Reklama

Sylwetki: świeccy szafarze Komunii św.

Marek Rychlik
Edycja zielonogórsko-gorzowska 42/2002

W diecezji zielonogórsko-gorzowskiej jest ich obecnie trzydziestu jeden. Nadzwyczajni szafarze Komunii św. - bo o nich mowa - funkcjonują od niedawna. W Polsce ich posługa została usankcjonowana 2 maja 1990 r. przez Konferencję Episkopatu Polski, który określił ogólne warunki umożliwiające ich powołanie przez biskupów diecezjalnych. Tak też się stało trzy lata temu w naszej diecezji na mocy decyzji bp. Adama Dyczkowskiego.

Kim jest

nadzwyczajny szafarz Komunii św.? Jak sama nazwa wskazuje, sprawowana przez niego posługa jest nadzwyczajna. Jest on posłańcem zanoszącym Komunię św. chorym do domu, do szpitala, a także pomagającym udzielać jej podczas dużych uroczystości religijnych, kiedy znaczna liczba wiernych tego wymaga. Nie jest to więc wyręczanie księdza, ale pomoc dla niego. Od sprawujących tę posługę mężczyzn wymaga się nieposzlakowanej opinii, aktywnego życia religijnego i ukończenia kursu zakończonego mianowaniem przez biskupa. Mianowanie jest udzielane na określony czas (zazwyczaj jednego roku) i może być odnawiane - nie jest więc to posługa dożywotnia. Nadzwyczajnymi szafarzami są ojcowie rodzin, ludzie normalnie funkcjonujący zawodowo.
Wraz z pojawieniem się pierwszych świeckich udzielających Komunii św. pojawiło się szereg obaw. Rodziły się pytania: Jak zostaną przyjęci i czy rzeczywiście są potrzebni? Dziś można śmiało powiedzieć, że ich służba jest niezwykle potrzebna - szczególnie ludziom cierpiącym, przykutym do łóżek. Dzięki nim Pan Jezus dociera bezpośrednio do domów ludzi chorych - tak się dzieje np. na Osiedlach Piastów Śląskich i Kopernik w Głogowie i wielu innych miejscowościach naszej diecezji. Nadzwyczajni szafarze są też częstymi gośćmi na oddziale paliatywnym głogowskiego szpitala.

Kiedy zostałem

nadzwyczajnym szafarzem Komunii św. trzy lata temu - mówi Dariusz Rzymek sprawujący posługę w tym szpitalu - zmieniło się moje życie osobiste. Dopiero od tego momentu tak naprawdę zrozumiałem, co znaczy dla mnie przyjmowanie Komunii św. i co oznacza ono dla innych. Jest to szczególnie dostrzegalne u ludzi chorych, którzy sami nie mogą przyjść do kościoła. Widać to w szpitalu, gdzie pojawiają się łzy szczęścia. Odwiedziny świeckiego szafarza to również rozmowa z chorym. Odczuwam wielką wdzięczność ze strony ludzi, którym zanoszę Pana Jezusa. Czuję się naprawdę potrzebny i inaczej spoglądam na swoje życie.
Podobne do tej opinie można usłyszeć również od innych nadzwyczajnych szafarzy. Stanisław Gajda z Gorzowa, który jest najstarszym wiekiem szafarzem (niedługo skończy siedemdziesiąt lat), mówi, że nie wyobraża sobie sytuacji, kiedy nie pójdzie i nie udzieli Komunii św. swoim podopiecznym.

Reklama

Opiekunem

i duchowym przewodnikiem szafarzy jest ks. Zbigniew Kobus - wykładowca Wyższego Seminarium Duchownego w Paradyżu. W dniach od 27 do 29 września spotkał się po raz kolejny z nimi w Rokitnie na dorocznych ćwiczeniach duchownych (rekolekcjach). Wzięło w nich udział 21 nadzwyczajnych szafarzy - nie wszyscy mogli przybyć ze względu na obowiązki zawodowe. - W tym przypadku - uważa ks. Z. Kobus - dobro wyraża się w posłudze nadzwyczajnych szafarzy podczas liturgii w parafiach, w których mieszkają, ale jest to też dobro osobiste tych ludzi, którzy spotykają się z Bogiem dotykając go i zanosząc ludziom chorym. Jest to niezwykle budujące, że ludzie świeccy znajdują radość i satysfakcję w niesieniu Komunii św. potrzebującym. W ten sposób także świeccy znajdują swoje miejsce w Kościele stając się prawdziwym ludem Bożym, w rozumieniu wszystkich tych, którzy przyjęli sakrament Chrztu Świętego, a więc łączy nas troska o zbawienie nie tylko nas samych, ale także tych, którzy szukają go patrząc na Kościół z boku.
Ustanowienie tej służby wywoływało szereg wątpliwości. Pomimo sprawdzenia się świeckich w roli posłańców niosących Komunię św., jest ciągle wielu przeciwników tej posługi. Występują oni zarówno wśród ludzi świeckich, jak i duchownych. Czas jednak pokazuje, że wątpliwości te będą zanikać, tym bardziej, że nie mają ich ludzie chorzy i cierpiący. Niebawem rozpocznie się także nowy kurs dla nadzwyczajnych szafarzy. Jego początek planowany jest na połowę listopada. Tak więc kolejna grupa ludzi chorych będzie mogła liczyć na to, że któregoś dnia zapuka do nich świecki posłaniec niosący nadzwyczajny dar i dobre słowo.

Reklama

Potrzebny milion, by uratować Wojtusia

2019-07-16 11:47


Niedziela Ogólnopolska 29/2019, str. 57

– Tato, czy zobaczę Pana Jezusa na żywo?
– Tak, zobaczysz, ale jeszcze nie teraz...
4-letni Wojtuś potrzebuje pomocy. Dzięki naszej pomocy tata będzie mógł dotrzymać obietnicy danej synowi: jeszcze nie teraz...

Archiwum rodzinne
4-letni Wojtuś

Wojtek Duda w maju skończył 4 lata. Jeszcze kilka dni wcześniej żył zwyczajnie – chodził do przedszkola, godzinami bawił się dinozaurami albo samolotami. Dokazywał z młodszym bratem Kubusiem. Podczas rutynowych badań serca na zdjęciu rtg klatki piersiowej ukazał się guz wielkości kurzego jajka. Natychmiastowe skierowanie na oddział onkologii dziecięcej, seria badań, operacja i diagnoza – neuroblastoma, nerwiak zarodkowy, jeden z najczęściej występujących nowotworów wieku dziecięcego. Najbardziej złośliwy i trudny do wyleczenia typ z dodatnim genem N-myc. Z możliwymi przerzutami w trakcie chemioterapii. „Nasze życie przestało istnieć. Wojtka dzieciństwo się skończyło. Ma zaledwie 4 lata, a przeszedł więcej niż niejeden z nas” – pisze pani Agnieszka, mama Wojtka. „A to dopiero początek jego drogi usłanej cierpieniem. Przed Wojtusiem miesiące leczenia: 8 cykli chemioterapii, radioterapia, pobranie komórek macierzystych, autoprzeszczep i na koniec immunoterapia”.

Wyścig z czasem

Wojtek ma 60 proc. szansy na wyleczenie. Jego nadzieją jest terapia w Genui – klinice prowadzonej przez Włoskie Stowarzyszenie Walki z Neuroblastomą O.N.L.U.S., w której pomoc znalazło już niejedno polskie dziecko. – Najlepszy moment wyjazdu do Włoch to czas między 7. a 8. cyklem chemii Wojtusia, czyli pierwszy tydzień sierpnia – tłumaczy nam pani Agnieszka. – Po 8. chemii ma mieć autoprzeszczep. Pobieranie komórek macierzystych, chemia, wszczepianie na nowo komórek macierzystych, żeby organizm mógł się odbudować. I tu już muszą być Włochy.

Jest jedno „ale”: potrzeba prawie miliona złotych. „Cena wyznaczona za życie naszego dziecka jest horrendalna, a leczenie musi być opłacone z góry. Każdy dzień ma ogromne znaczenie. Nie mamy ani chwili do stracenia. Błagamy, pomóżcie ocalić Wojtusia! To nasza jedyna szansa na ratunek” – piszą rodzice Wojtusia na stronie: wojtekduda.pl . – Wojtuś jest wielkim bohaterem. Z płaczem, ale wszystko dzielnie znosi. Da radę przez to przejść, tylko musi mieć szansę. Jako rodzice jesteśmy zobowiązani, żeby zrobić wszystko, by leczył się u najlepszych. To dla nas bezdyskusyjne. Zgromadzona jest już ogromna kwota, ale do zebrania mamy wciąż dla nas niewyobrażalną sumę pieniędzy – mówi pani Agnieszka, podczas gdy jej mąż trwa na posterunku przy synku w katowickiej klinice. I dodaje, zwracając się do darczyńców: – Wizja śmierci naszego dziecka towarzyszy nam każdego dnia. Prosimy o pomoc. Każdy grosz przybliża nas do wygranej. Życie naszego dziecka jest w Waszych rękach. Proszę, pomóżcie nam ocalić Wojtusia!

Trwa wyścig z czasem. Zostały 2 tygodnie, żeby zebrać 630 tys. zł (dane na 15 lipca, kiedy to oddajemy numer do druku). Czy się uda? Ton głosu pani Agnieszki nie pozostawia wątpliwości: – Jak byłam w ciąży, modliłam się Nowenną Pompejańską za moje nienarodzone jeszcze dziecko. Pod koniec było wokół nas bardzo dużo modlitwy, błogosławieństwa. Nic nie wskazywało na to, że poród będzie tak trudny. Wojtuś miał zamartwicę, był reanimowany. Cudem go uratowano. Do swoich 4. urodzin był zupełnie zdrowy. Jestem święcie przekonana, że Bóg chciał Wojtusia. Wierzę, że tak będzie i teraz.

Armia dla Wojtka

Chłopca i jego bliskich wspiera armia ludzi. Modlą się, podtrzymują na duchu, wpłacają pieniądze. Zaangażowali się przyjaciele, znajomi i zupełnie obcy ludzie, których poruszył los Wojtusia. Były nowenna za wstawiennictwem kard. Hlonda, Nowenna Pompejańska, Koronka uwielbienia Boga ze św. Michałem Archaniołem wraz z Chórami Aniołów. Temu ostatniemu jest bardzo oddana mama Wojtka. – Jestem zaskoczona, że Pan Bóg do mnie aż tak wprost przemawia. W trudnych sytuacjach, czasem przerastających moje możliwości, czuję wsparcie św. Michała Archanioła. Kiedy zaczynam uwielbiać Boga za jego przyczyną, otrzymuję łaski. Wiem, że mój syn jest otoczony modlitwą. Dlatego mam pewność, że będzie zdrowy, że uda nam się zebrać pieniądze na jego leczenie. To droga przez mękę usłana cudami – podsumowuje pani Agnieszka. Bądźmy więc i my pomocnikami Boga w uczynieniu kolejnego cudu.

Więcej o Wojtusiu i możliwościach pomocy na: www.wojtekduda.pl .

Wpłaty na leczenie: Fundacja Dzieciom „Zdążyć z Pomocą”, ul. Łomiańska 5, 01-685 Warszawa, gm. Bielany, NIP 118-14-28-385, KRS 0000037904, Alior Bank SA 42 2490 0005 0000 4600 7549 3994

WAŻNE! W tytule przelewu należy wpisać: „Wojtek Duda. Numer identyfikacyjny 35897”

Wpłaty zagraniczne: Kod SWIFT (BIC): ALBPPLPW

PL 90 2490 0005 0000 4530 9858 4994 (darowizny w dolarach amerykańskich)

PL 82 2490 0005 0000 4600 7337 4309 (darowizny w euro).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Katolickie Stowarzyszenie Lekarzy: oburzenie skazaniem na śmierć głodową Vincenta Lamberta

2019-07-17 18:03

lk / Warszawa (KAI)

Przygnębienie i oburzenie decyzją lekarzy, którzy zaniechali odżywiania i nawadniania, skazując na śmierć głodową Vincenta Lamberta, pacjenta Kliniki Uniwersyteckiej w Reims we Francji, wyraziło Katolickie Stowarzyszenie Lekarzy Polskich. Mężczyzna zmarł dziewięć dni po odłączeniu go od aparatury podtrzymującej życie.

Poniżej tekst stanowiska przesłanego KAI:

Stanowisko Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy Polskich wobec zaniechania żywienia chorego Vincenta Lamberta

1. Jesteśmy oburzeni i przygnębieni decyzją lekarzy, którzy od dnia 3.07.2019 r. zaniechali odżywiania i nawadniania, skazując na śmierć głodową Vincenta Lamberta - pacjenta Kliniki Uniwersyteckiej w Reims we Francji.

2. Działania zespołu medycznego w ostatnich 9 dniach życia Vincenta są sprzeczne z prawami człowieka i zasadami etyki lekarskiej, są formą eutanazji i aktem okrucieństwa wobec pacjenta i jego rodziców. Niszczy to wizerunek lekarza i podważa zaufanie do naszego zawodu.

3. Nie jest uporczywą terapią żywienie przez sondę i pojenie wodą pacjenta z zachowanym samodzielnym oddechem oraz minimalną świadomością.

4. Żaden wyrok sądowy ani opinia specjalistów nie usprawiedliwiają działań zmierzających do zakończenia życia chorego, pozbawienia go jedzenia, picia i pomocy najbliższych oraz odbierania mu możliwości leczenia i rehabilitowania w innym ośrodku medycznym.

5. Mamy nadzieję, że historia choroby i śmierci głodowej Vincenta Lamberta oraz walka jego rodziców i tysięcy ludzi na całym świecie o jego ocalenie przyczynią się do ochrony życia i godności innych ciężko chorych pacjentów.

W imieniu Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy Polskich:

dr n.med. ELŻBIETA KORTYCZKO, prezes KSLP, specjalista pediatrii i neonatologii,

prof. BOGDAN CHAZAN, wiceprezes KSLP i prezes Oddz. Mazowieckiego, specjalista ginekologii i położnictwa,

lek. ANNA GRĘZIAK, Honorowy Prezes KSLP, anestezjolog, członek Zespołu przy Rzeczniku Praw Pacjenta ds. opracowania standardów postępowania w terapiach medycznych stosowanych w okresie kończącego się życia,

lek. GRAŻYNA RYBAK, delegat Oddz. Mazowieckiego KSLP, specjalista pediatrii,

lek. MARZENNA KOSZAŃSKA, wiceprezes Oddz. Mazowieckiego KSLP, specjalista pediatrii

----

42-letni Vincent Lambert, który po wypadku w 2008 r. był sparaliżowany, żył przez 11 lat w stanie minimalnej świadomości. Na wniosek żony i lekarzy, wbrew prośbom rodziców, którzy chcieli go przenieść do ośrodka opieki, francuski wymiar sprawiedliwości wydał zgodę na jego uśmiercenie. Zmarł 11 lipca, dziewięć dni po tym, jak został odłączony od sztucznego nawodnienia i odżywiania. Dwa dni później odbył się jego pogrzeb.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem