Reklama

Karol Szymanowski

Niedziela Ogólnopolska 12/2007, str. 18-19

Z pamiętników Zofii Stryjeńskiej

Karol Szymanowski, ok. 1933 r.

Karol Szymanowski uznany jest obok Fryderyka Chopina za największego polskiego kompozytora.
Urodził się 3 października 1882 r. w majątku Tymoszówka na dalekiej Ukrainie, zmarł 29 marca 1937 r. w sanatorium w Lozannie. Jego muzyka nigdy nie była powszechna, tak jak innych wielkich kompozytorów - np. Bacha, Mozarta, Beethovena. Słuchanie muzyki Szymanowskiego wymaga specyficznej wrażliwości odbiorcy, jak oglądanie np. odrębnego typu malarstwa, rzeźby, czytanie określonej literatury, poezji itd. Obcowanie z tą muzyką może być wspaniałą i frapującą przygodą - powiedział jeden z krytyków muzycznych.

Obywatel świata

Szymanowski był głęboko wrośnięty w Polskę, a zarazem otwarty na cały świat. Miał poczucie patriotyzmu, a nie był kosmpolitą. Jego muzykę uznano wszędzie, rozsławiła imię Polski.
We wczesnym okresie twórczości ulegał wpływom muzyki romantycznej np. Chopina, którego wielbił, a także Ryszarda Straussa. Później kompozytora pochłonęła muzyka impresjonizmu francuskiego, głównie Claude Debussy (1862-1918), który to otworzył muzyce europejskiej nowe drogi rozwoju w zakresie formy i środków wyrazu. Utwory powstałe pod wrażeniem muzyki Debussy’ego oczarowują słuchaczy i wykonawców (m.in. Wandę Wiłkomirską). Dźwiękami malował światło księżyca, dźwiękami wyczarowywał lśnienie połyskliwej wody („Źródło Aretuzy”) itd. Te echa impresjonizmu stają się u Szymanowskiego bardzo liryczne i poetyckie.
Twórczość Szymanowskiego podlega wielu przeobrażeniom; jest to wypracowana w mozole piramida wielu artystycznych dokonań powstałych w różnych środowiskach artystycznych i wielu miejscach liczących się na artystycznej mapie świata (np. Wiedeń, Paryż, Odessa, także Zakopane).
Poprzez bardzo różnorodne dzieje życia kompozytora, chwilami nieprawdopodobnie malownicze i trudne (chociażby z powodu ciężkiej choroby), przewija się motyw wytężonej pracy - muzyka to sprawa, której się powierzył, wbrew pozorom, całkowicie.
Ocalała bardzo obfita korespondencja Szymanowskiego (z przyjaciółmi, rodziną), opracowana przez Teresę Chylińską. Z tej korespondencji, z jej czarującego tonu i pozornie niefrasobliwej narracji rysuje się portret niezwykłego artysty i człowieka wrażliwego, dobrego, ukrywającego często cierpienie.

„Harnasie”

Dla wielu Szymanowski kojarzy się jedynie z baletem „Harnasie”, którym zasłynął na świecie. Mówi się nawet potocznie - twórca „Harnasi”. W tym utworze wyraża się fascynacja kompozytora muzyką górali tatrzańskich. Czasami nawet używa on tu muzyki góralskiej jako cytatu, ale o bardzo indywidualnej warstwie brzmieniowej. „Harnasie” to także muzyka polska.
Pomysł „Harnasiów” skrystalizował się w Zakopanem na weselu Heleny Gąsienicy-Roj z Mieczysławem Rytardem - kompozytorem. Później scenariuszem zajęli się Rytardowie. Praca nad „Harnasiami” trwała 8 lat. Balet został ukończony w 1931 r., sceniczna premiera miała miejsce w Pradze w maju 1935 r. W 1936 r. wystawi „Harnasie” w Paryżu w Grand Opera sławny tancerz i choreograf pochodzenia rosyjskiego Serge Lifar; sam zresztą zatańczył Harnasia. Spektakl odniósł ogromny sukces. Było to na rok przed śmiercią Szymanowskiego (1937 r. w Lozannie).
Do paryskiej premiery „Harnasi” także przygotowywano się w Warszawie. Konkurs na dekoracje i kostiumy wygrała młoda plastyczka Irena Lorentowiczówna. Opisała ona swoją przygodę z „Harnasiami” w mądrej, uroczej książce „Oczarowania”:
„Kiedy wyjeżdżałam z 1935 r. do Paryża nie wiedziałam, że już pozostanę poza krajem… Wyjechałam z powodu «Harnasiów»… Tam czekał Paryż i Szymanowski… To Leon Schiller (1887-1954) przeczytał nam na wykładzie w Państwowym Instytucie Teatralnym list (poety) Jana Lechonia z Paryża o tym, że sprawa «Harnasiów» się realizuje na scenie Wielkiej Opery Paryskiej. Tylko co robić ze stroną dekoracyjną?...”
Wielu młodych artystów wysłało swoje projekty (z Warszawy) do Paryża, byli wśród nich znani: Teresa Roszkowska, Zofia Stryjeńska, Rafał Malczewski (syn Jacka) i inni. Wygrała Lorentowiczówna. W październiku 1935 r. zjawiła się w Paryżu; później przyjechał Schiller. I zaczęły się szczegółowe rozmyślania nad każdym elementem oprawy plastycznej „Harnasiów”, nad „umuzykalnieniem” rysunku i koloru.
Piszę o tym może zbyt dokładnie, ale właśnie i dzięki oprawie scenograficznej, i kostiumom balet Szymanowskiego miał zabłysnąć całą urodą swojej egzotycznej tam polskiej muzyki, np.wykonano smreki półplastyczne o wysokości 24 m, ramujące scenę, a każdy kolor kostiumu, każda barwa grupy zjawiającej się na scenie musiała odpowiadać kompozycji muzycznej.
Szymanowski takiej koncepcji był bardzo rad, cieszył się, że scenografia unika etnografii: „Bo przecież ja nie chcę Wesela na Kurpiach!” - jak się wyraził (było to popularne wówczas objazdowe widowisko).
Lorentowiczówna opisuje swoje rozmowy z Szymanowskim podczas pracy nad „Harnasiami”; pozostawiły one niezatarte wrażenie wyjątkowej osobowości artysty - czarującej i głęboko intelektualnej.
Szymanowski znowu chory musiał przebywać na południu Francji; wreszcie nastąpiła „harnasiowa wiosna” - gdy przybył do Paryża, był bardzo wzruszony, kiedy zobaczył balet na scenie podczas prób. Premiera „Harnasiów” zgromadziła elitę towarzyską Paryża (był to bowiem tradycyjny abonamentowy spektakl). Egzotyczna, nowoczesna polska muzyka odniosła sukces.
„Niektóre tańce oklaskiwano przy podniesionej kurtynie, po zakończeniu przedstawienia owacje trwały tak długo, że kurtyna musiała iść w górę kilkanaście razy; we wszystkich dziennikach paryskich ukazały się wtedy entuzjastyczne recenzje” - wspominała Lorentowiczówna. „Harnasiami” Szymanowski zasłynął w świecie.

Reklama

„Stabat Mater”

Bardzo ważnym w twórczości Szymanowskiego utworem jest „Stabat Mater”.
To jeden z tych utworów w muzyce polskiej w ogóle, które oczarowują jakąś monumentalną prostotą, nastrojem misteryjnym, a zarazem są autentycznym przeżyciem religijnym, wyrażonym środkami wysokiej sztuki.
Powodów, które skłoniły Szymanowskiego do napisania tego dzieła, było kilka. Jeden z nich to zamówienie warszawskiego przedsiębiorcy i mecenasa sztuki Bronisława Krystalla, który chciał upamiętnić śmierć swojej żony utworem „Requiem”; Szymanowski proponuje „Stabat Mater”, a na partyturze tej kompozycji pisze: „ Pamięci Izabeli Krystallowej”.
„Stabat Mater” jest napisane na sopran, alt, baryton solo, chór mieszany i orkiestrę, składa się z 6 części:

Stała Matka bolejąca I któż widział tak cierpiącą O Matko Źródło Wszechmiłości Spraw niech płaczę z Tobą razem Panno słoda racz mozołem Chrystus niech mi będzie grobem

Pierwsze wykonanie - 11 stycznia 1929 r. w Filharmonii Warszawskiej; dyrygował Grzegorz Fitelberg.
Szymanowski od wielu lat myślał o polskiej muzyce religijnej. Chciał, żeby tekst był powszechnie rozumiany. Dlatego poeta Józef Jankowski dokonał przekładu sekwencji na język polski. W „Stabat Mater” słychać wpływ polskiej pieśni ludowej w partiach wokalnych i w głosie chóru. Szymanowski odtworzył klimat wiejskiego kościółka z ulubionymi przez niego „Gorzkimi żalami” i litaniami. Litania, jaką możemy usłyszeć na Mazowszu i Podlasiu, jest recytowana męskimi głosami. Nawiązał też do muzyki polskiego średniowiecza - dało to efekt niezapomniany, misteryjny. Sam kompozytor uznał, że ostatnie części „Stabat Mater” to najpiękniejsza muzyka jaką kiedykolwiek napisał. W „Stabat Mater” uzyskał to, czego poszukiwał zawsze - własny styl, muzyczną prawdę.

Dogonił muzykę światową

Aby poszerzyć ogólną wiedzę o wielkim kompozytorze, przypomnę hasło z książki: „Czy wiesz, kto to jest?”, wydanej w okresie międzywojennym w 1938 r. pod ogólną redakcją Stanisława Łozy. Książka ta jest dziś niezmiernie interesującą encyklopedią międzywojnia w Polsce: „Karol Szymanowski - muzyk, kompozytor, ur. 1882 r. w Tymoszówce na Ukrainie, syn Stanisława i Anny z baronów Taube. Studia muzyczne i kompozytorskie odbył w Warszawie. Następnie studiował w Berlinie. Podczas wojny światowej przebywał na Ukrainie. Po przewrocie bolszewickim wraca do Warszawy. Profesor konserwatorium muzycznego, później rektor tamże.
Ogłosił m.in.: pieśni do słów Kazimierza Przerwy-Tetmajera, wariacje na tematy ludowe, etiudę b-moll, preludia, operę «Hagith», «Pieśni miłosne Hafiza», pieśni do słów Tadeusza Micińskiego - jego wierszy zamieszczonych w «Chimerze» 1903 r., operę «Król Roger» do libretta Jarosława Iwaszkiewicza, «Stabat Mater», balet «Harnasie», mazurki, «Słopiewnie» - wg. Juliana Tuwima, «Rymy dziecięce» - wg. Kazimiery Iłłakowiczówny. W 1935 r. otrzymuje nagrodę muzyczną m.st. Warszawy; odznaczony O.P 1”.
Zygmunt Mycielski - pisał w 1957 r., w dwudziestą rocznicę śmierci Karola Szymanowskiego: „…Pisano o Szymanowskim dużo za życia, jeszcze więcej po śmierci. Dzisiaj można już zrobić rodzaj próbnego bilansu. Wieniec niesiony (w dwudziestą rocznicę śmierci, J.W.) na sarkofag na Skałce przez muzyków polskich jest tylko symbolem tego, co jest najistotniejszym dziełem Szymanowskiego, a co określam trzema słowami: polska muzyka współczesna.
… Poprzez natchnienia arabskie, które są samorzutną kreacją, jakimś - wymyślonym przez Szymanowskiego w Pieśniach Hafiza czy Muezzina - Wschodem, dochodzi on zwolna do Polskości, przesianej przez jego czujną myśl.
Ten obywatel świata i czystej krwi Europejczyk hipnotyzuje się najpierw mową naszą, językiem „Słopiewni” Tuwima, rzewnym prymitywizmem przekładu „Stabat Mater” i patetycznym „Veni Creator”, projektuje napisanie mszy do słów polskich (bo tylko tekst polski pobudza w tym czasie jego muzyczną inwencję) - wreszcie kurpiowski i góralski folklor staje się bodźcem kompozycji….”.
Przytaczam te słowa znakomitego krytyka, a zarazem kompozytora, Zygmunta Mycielskiego (1907-1987), aby naświetlić jeszcze raz głębokie poczucie polskości w całym dorobku twórczym Szymanowskiego, budowane konsekwentnie; czasami pojęcie to ulega przykremu spłyceniu, ograniczając się do terminu: „góralszczyzna” - a szczególnie odnośnie „Harnasiów”.
Stefan Kisielewski, także krytyk muzyczny i kompozytor, pisał: „Każdy wielki twórca po trochu jest Don Kichotem, który fantazją i zamierzeniami wykracza poza przyrodzone na pozór warunki i możliwości. Takim Don Kichotem był młodziutki Karol Szymanowski, gdy w majątku swych rodziców Tymoszówce, na dalekiej Ukrainie postanowił «dogonić» muzykę światową jako przedstawiciel nieistniejącej wówczas oficjalnie Polski, jako przedstawiciel polskiej kultury, którą ukochał ponad wszystko. Zamysł był nierealny, bo podjęty samotnie: trudno wygrać batalię wodzowi bez wojska, bez broni, bez sojuszników, zaplecza, bez bazy społecznej wreszcie, której nie mogła, zdawałoby się, dostarczać ówczesna rozdarta między trzema zaborami Polska. A jednak, na przekór wszystkim i wszystkiemu - udało się”.

Polski geniusz muzyczny

Ale wróćmy jeszcze do owej młodzieńczej, ukraińskiej Tymoszówki. Muzykowano tu z zamiłowaniem od najwcześniejszych lat młodości Karola; tradycji nie zabrakło, gdyż muzykalnych ludzi było w rodzinie Szymanowskich mnóstwo. I nie tylko muzyka tutaj kwitła; czytano i deklamowano poezję, wystawiano amatorskie przedstawienia, słowem grono pełnej polotu i skrzydlatych marzeń młodzieży zamieniało ową uroczą ukraińską miejscowość w jakąś bajeczną wyspę sztuki. Była to zarazem oaza polskości i prawdziwe okno na Europę, bo stąd przez długie lata przedsiębrali Szymanowscy podróże w «najróżniejsze świata strony». Celem tych podróży były i Kijów, i Odessa, i miejscowości nadbałtyckie, Warszawa, Zakopane, lecz także Wiedeń, Berlin, Monachium, Lipsk, a dalej Rzym, Mediolan, Wenecja czy Neapol. W ogóle w całym życiu napodróżował się Szymanowski mnóstwo, zawadzając o trzy części świata i poznając wszystkie chyba kraje europejskie. Był podróżnikiem - nigdy nie był kosmopolitą.
Pierwsza podróż Szymanowskiego do Włoch przypadła na rok 1908, druga miała miejsce w 1911, podczas trzeciej - w 1914 zawędrował przez Włochy i Sycylię aż do Algieru, Tunisu i Iskry. Bywał w Paryżu i w Londynie.
Obcował z całym światem ówczesnej muzyki, przyjaźnił się ze światowej sławy wirtuozami: Pawłem Kochańskim, Arturem Rubinsteinem, Harrym Neu-hausem, a przede wszystkim z młodym dyrygentem Grzegorzem Fitelbergiem (którzy zjeżdżali także do dalekiej Tymoszówki - J.W.)”.
Stefan Kisielewski - kompozytor i dogłębny znawca muzyki, określa precyzyjnie klimat Tymoszówki - wyspy sztuki, gdzie narodził się geniusz muzyczny - przedstawiciel POLSKIEJ KULTURY, którą ukochał ponad wszystko.
Karol Szymanowski, wielki artysta, którego twórczości i niezwykle malowniczego życia nie daje się zmieścić w żadnych ramach, pozostaje w naszej świadomości jako wspaniały wykwit artyzmu, niepojętych różnorodnych barw talentu. Zarazem jest w jego życiu jakaś skromność, trud i walka z grozą choroby. Umiera w sanatorium dla gruźlików w Lozannie w 1937 r., w pierwszy dzień Wielkiej Nocy. Ma zaledwie 55 lat. Został pochowany na Skałce w Krakowie, tak jak inni wielcy Polacy.

PS Dla mnie w szczególny sposób jest autorem pięknych pieśni o motywach kurpiowskich.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Pomieszani w miłości

2020-01-14 10:24

Niedziela Ogólnopolska 3/2020, str. 14-15

[ TEMATY ]

małżeńskie

Ks. Adrian Put

Życie z osobą innej wiary czasem różni się od tego, które prowadziłem wcześniej, przyznaje Scott, na zdjęciu z żoną Hanną

W większości nie przypuszczali, że poślubią nie katolika. To, że są w tym miejscu i w takiej konfiguracji, to kwestia miłości, wiary, że ona jest silniejsza od wszystkiego, i zaufania, że to Boży plan.

Agnieszka i Tomasz. Ona – katoliczka, on – wyznania prawosławnego. Małżeństwo z 18-letnim stażem, dwoje dzieci. Mieszkają w Hajnówce.

Hanna i Scott. Ona – katoliczka, on – baptysta. Na początku drogi małżeńskiej. Miejscem ich wspólnego życia jest Zielona Góra.

Dwie pary, dwie zupełnie inne historie i dwa miasta w Polsce na dwóch biegunach – wschodzie i zachodzie.

Tło

Małżeństwa mieszane to – zgodnie z prawem kanonicznym (Kodeks prawa kanonicznego, kan. 1124) – związek zawarty przez dwie osoby ochrzczone, z których jedna przyjęła chrzest w Kościele katolickim lub została do niego przyjęta po chrzcie przez publiczne wyznanie wiary i nie wystąpiła z niego formalnym aktem (czyli jest katolikiem), druga zaś należy do Kościoła lub wspólnoty kościelnej nieutrzymującej pełnej jedności z Kościołem katolickim. Dla jednych – coś zupełnie zwyczajnego, dla innych – sytuacja trudna do zaakceptowania. Obok zwykłych problemów, z którymi mierzą się wszystkie rodziny, oni mają jeszcze jedno wyzwanie: akceptacji wiary i podejścia do niej współmałżonka. A z tym wiążą się dojrzałość i otwartość na jego praktyki, często odmienne od swoich, choćby w przypadku codziennej modlitwy czy uczestnictwa w obrządkach we własnej świątyni. I wychowanie dzieci, pytania o przynależność wyznaniową rodziców. Każde małżeństwo trochę do siebie podobne, ale związane z inną historią, inną rzeczywistością. Łączą je miłość, zaufanie, że u podstaw tej relacji jest Pan Bóg – ten sam dla obojga.

Czego więc konkretnie wymaga taki związek od małżonków? Jak swoją rzeczywistość jako małżeństwa mieszane postrzegają bohaterowie artykułu?

Czy życie w rodzinie, w której mieszają się nie tylko tradycje i przyzwyczajenia, ale i wyznawana wiara, jest trudniejsze?

Różnice

Dla Agnieszki i Tomasza ich małżeństwo od początku było czymś naturalnym. Oboje pochodzą z Hajnówki, gdzie 70% mieszkańców jest wyznania prawosławnego, zaś 25% to rzymscy katolicy, a więc małżeństwo takie jak ich nie jest wyjątkiem. W takiej społeczności dorastali i tam mieszkają do dziś. Od początku mieli świadomość wyznania drugiej strony. – Nie mieliśmy z tym większego problemu, ponieważ w naszych rodzinach i w naszym regionie często można spotkać małżeństwa mieszane wyznaniowo: katolicko-prawosławne – opowiada Agnieszka. – Kiedy nadszedł odpowiedni czas, zaczęliśmy rozmawiać, w jakim kościele będzie zawarte małżeństwo. Były, oczywiście, pewne obawy ze strony męża i mojej, wynikające z kilku osobistych przyczyn, np. jak na tę sytuację zareaguje jego rodzina, szczególnie mama, która chciała, aby jej jedyny syn wziął ślub w cerkwi. Nie wiedzieliśmy, jak będziemy się czuć w kwestii braku pełnego uczestnictwa we Mszy św. w obu kościołach – chodzi o wspólne przyjęcie Komunii św. Wspólnie z mężem podjęliśmy jednak decyzję, że ślub oraz chrzciny przyszłych dzieci będą w Kościele katolickim, natomiast my pozostaniemy przy swoich wyznaniach.

CZYTAJ DALEJ

Paulini rozpoczęli Rok Jubileuszowy bł. Euzebiusza

2020-01-20 18:21

Biuro Prasowe Jasnej Góry

Rok Jubileuszowy bł. Euzebiusza rozpoczął się we wszystkich paulińskich klasztorach na świecie. Dziś przypada 750. rocznica śmierci węgierskiego błogosławionego, który jest organizatorem i założycielem Zakonu Paulinów. Zjednoczeni przez niego pustelnicy przyjęli regułę i otrzymali nazwę Zakon Braci św. Pawła Pierwszego Pustelnika.

Mszy św. na rozpoczęcie jubileuszu na Jasnej Górze przewodniczył wikariusz generalny zakonu o. Michał Lukoszek. W Sali Rycerskiej zainaugurowano jubileuszowa wystawę o założycielu paulinów i początkach wspólnoty.

Główne uroczystości inauguracyjne odbyły się dziś w bazylice św. Stefana w Budapeszcie, a przewodniczył im Prymas Węgier kard. Peter Erdő, konfrater paulinów. Węgry to kolebka Zakonu.

W homilii o. Michał Lukoszek zwrócił uwagę m.in. na charyzmaty jednoczenia i gościnności, którymi odznaczał się bł. Euzebiusz. Wskazał na aktualność jego postawy życiowej. - Możemy nauczyć się od bł. Euzebiusza rozmodlenia i zakochania się w Bogu, czego owocem jest autentyczna i zdrowa miłość bliźniego, tego, wydaje się, w sposób szczególny potrzebuje współczesny człowiek – podkreślił wikariusz generalny.

Zakon Paulinów powstał na Węgrzech w I połowie XIII w. Paulini są jedną z trzech - obok dominikanów i franciszkanów - wielkich rodzin zakonnych, które mają swe początki w pierwszych latach XIII w.

Założycielem i organizatorem wspólnotowego życia paulinów jest bł. Euzebiusz, który rozmiłowany w „byciu sam na sam z Bogiem” św. Pawła Pierwszego Pustelnika połączył kontemplację z działalnością apostolską. Pustelnicy prowadząc życie wspólnotowe, nie tylko szerzą kult Matki Bożej, ale ich charyzmatem jest też umiłowanie krzyża i modlitwa liturgiczna.

Euzebiusz urodził się w Ostrzyhomiu (dzisiaj to węgierskie miasto Esztergom) ok. roku 1200. Pochodził z bogatej, chrześcijańskiej rodziny. Nauki pobierał w szkole katedralnej w swoim mieście. Tam też otrzymał święcenia kapłańskie, a potem był kanonikiem katedralnym. Już wtedy wyróżniał się pobożnością i niezwykłą hojnością wobec biednych., stąd do dziś mnisi wskazują na niezwykła gościnność założyciela.

Podczas najazdu Tatarów w 1241 r. ratował swoje życie, ukrywając się w lasach Pilisium (Pecs). Rozdawszy swój majątek biednym, za zgodą biskupa z kilkoma towarzyszami rozpoczął życie pustelnicze w pobliżu Szanto, wypełnione pokutą i kontemplacją. Wspólnota w klasztorze pod wezwaniem Świętego Krzyża przyjęła tę samą surową regułę, co eremici z drugiego klasztoru św. Jakuba, założonego w 1215 r. przez biskupa Bartłomieja z Peczu, na górze Patacs. Wkrótce Euzebiusz doprowadził do połączenia tych klasztorów i został przełożonym pustelników naddunajskich. Nadał nowemu zgromadzeniu nazwę Zakon Braci św. Pawła, Pierwszego Pustelnika.

W 1262 r. Euzebiusz prosił papieża Urbana IV o zatwierdzenie swojej wspólnoty zakonnej z nadaniem mu Reguły św. Augustyna. Nastąpiło to dopiero w roku 1308, już po jego śmierci.

Kapituła generalna Zakonu z 1984 r. wezwała wszystkich paulinów, by w myśl soborowego „powrotu do źródeł” lepiej poznawali swoją duchowość, minione dzieje i bogate tradycje zakonu. Zwracała ona przede wszystkim uwagę na potrzebę większej popularyzacji kultu głównego współzałożyciela paulinów, to jest bł. Euzebiusza z Ostrzyhomia. Od 20 stycznia 2005 roku w swych kościołach paulini przeżywają święto bł. Euzebiusza.

Wskazując na pierwotny Euzebiański rys paulińskiej duchowości naznaczony tajemnicą krzyża, rozmiłowaniem braci w kontemplacji Męki Pańskiej, przełożony generalny Paulinów o. Arnold Chrapkowski zwrócił uwagę, że ta tajemnica krzyża była i jest wielkim wezwaniem do świętości. - To zachęta, by i współcześnie zakonnicy, żyjący tradycją minionych wieków zachowaną i potwierdzoną przez Kościół, byli świętymi przemieniającymi modlitwą i pracą rzeczywistość świata – podkreślił zakonnik.

W przeciągu wieków paulini wzbogacili swoje przesłanie o działalność duszpasterską. W XV stuleciu zaczęli obejmować parafie, a także otaczać opieką ruch pielgrzymkowy. Związek Zakonu Paulinów z Matką Bożą szczególnie uwidocznił się w XVII wieku, kiedy Stolica Apostolska powierzała im liczne maryjne sanktuaria.

Wśród ponad 500 paulinów dominują wciąż Polacy, to jednak w ostatnich latach widać znaczne umiędzynarodowienie wspólnoty. Biali zakonnicy są obecni w 17 krajach na 4 kontynentach.

Na potrzebę jednoczenia ludzi wokół Chrystusa dzisiaj wzorem bł. Euzebiusza wskazał o. Botond Bátor, proboszcz paulińskiej parafii i przełożony wspólnoty zakonnej w Şumuleu Ciuc w Rumunii. – Dzisiaj w tym świecie jest jakieś zadanie dla nas; abyśmy byli razem, oczywiście w wierze chrześcijańskiej i musimy zbierać ludzi do jednego ognia” – podkreślił paulin.

Choć paulini kojarzeni są głównie z polskim narodowym sanktuarium maryjnym na Jasnej Górze, to głoszony przez nich kult Bogurodzicy bierze swój początek z węgierskiej świadomości narodowej, a także z czci oddawanej Matce Bożej przez żyjących na Węgrzech pustelników.

Pierwszy król węgierski Święty Stefan (997-1038) przyjął koronę króla Węgier w dniu Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, przez co pragnął wyrazić swą głęboką cześć, jaką darzył Matkę Bożą. W miejscowości Székesfehérvár, ówczesnej stolicy Węgier, wzniósł na cześć Bogurodzicy ogromną bazylikę. Król każdego roku z wspaniałymi obchodami święcił dzień Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Dzień ten uczynił dniem praworządności, czyli wydawania wyroków. Oddał też kraj we władanie Matce Boskiej, zamiast tytułu Bogarodzicy nazywał ją Królową, Orędowniczką, Patronką Węgier. Królestwo Węgierskie już od zarania swoich dziejów nazywano krajem Maryi.

W 1382 r. z węgierskiego Márianosztra, które od początku istnienia było miejscem poświęconym Maryi, do Polski przybyło szesnastu węgierskich paulinów, którzy założyli klasztor na Jasnej Górze, który z czasem stał się sercem Zakonu Paulinów i narodowym sanktuarium Polaków. Tutaj swoją siedzibę ma Kuria Generalna - naczelna władza zakonu, na czele której stoi przełożony generalny.

Od ponad sześć wieków paulini w Polsce wpisują się w nasze dzieje modlitwą, służbą i czuwaniem przy cudami słynącym Obrazie Matki Bożej w Częstochowie. W dziedzictwo swojego zakonu paulini włączają się przez wytrwałą służbę pielgrzymom, przede wszystkim w konfesjonale i przy ołtarzu, a także współtworząc chrześcijańską kulturę Polski.

Jan Paweł II określił maryjność paulińską mianem „charyzmatu jasnogórskiego”; to głoszenie Słowa i sprawowanie sakramentów, oddanie Matce Najświętszej.

Przez wieki pielęgnowane były także paulińskie relacje polsko – węgierskie. Od 2011 r. przybywają pielgrzymki Madziarów na Jasną Górę, które są modlitwą w o jedność Polaków i Węgrów oraz za Europę - o powrót do chrześcijańskich wartości.

W Bastionie św. Barbary znajduje się pamiątka tych pielgrzymek: wotum - figura bł. Euzebiusza, nazwana została "Studnią Bł. Euzebiusza - Przyjaźni Polsko-Węgierskiej".

O węgierskich początkach Zakonu Paulinów opowiadają jubileuszowe wystawy. Już od dziś dzieje bł. Euzebiusza można poznawać na specjalnej ekspozycji w Sali Rycerskiej.

Natomiast wyjątkowe mobilne muzeum przygotowali węgierscy paulini. Wystawę otworzył dziś w Budapeszcie kard. Peter Erdo. Ekspozycja w nowatorski sposób stara się ukazać atrakcyjność życia zakonnego.Wystawa interaktywna zaopatrzona jest w kody QR, co umożliwi pielgrzymom pogłębienie wiedzy i skorzystanie z dodatkowych materiałów: filmów, zdjęć, muzyki, fotografii czy wywiadów z zakonnikami. Ekspozycja dostępna jest w języku polskim, węgierskim i angielskim. Będzie dostępna dla zwiedzających na dziedzińcu jasnogórskim w sobotę i niedzielę 25-26 stycznia. Potem autobus pojedzie do największych klasztorów paulińskich: Świdnicy, Wrocławia, Wieruszowa, Torunia i Warszawy. Na Jasną Górę powróci na początku lutego.

O Błogosławionym Euzebiuszu, przeszłości i współczesności białych mnichów opowiada także cykl filmowy na kanale YouTube pt. „Płomyki w Zakon zebrane - 12 rozmów o duchowości”. Kolejne odcinki publikowane będą 11. dnia każdego miesiąca tego roku. Rozmowy emitowane są również w Radiu Jasna Góra.

W dniach 10-16 września odbędą się uroczystości ku czci bł. Euzebiusza Międzynarodowy Kongresie Eucharystycznym na Węgrzech.

Wyższe Seminarium Duchowne Zakonu Paulinów na Skałce w Krakowie przygotuje modlitewne spotkanie oraz konferencję popularno-naukową: „Bł. Euzebiusz: dziedzictwo - świadectwo - proroctwo". Nowicjat w Leśniowie podejmie inicjatywy modlitewne i formacyjne. Poczta Polska wyda kolekcjonerski znaczek o bł. Euzebiuszu.

Szczegółowy harmonogram obchodów jubileuszu odnaleźć można na stronie na stronie www.cbe.paulini.pl w zakładce „Rok Euzebiusza”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję