Reklama

Uwaga na biblijki!

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Kiedy przeglądam ofertę tzw. biblijek, czyli biblijnych książek dla dzieci, których pojawiło się bardzo wiele w polskich księgarniach i hipermarketach, ogarnia mnie, łagodnie mówiąc, niepokój. Wprost ciśnie się na myśl przestroga w formie przysłowia: „Nie wszystko złoto, co się świeci!”.
Co z tego, że dużo w tych książkach ilustracji, że są ładnie wydrukowane i w twardej oprawie, że mają złote brzegi i zakładki... Że można przebierać od puzzli (są takie również z cyklu opowieści biblijnych), przez książki z grubymi kartonowymi stronami dla maluchów, aż po książki dla dzieci starszych? Cóż z tego, że mamy tzw. duży wybór, kiedy ten wybór nie jest - z małymi wyjątkami - przeznaczony dla rodziny katolickiej? Jest to wybór - poza nielicznymi przypadkami - przedruków.
Sama jestem zwolenniczką książek pięknie wydanych, ale uroda nie może przysłaniać treści. Niewielu, kupując w dobrej wierze owe „złotości”, przygląda się bliżej zawartości książek, sprawdza, kto jest ich autorem, kto je wydaje i w jakim celu. Niewielu zagląda do środka, dając się zwieść nabożnemu tytułowi. Często wystarcza, że jest napisane złotymi literami: „Pamiątka Pierwszej Komunii świętej”. A książeczka wyszła spod rąk ludzi, dla których np. Komunia w ogóle święta nie jest! Co jest zaś święte dla polskiego wydawcy kupującego od tych ludzi licencję? - pytanie retoryczne.
Tak więc odnalezienie Biblii dla dzieci napisanej z katolickiego punktu widzenia może być niełatwym zadaniem, bo podejrzani wydawcy starannie tuszują dziwne pochodzenie swoich produktów. Przecież nikt nie zaznacza na okładce, że jego książeczka oparta jest na teologii protestanckiej, że opracowali ją np. anglikanie. Po autorach również się nie zorientujemy, bo na okładkach ich nie ma. Oryginalność i prawdziwość rysunku też ma olbrzymie znaczenie dla małego odbiorcy. Tymczasem odnoszę wrażenie, jakby zagraniczne biblijki, choć zróżnicowane pod względem formatu i objętości, wychodziły jednak z tej samej fabryki, a symbolika postaci i atrybutów była rysownikom całkiem obca. Naprawdę nie mam nic przeciwko opracowaniom biblijnym innych wyznań, ale niech służą one tym, dla których powstały.
Szukając książki dla dziecka w księgarni, kierujemy się zwykle do działu „religia”, w którym, co logiczne, jest i buddyzm, i islam, itd. W wielu księgarniach, wzorem z Zachodu, religia łączona bywa z bardzo modną od kilku lat ezoteryką, która z naszą religią ma tyle wspólnego, co słoń z kołem podbiegunowym. Dlatego, jeśli ktoś ma taką możliwość, lepiej niech uda się do księgarni katolickiej. Tam na pewno znajdzie katolickie opracowania - ale uwaga! - spotka też niemało obcych przedruków, bowiem nie każdy kierownik takiej placówki oferowane mu biblijki ogląda dokładnie…
W hipermarketach jakże często spotykamy po prostu bezładne stosy książek (taki sam towar jak choćby foliowana mortadela). Wśród nich „pamiątki Pierwszej Komunii świętej”. Wszystkie tanie, to na pewno, ale to jedyny walor. Wątpliwe pamiątki. Trzeba jednak podkreślić pozytywny wyjątek, którym jest sieć Tesco. Tesco postawiło tym razem na bp. Antoniego Długosza i we wszystkich swych pięćdziesięciu hipermarketach eksponuje jego najnowsze dzieło „Opowiem Ci o Jezusie”.
Pozytywny przykład obok książek bp. Długosza stanowi „Biblia dla dzieci. Nowy Testament” wydana przez Jedność. Jest to książka bardziej dla młodzieży niż dla dzieci, przekład z włoskiego (autor Marco Giudici), z rysunkami włoskich ilustratorów. Opowieść nie kończy się na Zesłaniu Ducha Świętego. Są również omówione Dzieje Apostolskie.
Firma Księgarska Olesiejuk spod Warszawy, która chociażby ze swej nazwy powinna zajmować się dystrybucją książek, postanowiła sama zabawić się w wydawcę i właśnie zarzuciła rynek obcymi przedrukami. Jak nietrudno się domyślić, z braku odpowiednich sił fachowych (wydawanie książek i ich sprzedaż to jednak dwie różne branże), sięga po najtańsze zagraniczne licencje. W efekcie oferuje produkty, które nie mogą pomóc w autentycznym przygotowaniu dziecka do spotkania z Jezusem w Eucharystii.
Parę negatywnych przykładów. „Dziecięca skarbnica historii biblijnych” wypuszczona na rynek właśnie przez Firmę Księgarską Olesiejuk. Już ze spisu treści (podział na Stary i Nowy Testament) wynika, że Maryja występuje tylko w rozdziale „Anioł nawiedza Maryję”. W rozdziale „Ostatnia Wieczerza” nie ma słowa o ustanowieniu Eucharystii. Nie wiadomo, z jakiego przekładu Biblii pochodzą cytaty. Nie podano autora poszczególnych rozdziałów opartych na Piśmie Świętym.
„Ilustrowane historie biblijne. Ponad 200 pięknie ilustrowanych przypowieści ze Starego i Nowego Testamentu” to polski przekład za wydawnictwem brytyjskim Parragon Books Ltd., wyłączny (!) dystrybutor Firma Księgarska Olesiejuk. Anonimowy pisarz powołuje się co prawda na poszczególne księgi Pisma Świętego, ale konstruuje swoją własną opowieść z położeniem nacisku na walory historyczne, co widać też w ilustracjach (czasami zdjęcia, czasami ilustracje na podstawie dzieł sztuki). Tak samo mogłaby wyglądać na przykład opowieść o wikingach. Podobnie jak w innych takich opracowaniach, nie ma tu żadnego nawiązania do czasów współczesnych, do tego, że założony przez Chrystusa Kościół istnieje nadal, że apostoł Piotr ma swoich następców i jest święty. Biblia przedstawiona jest jako zbiór historyjek z dawno minionych czasów.
Tu przypominają mi się słowa bp. Długosza: „O Biblii mówię dzieciom w czasie teraźniejszym. To nie może być jak w bajce - za siedmioma górami, za siedmioma lasami. Czas teraźniejszy pozwala dzieciom być czynnym uczestnikiem wydarzenia. Biblia nie jest wspomnieniem, jest księgą żywą, którą odczytywać będziemy do końca życia. Wydarzenia historyczne przeminęły, ale misterium trwa. Chrystus nadal pisze historię Zbawienia na kanwie naszego życia. Pisanie Pisma Świętego zakończy się dopiero z powtórnym przyjściem Pana Jezusa na ziemię”.
Dla wydawcy jest dużo prościej i taniej kupić obce produkty, uniwersalne (a więc tanie), zrobione według jednego schematu, różniące się tylko wersjami językowymi, sprzedawane na całym świecie. Koszt produkcji jest wtedy dużo niższy, autorzy dawno opłaceni. Możliwe są milionowe nakłady, bo przecież te same, wydrukowane w Chinach, „Ilustrowane historie biblijne” czy też „Moje pierwsze opowieści biblijne” (trzeba tylko przetłumaczyć tekst) można kupić potem w Polsce, Niemczech, Wielkiej Brytanii, Szwecji, Rosji i Bóg wie gdzie jeszcze. Autorzy tych książeczek (tekstu i ilustracji) są najczęściej anonimowi.
Jednym z takich wydawniczych fabrykantów jest brytyjska firma Parragon Books Ltd., która ma już w Polsce wielu chętnych licencjobiorców. Jeśli popatrzymy na ich ofertę na stronie internetowej, to widzimy bogato ilustrowane pozycje o magii, tarocie, starożytnych obrzędach, ezoteryce, książki z przepisami kucharskimi, bajki dla dzieci, no i oczywiście biblijki. „Moje pierwsze opowieści biblijne” to właśnie polski przekład za Parragon Books Ltd. Brak źródła przekładu Biblii (nagminne), wygląda na własny dowolny przekład anonimowego autora. W spisie treści nie odnajdziemy imienia Maryi, Zwiastowanie zostało określone jako „Anioł-Posłaniec”, a pod spodem podpis: Ewangelia wg św. Łukasza, 1.
Żeby zadowolić gusta ludzi na całym świecie, ludzi różnych kultur i wyznań, książki takie nie mogą mieć siłą rzeczy żadnego określonego oblicza, a już broń Boże katolickich akcentów. Ograniczyłoby to przecież w znacznym stopniu krąg odbiorców. Opowieści ewangeliczne traktowane są w nich więc albo w kategoriach bajki, albo mitu, a nie prawdy wiary. Przede wszystkim próżno by w nich szukać tak w Polsce kultywowanych wątków maryjnych - występuje on jedynie w scenie Bożego Narodzenia. Nie ma mowy np. o Niepokalanym Poczęciu czy Wniebowzięciu.
Inaczej wyglądają nieliczne Ewangelie dla dzieci przygotowane przez polskich wydawców naprawdę godnych miana katolickich. Warto szczególnie zwrócić uwagę na dwie pozycje napisane przez „biskupa od dzieci” - Antoniego Długosza: dawniejszą książkę „Dobry Bóg mówi do nas. Pismo Święte dla dzieci” oraz najnowszą „Opowiem Ci o Jezusie. Ewangelia dla dzieci”. Znany z telewizyjnego programu „Ziarno” biskup pomocniczy diecezji częstochowskiej jest nie tylko doktorem habilitowanym katechetyki, umie też pięknie, przystępnie i mądrze opowiadać. I na pewno czyni to w duchu katolickim, zgodnie z zasadami naszej wiary.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2008-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Tragiczny wypadek na A1. Nie żyje prof. Marcin Kozakiewicz, wybitny łódzki chirurg

2026-05-29 15:59

[ TEMATY ]

śmierć

Uniwersytet Medyczny w Łodzi

Środowisko medyczne oraz akademickie pogrążyło się w głębokim żalu. W następstwie dramatycznego wypadku drogowego, do którego doszło na autostradzie A1, odszedł prof. dr hab. n. med. Marcin Kozakiewicz — ceniony lekarz, naukowiec i kierownik Kliniki Chirurgii Szczękowo-Twarzowej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Do tragicznego zdarzenia doszło w nocy z soboty na niedzielę (24 maja 2026 roku) na odcinku autostrady A1 w kierunku Gdańska, w rejonie Tuszyna. Jak wynika z informacji przekazanych przez TVP3 Łódź, bezpośrednią przyczyną katastrofy było skrajnie nieodpowiedzialne zachowanie jednego z kierowców, który wjechał na trasę szybkiego ruchu pod prąd.
CZYTAJ DALEJ

„Wystrzegaj się trwogi i niepokoju”

2026-05-30 10:22

[ TEMATY ]

Samuel Pereira

Materiały własne autora

Samuel Pereira

Samuel Pereira

Ten felieton jest o tyle osobisty, że jest o moim patronie. Ojca Pio wybrałem sobie na trzecie imię, przy bierzmowaniu nieprzypadkowo. To święty wyjątkowy, który przyciągnął mnie swoją historią człowieka łączącego łagodność z pobożną surowością. Taką, która bywa nam potrzebna w niektórych momentach, a która prowadzi do otrzeźwienia w momentach zagubienia. Dziś ten włoski zakonnik znów nie daje nam o sobie zapomnieć.

We włoskiej Casalbie, niewielkiej miejscowości pod Neapolem, przy figurze św. Ojca Pio miało dojść do zjawiska, które poruszyło wiernych i media. Na policzku figury zauważono ślad przypominający krwawą łzę. Proboszcz parafii najpierw próbował go usunąć, potem sprawdzał monitoring, a następnie zawiadomił arcybiskupa. Sprawę bada specjalna komisja. Kościół słusznie zachowuje ostrożność. Nie wszystko, co porusza emocje, musi być cudem. Nie każdy znak jest znakiem z nieba. Ale też nie każdą tajemnicę da się od razu zamknąć w słowie „przypadek”.
CZYTAJ DALEJ

XXII Zawody Wędkarskie spławikowo-gruntowe w Dobiegniewie

2026-05-30 22:03

[ TEMATY ]

Zielona Góra

Dobiegniew

Akcja Katolicka

Zarząd Akcji Katolickiej Diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiej wraz z Parafialnym Oddziałem AK przy parafii św. Józefa w Dobiegniewie, zapraszają na XXII Zawody Wędkarskie spławikowo-gruntowe im. Biskupa Adama Dyczkowskiego.

Zawody odbędą się w sobotę 13 czerwca 2026 nad jeziorem Wielgie w Dobiegniewie. Miejsce zbiórki uczestników - zjazd z drogi nr 160 (Dobiegniew – Choszczno), na końcu Dobiegniewa w ul. Majową, stąd ok. 50 metrów do miejsca zbiórki nad jeziorem, widoczne z drogi głównej. Godzina zbiórki - 7.30.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję