Reklama

Kościół

George Weigel: „Rewizja watykańskiej Ostpolitik: dyplomacja w wydaniu świętego"

Święty Jan Paweł II zawsze słusznie podkreślał, że nie jest ani dyplomatą, ani politykiem. Był on natomiast pasterzem, który w ramach sprawowania swych duszpasterskich obowiązków miał do przekazania światu władzy politycznej określone prawdy - mówił prof. George Weigel w wykładzie wygłoszonym w ramach cyklu „JP II Lectures”, organizowanego przez Instytut Kultury św. Jana Pawła II na rzymskim Angelicum.

[ TEMATY ]

George Weigel

Ks. Tomasz Podlewski

W ciągu ostatnich pięciu lat katolicy oraz życzliwi obserwatorzy kościelnej sytuacji na świecie nieraz byli zdumieni – a czasem wręcz głęboko zaniepokojeni – watykańskimi ustępstwami na rzecz Chińskiej Republiki Ludowej, pozwalającymi Komunistycznej Partii Chin odgrywać istotną rolę w procesie mianowania katolickich biskupów na terenie ChRL. Ustępstwa te są czynione na rzecz ustroju, którego totalitarny charakter uwidocznia się choćby w dążeniu do „sinizacji” wszystkich religii, a zatem do podporządkowania ich jednopartyjnemu państwu; w sposobie radzenia sobie z pandemią Covid-19 (którą Chiny prawdopodobnie zapoczątkowały, a z pewnością nasiliły); w systematycznym naruszaniu zagwarantowanych traktatami wolności obywatelskich w Hong Kongu; a także w ludobójstwie muzułmańskich Ujgurów. W tym kontekście rodzi się szereg istotnych pytań:

Dlaczego Watykan miałby wierzyć w skuteczność jakichkolwiek porozumień, których sygnatariuszem jest państwo totalitarne, wziąwszy pod uwagę jego doświadczenia z Włochami Mussoliniego oraz Trzecią Rzeszą Hitlera, skoro oba te kraje otwarcie ignorowały zapisy konkordatów podpisanych przez siebie ze Stolicą Świętą?

Dlaczego lekceważy się lub ignoruje pochodzące z samych Chin ostrzeżenia co do negatywnych skutków obecnego zbliżenia między Watykanem i ChRL dla chińskich katolików, którzy wielkim kosztem pozostają lojalni względem Rzymu?

Dlaczego w tej kwestii Kościół miałby łamać własne prawo kanoniczne (zgodnie z którym „nie udziela się […] władzom państwowym żadnych uprawnień i przywilejów dotyczących wyboru, nominacji, prezentowania lub wyznaczania biskupów”)?

I jaka motywacja stoi za upartym dążeniem zawodowych dyplomatów watykańskich do nawiązania pełnych relacji dyplomatycznych na poziomie ambasadorskim pomiędzy Stolicą Apostolską a ChRL?

By znaleźć odpowiedzi na te pytania, konieczne jest sięgnięcie wstecz: najpierw do roku 1870, następnie do roku 1929, a wreszcie do roku 1962.

Podziel się cytatem

Reklama

W 1870 roku, kiedy to siły Risorgimento zajęły Rzym i uczyniły go stolicą zjednoczonych Włoch, zniknęły pozostałości Państwa Kościelnego, zaś papież Pius IX schronił się za Murem Leoniańskim, określając samego siebie mianem „więźnia Watykanu”. Choć Stolica Święta zachowała swą międzynarodową osobowość prawną i nadal mogła wysyłać oraz przyjmować przedstawicieli dyplomatycznych, trzech następców Piusa IX na próżno próbowało doprowadzić do takiego porozumienia z nowym państwem włoskim, które zagwarantowałoby papieżowi niezależność od wszelkich sił doczesnych. Cel ten został osiągnięty przez papieża Piusa XI w 1929 roku na mocy Traktatów laterańskich, ustanawiających „Państwo Miasto Watykan”, gwarantujących jego suwerenność oraz przyznających temu nowemu mikropaństwu całkowitą kontrolę nad kilkoma eksterytorialnymi posiadłościami.

Reklama

Lecz wydaje się, że wielu dyplomatów Stolicy Apostolskich nie zrozumiało tego, jakie były pełne konsekwencje Traktatów laterańskich. Ci zawodowcy od spraw zagranicznych nadal sądzili, że nowa Stolica Apostolska/Watykan pozostaje w swej istocie odpowiednikiem dawnej Stolicy Apostolskiej/Państwa Kościelnego: trzecioligowej siły europejskiej, która jednak była w stanie sporadycznie odgrywać pewną dyplomatyczną rolę. Zaś w miarę jak Włochy, mimo energicznego rozwoju gospodarczego, traciły na znaczeniu w światowej polityce, dla włoskich dyplomatów papieskich czymś naturalnym było dążenie do zapewnienia „Rzymowi” jakiegoś istotnego miejsca na globalnej scenie.

Zaś później nastał październik 1962 roku.

Jak dotąd niewystarczająco zwracano uwagę na fakt, że rozpoczęcie Soboru Watykańskiego II, stanowiącego najważniejsze wydarzenie w historii katolicyzmu od rozmaitych reformacji XVI wieku, ściśle zbiegło się w czasie z kryzysem kubańskim. Papież Jan XXIII oraz watykańska służba dyplomatyczna byli na tyle wstrząśnięci geopolityczną traumą związaną z tym, że świat znalazł się na krawędzi wojny nuklearnej, iż doprowadziło to do głębokiego przeformułowania watykańskiej polityki względem europejskich krajów komunistycznych. To nowe stanowisko stało się znane jako Ostpolitik, zaś jego najważniejszym przedstawicielem stał się wysoce szanowany dyplomata watykański, arcybiskup Agostino Casaroli.

Prowadzona przez Casarolego Ostpolitik, realizowana za pontyfikatu papieża Pawła VI (1963–1978), miała na celu wypracowanie dla Kościoła katolickiego za żelazną kurtyną czegoś, co Casaroli określał mianem modus non moriendi, czyli „sposobu, aby nie umrzeć”. To zaś oznaczało konieczność dojścia do porozumienia z komunistycznymi reżimami w sprawie mianowania biskupów. By móc wyznaczać biskupów – mających prawo wyświęcać księży, w ten sposób podtrzymując sakramentalne życie Kościoła w ramach ustrojów ateistycznych – Watykan odstąpił od antykomunistycznej retoryki (właściwej jego publicznej dyplomacji w latach pięćdziesiątych), pozbawił stanowisk kilku wyższych hierarchów niezgadzających się na jakiekolwiek ustępstwa względem władz komunistycznych, odwodził znajdujących się na wygnaniu przywódców katolickich (takich jak ukraiński kardynał Josyf Slipyj) od pełnienia jakichkolwiek funkcji publicznych, oraz radził tym katolickim duchownym i świeckim, którzy za żelazną kurtyną działali w podziemiu, by zakończyli, a przynajmniej ograniczyli opór względem lokalnych reżimów komunistycznych. Wśród założeń stojących za tak zdecydowaną przemianą obranej przez Stolicę Apostolską strategii i taktyki dyplomatycznej było przekonanie, że ostra antykomunistyczna retoryka Piusa XI oraz ekskomunika katolików współpracujących z komunistycznymi partiami lub ustrojami, dokonana przez Piusa XII w 1949 roku, po części odpowiadały za prześladowania doznawane przez Kościół z rąk komunistów. Wysunięto teorię, że jeśli Watykan okaże się bardziej ustępliwy (popularnym słowem stał się „dialog”), jego łagodność zostanie odwzajemniona.

Reklama

Tak się jednak nie stało. Z obiektywnego punktu widzenia prowadzona przez Casarolego Ostpolitik była porażką, która w niektórych przypadkach wręcz pogorszyła sytuację Kościoła.

W Rzymie doprowadziła ona do dogłębnej infiltracji Watykanu przez służby wywiadowcze bloku komunistycznego. To fiasko kontrwywiadu Stolicy Apostolskiej, dobrze poświadczone w źródłach, przyniosło szereg niefortunnych skutków. Na przykład jeszcze bardziej osłabiło ono pozycję odpowiedzialnych za Ostpolitik dyplomatów w relacjach z ich komunistycznymi odpowiednikami, bowiem przedstawiciele Układu Warszawskiego często z wyprzedzeniem znali negocjacyjne stanowisko Watykanu dzięki staraniom swych „wtyczek” i informatorów, dobrze ulokowanych w Kurii Rzymskiej oraz innych instytucjach.

Podziel się cytatem

Reklama

W tych krajach, które miały skorzystać na Ostpolitik, prowadzona przez arcybiskupa Casarolego wahadłowa dyplomacja nie przyniosła żadnej znaczącej poprawy, a w niektórych przypadkach doprowadziła nawet do dalszego pogorszenia położenia Kościoła. Na Węgrzech hierarchia katolicka znalazła się pod pełną kontrolą państwa, czyli de facto węgierskiej partii komunistycznej. Represje nasiliły się w ówczesnej Czechosłowacji, gdzie sprzyjające reżimowi pseudo-katolickie organizacje cieszyły się wpływami w sferze publicznej, podczas gdy działający w podziemiu biskupi i księża pracowali jako odźwierni, pomywacze i konserwatorzy wind, nocami odprawiając sekretne nabożeństw. Ostpolitik w żaden sposób nie polepszyła sytuacji katolików w ZSRR: Ukraiński Kościół Grekokatolicki pozostał największą na świecie nielegalną wspólnotą religijną, nieustępliwie walcząc o swe przetrwanie w podziemiu za pośrednictwem tajnych instytucji, zaś na Litwie katoliccy liderzy opozycyjni trafiali z ciężkimi wyrokami do łagrów.

Reklama

Jednak w Polsce Ostpolitik nie miała żadnych poważnych konsekwencji. W tym kraju zręczny prymas, kard. Stefan Wyszyński, oraz charyzmatyczny arcybiskup krakowski, kard. Karol Wojtyła, uprzejmie rozmawiali z przybywającymi do nich z wizytą watykańskimi dyplomatami – zaś następnie powracali do umacniania najbardziej żywotnej wspólnoty katolickiej w radzieckiej strefie wpływów. Kiedy w 1978 roku Wojtyła został wybrany na papieża, położono kres jednemu z filarów prowadzonej przez Casarolego Ostpolitik, bowiem Jan Paweł II otwarcie prowadził kampanię na rzecz praw człowieka, która przyczyniła się do przemiany sumień, nadającej kształt rewolucji 1989 roku oraz samowyzwoleniu Europy Środkowo-Wschodniej spod komunizmu.

Z tego wszystkiego należy wyciągnąć dwa wnioski. Po pierwsze Ostpolitik, niezależnie od stojących za nią dobrych intencji, okazała się porażką, ponieważ polityka ustępstw względem komunistycznych reżimów nigdy nie jest skuteczna. Jest tak zaś ze względu na sam charakter tych reżimów oraz ich pełne determinacji dążenie do tego, co zostało określone przez polską Służbę Bezpieczeństwa mianem „dezintegracji” Kościoła katolickiego. Po drugie jedyną realną siłą, jaką w świecie nowoczesnym i postnowoczesnym dysponuje Stolica Apostolska i papież, jest autorytet moralny – zaś z tego moralnego autorytetu, stanowiącego rodzaj soft power, można skutecznie korzystać.

Wniosków tych jednak nie wyciągnęli następcy Agostino Casarolego, spośród których wielu do dziś pozostaje wpływowymi postaciami watykańskiej dyplomacji. Tak więc na rzymskiej Papieskiej Akademii Kościelnej Ostpolitik wciąż jest przedstawiana przyszłym watykańskim dyplomatom jako wzór sukcesu. Wydaje się też, że nie doszło do żadnego intelektualnego rozrachunku, jaki uwzględniałby liczne świadectwa dowodzące, że prowadzona przez Casarolego polityka poniosła porażkę na każdym poziomie działalności Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej. Ta niechęć do przeanalizowania wniosków płynących z niepowodzeń z lat siedemdziesiątych trwa do dzisiaj. Poważnie osłabiła ona moralny autorytet Watykanu i Kościoła katolickiego na arenie światowej, na której Stolica Apostolska w coraz większym stopniu jest postrzegana jako po prostu kolejna międzynarodowa organizacja pozarządowa.

Reklama

W ciągu ostatnich dziewięciu lat Stolica Apostolska na nowo sięgnęła po metody właściwe realizowanej przez Casarolego Ostpolitik, próbując rozpocząć „dialog” z Baszszarem al-Asadem, Nicolásem Maduro, Danielem Ortegą i Rosario Murillo, z następcami Fidela Castro na Kubie, zaś obecnie również z Władimirem Putinem i jego cerkiewnym wspólnikiem Cyrylem, patriarchą moskiewskim i całej Rusi. Jednocześnie przełomowe dokonania Jana Pawła II oraz jego charyzmatyczne przywództwo moralne są albo błędnie uznawane za owoc Ostpolitik Casarolego, albo ignorowane przez wysokich rangą dyplomatów kościelnych (albo i jedno, i drugie). W ostatnim czasie powrót do propagowanego przez Casarolego podejścia powoduje poczucie opuszczenia wśród ukraińskich katolików, którzy dostrzegają i opłakują złudny charakter deklarowanego przez watykańską dyplomację zamiaru ustawienia się w roli pośrednika pomiędzy Ukrainą i Rosją.

Pomimo – a może z powodu – tej niechęci do rozliczenia porażek dawnej Ostpolitik oraz niepowodzeń wynikających z powrotu do właściwego Casarolemu podejścia w kwestii Syrii, Wenezueli, Nikaragui, Kuby, Chin, Rosji i innych krajów, wciąż możemy się wiele nauczyć dzięki analizie dyplomacji prowadzonej przez Jana Pawła II.

Oczywiście Kościół, kanonizując papieża-Polaka, nie miał zamiaru czynić z niego wzoru męża stanu, za który przyszłe pokolenia badaczy i przywódców politycznych mogą uznać choćby George’a C. Marshalla czy Alcide’a de Gasperiego. Mimo to właściwy Janowi Pawłowi II sposób heroicznego wykazywania się najważniejszą w dyplomacji cnotą – mianowicie roztropnością – jest niezwykle pouczający dla tych, którzy obecnie starają się promować w światowej polityce pokój oparty na bezpieczeństwie, wolności i porządku.

Reklama

Święty Jan Paweł II zawsze słusznie podkreślał, że nie jest ani dyplomatą, ani politykiem. Był on natomiast pasterzem, który w ramach sprawowania swych duszpasterskich obowiązków miał do przekazania światu władzy politycznej określone prawdy. Dlaczego? Bowiem dotyczyły one rzeczy wiążących się z występowaniem przez Kościół w obronie człowieczej godności, której ochrona nadaje sprawowaniu władzy politycznej coś, co Arystoteles określił mianem „doskonałości” właściwej tej sferze ludzkiej działalności, a co Sobór Watykański II uznał za jeden z jej fundamentalnych celów moralnych. Jednak ten pochodzący z Polski pasterz, niechcący przebierać się w szaty polityka czy dyplomaty i decydujący się zamiast tego na odgrywanie roli moralnego świadka, okazał się papieżem, którego pontyfikat miał najbardziej doniosłe konsekwencje polityczne od wieków – papieżem, którego działania, inspirowane Ewangelią, zmieniły historię i wywarły głęboki wpływ na przyszłość. Charakterystyczny dlań sposób uprawiania dyplomacji odcisnął ślady na całym świecie: w Europie Środkowej oraz Europie Wschodniej, które pomógł wyzwolić z komunizmu; w Ameryce Łacińskiej, Azji i Afryce, gdzie ludzie ukształtowani przez jego doktrynę społeczną starają się zaszczepiać w sferze politycznej i gospodarczej „wolność do doskonałości”; w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Europie Zachodniej, gdzie jego żarliwa obrona wolności religijnej jako pierwszego prawa człowieka zyskała nową – i być może nieoczekiwaną – wagę w postnowoczesnych społeczeństwach, zagrożonych czymś, co kard. Joseph Ratzinger określił w kwietniu 2005 roku mianem „dyktatury relatywizmu”.

Reklama

Powinności właściwe papieżowi nie są identyczne z tymi właściwymi prezydentom, premierom i dyplomatom. Papieże, inaczej niż kiedyś, nie dysponują już hard power w postaci armii; demokratyczni przywódcy, obarczeni zadaniem obrony dobra wspólnego, muszą w sposób odmienny niż papieże uwzględniać interesy ludzi, których reprezentują i którym służą. To wszystko oznacza, że papieże i funkcjonariusze publiczni posługują się w sferze polityki międzynarodowej różnymi zestawami narzędzi. Mimo to w obecnym momencie, kiedy to sytuacja wydaje się wymykać spod kontroli, a Zachód z trudem próbuje odgrywać swą rolę gwaranta przyzwoitości i porządku w światowej polityce, warto zastanowić się nad tym, czego mężowie stanu występujący w obronie wolności i praw człowieka – zwłaszcza w konfrontacji z państwami-agresorami, dla których te wartości nie mają żadnego znaczenia – mogą nauczyć się na przykładzie charakterystycznego sposobu uprawiania globalnej polityki, właściwego świętemu, który wywarł realny wpływ na to, co eksperci lubią określać mianem „prawdziwego świata”.

Nasuwa się siedem takich lekcji.

Podziel się cytatem

Reklama

Lekcja pierwsza: Najważniejsza jest kultura.

Jan Paweł II w swej dyplomacji odrzucał te błędne przekonania, wskutek przyjęcia których polityczna nowoczesność stała się prawdziwą rzeźnią. Odrzucał błąd jakobinizmu, który zrodził się w 1789 roku i zgodnie z którym dzieje są napędzane przez politykę, rozumianą jako dążenie do zdobywania władzy – gdzie władzę uznaje się za zdolność narzucania swej woli innym. Odrzucał również błąd marksizmu, głoszący, że „historia” stanowi zaledwie produkt uboczny naszego korzystania ze środków produkcji. Odrzucał także błąd liberalizmu, według którego wystarczy, by społeczeństwo należycie ustawiło „maszynerię” demokracji i wolnej gospodarki, a te mechanizmy będę już działać samodzielnie.

Natomiast Jan Paweł II podkreślał – czerpiąc w tym z katolickiej oraz polskiej tradycji – że kultura była, jest i zawsze pozostanie najbardziej dynamiczną siłą w dziejach, i to w wymiarze zarówno pozytywnym (w tym sensie, że buduje ona i podtrzymuje wolne społeczeństwa), jak i niejako defensywnym (w tym sensie, że pomaga opierać się tyranii). Ponadto papież-Polak zdawał sobie sprawę z faktu, że w samym centrum kultury leży kult czy też religia: to, w co ludzie wierzą oraz co kochają i czczą; to, w imię czego są w stanie postawić na szali życie swoje i swoich dzieci.

To podejście do historii i sposobu uprawiania dyplomacji, stawiające na pierwszym miejscu kulturę, w pełni uwidoczniło się w trakcie mającej epokowe znaczenie pierwszej pielgrzymki do Polski: dziewięciu dni w czerwcu 1979 roku, które zmieniły dzieje XX wieku. Znane jako „Dziewięć Dni Jana Pawła II”, niekiedy są one opisywane jako moment narodowego katharsis i rzeczywiście jest w tym wiele racji: triumfalny powrót polskiego papieża do ojczyzny dał początek procesowi uzdrawiania nagromadzonych frustracji, smutków i złości, rozbudzonych przez potworne wydarzenia, które spotkały Polskę na przestrzeni wcześniejszych dwóch stuleci – jej rozpad pod koniec XVIII wieku, jej zniszczenie przez nazistów oraz jej zbezczeszczenie przez komunistów. Jednak podczas Dziewięciu Dni dokonało się coś więcej niż samo katharsis. Doszło wówczas do transformacji: do ożywienia kultury na nowo w ramach rewolucji sumienia, rozbudzonej przez wezwania skierowane przez Jana Pawła II do ludzi tak dobrze mu znanych – „Nie jesteście tacy, jak oni wam mówią. Odzyskajcie to, kim naprawdę jesteście, przyjmijcie prawdę o swych dziejach i swojej kulturze, a zyskacie takie narzędzia oporu, z jakimi totalitaryzm nie będzie w stanie wygrać”. (Na marginesie można dodać, że z podobną dynamiką mieliśmy do czynienia na Ukrainie w trakcie Rewolucji Godności w latach 2013–2014, której skutki zdumiewają świat również podczas obecnej rosyjskiej inwazji, jaka trwa od 24 lutego).

2022-05-23 15:40

Ocena: +2 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Weigel o zmianach w Papieskim Instytucie Jana Pawła II: to wandalizm!

[ TEMATY ]

George Weigel

MARCIN ŻEGLIŃSKI

Prof. George Weigel

Prof. George Weigel

Amerykański watykanista i znawca pontyfikatu Jana Pawła II George Weigel, w ostrych słowach krytykuje reformę Papieskiego Instytutu Jana Pawła II dla Studiów nad Małżeństwem i Rodziną. W opublikowanym niedawno felietonie pisze, że nie ma ona "nic wspólnego z Nową Ewangelizacją ani współczującą opieką duszpasterską" i określa ją mianem "wandalizmu".

George Weigel krytykuje wypowiedź obecnego rektora instytutu ks. prał. Pierangela Sequeriego, który, komentując rekonstrukcję tej instytucji, mówił o konieczności "przezwyciężenia jakiegokolwiek intelektualnego rozdziału teologii i opieki duszpasterskiej, duchowości i życia, wiedzy i miłości" i przekonywał, że znajomość wiary ma służyć "trosce o kobiety i mężczyzn naszych czasów". Amerykański watykanista sprzeciwia się niejasnej wypowiedzi i przypomina o misji i dokonaniach instytutu.

CZYTAJ DALEJ

Bp nominat Adrian Put: Chcę szczególnie prosić o dar jedności

2022-06-29 08:00

[ TEMATY ]

Bp Adrian Put

Wiktoria Dmytruk, lubuskaoaza.pl

- Prosząc o modlitwę błagam o dar, który już płynie do mnie szerokim strumieniem. Więc prosząc o nią chcę za nią także podziękować. Chcę prosić o dar jedności w liturgii, głoszeniu słowa i czynienia dobra w Kościele – mówi biskup nominat Adrian Put w rozmowie z Katarzyną Krawcewicz

Katarzyna Krawcewicz: - Co czuje kapłan, gdy ogłoszona zostaje jego nominacja na biskupa?

CZYTAJ DALEJ

Niedokończone Msze wołyńskie

2022-07-01 11:24

Materiał organizatorów

W niedzielę, 3 lipca 2022 r., w Czarnej Sędziszowskiej odbędzie się wydarzenia historyczno - społeczno - kulturalne upamiętniające 79. rocznicę banderowskiego ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA na Polakach na Wołyniu, w Małopolsce Wschodniej (Galicji Wschodniej) i na Lubelszczyźnie.

Wydarzenie wpisuje się w obchody Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej. 11 lipca obchodzony jest ustanowiony na mocy uchwały Sejmu z dnia 22 lipca 2016 r. Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II RP. Jest to polskie święto obchodzone corocznie 11 lipca, poświęcone pamięci ofiar rzezi wołyńskiej i innych mordów na obywatelach II Rzeczypospolitej dokonywanych przez nacjonalistów ukraińskich w czasie II wojny światowej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję