Reklama

Bratni Kościół...

Bratni Kościół? Oczywiście, chodzi o Kościół na Ukrainie, Kościół rzymsko- i greckokatolicki, metropolię lwowską i Ukraiński Kościół Autokefaliczny na Ukrainie, diecezję lwowską ze Lwowem i przyległymi do niego Żółkwią, Samborem, Chyrowem, Gródkiem Jagiellońskim oraz wieńcem parafii i duszpasterskich punktów dojazdowych. Ale Lwów jest centrum, stolicą, soczewką, która jak w pigułce skupia wspaniałość, dramatyzm, ból, poczucie dumy etc...
„Niedziela” była tam przede mną i opisała to pięknie, ale w określonej perspektywie, koncentrując uwagę na „wyjściu z katakumb” tego Kościoła. Pominęła jednak fakt o epokowym znaczeniu, jakim była dla niego pielgrzymka Papieża Jana Pawła II, która miała miejsce dokładnie pięć lat temu. Dlatego żywię przekonanie, że może uda się dopełnić szeroką panoramę tego Kościoła w kolejnym tekście na łamach „Niedzieli”.

Niedziela Ogólnopolska 31/2006, str. 12

Katedra łacińska we Lwowie
Graziako

Katedra łacińska we Lwowie<br>Graziako

Przede wszystkim Lwów - Urbs celeberima

Już z daleka i przestrzennie widziany, był miastem ważnym, zwłaszcza w końcowej fazie czasu zaborów. Wiedziało się, że jest wspaniałą wschodnią stolicą potężnej ongiś Polski pojagiellońskiej, wiedziało się o wspaniałych pomnikach architektury, widziało się go przez pryzmat doniosłego wydarzenia religijnego i politycznego - Ślubów Jana Kazimierza. A potem, z perspektywy XIX i XX wieku jawił się jako pulsujące życiem, zwłaszcza sfer wyższych, miasto wielkiej nauki, wszechstronnie uprawianej sztuki, z osiągającą szczyty literaturą i wspaniałym teatrem. Wieści o tym wyczytywało się w podręcznikach literatury, historii, medycyny, techniki, filozofii.
Ale przede wszystkim Lwów znany był z wyjątkowej, jeżeli nie jedynej w swoim rodzaju, gęstwy żyjących obok siebie społeczności religijnych i etnicznych: polsko- i greckokatolickiej, ormiańskiej, no i żydowskiej. Bardzo zróżnicowane, żyły we względnej harmonii; owszem, zdarzały się chwile napięć, ale bez dramatycznych finałów. Do tego wszystkiego dochodził owiany glorią bohaterstwa Cmentarz Orląt, a wreszcie dominująca nad całym krajem radością, zdrową ironią i humorem „Lwowska Fala”.
A na końcu była wojna z apokaliptycznymi konsekwencjami, z których najboleśniejsza była hiobowa wieść: Lwów przestał należeć do Polski.
To wszystko wiedziało się o Lwowie z daleka i tęskniło się, żeby go zobaczyć z bliska.

Ze Lwowem oko w oko

Reklama

Tak widziany i doświadczany Lwów to w rzeczywistości nowy świat. Albo może tamten sprzed wieków i lat, ale obleczony w realne kształty, szokujący co krok nowymi elementami swego tętniącego życiem oblicza, Lwów zmuszający do zadumy, wyciskający łzy głębokiego wzruszenia, narodowej dumy i radości, pomieszanej z dojmującym bólem.
Progiem, który prowadzi Polaka katolika do tego miasta-legendy, jest leżąca w samym jego sercu rzymskokatolicka katedra pw. Najświętszej Maryi Panny. Od wejścia jak magnes przyciąga ku sobie wspaniały wielki ołtarz, perełka rokoka, z jej centrum, jakie stanowi cudowny obraz Matki Bożej Łaskawej. Przelotny rzut oka na mieniącą się bogactwem wystroju kaplicę Najświętszego Sakramentu (Wiśniowieckich) i już nogi same gną się przed głównym ołtarzem. Myśli gwałtownie wracają do tego, co tu miało miejsce 350 lat temu. Wyobraźnia, posiłkowana przez malarstwo Matejki i pisarstwo Sienkiewicza, próbuje odtworzyć, jak to było, kto brał udział w tym wydarzeniu, co było przedtem w dziejach Polski i co potem. A w tym czasie wzrok pada na płaskorzeźby mensy ołtarza z postacią bł. Jakuba Strzemię, scenę historycznych Ślubów Jana Kazimierza i tę z przekazaniem sztandaru Orlętom Lwowskim przez św. abp. Bilczewskiego. Trudno od tego wszystkiego oderwać oczy, jeszcze trudniej nie poddać się wzruszeniu.
I cudowna reszta tej skarbnicy sztuki religijnej i historycznych pomników. Imponujący doskonałością komentarzy i wspaniałością zdjęć album zatytułowany Katedra lwowska obrządku łacińskiego tę „resztę” wspaniałego wyposażenia malarsko-rzeźbiarskiego katedry lwowskiej ukazuje. Co krok napotyka się tu na pomniki, epitafia, fragmenty polskiego malarstwa klasyków, takich jak Axentowicz, Matejko, Mehoffer. Dochodzą do tego przepiękne kaplice, wśród których dwie wysuwają się na czoło: wspomniana już kipiąca od złota kaplica Najświętszego Sakramentu oraz imponująca, fascynująca ornamentyką kaplica Boimów.
Apogeum jednak katedry lwowskiej widzianej dzisiaj, po mrocznych czasach reżimu komunistycznego, stanowi fakt innego duchowo-religijnego wymiaru. Przez długie cmentarne dni bezpardonowego ucisku społecznego i religijnego katedra lwowska była otwarta i funkcjonowała duszpastersko dzięki odpowiedzialnemu za nią o. Rafałowi Kiernickiemu, franciszkaninowi, mianowanemu biskupem po odejściu z Ukrainy brutalnego rosyjskiego komunizmu. W tym heroicznym okresie była dla Ukrainy jedynym ośrodkiem katolickiego duszpasterstwa. Przez te długie, mroczne lata bolszewickiej niewoli katolicy z całego obszaru skazanej na ateizm Rosji - napływali do tej jedynej urzędowo czynnej przystani religijnego orzeźwienia. A byli to nie tylko katolicy rzymscy, wręcz przeciwnie, byli to w lwiej części zapędzeni urzędowo i bezwzględnie w podziemie katolicy obrządku greckokatolickiego: księża, zakonnice i zwyczajni wierni. I to bez żadnej różnicy, bez żadnych przywilejów jednym i drugim umożliwiono dostęp do Boga, pomagano żyć wiarą, dochowywać wierności Kościołowi i Papieżowi. Słowem, błogosławiony czas, gdy katolicyzm polski i ukraiński żył w braterskiej, niezmąconej sporami symbiozie. A grunt do tego i sprzyjający klimat stanowiło wspólne, śmiertelne zagrożenie. Arcywymowne to i arcypouczające.
Ale Lwów to nie tylko dumna katedra katolicka.

Inne kościoły majestatycznego Lwowa

Na czoło wysuwają się dwa kościoły katedralne: obrządku bizantyńsko-ukraińskiego - św. Jura oraz dawny katolicko-ormiański - pw. Zaśnięcia Maryi Panny.
Jedna i druga katedra to arcydzieła kultury i obrosłe historią pomniki. Pierwszy pod względem stylu stanowi oryginalną mieszankę czystego baroku i architektury wschodnio-prawosławnej, z elementami współczesnych ozdobników o charakterze ludowym. Dominującym jednak elementem jest imponujący barok. Katedra żyje tłumami odwiedzających, ale przede wszystkim pobożnych wiernych, między którymi są stojący przy konfesjonale penitenci.
Naprzeciw wspaniałej katedry wznosi się imponujący gmach rezydencji arcybiskupa lwowskiego, metropolity obrządku bizantyńsko-ukraińskiego. Przywodzi to na myśl autorytety kościelne tej miary, co Andrzej Szeptycki, Josyf Slipyj, Myrosław Lubacziwski czy Lubomyr Huzar. Ci ludzie tworzyli wielką, niepozbawioną dramatyzmu historię Kościoła greckokatolickiego ubiegłego i obecnego wieku. Rezydencja prezentuje się wspaniale, ale przywodzi na myśl jakżeż kontrastującą z nią rezydencję arcybiskupa metropolity Kościoła rzymskokatolickiego. Ta ostatnia bowiem to sypiące się z zewnątrz widzialne mury i ściskająca za serce ruina wnętrza gmachu. Oddana w związku z wizytą we Lwowie Ojca Świętego, powoli jest restaurowana, ale ciągle widać, że była skazana na zagładę, i dużo, ogromnie dużo trzeba włożyć jeszcze pracy i pieniędzy, ażeby i tę perłę Lwowa doprowadzić do stanu pełnej używalności.
Druga, co prawda dużo mniejsza rozmiarami, ale fascynująca wystrojem wnętrza jest katedra ormiańska. Ongiś katedra lwowskiego giganta kościelnego - abp. Józefa Teodorowicza, dziś oddana Ormiańskiemu Kościołowi Apostolskiemu. Wciśnięta w ciasną, ulegającą ruinie zabudowę architektoniczną, na zewnątrz wygląda niepozornie, ale gdy wejdzie się do środka, zastyga się w zadumie i podziwie. Przecudne marmurowe, o wyraźnym profilu, prezbiterium z obrazem Jana Henryka Rosena, przedstawiającym ustanowienie Najświętszego Sakramentu, z Panem Jezusem i wyraziście zarysowanymi jedenastoma Apostołami oraz z Judaszem bez twarzy - wyraźnie widać tylko jego ramię. Obraz urzekający świeżością i bogactwem.
Zachwycające wyposażenie katedry obejmuje jeszcze wypełniona cudowną mozaiką kopuła. Projektodawcą tego cudu był autor drogi krzyżowej w kościele Ojców Franciszkanów w Krakowie, witraży czy polichromii we Fryburgu Szwajcarskim - Józef Mehoffer. Napatrzeć się nie można na centralną mozaikę kopuły, w ozdobnym kole znajdujący się obraz Trójcy Przenajświętszej z trzema centralnymi postaciami Ojca, Syna i Ducha Świętego oraz Matki Bożej w postaci Piety. Po bokach tego głównego fragmentu, promieniującego hieratycznością i głęboką wiarą, stoją figury urodziwych kobiet o wyraźnych rysach orientalnych, ormiańskich. Głębia wspaniałej kopuły obwiedziona jest piękną mozaiką przedstawiającą Chrystusa wśród Apostołów u bram królestwa Bożego. A wszystko to jest Mehofferowe, a więc bliskie, nasze, polskie, a przy tym wspaniałe i urzekające.
I parę słów już tylko o trzecim wymiarze tej skarbnicy sztuki i przybytku Bożego, w którym chce się zatopić w Bogu, w nastroju głębokiego zachwytu i religijnego uniesienia. A więc ściany boczne głównej nawy z malarstwem wielkiej sławy polskiego malarza - Jana Henryka Rosena. Cała polichromia katedry jest jego autorstwa, poczynając od wspomnianego obrazu ustanowienia Eucharystii w prezbiterium, przez ekstatyczny obraz Golgoty nad tronem biskupim, obraz Zwiastowania - aż do ścian bocznych z przejmującym pogrzebem św. Odilona. Kościół pełen Rosena, prawdziwy skarbiec jego wielkiej artystycznej polskiej twórczości. Czy dziwi to, że chciałoby się tu pozostać długo?

Kościoły niedostępne

A przecież czekają jeszcze inne lwowskie kościoły. Tylko że dla szybko zwiedzających Lwów są to kościoły dla katolików niedostępne, bo po prostu Kościołowi rzymskokatolickiemu zostały zabrane i niezwrócone. I tak - kościół św. Antoniego, kościół Bernardynów, kościół św. Zofii, Benedyktynów i Karmelitów, kościół Dominikanów i św. Marii Magdaleny, ale przede wszystkim potężny, piękny, neogotycki, zbudowany przez świętego tego miasta - abp. J. Bilczewskiego. Boli zabór wspomnianych i innych kościołów wspaniałego Lwowa, ale najbardziej boli zabarykadowanie dla rzymskich katolików tego ostatniego - tak bardzo i jednoznacznie rzymskokatolickiego - kościoła św. Elżbiety. To boli przybysza z Polski, ale jakżeż boleć musi tych, którzy tam się urodzili i tam żyją.
Musimy razem odwiedzić jeszcze lwowskie cmentarze. Pozostają do opowiedzenia święta i patriotyczna przygoda z okolicami tego miasta-legendy. Pozostaje wspomnienie obchodów piątej rocznicy pobytu Ojca Świętego Jana Pawła II.
O tym wszystkim - wkrótce na łamach Niedzieli.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Ruszyły zapisy na Pielgrzymkę do grobu św. Jadwigi Śląskiej w Trzebnicy

2020-09-28 11:43

Agnieszka Bugała

Piesza Pielgrzymka do Trzebnicy 2019

Piesza Pielgrzymka do Trzebnicy 2019

Na 17 października planowana jest Piesza Pielgrzymka Wrocławska do grobu św. Jadwigi Śląskiej. Ruszyły zapisy na pielgrzymkę.

Obecnie trwają przygotowania do wyjścia na pielgrzymkowy szlak. Organizatorzy otrzymali potrzebne zgody, a Trzebnica (na dziś) nie znajduje się w czerwonej strefie zagrożenia epidemiologicznego, co pozwala pozytywnie patrzeć w kontekście pielgrzymki.

- Mam nadzieję, że sytuacja w Trzebnicy będzie się stabilizować. W przypadku, gdy dla powiatu trzebnickiego zostanie wprowadzona czerwona strefa, będziemy zmuszeni odwołać pielgrzymkę - mówi ks. Tomasz Płukarski, rzecznik prasowy pielgrzymki i zastępca głównego przewodnika PPW.

Hasło tegorocznej pielgrzymki brzmi: “O Święta Uczto:

- Zostało ono wymyślone przez “Orzecha”. Nawiązuje do tematyki Eucharystii i jest pewnego rodzaju kontynuacją sierpniowej pielgrzymki - mówi ks. Tomasz Płukarski.

To, że pielgrzymka może się odbyć, nie zwalnia z dostosowywania się do rozporządzeń mających ułatwić bezpieczeństwo osobom pielgrzymującym. Organizatorzy postanowili, że

Konieczne jest zapisanie się na pielgrzymkę poprzez specjalny formularz znajdujący się na stronie Pieszej Pielgrzymki Wrocławskiej.

- Wypełniając formularz należy podać swoje dane, wybieramy grupę, a także podpisujemy regulamin pielgrzymki i oświadczenie o stanie zdrowia - zaznacza Wiesław Wowk “Kuzyn”.

Pielgrzym, po zapisaniu się do danej grupy, nie może przemieszczać się między grupami.

- Chcemy jak najbardziej ograniczyć ryzyko ewentualnego pojawienia się zakażenia na pielgrzymce, dlatego postanowiliśmy, że zapisując się do danej grupy, idziemy w niej przez całą drogę - mówi “Kuzyn”.

3)Na trasie zwiększona zostanie odległość między grupami.

4) Każdy uczestnik pielgrzymki obowiązkowo musi mieć zasłonięte usta i nos podczas przejścia przez Wrocław i mijane po drodze miejscowości.

- Wielu z nas czuje się zmęczonymi wszelkimi obostrzeniami. Dla nas organizatorów pielgrzymki nie jest to łatwy czas. Chcemy, aby każdy idąc do Trzebnicy czuł się bezpiecznie. Wiem, że mogą rodzić się różne pytania, dlatego na adres mailowy, pielgrzymka@pielgrzymka.pl można wysyłać dodatkowe pytania - zachęca “Kuzyn”.

Piesza Pielgrzymka Wrocławska do grobu św. Jadwigi Śląskiej odbywa się nieprzerwanie od 41 lat. Trwa ona jeden dzień, ale można śmiało powiedzieć, że jest to prawdopodobnie największa piesza pielgrzymka w naszej Ojczyźnie. Wierni Archidiecezji Wrocławskiej pielgrzymują w różnych intencjach, aby przez ręce św. Jadwigi, patronki naszych ziem, powierzyć wszystkie sprawy i prosić o wstawiennictwo.

CZYTAJ DALEJ

Szedł wiernie śladami Jezusa

2020-09-28 23:50

[ TEMATY ]

kard. Stefan Wyszyński

beatyfikacja kard. Wyszyńskiego

Archikatedra św.Jana Chrzciciela

Łukasz Krzysztofka/Niedziela

Jego wrogowie potrzebowali bardzo dużo czasu, aby zorientować się, że z nim nie można wygrać, bo jest osobą, która na co dzień żyje Bogiem i przesłaniem Ewangelii – mówił o kard. Stefanie Wyszyńskim w homilii w archikatedrze warszawskiej ks. prał. Bogdan Bartołd.

W czasie wieczornej Mszy św., jak każdego 28. dnia miesiąca, modlono się o dobre owoce beatyfikacji Prymasa Tysiąclecia. W koncelebrowanej Eucharystii uczestniczyły członkinie Instytutu Prymasa Wyszyńskiego, Rycerze Jana Pawła II, przedstawiciele Archikonfraterni Literackiej oraz wiele osób, które co miesiąc wytrwale przychodzą prosić Boga o dar rychłej beatyfikacji kard. Wyszyńskiego.

W homilii proboszcz parafii archikatedralnej podkreślił, że Prymas Wyszyński zasłużył sobie jak mało kto na wszystkie zaszczytne tytuły, jakimi go jeszcze za życia obdarowywano, co potwierdzają wszyscy, którzy pamiętają jeszcze czasy reżimu komunistycznego. - Kim był Prymas Wyszyński dla wszystkich ludzi, żyjących w Polsce, pozbawionych godności, nadziei, perspektyw, tych, o których mówiono, że są pracującymi miast i wsi? Był przede wszystkim ojcem – zauważył ks. Bartołd. Odwołał się do dramatycznego okresu trzyletniego uwięzienie Prymasa i entuzjastycznego powitania po powrocie z więzienia do Warszawy, przez co kard. Wyszyński stał się ojcem narodu i najwyższym autorytetem. - To był punkt odniesienia, nasz przewodnik na drogach wiary. Komuniści już wtedy nie stosowali tak krwawych represji, ale wciąż używali całego wachlarza prześladowań i trzeba było przestawić się na długofalowy sprzeciw – przypomniał ks. Bartołd i przytoczył wielkie programy i akcje duszpasterskie Prymasa, jak Wielka Nowenna, Tysiąclecie Chrztu Polski czy peregrynacja Matki Bożej w Obrazie Nawiedzenia. Kard. Wyszyński w tamtym czasie, nie zważając na trudności walczył o budowę nowych kościołów, erygował nowe parafie, organizował katechizację dzieci i młodzieży, opiekował się rodzinami.

- Czyż nie byliśmy dumni, że mamy takiego pasterza? Mimo różnych przeciwności czuliśmy się bezpieczni – zaznaczył proboszcz archikatedry i przywołał swoje osobiste wspomnienia z momentu, gdy kard. Wyszyński przyjmował go do seminarium. - Wyprostowana sylwetka, twarz pięknie rozświetlona blaskiem, myśl bardzo logiczna, spokojna i wierność Prawdzie. To budziło respekt. Jak się pojawił Ksiądz Prymas Wyszyński, to od razu czuło się Boży pokój. On swoją obecnością dodawał sił do codziennych zmagań - wspominał.

- Jego wrogowie potrzebowali bardzo dużo czasu, aby się zorientować, że z nim nie można wygrać, bo jest to osoba, która na co dzień żyje Bogiem, przesłaniem Ewangelii. Ileż na Prymasa Wyszyńskiego nasyłano agentów, szpiegów. Naprzeciwko Pałacu Prymasowskiego na Miodowej zainstalowano komórkę Służby Bezpieczeństwa, która inwigilowała go 24 godziny na dobę i nic kompromitującego nie odkryli. Nic nie wskórali. W końcu wynieśli się stamtąd, uznali, że przegrali. Sami przyznali: przegraliśmy z człowiekiem Bożym – mówił ks. Bartołd.

Podkreślił, że Prymas Wyszyński, choć był pozornie człowiekiem słabym, wątłym, słabo uzbrojonym, jednak rozpoczął walkę z Goliatem, jakim był komunizm, wykazując się przy tym wielką odwagą. Wynikała ona z bezgranicznego zaufania Bogu. Nigdy nie cofnął się ani nie zdradził Chrystusa. - Ci, którzy go znają mówią, że źródłem jego siły była niezłomna wiara, wielkie zaufanie Bogu. Tajemnica zwycięstwa Prymasa Tysiąclecia tkwi w tym, że szedł wiernie śladami Mistrza – Jezusa. Był synem i niewolnikiem Matki Bożej. Gdy miał jakieś wątpliwości, gdy nieraz potrzebował jasnego światła, by podjąć dobrą decyzję, szedł do Maryi po radę, nie zważając na krytykę nawet sobie najbliższych bardzo mocno stawiał na każdego człowieka – zaznaczył ks. Bartołd i dodał, że ludzie prowadzeni przez kard. Wyszyńskiego nie zawiedli go. - W tych trudnych czasach pozostawali wierni, modlili się po domach, odmawiali różaniec. Mimo różnego rodzaju szykan uczestniczyli we Mszach św. w kościele. Wychowali dzieci wbrew koniunkturze i zakazom władz. A po nocach ludzie wychowani przez Prymasa Wyszyńskiego bez pozwolenia budowali świątynie, stawiali się na wszystkie uroczystości kościelne i tłumnie wypełniali kościoły – powiedział kaznodzieja.

Przypomniał, że gdy kard. Wojtyła został papieżem, to ci ludzie wyszli, policzyli się i przestali się bać. Założyli „Solidarność” i rozpoczęli swoją niesłychaną wędrówkę z niewoli do obiecanej ziemi wolności. – Kiedy umierał tuż po zamachu na Jana Pawła II Prymas Wyszyński, mieliśmy przekonanie, że umierał święty człowiek, który dzięki niezwykłej wierze i przymierzu z Matką Bożą i Jezusem stał się opoką i ocalił swój lud mieszkający na polskiej ziemi.

Po Komunii tradycyjnie fragment nauczania kard. Wyszyńskiego – tym razem poświęcony ochronie życia dzieci nienarodzonych – odczytała Barbara Dobrzyńska. Po Mszy św. celebransi i wierni przeszli do kaplicy, w której znajduje się grób Sługi Bożego. Tam modlitwę poprowadził ks. prał. Tadeusz Sowa, moderator wydziałów duszpasterskich Kurii Archidiecezji Warszawskiej i dyrektor Wydziału Duszpasterstwa Ogólnego. Na zakończenie odśpiewano Apel Jasnogórski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję