Reklama

Święci Archaniołowie – Michał, Rafał i Gabriel

Józef Rydzewski
Edycja podlaska 39/2002


Książę niebieski, święty Michale,
Ty sprawy ludzkie kładziesz na szale;
W dzień sądu Boga na trybunale
Bądź mi patronem, święty Michale.

29 września Kościół katolicki obchodzi święto Świętych Archaniołów: Michała, Gabriela i Rafała.
Imię Michał, wzięte z hebrajskiego Mika´el, znaczy "Któż jak Bóg". Św. Michał w Piśmie Świętym wymieniany jest pięć razy. W najbardziej wymowny sposób czyni to Autor ostatniej księgi Pisma Świętego czyli Apokalipsy - św. Jan Apostoł: "I nastąpiła walka na niebie: Michał i jego aniołowie mieli walczyć ze Smokiem. I wystąpił do walki Smok i jego aniołowie, ale nie przemógł i już się miejsce dla nich w niebie nie znalazło. I został strącony na ziemię, a z nim zostali strąceni jego aniołowie" (Ap 12, 7-9). Po zwycięstwie nad zbuntowanymi duchami św. Michał Archanioł został wodzem zastępów niebieskich. Jest on duchem czystym, oddanym bez reszty Stwórcy, wielbicielem Matki Boga. Doznaje on wielkiej radości z wypełnienia woli Bożej i pomaga ludziom w ich uszczęśliwianiu. Przed przyjściem Chrystusa na ziemię, nazywano św. Michała księciem narodu wybranego. Prorok Daniel zalicza go do jednego z pierwszych książąt. Zapewnia, że tylko Michał Archanioł może pomóc w walce z wrogiem. W Nowym Testamencie św. Michał kontynuuje te rolę obrońcy jako Patron i Anioł Stróż Kościoła. Przychodzi z pomocą wiernym w najtrudniejszych dla nich chwilach.
Pierwsze znane święto ku czci świętego Michała Archanioła sięga połowy czwartego wieku. Obchodzono je 8 maja na Monte Sant´Angelo na półwyspie Gargano we Włoszech, gdzie miał się objawić Książę chórów anielskich. Św. Papież Bonifacy I w V w. poświęcił św. Michałowi bazylikę w Rzymie i nakazał corocznie, dnia 29 września obchodzić rocznicę tego faktu. Święto rozciągnięto na Kościół powszechny i do dziś je obchodzimy. Świętego Michała obrały sobie za szczególnego patrona Niemcy, Austria i Francja. Belgia w kulcie świętego Michała stara się dorównać Francji. Ruś zasłaniająca Kościół przed niewiernymi ze Wschodu, obrała go sobie za szczególnego opiekuna. W Ameryce północnej kult świętego Michała wyraża się między innymi przez budowanie licznych kościołów ku jego czci, a także nadawanie przy chrzcie imion Michał i Michalina.
W Polsce kult św. Michała Archanioła był bardzo żywy. Rycerstwo polskie doznawało cudownej pomocy św. Michała w walkach z niewiernymi. Powstały bractwa i cechy rzemieślników pod jego wezwaniem, budowano także ku jego czci kościoły i kapliczki, poświęcano mu instytucje kościelne i świeckie. Znane są przysłowia ludowe związane z imieniem lub świętem św. Michała Archanioła: "Gdy noc jasna na Michała, to nastąpi zima trwała", "Na Michała łowcy chwała", "Jaki Michał, taka wiosna". Święty Michał Archanioł jest obecnie znany i czczony przez cały świat katolicki. Dał on się poznać jako zwycięski wódz w walce dobra ze złem, jako obrońca chwały prawdziwego i wielkiego w swej mocy i potędze Boga.
Imię Gabriel znaczy: "Mąż Boży" lub "Wojownik Boży". Z tym imieniem spotykamy się w Starym Testamencie, w księdze proroka Daniela. Najpiękniejszą jednak misję spełnił św. Gabriel w Nowy Testamencie, kiedy zwiastował Zachariaszowi w świątyni w Jerozolimie narodzenie syna - św. Jana Chrzciciela oraz kiedy Najświętszej Maryi Panny zwiastował narodzenie Pana Jezusa - Syna Bożego. Te dwa wydarzenia szczegółowo opisał św. Łukasz w swojej Ewangelii. Niektórzy z pisarzy kościelnych nazywają św. Gabriela aniołem stróżem Świętej Rodziny. Prawie wszystkie obrządki chrześcijańskie umieściły wspomnienie świętego Gabriela tuż przed lub po uroczystości Zwiastowania Najświętszej Maryi Pannie. Tak było i w liturgii rzymskiej do roku 1969, kiedy to przełożono pamiątkę na dzień 29 września. Papież Pius XII w 1951 r. ogłosił św. Gabriela patronem telegrafu, telefonu, radia i telewizji. Kult św. Gabriela jest znacznie mniejszy niż kult św. Michała. Imię Gabriel jest już coraz rzadziej spotykane.
Hebrajskie imię Rafał: "Bóg uleczył". Jest ono związane z biblijną opowieścią o Tobiaszu. W tej opowieści święty Rafał mówi sam o sobie: "Ja jestem Rafał, jeden z siedmiu aniołów, którzy stoją w pogotowiu i wchodzą przed majestat Pański"(Tb 12, 15). Święty Rafał doznawał czci jako patron chorych i podróżnych. W Polsce imię Rafał należy do dość popularnych. Wśród znanych postaci imię to nosili: błogosławiony ojciec Rafał z Proszowic, św. Rafał Kalinowski, błogosławiony ojciec Rafał od św. Józefa - karmelita, którego beatyfikował w 1983 roku papież Jan Paweł II.

Tagi:
święto św. Michał Archanioł archaniołowie

Reklama

Taki zwykły, że aż święty

2019-10-01 13:55

Jarosław Kumor
Niedziela Ogólnopolska 40/2019, str. 18-19

Z zewnątrz nikt szczególny. Krótkie włosy, niezbyt charakterystyczna twarz, małomówny, nieśmiały. W środku duchowy tytan z przepastną wiedzą teologiczną i niewzruszonym panowaniem nad sobą. Oto on – Wenanty, franciszkanin z Galicji

www.wenanty.pl
O. Wenanty Katarzyniec, w tle kościół w Czyszkach, miejsce pracy o. Wenantego

Moja historia ze sługą Bożym o. Wenantym Katarzyńcem, zmarłym niemal sto lat temu franciszkaninem, urodzonym w małej wiosce niedaleko Lwowa, zaczęła się od lektury biografii św. Maksymiliana.

Promotor Maksymilian

Parokrotnie natrafiłem tam na wypowiedzi założyciela Niepokalanowa o tym skromnym, prostym człowieku, o przyjaźni, która ich łączyła. Ilekroć pojawiał się wątek o. Wenantego, doświadczałem swego rodzaju wewnętrznego pokoju, jakiejś sympatii, która mimochodem przychodziła, a odnosiła się przecież do człowieka, którego znałem z kart jednej tylko książki, gdzie w dodatku był on dość sporadycznie wspominany.

Kiedy gruchnęła wieść o tym, że red. Tomasz Terlikowski bierze się po o. Maksymilianie za biografię właśnie tego sługi Bożego pochowanego w urokliwej Kalwarii Pacławskiej na Podkarpaciu, gdzie ów franciszkanin spędził ostatnie lata życia, czekałem z niecierpliwością. W międzyczasie przyswajałem różne informacje na jego temat dostępne w internecie (głównie na prowadzonej przez o. Edwarda Staniukiewicza OFMConv z Kalwarii Pacławskiej stronie: wenanty.pl).

Odwiedziny

Nim w moje ręce trafiła biografia o. Katarzyńca, wraz z braćmi z redakcji Drogi Odważnych wybraliśmy się do miejsca jego pochówku. Był to czas wielu rozmów, m.in. ze wspomnianym o. Staniukiewiczem, który podarował mi książkę o o. Wenantym swojego autorstwa. Był to też czas rozmowy z samym o. Wenantym. Nie wiem, ile czasu spędziłem przed jego grobem, ale minuty płynęły mi wtedy zupełnie inaczej, rzadko kiedy tak odpoczywałem.

Ten sługa Boży ugruntował po tym wyjeździe swoją pozycję cichego patrona Drogi Odważnych, kogoś stojącego za plecami naszego głównego orędownika w niebie – św. Maksymiliana. Tak było za życia obu zakonników, tak jest i teraz – jeden w cieniu, drugi na pierwszej linii.

Oczywiście, obie książki pochłonąłem jednym tchem. Jednocześnie stałym elementem mojego dnia stała się modlitwa o beatyfikację o. Wenantego spisana przez samego św. Maksymiliana i przez niego kolportowana na obrazkach z wizerunkiem o. Katarzyńca, które wydrukował po jego śmierci. Dość szybko się zorientowałem, że umiem tę modlitwę na pamięć. To pomaga, bo mogę odmówić ją dosłownie gdziekolwiek, i sprawia, że ten zwyczajny, skromny, prosty zakonnik towarzyszy mi po cichu każdego dnia.

Generalnie: nuda

Te dwa słowa usłyszałem od jednego z moich przyjaciół po tym, jak przeczytał biografię o. Wenantego, bezpośrednio po lekturze książki o św. Maksymilianie. Rzeczywiście, porównanie obu życiorysów pod kątem podejmowanej aktywności, pewnego rozmachu działań daje takie wrażenie. Ojciec Wenanty nie był na studiach w Rzymie, nie założył żadnej wspólnoty, nie jeździł na misje, nie był zagorzałym apologetą ani ewangelizatorem, ale z jakiegoś powodu o. Maksymilian był po jego śmierci przekonany o jego świętości i obrał go za patrona startującego wówczas czasopisma „Rycerz Niepokalanej”. Można powiedzieć, że nie miał wyjścia.

Kiedy o. Maksymilian poszukiwał autorów do „Rycerza”, bardzo zależało mu na obecności w tym gronie o. Wenantego. Ten był już bardzo chory i nie chciał się podjąć tego zobowiązania, ale zapewnił swojego przyjaciela, że po śmierci bardziej wydatnie będzie w stanie wesprzeć to dzieło. Tak się rzeczywiście stało. Pierwszy numer „Rycerza” ukazał się 9 miesięcy po śmierci o. Wenantego, a szef redakcji nie miał wątpliwości, za czyją przyczyną znalazły się pieniądze na jego wydanie. I, oczywiście, nie była to jedyna taka sytuacja.

To był początek, dzięki któremu o. Wenanty nosi dziś przydomek „brat bankomat”, bo jak potwierdzają franciszkanie z Kalwarii Pacławskiej, jest on bardzo skutecznym orędownikiem w sprawach finansowych i biznesowych. Ciekawy paradoks: „nudne” życie na ziemi i brak jakichś znaczących epizodów związanych z pieniędzmi skutkuje obfitością środków finansowych wyproszonych za jego wstawiennictwem. Być może Bóg chce przez to pokazać, że pieniądze powinny iść w naszym życiu w parze ze skromnością, pokorą i konsekwencją w realizowaniu codziennych obowiązków.

Pan siebie samego

Bardzo łatwo byłoby spłycić opowieść o o. Wenantym do określenia „brat bankomat”, tak jak często ograniczamy naszą wiedzę o św. Maksymilianie do jego męczeńskiej śmierci. Tymczasem za świętością jednego i drugiego nie stoją li tylko męczeństwo czy świadectwa finansowego błogosławieństwa, ale to zwykła codzienność, która w swojej systematyczności życia duchowego i głębi relacji z Bogiem była prostą drogą do nieba.

Zawsze na wyobraźnię działa mi jeden cytat ze wspomnień św. Maksymiliana o o. Katarzyńcu, odnoszący się do ich pierwszego spotkania, gdy nie byli jeszcze kapłanami: „Spokój upiększający obcowanie z nim wskazywał, że jest on panem samego siebie”. Te słowa opisują 20-letniego ledwie człowieka, który dopiero ma zacząć pogłębiać swoją duchowość w murach lwowskiego seminarium Franciszkanów. Dziś możemy zupełnie nie zdawać sobie sprawy, o co chodziło św. Maksymilianowi, bo komputery i telefony bardzo skutecznie odbierają nam kontakt z samymi sobą, w zamian dając kontakt z całym światem. Ojcu Wenantemu ten konktakt nie był do niczego potrzebny, siebie bowiem znał doskonale.

Z jego biografii łatwo jest wyciągnąć wyobrażenie człowieka głęboko skupionego i uporządkowanego wewnętrznie, kogoś, kto doskonale zna swoje wnętrze i wie, co się w nim dzieje w danym momencie. Po lekturze jego życiorysów mam nieodparte wrażenie, że właśnie to jest pewnym zwornikiem jego świętej codzienności i wykonywania zwykłych czynności w niezwykły sposób.

Wikariusz, spowiednik, nauczyciel

Tylko jeden rok przetrwał jako wikariusz na parafii. Wyjeżdżać musiał pod osłoną nocy, by ludzie nie widzieli, że go „tracą”. Jako spowiednik i kaznodzieja był dla nich skarbem, ale Bóg widział go już po tak krótkim czasie kapłaństwa jako magistra franciszkańskiego nowicjatu we Lwowie.

Szczególnie na tym etapie jego życia objawił się pewien piękny charyzmat, którym był obdarzony, a który sprawił, że o. Wenanty stał mi się jeszcze bardziej bliski. Otóż od czasu do czasu mam w mojej wspólnocie za zadanie powiedzieć coś mądrego do braci w ramach konferencji czy filmów formacyjnych. Nie miałem najmniejszych wątpliwości, kogo powinienem prosić o patronowanie tej nauczycielskiej posłudze. Ojciec Katarzyniec, jak zaświadczają jego słuchacze zarówno z wiejskiej parafii, jak i z seminarium, miał dar przekazywania zawiłych prawd teologicznych w prosty i przystępny sposób, nie tracił przy tym głębi poruszanego tematu. Jest to coś, czego mi brakuje i w czym chciałbym o. Wenantego naśladować.

Patron dla młodych

Ojciec Wenanty odszedł w wieku 32 lat. W zasadzie całe jego życie to była młodość. Jaka ona była? Co było dla niej charakterystyczne? Do głowy przychodzi mi jedno słowo: pasja. Oczywiście, miał etapy pewnych kryzysów, gdy sam w wieku 15-16 lat z trudem się utrzymywał w wielkim mieście – we Lwowie. Miał jeden taki rok szkolny, gdy jego oceny mocno powędrowały w dół. Mógł poczuć odrzucenie, gdy w pierwszym podejściu nie przyjęto go do zakonu, ale kazano mu skończyć szkołę (na co nie miał grosza przy duszy i nie miał już serca prosić rodziców) i w dodatku polecono, by nauczył się najpierw łaciny. I to jest sytuacja, w której objawiło się, według mnie, najmocniej jego młodzieńcze serce, pełne pasji i samozaparcia. Co zrobił? Zagryzł zęby, uznał, że widocznie taka jest wola Boża, i wziął się do ciężkiej pracy.

Ile trzeba mieć w sobie pasji, by jako 18-latek zarobić dla siebie na cały rok kształcenia się i przez ten sam rok zacząć biegle władać łaciną? Tak bardzo Bóg był jego pasją. Tak bardzo jego pasją były Kościół i zakon franciszkański. Był człowiekiem orkiestrą – wychowywał, wykładał, kierował duchowo, spowiadał, dokształcał w razie braków szkolnej wiedzy i wszystko to robił na najwyższym poziomie i bez rozgłosu, zwyczajnie. Oto zwykły, święty zakonnik – o. Wenanty.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

W Watykanie wspominano ks. Jerzego Popiełuszkę

2019-12-09 13:50

Włodzimierz Rędzioch

„Pozdrawiam szczególnie organizatorów i uczestników konferencji poświęconej ks. Jerzemu Popiełuszce, jaka miała miejsce na Uniwersytecie Urbanianum, na rozpoczęcie wystawy jemu poświęconej. Dziękuję wam za podtrzymywanie pamięci tego gorliwego kapłana i męczennika, który, barbarzyńsko zamordowany przez służby komunistyczne, oddał życie z miłości do Chrystusa, do Kościoła i do ludzi, zwłaszcza pozbawionych wolności i godności”.

Włodzimierz Rędzioch

Tymi słowami w czasie audiencji ogólnej, 4 grudnia, Papież Franciszek zwrócił się do kilkunastoosobowej grupy Polaków, którzy przybyli do Rzymu w związku z konferencją zatytułowaną „Bł. ks. Jerzy Popiełuszko – posłaniec prawdy i wolności” oraz z otwarciem wystawy „Dekalog księdza Jerzego”.

Zobacz zdjęcia: W Watykanie wspominano ks. Jerzego Popiełuszkę

W wydarzeniach na Uniwersytecie Urbanianum, które odbyły się 3 grudnia wzięli udział: ks. prof. Leonardo Sileo, Rektor Uniwersytetu, Marek Popiełuszko, który pozdrowił uczestników konferencji w imieniu Fundacji Dobro (bratanek ks. Jerzego jest wiceprezesem Fundacji), abp Tadeusz Wojda (arcybiskup białostocki wygłosił wykład: „Życie ks. Jerzego Popiełuszki”), Janusz Kotański, Ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej (temat jego wykładu: „Ks. Popiełuszko - męczennik, który głosił prawdę”) oraz abp Edward Nowak, który mówił o pojęciu męczeństwa i o procedurach związanych z beatyfikacją męczenników.

Zabrał głos również dr hab. Piotr Kardela Dyrektor Oddziału IPN w Białymstoku oraz o.Giulio Cesareo, dyrektor watykańskiego domu wydawniczego LEV (Libreira Editrice Vaticana). O. Cesareo zaprezentował włoskie wydanie książki Ewy Czaczkowskiej i Tomasza Wiścickiego „Ksiądz Jerzy Popiełuszko. Wiara, nadzieja, Miłość. Biografia Błogosławionego” (włoski tytuł: “La fede è libertà. La vita e il martirio di padre Jerzy Popiełuszko”). Watykańskie wydawnictwo przygotowało tę cenną biografię polskiego męczennika na 35. rocznicę jego śmierci. Książkę, która ukazała się w serii „Testimoni” (Świadkowie), przetłumaczyła na język włoski Agnieszka Gałązka.

Po konferencji, którą moderował burmistrz Suchowoli, Michał Matyskiel, nastąpiło oficjalne otwarcie wystawy z udziałem prelegentów oraz wielu specjalnych gości, przede wszystkim najbliższych ks. Jerzego: siostry Teresy z rodziną, brata Józefa z rodziną, w tym bratankiem Markiem, który przybył do Rzymu z Chicago. Byli również obecni: Piotr Samerek z Departamentu Promocji Kultury MSZ (MSZ wsparł organizację uroczystości), Artur Kosicki, marszałek województwa podlaskiego, ks. Tomasz Małyszko, proboszcz Suchowoli, Bogdan Romaniuk, przewodniczący rady programowej Fundacji Dobro, były wicemarszałek woj. Podkarpackiego, Józef Mozolewski, przedstawiciel Solidarności, przewodniczący regionu Podlaskiego, oraz Lesław Majewski z ogólnopolskiego Komitetu Pamięci Księdza Jerzego Popiełuszki.

Wystawa została przygotowana przez oddział IPN w Białymstoku - główną autorką jej scenariusza jest Urszula Gierasimiuk a autorem tekstów Paweł Kęska z Ośrodka Dokumentacji Życia i Kultu bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Ekspozycja została pomyślana tak, by ukazać wartości, które wyznawał kapłan, stąd jej tytuł: „Dekalog Księdza Jerzego”. Marek Popiełuszko przywiózł ze sobą do Rzymu wiele prywatnych pamiątek po ks. Jerzym, w tym sweter zrobiony przez mamę, koloratkę kapłańską, obrazek wypalony na desce przez ks. Jerzego i książkę, którą neoprezbiter Popiełuszko otrzymał w prezencie od kard. Stefana Wyszyńskiego z odręczną dedykacją Prymasa.

Następnego dnia delegacja z Polski uczestniczyła w środowej audiencji generalnej na placu św. Piotra. Papież Franciszek skierował do nich wzruszające słowa z podziękowaniem za „podtrzymywanie pamięci tego gorliwego kapłana i męczennika”. Na zakończenie audiencji Franciszek spotkał się z abpem Wojdą, który przedstawił Papieżowie najbliższych krewnych ks. Popiełuszki oraz członków delegacji. Marek Popiełuszko, w imieniu rodziny, podarował Franciszkowi obraz wujka wykonany przez białostocką malarkę. Spotkanie zakończyło się zrobieniem grupowego zdjęcia z Papieżem.

Konferencja i wystawa o ks. Jerzym oraz papieskie słowa o męczenniku komunizmu przyczyniły się przypomnienia postaci błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki w stolicy chrześcijaństwa. Bratanek, Marek podkreślił, że w ten sposób „spełniło się marzenie wujka, by przyjechać do Rzymu. W latach ‘80 wolał zostać z tymi, którzy go potrzebowali, za co zapłacił najwyższą cenę”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wspomnienie Matki Bożej Loretańskiej

2019-12-10 07:24

brewiarz.pl

Kult Matki Bożej Loretańskiej wywodzi się z sanktuarium domu Najświętszej Maryi Panny w Loreto. Jak podaje tradycja, jest to dom z Nazaretu, w którym Archanioł Gabriel pozdrowił przyszłą Matkę Boga i gdzie Słowo stało się Ciałem.

Monika Książek

Sanktuarium w Loreto koło Ankony (we Włoszech) jest pierwszym maryjnym sanktuarium o charakterze międzynarodowym i stało się miejscem modlitw wiernych. Wewnątrz Domku nad ołtarzem umieszczono figurę Matki Bożej Loretańskiej, przedstawiająca Maryję z Dzieciątkiem na lewej ręce. Rzeźba posiada dwie charakterystyczne cechy: jedna dalmatyka okrywa dwie postacie, a twarze Matki Bożej i Dzieciątka mają ciemne oblicza. Pośród kaplic znajdujących się w bazylice warto wspomnieć Kaplicę Polską, ozdobioną freskami w latach 1920-1946, przedstawiającymi dwa wydarzenia z historii Polski: zwycięstwo Jana III Sobieskiego pod Wiedniem oraz cud nad Wisłą.

Zobacz także: Litania Loretańska do Najświętszej Maryi Panny

2000 lat temu w ciepłym klimacie Palestyny ludzie znajdowali schronienie w grotach wykuwanych w skałach. Czasem dobudowywano dodatkowe pomieszczenia. I tak pewnie postąpili Joachim i Anna, bo ich dom znajdował się obok groty, zbyt małej dla powiększającej się rodziny. Już pierwsi chrześcijanie otaczali to skromne domostwo opieką i szacunkiem. Między innymi cesarzowa Helena w IV w. zwiedziła je, pielgrzymując po Ziemi Świętej, i poleciła wznieść nad nim świątynię. Obudowany w ten sposób Święty Domek przetrwał do XIII w., chociaż chroniący go kościół był parokrotnie burzony i odbudowywany.

Gdy muzułmanie zburzyli bazylikę chroniącą Święty Domek, sam Domek przetrwał, o czym świadczą wspomnienia pielgrzymów odwiedzających w tym czasie Nazaret. Jednak po 1291 r. brakuje już świadectw mówiących o murach tego Domku. Kilka lat później domek Maryi "pojawił się" we włoskim Loreto. Dało to pole do powstania legendy o cudownym przeniesieniu Świętego Domku przez anioły.

Okazało się, że legenda ta wcale nie jest taka daleka od prawdy. W archiwach watykańskich znaleziono dokumenty świadczące o tym, że budynek z Nazaretu został przetransportowany drogą morską przez włoską rodzinę noszącą nazwisko Angeli, co po włosku znaczy aniołowie. Cała operacja przeprowadzona była w sekrecie ze względu na niespokojne czasy i strach o to, by cenny ładunek nie wpadł w niepowołane ręce. Była to na tyle skomplikowana akcja, że bez udziału Opatrzności i wojska anielskiego wydaje się, że była nie do przeprowadzenia. Nie od razu przewieziony budynek znalazł się w Loreto. Trafił najpierw do dzisiejszej Chorwacji, a dopiero po trzech latach pieczołowicie złożono go w całość w lesie laurowym, stąd późniejsza nazwa Loreto. Nie ulega też wątpliwości, że to ten sam Domek. W XIX w. prowadzono szczegółowe badania naukowe, które w pełni potwierdziły autentyczność tego bezcennego zabytku.

Do Loreto przybywali sławni święci, m.in. Katarzyna ze Sieny, Franciszek z Pauli, Ignacy Loyola, Franciszek Ksawery, Franciszek Borgiasz, Ludwik Gonzaga, Karol Boromeusz, Benedykt Labre i Teresa Martin.

Jest to miejsce szczególnych uzdrowień i nawróceń. Papież Leon X w swojej bulli wysławiał chwałę tego sanktuarium i proklamował wielkie, niezliczone i nieustające cuda, które za wstawiennictwem Maryi Bóg czyni w tym kościele.

Ciekawa jest także historia papieża Piusa IX i jego uzdrowienia, które zawdzięcza właśnie Matce Bożej z Loreto. Według historyków, młody hrabia Giovanni Maria Mastai-Ferretti już od wczesnego dzieciństwa poświęcony był Dziewicy Maryi. Jego rodzice wraz z dziećmi każdego roku jeździli do Świętego Domu. Początkowo ich syn miał być żołnierzem broniącym Stolicy Apostolskiej. Zachorował jednak na epilepsję. Lekarze przepowiadali bliski koniec. Jednak za namową papieża Piusa VIII postanowił poświęcić się całkowicie służbie Bożej. Odbył pielgrzymkę do Loreto, aby błagać o uzdrowienie. Ślubował tam, że jeśli otrzyma tę łaskę, wstąpi w stan kapłański. Gdy Święta Dziewica wysłuchała go, po powrocie do Rzymu został księdzem, mając 21 lat.

To właśnie papież Pius IX ogłosił światu dogmat o Niepokalanym Poczęciu. "Oprócz tego, że został mi przywrócony wzrok, to jeszcze ogarnęło mnie ogromne pragnienie modlitwy. To było największe wydarzenie w moim życiu, bo właśnie w tym miejscu narodziłem się z łaski i Maryja odrodziła mnie w Bogu, gdzie Ona poczęła Jezusa Chrystusa".

Warto pamietać, że rejon Marchii Ankońskiej, gdzie leży Loreto, był w lipcu 1944 r. wyzwolony spod władzy hitlerowców przez 2. Korpus Polski pod dowództwem gen. Andersa. Bitwa o Loreto i później bitwa o Ankonę to wielki sukces militarny Polaków w ramach tzw. Kampanii Adriatyckiej. Włosi byli wdzięczni Polakom za uchronienie najcenniejszych zabytków, w tym Domku Loretańskiego. W Loreto, u stóp bazyliki, znajduje się polski cmentarz wojenny, gdzie pochowanych jest ponad 1080 podkomendnych gen. Władysława Andersa. Natomiast wewnątrz bazyliki jest polska kaplica. W jej ołtarzu widać portrety polskich świętych: św. Jacka Odrowąża, św. Andrzeja Boboli i św. Kingi.

Z Loreto związana jest też Litania Loretańska do Najświętszej Maryi Panny, która rozbrzmiewa również w polskich kościołach i kapliczkach każdego roku, zwłaszcza podczas nabożeństw majowych. Mimo że w historii powstało wiele litanii maryjnych, to powszechnie i na stałe przyjęła się właśnie ta, którą odmawiano w Loreto. Została ona oficjalnie zatwierdzona przez papieża Sykstusa V w 1587 r.

Wnętrze kościoła w polskim Loretto. Święty Domek w Loreto stał się wzorem do urządzania podobnych miejsc kultu w całym chrześcijańskim świecie. Również w Polsce wybudowano kilka Domków Loretańskich (znane miejsca to Gołąb, Głogówek, Warszawa-Praga, Kraków, Piotrkowice, Bydgoszcz).

Bardzo znane jest sanktuarium maryjne w Loretto niedaleko Wyszkowa. Jego początki sięgają 1928 roku. Wówczas bł. Ignacy Kłopotowski, założyciel Zgromadzenia Sióstr Loretanek i ówczesny proboszcz parafii Matki Bożej Loretańskiej w Warszawie, zakupił od dziedzica Ziatkowskiego duży majątek - Zenówkę nad Liwcem w pobliżu Warszawy. 27 marca 1929 roku zmieniono urzędową nazwę miejscowości na Loretto, nawiązując w ten sposób bezpośrednio do Sanktuarium Świętego Domku Matki Bożej w Loreto.

Na początku była tu tylko skromna kapliczka w lesie. Z uwagi na wzrastającą liczbę wiernych przychodzących na nabożeństwa, konieczne było wybudowanie dużej kaplicy poświęconej Matce Bożej Loretańskiej. Mimo utrudnień ze strony PRL-owskich władz, prace rozpoczęto w 1952 roku. Pierwsza Msza św. została odprawiona 19 marca 1960 roku. Prace nad wykończeniem kaplicy trwały przez wiele lat.

Ostateczny wystrój nadał kaplicy artysta Jerzy Machaj, a jej poświęcenia dokonał 19 lutego 1984 r. ks. bp Jerzy Modzelewski. Początkowo kaplica była pod wezwaniem Matki Bożej Różańcowej. W 1981 roku sprowadzono z Włoch wierną kopię figury Matki Bożej Loretańskiej. Od tej pory kaplica znana jest pod wezwaniem Matki Bożej Loretańskiej. Obecnie w polskim Loretto mieści się klasztor sióstr loretanek i dom nowicjatu, dom dla osób starszych pod nazwą "Dzieło Miłości im. ks. Ignacego Kłopotowskiego", domy rekolekcyjne, wypoczynkowe i kolonijne. Sanktuarium to jest celem pielgrzymek nie tylko z okolicznych dekanatów i parafii. Odpust w Loretto odbywa się w niedzielę po święcie Narodzenia Matki Bożej, czyli po 8 września. Wierni modlą się przed figurą Matki Bożej Loretańskiej i przy grobie bł. ks. Ignacego Kłopotowskiego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem