliżowanego mężczyzny. Mimo że proszą o to jego rodzice nie zgadza się na to jego żona, która, będąc opiekunką prawną Vincenta, domaga się jego eutanazji. Przez swego prawnika żąda także zaprzestania publikowania w mediach filmików z jej mężem, a za ich nagrywanie i udostępnianie grozi sądem. Udostępnione do tej pory filmy obejrzały miliony ludzi na całym świecie. Widać na nich wyraźnie, że Vincent nie jest podłączony do żadnych maszyn podtrzymujących życie. Nie znajduje się też w fazie terminalnej, nie jest w śpiączce, tylko w stanie minimalnej świadomości, zachował zdolność przełykania i wokalizacji, reaguje na bodźce, rusza oczami, płacze, odczuwa ból. Zadaje to kłam twierdzeniu, że stosowana jest wobec niego uporczywa terapia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem